Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Do największych atrakcji karnawału należały bale kostiumowe. Spotykały się także z największą krytyką, bowiem wiązały się ze znacznymi wydatkami, powiększającymi i tak już niemałe koszty karnawału. Z drugiej strony fascynowały. Dawały przecież – zwłaszcza paniom – możliwość popisania się oryginalnym strojem i kreatywnością.

 

Oprócz prywatnych balów kostiumowych urządzano także maskarady publiczne – był to sposób zbierania funduszy przez teatry, z czasem podchwycony przez inne instytucje dobroczynne. Bywały także maskarady czysto komercyjne. Maskarady cieszyły się nieco dwuznaczną sławą – można było wystąpić na nich w kostiumie zakrywającym twarz („domino”) i potencjalnie pozwolić sobie na zachowania śmielsze niż na co dzień. Anonimowe, zamaskowane osoby, spotykające się na takiej publicznej maskaradzie, próbowały czasami nawiązać ze sobą kontakt za pośrednictwem ogłoszeń w gazetach.

 

– Na maskaradzie znajdowało się blizko 1,000 osób oprócz domin; były i charakterystyczne maski: Djabeł rogaty, Kawaler miljonowy, Amazonka z biczykiem, Krakowiacy, Żydkowie. – Na jutrzejszą ostatnią maskaradę, wybiera się wiele osób, aby tam zakończyć karnawał.

„Kurier warszawski”, 1866

 

Wczorajsza Maskarada nader była liczną i ożywioną; domina czarne, białe, błękitne, różowe i pąsowe, snuły się w tłumie, sypiąc tu i owdzie czasem dowcipne zapytania, czasem ciężkie koncepta, intrygując żwawo; charakterystycznych masek niebrakło także; szuler, taljami kart przy brany; kwiaciarki, czerwone diabełki płci żeńskiej, aż trzech żydków, kozaczki, pierroty, krakowiaki i krakowianki, szkot, hiszpany, turki, nawet debarder i góral w zwykłym druciarskim stroju; byli i mężczyźni zadamy przebrani, do których zdaje się wróżka z tamburynem należała i damy za mężczyzn przestrojone; jedno nawet we fraku; słowem na rozmaitości w tym tłumie różnobarwnym, piszczącym, śmiejącym się, nie zbywało. Osób było 2,500.

„Kurier warszawski”, 1867

 

Piszą nam z Brześcia-Litewskiego, pod dniem 30m Stycznia (11 Lutego): W resursie tutejszej w każdą Niedzielę urządzane są wieczory tańcujące i takowe dość licznie są uczęszczane. Przybyły z Grodna Nauczyciel tańca, kształci dziatwę tutejszą, przykładającą się do tej nauki. Po ukończeniu lekcji, jest nawet zamiar urządzenia balu dziecinnego. Wczoraj, to jest, dnia 29go Stycznia (10 Lutego) mieliśmy w Resursie zabawę rzadką na prowincji, to jest, Maskaradę, i powiodła się dobrze. Dam w dominach było 20, mężczyzn 6; z tych kilku przybranych było w ubiory charakterystyczne. Wszystkich osób było do 120, tańczących par do 40. Bilety po rs. 1, tak dla osób nienależących do Resursy, jako też i dla Członków tejże. Damy dostawały bilety bezpłatnie. Zebrano rs. 80 przeszło. Wesołość towarzyszyła przez cały ciąg pomienionej zabawy, którą wszyscy w niej uczestniczący zachwyceni byli, jako nowością dotąd nieznaną w Brześciu. Orkiestry grały na przemiany. Publiczność była tak zadowoloną z Maskarady, iż prosiła, aby powtórzoną takowa być mogła, co zapewne uczynionem zostanie.

„Kurier warszawski”, 1867

 

Teatr już zaczyna występować z maskaradami i jest nadzieja, że przy trzeciej Warszawa rozrusza się i napełni ją, a nawet przepełni tłumami żądnemi rozrywki i tajemniczych szeptów, zakrytych pod maską piękności. Zwolenników tego publicznego mruczka rozgrywanego wśród tropikowej atmosfery i akompanjamentu pukających korków w obocznym bufecie, jest wielu i to zapalczywych nie na żarty aż do wezwań, próśb, gróźb i wymówek zamieszczanych na dzień drugi w obu kurjerach.

 Bazar, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1872

 

Maskarady zdaje się że z piątą zakończyły żywot swój karnawałowy. Wspomnienia po nich już tylko dalekim echem brzmią w ogłoszeniach kurjerowskich, dopominających się rozwiązania zawiązanej intrygi. Jedno z nich wielce wymowne zwraca na siebie większą uwagę. Jakiś pan S. M k składa dzięki pewnej pięknej maseczce za sztukę zainteresowania go przez dwadzieścia i pół godziny jak sam powiada znudzonego już światem i ludźmi. Stan to wielce nieszczęśliwy godny jeżeli nie współczucia to litości.

 Pogadanka, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1872

 

Postępujemy jednak naprzód. Na maskarady sali teatralnych coraz mniej uczęszczamy a coraz liczniej na bale tak zwane maskowe, na których pragnąc nadać choć pozór przyzwoitości, zabroniono, aż przepisem policyi znajdować się w czapkach na głowie tylko w kapeluszach. Po maskaradach sypną się zapewne w Kuryerach liczne odezwy do pięknych masek, przypominając półsłówka i domysły z wezwaniem o przybycie na czwarte, piąte lub szóste zebranie: – po balach maskowych ucieknie z jak tuzin nowożytnych bankrutów, wygnanych długami i nadużyciem zyskanego zaufania.

Pogadanka, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1873

 

Mogę wam jednak powiedzieć słówko o ostatniej maszkaradzie na ubogich, odbytej w Resursie Obywatelskiej w ostatni wtorek. W istocie, zabawa ta była tak niewinna, (dopóki odbywała się na górze-bo zszedłszy na dół, panowie mienili ją na winną, przy kolacji), że doprawdy, przykładne jej dzieje możnaby opisywać nawet w... Kronice Rodzinnej. Już to, po większej części zgromadziły się tara same małżeńskie pary, zrekrutowane pomiędzy członkami Resursy; mężowie we frakach a „panie" w dominach:
.. .Przechadzali się wolno po ogromnej sali.
I wzajemnie w twarz sobie przeciągle ziewali. Kostjumów charakterystycznych nie było tam wcale i intryg także – bo każda z masek, każdemu zaczepionemu prze siebie frakowi, zaraz, ex abrubto, wyznawała swoje nazwisko, – że zaś znaczna liczba masek ubrana była nie w domina lecz w zwykłe suknie pół balowe, szkoda że orkiestra tutejszego dyftongu muzycznego, pod firmą Lewandowski i Kuhne, nie zagrała była walca lub kadryla – bo wówczas damy zdjąwszy maski i stanąwszy obok panów na sali, byłyby od razu, przemieniły tę maskaradę dobroczynną na bal filantropijny – jeżeli zwłaszcza nie miały zamiaru skrupulizować się względem północnej godziny, w której właściwie, dla obserwatów zwłaszcza, rozpoczynał się już post wielki. Podobno jeden z dowcipnych lecz chudych młodzieńców warszawskich, sprawił był już sobie na ową maskaradę, kostium wraz z maską, wyobrażający doskonale śledzia i zamierzał o samej północy, wkroczyć w takiem symbolicznem przebraniu na Rosursową salę. Lecz w ostatniej już chwili zawahał się, z obawy ażeby obecna na tej maskaradzie piękna i ciepła wdówka, na której „gotowy chlebek" miał chrapkę, poznawszy go nie pożegnała zaraz przy wstępie, znanem:
„Bądź zdrów!" holenderski śledziu.
Bodaj to taka matrymonjalna maskarada! Wszystko odbyło się tam z przykładną powagą: mężowie przespacerowali parę godzin z żonami, potem nakarmili je i napoili w restauracji miejscowej – potem odwieźli lub odprowadzili do domów, aby się przygotować wzajemnie, z pokrzepionemi siłami pochylić głowy nazajutrz pod proch popielcowy a pod... małżeńskie jarzemko złote....na całe życie.

Pogadanka, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1873

 

Początki nie bardzo obiecujące, dwa jednak figielki jeżeli się udadzą, gród nasz stary cokolwiek rozkołysają do wesołości. Mają być niemi, upowszechnienie skromnych strojem i przyjęciem wieczorków prywatnych i publicznych, i urządzenie w salach redutowych maskarady, jednej a może drugiej, na korzyść towarzystwa dobroczynności. Przyznać trzeba, że figielki te dobrze pomyślane: przesadzone koszta zabawy są jej największym wrogiem. Gdy budżet szarpnięty, myśl godowników błąka się po cyfrach, nadsłuchując z kwasem tonów tanecznej muzyki: gdy przejdzie piąta maskarada w pustych salach teatralnych marnuje się światło bez żadnego pożytku. Dwa więc te pomysły wprowadzone w wykonanie, cyfrom każą milczyć, gazowi oświetlać tłumy, a zabawie powstać i wejść w części przynajmniej na właściwą drogę.

Pogadanka, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1874

 

Bale, które się udały (bo maskarady wcale się podobno nie udały mimo licznych a czułych odezw po kurierkach do domin czarnych, białych i pstrokatych), podzielić można na dwie kategorie: Jednę z nich stanowiły nie znane nam dotąd prawie zebrania przemysłowców, drugą zaś bale z intencjami dobroczynnymi.

Bolesław Prus, Sprawy bieżące, w: „Niwa”, 1875

 

Bal zowie się kostyumowym wtedy mianowicie, kiedy wszystkie damy są kostyumowane, oprócz wiekowych już, które towarzyszą młodszym. Ostatni taki, a bardzo świetny, widziała Warszawa w lutym roku 1846 (…) a był on tak liczny, że liczył przeszło 4000 osób.

 „Bluszcz”, Dodatek, 1881

 

Nowością tegorocznego karnawału mają być maskarady połączone z rautami w celu większego ożywienia tych zdyskredytowanych i podupadłych w opinii rozrywek w Warszawie. Dyrekcja teatru pragnie wrócić im dawną świetność, zainteresować publiczność, przyciągnąć lepsze warstwy towarzystwa – a to głównie w celu zasilenia bardzo uszczuplonych finansów swoich. Deficyt zaokrąglił się do 100.00 rs. i jak lawina przygniata budżet i scenę warszawską.

 Pogawędka, Bluszcz, 1883

 

Zanosi się w Poznaniu na zimę gwarniejszą i świetniejszą niż zwykle. Krótkość karnawału zachęca do tem skwapliwszego przyśpieszenia zapustnego wiru. W połowie Stycznia bal kostiumowy ma ożywić przelotnie miasto nasze; zewsząd dochodzą już wieści o licznych ślubach i kojarzących się małżeństwach, o świetnych wyprawach i weselnych godach w najprzedniejszych dzielnicy naszej domach.

 Korrsepondencya zagraniczna (Poznań), Bluszcz, 1883

 

OSTATNIA MASKARADA
Pod protekcją kasy artystów scenicznych i przy ich gorącym współudziale odbyła sio wczoraj ostatnia w tym roku maskarada z tombolą, na rzecz kasy... teatrów warszawskich.
Artystki i artyści grali, śpiewali i tańczyli, artystki i artyści sprzedawali bilety i wydawali fanty; siedmiu zaś członków dyrekcji w asystencji – dwu lekarzy, spełniali „ogólny nadzór nad zabawą."
Za to kasa teatrów od każdego biletu wejścia otrzymała rs. 1, zaś kasa artystów – kopiejek 25.
„Dobry pasterz kocha owieczki swoje" – mówi pismo...
Główna część zabawy „pod ogólnym nadzorem" dyrekcji, to jest widowiska, maskarada i losowanie fantów, odbyła się bądź na scenach obu teatrów, bądź w salach redutowych. Gdzieby jednak miała miejsce zabawa, wymagająca „ogólnego nadzoru" lekarzy? nie jest nam wiadome.
Zbytecznem byłoby dodawać, iż artystki, piękne na scenie, były jeszcze piękniejsze przy stolikach. Trudno zgadnąć, o ile to wpłynęło na powiększenie zasobów kasy, jest przecie rzeczą niezawodną, iż widok ich wdzięków, w ludziach dotychczas zupełnie obojętnych dla teatru, obudził żywy pociąg do sztuki scenicznej... Na własne uszy słyszeliśmy, jak pewien profan, który od dziesięciu lat zapytywał wszystkich; „po co jest balet?" wczoraj nagle nawrócił się i chodząc po sali, szeptał: „tylko balet!..."
Co do maskarady, ta miała poważny charakter mieszczański, z cichą, domieszką elementów tak zwanych inteligentnych. Obok kupców, techników, kamieniczników, lekarzy i adwokatów, przyjmowali w niej udział archeologowie, doktorzy filozofji i prawie wszyscy tutejsi pozytywiści. Widocznie pociągnęła ich nadzieja wygranej, może jednego z tych fantów, które siedziały przy stolikach.
Za to masek charakterystycznych było niewiele i... ani jednego krakowiaka!... czyby utonęli w tomboli?...
Intrygi też miały szczególny charakter.
Tak, między innemi słyszeliśmy rozmowy, o ciężkiem położeniu Europy, o pismach Okońskiego, a nawet o nieśmiertelności duszy...
Sercem nikt się nie zajmował, a o kolacji nawet nie pomyślano.

„Kurier warszawski”, 1884

 

Uparta tradycja.
Czego już nie przedsiębrano, aby przeprzeć dawne uprzedzenie do dwóch pierwszych maskarad?
Zmieniono nazwę maskarad na «wielkie bale maskowe», pominięto oznaczenie kolei tych zabaw, wreszcie w tym roku ogłoszono, iż pewne dość liczne grono osób wybierze się na pierwszą maskaradę, aby ściągnąć innych uprzedzonych.
Nic to jedna nie pomogło.
Sale redutowe świeciły pustkami, w kasach bowiem sprzedano zaledwie 44 bilety, a po odegraniu w Teatrze Rozmaitości Pomyłki pana Lambineta wszyscy się rozeszli.
A jednak «druga» z tym samym rezultatem musi odbyć się za tydzień, aby doczekać się «trzeciej», na której będą się tłoczyć i dusić.
Tradycji maskaradowej widocznie nic nie przemoże.

„Kurier warszawski”, 1887

 

Bal kostiumowy organizowany z ramienia Towarzystwa Dobroczynności przez hr. Walewskiego odbył się 21 II w salach ratuszowych. Czysty dochód wyniósł 3000 rs, a ofiary dały jeszcze około 700 rs. Suma ta została przeznaczona na rozpoczęcie budowy domu na przytułek dla 250 starców „w posesji podominikańskiej w powstałych po pogorzeli zabudowaniach murowanych”.

„Kurier warszawski”, 1887

 

Kulminacyjnym punktem rozrywek publicznych była, rozumie się, maskarada z tombolą, na dochód kasy pożyczkowej teatrów warszawskich. Odbyła się ona dopiero w zeszła niedzielę, a już w następujący po niej piątek otrzymałem list, który opiewa, co następuje:
„Szanowny panie! Podobno w najbliższej Kronice ma pan zamiar pisać nieprzychylnie o tomboli, o naszej kasie, tudzież o artystach i artystkach teatru itd.”
Milutka korespondentko! ręka by mi uschła, gdybym kiedykolwiek odważył się napisać coś nieżyczliwego o płci pięknej w ogóle, a tej, która przyozdabia nasz teatr, w szczególności.
Wreszcie – z jakiego u licha powodu miałbym złorzeczyć tomboli? Maskarady są moją słabą stroną, tombola zaś odbywa się na tle maskarady. Liczne maskarady są jeszcze słabszą moją stroną, ta zaś byłą bardzo liczna, była tak liczna, że niektóre osoby narzekały na ciasnotę, mogę jednak panią zapewnić, że między utyskującymi na ciasnotę nie znajdował się żaden mężczyzna w wieku młodym, średnim, a choćby i bardzo średnim.

Bolesław Prus, Kronika tygodniowa, w: „Kurier Codzienny”, 1888

 

Bal kostjumowy.
„Ludziom szczęśliwej ręki wszystko wiedzie się".. Jeżeli tego aforyzmu nie zapisał gdzie b. p. Ben-Akiiba, w takim rasie mędrzec ów był srodze nieuważny w zapisywaniu rzeczy prostych a przekonywających, potomności zaś poskąpił... aforyzmu, ka wielkiej radości sprawozdawcy balowego, który ma tym sposobem najłatwiejszy sposób scharakteryzowania wczorajszej zabawy. A gdy już to napisał, gdy wspomniał, że mu coś uciechę sprawia, zaraz wielkie dokucza nieszczęście: kto taki bal chce opisywać, powinien to rymem uczynić—- sama proza nie wystarcza na skreślenie wiernego obrazu. Przesunął się bowiem przed oczyma taki tłum rozbawionych ludzi, 1 że rozglądając się po sali ratuszowej i wzdychając do galerji (ile tam było wczoraj krasy!) w ciąż ma się i na myśli ów nie zamieszczony w zbiorach myślicieli aforyzm: „ludziom szczęśliwej ręki wszystko wiedzie się".
Niech zapisze go p. Konstantowa Górska na swój benefis, dzieląc się nim z resztą gospodyń, które już tyły wymieniono w Kurjerze, i których nie zatrze w pamięci nawet... post.
Ale baczność! Bo oto ozwały się dźwięki orkiestry.
Poloneza czas zacząć... Więc Szwoynicki rusza
i, zlekka zarzuciwszy wyloty kontusza
I wąsa podkręcając, podał rękę;- Zosi
I, skłoniwszy się, w pierwszą parę prosi.
Za Szwoynickim szereg w pary się gromadzi,
Dano hasło, zaczęto taniec: on prowadzi.
Zosią była mu księżniczka Nita Woroniecka, a dalej długim korowodem kroczyli Soplicowscy goście, w rozliczne przybrani odzieże. Były tam i kwiaty w kostiumach i kwiaty w kwiatach, a gdy niebawem marzycielski walc objął salę w swe posiadanie, już słonecznik był w objęciach ułana, francuski markiz tańczył z angielską lady, a markiza opierała się o ramię chłopa.
Zupełna demokratyzacja pojęć...
Rzut oka z galerji... fala drży, pstrzy się różnobarwnością strojów, kołysze, rozchyla i znów, na podobieństwo węża, po sali się rozpościera. Widzimy chłopkę, w którą przedzierzgnęła się hr. Augustowa Zamoyska; w kostyumie polskim figuruje p. de St-Clair, piękny portret lady Gunsboroughs wyobraża p. Kaz. Olszowska, Marja Stuart, to pani Trzcińska, czarna cyganka – hr. Krasicka, markiza – hr. Łubieńska, panna Szymańska w stylowym i wdzięcznym kostjumie żniwiarki francuskiej, panna J. Zakrzewska—biała margeritka, p. Kosecka uosabia, jak nam się zdało... wiosnę, a jak nas pouczają świadomi tajników kostjumowych, pasterkę.
W kapelusiku pieroty, uwitym z róż polnych, uroczo wygląda ks. Woroniecka, w pięknym stroju, zdobnym w białe margerity, widzimy p. de Vassal, a również margerity, lecz o barwie żółtej—pani Wikt. Kronenbergową; słonecznikiem jest p. Balińska, rybaczką włoską—p. Chomętowska, zimą—panna Baczyńska, a wdzięczną bretonką—panna Trzcińska...
A dalej, trzy pieretki (siostry Biernackie) są jakby z portretu wycięto. Wśród męskiej rzeszy kostjumów rej wiedzie Szwoynicki w autentycznym stroju polskim z końca zeszłego wieku, karmazyn w każdym calu. P . Cichocki jest baszą, którego snać nie obchodzą nie zgoła greckie kłopoty. Dziarsko trzyma się ułan -p . Bogusławski, oraz p. Szyszkowski— w kontuszu. Dużo stylowej elegancji ma w sobie markiz, (p. Malczewski), werwą tryska biały arlekin (Paweł Górski), a wieśniacy, z pod których skóry wyglądają ks. S. Czetwertyński i hr. Ad . Zamoyski, szczerą budzą sympatję.
Romeo romantyczny ma swego udanego przedstawiciela w p. Radwanie, który chwilami przypomina Fausta, gdy dokoła na sali tyle margeritek. Translitawję reprezentują huzar węgierski p. Szeliski, Albanję (dość uspokojoną) p. Puławski, muszkieterem wreszcie jest p. Trojanowski; nie zbrakło oczywiście i krakowiaka w osobie p. Zawadzkiego.
Tymczasem z galerji p. Różalski wpatruje się w pełnego energji p. Karskiego. Ten klaszcze. „Z mazowiecka brzmi kapela", i — sala wnet zawrzała życiem.
Bo mazura dziwna władza
I weseli i odmładza,
I nastraja i upaja,
I rozprasza ból,
Bo to taniec nad tańcami.
Wszystkich tanów król;
Bo się począł na tej ziemi,
Sród tych niw i pól:-.
Zupełną rację miał młody poeta Aksel, tak charakteryzując mazura. I wczoraj bowiem mazur wesołością i ochotą nastroi! wszystkie 68 par.
Na galerji tłok i upał — od gorąca i od spojrzeń płomienistych. Było oczu ładnych dużo, wiele wdzięcznych twarzyczek, ale że były incognito, pod ich adresem jeno ukłon ogólny od wszystkich tańczących i bezczynnych... fraków. („Płeć brzydka'' to niemiły wyraz, lepiej więc go unikać.)
A była ich wczoraj obfitość, chociaż, jak zwykle, znaczna część stroniła od placu boju, chroniąc się po za kolumny.
W zwartym tłumie męskiej połowy gości dostrzegliśmy fraków kolorowych, czerwonych i niebieskich, dwadzieścia dziewięć. Nadto ośmiu panów urozmaicało zwykły strój balowy żabotami koronkowemi u góry, a ubraniem chausse... od dołu.
— I to już wszystkie kostiumy?
— O, nie; z góry przyznaję się do niedokładności.
— No, a toalety balowe dam nieukostjumowanych?
— A, przepraszam, na wczorajszym balu „kostjumowym" wszyscy byli ukostjumowani, tylko, że większość gości płci obojga wystąpiła w jednakowych kostjumach stylowych z roku.. 1897-go.

Puk, „Kurier warszawski”, 1897

 

Do rzędu najbardziej malowniczych zabaw karnawałowych należą tak zwane wieczory kostiumowe, na których, zamiast w zwykłych balowych – zbiera się towarzystwo już to w strojach dawniejszych epok, obecnie wyszłych z użycia, już to w ubiorach ludowych. Bale takie przez swą niezwykłość i urozmaicenie, znajdują ciekawych widzów i urządzają się często na cele dobroczynne, łącząc przyjemne z pożytecznem.

 Zabawa kostiumowa, w: Wieczory Rodzinne, 1899

 

Któraż z nas nie zna balów kostiumowych, tak ulubionych przez świat kobiecy wszystkich sfer i narodowości? U nas wielki bal kostiumowy jest największą atrakcyą karnawału, a w innych stolicach zabawy te ściągają tłumy publiczności.

 Z.B., Krótkie suknie wobec wymagań estetyki, w: „Dobra Gospodyni”, 1902

 

Osoby nietańczące mogą być bez kostyumu. Koronkowy kapelusz i włosy pudrowane obowiązują w takich razach. (…)
Panie, udające się na bal maskowy dla przyjrzenia się tylko, przywdziewają domino na kostyum jedwabny i gęsty woal na twarz.

 Mieczysław Rościszewski, Pani domu, Warszawa 1904

 

Co zaś do kostjumów maskaradowych, to oprócz maski, nieodzownym szczegółem stroju kobiecego jest t. zw. domino, które jednak nie wyłącza kostjumów fantastycznych.

 Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Na maskaradach wszyscy równie mężczyźni jak kobiety, mówią sobie ty i nikt się na taką poufałość obrażać nie powinien.

 Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Mężczyźni mogą bywać na maskaradach również w kostjumach, jeżeli jednak sobie tego nie życzą, to powinni być, tak jak na balu i raucie, we fraku i rękawiczkach. Rękawiczki mogą być kolorowe. Cylindra nie zdejmuje się z głowy przez cały czas trwania zabawy.
Bale kostiumowe są natomiast bardzo ponętne dla młodzieży, ale narażają na znaczne koszta i tem samem stają się prawie niedostępne dla rodzin średniej zamożności. Wydatek tu podwójny. Najczęściej młoda osoba otrzymuje jedną nową sukienkę na sezon balowy i rodzice nie pomyślą nawet o sprawieniu jej kostiumu, który można użyć raz tylko, na t. zw. balach historycznych lub t. p. Trzeba sobie jednak radzić i spożytkować stare suknie na toalety kostiumowe świeże i oryginalne.

 Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

W domach prywatnych maskarady są dziś rzadkością, częściej urządzają je stowarzyszenia łyżwiarzy na lodzie. Natomiast większem wzięciem cieszą się bale kostjumowe, jak np. doroczny bal w ratuszu warszawskim, urządzany przez arystokrację rodową na cel dobroczynny lub bale artystyczne w Dolinie Szwajcarskiej.

 Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Co zaś do kostjumów maskaradowych, to oprócz maski, nieodzownym szczegółem stroju kobiecego jest t. zw. domino, które jednak nie wyłącza kostjumów fantastycznych.
Mężczyźni mogą bywać na maskaradach również w kostjumach, jeżeli jednak sobie tego nie życzą, to powinni być, tak jak na balu i raucie, we fraku i rękawiczkach. Rękawiczki mogą być kolorowe. Cylindra nie zdejmuje się z głowy przez cały czas trwania zabawy.

 Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Przykłady ogłoszeń, jakie ukazywały się w prasie po maskaradach:

Białe domino, które na 3ciej Maskaradzie, do 3ciej godziny kazało czekać na siebie na próżno i znikło bez pożegnania, które człowieka znudzonego i lubiącego wcześnie chodzić spać, naraziło na tak długie czekanie, a co gorsza, pozbawiło dobrej kolacji w przyjemnem towarzystwie, proszone jest, aby stosownie do przyrzeczenia, dało się poznać w tym tygodniu jeszcze przed 4tą Maskaradą i chciało przekonać, że Maski potrafią czasem dotrzymywać słowa.- X.X.X

„Kurier warszawski”, 1867

 

Czarne axamitne domino, w kapelusiku z białych piór na zeszłej Maskaradzie, w towarzystwie mniemanej Panny Julji będące, raczy przybyć na następną Maskaradę w przyszłą Niedzielę dla dania bliższych objaśnień, o co prosi mocno zaintrygowany.
T.S.

„Kurier warszawski”, 1867

 

Nieznajomą maskę, która poświęciła mi kilka chwil na tomboli w pokoju Towarzystwa Muzycznego, która przyrzekła dać wiadomość o sobie (Krakowskie Przedmieście nr 7), upraszam o przyspieszenie takowej. M. K.

„Kurier warszawski”, 1886

 

Mniejsze i większe bale maskowe chętnie organizowała (lub uczestniczyła w nich) młoda synowa Elizy Krasińskiej, Róża z Potockich:

Nasz mały bal (gdyż tańczyliśmy) udał się doskonale, było naprawdę bardzo przyjemnie i chociaż kostiumy były w większości wymyślone i wykonane w ciągu 24 godzin z tego co było pod ręką, a więc bez wydatków, to wszystko było świeże, eleganckie, wdzięczne, słowem bardzo ładne. Zacznę od naszej małej królowej, byłą zachwycająca, to właściwe słowo – wystąpiła jako Muza Poezji, ale nie jako jedna z owych antycznych Muz zamieszkujących Helikon, lecz jako bardziej współczesna inspiratorka.

 Eliza Krasińska, list z dnia 12.2.1869, z Mentony do Zofii Potockiej

 

(…) my również mieliśmy nasz szalony dzień. Panie świetnie się bawiły, a nasza Róża odniosła ogromny sukces. Była czarująca w kostiumie markizy z epoki Ludwika XV, myślę, że ma chęć dać się sfotografować dla Ciebie – jej twarzyczka była tak ładniutka i filuterna, tak wesoła, tak różowa, a jej oczy były jak czarne diamenty pod białym pudrem!... Wyglądała pięknie, a Władzio był zachwycony. (…) Maria również wyglądała wdzięcznie, było jej bardzo do twarzy w jej kostiumie, dużo tańczyła i bawiła się doskonale, jednym słowem, karnawał udał się i nasze panie są zadowolone.

 Eliza Krasińska, list z dnia 5.3.1870, z Mentony do Katarzyny Potockiej

 

Maria Łubieńskich Górska była z początku wielką przeciwniczką maskarad (chociaż, jak widać, jej krewni bez oporu w nich uczestniczyli). Tak pisała w roku 1890:

Tym razem nie menuety i pasterze a la Watteau, ale bal kostiumowy będzie warszawskiej biedzie urągał. Osiemnastu więc, po większej części hołyszów, sprawia sobie czerwone fraki, a panie wszystkie przebrane: Józiowa Weyssenhoff za jaskółkę, siostra jej, pani Kościelska, za japonkę, Zosia Górska, córka Kostusia, prześliczny ma strój oryginalny stary żydowski i okryta jest klejnotami, panna Jezierska Turczynka, także była i Maria Stuart, i Albanka, i perła w muszli, i Neapolitanka, i wiele innych, których nie pomnę.
Wszystkie te przebrania na balu publicznym na dochód szpitalika dziecinnego znów wystąpiły, a był i kulig z Krakowiaków złożony. Dosyć, że ci wszyscy biedacy wypędzeni z urzędów za to, że są katolikami i Polakami, mogli widzieć, a raczej słyszeć, że polskie towarzystwo bawi się hucznie i wesoło. Myślę, że nikt, nawet oni, nie brałby za złe bogatszym, że młodzi tańcują, ale afiszować dostatek i rozrzutność w mieście, gdzie dawniej zamożni mrą z głodu, to ani politycznie, ani rozumnie, ani poczciwie. Bardzo takie uwagi gniewają ojców i matki panien, którym w tej maskaradzie było do twarzy, ale gniew świadectwa ich bezmyślności nie zmaże.

 Gdybym mniej kochała, t. I., Warszawa 1996

 

Rok 1891:

Ludwiś nasz cały prawie karnawał siedział w Woli. Był tylko na balu kostiumowym urządzonym przez Julkę Górską na dochód tj. stowarzyszenia pań opiekujących się nowo narodzonymi dziećmi.

 Gdybym mniej kochała, t. I., Warszawa 1996

 

Pani Tyszkiewiczowa daje kostiumowe bale, na wydatki ubogą Warszawę naraża, a choć prawda, że każdy zaproszony mógłby w te zbytki się nie wdawać, znając miękkość i próżność polskiego charakteru, rozumniejszych jest obowiązkiem nie wodzić na pokuszenie słabych.
Ludwik Górski, protestując przeciw temu rozbawieniu i zbytkowi, choć dla zajęć w teatrze nigdy nie bywa, poszedł w dzień balu na jakąś sztuczkę w Rozmaitościach. Moi synowie też, Ne chcąc czerwonych fraków kupować, zrobili to samo. Nikt jednak nie zauważył nawet tej cichej protestacji.

 Gdybym mniej kochała, t. I., Warszawa 1996

 

Po wejściu w świat jej jedynej córki Pii, pani Górska nie patrzyła już na maskarady aż tak krytycznym okiem. Widać także, że bal maskowy mógł być próbą przemycenia uczuć patriotycznych, albo może odwrotnie – patriotyzm miał być pretekstem do balu, co spotykało się z mieszanymi reakcjami:

Rok 1900:

Bal kostiumowy na Macierzyństwo, urządzony przez Julkę Górską, bardzo się udał, bo 5.000 rs dał dochodu. Panny przeważnie przedstawiać miały kwiaty, a więc Branicka chryzantemę, Maryś Czertwertyńska różę, Pia konwalię. Było paru panów w czerwonych i niebieskich frakach. Znalazła się une princesce lointaine, szkoda, że śliczny kostium szpeciła stara twarz żydowska. Sama Julka mówiła o sobie, że choć ma sześćdziesiąt lat, zakasuje wszystkich jako Maria Antonina.
Drugi bal składający się z samych polskich dawnych i chłopskich strojów, miała dać pani z Chołoniewskich Dzieduszycka w prywatnym swoim mieszkaniu. Przez jakąś niedyskrecję doszło do cyrkułu, skąd ją przestrzeżono, że za taką zabawę powołana będzie do odpowiedzialności. Naturalnie pani Dzieduszycka od zamiaru odstąpiła i wcale balu nie dała
.

 Gdybym mniej kochała, t. II., Warszawa 1997

 

Rok 1901:

Co niedziela bywały u pani Ludwikowej bale, do których nie każdy był dopuszczony, ale na nas była łaskawa i Pia doskonale się tam zawsze bawiła, szczególnie na balu kostiumowym, na który malarz Popowski dał jej projekt przebrania.

 Gdybym mniej kochała, t. II., Warszawa 1997

 

Był też bal u Guciów Potockich w Jabłonnie, którym się wszyscy dotąd zajmują. Przypuszczane były tylko kostiumy z czasów Cesarstwa, służba nawet była przebrana. Gospodarz występował jak Napoleon, pani Guciowa w roli Józefiny! Mężczyźni przywdziali polskie ułańskie i inne wojskowe z tej epoki mundury. Ordynat Krasiński w stroju pradziadka generała Wincentego, w tym właśnie, w którym Somosierrę zdobywał! Mimo woli przychodzi na myśl wiersz generała Morawskiego o skrzypku Kątskim: Jaki czas, jacy ludzie, taki rodzaj chwały.
Ja, naprawdę, czuję to doskonale, nie byłabym w stanie patrzeć na taką fetę, O Matko Polsko, ty tak świeżo w grobie złożona. Z przeszłości tak świetnej i chwalebnej robić komedię i maskaradę, nie, to byłoby ponad moje siły. Żal po minionej wielkości i ból obecnej lichej rzeczywistości, byłyby mnie zdusiły, płakałabym albo krzyczała, ale asystować balowi i banalnie się bawić mogli tylko ci, którym celem życia uciecha, ci, co ze świętej przeszłości potrafią się wyśmiewać, a o przyszłość nie dbają.
Na ten bal, kolacja, to jest zimne potrawy, sprowadzone były z Paryża, a odświeżenie Jabłonny: suknie pani, po które umyślnie jeździła do Francji, liberie, kwiaty itd. miały do 80.000 rubli kosztować!

 Gdybym mniej kochała, t. II., Warszawa 1997

 

Na podobny temat: Stroje na bal kostiumowy  

 

 

 

Visit Czas's profile on Pinterest.