Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Skoro rola gospodyni domu miała być tak niezwykle ważna dla rodziny i społeczeństwa, stawało się oczywiste, że wymaga ona należytego przygotowania. XIX wiek usiłował stosować podejście naukowe do wszystkiego, gospodarstwo domowe nie było tu wyjątkiem. Wprawdzie kobiety miały mieć wrodzone predyspozycje do takiego a nie innego zajęcia, ale potrzebne było także wsparcie solidną wiedzą i praktycznymi umiejętnościami.

Odpowiednią nauczycielką była w tym przypadku matka. Zalecano więc włączanie córek w obowiązki domowe już od najmłodszego wieku. Ganiono matki, które kazały czy pozwalały córkom najpierw skupiać się wyłącznie na nauce książkowej, a potem na robótkach i rozrywkach panny na wydaniu. Dziewczynkom także zalecano interesowanie się wszelkiemi aspektami gospodarstwa (chociaż nie kosztem nauki szkolnej).

Ciągle (bez istotnych efektów) domagano się zakładania szkół gospodarstwa domowego dla panienek z dobrych domów, gdzie mogłyby one zgłębiać tajniki tej sztuki pod okiem doświadczonych gospodyń. Powracał także pomysł uczenia tych umiejętności w formie swego rodzaju „praktyk” – powszechnie szanowane gospodynie miałyby przyjmować po kilka dziewcząt na szkolenie. Kilka razy próbowano realizować podobne pomysły, ale nie udało się to na większą skalę.

 

To wszystko przemawia głośno, aby wykształcenie kobiety zbogacić nauką służącą jej do celów powyższych i oprócz tego, co ją moralnie kształci i towarzyską ogładę jej nadaje, dołączyć to, co jej na każdym kroku życia, bo przy wszystkich pracach i zajęciach jego, nieodzownie i codziennie jest potrzebnem. Taki praktyczny zwrot w wykształceniu kobiety nie byłby przecież żadną ujmą wyższej nauce i kierunek duchowy nic tu nie tracąc, zyskałby jeszcze, zmieniając na pracę użyteczną i poważniejsze myśli usposobienie ten lekkomyślny i próżniaczy nastrój, jaki kobieta dzisiejsza prawie w ogóle dostaje, przez powierzchowne a głównie na talentach i francuszczyźnie oparte wykształcenie salonowe.

Zygmunt Jaroszewski, O potrzebie zakładów gospodarczych dla kobiet, w: „Bluszcz”, 1866

 

Nie należy bezwątpienia, aby matka oddawać miała kierunek swego gospodarstwa młodej córce i odrywać ją w ten sposób od wszelkich zajęć umysłowych, lecz źle czyni, jeżeli po trochu nie przyucza ją do zatrudnień domowych i po za obrębem fortepianu, robótki lub książki nie daje jej innego zajęcia, tak że panienka po pójściu za mąż, dopiero przechodzić musi szkołę gospodarstwa i niejednokrotnie drogo przypłacać swoją nieudolność, a zawsze wiele skutkiem jej doznać przykrości.

Józefa Dobieszewska, Poradnik dla gospodyń, Warszawa 1868

 

W obec twardych warunków życia, spostrzegli się mężczyźni, że tak zwana piękniejsza połowa rodzaju ludzkiego potrzebuje reformy. Rozumni organizatorowie wyrzekli, iż kobieta potrzebuje emancypacji t.j. wyzwolenia z ograniczenia i niedołęstwa, że potrzebuje równo-uprawnienia, t.j. podniesienia do godności pełnienia obowiązków w rodzinie i społeczeństwie. Że wyrazy te niezrozumiałe, chorobliwie zostały pojęte to nic dziwnego, gdyż reforma w wychowaniu i kształceniu kobiet nie łatwe to zadanie. Trudno to zrozumieć, iż hołdy składane w salonie nie zawsze dowodzą szacunku, że bajroniści bawią się w bóstwa nie wierząc w nie, że efemeryczna sukcesja nie zaspokoją potrzeb ducha, że powierzchowny blichtr nie zastąpi wartości rzeczywistej.
Powoli jednak gorącą żądzę zdobycia katedr uniwersyteckich, zastąpi przekonanie o potrzebie znajomości sadzenia pietruszki i ugotowania rosołu, a godziny trawione nad układaniem loków i powtarzaniem plotek sąsiedzkich przemienią się w pedagogiczną pracę nad rozwojem umysłu dzieci, powierzanych dotąd niemoralnym i ograniczonym piastunkom.

A.B., Stanowisko niewiasty polskiej w rodzinie, Kolęda dla Gospodyń, 1877

 

Gdyby od młodości, pod kierunkiem i za przykładem matek, zajęły się nauką i prowadzeniem gospodarstwa domowego, ileż by tem gospodarstwu ogólnemu korzyści przysporzyły.

Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Kolęda dla gospodyń, Warszawa 1878

 

Gospodarstwo kobiece, tak ważna umiejętność dla przyszłej żony i matki, jest, jako teoryja, niezmiernie łatwą do nabycia i dla tego zapewne bywa w wychowaniu dziewcząt lekceważona. Matki, opierając się na przekonaniu, że dziewczynka zostawszy panią domu, byle chciała, łatwo gospodarstwa się nauczy; wcale jej do niego nie zaprawiają. Przekonanie takie jest błędne, bo w tym razie chcieć bardzo trudno, osobie przez wychowanie do niepraktyczności i niezaradności przyzwyczajonej. W gospodarstwie kobiecem teoryja daleko mniej warta od praktyki, a bez tej ostatniej jest niczem dla tego, że praktyka wyrabia się dopiero przez przyzwyczajenie do pracy gospodarczej, do rannego wstawania, do stosunku ze służącemi, do utrzymywania między niemi karności, do umiejętności wymagania w miarę, a jednak dostatecznie; wreszcie pamiętania o ich wygodach i zrobienia sobie dokładnego pojęcia o tem, co od nich zwierzchniczce, a co nawzajem im od zwierzchniczki należy.

Zofia Kowerska, O wychowaniu macierzyńskiem, Warszawa 1881

 

Gospodarstwo kobiece jest rzeczą drobiazgową, zabierającą wiele czasu na drobne czynności, potrzebującą wyćwiczonej pamięci, rozpraszającej się na szczegóły najdrobniejsze, wiele logiki i zmysłu spostrzegawczego, oka otwartego zawsze na małe i najmniejsze tryby tej maszyny. Tego nie nauczy teoryja żadna i koniecznie do tego trzeba wprawy.

Zofia Kowerska, O wychowaniu macierzyńskiem, Warszawa 1881

 

W zakres wiadomości, z którymi gospodyni ma być wszechstronnie obeznaną, wchodzą: Porządek, a mianowicie, urządzenie domu, podział czasu, utrzymanie wszystkiego w porządku, zarządzenie własnością, kierunek domownikami, znajomość zakupna żywności, przechowanie tejże, drobny przemysł domowy, pielęgnowanie dzieci.

Julia Selingerowa, Obowiązki kobiety każdego stanu w zakresie gospodarstwa domowego, Lwów 1882

 

Dla tej więc przyczyny powinny matki przysposabiać za młodu swe córki do tak ważnego zadania w przyszłym ich życiu i wcześnie zaprawiać do pewnej samodzielności, by później, będąc na własnem gospodarstwie, nie opłacały swej nieświadomości gorzkim doświadczeniem podkopującym częstokroć spokój i dobrobyt rodziny.

Julia Selingerowa, Obowiązki kobiety każdego stanu w zakresie gospodarstwa domowego, Lwów 1882

 

W Echu znaleźliśmy artykuł obszerny i z zacięciem energicznem napisany przez p. Stanisława Rowieńskiego w sprawie zakładania prywatnych szkółek gospodarstwa dla dziewcząt, zwłaszcza po większych dworach wiejskich. Autor występuje dowcipnie, ale ostro przeciw wadliwości i niepraktyczności dzisiejszego wychowania kobiecego w ogóle, przeciw fałszywemu wstydowi i uprzedzeniu dobrze urodzonych panien, które sądzą, że całe życie „zjadać będą karmelki i tańczyć kadryle”. Gorąco zaleca praktyczniejszy kierunek wychowania, zwłaszcza przyszłych gospodyń i obywatelek wiejskich, a dla przykładu przytacza naśladowania godny fakt założenia w Kórniku przez hr. z Działyńskich Zamoyską, takiej domowej szkoły gospodarstwa kobiecego. Panienki uczą się rządzić, radzić sobie same, znać się na wszystkiem, co potrzebne pani domu, przyszłej szafarce mężowskiego mienia i wychowawczyni rodziny.
„Wszystko robią same – mówi autor – bo nie mają się, co prawda, na kogo spuszczać, sług tam niema wcale, a jeśli której z panienek z początku zwłaszcza dziwnem się to nieco wydaje, z czasem przestaje się dziwić, skoro ujrzy, że córka właścicielki, hrabianka Zamoyska, sama spełnia wszystkie roboty domowe, nie sądząc, aby jej to miało w czemkolwiek uwłaczać.”
Naszym miejskim pannom wyda się to dziwacznem i nieprzystojne, bo od czegoż Pan Bóg stworzył młodsze, pokojówki, kucharki, szwaczki, krawcowe, klucznice i ochmistrzynie… jeśli nie od tego, aby dobrze wychowane pociechy zamożniejszych rodzin mogły nie znać się na gospodarstwie, na kuchni, szyciu, praniu, wychowywaniu dzieci i zaopatrywaniu spiżarni?...

Pogawędka, Bluszcz, 1883

 

Nie myśl jednak, dziecko drogie, żebym cię zachęcała do usuwania się od zajęć domowych, od tych starań około gospodarstwa, do których cię dobra ciocia nakłania, od robót ręcznych, tak potrzebnych kobiecie w każdym wieku i położeniu, a nawet od zajęcia się (tylko w miarę!) ubraniem i strojem, co jest rzeczą naturalną w twoim wieku. Przeciwnie: prawdziwe wykształcenie polega na tem, by jedno z drugiem umieć pogodzić, a wszystko zręcznie spleść w jednę całość, użyteczną sobie i drugim, a nadającą wdzięk życiu i otoczeniu.

M.S., Listy starszej przyjaciółki do młodszej, w: „Wieczory Rodzinne”, 1884

 

Ileż to zajęć i obowiązków czeka rozumną i pracowitą kobietę w domu, bez względu na położenie materyalne w jakiem się znajduje. Czy nie należy młodej osobie pomagać matce w zarządzie owym domem, w utrzymaniu rachunków wewnętrznego ładu, porządku? Czy nie potrzebuje zaznajomić się z wszystkiem co należy do domowego gospodarstwa, choćby dla tego, aby wiedzieć mogła, co od drugich wymagać ma prawo!

Skrzynka do listów. Odpowiedź Pilnej Czytelniczce, w” „Wieczory rodzinne”, 1886

 

Do lat szesnastu co najmniej, panna zajęta jest kształceniem się w naukach i rozwinięciem talentów, jeżeli jakie natura jej dała, bo i w tym kierunek u nas jest skrzywiony, uczymy każdą grać, śpiewać i malować, choćby do żadnej z tych sztuk daru nie miała. Gdy skończy oznaczony kurs nauk, zasmakowawszy w dobrem, pragnie iść dalej, czyta, uczy się, na gospodarowanie nie ma czasu, następnie idą zabawy, nieodłączne od młodego wieku, myśl o strojach; matka choćby najlepsza, przypuszcza, że to jakoś będzie, że na naukę gospodarstwa znajdzie się czas później, a tu zjawia się konkurent – czas mija, panna staje się narzeczoną, miłość, zajęcia około przygotowania wyprawy, ślub – i młoda osoba staje się żoną, wchodzi w obowiązki życia, wcale do nich nie przygotowana, bez pojęcia i zrozumienia, że pracą swoją powinna wspólnie z mężem zarabiać na utrzymanie domu i rodziny, że na jej głowie leży tysiące obowiązków, a jeżeli zamieszka wieś, obojętnie przechodzi około skarbów natury, które rozumnie zużytkowane, podniosłyby gospodarstwo jej pieczy zostawione i dobrobyt ludu ją otaczającego, nie pojmuje w końcu, że na niej leży obowiązek wytworzenia dróg produkcyi kobiecego gospodarstwa, nie tylko dla siebie, ale o dla niżej umysłowo stojącej klassy kobiet, razem z nią ten kąt ziemi zamieszkujących.

Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Pogawędki gospodarcze, Kolęda dla Gospodyń, 1890

 

W ogóle żądamy dziś od kobiet, by wykształcenie jej umysłowe tak było prowadzone, aby umiała i mogła rządzić domem i trudnić się gospodarstwem, nie zaniedbując iść z postępem nauki, aby znała wszystko, co nauka nowego wykazuje, aby ją zajmowały kwestye społeczne, a od fortepianu lub pędzla, książki czy igły, umiała się oderwać, by przewodniczyć pracom, około gospodarstwa sobie powierzonego.

Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Pogawędki gospodarcze, Kolęda dla Gospodyń, 1890

 

Młodej osobie naturalnie, po opuszczeniu pensyonatu, należy się najpierw przepędzić kilka lat w normalnych stosunkach, t. j. w domu rodzicielskim, gdzie pod kierunkiem matki, najlepiej może się obeznać z obowiązkami kobiety w domowym zakresie. Upomnienie to nie można dość często powtarzać, czas bowiem spędzony w domu rodzicielskim posłuży do dokładnego zresztą rozważania czego się najlepiej w przyszłości chwycić. Skoro panienka stanie się pełnoletnią ukończywszy rok osiemnasty, trwale obstając przy raz powziętem postanowieniu, czas po temu, aby ją kształcić jeszcze w kierunku, w jakim sama pragnie.

Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, ułożony dla użytku tychże przez Wielkopolankę, Poznań 1891

 

Z porządku rzeczy córka po opuszczeniu pensyonatu staje się pomocą matce, starając się, o ile umie, dopomagać jej w domowych zajęciach. Z początku mylą się młode panny bardzo, wyobrażając sobie, że prowadzenie domu nie pociąga za sobą żadnych trudności, dopiero przekonywają się później, jak ważną rolę, odgrywa gospodarstwo kobiece złożone z tylu mało znaczących jednostek.

Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, ułożony dla użytku tychże przez Wielkopolankę, Poznań 1891

 

Podczas nauk zajęcia te stały się znowu dla niej obcemi, ale dorosła panienka, sposobią się może do zupełnie nowego stanu, do stanu o wiele trudniejszego, na seryo powinna traktować gospodarstwo domowe, zbadać wszystko dokładnie, co w zakres jego wchodzi, nie tylko dla tego, ażeby przynosić niejaką ulgę swej matce, która często zbytnio obarczoną jest rozmaitemi obowiązkami gospodyni domu, ale również w swoim własnym interesie.

Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, ułożony dla użytku tychże przez Wielkopolankę, Poznań 1891

 

Doskonałym jest zwyczajem naradzenie się wspólne czy to z matką, czy z kucharką, lub gospodynią o potrzebach dnia następnego, o koniecznem zakupnie artykułów pożywienia, rozporządzeniu robót dla służby, o zmianach mających nastąpić w gospodarstwie. Jeżeli pani domu na pewne wie, czego żąda, wtedy każda robota, zawczasu obmyślana i rozłożona, wymaga tylko połowy tego czasu; potrzeba więc służbie zawczasu krótko i stanowczo wydawać polecenia, a wtedy z pewnością wypełnią oni sumiennie swoje obowiązki.

Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, ułożony dla użytku tychże przez Wielkopolankę, Poznań 1891

 

I tak wykształcona gospodyni powinna znać nietylko arytmetykę popularną, potrzebną jej w codziennym życiu, ale i wyższą rachunkowość, jeżeli w dalszym rozwoju wiejskiego produkcyjnego gospodarstwa, o czem dalej mówić będziemy, mieć będzie do czynienia z handlem. Dla tego też i ogólne warunki tego ostatniego znać koniecznie powinna, oraz mieć pojęcie o drugiej nauce społecznej, jaką jest ekonomia polityczna. Dalej, powinna znać nauki przyrodzone, a szczególniej posiadać potrzebne wiadomości z chemii, fizyki, anatomii. Jako pani i matka rodziny, powinna być obeznana z popularną medycyną, a higienę znać najdokładniej.

Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Kobieta w społeczeństwie jako gospodyni, Kolęda dla Gospodyń, 1893

 

Mąż pracuje po za domem – żona w domu. Umiejętna administracya domu i gospodarstwa jest również wiedzą, która obecnie zdobywają kobiety ogromnym tylko nakładem pracy, a często kosztem dobrobytu i zdrowia tak własnego, jak i całej rodziny. Nauka rozumnego wychowania dzieci i umiejętnego gospodarowania potrzebuje zawsze odpowiedniego przygotowania, opartego na rzetelnych studyach z zakresu hygieny, fizyologii, chemii, pedagogiki, psychologii, rachunkowości, historyi, estetyki i t. p. wszystko to wzięte razem wymaga wychowania starannego, obrachowanego na jedynie możliwe dwie ewentualności życiowe kobiety i opartego na podstawach nauk realnych, swoją zaś drogą dalekiego od encyklopedycznego zapychania umysłu kobiecego. Wychowanie tego rodzaju, nie wtłaczając odrazu kobiety w ciasne ramki specyalizacyi, rozszerzy horyzonty jej myśli, nie pozwoli zbytnio wybujać jej uczuciowości, bo będzie opartem na rzeczywistości – na wielostronnem studyowaniu przyrody i życia.

Dr. Med. W. Popiel, Kobieta wobec badań nauki współczesnej, Warszawa 1902

 

Praktyka gospodarcza dla kobiet.
Zanim się doczekamy wyższej szkoły gospodarstwa dla kobiet, pragnęłabym bardzo, aby wśród zastępu dobrych gospodyń naszych obudziło się poczucie pewnego obowiązku względem społeczeństwa, mianowicie, aby panie nasze po wsiach, mające gospodarstwa wzorowo prowadzone, dawały u siebie możność praktykowania osobom inteligentnym, rwącym się do tego rodzaju pracy, a nie mogącym opłacić pobytu w szkole gospodarczej. Taka praktykantka, bezpłatna albo otrzymująca niewielką płacę, byleby zdrowa i chętna do pracy, przyda się w każdem gospodarstwie i po kilku latach mogłaby z łatwością otrzymać samodzielny zarząd gospodarstwem kobiecem. Wytworzenie takich pracownic na polu gospodarstwa kobiecego podniosłoby niewątpliwie jego poziom i nadało mu to znaczenie, jakie ono posiadać powinno.

A.Ł., Z koła Czytelniczek i Czytelników, w: „Dobra gospodyni”, 1904

 

Dobrzeby zrobiły młode nasze mężatki, aby uczęszczać zaczęły poprostu jako uczennice do zakładu, nauczyły się same gotowania, sprzątania i prania, aby później, dostawszy dobrą służącą, wiedziały, czego od niej mogą wymagać i jak ją, nieumiejętną, nauczyć.

Szczęsna, Dom św. Zyty w Warszawie, w: „Dobra gospodyni”, 1904

 

Ażeby stać się dobrą gosposią młoda panienka powinna zapoznać się z życiem czynnem, dzieląc wszystkie trudy matki, wyręczając ją od kredensu do garderoby, od piwnicy do śpiżarni, będąc obecną przy wszelkich zakupach i ucząc się zawczasu kupna i wyboru towaru – sztuki bynajmniej niełatwej, gdyż nie dość jest umieć kupić, trzeba jeszcze umiejętnie spożytkować to, co się kupuje.

Mieczysław Rościszewski, Panna dorosła w rodzinie i w społeczeństwie. Podręcznik życia praktycznego dla dziewic polskich wszelkich stanów, Warszawa 1905

 

W opowiadaniu „Ze wspomnień kobiety” Maria Szeliga przedstawiała perypetie młodej żony, która nie wyniosłą z domu znajomości tajników gospodarstwa. Na szczęście wszystko kończy się dobrze, młoda kobieta znajduje w okolicy mentorkę, która uzupełnia braki w jej edukacji, dzięki czemu bohaterka zyskuje wreszcie szacunek swojego teścia.

Rozważałam ja trochę aby się stać pracowitą pszczołą, ale mi się to wcale nieudawało i zaniechałam zamiaru wzbudzonego zdaniem przyjaciela mego brata. Mateczka usuwała wszelki kłopot gospodarczy, nie dozwalając mi zajmować się czemkolwiek w domu; często tylko wykładała mi teorję obowiązków gospodyni domu dodając, że powinnam pamiętać jej słowa, bo kiedyś będą mi wskazówką jak postępować należy. Ale ja niebardzo korzystałam z tych szacownych lekcji, i zwykle żartami odwracałam myśl mateczki, od tego niezajmującego mnie przedmiotu. Nie wiedziałam wtedy, jak wielkiej wagi błąd popełniamy obie, lekceważąc poznanie prawdziwej strony życia!

Marja Szeliga, Ze wspomnień kobiety. Powieść oryginalnie napisana, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1872

 

Bohaterkę „Pamiętnika Laury” do gospodarstwa przyucza zamożna krewna (matka Laury nie była bynajmniej złą gospodynią, ale mając liczną rodzinę, nie mogła poświęcić córce należytej uwagi).

[Hrabina] wyraża swoje życzenie, abym na tydzień przed świętami do Zagórza przybyła. „W tej porze (…) wiele jest u mnie roboty na święta (…), nie tak dla gości, których u mnie mało bywa, jak ze względu na liczną czeladź i dworską służbę. Mianowicie przyrządzenie różnych wędlin, mięsiw i pieczywo ciast wielką tu gra rolę. Chciałabym bardzo, żeby Laura wyuczyła się dokładnie tego wszystkiego pod kierunkiem mojej gospodyni, która jest bardzo z tem obeznana i zręczna, i aby poznała jak ważną jest podobna umiejętność dla gospodyni domu, zwłaszcza na wsi.”

Felicja Szymanowska, Pamiętnik Laury, Warszawa 1877

 

Do wszystkiego musisz sama ręki przyłożyć, wieczór wszystkie szczegóły spiszesz i odczytasz mi, abym się przekonała, czyś je dokładnie pojęła.

Felicja Szymanowska, Pamiętnik Laury, Warszawa 1877

 

Problem edukacji gospodyń pojawia się także w „Dwóch siostrach”. W zakończeniu książki snute są wielkie plany otworzenia odpowiedniej szkoły (a także wprowadzenia systemu praktyk).

– Szkoda to jednak wielka, – rzekł ojciec – że w naszym kraju nie mamy szkół gospodarskich dla kobiet Taka szkoła powinnaby być założona na wsi, gdzieżby uczące się panienki mogły zaraz i praktykować, to jest same pod okiem nauczycieli zajmować się i urządzaniem nabiału, i hodowaniem drobiu, i ogrodnictwem, i pszczelnictwem i tem wszystkiem, co do gospodarstwa wiejskiego należy. Bo takich kobiet, – dodał z uśmiechem – jak moja żona i dzielna jej siostrzyczka, niewiele jest na świecie, nie każda potrafi być samoukiem.

Maria Julia Zaleska, Dwie siostry, Warszawa 1888

 

Janka miała już niezadługo objąć w posiadanie swój majątek, i zawczasu myślała o tem, aby te wielkie dochody zużytkować na jakiś cel pożyteczny. Słyszała nieraz od ojca i od cioci Tereni, jak wielkie dobrodziejstwo stanowić może dla kraju naszego rozwój gospodarstwa wiejskiego kobiecego, które jest na nieszczęście nadzwyczaj zaniedbane. Po wsiach, tak samo, jak i po miastach, kobiety zamożniejsze pędzą życie bezczynne, rzadko kiedy, wyjątkowo tylko gorliwiej zajmują się gospodarstwem, zazwyczaj nawet nie znają się na niem wcale i dlatego nie mają doń żadnego upodobania, bo trudno i polubić to, o czem się wyobrażenia nie ma.
Tymczasem mamy w kraju najrozmaitsze naukowe zakłady, szkoły muzyczne, rysunkowe, wreszcie kursą obcych języków, a o porządnej, gruntownej szkole gospodarczej nie słychać. Wszelka nauka skupia się po większych miastach, lecz szkoła gospodarcza nie może istnieć w mieście, bo bez praktyki wykłady nie miałyby żadnego znaczenia. Ucząc się mleczarstwa naprzykład, trzeba koniecznie mieć pod ręką mleko, wyrabiać sery, masło, o hodowli drobiu nikt wyobrażenia powziąć nie może, nie mając przed oczyma kur, indyków, kaczek; toż samo jest z ogrodnictwem i pszczelnictwem.
Otóż Janka postanowiła założyć w swoich dziedzicznych Wojniłowicach taką szkołę gospodarczą, w której mogłyby się kształcić panienki szlacheckie, praktykując zarazem i nabierając wprawy. Ona, co przedtem z taką obojętnością zawsze wspominała o tych swoich dobrach, o pięknym pałacu i parku, teraz uprosiła ojca, że ją tam zawiózł kiedyś, gdy z powodu dwóch dni świątecznych miał więcej czasu. Majątek był w dzierżawie, lecz za kilka miesięcy termin jej już się kończył. Janka opowiadała potem cioci  obszernym pałacu w Wojniłowicach, o dużych pokojach; było to najwyborniejsze pomieszczenie na zakład, uczące się panienki wygodnie mogły tam mieszkać. Ogromny ogród owocowy i warzywny służyłby do praktycznej nauki ogrodnictwa, a i umiejętność przyrządzania rozmaitych konserwów z owoców i warzyw byłaby wykładana teoretycznie  i praktycznie.

Maria Julia Zaleska, Dwie siostry, Warszawa 1888

 

Miałażbym sama dla siebie trzymać się zasad odmiennych? I tak najniespodziewaniej w świecie, zamiast wynająć ogród owocowy w Borowie, jak to sobie układałam, będę podobno panią tego ogrodu i całego Borowa.
Trapi mnie tylko mocno myśl, że gdy ja za mąż wyjdę, mateczka zostanie sama jedna w Olszance. Nim to Wandeczka dorośnie i pomagać jej zacznie, dużo lat czekałby potrzeba. Pociesza mnie jednak ciocia Terenia, wynalazła ona na to wyborną radę. Oto gdy szkoła gospodarcza w Wojniłowicach już będzie czynna, niejedna uczennica, ukończywszy tam kursą, zechce jeszcze praktykować pod okiem wzorowej gospodyni, takiej naprzykład, jak mama. Korzyść ztąd może być zobopólna, taka panienka dużo nabierze tym sposobem doświadczenia, a mateczka znajdzie w niej pomoc prawdziwą i przyjemne towarzystwo. I ja także, zostawszy panią Borowa, mając na głowie ogromne gospodarstwo, będę mogła wziąć do pomocy ze dwie takie praktykantki, sama nie dam sobie rady, i z ogrodem, i z nabiałem, i z pasieką.

Maria Julia Zaleska, Dwie siostry, Warszawa 1888

 

 

 

 

 

 

 

Visit Czas's profile on Pinterest.