Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Karnawał był co roku wielkim wydarzeniem towarzyskim. Odbywały się w tym czasie liczne bale i spotkania.
Wiele rodzin zjeżdżało się ze wsi do miast specjalnie po to, by uczestniczyć w karnawale. Liczne bale i spotkania stwarzały bowiem najlepszą okazję na zaprezentowanie córek i znalezienie dla nich odpowiednich narzeczonych, szczególnie dla rodzin mieszkających na prowincji i nie dysponujących odpowiednimi znajomościami (albo pragnącymi partii lepszej, niż dostępne w najbliższej okolicy).

 Karnawał nie był jednak zjawiskiem powszechnie chwalonym. Ożywione życie towarzyskie wymagało znacznych wydatków. Inni uważali, że huczne zabawy są zbyt płytką rozrywką, nieprzystającą do sytuacji kraju. Wreszcie pojawiała się także konieczność bywania na balach wydawanych przez rosyjskiego namiestnika – zbyt ostentacyjna odmowa mogła doprowadzić do wielu nieprzyjemności.

Zabawy karnawałowe rozpoczęte zostały wczoraj świetnym balem u Hr. Namiestnika Królestwa i Jego Małżonki. Przeszło 800 osób napełniło salony zamkowe; w tak licznem zebraniu Dam jaśniejących urodą i strojem, podziwiając wszystkie, trudnoby szczegółowo opisać te wykwintne i pełne wdzięku toalety, te efemeryczne budowy jedwabnych lub przejrzystych tkanin, koronek i wstążek, kwiatów i klejnotów. Dobry gust pięknych Pań, talent modniarek, ubiegały się o lepszą, aby zadosyć uczynić rozkazom wszechwładnej a kapryśnej Królowej – Mody.

  "Kurier Warszawski”, 1865

 

Wczoraj świetny wieczór u JW. Hr. Namiestnika i Jego Małżonki, zgromadził znowu liczne towarzystwo. Rozpoczęto tańce w mniejszym salonie, które następnie prowadzono w wielkiej sali balowej. Stroje dam jak zwykle odznaczały się świeżością i wykwintnością. Jak w kaleidoskopie oko zachwycać się mogło świetnemi barwami pysznych, ciężkich materji lub lekkich powiewnych tkanin, w których Paniom naszym tak do twarzy; drogie kamienie, złote grzebienie, kwiaty, lśniący puder jaśniały na pięknych główkach.

  „Kurier Warszawski”, 1865

 

Karnawał był u nas jakby rodzajem mozajkowego obrazka: różnie działo się u różnych; przecież bawiono się w domach prywatnych i mimo wielkiej nędzy u nas, mimo głodu między wiejskim ludem – nie bardzo są oszczędne.

 Tadeusz Romanowicz, Korespondencya ze Lwowa, w: „Bluszcz”, 1866

 

Poczuwamy się zatem do winy i wielkim głosem, który upewniamy, że nie będzie głosem wołającego na puszczy, przypominamy Panom Mężom to, o czem oni doskonale wiedzą z różnych pośrednich i bezpośrednich domowych pogadanek, przy mówek, spojrzeń, westchnień, a czasem i pieszczot, że Paniom brakuje sukien, kaftaników, szalów, koronek, kwiatów, a tu Karnawał się zbliża i będzie bardzo długi, i 49 wieczorów już się szykuje, nie mówiąc o balach i tygodniowych zebraniach. Przypominamy więc, że w Warszawie są ludzie dobrzy i grzeczni, którzy wyłącznie się dla płci pięknej poświęcili i myślą o tem tylko, jakby jej wszystkim wymaganiom zadosyć uczynić; którzyby radzi byli, ażeby wszystkie Damy były jak najpiękniejsze i starają się im wtem dopomódz, i ażeby wszystkie niesnaski domowe, jak najprędzej się wszędzie kończyły za pośrednictwem nowej sukni lub gustownych ubiorów z ich sklepu. Takimi czarodziejami są PP: Pękala, Zeltt, Włodkowski, Thonnes, Kwiatkowski, Zaleski; z wyrobów złotych PP. Wejnert, Bracia Jaroccy i t.p.; a obok nich są też i wróżki: Panie: Adela Hofman, Wilczyńska, Włodkowska, Sobolewska, dawna firma Klementyny, W. Frybes, Aurelja, które z misternych koronek, różnobarwnych wstęg i połyskujących axamitów, tworzą owe piękne ramki, tak przypadające do twarzyczek Dam naszych, a pomimo śniegu i mrozu przypominające wiosnę i lato wiązkami kwiatów i owoców – sztucznych. Pani Wilczyńska szczególniej, taki dobór tych kwiatów posiada.

„Kurier warszawski”, 1866

Jednem z świetniejszych zebrań prywatnych, w tegorocznym karnawale, był wieczór onegdaj dany w domu P. G, której niezrównana uprzejmość i niestrudzona attencja zniewalająco wpływała na wesołość zabawy. Grono obywatelstwa, osób wyższe w społeczeństwie zajmujących stanowisko, wesoła młodzież, łącząc się tu w imieniu zabawy, przedstawiało koło świetne, przy dźwięku muzyki wirujące, któremu nadawały powab strojne ubrania Pań i Dziewic.

„Kurier warszawski”, 1867

 

Dawniej na taneczne zebrania stale po niektórych domach w karnawale urządzane, zbierano się najpóźniej przed dziesiątą wieczorem: dziś prawie o północy. Dawniej zwano je swemi dniami, dziś monżurów zyskano nazwę: dawniej bawiono się choć o czystej herbatce okraszonej bułeczką i plasterkami szynki, dziś bez gorącej kolacyi nikt nawet nie pomyśli o zabawie. Jak obetrze usta każdy sięga do zegarka i wynosi się bo zrobił co przynależało: był, pokręcił się i najadł.

Pogadanka, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1873

 

Czyż mam jeszcze opowiedzieć ostatnie chwile umarłego już karnawału? Być może iż wiele Warszawianek, asystowało osobiście przy ostatnich podrygach balowych, tego niepoprawnego hulaki –  wątpię jednakże ażeby którakolwiek przytomną była wszystkim, wyprawionym przez niego figlom, jakiemi ten zręczny kuglarz, na wzór wszystkich poprzedników swoich, bawi i tumani rozstających się już z nim czcicieli.

Pogadanka, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1873

 

Minął czas wesołej pustoty, zwany ongi szałem karnawałowym;— ongi, powtarzam, dziś bowiem owa pustota szalona do tradycyi już tylko należy. Dziś Warszawa bawi się, jeśli chcecie, ale tak dyskretnie, tak cicho, że echo jej zabaw po za ściany balowej sali nie wybiega. Zostawmyż je tam w spokoju, to echo karnawałowe, tem bardziej, że jeśli ono kryje się przed nami i nam też za niem nie tęskno; tak się przynajmniej spodziewam, czytelniczki łaskawe? a więc — all right!

Miesięczna kronika mód, w: „Mody paryzkie”, 1880

 

Ponieważ zwykłe towarzyskie stosunki rzadkie są, a więc w chwilach przeznaczonych na nie wyłącznie, podczas karnawału, rodziny z córkami cisną się do miast. Kampania ta trwa miesiąc, sześć tygodni, zależy to od trwania karnawału; czasu nie ma do stracenia, więc się nie opuszcza ani jednej zabawy, ani balu, ani koncertu, ani amatorskiego teatru, ani ślizgawki; zaczyna się karnawał w stanie nerwowego podrażnienia, kończy się w stanie apatycznego osłupienia. I w tych warunkach poznaje się przyszłego męża i robi się wybór, jeżeli się nie chce narażać na koszta, trudy i niepewności drugiej kampanii. O rozmowie poważnej, spokojnej, wyczerpującej, o poznaniu swych zdań i upodobań, a tem bardziej charakteru i skłonności mowy nie ma; dawniej dało się to zrobić, gdy gość zajeżdżał pod wiejską strzechę, i albo wieczory zimowe spędzał w gronie rodziny na długich rozmowach, albo w lecie dzielił rozrywki, a nieraz i prace gospodarzy wieśniaków. Ale na balu, w teatrze, jakaż może być rozmowa, jakie pole do wzajemnej znajomości?

 Anastazja Dzieduszycka, Książka młodej kobiety, w: „Kronika Rodzinna”, 1881

 

Oh, będą się na ten nasz karnawał naskarżać, i ojcowie rodzin, gdy przyjdzie płacić zaległe rachunki, łokciowej długości, i pomęczone gospodynie domu, i głośniej i żałośliwiej nad wszystkich, te panny na wydaniu, którym los nie dotrzymał tego, co walet kierowy w pasyansie zapowiadał…

 Pogawędka, w: „Bluszcz”, 1882

 

Do Popielca nie daleko w tym roku, więc ludziska tem wcześniej zaczynają używać przyjemności karnawałowych, a pierwsze hasło do tańca w Warszawie dało Towarzystwo wioślarskie w noc św. Sylwestra, - i wierne swoim zasadom, starało się zaprowadzić chwalebną modę skromnych damskich strojów i zabawy niewymuszonej, taniej, a przyjemnej. Tylko, że każda innowacya, a zwłaszcza w tym świecie, który lubi się dekoltować i popisywać długością trenów, jest trudną; więc i skromność damskich toalet, nawet jako warunek sine qua non, utrafiać musi na oppozycyą zachowawczego stronnictwa płci pięknej, która z uznaniem pochwala zasadę, ale poddać się jej nie chce.

 Pogawędka, w: „Bluszcz”, 1883

 

Nowością tegorocznego karnawału mają być maskarady połączone z rautami w celu większego ożywienia tych zdyskredytowanych i podupadłych w opinii rozrywek w Warszawie. Dyrekcja teatru pragnie wrócić im dawną świetność, zainteresować publiczność, przyciągnąć lepsze warstwy towarzystwa – a to głównie w celu zasilenia bardzo uszczuplonych finansów swoich. Deficyt zaokrąglił się do 100.00 rs. i jak lawina przygniata budżet i scenę warszawską.

 Pogawędka, w: „Bluszcz”, 1883

 

Zanosi się w Poznaniu na zimę gwarniejszą i świetniejszą niż zwykle. Krótkość karnawału zachęca do tem skwapliwszego przyśpieszenia zapustnego wiru. W połowie Stycznia bal kostiumowy ma ożywić przelotnie miasto nasze; zewsząd dochodzą już wieści o licznych ślubach i kojarzących się małżeństwach, o świetnych wyprawach i weselnych godach w najprzedniejszych dzielnicy naszej domach.

 Korrespondencya zagraniczna (Poznań), w: „Bluszcz”, 1883

 

Rozbawiono się w Warszawie i na prowincyi jak za najlepszych czasów; bal za balem, wieczorek po wieczorku ogłaszały dzienniki; zaproszenia na publiczne i prywatne zabawy z jednego końca miasta na drugi latały w ślady dorodnych i wytrwałych tancerzy. Kto miał frak, tuzin białych krawatów i rękawiczek, kapelusz składany i parę nóg zdrowych, odrabiał salonową pańszczyznę w służbie wesołego księcia utracyusza i hulaki, zwanego Karnawałem.
Nie jeden w nagrodę dostał – żonę, a conajmniej order – kotylionowy, - dwie pamiątki bardzo nierównej wartości, ale obie przypominające złote czasy kawalerskiej swobody.

 Pogawędka, w: „Bluszcz”, 1883

 

W porze zapust bawią się starsi i młodsi. Otóż podamy wam tu, czytelnicy kochani, niektóre wskazówki, jakie zabawy są dla was najstosowniejsze. O tańcach tyle tylko powiemy, że o ile umiarkowany taniec jest bardzo dobry, jak każdy ruch, o tyle znów szkodliwym się staje dla zdrowia w razie nadużycia. Nie dziwcież się wcale, jeżeli rodzice nie pozwalają wam często bywać na balikach, albo w domu urządzać wieczorków tańcujących raz po raz.

 Rozmaitości, w: „Wieczory Rodzinne”, 1884

 

Z karnawału.
Gdzież wczoraj nie tańczono?
W resursie obywatelskiej, w klubie wioślarskim, w „Harmonji", w stowarzyszeniu subjektów, w setkach prywatnych domów, wszędzie gdzie tylko znalazł się fortepian i kilka par... osób.
Szalona sobota!
Z prywatnych wieczorów wyróżniły się zabawy u pp. Ż. na Lesznie, J. i L. na Zielonym placu, B. na Nowym Świecie i K. na Krakowskiem Przedmieściu.
„Wieczorek wełniany" u pp. M. zdrowo odbijał od zabaw huczniejszych.

„Kurier warszawski”, 1884

Z karnawału na prowincji,
Częstochowa bawi się!
W dniu 14-ym b. m. odbyła się maskarada w sali miejscowego teatru, w dniu 16-ym zaś bal w resursie.
Obie zabawy miały niezwykłe powodzenie.
Na wieczór maskaradowy zebrało się przeszło 300 osób.
Inne miasta bawią się po swojemu, jak umieją.
W Kaliszu Towarzystwo muzyczne urządziło w dniu 23-im b. m. „wieczorek wełniany", który powiódł się najzupełniej.
Sieradzanie znowu wyprawili bal publiczny na miejscowe instytucje dobroczynności.
Tańczono ochoczo, pomimo, iż pań zebrało się więcej niż tancerzy.
W Lublinie na porządku dziennym stoją aż trzy bale – jeden na kasę Towarzystwa dobroczynności i dwa miejscowej resursy kupieckiej.
Nawet Błaszki nie zapomniały o karnawale i po świeżo odbytej zabawie myślą o nowej... w końcu sezonu.

„Kurier warszawski”, 1884

 

Dwa są punkta kulminacyjne w życiu towarzyskiem Warszawy: karnawał i wyścigi. W czerwcu, kiedy równocześnie schodzi się i wystawa i jarmark wełniany, zjazd bywa wielki, gości, zwłaszcza wiejskich dużo, nastaje właśnie ta druga epoka warszawskich zabaw, karnawałem letnim nazwana. Od kiedy znam Warszawę, co roku powtarza się zawsze ta sama historya, ze w listopadzie i grudniu zaczynają się złowrogie przepowieści , iż karnawał będzie nieszczególny, balów mało, zjazd, żaden, bo rok ciężki i zły, zbiory niepomyślne a ceny zboża niskie. Tymczasem nadchodzi styczeń i luty, wszystkie przepowiednie zawodzą, bale sypią się jak z rogu obfitości, Lewandowskiemu puchną ręce i hulamy, jakby za najlepszych i najweselszych czasów. Stosunkowo najmniej bawi się arystokracya, to kółko właśnie, które najbardziej jeszcze, chociaż zawsze z przymieszką haute finance, odpowiadałoby waszym krakowskim o „towarzystwie” pojęciom.

Antoni Zaleski, Towarzystwo warszawskie. Listy do przyjaciółki, przez Baronową X. Y. Z., Kraków, t. I 1886

 

Jeśli chcesz się przypatrzeć zabawie ochoczej, żywej, wesołej; jeśli chcesz sobie przypomnieć, jak to dawniej wyglądały szlacheckie salony i jak się one z każdym rokiem modernizują i do ogólnego nastrajają tonu, wejdź w towarzystwo t. z. obywatelskie, między szlachtę przybywającą ze wsi na karnawał, do domów, których tu w zimie bywa bardzo dużo, a które między sobą tworzą rozliczne kółka i kółeczka. W nich bezwarunkowo bawią się najlepiej, w nich spotkasz najwięcej ładnych kobiet, młodzież; która ci jeszcze dawnego potrafi zatańczyć mazura, całą galeryę Klar i Anieli, mnóstwo wstępujących w świat panienek które są jeszcze w pierwszej fazie i tańcują dla tańca. Przyjęcie będzie dostatnie, ale nie zbytkowne z szampanem spotkasz się tylko przy nadzwyczajnej okazyi, apartamenta będą ładne, ale więcej szablonowe niż artystyczne, towarzystwo odświeżające się ciągle przybyszami ze wsi, wesołość nie wymuszona, pewna swoboda w wykwintnych salonowych granicach.
Wchodząc do takiego salonu, zobaczysz odrazu, że wszyscy goście nie po to się tu zeszli, aby odbyć wzajemną toalet lustracyę, ale rzeczywiście dla zabawy i huka. Pozy bardzo nie wiele, a gościnność istotnie staropolska, ta, co to trzyma środek między sztywną obowiązkową uprzejmością sfer arystokratycznych, a zabiegliwą i nużącą kokieteryą towarzyską finansowych salonów. Wśród pań i panienek znajdziesz tu nieraz i niepoślednie wykształcenie, i sprytu dużo, i humor, i dosyć interesującą rozmowę, i przesądów z każdym rokiem coraz mniej, ale rysem charakterystycznym będzie tu specyalne warszawskie rozbawienie i rozrzucenie się.

Antoni Zaleski, Towarzystwo warszawskie. Listy do przyjaciółki, przez Baronową X. Y. Z., Kraków, t. I 1886

 

Porwana wirem codziennych niemal balów i zabaw, młoda główka rozmarza się łatwo i tak do gorączkowego życia karnawału przywyka, że cały czas schodzi na tanach, śnie, wizytach i toaletach. Wieczór spędzony w domu wydaje się już torturą, książka wzięta do ręki zadaną lekcyą, na odczyty się chodzi trochę przez poczucie obowiązku, więcej w nadziei spotkania mnóstwa znajomych, ale ich się słucha z roztargnieniem, kładąc konieczny warunek, aby były zabawne. Tego przymiotnika żąda się od wszystkiego: i kościół musi być zabawny t. j. musi być na mszy dużo przyjaciółek i znajomych, wizyty i odczyty, i wędrówki po sklepach, i teatr i koncerta, wszystko to musi być zabawne. Czyta się bardzo nie wiele i w czasie karnawału główka zupełnie ugorować musi, bojując tylko resztkami pensyonarskich wiadomości; do wszelkiej poważniejszej rozmowy ma się wstręt nieprzezwyciężony, ludzi się sądzi według tego tylko, czy są lub nie zabawni – słowem panna tego kółka, zjechawszy na parę miesięcy do Warszawy na zabawę, niczego innego prócz tej zabawy nie szuka. Ztąd pewna czczość i jałowość (zresztą wszystkim salonom warszawskim wspólna). Ztąd ten gorączkowy wir towarzyskiego życia, który tych, co weń wpadają, całkowicie absorbuje, od wszelkiej pracy odciąga, nieraz marnuje, często bardzo z właściwego toru wykoleja; ztąd tego życia tak ciężkie wymagania, że zaprzągłszy się raz w jego taczkę, trudno się od niej oderwać i brnie się w wir coraz dalej, a chodząc z balu na bal, z jednego rautu na drugi, tańczy się nieraz do godz. 10 zrana, a później znowu o 10 wieczór zaczyna nową „robotę”, wypełniając przerwę snem, wizytami i teatrem.

Antoni Zaleski, Towarzystwo warszawskie. Listy do przyjaciółki, przez Baronową X. Y. Z., Kraków, t. I 1886

 

Zabawy zimowe trwają w Warszawie przez cały karnawał i wielki post. Po świętach Wielkanocnych ruch towarzyski zaczyna słabnąć na parę miesięcy, ażeby znowu w czerwcu ożywić się i zabłysnąć w epoce wyścigów i wystawy...

Antoni Zaleski, Towarzystwo warszawskie. Listy do przyjaciółki, przez Baronową X. Y. Z., Kraków, t. I 1886

 

Już jesteśmy w połowie karnawału, już (według doniesień reporterskich) jeden namiętny tancerz zaniewidział, jedna namiętna tancerka dostała zapalenia mózgu, jedna uboga fortepianistka omdlała z nadmiaru pracy, a my jeszcze nie wiemy, co robić: bawić się czy nie bawić w bieżącym karnawale?...
Zdania są podzielone. Ci twierdzą, że w tak ciężkich czasach w ogóle tańcować nie wypada, tamci – że można tańcować, ale tylko w wełnianych sukienkach. Ten, chcąc zabawę połączyć z filantropią, domaga się, ażeby za każdy taniec wirowy płacono po 10 groszy, a za każdą figurę posuwistą 5 groszy na cele dobroczynne, a tamten gwałtem zachęca do „zabawy samej w sobie”, do „tańca jako tańca” bez żadnych celów ubocznych, a nawet… żąda zbytku!...
Albowiem śp. Raczyńska z Krasińskich pisała w „Świcie”, że: „zbytek istnieć musi, zbytek jest obowiązkiem bogatych; bogaci powinni wydawać pieniądze na zbytek, to dla nich jedyna możność spłacenia długu zaciągniętego u społeczeństwa”.
I po tej tak umiejętnie i szczęśliwie wybranej cytacie tutejszo-krajowy apostoł zbytku dodaje od siebie:
Bo jeżeli bogaci wyrzekną się kosztownych zabaw i strojów, wówczas – zbankrutują kupcy i pomrą z głodu rzemieślnicy…
Jeżeli wobec tak sprzecznych zdań nie wiemy dotychczas: czy bawić się i jak się bawić? – za to najmniejszej nie mamy wątpliwości, że hasło: „zbytek jest obowiązkiem bogatych, którzy w ten tylko sposób spłacają dług zaciągnięty u społeczeństwa”, że hasło to jest nie tylko fałszywe, ale nawet przewrotne. Nie tylko bowiem propaguje fałszywą ideę społeczną, ale jeszcze robi jakąś skomplikowaną cnotę z bardzo prostego występku.

Bolesław Prus, Kronika tygodniowa w: „Kurier Warszawski”, 1886

 

Ruch matrymonialny.
Uczyniliśmy przed tygodniem wzmiankę, iż liczba nowych par małżeńskich jest w tegorocznym karnawale znacznie mniejsza w porównaniu z rokiem poprzednim.
Tymczasem uch matrymonialny zwiększył się już nad wszelkie spodziewanie, gdyż w przeszłym tygodniu zawarto 102 śluby, a więc o 77 więcej aniżeli w poprzedzającym, a o 67 więcej aniżeli w odpowiednim tygodniu roku zeszłego.

Kurier Warszawski”, 1886

 

[płeć piękna] wierzy po dawnemu, że w sprawie wyjścia za mąż, od wszelkich ogłoszeń pewniejszym jest okazanie w miejscu publicznym drobnych nóżek lub kararyjskiego biustu. (...)
Ponieważ jesteśmy w przededniu końca zapustnych uciech, więc dla użytku płci nadobnej mogę zdradzić jeden sekret płci męskiej. Oto – mężczyźni chodzą na bale bynajmniej nie w celach matrymonialnych, ale po prostu dla zabicia czasu, a nawet gorzej...

Bolesław Prus, Kroniki tygodniowe, w: „Kurier Codzienny”, 1890

 

Rzuciłem okiem na statystykę karnawału w „Kurierze Warszawskim”. Od Sylwestra do początku lutego odbyło się czterdzieści cztery zabaw publicznych z udziałem prawie dwudziestu tysięcy osób. Gdyby tyleż przyjmowało udział w zabawach prywatnych, mielibyśmy czterdzieści tysięcy osób, nieomal całą „inteligencję” warszawską, wciągniętą w taneczny cyklon. Nie jest to już zabawa, ale zjawisko natury, jak powódź, trzęsienie ziemi i im podobne. Także w późniejszych latach karnawały nie bywały nudne: W ubiegłym karnawale odbyło się 47 zabaw publicznych i korporacyjnych, przez naszych sprawozdawców notowanych. Zabawy dałyby się podzielić na: filantropijne, których było 8, korporacyjne – 17, resursowe – 6, kostiumowe, włącznie z maskaradami – 11, panieńskie i kwiatowe – 5. A zabawy prywatne?

  "Kurier Warszawski", 1890

 

W dniu wczorajszym [31.01] p. L., młody 24-letni człowiek, raptownie zaniewidział. Wezwany lekarz specjalista zaopiniował, że ślepota jest nie do uleczenia. Przyczyną strasznego kalectwa są noce bezsennie trawione, gdyż p. L. od dwóch tygodni prawie co noc tańczył na rozmaitych wieczorkach, a w dzień zajęty pracą biurową nie miał czasu na odpoczynek. Zdrowy, młody organizm, pomimo takiego życia niehigienicznego, wytrzymał, wzrok jednak mocno sforsowany uległ smutnemu prawu natury.

 "Kurier Warszawski", 1890

 

Tegoroczny karnawał jest podobny do ciasnej sali balowej, z której „rześki” tancerz i „hoża” tancerka już po kilku hołubcach wylatują do przedpokoju. Tak i my dziś. Ledwie zaczęliśmy się ruszać, ledwie zdążyliśmy ogonami sukien obetrzeć trochę łez zawstydzonym matkom i okryć nagość opuszczonych dzieci, aliści już ubiegamy do przedpokoju, zwanego – wielkim postem.
Zdumienie nas ogarnia. Więc to ma być nasz warszawski karnawał? A gdzie bale fachowe: inżynierów kolejowych, inżynierów szosowych i inżynierów kanalizacyjnych? A gdzie poważne zabawy: lekarzy chorób wewnętrznych, chirurgów albo akuszerów – każda oddzielnie?
A jakże będzie z „bezpretensjonalnymi i uroczymi” wieczorkami damskimi, gdzie tego samego dnia w jednej resursie tańcowały panny, poszukujące narzeczonych, w drugiej – panny zdradzone, a w ratuszu – smutne wdowy i „znajdujące się w trudnej pozycji towarzyskiej” rozwódki?
I już nic w tego nie zobaczymy w bieżącym karnawale?... Złowrogo zaczyna się rok 1894, jeżeli przypomnimy sobie, że i maskarady nie dopisały!

 Bolesław Prus, Kroniki, w: „Kurier codzienny”, 1894

 

Do rzędu najbardziej malowniczych zabaw karnawałowych należą tak zwane wieczory kostiumowe, na których, zamiast w zwykłych balowych – zbiera się towarzystwo już to w strojach dawniejszych epok, obecnie wyszłych z użycia, już to w ubiorach ludowych. Bale takie przez swą niezwykłość i urozmaicenie, znajdują ciekawych widzów i urządzają się często na cele dobroczynne, łącząc przyjemne z pożytecznem.

 Zabawa kostiumowa, w: "Wieczory Rodzinne", 1899

 

Oczywiście karnawał, nadzieje i rozczarowania z nim związane nie mogły nie pojawić się w dziełach literackich.

Rodzinę, która przybywa z prowincji na karnawał w poszukiwaniu godnej partii dla ich córki opisał w swoim obrazku Jan Zachariasiewicz:

Tegoroczny karnawał w stolicy obiecywał bardzo wiele. Z powodu klęsk naturalnych i sztucznych, zabrakło zachodniej Europie pszenicy, a kraj nadwiślański cieszył się tym razem wyjątkowo dosyć pomyślnem błogosławieństwem bożem. Ceny więc tego tak dla idealistów jak i pozytywistów niezbędnego produktu były dobre, i było dosyć do sprzedania. Sprzedano więc wszystko co się sprzedać dało i to, co się nie bardzo sprzedać dawało i na długie zimowe wieczory licznie zgromadzano się w stolicy. Ponieważ zaś dobry humor zazwyczaj sprowadza u ludzi myśli i zachcenia energiczniejsze, to i wielu z przybyłych na karnawał kawalerów powzięło i głośno wypowiedziało zamiar ożenienia się, z czego matki i córki wielce się ucieszyły.
W tak dobrą porę trafił właśnie pan Piotr do stolicy. Wziąwszy za poradą żony dosyć drogie i okazałe mieszkanko na trzy miesiące i oporządziwszy nieco siebie, magnifikę i Zenobiję, zaczął się powoli w świecie stołecznem rozpatrywać. Na szczęście znalazł kilku znajomych, za pomocą których pozawiązywał potrzebne do życia miejskiego stosunki.
Na wieczorkach u znajomych sprawiła Zenobija efekt nie mały. Dwunastu kawalerów zbliżyło się koleją do pana Piotra i zacnej pani Piotrowej, zabierając z rodzicami Zenobji tak pożądaną znajomość.

Jan Zacharyasiewicz, Niezrozumiany. Obrazek karnawałowy, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1876

 

Długo jeszcze trwały żale pana Piotra na zwyczaje i obyczaje wielkomiastowe. Pani Piotrowa łagodziła je jak mogła a reszty dokonała Zenobija, która znowu do rady familijnej się przyłączyła. Uspokoiła ojca, że małżeństwa nie zawierają się zaraz po pierwszym wieczorze, że cały jeszcze karnawał pozostaje do dyspozycyi, że potem idą ciche rauty wielko-postne, na których właśnie dopiero bierze górę rozsądek, który skrupulatnie to oblicza, czego szał karnawałowy obliczyć nie mógł lub nie chciał!

Jan Zacharyasiewicz, Niezrozumiany. Obrazek karnawałowy, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1876

 

Podczas gdy w domu państwa Piotrów tak rażąca niezgoda co do kwestyi przedślubnych panowała, posunął się karnawał szybkim krokiem do ostatecznej swojej godziny, w której miał się na maskaradzie szaloną zakończyć galopadą. Ze względu więc na taki przewidziany koniec, który co roku systematycznie się powtarzał, zaczęto na seryo brać się do rachunku, aby sobie jaki taki bilans ułożyć. Matki, ciocie i babunie obliczały starannie wszystkie wieczorki tańcujące, obliczyły koncerta, teatra i odczyty, aby do jakiegoś widomego przyjść rezultatu. Panny liczyły spotrzebowane toalety, tańce, spojrzenia, słówka i półsłówka a kawalerowie zajęli się ułożeniem w tuziny zbrukanych białych rękawiczek i chustek, nie licząc w to podpisanych nazwiskiem i imieniem małych podłużnych papierków, które po tym akcie przechodziły do rąk usłużnych żydków.
Rezultat takiego rachunku był różny, a stosownie do tego obiecywali jedni po środzie popielcowej serdeczną i rzeczywistą pokutę, inni zaś odkładali skruchę swoją do spowiedzi wielkanocnej chcąc jeszcze coś skorzystać z rautów wielkopostnych.

Jan Zacharyasiewicz, Niezrozumiany. Obrazek karnawałowy, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1876

 

Minęło kilka tygodni. Karnawał dobiegł do swej mety i skończył się bez żadnych ważniejszych rezultatów. Prócz niesprawdzonych jeszcze wieści o mających nastąpić kilku rozwodach z powodu źle dobranych małżeństw, jak to wieczorki tańcujące i bale na korzyść dobroczynności należycie stwierdziły – nie przyniósł karnawał żadnych pewnych wiadomości o mających się zawrzeć ślubach panieńskich i kawalerskich. Dopiero rauty wielkopostne miały naprawić to, co tamten zrobić zaniechał. Nie stracono jeszcze nadziei, a jaki taki z kwitkiem śród tańców odprawiony marzyciel, mógł się jeszcze spodziewać, że śród zabaw wielkopostnych sprawa lepiej mu pójdzie.
I były nawet słuszne powody takich nadziei. Arena walki o serca i posagi zmienia się zupełnie w wielkim poście. Zdaje się, jakoby wcale inni rycerze wstąpili teraz do szranek i inne westalki zajęły w cyrku ławki kamienne!

Jan Zacharyasiewicz, Niezrozumiany. Obrazek karnawałowy, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1876

 

W karnawale lub w porze wyścigów panny takie zjeżdżają do miast, a zjawienie się ich ma wszystkie cechy maskarady, bo domowe perkaliki i tybeciki zamieniają na balowe suknie jedwabne lub lekkie pajęcze tkaniny, skrojone podług paryzkich żurnalów, paradują w najętych powozach, przebierają poczciwych Grzesiów i Kubów w sutą liberyję i za pożyczane pieniądze oszukują świat wystawnością, za którą kryje się brudne skąpstwo i ruina majątkowa. – Poznać łatwo takie maseczki po fałszywych brylancikach w uszach i po liberyi Grzesia, która jest albo za przestronna, albo za ciasna. W hotelu u nich po szufladach i szafkach znajdziesz zapasy bułeczek i wędlin, któremi dopełniają skromne obiady pożywane w najpierwszej restauracyi i pełno listów od papy ze wsi, których koperty zapisane francuzkim adresem, a treść czysto polska brzmi mniej więcej tak: siano zalała woda, zboże grad wybił; szelma Mordko nie chce już ani grosza dać, — radźcie sobie jak możecie, — wasz kochający ojciec etc. — Mama z pannami rzeczywiście radzą sobie jak mogą, by przedłużyć maskaradę i złowić męża, pożyczają zkąd można, biorą na kredyt, gdzie się da, a gdy wszystkie źródła się wyczerpią, znikają z widowni i wracają chyłkiem do kłopotów domowych, jak aktorowie po przedstawieniu.

 Michał Bałucki, Album kandydatek do stanu małżeńskiego. Z notat starego kawalera, Kraków 1877

 

Kto widział kiedy zawrotny długi taniec, w którym, przy grzmiących, napowietrznych, namiętnych tonach muzyki, ludzie wirują, jedni na trzeźwo, inni w upojeniu, a wszyscy szalenie biorą się za ręce, łączą się w pary, opuszczają się, rzucają na się wzajem grad spojrzeń i uśmiechów, zbliżają się znowu i znowu oddalają się pojedyńczo, każdy w inną stronę, aby się zejść na nowo i podać sobie ręce, i odebrać je raz jeszcze, a do kogo innego wyciągnąć ramiona; kto widział kiedy taniec taki, w którym jest wszystko: wesele udane, czy prawdziwe, miłość istotna, czy sztuczna, namiętność widoma, czy tajona, łzy wydobywające się przemocą z za uśmiechów, śmiechy głuszące tajemne westchnienia, uderzenia serc, przyśpieszone gorączkowem wzruszeniem, rozdrażnieniem, niepokojem, radością, zwątpieniem, zawodem; kto widział tę mieszaninę rozlicznych uczuć i wrażeń, miotających ludźmi, jak miota wiatr gęstą zaroślą trzcin chwiejnych, porastającą rozłóg szeroki: ten może sobie stworzyć wyobrażenie, czem jest w wielkiem mieście sezon zimowy dla garści ludzi, co się tam zebrali, aby pokazać się, ubawić, skąpać serca i głowy w napojonej odurzającym narkotykiem atmosferze tłumu, gwaru i błyszczącego kameleonową grą barw światowego ruchu.
Nieprzerwanym hukiem kół turkocą powozy, brzęczy głucho bogata uprząż na karkach dumnie stąpających rumaków, szeleszcą jedwabie, powiewają wstęgi, przezroczyste koronki odsłaniają nagość śnieżnych szyj i ramion, dyamenty błyszczą wśród splotów warkoczy, sztuczne kwiaty sztuczną woń rozlewają, w salach balowych grzmi porywająca muzyka, w teatrach bajeczna syrena o czarodziejskim śpiewie wciela się w uroczą postać prymadonny, a przenikający głos tragika-mistrza śle między tłumy widzów i słuchaczy prądy elektryczne, porywające ich wyobraźnią w tajemnicze a straszne światy dramatów ludzkiego żywota, i w przepaściste głębie psychologicznej analizy człowieczego ducha.

 Eliza Orzeszkowa, Pamiętnik Wacławy, Warszawa 1884

 

 Na podobny temat: Karnawał we wspomnieniach

 

Visit Czas's profile on Pinterest.