Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Ubieranie małych dziewczynek było problemem większym, niż ubieranie ich braci. W odróżnieniu od dziewczynek, chłopców nie uważano za narażonych na próżność. Ich ubranka nie dawały także tak wielu możliwości stosowania ozdób i nadążania za modą. Z drugiej strony w stroju małego chłopca znacznie mniej istotną rolę odgrywała przyzwoitość.

Sukienki małych dziewczynek naśladowały nieco linię stroju obowiązującą w danym czasie dorosłe kobiety, chociaż w ograniczonym stopniu. Matkom przypominano, że dzieciom nalezy zapewnić wygodę i możliwość swobodnego ruchu. Zalecano także stroje skromne i schludne, niepodążające za modą w sposób przesadny i nieprzeładowane ozdobami. W przeciwnym razie groziło, że panienka wyrośnie na osóbkę próżną, skupioną na strojach i potencjalnie rozrzutną, a zatem całkowite przeciwieństwo ideału młodej osoby, jaki chciano osiągnąć. Sądząc po tym, jak często oburzano się w druku na matki przesadnie strojące swoje córeczki, musiał to być powszechny problem.

Charakterystyczna dla dziecięcych sukienek była krótka spódniczka, odsłaniająca część nóg. Im dziewczynka była starsza, tym dłuższa powinna być jej spódniczka, jednak zawsze odsłaniała buty. Otrzymanie długiej sukni do ziemi było równoznaczne z uzaniem panienki za dorosłą.

 

Pytam się kto widział ośmio albo dziesięcio-letnią panienkę bez krynoliny? Sukienka krótka a odęta już. – To rzecz konieczna. – Niech się przyzwyczaja. – Niech wie że są rzeczy na świecie bez których obejść się nie można. – Niech swój ryżowy kapelusik z piórkiem wystudyuje w zwierciadle maminem jak go lepiej nosić będzie. – Niech cedzi przez zęby francuzkie albo angielskie frazesy, a namyśla się nad polskiemi wyrażeniami. – Będzie z niej panna co się zowie.

W. Szymanowski, Przegląd, w: „Bluszcz”, 1866

 

Podobne zasady należało stosować do lalek:

Naprzykład pyszna lalka to pierwsza lekcya strojnictwa i zasiew tych marzeń nieszczęsnych, w których balowa suknia śni się, jak najwyższe szczęścia pragnienie. Rozsądnej matce tak się godzi nad tualetą lalki zastanowić, jakby to był sobowtór jej córeczki ukochanej w dzień świąteczny może się ona ukazać szczęśliwej swej posiadaczce świątecznie ubrana, ale pracowite jutro potrzebuje sukienki prostej i skromnej, którą jej malutka mama roztropnie i oszczędnie przygotować wkrótce powinna.

Gwiazdka, w: „Bluszcz”, 1866

 

Mody dziecinne są wiernem naśladowaniem toalety matek, z tą odmianą, że może mniej w nich ekscentryczności i wypracowania. My o ile nie mamy wcale za złe matkom, lubiącym swe dzieci ładnie ubierać i o ile uważamy to za najnaturalniejsze upodobanie, o tyle zwracamy uwagę matek, aby gust i świeżość nie przechodziły po za granicę demarkacyjną mody zostawionej dla starszych, gdzie często kokieterya tak zbyteczna i niewłaściwa dzieciom ważną gra rolę.

Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Przegląd mód, w: „Bluszcz”, 1866

 

Od lat 2 do 8 sukienki bywają zwykle nie wiele co za kolana sięgające, a ponieważ dziś majtki, choćby były najpiękniej haftowane czy falbanką ozdobione, są tak tylko długie jak sukienka, pończoszki czy białe do strojnego, czy kolorowe do zwyczajnego ubrania, utwierdzają się na francuzki sposób nad kolanem. Jest to moda, którą ze względów hygienicznych radzim przyjąć wszystkim matkom, używając przy tem w miejsce wiązanych lub zapinanych podwiązek, najpraktyczniejszych nawet dla starszych osób przycisków przez nogę wkładanych, a składających się ze sprężyny w skórkę obszytej, nigdy bowiem z nóżki nie opadną. Chłopczyki używają niekiedy krótkich, do pół łydki tylko dochodzących pończoszek, dla dziewczynek przecież jest to niestosowne i zgoła też nie przyjęte.

Ubiory dziecinne, w: „Bluszcz”, Dodatek, 1867

 

Mówiąc o kapeluszach wrócim do tej kwestyi, teraz jeszcze nadmieniemy tu, że wycięte staniczki i krótkie rękawki dla dziewczynek do lat dwunastu są bardzo dobre, skóra bowiem mając nie tamowaną transpiracyą, zachowuje czystą białość. Że uwaga nasza ma słuszność za sobą, łatwo każda matka przekonać się może, zwracając uwagę, jak wiele kobiet, szczególniej w klassie niższej, gdzie biedne matki nie mogą dać dzieciom swoim tak troskliwej staranności, ma szyję więcej żółtą niż twarz, choć ta jest wystawiona na działanie słońca.

Ubiory dziecinne, w: „Bluszcz”, Dodatek, 1867

 

Od lat dwunastu suknia panienki powinna stanowczo kostek dochodzić i ubiór w ogóle być przejściem od dziecinnego do osób dorosłych ubrania, a prostota jest tu jeszcze ważniejszym warunkiem, bo fantazya jaka w stroju małych dzieci czasem miejsce mieć może, tu już zaczyna być podana pod surowsze prawa. Panienka nie będąca dzieckiem musi już być ubrana z uwagą na kobiecą przystojność, a nie może jeszcze stroić się z wykwintną elegancyą, jak niekiedy dorosłe osoby.

Ubiory dziecinne, w: „Bluszcz”, Dodatek, 1867

 

W dworach wiejskich potrzeba ta więcej jest zachowywaną, gdyż chęć pokazania dzieci we wdzięku podniesionym ubraniem, z powodu braku obcych ludzi mniej jest drażnioną, ubrania więc ich bywają oszczędniejsze a tem samem więcej swobodne, ale w miastach zdaje się niepodobieństwem aby dziecko wyprowadzić na publiczne miejsce, nie wystrojone o ile można najokażniej. Chłopcy mniej na tem tracą osobiście, bo jako ruchliwsi na ubiór swój gdy idzie o zabawę nie wiele dbają, ale dziewczynki baczniejsze na niego, swobodę w ruchach krępują przystrojem. Jest to na pozór niby mała rzecz, ale w skutkach dalszych niezmiernie szkodliwą. Dziewczynka jak laleczka ustrojona, mając sobie bardzo słusznie ciągle powtarzane, aby ubioru szanowała, nie podarła nie poszarpała nie zawalała, lęka się później podskoczyć, biedź żywiej, pogonić się, przeskoczyć przez jaką przeszkodę, nachylić się żwawiej, bo ciągle ma na myśli ubiór, aby mu w czem szkody nie sprawiła. Tą bacznością ruchy jej ciągle krępowane, a przeznaczone z natury do zupełnej swobody, nabierają nieśmiałości, sztywności, lękliwości, a przedewszystkiem nie dają jej takiej korzyści jakie z zupełnej swobody na dziecko spływają.

O wychowaniu. Rozwój w dziecku sił fizycznych, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1875

 

Dziewczynki do lat dwóch przeważnie ubierają się w sukienki nieodcinane, dochodzące kostek, w górze zebrane i wszyte w karczek, czy w ząb, czy w kwadrat idący. Krótkie rękawki i wycięte góra karczki, są w ciepłą porę najwłaściwsze i najogólniej dla dziewczynek używane.

L.C. [Lucyna Ćwierczakiewiczowa], Przegląd mód, Bluszcz, Dodatek, 1876

 

Od lat 2 do 8 sukienka dziewczynki powinna niewiele co przechodzić po za kolana, a ponieważ dziś majtek, choćby najozdobniejsze, nie pokazuje się wcale, powinny być one tylko tak długie, jak sukienka/ pończoszki, czy białe, czy do codziennego ubrania kolorowe, przytrzymuje się na sposób francuzki nad kolanem, co dla względów hygienicznych ma być rzeczą bardzo dobrą, przy dzisiejszej zaś modzie krótkich majteczek najwłaściwszą. A ze względów też hygienicznych radzimy używać nie wiązanych, lub zapinanych sprężynowych, ale elastycznych, przez nogę wkładanych podwiązek, bo w dodatku nigdy nie opadają. Chłopczykom dają najogólniej skarpeteczki do pół łydki, ale jakkolwiek to jest rzecz zdrowa i hartująca przeciw katarom i zaziębieniom, u dziewczynek dla względów wcześnie wyrabianej skromności, nie używa się tego wcale.

L.C. [Lucyna Ćwierczakiewiczowa], Przegląd mód, Bluszcz, Dodatek, 1876

 

U panienek po latach ośmiu, sukienka coraz się przedłuża, tak, że od lat dwunastu tylko że bucik w całości widzialnym zostaje. Najstosowniejszym kapeluszem na lato, a nawet można by powiedzieć jedynie stosownym, jest pasterka przepasana wstążką, szarfą gazy, aksamitką. Ładny kwiatek ozdobić ją może, był tylko nie używać tych wyzywająco zalotnych podpinań z boku podniesionego skrzydła kapelusza.

L.C. [Lucyna Ćwierczakiewiczowa], Przegląd mód, Bluszcz, Dodatek, 1876

 

Dziewczynka trzecio-letnia głośno objawia niezadowolenie, lub radość z ubrania swego, a rzeczy jaskrawe niesłychanie jej się podobają, stroi lalkę w chustkę, lub znalezione gałganki, a chęć naśladownictwa i upstrzenia się wzrasta w niej codziennie.
Matka tymczasem szyje, lub co gorsza przepatrzywszy najpierwsze magazyny, za drogie pieniądze kupuje różnobarwne sukienki, a każda zdobna guzikami, haftami, koronkami, kokardkami i tysiącem tych drobnych fatałaszków, które z dziewczynki, robią małpeczkę przebraną w suknię dorosłej osoby. Mniejsza niechby się bawiono strojąc żywe laleczki, gdyby te laleczki nie miały stanowić kiedyś, piękniejszej lepszej połowy społeczeństwa i gdyby zabawa ta, nie przynosiła tak zgubnych skutków na przyszłość. Skutki, nie tylko objawiają się w usposobieniu moralnem, lecz i pod względem fizycznego rozwoju dziewczęcia.

Dziewczynka i sukienka, w: „Mody paryzkie”, 1879

 

Z każdym rokiem życia strój dziewczynki staje się wykwintniejszym, bez względu na wygodę, surowy nasz klimat, podczas zimy, lub na letnie upały.
Z kosztownym strojem zwiększają się przestrogi, to też dziewczę od trzeciego roku życia nie rozwija się lecz literalnie starzeje, bo za nadto uważa na sukienkę i jej przybory, żeby mogła być dzieckiem, za nadto wie że jej w tem ładnie, ażeby próżność nie zajęła najpierwszego w jej serduszku miejsca, wykrygowana, spogląda czy na nią patrzą, a jeżeli nikt na nią nie zwraca uwagi opanowywa ją nuda, która na wdzięcznych dziecinnych rysach kładzie wyrażanie miły i wstrętny.
Zajęta strojem i sobą, czyż może zwrócić uwagę, że w około niej rośnie tysiące drzew i kwiatów, że tyle ptaków świergoce nad jej głową, a wszelkie stworzenie żyje i rozwija się tem naturalnem życiem, naznaczonem od wieków według praw przyrody.
Ona tylko jedna, biedactwo, ustrojona, skrępowana tysiącem nawieszanych gałganków, idzie wyprostowana, powoli, aby nie wykrzywić trzewiczków i nie pomiąć sukienki, idzie obok matki, lub bony słucha ich rozmów które wtedy są tylko dobre dla niej, jeżeli są wprost skierowane do dziecięcego ucha.

Dziewczynka i sukienka, w: „Mody paryzkie”, 1879

 

W końcu może nas kto zapyta na jakiem doświadczeniu opieramy niniejszą gawędę?
Na to śmiało odpowiemy: na doświadczeniach arcysmutnych jakie spotykamy co chwila w postaci bladych, małych, nie wyrosłych dziewczątek, o znudzonych i znużonych twarzyczkach, przechadzających się z powagą i spoglądających po swoich i towarzyszek strojach i sukienkach. Na smutniejszych jeszcze spostrzeżeniach dalej, kiedy się przyjdzie łamać z trudnem i pracowitem życiem, któremu na zawadzie, nawet przy najsilniejszej woli stają słabo rozwinięte siły fizyczne, wtedy to życie staje się rzeczywiście ciężkiem jeśli nie ciężarem... Chcielibyśmy uchronić od tego ciężaru najmłodsze pokolenie podając uwagi zebrane długoletniemi studyami nad charakterem i w ogóle fizycznym rozwojem dziewczątek.

Dziewczynka i sukienka, w: „Mody paryzkie”, 1879

 

Broń Boże nie chcemy ubrać miluchnych dziewczątek w niezgrabne obciągnięte około szyi worki. Byłoby to nawet wbrew interesom niniejszego pisma, noszącego tytuł „Mody," lecz błagamy Was Szanowne mamy, li tylko w interesie własnym i w interesie społeczeństwa, aby mody zastosowane były do wieku i wygody dzieci, aby materyał ich sukienek znosił doskonale mydło i wodę, aby te sukienki nie były przeciążone ozdobami które tak źle wpływają na dziewczynki, podsycając próżność i dając fałszywy kierunek myślom, słowem: ażeby sukienka wdzięcznie odziewała rozwijające się kształty, lecz nie krępowała ich naturalnego rozwoju, aby odziane wygodnie, wyrastały w dorodne i zdrowe dziewice, które przy dzisiejszych warunkach nie czeka egzotyczne życie salonów, lecz życie trudów, nawet w najszczęśliwszych warunkach, a częstokroć twarda praca, do której, choćby ona była najbardziej umysłową, potrzeba koniecznie sił fizycznych, bo bez nich i duch się złamie i umysł spaczeje.

Dziewczynka i sukienka, w: „Mody paryzkie”, 1879

 

Ale za to, owa: Zosia, Mania, Józia i wiele im podobnych, w święto mają włożone paradne stroje, zrobione koniecznie według ostatniej mody; a więc 10 letnia Zosia z kokardą większą od jej właścicielki, w sukience tak krótkiej że mimo bardzo długich pończoszek, każdy łatwo zobaczy karnacyą jej ciałka, chodzi ze sznurem, przez który na codzień skakać nie przywykła. Dwunastoletnia Mania ma tiunikę obszywaną frendzlą, kołnierzyk haftowany, suty krawat z pomiędzy którego zaledwie widać jej dziecięcą jeszcze buzię, a l5 letnia Józia w sukni przeciążonej ozdobami, spogląda jak paw na swoje długie nogi, które krótka sukienka niedostatecznie osłania, a których stopy z powodu bardzo wysokich korków i spiczastych obcasów, przypominają kopytka, szlachetnego wprawdzie zwierzęcia, zajmującego jednak w hierarchii zoologicznej, stanowisko dużo niższe od człowieka. Prócz tego ustrojona od święta elegantka, nie wie jak się ruszać, stanik u którego nie brakuje ani jednego guzika, zbyt sztywno trzyma jej kibić, pończoszka opadająca na codzień w nęcące obwarzanki, włożona równo i obciągnięta we właściwem miejscu podwiązką, nie miło przylega do nogi, a ręce któremi obawia się pognieść nadętego panier i wiele innych dodatków, najzupełniej jej zawadzają. Wraz ze strojem, dziewczątka przybierają i minę świąteczną, stąpają uroczyście, w ruchach nienaturalne, wyglądają jak gdyby te ruchy zapożyczyły od kogo, a Zosia, Mania i Józia, naraz przestały być sobą i rozpoczynają odgrywać komedyę, w którą tak się wdrażają, że potem przy najmniejszej sposobności, próbują jej, mniej, lub więcej udatnie.

Z. Morawska, Ubranie od święta, w: „Mody paryzkie”, 1879

 

Czysta, niepoplamiona, nieporozdzierana, bez żadnych ozdób sukienka, prosto włożony gładki, lecz czysty kołnierzyk i takież mankietki, zapięty, lub zawiązany prosto fartuszek, starannie przyczesane i splecione, lub ujęte grzebieniem włosy, obciągnięte pończoszki i buciki na nizkich, więc niewykrzywionych obcasach, a do tego kapelusz ubrany bez pretensyi wstążką, pozszywane i zapięte rękawiczki, cechują dziewczynkę wcześnie wdrażaną do porządku i przyzwyczajaną od najrańszego dzieciństwa, do starannego, lecz skromnego ubierania się codziennie.

Z. Morawska, Ubranie od święta, w: „Mody paryzkie”, 1879

 

Widujemy częstokroć dziewczynki tak przesadnie krótko ubrane, że nietylko już higiena, ale najprostsze uczucie wstydu cierpi na tem, a nieopatrzne lekceważenie tego uczucia, od najrańszego dzieciństwa źle bardzo wpływa na usposobienie wewnętrzne a więc moralne dziewczęcia. Nie lata więc stanowić winny o długości ubrania, lecz wzrost i rozwój fizyczny dziewczynki, która bezwarunkowo, dopóki rośnie, powinna nosić ubranie nie krępująco swobody ruchów przy codziennych jej zajęciach.

Z. Morawska, Ubranie od święta, w: „Mody paryzkie”, 1879

 

Matki, choć może czują, że być człowiekiem należy się kobiecie, postępują tak, jakby były przekonane, że Bóg ją stworzył jedynie na to, aby była ładna, pociągająca i przyjemna. Już małą dziewczynkę, wystrojoną jak lalkę, w obcisłą, często niewygodną sukienkę, uczą być ozdobą salonu. Wchodzi dziecię do gościa, który nic nie znajduje lepszego do powiedzenia, jak: „Jakaś ty ładna! Jaką ty masz śliczną sukienkę” a dzieweczka pogląda po sobie z zadowoleniem i pokazuje jeszcze buciki i pończoszki.
Wyśmienita lekcyja próżności!

Zofia Kowerska, O wychowaniu macierzyńskiem, Warszawa 1881

 

Sukienki wolne, z perkaliku, lub płócienka, wystarczą małej dziewczynce na lato – wyprane, zawsze są czyste; w zimie ubranie flanelowe jest najodpowiedniejsze.

Julia Selingerowa, Obowiązki kobiety każdego stanu w zakresie gospodarstwa domowego, Lwów 1882

 

W opowiadaniu zamieszczonym w piśmie dla dzieci opisywano ku przestrodze czytelniczek taki drastyczny sposób zwalczania próżności:

Dowiedziawszy się, że Anusia pyszni się pięknemi sukienkami i klejnocikami, wszystkie jej odebrać kazałem, obiecując, że je wtedy znów napowrót otrzyma, gdy zrozumie, jak małej są wartości i jak śmiesznie jest chwalić się niemi.

Maria Ciświcka, W sercu dziewczęcia. Obrazek z życia, w: "Wieczory rodzinne", Warszawa 1883

 

Dziewczątka np. warszawskie, trzymane przez kilka miesięcy zimowych w ciasnych, nigdy nie przewietrzanych pokojach, (z powodu rutynowego zalepiania okien), wyprowadzane bywają dopiero na wiosnę do ogrodu Saskiego, gdzie, wystrojone niby lalki sklepowe w jedwabie i atłasy, pozawieszane wstążkami i fontaziami (a w gruncie źle ubrane) mają oddychać świeżem powietrzem – właściwie zaś pokazać swoje sukienki, kaftaniki, kapelusiki etc., zastosowane ściśle do ostatniej mody. Jest to pierwsze wystąpienie dziewczynki w świat i pierwsza szkoła próżności: dzieci przyglądają się sobie wzajemnie, porównywają się między sobą, sprawiają efekt pozorem i odbierają efekta, bo dzieci są bardzo wrażliwe.

Prof. Dr H. Łuczkiewicz, Choroby nerwowe, Kolęda dla gospodyń, 1885

 

Ani zamożność rodziców, ani względy położenia towarzyskiego nie są w stanie usprawiedliwić krzywdy, jaką wyrządza się dziecku, przyzwyczajając je do zabaw po za domem, do zabawek kosztownych i takichże ubiorów. Skromny świeży muślin nierównie lepiej id jedwabiu stroi dziewczynkę, a mała lalka powinna ją równie dobrze bawić jak wielka.

Br. T., Bale dziecinne, w: „Kronika Rodzinna”, 1886

 

Spędzanie długich chwil na przymierzaniu sukien, wstążek, zastanawianiu się w czem więcej do twarzy, zbyteczne troszczenie się o to, w czem innym się podobamy, długie przeglądanie się w lustrze jest grzeszną stratą czasu i bywa początkiem wielu grzechów.

Waleria Zalewska, Dzień młodej panienki, Warszawa 1905

 

Z drugiej strony Anna z Działyńskich Potocka przekonuje, że przesadne zasady dotyczące skromności stroju, wcielane w życie przez jej matkę, Celestynę z Zamoyskich, osiągnęły efekt dokładnie odwrotny od zamierzonego:

Jednym jeszcze zmartwieniem moim w Paryżu była moja opłakana toaleta. Mama nienawidziła mody, uważała to za słabość charakteru, aby się do niej stosować, i bała się bardzo, abym nie nabrała upodobania w strojach. Otóż wówczas noszono olbrzymie krynoliny i maleńkie kapelusze; ja nie miałam krynoliny, tylko jak tyczka wyglądałam w mojej wąskiej czarnej sukience. Na głowie miałam przyniesiony z Poznania dzwon, na łokieć średnicy, z piórami; palto długie jak seminarzysta; rzeczywiście, jak sobie moją niepoczesną figurę przypomnę w lustrze, to mi się dziś chce śmiać; ale wówczas śmiać mi się nie chciało, tylko rzewnie płakać. Na ulicy, jak tylko się pokazałam, biegali za mną ulicznicy krzycząc: La capsule! La capsule! [Wiadro! Wiadro!] i Yes, yes, milady! – myśląc, że tylko Angielka może tak dziwacznie się ubierać. Moja matka najświętszą, najlepszą intencję miała w tej sprawie; ale się to nie udało! – Najpierw wyradzało to we mnie złość do ludzi, podobną do tej, jaką czują ułomni i garbaci; po wtóre, gdybym była ubrana jak wszyscy, sądzę, że niewiele by mnie toaleta zajmowała; a tak przeciwnie, przedmiotem snów moich i marzeń na jawie przez lat wiele byłą krynolina! Na każde imieniny i gwiazdkę jako najgorętsze życzenie moje wyrażałam je wszystkim. Szkoda tych gorących aspiracji na cel taki niemądry! – Jeżeli wam mogę coś radzić w tym względzie w wychowaniu waszych dzieci, to radzę wam, aby one były zawsze ubrane przyzwoicie według stanu swego i mniej więcej podług mody. Niech się niczym nie wyróżniają ani jako dobre, ani jako złe w ubraniu.

Anna z Działyńskich Potocka, Mój pamiętnik, Warszawa 1973

 

Skromne ubrania dla siebie i swojego rodzeństwa wspomina Maria Czapska:

Ubierano nas ze skrajną prostotą. W lecie perkaliki w kropki czy paski, w zimie barchany, jakiś sklep w Rydze przysyłał książeczki próbek, z których kolejna panna służąca, a zarazem krawczyni, wybierała materiały na suknie według swego gustu. Na dnie świąteczne białe batysty i lakierowane pantofle.
Mimo dobrze ogrzanego domu cierpiałyśmy, Karla i ja, zimą stale na odziębieliny (engelures) rąk i nóg – nie pamiętam ani ciepłych pończoch, ani pantofli filcowych – pończochy czarne, bawełniane, półbuciki skórzane, kupowane w Mińsku, pięć rubli para, na lato rymarz domowy, Tołłoczko, robił nam sandałki. Myłyśmy się tylko zimną wodą. Zalecano moczyć nasze kończyny w rozgotowanych kasztanach, co było obrzydliwe i nie przynosiło żadnej ulgi. Na błoto – kalosze płytkie albo wysokie berłacze, na śniegi walonki filcowane po kolana, żadnych futer, watowane płaszczyki, na wierzch do kościoła czy do Mińska – burki – dwie były dachy ojca i mamy, tej ostatniej, po śmierci matki, używałyśmy niekiedy na zmianę w silniejsze mrozy.

Maria Czapska, Europa w rodzinie, Kraków 2014

 

Czesano nas zawsze gładko, włosy ściągnięte w warkoczyk na szczycie głowy, wpleciony do reszty w warkocz na plecach, o żadnym strojeniu się nie było mowy; kuzynki stańkowskie miały koronkowe sukienki, kokardy we włosach i długie, trefione loki, nam mówiono: – „jak będziesz grzeczna, to będziesz ładna” – i kiedy dosłyszałyśmy, że któraś z ciotek zauważyła, że Poldzia, już wtedy zamężna, ma ładne usta, doniosłyśmy jej tryumfalnie to rewelacyjne odkrycie. Mama lękała się urody dla swoich córek, niepokoiła się o Karlę, wtedy najładniejszą z nas i więcej dbałą o swój wygląd ode mnie.

Maria Czapska, Europa w rodzinie, Kraków 2014

 

Na podobny temat: Stroje dla dziewczynek

 

 

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Visit Czas's profile on Pinterest.