Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Ślub był wydarzeniem bardzo uroczystym. Wszystko, co się z nim wiązało, było starannie skodyfikowane przez obyczaj. Przepisy należytego zachowania określały więc nie tylko zachowanie podczas samego obrzędu (odbywającego się zawsze w kościele, gdyż ślubów cywilnych nie było), ale też wszelkie przygotowania – ubieranie panny młodej, prezenty dla druhen i drużbów, przemieszczanie się do kościoła. Także podział kosztów wiążących się z ceremonią i ewentualnym weselem był starannie określony. Eksperci od zachowania poświęcali wiele uwagi zachowaniu panny młodej w kościele – powinna wyglądać skromnie i poważnie. Nie powinna jednak płakać. O zasadach zachowania się pana młodego nie ma wzmianek.

Inaczej niż dzisiaj wyglądało podchodzenie pary młodej do ołtarza – pannę młodą prowadziło dwóch drużbów, a pana młodego druhny (wcześniej, podczas przygotowań i jazdy do kościoła, druhny towarzyszyły pannie młodej, a drużbowie panu). Natomiast od ołtarza odprowadzali młodą żonę stateczni, żonaci członkowie rodziny, a męża – szacowne matrony. Pod koniec wieku ten zwyczaj zaczął zanikać, gdyż pojawiają się też wzmianki, że para młoda może podchodzić do ołtarza sama, pod rękę.

Uroczystościom ślubnym często też towarzyszyły akty dobroczynności. Minimum było rozdanie hojnych datków służbie i ewentualnym pracownikom, ale czasami państwo młodzi lub ich krewni okazywali większą hojność.

Wesele w formie balu nie było obowiązkowe, można było także podjąć zaproszonych gości śniadaniem lub obiadem, albo nie urządzać w ogóle nic. Czasami młoda para zaraz po ślubie wyjeżdżała w podróż poślubną lub do wiejskiego majątku.

Ponowny ślub wdowy był znacznie mniej huczny, nie przysługiwała jej też suknia ślubna z welonem. Zalecano ograniczyć liczbę zaproszonych gości do najbliższej rodziny.

 

Przyjętem jest powszechnie, żeby mieć dwie druchny i dwóch drużbów. Pierwszą jest zwykle siostra panny młodej, drugą siostra pana młodego. Drużbą pierwszym jest znowu brat pana młodego i brat panny młodej. Gdy tych nie ma, można zastąpić ich najbliższymi kuzynami; drużby i druhny muszą być sine qua non wolnego stanu, to jest panny i kawalerowie.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

Jadąc do ślubu, w pierwszym powozie siada w głębi po prawej stronie panna młoda, obok niej jej matka, na przodzie ojciec. Drugim powozem z kolei jedzie pan młody, który zajmuje honorowe miejsce, obok niego matka, na przodzie ojciec. Następnie zjeżdża powóz druchen, później powóz drużbów i świadków, dalej inni członkowie rodziny.
Drużbowie wprowadzają pannę młodą do kościoła i towarzyszą jej do ołtarza samego. Druchny wiodą pana młodego. W ciągu tego pochodu równie jak i w czasie całej ceremonii panna młoda powinna mieć postawę skromną i oczy w dół spuszczone. Smutną jednak być nie wypada, a szczególniej nie należy płakać. Przy włożeniu obrączki powinna zdjąć rękawiczkę z ręki, na zapytanie księdza odpowiadać wyraźnie.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

Od ołtarza odprowadzają państwa młodych rodzice albo starsi krewni, którzy im takowych zastępują, zawsze jednak w ten sposób, że kobiety prowadzą pana młodego, a mężczyźni pannę młodą. Przechodząc teraz z powrotem panna młoda może mieć oczy wzniesione w górę i nawet kłaniać się uprzejmie osobom zgromadzonym. Pozdrawiającym ją słowem lub skinieniem głowy. U drzwi kościoła pan młody podaje jej rękę i wsiadają razem do własnego powozu, powóz bowiem pana młodego staje się ich wspólnym.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

Narzeczony w dzień ślubu składa swojej przyszłej piękne prezenta. Toż samo robią jego i jej krewni. La corbeille de mariage, czyli zgromadzenie podarków w pięknej i ozdobnej szkatułce, nie używanem jest u nas. We Francyi zaś jest zwyczajem tradycyonalnym, od którego nie wolno odstąpić.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

Pan młody powinien ofiarować pamiątkowe podarki osobie, która ułożyła małżeństwo, siostrom i braciom swej przyszłej oraz swemu drużbie. Datki pieniężne szczodrze powinny być rozdzielone pomiędzy służbę w domu panny młodej. Ta ostatnia rozdaje drobne podarki swoim najbliższym przyjaciółkom, swoim nauczycielkom, pannie służącej i mamce lub niańce, jeśli te żyją jeszcze.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

Wdowa wychodząca za mąż powinna zastosować się najzupełniej do przepisów i prawideł, które tu wyliczyliśmy powyżej. Starsza krewna, albo stara i szanowna przyjaciółka powinna jej matkować i w przedślubnej epoce ani na chwilę jej nie opuszczać.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

Nikt nie bierze ślubu w ciągu żałoby. Jeśli okoliczności zmuszają do tego, zaraz nazajutrz po ślubie, tak mąż jak żona, napowrót przywdziewają żałobne suknie. W wyjątkowych tylko wypadkach ślub może mieć miejsce, jeśli ktokolwiek z członków najbliższej rodziny jest mocno chorym. Najlepiej w takim razie odłożyć zamęście na jakiś czas.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

W dniu ślubu, narzeczony przybywa ze swą rodziną po narzeczoną, oddając jej bukiet cały z białych kwiatów.
Koszta powozów i ceremonii ślubnej, ponosi pan młody, a przeciwnie koszta uczty czy balu, rodzice panny młodej.

Spirydion, Kodeks światowy czyli Znajomość życia we wszelkich stosunkach z ludźmi. Na podstawie dzieł Pani d'Alq ułożył, Warszawa, Kraków 1881

 

Powozy posyła się tylko rodzinie, świadkom i druchnie. Do kościoła jadą w pierwszym powozie: panna młoda, jej matka lub opiekunka, a ojciec na przodzie powozu,  –  potem powóz druchny, świadków i innych członków rodziny.

Spirydion, Kodeks światowy czyli Znajomość życia we wszelkich stosunkach z ludźmi. Na podstawie dzieł Pani d'Alq ułożył, Warszawa, Kraków 1881

 

Nieprzyzwoitością jest, gdy młoda panna zwraca głowę niedbale w tę lub ową stronę, powaga i wstydliwość, nakazują tu mimowoli pochylić skromnie głowę. Niemiłem też bywa dla pana młodego, gdy jego przyszła – jakto się zdarza często –  tak jest wzruszoną iż się zanosi od szlochu lub mdleje – wzruszenie nie powinno tu przechodzić w rozpacz, jeżeli wybór był dobrowolny.
Panna młoda zdejmuje przy ołtarzu rękawiczkę, gdy ma wdziać pierścionek, a na zapytania kapłana ma odpowiadać głosem zrozumiałym.

Spirydion, Kodeks światowy czyli Znajomość życia we wszelkich stosunkach z ludźmi. Na podstawie dzieł Pani d'Alq ułożył, Warszawa, Kraków 1881

 

Zaproszonym należy być w kościele przed przybyciem państwa młodych, a również nie wypada im pod żadnym pozorem wyjść, zanim przedtem nie powitają w zakrystyi panny młodej. Jeżeli znają tylko pana młodego a jej nie, w takim razie on przedstawia ich swej żonie, której wypada znaleźć uprzejme słówko dla każdego. Panna młoda nie przedstawia swego męża, chociażby zaproszeni w najpoufalszych byli stosunkach z zaślubionymi, nie powinni ich jednak w takiej chwili długo zatrzymywać; uściśnienie ręki, krótkie serdeczne słowo, wystarcza tu zupełnie. Można jeszcze ostatni raz pożegnać państwa młodych przy wyjściu.

Spirydion, Kodeks światowy czyli Znajomość życia we wszelkich stosunkach z ludźmi. Na podstawie dzieł Pani d'Alq ułożył, Warszawa, Kraków 1881

 

Marya z Sapiehów hr. Potocka nadesłała do biura Nędzy wyjątkowej 1,000 rs. dla rozdania pi 20 rs. między 50 rodzin najuboższych, a znaczną liczbą dzieci obdarzonych. Dar ten jest pamiątką zaślubin córki jej, Izabelli, z hr. Romanem Potockim. Chrześcijański to, ludzki sposób uświęcenia radości rodzinnych.

Kronika działalności kobiecej, w: "Bluszcz", 1882

 

Rok temu także z powodu zaślubin Hr. L. Krasińskiego wszyscy pracujący w założonej przez niego fabryce rogowej wraz z rodzinami swojemi suto ugoszczeni zostali wesołą majówką.

Zygzak, Z dwóch tygodni, w: „Moda”, 1883

 

Do naśladowania.
W tych dniach w godzinach przedpołudniowych został zawarty związek małżeński młodej, kochającej się pary.
Na wyraźne żądanie państwa młodych, którzy przedtem cały planik wzajemnie ułożyli, nie było żadnego wesela, tylko po skończonym obrzędzie nowożeńcy prosto z kościoła wyjechali, ale nie za granicę, tylko do siebie na wieś...
Ponieważ koszta weselne miały przypuszczalnie wynosić około 500 rs. więc sumę tę przeznaczono na posag dla ubogiej szwaczki, która tego samego dnia brała ślub z robotnikiem fabrycznym.
Chwalebne!

„Kurier warszawski”, 1884

 

Wszelkie koszta ceremonii ślubnej, zapowiedzi i formalności należą do pana młodego.

Skarbiec dla rodzin w mieście i na wsi, tom I, Wydawnictwo Biesiady Literackiej, Warszawa 1888

 

Skoro wszyscy goście się zbiorą, pan młody podaje rękę pannie młodej i oboje proszą o błogosławieństwo rodziców i krewnych. Do kościoła jedzie pierwszy pan młody z drużbami, potem orszak weselny, a na końcu panna młoda z matką i druchnami.
Do ołtarza prowadzą pannę młodą dwaj pierwsi drużbowie, koniecznie kawalerowie, zwykle bracia jej i pana młodego, krewni albo przyjaciele tego ostatniego. Pana młodego wiodą druchny, panny, siostry państwa młodych, krewne lub przyjaciółki oblubienicy. Po skończonym obrzędzie pannę młodą od ołtarza odprowadzają dwaj najpoważniejsi wiekiem i stanowiskiem mężczyźni, zwykle jej ojciec i jego, albo krewni, albo jacy dygnitarze obecni na ceremonii. Panu młodemu towarzyszą dwie najpoważniejsze matrony, zazwyczaj jego matka i matka oblubienicy. Drużbowie prowadzą druchny.
Panna młoda powinna unikać zbyt widocznych objawów wzruszenia, łkania, płaczu i t. p., bo przecież nikt jej nie przymusza. Z drugiej strony oglądanie się na strony, ukłony i uśmiechy są niewłaściwe w takiej chwili.
Drużbów zaprasza pan młody, druchny panna młoda; liczba tak jednych, jak drugich może dochodzie do dwunastu nawet. Starsza druchna przypina wszystkim bukiety i przy ceremonii podaje obrączki, które są powierzone jej pieczy.

Skarbiec dla rodzin w mieście i na wsi, tom I, Wydawnictwo Biesiady Literackiej, Warszawa 1888

 

Zwyczajem jest, że pan młody ofiarowuje drużbom i druchnom, a często nawet i wszystkim gościom, złote szpilki lub pierścionki z wyrytą datą ślubu i pierwszemi cyframi oblubieńców. On także dostarcza bukiecików dla drużbów i druchen, a pannie młodej wręcza bukiet ślubny z samych białych kwiatów.

Skarbiec dla rodzin w mieście i na wsi, tom I, Wydawnictwo Biesiady Literackiej, Warszawa 1888

 

Od ślubu państwo młodzi jadą, razem w jego karecie.

Skarbiec dla rodzin w mieście i na wsi, tom I, Wydawnictwo Biesiady Literackiej, Warszawa 1888

 

Panna wychodząca za mąż poza krajem rodzinnym, lub zdala od rodziny, obiera mieszkanie u jakiejś powinowatej, lub dawnej przyjaciółki, cieszącej się dobrą opinią; tam się ubiera, i ztamtąd udaje się do kościoła.

Przewodnik życia światowego, Warszawa 1900

 

Wszyscy zaproszeni przybywają do domu panny młodej, i oczekują w salonie.  Jeśli są tam osoby, nie znające się nawzajem, inne ułatwiają im zaznajomienie. Panna młoda ukazuje się dopiero przed samym wyjazdem do kościoła. Wszyscy powinni przybyć do kościoła tak wcześnie, aby mieli czas ustawić się odpowiednio, przed przyjazdem państwa młodych; ci bowiem powinni wejść ostentacyjnie.
Przed samym wyjazdem państwo młodzi odbierają błogosławieństwo rodziców.

Przewodnik życia światowego, Warszawa 1900

 

Niekiedy położenie majątkowe zniewala do cichego ślubu i poprzestania na niezbędnych świadkach; wtedy dopiero po zawarciu ślubu zawiadamia się o jego odbyciu. Toalety są staranne, ale skromne, panna młoda przypina do stanika bukiecik pomarańczowy.

Przewodnik życia światowego, Warszawa 1900

 

Drugie i trzecie małżeństwa odbywają się zwykle bez wielkiej wystawności i rozgłosu; niekoniecznie dla tego, aby miały być potępiane, lub ganione, ale dla towarzyszących im zwykle wspomnień, nie dopuszczających zabaw, ani wrzawy, a tem bardziej tańca.
Z małym wyjątkiem, powtórne małżeństwa dyktuje rozum; a gdyby nawet miłość je kojarzyła, nie jest to już młodociane uczucie, które wszystko stroi w różowe barwy. Jeśli są dorosłe, lub dorastające dzieci z pierwszego małżeństwa, te zwykle bywają bardzo niezadowolone z powtórnego związku ojca, czy matki; i rodzina pierwszej żony, czy męża jest mu niechętna, choć nie okazuje tego; sama więc przyzwoitość nakazuje zachowywanie pewnego umiarkowania w ostentacyi, choćby nawet powtórny związek zjednał sobie ogólne uznanie.
Wdowa przywdziewa do ślubu elegancką toaletę wizytową z trenem, i odpowiedni kapelusik, mężczyzna – frak. Zaprasza się niezbyt liczne kółko wybranych, wyłączając obojętnych. Obiad wyszły z mody w eleganckim świecie przy piewszem małżeństwie, jest dość przyjęty przy drugiem, choćby nawet w restauracyi, byle pierwszorzędnej. Podaje się go późno, goście rozjeżdżają się zaraz po jego ukończeniu.

Przewodnik życia światowego, Warszawa 1900

 

Druchny mają na sobie suknie jasne w barwach: niebieskiej, różowej, słomianej, Pompadour, malwowej, mieniącej itp. Materyały modne: aksamit, jedwab, muślin jedwabny, crepes de Chine, bengalina, rycyliana, taffetas tkane lub mieniące się. Skromniejsze: muślin wełniany, materye półjedwabne, krepa jasna. Druchny ubrane są do figury.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu, Warszawa 1904

 

Na zapowiedzi daje zawsze pan młody, który także własnym kosztem powinien wystarać się o wszelkie dokumenty panny młodej, wymagane przez prawo. Pana młodego również obowiązują obrączki.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Koszty powozów i ceremonji ślubnej ponosi pan młody, a przeciwnie koszta uczty weselnej rodzice panny.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Zazwyczaj siostra panny młodej bywa starszą druchną, brat lub przyjaciel pana młodego starszym drużbą. Oboje muszą być bezwarunkowo stanu wolnego.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Powozy posyła się tylko rodzinie, świadkom i druchnie. Do kościoła jad a w pierwszej karecie: panna młoda z matką lub opiekunką w głębi i z ojcem na przedzie, jakkolwiek ojciec częściej zabiera się oddzielnie – dalej jedzie kareta druchny, świadków i innych członków rodziny.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Różnie prowadzeni bywają państwo młodzi do ołtarza. Dawniej panna młoda szła pod rękę z dwoma drużbami, a pan młody z dwiema druchnami. Dziś częściej bywa, że ojciec panny młodej lub jej opiekun podaje jej rękę do ołtarza, za nimi pan młody podaje rękę matce panny, drużba druchnie, poczem idą parami świadkowie i krewni.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Panna młoda postępuje z miną skromną, poważnie i wstydliwie, a przy ołtarzu nie zanosi się od płaczu, bo nikt jej do wychodzenia za mąż nie przymusza i w ostatniej chwili jeszcze cofnąć się może. Przy ołtarzu panna młoda zdejmuje rękawiczkę, gdy ma wdziać pierścionek, a na zapytania kapłana ma odpowiadać głośno i dobitnie.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Jeżeli młoda para pobiera się podczas żałoby, cała rodzina zrzuca na dzień ślubu żałobę.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Zanim przystąpimy do opisania samego aktu ślubnego, winniśmy nadmienić, ze pan młody powinien mieć z góry przygotowane i urządzone mieszkanie. Mebluje on je zazwyczaj własnym kosztem, z wyjątkiem fortepianu, który najczęściej wnosi panna młoda, oraz pokoju sypialnego i kuchni, które również panna młoda mebluje. Oczywiście w rodzinach mniej zamożnych umeblowanie mieszkania zależy od wspólnego porozumienia się narzeczonych i ich rodzin. To samo dotyczy służby.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Na zapowiedzi daje zawsze pan młody, który także własnym kosztem powinien wystarać się o wszelkie dokumenty panny młodej, wymagane przez prawo. Dokumenty te powinien starannie rozpatrzyć, ażeby sprawdzić i zapamiętać, gdzie i kiedy zona przyszła na świat, szczegóły te bowiem w pożyciu przyszłem bardzo przydać się mogą. Nie zapominajcie również, panowie i panie, o intercyzie przedślubnej, co do której dobrze jest zasięgnąć porady adwokata.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Druchnami bywają zazwyczaj wszystkie panny, obecne na weselu, wszyscy zaś kawalerowie drużbami. Z ich liczby obiera się starszą druchnę i starszego drużbę. Starsza druchna ma wydział ubrania panny młodej, przygotowania kokardek z gałązkami mirtowemi i pilnowania obrączek, które jej pan młody powierzy. Obrączki te przy akcie ślubnym składa na tacy, podanej jej przez księdza.
Starszy drużba wyręcza we wszystkiem pana młodego – przywozi go z domu do mieszkania panny młodej, daje baczenie na ogólny porządek, wogóle musi być bardzo czynnym i ruchliwym.
Drużbowie zazwyczaj przywożą druchnom bukiety.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Obrączki zamawia pan młody z prawie szczerego złota, zwykle 92 próby, podług mody, szersze lub węższe, błyszczące lub matowe. Wewnątrz obrączki, przeznaczonej dla panny młodej, jubiler powinien wyryć pierwsze litery imienia i nazwiska pana młodego, rok i datę ślubu, n. p. E. W. 25 – VII – 1900 r., a zaś w obrączce przeznaczonej dla pana młodego: datę i litery imienia i nazwiska panny.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Bukiet dla panny młodej okazały, z samych białych kwiatów złożony, trzeba sobie przygotować na pół godziny przed wyjazdem z domu, tak jak i karetę ślubną, odpowiednio przybraną. Kto nie ma lokaja własnego, dobrze jest, gdy umieści na koźle przy stangrecie lokaja z remizy – oczywiście zawsze stosując się do środków.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Przed wyjazdem z domu, obowiązkiem jest starszego drużby, który towarzyszy panu młodemu, zapytać się go, czy ma kartki od spowiedzi, bez których można nie otrzymać ślubu. Przypomnienie to jest zapewne spóźnione, ale konieczne. Spowiedź przedślubna obowiązuje bezwarunkowo zarówno pannę młodą, jak i pana młodego. Odbyć ją należy na kilka dni przed ślubem i najlepiej nie jednocześnie, każde z osobna i każde w innym kościele, o ile to możliwe.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Na pół godziny przed aktem ślubnym, pan młody winien z bukietem w ręku, w towarzystwie starszego drużby, znaleźć się w domu rodziców narzeczonej. Ta ostatnia, przez cały dzień niczem się nie zajmuje. Jest to niejako dzień rozpamiętywań. Ubiera ją matka, druchny, domowniczki i służące, którym ona odwdzięcza się uprzejmością wyrażeń i skromną uległością.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Gdy pan młody przybył, druchny wprowadzają pannę młodą do sali, w której uprzednio zgromadzili się zaproszeni goście. Narzeczony zbliża się, wręcza bukiet pannie, ujmuje ją za prawą rękę i razem, rozpoczynając od rodziców, proszą obecnych kolejno o błogosławieństwo. Chwila to bardzo rzewna i uroczysta. Teraz panna młoda całuje przyjaciółki, pan młody przyjaciół i cożywo ze starszym drużbą wsiada do swojej karety, ażeby uprzedzić w kościele narzeczoną przynajmniej na jakie dziesięć minut.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Do ołtarza młoda para może iść pod rękę sama, jak to dziś najczęściej jest przyjęte, albo też naprzód idzie panna młoda, którą prowadzą pod ręce dwaj drużbowie najbliżsi, jak bracia jej lub pana młodego, w drugą zaś trójkę kroczy pan młody, trzymany pod ręce przez dwie druchny, równie z najbliższych obojgu narzeczonym. Przy ołtarzu oboje klękają (można przygotować w tym celu poduszki – obowiązek drużby) – on po lewej, ona po prawej, i nie ruszają; się z miejsca, aż do nadejścia kapłana.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Zwyczajem jest, że pan młody ofiarowuje drużbom i druchnom, a często nawet i wszystkim gościom złote szpilki z wyrytą datą ślubu i pierwszemi cyframi oblubieńców. Podarki te najstosowniej jest doręczyć starszemu drużbie lub starszej druchnie przed ucztą weselną, lub przypiąć niemi karteczki przy stole do serwet, wskazując miejsca gościom, jak zasiąść mają. Szpilka, w danym razie, jest symbolem tej łączności, jakiej państwo młodzi domagają się w życiu od swoich najbliższych.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Winniśmy na zakończenie parę uwag dla wdów i wdowców, wstępujących w powtórne związki małżeńskie. Owóż przyzwoitość wymaga, ażeby wdowa wychodziła powtórnie za mąż dopiero w dwa lata po śmierci pierwszego męża. Wdowiec zaś może się żenić powtórnie w rok po śmierci żony, a już co najwcześniej w sześć miesięcy po jej zgonie.
Wdowa powinna wychodzić za mąż bez żadnej pompy, podczas gdy wesele wdowca może być równie hucznem jak wesele kawalera.
Strój ślubny wdowy powinien być poważny i niebijący w oczy, jednakże czarna suknia do ołtarza jest nie na miejscu.
Jeżeli, wbrew zasadom przystojności zwyczajowej, wdowa wstępuje w powtórne związki małżeńskie przed skończeniem żałoby po pierwszym mężu, to w takim razie nie powinna zapraszać na wesele żadnych gości. Nie powinna także składać wizyt, jakie bywają składane zazwyczaj po ślubie, dopóty, dopóki nie skończy się termin pierwszej żałoby.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Literatura nie obfituje specjalnie w opisy ślubów – zazwyczaj kończy się szczęśliwymi zaręczynami, z ewentualną wzmianką o szczęśliwym życiu małżeńskim. Jeżeli już odbywa się ślub, to przeważnie którejś z postaci drugoplanowych.

Tymczasem otworzyły się drzwi bocznych pokojów i, wsparta na ramieniu brata, weszła panna młoda w śnieżnym ślubnym stroju. Jednocześnie trzy druchny, to jest: Emilka, Zosia i ja, wzięłyśmy każda jednę tacę, pełną mirtowych, wczoraj uwitych bukiecików, i przechodząc od jednego z panów do drugiego, przypinałyśmy każdemu z nich do fraka po jednej z zielonych wiązanek. Panowie kłaniali się i dziękowali, zewsząd sypały się żarty i wesołe śmiechy.

Eliza Orzeszkowa, Pamiętnik Wacławy, Warszawa 1884

 

Sporo opisów ślubów można za to znaleźć w dziennikach, które często zamieszczały mniej lub bardziej szczegółowe informacje na ten temat, oraz w pamiętnikach.

W Sobotę, to jest 30go z. m ., o godz: 9ej z rana, w kościele Śgo KRZYŻA, JX. Zygmunt Goljan, po pełnej namaszczenia i głębokiej treści przemowie, pobłogosławił związek małżeński Hrabianki Tekli Ostrowskiej, córki ś. p . Senatora Hr: Antoniego Ostrowskiego i Antoniny z Michałowskich, z Panem Tadeuszem Morawskim, synem ś. p . Jenerała, znanego zaszczytnie w literaturze naszej poety, i Anieli ze Z wierzchowskich. Do ołtarza towarzyszyli Pannie Młodej Hrabiowie: Jan Ostrowski i Ródryg Potocki, od ołtarza zaś Hrabiowie: Karol Jezierski i Stanisław Ostrowski. Pa nu Młodemu do ołtarza: Panna Zofja Michałowska i Hrabianka Marja Potocka, a od ołtarza Hrabina Helena Ostrowska i Hr: Wanda Potocka. Po ślubie całe weselne grono podejmowane było gościnnie u matki Panny Młodej, poczem odprowadziło nowo zaślubionych na kolej, którą udali się do Berlina, a następnie do dóbr Pana Młodego, Lubonia, w W. Xięztwie Poznańskiem.

„Kurier warszawski”, 1866

 

Donoszą nam z Powiatu Łomżyńskiego (Guber. Augustowska): W dniu 29 z. m . b. r, w kościele parafjalnymm. Wizny, JX. Kanonik Dmochowski, Proboszcz miejscowy, pobłogosławił, przy stosownej przemowie, związek małżeński, zawarty pomiędzy W. Władysławem Budziszewskim, obywatelem ziemskim z Powiatu Ostrołęckiego, a Panną Izabellą Łuniewską, córką właścicieli dóbr Srebrowo. Po dopełnionym akcie, orszak weselny udał się do domu rodziców Panny Młodej, gdzie wesoła zabawa przeciągnęła się aż do rana.

„Kurier warszawski”, 1866

 

Przedwczoraj wróciliśmy z Turwi ze ślubu Kocia. Nie widziałam nigdy równie miłego, wesołego, pełniejszego prostoty i gościnności zebrania. Stary pałac mieścił ze czterdzieści osób, a na ślubie i wieczorze przed nim było najmniej osiemdziesięcioro gości. Wszystko odbyło się ślicznie, czas był piękny, serdeczny stosunek z miejscowym ludem widocznym. Kocio świetny dowcipem, a Niunia tak zakochana, że najmilsze to robiło wrażenie. Ślub odbył się w pałacowej kaplicy, dawał go szwagier mego męża, o. Michał Mycielski. Zresztą, sami byli krewni: Popielowie, Platerowie, dziesiątki Chłapowskich, Mańkowscy, Mycielscy.

Maria z Łubieńskich Górska, Gdybym mniej kochała, Warszawa 1997

 

Wracamy z Pią z Galicji, gdzie byłyśmy na ślubie Marysieńki Stadnickiej, córki mojej siostry Boguni, z Henrykiem Mańkowskim, urodzonym z Chłapowskiej, a wnukiem generała Dąbrowskiego. Nie ma nic milszego i bardziej rodzinnego jak ślub na wsi. Wielkie to koszta i trudy za sobą pociąga, szczególnie jak dom jest mały, ale jaka różnica w powadze, skupienie, jakie w takim dniu jest śliczne zlanie dworu ze wsią i domownikami. W mieście obowiązki towarzyskie konwencjonalne i chłodne zagarniają wszystko i zastępują te gorące uczucia, które na wsi z otoczeniem i lepszą przeszłością nas łączą.

Maria z Łubieńskich Górska, Gdybym mniej kochała, Warszawa 1997, str. II/33, 12.5.1897

 

Nie miałam na sobie ślubnego stroju, tylko jasną suknię i kapelusz. Matka była zmartwiona, że tak postanowiłam, ale w tym zastosowałam się do życzenia Mitrego, który pragnął, by wszystko odbyło się jak najskromniej, bez ostentacji i nawet tradycyjnych zwyczajów. Jednak gdy wychodząc z kościoła Karmelitów, usłyszałam z tłumu, zwabionego widokiem karet: – A gdzie panna młoda? – zrobiło mi się bardzo przykro.

Zofia z Grabskich Kirkor-Kiedroniowa, Wspomnienia, Kraków 1986

 

W czasie śniadania, które moi rodzice wydali dla gości weselnych w paradnej sali Hotelu Saskiego, nastrój był sztywny. Między rodziną Mitrego, profesorami opiekunami i paru przyjaciółmi a moją rodziną zbyt wielki był przedział.

Zofia z Grabskich Kirkor-Kiedroniowa, Wspomnienia, Kraków 1986

 

Najdokładniejszy opis ślubu można znaleźć we wspomnieniach Antoniego Kieniewicza (żenił się w roku 1901), który nie pominął najdrobniejszych szczegółów:

Zaszedłem do Maduszki, by zdać jej sprawę z odbytej biby, zastałem ją już siedzącą przed lustrem, a znany w Warszawie najlepszy fryzjer, pan Władysław, którego bywające panie na kilka dni naprzód zamawiały, fryzował i układał na główce włosy, w które został wetknięty dukat i kromeczka chleba, a następnie upinał długi, spadający na ramiona welon.
W trakcie czesania coraz to wpadały różne panie z rodziny, by zobaczyć jak jest uczesana i jak ubrana panna młoda. Przynoszone i przysyłane też były różne prezenty. Hr. Krasińska przysłała przy liście parę kolczyków z dużych pereł otoczonych brylancikami. Maduszka w tym stałym rwetesie musiała na prędce wystosować list z podziękowaniem. Wuj Czapski zaszedł z gwiazdą brylantową. Isia z neseserem karlsbadzkim, bratem już otrzymanego od cioci Czapskiej, z ta różnica, że przybory jego były z kości słoniowej, zaś tego od cioci z szyldkretu. Od moich rodziców Maduszka otrzymała broszkę z ładnymi brylantami średniej wielkości. Ciocia Platerowa przyniosła broszeczkę z szafirem-cabochon.
W sukni ślubnej, powłóczystym welonie, obramowanym u góry kwiatem pomarańczowym, i bardzo długim trenie najsłodsze moje kochanie miało postawę i wygląd iście królewski.
Moje ubieranie się do ślubu odbywało się również przy licznej asyście męskiej drużby, a więc Henia i Stasia, Eustachego, Popowskiego i jeszcze paru osób.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

Punktualnie o godzinie szóstej już obie drużki w jednakowych ładnych różowych sukienkach, w towarzystwie drużby we frakach, były na posterunku w dużym salonie pp. Grabowskich. Wszyscy krewni i przyjaciele obu rodzin mieli się tu zebrać przed wyruszeniem do kościoła na będące w zwyczaju tak zwane błogosławieństwo. Każdemu wchodzącemu do sali drużki i drużbowie przypinali do butoniery złotą szpilkę z monogramem państwa młodych, w danym wypadku – A.M. Szpilki te przytrzymywały małe bukieciki mirtowe z białą kokardą, przy czym drużbowie przypinali wchodzącym paniom, a drużki panom, z tą różnicą, że panom żonatym przypinano do klapy fraka z prawej strony, kawalerom zaś z lewej. Do tej uroczystości zamówiłem u Mankielewicza równo sto sztuk wymienionych szpilek i wszystkie prawie się rozeszły.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

Gdy główne osoby obu rodzin były w salonie zebrane, odbyło się przed wyruszeniem do kościoła błogosławieństwo. Młoda para podchodziła w pierwszym rzędzie do rodziców panny młodej, klękała przed nimi, całowała ich ręce, w zamian znak krzyża świętego nad głowami klęczących uczynionego. Podnosili się z klęczek i podchodzili do rodziców pana młodego, przy których odbywała się takaż ceremonia i tak dalej, przed starszymi bliskimi krewnymi. Przed osobami młodszymi wiekiem już nie klękano, ceremonia błogosławieństwa odbywała się przez dotknięcie czoła znakiem krzyża i serdecznym wzajemnym uściśnieniem.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

I rzeczywiście po pięciu minutach nadjechała pierwsza kareta, a potem cały szereg karet zajeżdżał jedna za drugą. Ostatnią według zwyczaju była kareta panny młodej z drużkami. Na nią przy drzwiach kościelnych wyczekiwał pan młody z drużbą. W międzyczasie przybywający goście od drzwi kościelnych przechodzili po wysłanym czerwonym chodniku pojedynczo lub parami do presbiterium, gdzie ustawione były przy bocznych ścianach fotele i krzesła. Mniej więcej w połowie drogi do prezbiterium stała z notesem i ołówkiem w ręku znana w Warszawie pani Kaftal, Izraelitka, właścicielka dużego magazynu mebli stylowych przy ul. Wierzbowej i żona właściciela bardzo rozpowszechnionego w mieście pisma "Kurier Poranny", a przede wszystkim uchodząca za wielką znawczynię mód. Znała ona osobiście wszystkie panie bywające na karnawałach warszawskich, a większość pań ubiegała się o względy pani Kaftalowej, od której zależała przecież rzecz najważniejsza, aby w numerze "Kuriera Porannego" z dnia następnego była dokładnie z najdrobniejszymi szczegółami opisana każda toaleta oddzielnie, z podaniem tytułu, imienia i nazwiska odnośnej właścicielki. Toteż każda z pań, zmierzając w stronę ołtarza, zatrzymywała się na chwilę przy pani Kaftalowej, odkrywała nieco swój płaszcz, by pokazać toaletę, wymieniała dla pewności swoje imię i nazwisko i tytuł oraz firmę, skąd toaleta pochodzi, zwłaszcza jeśli była ona pochodzenia zagranicznego. Serdeczny uścisk dłoni i nader przyjemny uśmiech zakańczał zwykle krótką pogwarkę z panią Kaftal.
Gdy nadjechał ostatni powóz panny młodej z drużkami, a niewiasta służebna, czekająca na swoją panią, ułożyła odpowiednio na chodniku długi tren i poprawiła coś nie coś przy toalecie, panna młoda, trzymająca w ręku duży bukiet białych róż, prowadzona dwóch drużbów, wolnym krokiem dążyła w stronę ołtarza. Przechodząc obok pani Kaftalowej została na chwilę przez nią zaginana, usłyszała słowo: „Tak, to oczywiście Herse, a płaszcz biały z kozami angorskimi to mu się rzeczywiście udał". Złożyła przy m najlepsze życzenia. Za nimi kroczyłem również wolnym krokiem prowadzony przez dwie panienki w identycznych sukienkach.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

Gdy wróciwszy do hotelu wchodziliśmy pod rękę po schodach na pierwsze piętro, ujrzeliśmy stojącego na progu drzwi prowadzących do Sali Pompejańskiej ojca Grabowskiego, trzymającego obydwoma rękami srebrną tacę z bochenkiem chleba i solniczką soli. Stał nieporuszenie, a tak bardzo ze wzruszenia był zmieniony na twarzy. Dotąd stoi mi w pamięci jego ówczesna sylwetka. Przeszliśmy do salonu uściskani i witani przez zgromadzony orszak ślubny, składający się z najbliższych oraz również zaproszonych na obiad ślubny dalszych osób.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

Do tańca przygrywał pan Adamus z Warszawy. Rodzice moi sprowadzili sześciu młodych praktykantów leśniczych z Antonina, którzy w mundurach pomagali w usługiwaniu do stołu. Kucharze z Warszawy objęli kuchnię. Wszystko, a niemało też ram pięknego zamku, złożyło się na to, że wesele było wyjątkowo ładne. Dawał nam ślub biskup Niedziałkowski, po czym objechawszy karetą miasteczko, gdzie Żydzi z tortem składali nam pierwsi życzenia, zajechaliśmy pod ganek na dziedzińcu zamkowym, gdzie nas rodzice i goście przyjęli chlebem i solą. Po śniadaniu były znowu delegacje chłopów, leśniczych itd.

Maria Małgorzata z Radziwiłłów Potocka, Z moich wspomnień, Łomianki 2010

 

Wszyscyśmy bowiem, z wyjątkiem ojczulka, wyruszyli do Wilna, gdzie miał się odbyć ślub Dziunieczki. Wszystkie numery w Hotelu George'a były z góry zamówione przez rodziny państwa młodych. Wilią ślubu odbył się w dużej sali hotelowej, znanej już z uprzednich sławnych bali, wieczór wigiijny, na którym bawiono się bardzo ochoczo. Zaś nazajutrz z rana przy mszy św. odbyły się zaślubiny w kościele katedralnym, w kaplicy Świętego Kazimierza. Ślub dawał metropolita mohylowski Edward Ropp, krewny ze strony pana młodego. Ojciec mój nierad był z tego powodu, twierdził bowiem, że kilka zna małżeństw pobłogosławionych przez biskupów, a wszystkie były bardzo w życiu nieszczęśliwe, a niektóre się nawet rozpadły.
Po ślubie w sali balowej hotelu odbył się wystawny obiad, gdzie przy stole ustawionym w podkowę zasiedli liczni bardzo przedstawiciele obu rodzin. Wiele było wznoszonych toastów oraz wypowiedzianych przemówień mniej lub więcej udanych. Po skończonym śniadaniu młoda para znikła, by się przebrać do drogi. Po chwili powróciła w kostiumach podróżnych uszytych z jednakowego, ciemno-popielatego materiału. Przyznać trzeba, że wyglądali oboje bardzo przystojnie, mile oraz nad wyraz byli do siebie dopasowani.
Panowie oraz młodsze panie odprowadzały młodą parę na dworzec z kwiatami i pudełkami cukierków.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

 

 

 

 

Visit Czas's profile on Pinterest.