Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Ponieważ rolę gospodyni uważano za tak istotną dla dobrobytu rodziny i kraju, oczywiste było, że osoba pełniąca tak odpowiedzialną funkcję musi odznaczać się szczególnymi cechami charakteru. Oto jak wyobrażano sobie idealną gospodynię domu:

 

Czem lepsza jest gospodyni, tem doskonalsza musi być kobieta: tak pełną uczucia, że waży miłośnie każdy szczegół wygody rodzinnej, tak rozumną, że ogarniając całość życia szczegółom tym przynależne miejsce naznaczać umie. Myśl wyższa przewodnicząca jej przy codziennej wśród nich pracy, daje tej pracy wyższość spokojnego porządku, który ułatwiając ją i niewątpliwie zyskowniejszą robiąc, przynosi z sobą nadto, jak procent dobry, słodką zgodę każdej czynności z ogółem zamiarów pracowitych, więc harmonią, matkę piękną, czyniącą dom, przybytek rodziny ludzkiej, świątynią ładu i wdzięku, bez których istnieć nie może w doskonałej pełni szczęścia.

Maria Ilnicka, Gospodarność, w: „Bluszcz”, 1866


Stoimy dziś na tym stopniu wykształcenia umysłowego, iż wszyscy jednakowo pojmujemy, iż zajęcie się domem, z całym ustrojem i drobiazgowością nawet gospodarstwa, nie przeszkadza prawdziwej kobiecie kształcić się umysłowo: a nawet powiem więcej, tylko kobieta prawdziwie intelligentna i moralna zdolna jest zarządzić domem z korzyścią dla rodziny i domowników. Dom jest to małe państwo, w którem nieumiejętne zastosowanie szczegółowych sprężyn utrzymujących całość, psuje harmonią ogólną. Powtarzam więc, potrzeba koniecznie intelligencyi, to jest po prostu mówiąc rozumu, dowcipu, ładu w układzie myśli, a zatem idzie i czynności, inaczej wszelkie zabiegi oddzielnych kółek stanowiących dom, to jest członków tegoż domu zostaną bezowocne.

 Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Kolęda dla Gospodyń, 1876


Stąd wypływa że gospodyni, jako opiekunka odradzającej się ludzkości, powinna służyć wszystkim domownikom za przykład, a to tak pod względem powagi swojego zachowania się i moralności, jako też ładu i porządku. Nie mogą więc być dla niej obce wszelkiego rodzaju prace gospodarskie, a skrzętność jej, zapobiegliwość i zmysł rozgarniania, ochronią ją od wielu strat i podniosą dobrobyt w jej domu. Jeżeli zaś byłaby ubogą, te cnoty gospodarskie wyrugują z jej domu niedostatek i usuną nędzę.

 Julia Selingerowa, Obowiązki kobiety każdego stanu w zakresie gospodarstwa domowego, Lwów 1882

 

Minęły już bezpowrotnie te czasy, w których mniemano, że rozwój umysłowy kobiety i zwrot do wyższych naukowych poglądów, stanowić będą przeszkodę w spełnianiu obowiązków jej przeznaczenia, jako żony, matki i pani domu. Dziś ustaliło się już słusznie bardzo przekonanie, że nie tylko można połączyć przymioty towarzyskie a nawet wyższą naukę z obowiązkami dobrej gospodyni, ale że jedynie kobieta prawdziwie inteligentna, zdolna jest rządzić domem z istotną dla swojej rodziny korzyścią. Zarząd ten bowiem ażeby należycie był prowadzony, wymaga koniecznie rozumu i ładu w układzie myśli, a stąd i we wszystkich czynnościach, gdyż inaczej wszelkie zabiegi oddzielnych kółek stanowiących dom, będący samodzielnem państwem kobiety, zostaną bezowocne.

Paulina Szumlańska, Gniazdko rodzinne składnie i ładnie urządzone, Warszawa 1888

 

Z obowiązkami żony i założeniem własnego domowego ogniska rozpoczyna się na seryo życie, którego odpowiedzialność spoczywa w ręku pani i gospodyni domu. Niedosyć jest mieć dobrą, wyćwiczoną służbę, niedosyć dom dobrze urządzony, bo gdzie pani z znajomością i roztropnością sama się o wszystko nie troszczy, tam kulawo idzie służbie, tam domownicy opuszczają się w wypełnianiu swoich powinności. Nie trzeba się też nigdy na nikogo spuszczać w niczem, pamiętając o tern, iż jeżeli nie uczynicie zadosyć obowiązkom gospodyni domu, szczęście na zawsze może być stracone.

Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, ułożony dla użytku tychże przez Wielkopolankę, Poznań 1891

 

W domu, gdzie wszystkiem kieruje rozsądna gospodyni, daje się uczuć zadowolenie, dobry gust, porządek i wykonywanie najdrobniejszych obowiązków, zawsze z równą uprzejmością, która jak promyk słoneczny całe ogrzewa otoczenie. W jej rozporządzeniach dostrzega się co krok wyższą inteligencyą, gdyż każdą rzecz potrafi upiększyć, złączyć w jakąś harmonijną całość. Wie ona, iż żadna najcięższa praca nie poniża człowieka, ani go nie odwodzi od zajęć umysłowych, owszem wielkie dusze nie wstydzą się zajmować żadną podrzędną czynnością z tern przekonaniem, iż pozostaną zawsze tem, czem są w rzeczywistości. W władzy, jaką kobieta posiada co się tyczy zarządu domu, leży właśnie jej duchowa siła, którą panuje nad swemi dziećmi i kobietami, powołanemi do jej pomocy, a ponieważ w domu jej wszystko na czas jest zrobionem, pozostaje jeszcze wolna chwila na wspólne przechadzki, pouczające rozmowy i doskonalenie się w ulubionych naukowych przedmiotach.

Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, ułożony dla użytku tychże przez Wielkopolankę, Poznań 1891

 

Pani, rozumnie wypełniająca obowiązki rozsądnej gospodyni, potrafi je w razie potrzeby pogodzić z wymaganiami towarzyskiego świata, a kobieta wywierająca wpływ najskuteczniejszy w sferze swej działalności, będzie kobietą najlepiej wypełniającą swe powołanie jako kobieta-gospodyni w społeczeństwie. W całym układzie domu pod jej zarządem pozostającego przeświecać będzie ślad inteligencyi. Sama czuć ona musi potrzebę udoskonalenia i upiększenia wszystkiego, co ją otacza, woń porządku, staranności rozlewać się powinna w około niej, a każdy szczegół domowy wskazywać będzie rozum połączony z wyższą myślą.

 Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Kolęda dla Gospodyń, 1893



Nie mogę dać miana gospodyni, miana otoczonego dziś takim poszanowaniem, kobiecie, której czynnościom gospodarczym nie przewodniczy serce i rozum; taka jest tylko po prostu maszyną wypełniającą rozkazy swej pani.

 Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Kolęda dla Gospodyń, 1893

 

Idźmy dalej – kobieta żona, mówię tylko o kochającej, czyż zapominając zupełnie o sobie, swych gustach i upodobaniach, nie myśli tylko o gustach i przyjemnościach człowieka ukochanego? Dom takiej żony, to wzór porządku, spokoju, wdzięku i wszystkiego co umila życie. Ten jej ukochany nie powinien nigdy dojrzeć chmurki niezadowolenia na jej obliczu; sama ona powinna załatwiać i dać radę wszelkim nieodłącznym od prowadzenia domu i gospodarstwa przykrościom, nieodwołując się w tem do człowieka, który, pracując na utrzymanie rodziny, powinien w domu znaleźć tylko spokój i miłość!

 Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Kolęda dla Gospodyń, 1893

 

Dom to jest małe państwo, w którem nieumiejętne zestosowanie szczegółowych sprężyn, utrzymujących całość, psuje harmonią ogólną.
Powtarzam więc: potrzeba koniecznie inteligencyi, to jest, po prostu mówiąc – rozumu, dowcipu, ładu w układzie myśli, a co za tem idzie, i w czynnościach; inaczej wszelkie zabiegi oddzielnych kółek stanowiących dom, to jest członków tegoż domu, zostaną bezowocne.

 Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Kolęda dla Gospodyń, 1893

 

Rozsądna praktyczność, połączona z rozumną oszczędnością, jest wielkim przymiotem naczelniczki domu, żony i matki, zwłaszcza, że nowoczesna, wyrafinowana cywilizacja podsuwa nam mnóstwo przedmiotów wygody, używania przyjemnego, na których przecież szczęście nie opiera się bynajmniej, a przeciwnie pozyskanie go utrudnia, bo rozbudza pożądania, nie ułatwiające nam życia przez wytworzenie potrzeb, na których zadowolenie spracowywać się musimy do gorącego znoju na czole.

 Maria Ilnicka, Działalność kobiety w gospodarstwie domowem, „Bluszcz”, 4.4.1895

 

W literaturze także można znaleźć przykłady idealnych gospodyń:

(…)ona sama o dziewiątej zawsze ubrana, zarządza i wgląda w najdrobniejsze szczegóły kobiecego gospodarstwa, które też u niej wzorowym celuje porządkiem. (...) Wykształcona i rozumna, potrafiła znaleźć czas na wszystko; czytanie, rysunek i muzyka zatrudnieniom domowym nie przeszkadzały wcale; zajmowała się też ogrodem, chorych ze wsi leczyła, a mimo to miała wolne chwile (...).

Maria Anna, Niebezpieczna próba. Epizod z życia młodej kobiety, w: „Kronika Rodzinna”, Warszawa 1871

 

Matka narratorki „Dwóch sióstr” jest wszechstronnym ideałem gospodyni, co jej córka wielokrotnie podkreśla, a także pilnie naśladuje.

Wszystko w domku naszym powracało powoli do zwykłego porządku. Ojciec doglądał pilnie gospodarstwa, co zabierało mu prawie dzień cały, gdyż nie trzymając ekonoma, sam musiał z kluczami chodzić do gumna i spichrzów stać przy młóceniu zboża, pilnować karmienia inwentarza. W gospodarstwie mateczki mniej było wprawdzie zimą zajęcia, ogród, który go przyczyniał najwięcej, spoczywał teraz pod śniegiem, ale mateczka nie próżnowała dlatego, najpierw, tak jak ojciec bez ekonoma, tak ona obywała się bez gospodyni, sama więc wydawała jedzenie dla sług, utrzymywała cały porządek w spiżarni i piwnicy, pilnowała udoju krów i t. d. Niedość na tem, po załatwieniu tych czynności codziennych, mateczka zasiadała do szycia, miała też i maszynę, kiedyniekiedy brała na dni kilka szwaczkę do pomocy, zawsze jednak własną ręką rzecz każdą odmierzyła i przykrajała. Umiała ona godziny dnia tak rozłożyć, że jej czasu na wszystko starczyło, nawet i na czytanie, które juz za odpoczynek i rozrywkę uważała, codzień też i ojciec i ona znaleźli jakąś chwilkę, aby zajrzeć do moich naukowych zajęć, prowadzonych, jak już wspomniałam, metodą samouctwa, ale pod ich nadzorem.

Maria Julia Zaleska, Dwie siostry, Warszawa 1888

 

Z nastaniem wiosny przybyło mateczce rozmaitych zajęć w ogrodzie, zwykle też raniutko, przed śniadaniem już obchodziła to ulubione swoje gospodarstwo, a nikomu, mnie nawet, nie pozwalała się w tem wyręczać; sama musiała wszystkiego dojrzeć, dopilnować, i inspektów, i grządek z warzywem, i drzew owocowych, na wszystko miała czas, bo umiała go sobie umiejętnie rozłożyć. Ja zajmowałam się porządkiem domowym, często mateczka powierzała mi klucze, gdy wychodziła do ogrodu, kazała to lub owo wydać ze spiżarni lub szafy kredensowej, a nie była to wcale rzecz uciążliwa lub męcząca, bo u nas i służba przyzwyczajona była do takiego ładu, że nikt, z żadnem żądaniem nie przyszedł niespodzianie, w nieoznaczonej godzinie; wszystko szło, jak w zegarku. Ileto czasu zyskuje się tym sposobem, to doprawdy uwierzyć trudno.

Maria Julia Zaleska, Dwie siostry, Warszawa 1888

 

Henryk Wernic prezentował czytelniczkom „Dobrej gospodyni” przykład negatywny – młodą żonę kompletnie niezdolną do zajęcia się gospodarstwem, co miało katastrofalne wręcz skutki dla jej małżeństwa.

W kuchni był wielki nieład, niepomyte garnki, rondle, półmiski, talerze – leżały na stole. Takie niepowodzenie coraz bardziej psuło humor pani Ludwiki, nie mogła znaleźć odpowiednich służących, a posługaczek na razie także brakowało. Mąż, znużony nieładem, jaki zapanował w domu, coraz częściej bywał nieobecny, odwiedzał przyjaciół i nieraz spożywał obiad poza domem. Bywał często w resursie, tłómacząc się przed żoną, że interesa tego wymagają. Z początku było mu markotno, że okłamuje żonę, lecz wkrótce nie zważał już na to. Gdy nieład się zwiększał, częściej bywał nieobecny, a żonę upewniał, że ma wiele pracy, że musi przebywać w biurze do późnej nocy – dlatego nie codziennie będzie przychodził na herbatę.

Henryk Wernic, Kłopoty pani domu, w: „Dobra gospodyni”, 1904

 

Pani Ludwika, która przez lat kilka była dla niego wzorem doskonałości kobiecej, postradała w jego oczach dawny swój urok. Mąż począł ją oskarżać o lekkomyślność i niedołęstwo umysłowe. Jej talent muzyczny i wokalny, łagodność w obejściu, wytworny gust, z jakim się ubierała, nie miały już dla niego żadnego powabu; znikały one wobec tego, iż nie umiała mu przygotować najprostszego ale smacznego obiadu i utrzymać porządku w domu. Pani Ludwika była obecnie osobą bezużyteczną, jakąś panną respektową lub czemś podobnem. Tak myślał pan Karol, siedząc do późna w kantorze, puszczając kłęby dymu z cygara i dolewając jednocześnie araku do herbaty.

Henryk Wernic, Kłopoty pani domu, w: „Dobra gospodyni”, 1904









Visit Czas's profile on Pinterest.