Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Pod koniec XIX wieku na scenie pojawił się nowy środek transportu – dzisiaj zwany rowerem, wtedy bicyklem lub welocypedem. Początkowo był skomplikowany i niewygodny, z powodu wielkiego przedniego koła trudno sterowny i grożący nieprzyjemnym upadkiem. Jednak w połowie lat 80-tych pojawił się już model z kołami równej wielkości i napędem na tylne koło, a wkrótce potem także wulkanizowane opony. Jazda na rowerze stała się dużo łatwiejsza i przyjemniejsza, a on sam zaczął szybko zyskiwać ogromną popularność wśród obojga płci.

Ta nowa moda miała wielu przeciwników. Występowali przeciwko niej zarówno lekarze (doszukujący się w jeździe na bicyklu rozlicznych zagrożeń dla zdrowia), jak i publicyści i moraliści – uważali ją za niepotrzebną, niebezpieczną, śmieszną i niemoralną. Jeżeli mogła jeszcze ujść dla panów, którzy przecież częściej oddawali się różnym sportom, wielu uważało ją za wyjątkowo nieodpowiednią dla kobiet.

Koncepcja damy na welocypedzie budziła sprzeciw na różnych frontach. Estetom nie podobały się ruchy z tym związane ani kostium. Moralistom to, że przy jeździe na rowerze nie dawało się ukryć faktu, iż kobieta posiada dwie nogi, w dodatku przy tej okazji odsłonięte w stopniu znacznie większym, niż uważano za przyzwoite. Poza tym dama nie miała się przecież dokąd spieszyć i powinna unikać wysiłku. Lekarze sugerowali – w bardzo zawoalowany sposób – że energiczny ruch nóg może prowadzić do komplikacji ginekologicznych (podobnych zagrożeń upatrywali w napędzanej pedałem maszynie do szycia). Straszyli także utratą pięknych kształtów ręki i... halocynacjami. Gazety przedrukowywały nawoływania przeciw rowerom z pism francuskich, licząc może na to, że autorytet stolicy mody podziała na Polki.

Wszystkie te wysiłki na nic się nie zdały – kiedy już welocyped raz pojawił się na scenie, nie udało się go z niej zrzucić. Nadchodziła epoka roweru.

 

Cyklistki warszawskie (bo są i cyklistki!) urządziły przed tygodniem wycieczkę do Sękocina. Było ich dwanaście, a z nich jedna tylko jechała na trycyklu. jedenaście zaś naśladowało w sposobie jazdę mężczyzn, co ani dla zdrowia ani dla przyzwoitości właściwem nie było. Paniom tym towarzyszyło dwóch panów, mających pomiędzy niemi żony. Wycieczka trwała od 6½ zrana do 2 po południu.

Z chwili bieżącej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1892

 

W obecnej chwili większość elegantek używa jeszcze przyjemności jesieni wyjątkowo pięknej w tym roku; rozkoszując się słońcem bez upałów wolą jeszcze jeździć konno a nawet polować aniżeli w murach miasta myśleć o strojach jesiennych. Amazonki i kostiumy myśliwskie a nawet ubrania do jazdy na welocypedzie zajmują więcej niż suknie wieczorowe.

O ubiorach, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1892

 

Oto u sprężystych cyklistów, odbywa się piąty konkurs, z udziałem dam... No, tak, z udziałem „sprężystych" dam.
Program konkursu:
1) Holendry zewnętrzne na przód.
2) Jazda z pętlą.
Odznaczenia: żetony srebrny i bronzowy, oraz nagroda honorowa, w przedmiocie pamiątkowym, ofiarowana przez redakcyę jednego z pism codziennych.
To mi postępowa redakcya! To rozumiem; wprawdzie nie próbuję, wziąwszy „le courage a deux mains," ogłosić swego nazwiska, no, ale wiemy przecież wszyscy, kto zwykł u nas rozdawać nagrody.
A więc, brawo! Holendry zewnętrzne na przód i jazda z pętlą! Pan nie rozumiesz co to znaczy? Ja też, co prawda, nierozumiem. Ale to nic nie szkodzi. Cieszę się, że „sprężyste" komiwojażerki i posłanki, bo o nie to zapewne chodzi, będą mogły uwijać się na bicyklach, oszczędzając spracowane muskuły... że zdobędą siłę w nogach, skoro im ona w głowie niepotrzebna.

Z tygodnia, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1893

 

O plebiscycie nowym a w swoim rodzaju jedynym, donoszą z Paryża. Troskliwi o udział, jak można najszerszy, kobiety w życiu sportowem, postanowili odwołać się do opinii publicznej, aby sprawdzić, jak się ta wszechwładna pani zapatruje na kobiecą jazdę welocypedową. Odniesiono się zatem do rodzaju głosowania powszechnego; zapytania rozesłane są do wszystkich, którzy z tego lub owego tytułu, mają prawo do wtrącenia swego pro lub contra.
Ale nie bardzo głęboko sięga w motywach swoich kwestyonaryusz o którym mowa. Nie idzie tam bynajmniej o to, czy to jazda właściwa dla kobiet ze względów hygienicznych, czy potrzebnie wciąga ona kobietę w życie sportowe, które trudno uważać jako atmosferę dla kobiety odpowiednią; nie mówi się też co ma do zyskania na welocypedowej jeździe przyszła małżonka i matka rodziny; tego wszystkiego niema, ale natomiast inne względy brane są pod uwagę; o co innego pyta kwestyonaryusz. Idzie mianowicie o to, czy dyktująca światu prawa we wszystkiem co wdzięku a tem samem mody dotyczę, kobieta francuzka, nie utraci nic ze swego naturalnego, przez tyle pokoleń wypracowanego powabu, czy przeciwnie nabędzie męzkiej maniery, która obniży ten urok, dotychczas niepodlegający konkurencyi.
Posypią się tedy odpowiedzi, o których w swoim czasie zawiadomić naszych czytelniczek nie zaniedbamy.

To i owo, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1894

 

Zobaczmy co słychać w tej sprawie niżej nieco tak na przykład w high-lif'ie paryzkim. Tamtejszy Moniteur de la mode w numerze z 28 Lipca r. b. drukuje odezwę podpisaną M. de Saverny, którą przytaczamy dosłownie.
„Co wy sobie myślicie, piękne czytelniczki moje, latając na tej niemądrej maszynie, którą zowią bicyklem, po ulicach miasta i drogach lasku?
„Czyście nie mogły wynaleźć dla siebie czegoś więcej harmonijnego, mniej brzydkiego, a nadewszystko mniej nieprzyzwoitego?
„Odkądże to wydaje wam się rzeczą właściwą i odpowiednią kobiecej godności, prezentować publice nogę obciśniętą aż do kolana?
„A ta wasza pozycya! Wszakże to wywraca wszystkie dotychczasowe pojęcia o wdzięku kobiecym. Że też żadna z was nie może widzieć samej siebie z tymi ruchami nóg, z tą głową wciśniętą w ramiona. Gdyby się nie robiło przykro patrząc na was w tej pozycyi, doprawdy, że boki ze śmiechu zrywaćby można.
„Boże jakież to brzydkie i pospolite!"

Ze sportu welocypedowego, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1894

 

Jest pewna część młodych kobiet i młodych panien jednak, które sobie nabiły w głowę, że im to nic nie ubliża latać po drogach publicznych, ocierając się o pewnego rodzaju kobiety, te właśnie którym rozrywka ta najbardziej się podoba i przystoi.
Ale się też dobrało wszystko do harmonii w tym sporcie, bo i maszyna sama i kostyum wart maszyny, a postawa warta maszyny i kostyumu.
A wiele to tam szczegółów drobnych na które oburzyć się trzeba:
Oto na przykład widzimy w lasku biegnący powóz, a w nim kobietę, jak się wydaje zupełnie przyzwoitą. Jest też taką o ile sądzić wolno z nazwiska, które nosi. W jej rodzinie wszystkie kobiety były przyzwoite.
Naraz na zakręcie drogi ta dama spostrzega służącego, który prowadzi jej bicykl. W jednej chwili powóz zatrzymuje się, dama wyprostowywa się, opuszcza spódniczkę w głąb powozu i ukazuje się oczom przechodzących w swojej opłakanej liberyi.
Jak się pokazuje, jej nie razi to przedstawienie, które robi z siebie na korzyść pierwszego lepszego ulicznego włóczęgi i całej zgrai tego rodzaju gapiów, no ale skoro nie razi jej, to razić musi nas za nią i za jej podobne.
Można nie być kobietą dzikiej, klasztornej cnoty, żegnającej się krzyżem świętym przed pokusami tego świata, ale opuszczać publicznie dolne ubranie bez względu na to co się tam znajdzie pod spodem, ujść może tylko na estradzie wątpliwej sławy teatrzyku.
I gdzież są wielkie damy starych francuzkich rodów? Coby one powiedziały zobaczywszy swoje wnuczki ujmujące się w biodrach, palące papierosa na drodze publicznej miejskiej i przebierające się za cyrkowych poliszynelów?
Narzekają nasze staruszki matki i babki, ale lepiejby zrobiły, żeby resztą powagi i wpływu stowarzyszyły się przeciwko temu naporowi amerykańskiego wychowania, które nam zaczyna życie rodzinne nasze, doszczętnie przewracać.
Dosyć było flirtu jako obyczaju; bicykl jest uwieńczeniem.

Ze sportu welocypedowego, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1894

 

Od bucików przerzucamy się na zakończenie do przechadzek pieszo, za któremi z wielkim zapałem głosuje wiele Paryżanek. Minęły chyba bezpowrotnie czasy, gdy kobiety z dobrego towarzystwa ukazywały się tylko w powozach, dziś zupełnie zmieniły się zwyczaje i warunki. Przez poznanie i zrozumienie hygieny kobiety stają się ruchliwe, emancypacya popchnęła je do polowania, widzimy je na welocypedach, na łyżwach ślizgają się znakomicie, a praktyczna oszczędność i dbałość o zdrowie zachęca je do kursów pieszo.

O ubiorach, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1894

 

Czytelniczki nasze spędzające lato na wsi uprzyjemniają sobie pobyt jazdą konno, pływaniem łódką, jeżdżeniem na welocypedzie i t. p. w przeszłym kwartale przedstawiliśmy modele toalet do wszelkiego rodzaju sportu i do gier na świeżem powietrzu, dziś dodamy tylko najświeższe szczegóły.

O ubiorach, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1895

 

Jazda na welocypedzie znajduje u nas o wiele mniej zwolenniczek niż jazda konno i słusznie, bo o ile na koniu w amazonce figura przedstawia się pięknie i korzystnie, to na rowerze jadąca kobieta jest tylko o krok od śmieszności, ruchy są nieestetyczne, równowaga trudna, damski fason sukni niedogodny w ruchach, więc ubiór zbliża się trochę do męzkiego i przez to traci wdzięk właściwy. Trudno być pełną gracyi w spódnicy formą szerokich bufiastych majtek, w bluzie przyciśniętej stanikiem kamizelkowym sukiennym z guzikami metalowemi; kapelusz melonik czarny, rękawiczki z psiej skóry, kamasze trykotowe.

O ubiorach, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1895

 

Z każdym dniem wzmagające się upały, przynaglają do szybkiego opuszczenia miasta, w którem pozostają w lecie tylko osoby skrępowane jakimś obowiązkiem lub okolicznościami. Ogół zajęty wyborem miejscowości do spędzenia lata, jakiej stacyi klimatycznej, kąpielowej lub tylko spokojnego ustronia wiejskiego. Jedni wyjeżdżają goniąc za zabawą, drudzy ratując zdrowie, inni szukając świeżych wrażeń — stosownie do tych różnorodnych warunków przygotowują się toalety letnie. Starając się zawsze zadowolić wymagania i potrzeby wszystkich naszych czytelniczek dzisiejsze sprawozdanie poświęcimy ubiorom podróżnym, u wód, na wsi do jazdy konno, do welocypedu it.p.

O ubiorach, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1895

 

Ciężkie godziny przyszły na tę maszynę w Berlinie w ostatnich tygodniach ubiegłego miesiąca. Ciężkie, mówimy, bo z trybunałem takim jak berlińskie: „Verein fur innere Medicin" żartów nie ma żadnych, a o kilku tygodniach wspomnieliśmy ze względu, że już przez dwa Poniedziałki, które są dniami przeznaczonymi na zebrania Towarzystwa, toczą się tam rozprawy o wpływie jazdy welocypedowej na zdrowie ludzkie i o tem w konkluzyi, czy należy ją zalecać lub odradzać i w jakich mianowicie wypadkach szczególnie.
Z oskarżeniem nader surowem wystąpił docent fakultetu berlińskiego dr. Mendelsohn i w tym duchu zredagowaną jest właśnie jego praca, którą zebranym znakomitościom medycyny niemieckiej do rozpoznania przedstawił. Rozprawa nosi tytuł: „Czy można się zapatrywać na jazdę welocypedową jako na ćwiczenie ciała, mogące przynieść organizmowi pożytek?"
Dr. Mendelsohn utrzymuje, że jego praktyka lekarska osobista, daje mu na to zapytanie odpowiedź całkowicie ujemną. Pozycja jaką z konieczności przyjąć musi jadący, sprowadza wedle niego nieuchronne zakłócenia w organizmie, których stopień i zaostrzenie robi on zależnem od częstszego i forsowniejszego używania jazdy.
Jako środek leczniczy nie przypuszcza dr. M., aby można zalecać bicykl w jakimkolwiek wypadku, a co się tyczy używania tego ruchu przez ludzi w wieku późniejszym i dzieci, uznaje go jako szkodliwy bezwarunkowo.

T.M., Bicykl przed sądem, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1896

 

Z kolei przyszedł na stół welocyped jako stosowany dla kobiet. I tutaj dr. Leyden miał sposobność częściowego przynajmniej usprawiedliwienia tej maszyny, przytaczając dobre skutki jakie mu dało stosowanie tego środka dla kilku pacyentek nerwowych, chociaż wrażenie głosu znakomitego klinisty niemieckiego zatarło się do pewnego stopnia pod gromami prawdziwymi tajnego radcy d-ra Fürbringera, który ze względów hygienicznych i etycznych zarazem jazdę na bicyklu uważa dla kobiety za nieodpowiednią zupełnie.

T.M., Bicykl przed sądem, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1896

 

Zawziętość uprawiających sport kołowy należy, jak się pokazuje do niezwyczajnych, skoro adepci i adeptki źadnemi przełożeniami odstraszyć się nie dają. Tym razem wystąpiło z ostrzeżeniem pismo lekarskie „Lancet," które w osobnym artykule zapowiada żeńskiej połowie rodzaju ludzkiego zupełną utratę pięknego kształtu ręki na skutek oddawania się kołowym ćwiczeniom, jak się o tem lekarze z codziennej praktyki przekonywają. Wielki wysiłek mięśniowy obu rąk zagraża podobno ich wyglądowi estetycznemu, co stanowić powinno samo przez się niebezpieczeństwo dosyć groźne. Nie można jednak żywić nadziei, żeby się w ten sposób kobietę dzisiejszą zrazić dało, bo jeśli nie może ona uwierzyć w to, iż cały jej wygląd i ruchy na rowerze pod względem wdzięku pozostawiają wiele do życzenia, to już i o piękność ręki nie będzie jej szło prawdopodobnie.

To i owo, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1896

 

Reklamowanie sportu kołowego dochodzi wogóle do bezwstydu. Oto świeżo interwiewował niby Zolę jakiś pan, któremu romansopisarz francuzki miał wyznać, że zdaniem jego rower jest czynnikiem uspołeczniającym, że wytwarza on koleżeństwo i przyjaźń i że niewątpliwie przeznaczone są te dwa kółka, aby z czasem zmieniły postać świata.
Nie potrzeba udowadniać, że to jest kłamstwo bezczelne, ale dobrze byłoby wiedzieć, co mógł dostać taki pan interwiewer od fabryki rowerów za te kilka wyrazów.

A.S., Warszawa, w Sierpniu 1896 roku, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1896

 

Jazda na rowerze jako ćwiczenie gimnastyczne, bywa nieraz ze względów hygienicznycb zalecana kobietom nawet przez doktorów— nie potępiamy jej bezwzględnie ani zalecamy, zostawiając w tym względzie decyzyę rodzicom lub mężowi. Nadmieniamy tylko, że sport ten kwitnie zagranicą a u nas rozpowszechnia się coraz więcej. Co do kostiumu dla cyklistek, to namyślano się długo, jakiej formie dać pierwszeństwo, czy bardzo szerokim bufiastym majtkom czy też spódnicy do nich zbliżonej? Nakoniec Redfern stał się twórcą niezrównanego modelu, łączącego w sobie spódnicę i majtki w sposób bardzo zgrabny i całkowicie ukrywający przed oczami zjednoczenie formy majtek i spódnicy. W N-rze 27 Tyg. Mód daliśmy ryciny przedstawiające dwa najmodniejsze fasony: jeden spódnicy-majtek złożonej z dwóch spódniczek cloche, złączonych w górze z przodu i z tyłu szwem ukrytym pod fałdami. U dołu od spodu dodana część oddzielna ściągana na sznurek tworzy nogawice zupełnie niewidoczne. Spódnica taka jest bardzo szykowna i zostawia całą swobodę ruchów. Drugi fason tem różni się od opisanej powyżej jupe-culotte, że dopełniony jest tuniką fartuszkową. Stanik ma formę żakietki zapiętej albo otwartej, krótkiego wolnego paletocika z plecami nieprzeciętemi i bez boczków, albo bluzka przykryta pikowem bolero. Szmizetki fałdziste, żaboty, krawatki tiulowe, stanowią modne dopełnienie, gdyż zaznaczamy, że kostium cyklistki należącej do dobrego towarzystwa do high-life’u, zatraca wszelkie cechy męskie a z każdym dniem nabiera więcej kobiecego wdzięku w szczegółach i dodatkach, do tego stopnia, że kapelusz cyklistki przybrany jest na wzór kapelusza spacerowego. Materyały najwięcej używane są letnie mohairy i serge, alpega, pika i płótno. Angielki i Amerykanki noszą kostiumy formą opisaną powyżej—paryżanki używają spódniczek bardziej zbliżonych do majtek culottes de Manby, krajanych zupełnie skośno w ten sposób, żeby największa szerokość była u dołu; kilka fałd złożonych na biodrach, przepiętych patkami, stanowiącymi przybranie. Przy kostiumach wełnianych w kratkę białą i czarną, albo niebieską kładą bolero z alpagi czarnej czy granatowej, albo z piki białej.

O ubiorach, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1896

 

„Gazeta Polska" pisze:
O szkodliwym wpływie sportu cyklowego na zdrowiu odzywał się już nie jeden głos fachowy. Wiadomem jest, jak niekorzystnie oddziaływa jazda welocypedowa na funkcje serca, obecnie jeden z amerykańskich lekarzy cierpień nerwowych ogłosił szereg ciekawych, własnych obserwacyj nad chcrobliwemi urojeniami, których ofiarami stają się cykliści.
Wogóle narzekają ci pacyenci na szczególne halucynacje, którym ulegają podczas jazdy. Pewnego razu naprzykład zgłosił się do lekarza człowiek młody, cyklista z prośbą, aby mu zbadał oczy. Nieznalazłszy w oczach nic anormalnego, objaśnił to lekarz pacyentowi, ale ten przedstawił mu, że jadąc na rowerze, widzi ciągle przed sobą przepaść i doznaje nieustannie uczucia, jak gdyby drzewa, domy i ludzie, których spotyka, cofali się, a w końcu znikali w gęstej mgle.
Lekarz po zbadaniu przekonał się, że cyklista podczas jazdy, nieprzerwanie prawie wpatruje się w przednie koło roweru, zalecił pamięć ciągłą, aby tego unikać, a po odwyknięciu od złego nałogu, wzrok powrócił do zwykłego stanu.
Pewną cyklistkę zaczęło dręczyć urojenie, że gdy jedzie sama, pędzi tuż za nią mężczyzna, że dosięgnie ją niebawem i przejedzie; innej zdawało się, skoro tylko spostrzegła wóz, że ten ją niechybnie przewróci, a konie stratują. To uwidzenie przejmowało ją takim strachem, że była zmuszoną zupełnie wyrzec się sportu cyklowego.
Zdarzył się lekarzowi, o którym mowa, i taki pacyent, który zarzucił jazdę na rowerze, albowiem w chwili wsiadania na rower dostawał ataku febry, dygotał całem ciałem, szczękał zębami, a przytem ogarniała go trwoga i przewidywanie jakiegoś nieszczęścia.

Kronika, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1897

 

Tutaj w niezwykle oględnych słowach pewien lekarz twierdzi, że jazda na rowerze prowadzi do stymulacji narządów płciowych podobnej do masturbacji, której przypisywano niezwykle niebezpieczne dla zdrowia skutki:

Na szczególną uwagę zasługuje wpływ szkodliwy cyklizmu na organizm kobiecy.
Niemałą część winy w tym względzie przypisać wypada ścieśnieniu figury, które to wraz z ulubioną przez cyklistów, pochyloną ku przodowi pozycją, sprowadza ucisk narządów, zawartych w jamie brzusznej i jamie miednicy. Występuje tu działanie takie samo, jakiemu podlegają kobiety, trudniące się szyciem na maszynie. W obu razach skurcze mięśni kończyn dolnych, wraz ze wspomnianym uciskiem, wywołują przekrwienie w narządach brzusznych; prócz tego zginanie uda, przez bezpośrednie sąsiedztwo wykonywającego tę czynność mięśnia z pewnemi narządami w jamie miednicy, sprowadza mechaniczne tarcie tychże, które wraz z ich przekrwieniem stanowi czynność usposabiającą do powstania chorób kobiecych.

Dr Mieczysław Goldbaum, Rower  a zdrowie, w: Kurier Warszawski, 1897

 

W sposób jeszcze bardziej zawoalowany informacje te przekazał "Tygodnik Mód i Powieści":

Właściwością dzieciństwa i zdziecinnienia jest nadużycie. Nadużył sport kołowy cierpliwości nauki, i oto zaczynają się mnożyć ostrzeżenia, gromadzi materyał oskarżający i pomimo natrętnego poparcia użyczanego rowerowi przez płyciuteńkie dziennikarstwo, pomimo stugębnej a niewyczerpanej w fortele reklamy firm wyrabiających rowery, pomimo kwestyonaryuszów adresowanych do ludzi zkądinąd wybitnych, ale najmniej kompetentnych w kwestyach dotyczących zdrowia, staje ten rower przed sądem, a lekarze w pismach najpopularniejszych starają się przekonać ogół, że czas ograniczyć zabawkę, która ma już swoją historyą, swoją patologią własną i swoje niestety cmentarze.
U nas stosunkowo było do tej pory przestróg takich najmniej może, boć jak wiadomo jesteśmy maruderami pod każdym względem, i jeżeli co na gruncie naszym przyjmuje się i rozpowszechnia szybko i po nad przewidywania, to jedno chyba głupstwo przybierające najrozmaitsze postacie wedle pory, sezonu, kaprysu, mody i geszefciarskich podszeptów. Ale nareszcie i u nas poczuła się nauka lekarska do obowiązku wytłómaczenia ogółowi czem jest intenzywne uprawianie tego sportu nowego — czem nadużycia mięśni wogóle, i jakie są następstwa wywołane przez tego rodzaju nieopatrzny szafunek sił fizycznych.

Nauka lekarska o sporcie kołowym, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1897

 

Doktór G. przechodzi je porządkiem acz powierzchownie, co wreszcie zupełnie jest zrozumiałem ze względu na popularność pisma, w którem praca jego jest pomieszczoną. I my ograniczymy się tutaj do wzmianki zrobionej powyżej, dodając wniosek ostateczny doktora G., który wypowiada wcale niedwuznacznie przekonanie swoje, uznające jazdę na rowerze jako dla kobiety szkodliwą bezwarunkowo. Nie po to wreszcie staje nauka w obronie pracownicy, zarabiającej ciężko na kawałek chleba przez szycie na maszynie nożnej, iżby dozwalać miała kobiecie sfer używających jazdy na rowerze, która ma w sobie zarody wszystkich niebezpieczeństw tej samej natury, o wiele bardziej zaostrzonych i groźniejszych.

Nauka lekarska o sporcie kołowym, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1897

 

Chociaż jazda na bicyklach, nie bardzo, zdaniem naszem, stosowna jest dla panienek, jednak jako osobliwość podajemy tu rycinę przedstawiającą maleńką, bo zaledwie półczwarta roku liczącą dzieweczkę, która za zręczność swą i wytrzymałość w dalekich nawet wycieczkach, jakie ze swym ojcem i starszymi braćmi odbywa, otrzymała na konkursie cyklistów w Darmsztadzie pierwszą nagrodę.
Młodziuchna laureatka nazywa się Eliza Landau i pochodzi z Moguncyi.

Mała cyklistka, w: „Wieczory rodzinne”, 1899

 

Co do nas, spódniczce dajemy pierwszeństwo; w kostiumie niezbyt kusym niepostrzeżenie przemknąć się można (...) do zakładu rowerów, podczas gdy w... żuawkach można się narazić na asystę żaków i na ich niezbyt miłe uwagi i refleksje.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu, 1904

 

Panie jeżdżą spokojnie, tak, ażeby nie narazić swej koafiury na roztrzepanie, ani też na jakikolwiek nieporządek stroju. Przytem nigdy nie puszcza się w drogę sama.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu, 1904

 

Jazda na bicyklu nie ma z estetyką nic wspólnego, a jakkolwiek, zarówno ze względów hygieny, jak i lokomocyi, sport ten zyskał sobie powszechne prawo obywatelstwa, cyklista, a nadewszystko cyklistka robią i robić będą na nas zawsze wrażenie ujemne; jest coś cyrkowego w tej passyi puszczania się z wichrem w zawody, a samo oszołomienie zmysłów bynajmniej nie sprzyja zachowaniu form etykietalnych. Cóż jednak począć, skoro takt faktem: cyklistek posiadamy legion, a z legionem liczyć się trzeba bezwzględnie. Osoby z najlepszego towarzystwa oddają się temu ćwiczeniu, jakkolwiek trudno przyznać, ażeby ruchy wiewiórki, kręcącej się po klatce, dodawać miały wdzięku i powabu.
Są wszakże wyjątki i skłonni jesteśmy do przypuszczania, iż wyjątkami tymi są właśnie nasze łaskawe czytelniczki.
Czy panie jesteście za spódniczką, czy też wolicie... szarawary? Co do nas, spódniczce dajemy pierwszeństwo; w kostyumie niezbyt kusym można się niepostrzeżenie przemknąć przez wieś czy miasto do składu rowerów, podczas gdy w... żuawkach można się narazić na asystę żaków i na ich niezbyt miłe uwagi i refleksye.
Spódnica tedy - barwy kurzu, nie bijącego w oczy. Kobieta zawsze dosiada »maszyny« damskiej – raz, iż rumak taki jest zupełnie wystarczającym na skromne wycieczki, a powtóre, że można dosiąść go o wiele dyskretniej i bez niczyjej pomocy.
Panie jeżdżą spokojnie, tak, ażeby nie narazić swej koafiury na roztrzepanie, ani też na jakikolwiek nieporządek stroju. Przy tem nigdy nie puszcza się w drogę sama; zawsze towarzyszy jej ktoś, kto się nią może zaopiekować, naprawić maszynę w razie wypadku, obronić przed napaścią psów itd.
Na tandemie kobieta zawsze zajmuje miejsce od tyłu – i bardzo słusznie, gdyż mężczyzna posiada więcej spokoju, lepiej umie panować nad sobą, pewniejszą ręką powoduje maszyną i skuteczniej zapobiedz może wypadkom.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Panie, które zasmakowały w rozkoszach jazdy konnej, gardzą poziomą uciechą roweru. Ale inne? Inne, w kompensacie, dosiadają rumaków stalowych.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

W zapasach cyklowych panie biorą równy udział jak mężczyźni i mogą konkurować o nagrody.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Cyklistka, 1898   Cyclist, 1898Wędrowiec, 1898

Visit Czas's profile on Pinterest.