Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


U panien wysoko ceniono „dziewiczą niewinność”. Oznaczało to przede wszystkim kompletną nieświadomość w sprawach seksualnych, jednak pojęcie to rozciągano na ograniczoną świadomość gorszych stron natury ludzkiej w ogóle, a także nadmierne rozbudzenie zmysłowej wyobraźni.
Niebezpiecznym źródłem informacji mogących doprowadzić do utraty tej niewinności były książki. W przypadku małych dziewczynek rodzice mieli pełną kontrolę nad ich lekturami i w ogóle nad pozyskiwanymi przez nie informacjami. Gorzej to było w przypadku panienek odsyłanych na pensję i dorosłych. Generalnie spodziewano się, że same będą aktywnie uczestniczyły w chronieniu swojej niewinności i świadomie unikały sytuacji, w których coś mogłoby ją naruszyć. Obejmowało to także świadome unikanie niewłaściwych lektur ewentualnie posłuszne podporządkowanie się zakazom ich dotyczącym.

Czytanie romansów wywiera zgubny wpływ w tym wieku, kiedy nerwowa systema z chciwością przyjmuje wszystkie żywe wrażenia (...). Czytanie podobnych książek jest szkoła najniebezpieczniejszych namiętności dla zdrowia. Często występki, zbłądzenia umysłu i przykłady niemoralności, pochodzą z tego źródła. Zbyteczne naprężenie umysłowych zdolności młodych dziewic najwięcej wzbudza nerwową systemę i często do tego stopnia rozdrażnia wyobraźnię, że dosyć jednego najmniejszego powodu do zwrócenia się w przepaść. Czytanie romansów w młodym wieku może oprócz tego powodować zbyt wielkie rozdrażnienie w nerwowej systemie i tym sposobem, że zachwycając kobietę idealnemi pojęciami o życiu, często zmusza ją rozczarowywać się w rzeczywistem życiu

  Stanisław Kosiński, Higiena dla panien, Warszawa 1865

 

Książki, którą uznamy za niewłaściwą dla naszej córki, nie należy nigdy zostawiać nieschowanej. Nie każda dziewczyna jest niepohamowaną w swej ciekawości, ale są i takie, których na pokuszenie nie należy wystawiać.

 Zofia Kowerska, O wychowaniu macierzyńskiem, Warszawa 1881

 

Na każdej też pensyi zdarzyć się mogą dziewczęta, które pochwyconą w sekrecie złą książkę miały już w ręku.

 Zofia Kowerska, O wychowaniu macierzyńskiem, Warszawa 1881

 

Nie wszyscy wychowawcy mają dokładne pojęcie, czem jest w zwykłych warunkach głowa 16to-letniej dziewczyny. Co za ciekawość i rozmarzenie, jaka żądza wrażeń i namiętność do powieści, wykradanych i czytanych w sekrecie, jakie bicie serca przy scenach miłosnych, których szczególniej szuka się w romansie z opuszczeniem wszystkiego, co z niemi nie zostaje w związku. Czytanie takie wprawia w stan gorączkowy wszystkie dziewczęta z żywem uczuciem i wyobraźnią – i zdrowie ich na tem cierpi niezmiernie. Jeżeli jeszcze przyłączy się do tego ideał wcielony i dziewczę wyobraża sobie, że kocha, to się już miara złego dopełnia. (...) Doświadczeni lekarze wiedzą, ile zguby zdrowiu takie rozmarzenie przynosi.

Zofia Kowerska, O wychowaniu macierzyńskiem, Warszawa 1881

 

Jest trzeci rodzaj czytania szkodliwego: czytanie nieużyteczne, czytanie książki lichej, czytanie takie wreszcie, które nic umysłowi nie przynosi, a mając pozór szlachetnego niby zajęcia się książką, bezkarność pewną sobie wyrabia. Nieustanne i gromadne czytanie powieści, które jest po prostu karmieniem się bajką dla bajki, to próżnowanie bardzo złego rodzaju – gorsze niż gdyby czytelniczka taka z założonemi rękami siedziała, bo myśl jej przebywa ciągle wśród położeń i wzruszeń sztucznych, które obałamucają umysł istoty młodej, nieznającej życia i mającej zaledwie jego przeczucie niepewne. Jeszcze u nas nie ma prawie złych powieści, i bywają niemi tylko tłómaczone powieści z wiarołomnemi heroinami, powieści kryminalne, gdzie gorączka, zajęcie skupia się koło złodzieja lub mordercy; ale przesycanie się najlepszemi nawet jest niedobre, już dlatego, że przy takiem czytaniu nadmiernem ginie, przez nieuwagę pominięte, to, co jest tu najlepszego, co jest dobrego właśnie: zarysowanie charakterów i to piękno artystyczne, które wyższa powieść posiada zawsze.

 Maria Ilnicka, Po wakacjach, w: „Bluszcz”, 1884

 

Jest także znakomitem dziełem tłómaczenie Scheakspira w polskim języku, którego współpracownikami byli Stanisław Koźmian, Paszkowski i Ulrich; w dziele tem jednak zawiera się cała krwawa historya Anglii z wszystkiemi zbrodniami i niegodziwościami, dla tego nie radziłabym panienkom brać dzieła tego do ręki, bo jego czytanie nawet starszym osobom nie robi miłego wrażenia. To gorsze stokroć od osławionego Zoli, a nawet od utworów pani Śnieżko Zapolskiej, które, uważam, nawet w domu przyzwoitym znajdować się nie powinny.

 Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, Poznań 1891

 

W ogóle głównie przestrzegam młode osoby przed czytaniem książek, które zabrudzają, kalają, że tak powiem młodocianą wyobraźnią. Cóż ztąd za korzyść? Im dłużej człowiek, a tem więcej dziewica żyć może w niewinności, w nieświadomości złego, tem dla niej szczęśliwiej, tem swobodniej poruszać się może po wielkim przestworze świata, tem milej ubiega jej życie.

 Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, Poznań 1891

 

Wreszcie nie potrzebuję zapewne upominać młode czytelniczki, jak bardzo niebezpiecznem i szkodliwem bywa czytanie potajemnie zakazanych książek, w których się znajdują rzeczy nieprzystępne dla pojęcia młodych panienek.

 Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, Poznań 1891

 

Strzeż się złych książek.
One wabią ku sobie, nęcą wyobraźnię, schlebiają namiętnościom , a pod wdzięczną szatą zewnętrzną ukrywają wewnątrz jad i truciznę.
Nie czytaj książek, których Kościół czytać zakazał (położone na indeksie), ani tych, których ci rodzice lub ludzie starsi nie zalecają. Bądź pewną, że nie stracisz na tem nic, gdy ich posłuchasz.
Gdybyś jednak kierując się przekorą zaglądnęła do nich, zaręczam ci, nie znajdziesz w nich nic ciekawego i pożytecznego. Niewinne twe serce brudami pokalasz, a umysł napoisz goryczą, rozterką, zepsuciem.
I czyż warto pracować dla własnej szkody, własnemi rękami zburzyć spokój duszy i pogodę umysłu?
Skoro z góry nie wiesz o tern, że książka jest złą, w ocenieniu jej kieruj się następnemi wskazówkami.
Jeżeli czytając książkę spostrzeżesz, że opisuje rzeczy brudne, namiętne, — że występek osłania szatą powabną, a zgniliznę moralną stara się upozorować wymówkami — wtenczas zamknij książkę, i nie czytaj jej dalej.
W tym względzie musisz być stanowczą i energiczną.
Jeżeli na wycieczce staniesz niespodziewanie nad przepaścią ukrytą, której początkowo nie spostrzegłaś, cofasz się natychmiast z przerażeniem, ratując swoje zdrowie, a może i życie.
Podobnie ratuj zdrowie moralne swej duszy.
Czasami autor barwnemi słowy ubiera występek, zręcznymi dwuznacznikami osłania niemoralność; a świetnemi barwami zdobi drastyczne sytuacje.
Bądź czujną i nie daj się złowić w ponętne sidła. Trucizna choćby najwonniejszemi przyprawiona słodyczami —- zawsze zabija.
Czy chciałabyś patrzyć własnymi oczyma na sceny opisywane w romansach, lub mogłabyś bez rumieńca wstydu słuchać namiętnych słów, któremi bohaterowie zachęcają się do grzechu?
Wiem , że jesteś szlachetną, poczciwą i dobrze wychowaną, przewiduję więc, że odpowiesz:  nie chciałabym.
Skoro więc ani patrzyć, ani słuchać nie chciałabyś tak ich rzeczy, po cóż miałabyś je czytać i wyobraźnią odtwarzać sytuacje nieprzyzwoite?
Patrzenie, słuchanie, trwa chwilę — czytanie na długo może więzić wyobraźnię do nieskromnych obrazów.
Tyle jest książek pięknych, szlachetnych, wzniosłych, któremi karmić możesz swą wyobraźnię i odżywiać serce, czyż miałabyś sięgać po brudy i śmiecie?

Ks. F. EL. Łukaszewicz, Złota książka polskiej dziewicy, Kraków 1895

 

Jeżeli kusiciel w postaci twej przyjaciółki, koleżanki, lub znajomej starał się wcisnąć ci w rękę książkę nieprzyzwoitą — odepchnij ją stanowczo i z godnością.
Nie potrzebujesz się taić, lub rumienić jak pensjonarka; powiedz jasno i otwarcie, że nie chcesz zgnilizny, choćby przysłoniętej kwiatami. Tak przystało na szlachetną dziewicę.

Ks. F. EL. Łukaszewicz, Złota książka polskiej dziewicy, Kraków 1895

 

Wszystkie też młode dziewczęta skłonne są do marzycielstwa, a ulegając naturalnej potrzebie wynurzeń, toczą w gronie rówieśnic i kolleżanek nieskończone rozprawy o miłości, opierając je na pokątnej literaturze powieści i romansów.

 Matka-Polka M. R.-S., Bluszcz, W karnawale, 1904

 

tak zwane „romanse”, które rozbudzają namiętności, przedstawiając grzechy w barwnej i ułudnej formie i napełniając wyobraźnię widokiem niegodziwości. Czytanie złych książek daje pokarm złym myślom, te pobudzają do złych marzeń i pragnień, ostatnie zaś popychają do niegodziwych czynów.

 Waleria Zalewska, Dzień młodej panienki, Warszawa 1905

 

Ostrzeżenia chyba jednak nie działały, bo w „Dobrej Gospodyni” przeczytać można taką scenkę:

Weszła do czytelni może piętnastoletnia dziewczyna, z tornistrem na plecach, warkoczem na tornistrze, w berecie na bakier, z aroganckiem wejrzeniem a blednicą na twarzy, położyła przyniesioną książkę a zażądała nowej: „Fizjologja rozkoszy” Paola Mantegazzy.
- W czytaniu. – Brzmiała krótka odpowiedź.
- To proszę: - „Pani Bovary” Gustawa Flauberta.
Osoba od kasy poszła szukać książki, a ja spytałam dziewczyny niespodzianie:
- A na cóż to panienka bierze takie książki?
- A do czytania! – odrzekła z niegrzecznym grymasem.
- Naturalnie, że nie do śpiewania, ale dla kogóż to? – Namyśla się chwilę, potem odparła z sarkazmem: - Dla mamusi!
- To nieprawda! – zawołałam bezwzględnie, matka by ciebie tutaj nie przysyłała po takie książki dla ciebie niebezpieczne.
- Mam kartkę mamusi. – I wyciągnęła z kajetu, który trzymała w ręku zapisaną tytułami karteczkę. Wzięłam kartkę do ręki a potem spojrzałam na pismo na kajecie, było to samo! Pisała więc sama kartki niby od matki, a tytuły książek wiedziała z różnych ogłoszeń i katalogów. Osoby od kasy spytałam:
- Czy matka tej dziewczyny jest zapisana jako abonentka, czy sama tu była, aby zaprenumerować książki?
- Eee! proszę pani, ktoby tam miał czas na takie szczegóły! nazwisko jest zapisane, abonament zapłacony, no, i cóż mam robić więcej! albo to jedna przychodzi brać książki dla matki lub ojca!
- Jestem pewna – rzekłam do dziewczyny, że matka twoja nic o tem wszystkie m nie wie, ty sama nadużywasz nazwiska matki, to jeden fałsz, żądasz w imieniu matki niebezpiecznych książek – to drugi fałsz, piszesz niby to kartki od kogoś, a piszesz je sama, patrz! tu i tu, to twoje pismo! i znowu fałsz! czytasz rzeczy dla ciebie niestosowne, zdrożne i brudne, zabijasz czystą myśl w głowie i tracisz drogi czas na to zgorszenie a może i innym tych książek w szkole pożyczasz, co tu złego! jaka nieuczciwość, zuchwalstwo i złe upodobania!
- Niema „Pani Bovary”, w czytaniu! – przerwała mi osoba od kasy.
- A „Pogrom” Zoli. Spytała spokojnie dziewczyna.
- Niema, niema! – rzekłam już prawie gniewnie, idź moja panienko do domu, zastanów się nad pokusami, które cię tu prowadzą i nigdy już tu lepiej nie przychodź po truciznę dla siebie! Dziewczyna zirytowała się mojem wdaniem się w jej „interesa” i powiedziała mi zuchwale: Przyjdę później, mam tu kaucję przecie!... I poszła. Rozminęła się we drzwiach z młodą, bardzo ładną osobą, strojną, z ujmującym wyrazem oczu, lecz nerwową w każdem słowie i ruchu. Ta znowu oddała właśnie ową „Panią Bovary” a zażądała którejkolwiek z powieści D'Anunzzia. Podaną sobie książkę zaczęła gorączkowo przerzucać już w czytelni. Była taka ładna i taka jakaś niezwykle ożywiona, że trudno było nie patrzeć na nią z życzliwością.

 Szczęsna, Etyka czytelni, w: „Dobra Gospodyni”, Nr 13, 1904

 

 

 

 

 

Visit Czas's profile on Pinterest.