Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Gra w karty stawała się coraz bardziej powszechną rozrywką. Na każdym spotkaniu towarzyskim, nawet na balu, trzeba było urządzić pokój do gry, który stawał się strefą zarezerwowaną niemal wyłącznie dla mężczyzn. Początkowo chronić się tam mieli tylko panowie starsi, którzy nie oddawali się już tańcom i uważali za zwolnionych z obowiązku zabawiania dam. Mogła tam trafić także któraś z dam będących w wieku, w którym pewna ekscentryczność była już dozwolona. Jednak pokój do kart zapełniali panowie w każdym wieku i różnego rodzaju literatura pełna jest narzekań na młodych mężczyzn zaniedbujących swoje obowiązki towarzyskie na rzecz czysto męskiej rozrywki.

Dodatkową zaleta pokoju do gry był fakt, że w jego czysto męskim towarzystwie można było swobodnie palić. Etykieta zabraniała palenia przy damach.

W salonach grano na pieniądze, ale na niewielkie kwoty (przynajmniej z założenia). Coraz częstszy udział pań w grze stwarzał spore problemy – z jednej strony nie wypadało im jawnie okazywać emocji, które mogły przy hazardzie występować, z drugiej galanteria nakazywałaby panom przegrać, z jeszcze innej ewentualne długi pieniężne były z punktu widzenia obyczajów dość problematyczne. Dlatego z pewnością wielu graczy wolało, aby pokój do gry pozostawał terytorium czysto męskim.

 

Nie traćmy czasu, a więc zasiadajmy do preferanca, wista, lub bezika, bo teraz znowu jakiś bezik wchodzi w modę. I rzeczywiście w błogiem tem zajęciu płyną godziny jedna po drugiej; karty upoważniają cygara, bo damy oddające się tej miłej rozrywce, oddawna już oswoiły się z koniecznym jej dymnym przydatkiem; a gdy nadchodzi chwila rozejścia się, gdy podano już wszystkie herbaty, ciastka, chłodniki i zakąski, nieustraszeni rycerze gotowi dalej jeszcze występować w szranki i tylko dopalające się świece ostrzegają ich o stosownej porze zejścia z placu boju.
A młodzież…
Młodzież zazdrosnem okiem spogląda na tych szczęśliwców, którzy wyszli już z konskrypcyi, to znaczy z konieczności zabawiania dam.
Bo zabawianie dam, które jeszcze jakieś resztki przyzwoitości towarzyskiej nakazują, to dla młodzieży dzisiejszej najtrudniejsza do rozwiązania zagadka. I oczemże mówić tu z tymi damami?

Kronika tygodniowa, w: „Tygodnik Illustrowany”, 1866

 

Właściwem jest i przyzwoitem, kiedy młodzi ludzie unikają na balu gry w karty i nie zbliżają się do zielonych stolików, przy których wolno jest szukać rozrywki tylko osobom podeszłego wieku.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

Już to plagą wszystkich naszych salonów warszawskich są właśnie karty i papieros. Do zielonych stolików zasiadają wszyscy starsi panowie, a nierzadko i tacy, coby mogli jeszcze doskonale jeśli nie tańczyć, to przynajmniej „mamy” bawić, czasami oblega stoliki także i młodzież. Na papierosa wymyka się co chwila z salonu każdy danser i dziś żaden bal nie uda się, jeśli liczba młodzieży nie będzie w dwójnasób większą od cyfry tancerek. Trzeba bowiem koniecznie „dublować” tych, co większą część wieczoru przesiedzą w „fumoirze” i z osobą swoją tak się targują, jakby z jakim rarytasem... Dziś młodzieniec, danser, który by chciał i umiał z paniami rozmawiać, należy do rzadkości, nadano mu nawet specyalnie warszawską pogardliwą nazwę: „bawidamy”. Każdy skończywszy swój tour, zmyka co prędzej „na papierosa”, a biedne panie i panienki siedzą same pod ścianami, wyczekując jak zmiłowania Bożego nowego zaproszenia do tańca. Wogóle biorąc, chorobą salonów warszawskich jest właśnie powszechny brak młodzieży. Liczebnie jest ona znaczną, jakościowo coraz gorszą.

Antoni Zaleski, Towarzystwo warszawskie. Listy do przyjaciółki, przez Baronową X. Y. Z., Kraków, t. I 1886

 

Na większych zebraniach pani domu pod żadnym pozorem do kart zasiadać nie powinna, natomiast obowiązkiem jej jest czuwanie, ażeby grający nie byli pozbawieni niezbędnych wygód. Pokój do gry w karty posiada oświetlenie łagodne, świece na stolikach zielonych winne mieć małe jedwabne abażury, karty winny być nowe, szczoteczki i lichtarze błyszczące, sukno na stołach wyczyszczone, siedzenia dla wszystkich jednakowe i wygodne; kredek nie powinno brakować; w kubkach ozdobnych winny stać cygara i papierosy; eleganckie popielniczki winny się również znajdować pod ręką. Na balach pan domu jest gospodarzem gry; nie powinien on dopuszczać do przekroczenia normy hazardu.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Młode panny nie wchodzą do pokoju grających bez koniecznej potrzeby.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Młody człowiek siadający do kart, kiedy tańczą, popełnia wielką niewłaściwość.

Skarbiec dla rodzin w mieście i na wsi, tom I, Wydawnictwo Biesiady Literackiej, Warszawa 1888

 

Do kolacyi i przy kartach rękawiczki zdjąć trzeba.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Z czasem prawidła etykiety zaczęły (bardzo niechętnie) uwzględniać fakt, że do kart mogą zasiąść także i damy:

Niektóre panie grające w karty mają zwyczaj, niby żartami, szachrować; nie można dosyć tego potępić, jak również zbytniego zapalania się i ryzykowania.

Skarbiec dla rodzin w mieście i na wsi, tom I, Wydawnictwo Biesiady Literackiej, Warszawa 1888

 

Namiętność do gry w karty jest u nas tak wielką, że niema domu prawie, gdzieby w karty nie grano. Panie coraz częściej przyjmują udział w grach komercyjnych, zwłaszcza w wincie, a nawet pozwalają sobie na hazardzik pod pozorem elbika, ramsza, loteryjki lub stukułki. O ile gra ma cechy zwyczajnej zabawy towarzyskiej, niepodobna przeciwko niej występować; niestety jednak zbyt często powoduje ona bardzo poważną rubrykę w wydatkach, a co za tem idzie – nieład w budżecie i w domu. Panie, przystępujące do gry w karty, powinny sobie przyjąć za ogólną zasadę, niewychodzenie z granic kobiecości. Nie cieszyć się zbytnio wygraną, ani nie gniewać na zwodnicze losy. W wincie zwłaszcza nigdy nie napadać na przeciwnika; pobłażać, choćby się wpadło z jego winy; wogóle zdobywać się na jak największy zasób krwi zimnej i wytworności obejścia – a wtedy i panowie pójdą niezawodnie śladami tak miłej partnerki.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów, Warszawa, 1904

 

Młoda mężatka może przyjąć udział w grze na prośbę pani domu, ale młoda panna nie powinna pokazywać się w pokoju karcianym.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Mężczyźni powinni pamiętać, że gra z paniami bywa najczęściej przegraną. Nie trzeba więc starać się wygrywać, byle tylko jak najmniej przegrać.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Namiętność do gry w karty jest u nas tak wielką, że niema domu prawie, gdzieby w karty nie grano. Panie coraz częściej przyjmują udział w grach komercyjnych, zwłaszcza w wincie, a nawet pozwalają sobie na hazardzik i... rade są bardzo wygranej. Róbmy im tę przyjemność, o ile gierka jest niewinną i ma cechę zwyczajnej zabawy towarzyskiej.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Zgubną namiętność młodych mężczyzn do kart opisuje Eliza Orzeszkowa w Panu Grabie. Tytułowy pan Graba sam perfidnie wabi naiwnych młodzieńców do karcianych stolików, by tam obdzierać ich z pieniędzy.

Gdzież była jednak młodzież, tak zwana porządna, elegancka, bogata, wysoko urodzona, młodzież, mogąca stanowić przyzwoite partye dla dziewic w krepowych sukniach różnych kolorów, w konwaliowych, różowych, fiołkowych wieńcach? Gdzież była ta młodzież, która rozmową, pełną salonowej ogłady, śmiałością obejścia się, możebną tylko dla ludzi czujących się w sferze właściwej sobie, mogłaby wlać werwę, ożywienie, interes w półsennie tańczące lub rozmawiające, rozstrzelone po obszernych salonach i znudzone grupy? Młodzieży takiej była w M. dość znaczna liczba, i wszyscy jej przedstawiciele, zaproszeni przez panią szambelanową, znajdowali się na jej wieczorze, ale po większej części nie tańczyli i nie wdawali się w rozmowy z paniami, ale w pokojach Tozia, umieszczonych na końcu mieszkania, obsiedli zielone stoły, albo z cygarami w ustach rozłożyli się po kozetkach, prowadząc wesołą, kawalerską pogadankę. Nie pomogły usilne nalegania gospodyni domu, aby połączyli się z tańczącem i bawiącem się w salonach towarzystwem. Ten i ów, wezwany przez nią po nazwisku, przez grzeczność opuszczał męzkie zebranie, wchodził do salonów, przetańczył kilka razy polkę lub jednego kadryla, i znikał co prędzej, pociągany ku pokojom Tozia urokiem dam pikowych, cygar, swobodnych śmiechów towarzyskich i przekąsek, rozstawionych po stolikach z dodatkiem butelek, z któremi w męzkiem gronie można było bez ceremonii się obchodzić.

Eliza Orzeszkowa, Pan Graba, Warszawa 1872

 

Narzekała na karty także Maria Górska:

Co jednak najbardziej uderzyło mnie w Radziejowicach, to dziwne obyczaje, powiem wychowanie, dzisiejszej młodzieży. Starzy państwo Adamowie Krasińscy nie mogli się nad tym uspokoić. Panowie, a było ich starszych i młodych ze dwudziestu, nie wyszli z pokojów, gdzie stały zielone stoliki. Tam przy koniaku i cygarach rozmawiali między sobą, ale do kobiet nie przysunął się żaden. Ani panienki domowe, ani śliczna Edziowa Plater nie przyciągały ich wcale. Boją się wyraźnie kawalerowie, żeby ich kto zuchwały o matrymonialne nie posądził zamiary, a żonatym, że wygodniej grzać się przy kominku, ta konsyderacja wystarcza.

Maria z Łubieńskich Górska, Gdybym mniej kochała, Warszawa 1997

 

 1876Tygodnik Illustrowany, 1876

Visit Czas's profile on Pinterest.