Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Kwestia wyboru męża byłą sprawą niezwykle ważną – z małymi wyjątkami małżeństwo było nierozerwalne, a władza męża nad żoną była zupełna. Lekkomyślna decyzja mogła więc prowadzić do życiowej tragedii.

 

W tej sprawie wszelkiego rodzaju moraliści, publicyści, pisarze itp. zgadzali się co do kilku rzeczy: że małżonkowie (a najlepiej i przyszli małżonkowie) powinni się kochać, że należycie wychowana i cnotliwa panna nigdy nie pokocha – a więc i nie poślubi – nikogo, kogo nie akceptowaliby jej rodzice, oraz że głównym kryterium wyboru nie powinien być majątek kandydata do ręki.

Polowanie na bogatego męża spotykało się ze szczególną pogardą (większą chyba, niż łowcy posagów) – takie wyrachowanie u istoty, której życiem powinna rządzić miłość wydawało się szczególnie odrażające. Z drugiej strony nikt nie miał rodzicom za złe rozpatrzenia się w sytuacji finansowej kandydata na zięcia, zanim przyjęli jego oświadczyny – w końcu rolą męża było utrzymanie rodziny.

Ogólnie zalecano pannom kierowanie się oceną charakteru kandydata na męża (na ile mogła go poznać w ramach zasad etykiety, które mocno ograniczały kontakty młodych ludzi). Zamiast majątku lub pochodzenia powinna oceniać rozum, szlachetność i pracowitość. Zamiast wyrachowaniem, powinna oczywiście kierować się głosem serca – przy niewypowiedzianym założeniu, że głos serca nie zabrzmi inaczej niż głosy rodziców i głos rozsądku.

 

W wyborze zwłaszcza przyszłego małżonka, azardu jak starzy mówili dopuszczać się niegodzi, czy to panna czy kawaler nie powinni się radzić papierowych kartek, ani topionego wosku, jeno patrzeć własnego serca i rozumu, a słuchać rad i doświadczenia starszych, rodziców czy opiekunów. Tam, gdzie serce z rozumem zgodzić się nie może, przychylna rada starszych roztrzygać powinna, czasem bowiem serce gorące za daleko poniesie, a rozsądek zimny zbyt wiele znowu rozbiera i waży. Panna w mężu powinna szukać człowieka, któryby w całem życiu wiernym był jej towarzyszem i nie opuścił aż do śmierci, umiał być ojcem rodziny i zapracować na jej utrzymanie. Mężczyzna znowu w żonie niech patrzy tylko tej poczciwej połowicy, z którąby się smutkiem i radością dzielić mógł, któraby dziatwę po Bożemu wychować potrafiła, a i czeladką i domem zarządzić podołała. Zewnętrzne przymioty, powaby ciała, gładkość obejścia, talenta, są to wszystko miłe naddatki, ale te jedynie, szczęścia niezapewnią tam, gdzie gruntownych podstaw do niego brakuje. W takich tylko małżeństwach na wzajemnem przywiązaniu i szacunku opartych, gdzie obie strony obowiązki swe należycie pojmują i wykonywają, w ład może iść życie i będzie błogosławieństwo Boże; w tych zaś stadłach co tylko kojarzą się dla interesu i jak to coraz częściej zagranicą ma miejsce, za pośrednictwem kantorów stręczeń lub ogłoszeń w gazetach, szczęście może być tylko wybrykiem kapryśnej fortuny.

„Kurier Warszawski”,  1865

 

Poczciwy, ale biedny młodzieniec, ciężko pracujący w jednym z Warszawskich zakładów przemysłowych, ubiegał się o rękę Panny, o którą się jednocześnie starał zamożny właściciel dóbr, ale człowiek nieszczególnego charakteru. Ojciec rzekł do córki: „Zostawiam ci, dziecię moje, wybór. Co do mnie, wolę to co dobre, aniżeli dobra!” Córka poślubiła niezamożnego młodzieńca.

„Kurier Warszawski”,  1866

 

Wybierać tak, aby być dumną ojcem swoich dzieci! Na samę o tem wzmiankę rumieniec wstydu okrywa lice dziewicy. Dzieci! któż o tem mówi wobec panny? To  nieprzyzwoicie! A jednak przeznaczeniem, celem jej życia, jest zostać matką!

Eliza Orzeszkowa, Kilka słów o kobietach, Warszawa 1870

 

Jakżeż potępienia godni ci, którzy dla jakichś widoków światowych poświęcają szczęście swych córek, którym głównie chodzi nie o rzeczywiste ich dobro, tylko o zdobycie wśród społeczeństwa jakiegoś, jak oni mówią, świetnego stanowiska, co się pytają w tym razie nie o osobiste przymioty i zasługi pretendenta do ręki drogiego dziecka, ale głównie o stan jego majątku, lub ile może mieć rocznego dochodu. Niebaczni! jak gdyby majątek nie podlegał zniszczeniu!

Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, ułożony dla użytku tychże przez Wielkopolankę, Poznań 1891

 

W dwóch wypadkach nie można słuchać rodziców:
1) gdyby rozkazali czynić coś złego, czyli to, co jest grzechem. Odpowiedz wtenczas słowy Pisma św., że więcej trzeba słuchać Boga niż ludzi;
2) gdyby rodzice zmuszali cię gwałtem (fizycznie lub moralnie) do wyboru stanu, np. do klasztoru, do zamążpójścia. We wyborze stanu, Bóg zostawił dzieciom wolność; rodzice służyć powinni im tylko radą.
W tych rzeczach bądź stałą, i ze spokojem i uległością powiedz rodzicom, dlaczego ich słuchać nie możesz.

Ks. F. EL. Łukaszewicz, Złota książka polskiej dziewicy, Kraków 1895

 

Jeżeli stara się mężczyzna o twoją rękę, przypatrz mu się dobrze, poznaj jego charakter, usposobienie, zalety, wady, stosunki majątkowe, familijne i t. d.
Masz zawrzeć związek na całe życie, posłuchaj więc mojej rady, abyś nie spostrzegła za późno, że pożycie z obranym mężem jest nieznośne i niepodobne.
Wiele panien o niczem innem nie myśli, jak tylko o tem, byle wyjść za mąż. Myślą tą zajęte są dzień cały.
O pracy, o wykształceniu, o przygotowaniu się do jakiegokolwiek stanu w przyszłości myśleć nie chcą — temci mniej zastanawiać się nad charakterem, zasadami, utrzymaniem konkurenta. Iść za kogo bądź, aby tylko mieć męża.
Skoro się zjawił, ucieszone nad miarę, z zamkniętymi oczyma rzucają się pospiesznie w objęcia nieznanej przyszłości, znajdując najczęściej prędkie rozczarowanie.

Ks. F. EL. Łukaszewicz, Złota książka polskiej dziewicy, Kraków 1895

 

Nietylko w niższym stanie, ale i w sferach wyższych spotyka się często to lekkomyślne przekonanie, że panny zadaniem jest starać się tylko o męża, że z chwilą ślubu rozpocznie ona okres szczęścia na ziemi.
Doświadczenie poucza nas jednak, że pospiesznie zawierane małżeństwa, i to na zasadach tak bezmyślnych, smutny potem wiodą żywot.
Skargi wzajemne małżonków, nieszczęśliwe pożycie, procesa małżeńskie dowodzą, że do tak ważnego aktu, jakiem jest wiązanie się przysięgą aż do grobowej deski, przystępują ludzie bez należytego przygotowania, i bez rozwagi.
Zazwyczaj usłyszysz o twym konkurencie pochwały i nagany. Komu wierzyć w tenczas?
Jeżeli pochwały pochodzą od osób interesowanych, n. p. od krewnych, rodziców starającego się, niewiele wówczas na nich polegać można.
Osoby nieinteresowane, stojące z dala, potrafią wydać bezstronny sąd o człowieku. Nie znając gruntownie charakteru, zasad i wykształcenia mężczyzny, małżeństwo twe zależeć będzie od losu.
Albo wyciągniesz szczęście, albo nieszczęście.
Całe życie cierpieć będziesz musiała i pokutować za swój pospiech, nieoględność, nierozsądek.
Niechże cię nie oślepia pierwszy poryw miłości, bo przez jej szkła, nawet wady wydadzą ci się cnotami, a występki jaśnieć będą pięknością.
Nie chciałabyś mieszkać w jednym pokoju ze zbrodniarzem, kłamcą, oszustem i t. p.
A czemżesz jest małżeństwo z człowiekiem złym, przewrotnym, jeżeli nie mieszkaniem wspólnem, i to nie na chwilę, ale na cale życie. W więzieniu można sobie uprosić zmianę nieznośnego towarzysza, w małżeństwie już zmiana nie nastąpi. Co za kara!
W dodatku temu człowiekowi złemu przysięgasz miłość na wieki, wszystkie najszlachetniejsze skarby duszy i serca rzucasz mu pod nogi.
Czyż nie lepszem od takiego pożycia stan panieństwa?

Ks. F. EL. Łukaszewicz, Złota książka polskiej dziewicy, Kraków 1895

 

Na mężczyzn staraj się patrzeć takiem okiem, jakiem spoglądasz na twych blizkich krewnych i braci. Nie myśl o wrażeniu, jakie na tobie robią, ani o tem, jakie ty na nich robić możesz. Bądź prostą i naturalną, szczerą, skromną i spokojną, i bądź przekonaną, że kto cię pokocha taką, jaką jesteś, a nie taką, jaką się dla przypodobania mężczyznom czynisz, ten tylko stale i prawdziwie kochać cię będzie.

Izabela Moszczeńska, Co każda matka swojej dorastającej córce powiedzieć powinna, Warszawa 1904

 

 

Jan Zachariasiewicz w swojej noweli „Obrazek karnawałowy” przytacza taką dyskusję na temat panny i wybierania przez nią spośród kandydatów do ręki:

Panna Zenobija należała do tych panien dawniejszego autoramentu, które przy kwestyi małżeństwa wstydliwie oczy spuszczają zdając się ze wszystkiem na rodziców. Wola rodziców była dla nich wyrocznią.
Byli ludzie, którzy taką pannę podnieśli do ideału kobiecego. Cnota bezwzględnego posłuszeństwa dla rodziców opromieniała jej skroń dziewiczą, a szczęśliwy pan młody zachwycał się pierwszym rumieńcem na twarzy, którego znaczenia nie umiała jeszcze odgadnąć zarumieniona panna młoda...
I ideał takiej dziewicy byłby się może przyjął w całej ziemi podlaskiej, gdyby pewien złośliwy krytyk, których i tam już nie brak, nie był zdarł szaty z tego szamocącego się wstydliwie ideału.
Na pewnem jarmarcznem zgromadzeniu, gdzie mowa była o ideałach powiatowych, począł jakiś stary jegomość wychwalać cnoty panny Zenobji, która chociażby już dawno mogła być mężatką i matką, stosuje się jednak we wszystkiem do woli rodziców, którzy jej czekać każą. W tem cichem poświęceniu swojej woli, w tem bezwarunkowem zdaniu się na wolę rodziców, widział stary jegomość szczyt wszystkich cnót kobiecych, jakie tylko owe białe czoła opromieniać mogą.
Stary jegomość był to znany klassyk-konserwatysta. Powstał więc zaraz przeciw niemu krytyk-romantyk.
Najprzód zaprotestował stylem kwiecistym przeciw takiemu pojmowaniu ideału kobiecego.
Według niego, wyżej wspomniany konterfekt panny zdającej się bezwarunkowo na wybór rodziców a opromieniany fałszywym blaskiem posłuszeństwa dziecięcego w dawnych wiekach podniesiony do najwyższego ideału – jest tylko wstrętnym obrazem widocznej hipokryzyi i brzydkiego wyrachowania! Panna taka – według zdania mówiącego – nie ma tylko odwagi wystąpić sama z prozaicznym rachunkiem i powierza go rodzicom w nadziei, że oni nawet lepiej od niej rachować umieją, sama zaś kryje się pod wytarty płaszcz — posłuszeństwa. Pod ten płaszcz grubego realizmu ucieka z papierowym swoim idealizmem, który tylko głupich omamić może!
-Taki waćpanowie – wołał krytyk romantyk – jest ów uwielbiany konterfekt panny bezwarunkowo rodzicom posłusznej – która tylko kredkę swoją powierza rękom więcej doświadczonym!...
„Dobrze– odpowiada zakochanemu – jeżeli mama i tatko pozwolą!”.... co znaczy, jeżeli mama lub tatko dobrze obliczą, że jesteś „dobrą partyą!"... A gdy się przeciwnie okaże, panna nachylając czoło przed wolą rodziców, daje kochankowi na drogę kilka westchnień i kwiatków niedrogich i zdaje się jej, że tym sposobem uratowała swój fałszywy papierowy idealizm, z którym nie ma odwagi rozstać się otwarcie!...

Jan Zacharyasiewicz, Niezrozumiany. Obrazek karnawałowy, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1876

 

W innej noweli panna prowadzi takie rozumowanie:

-Wiesz, że go znam niewiele – ciągnęła dalej Stefanija – więc jako siostra mam prawo zapytać, czyś w niem znalazła wymarzony ideał?
-Ideał? ziewnęła lekko Jadwiga – tych, dowiedziałam się o tem nie dawno że podobno nie ma na świecie. Mój narzeczony jest sobie najzwyczajniejszym człowiekiem, flegmatycznym, sentymentalnym trochę, a w dodatku bardzo rozumnym i bardzo rozsądnym.
-I ty go kochasz?
-On mnie kocha.
Stefanija smutnie pochyliła głowę.
-Nudzi mnie dotychczasowe moje życie, chcę je zmienić więc idę za mąż. Z pomiędzy wszystkich pretendentów do pięknej mej ręki, czy piękniejszego jeszcze worka – dodała ironicznie – Henryk miał najwięcej warunków wygranej. Majątek równy memu, położenie towarzyskie nie niższe, charakter łatwy, przytem kuzynek i wychodząc za niego nie będę potrzebowała zmieniać nazwiska: oto masz wyliczenie od początku do końca wszystkich jego wyższości nad innymi, nie dodając że zakochany po uszy.
-Ale ty, ty? przerwała Stefanija.
-Ja lubię go, kocham nawet, i przekonaną jestem, że jeśli zechcę będę szczęśliwą. Ciotka zresztą zapewnia mię, że miłość w każdym razie znajdzie się po ślubie – dodała z nieopisaną ironiją.

Nahbram., Za późno.  Obrazek oryginalnie napisany przez, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1876

 

A tak poetycko ganione były panny szukające bogatego męża:

Szkoda jej, taka młoda i już nie ma serca,
Cyfry tylko i cyfry, i cynizmu trocha,
Bez ciepła serdecznego jak stary bluźnierca,
Ona już w nic nie wierzy, ona nic nie kocha.

Szkoda jej, biedna, dla martwego złota,
Zrzeka się marzeń młodych i szczęścia przyszłości,
Z zimnym mówi uśmiechem, ,,niech kocha hołota.
Mojem szczęściem miliony, ja nie chcę miłości”.

Szkoda jej. Ach jak z zimnym wyrazem oblicza,
Druzgocze własną ręką tron w sercu wzniesiony
Dla szczęścia i miłości, co jak ogień Znicza
Miała goreć, lecz ona, wybrała miliony.

Szkoda, już na twem czole nieszczęsna istoto,
Wyciśnięte hańbiące piętno „zaprzedana”
Bo cię jak niewolnicę kupiono za złoto,
Idź więc, i giń! córko pychy i szatana!

Kazimiera, Szkoda jej!, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1877

 

Michał Bałucki opisywał z kolei panny nie mające wymagań:

tak zwane przeze mnie panny do wzięcia są specyalnie wychowywane na łatwe pozbycie się ich z domu. (...) porównałbym tego rodzaju panny do obuwia jarmarcznego, które już umyślnie zrobione jest tak, aby na każdą nogę mniej więcej było przydatne. (...) panny do wzięcia nie mają żadnych upodobań wyłącznych, a przynajmniej nie zdradzają się z niemi, żadnych uprzedzeń, kaprysów; dla nich każdy konkurent dobry, który przeszedł aprobatę rodzicielską.

Michał Bałucki, Album kandydatek do stanu małżeńskiego, Warszawa 1888

 

Janinie Puttkamerównie rodzice nie próbowali narzucać wyboru:

Mój ojciec, obdarzony trafnym instyktem do ludzi i ceniący inteligencję, zaraz powiedział, że Zdziechowski w jego przekonaniu przerasta przeciętną, ale kiedy moja matka spytała się mnie, czy nie uważałabym go za odpowiedniego dla siebie męża, zaczęłam płakać i na szczęście był to najlepszy i najbardziej przekonujący argument.

Janina z Puttkamerów Żółtowska, Inne czasy, inni ludzie, Londyn 1998

 

Matka jednak starała się namówić ją na rozsądny wybór:

Wiedziałam, że jest pesymistką, życie przedstawiała mi zawsze jako trudne i ciężkie, ale zanadto jeszcze jej wierzyłam, aby nie brać do serca przedstawionych mi możliwości, a ona nie wykluczała wcale dla mnie egzystencji w ramach podobnych do Rakliszek albo Solecznik. Mówiła m.in., że męża, jeżeli jest obdarzony dużym majątkiem, można zawsze wychować, albo że na Litwie istnieją fortuny, które można porównać do kamieni zwanych potajnikami, które tylko częściowo wystają z ziemi. Majątki tego rodzaju są o wiele cenniejsze niż bieżąca o nich opinia. Między mną a zrozumieniem wartości pieniędzy i interesów istniała abstrakcyjna przegroda stworzona fałszywym pojęciem o przyjemnościach czy obowiązkach życia.

Janina z Puttkamerów Żółtowska, Inne czasy, inni ludzie, Londyn 1998

 

 

 

 

 

Visit Czas's profile on Pinterest.