Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Do największych atrakcji karnawału należały bale maskowe. Spotykały się także z największą krytyką, bowiem wiązały się ze znacznymi wydatkami, powiększającymi i tak już niemałe koszty karnawału. Z drugiej strony fascynowały. Dawały przecież – zwłaszcza paniom – możliwość popisania się oryginalnym strojem. Oprócz tego zakrywające twarz maski dawały pewną anonimowość, zatem dodawały towarzyskim interakcjom pikanterii.

 Znacznie częściej niż prywatne bale maskowe urządzano maskarady publiczne – był to sposób zbierania funduszy przez teatry, z czasem podchwycony przez inne instytucje dobroczynne. Anonimowe, zamaskowane osoby, spotykające się na takiej publicznej maskaradzie, próbowały czasami nawiązać ze sobą kontakt za pośrednictwem ogłoszeń w gazetach.

Teatr już zaczyna występować z maskaradami i jest nadzieja, że przy trzeciej Warszawa rozrusza się i napełni ją, a nawet przepełni tłumami żądnemi rozrywki i tajemniczych szeptów, zakrytych pod maską piękności. Zwolenników tego publicznego mruczka rozgrywanego wśród tropikowej atmosfery i akompanjamentu pukających korków w obocznym bufecie, jest wielu i to zapalczywych nie na żarty aż do wezwań, próśb, gróźb i wymówek zamieszczanych na dzień drugi w obu kurjerach.

 Bazar, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1872

 

Maskarady zdaje się że z piątą zakończyły żywot swój karnawałowy. Wspomnienia po nich już tylko dalekim echem brzmią w ogłoszeniach kurjerowskich, dopominających się rozwiązania zawiązanej intrygi. Jedno z nich wielce wymowne zwraca na siebie większą uwagę. Jakiś pan S. M k składa dzięki pewnej pięknej maseczce za sztukę zainteresowania go przez dwadzieścia i pół godziny jak sam powiada znudzonego już światem i ludźmi. Stan to wielce nieszczęśliwy godny jeżeli nie współczucia to litości.

 Pogadanka, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1872

 

Bal zowie się kostyumowym wtedy mianowicie, kiedy wszystkie damy są kostyumowane, oprócz wiekowych już, które towarzyszą młodszym. Ostatni taki, a bardzo świetny, widziała Warszawa w lutym roku 1846 (…) a był on tak liczny, że liczył przeszło 4000 osób.

 „Bluszcz”, Dodatek, 1881

 

Nowością tegorocznego karnawału mają być maskarady połączone z rautami w celu większego ożywienia tych zdyskredytowanych i podupadłych w opinii rozrywek w Warszawie. Dyrekcja teatru pragnie wrócić im dawną świetność, zainteresować publiczność, przyciągnąć lepsze warstwy towarzystwa – a to głównie w celu zasilenia bardzo uszczuplonych finansów swoich. Deficyt zaokrąglił się do 100.00 rs. i jak lawina przygniata budżet i scenę warszawską.

 Pogawędka, Bluszcz, 1883

 

Zanosi się w Poznaniu na zimę gwarniejszą i świetniejszą niż zwykle. Krótkość karnawału zachęca do tem skwapliwszego przyśpieszenia zapustnego wiru. W połowie Stycznia bal kostiumowy ma ożywić przelotnie miasto nasze; zewsząd dochodzą już wieści o licznych ślubach i kojarzących się małżeństwach, o świetnych wyprawach i weselnych godach w najprzedniejszych dzielnicy naszej domach.

 Korrsepondencya zagraniczna (Poznań), Bluszcz, 1883

 

Do rzędu najbardziej malowniczych zabaw karnawałowych należą tak zwane wieczory kostiumowe, na których, zamiast w zwykłych balowych – zbiera się towarzystwo już to w strojach dawniejszych epok, obecnie wyszłych z użycia, już to w ubiorach ludowych. Bale takie przez swą niezwykłość i urozmaicenie, znajdują ciekawych widzów i urządzają się często na cele dobroczynne, łącząc przyjemne z pożytecznem.

 Zabawa kostiumowa, w: Wieczory Rodzinne, 1899

 

Któraż z nas nie zna balów kostiumowych, tak ulubionych przez świat kobiecy wszystkich sfer i narodowości? U nas wielki bal kostiumowy jest największą atrakcyą karnawału, a w innych stolicach zabawy te ściągają tłumy publiczności.

 Z.B., Krótkie suknie wobec wymagań estetyki, w: „Dobra Gospodyni”, 1902

 

Osoby nietańczące mogą być bez kostyumu. Koronkowy kapelusz i włosy pudrowane obowiązują w takich razach. (…)
Panie, udające się na bal maskowy dla przyjrzenia się tylko, przywdziewają domino na kostyum jedwabny i gęsty woal na twarz.

 Mieczysław Rościszewski, Pani domu, Warszawa 1904

 

Co zaś do kostjumów maskaradowych, to oprócz maski, nieodzownym szczegółem stroju kobiecego jest t. zw. domino, które jednak nie wyłącza kostjumów fantastycznych.

 Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Na maskaradach wszyscy równie mężczyźni jak kobiety, mówią sobie ty i nikt się na taką poufałość obrażać nie powinien.

 Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Mężczyźni mogą bywać na maskaradach również w kostjumach, jeżeli jednak sobie tego nie życzą, to powinni być, tak jak na balu i raucie, we fraku i rękawiczkach. Rękawiczki mogą być kolorowe. Cylindra nie zdejmuje się z głowy przez cały czas trwania zabawy.
Bale kostiumowe są natomiast bardzo ponętne dla młodzieży, ale narażają na znaczne koszta i tem samem stają się prawie niedostępne dla rodzin średniej zamożności. Wydatek tu podwójny. Najczęściej młoda osoba otrzymuje jedną nową sukienkę na sezon balowy i rodzice nie pomyślą nawet o sprawieniu jej kostiumu, który można użyć raz tylko, na t. zw. balach historycznych lub t. p. Trzeba sobie jednak radzić i spożytkować stare suknie na toalety kostiumowe świeże i oryginalne.

 Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

W domach prywatnych maskarady są dziś rzadkością, częściej urządzają je stowarzyszenia łyżwiarzy na lodzie. Natomiast większem wzięciem cieszą się bale kostjumowe, jak np. doroczny bal w ratuszu warszawskim, urządzany przez arystokrację rodową na cel dobroczynny lub bale artystyczne w Dolinie Szwajcarskiej.

 Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Co zaś do kostjumów maskaradowych, to oprócz maski, nieodzownym szczegółem stroju kobiecego jest t. zw. domino, które jednak nie wyłącza kostjumów fantastycznych.
Mężczyźni mogą bywać na maskaradach również w kostjumach, jeżeli jednak sobie tego nie życzą, to powinni być, tak jak na balu i raucie, we fraku i rękawiczkach. Rękawiczki mogą być kolorowe. Cylindra nie zdejmuje się z głowy przez cały czas trwania zabawy.

 Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Mniejsze i większe bale maskowe chętnie organizowała (lub uczestniczyła w nich) młoda synowa Elizy Krasińskiej, Róża z Potockich:

Nasz mały bal (gdyż tańczyliśmy) udał się doskonale, było naprawdę bardzo przyjemnie i chociaż kostiumy były w większości wymyślone i wykonane w ciągu 24 godzin z tego co było pod ręką, a więc bez wydatków, to wszystko było świeże, eleganckie, wdzięczne, słowem bardzo ładne. Zacznę od naszej małej królowej, byłą zachwycająca, to właściwe słowo – wystąpiła jako Muza Poezji, ale nie jako jedna z owych antycznych Muz zamieszkujących Helikon, lecz jako bardziej współczesna inspiratorka. Miała strój pełen fantazji, z dużą ilością kamieni, średniowieczny gorsecik w kolorze morelowym, obszyty srebrnymi plecionkami i wyszywany diamentami, szmaragdami i perłami, perły ułożone w podwójne i potrójne rzędy festonów, pod tym szmaragdowy krzyż otoczony diamentami i dużo diamentów, również kilka gwiazd z diamentów – ten stanik połyskujący tysiącem ogni był przywdziany na tunikę z czarnego jedwabiu w białe gwiazdy, która odcinała od długiej spódnicy w żywym, lazurowym kolorze usianej srebrnymi gwiazdami i również obszytej srebrnymi plecionkami; na włosach lekko skręconych, spadających falisto na ramiona, lekki, długi welon połyskujący srebrem, na czole korona w gwiazdy z diamentów, z tyłu welon przyczepiony do włosów spinkami z pereł i diamentów, w uszach, a na szyi, na ramionach strumienie diamentów! Co Ty na to, czyż nasza Rózia nie była prawdziwą gwiazdą!? Na jej widok słychać było okrzyki podziwu – w ręku miała gałązkę laurową i kilka listków laurowych było wetkniętych w jej koronę.
Władysław był zachwycony – on sam przy pomocy szkarłatnego szala Róży przebrał się za Fra Diavolo – kapelusz rozbójnika ubrany wstążkami i kogucimi piórami opadał mu na oczy, z czym było mu bardzo do twarzy. Maria zgrabnie wyglądała jako pastuszka w stylu Watteau, z kijem pasterskim przybranym kwiatami.

 Eliza Krasińska, list z dnia 12.2.1869, z Mentony do Zofii Potockiej

 

(…) my również mieliśmy nasz szalony dzień. Panie świetnie się bawiły, a nasza Róża odniosła ogromny sukces. Była czarująca w kostiumie markizy z epoki Ludwika XV, myślę, że ma chęć dać się sfotografować dla Ciebie – jej twarzyczka była tak ładniutka i filuterna, tak wesoła, tak różowa, a jej oczy były jak czarne diamenty pod białym pudrem!... Wyglądała pięknie, a Władzio był zachwycony. (…) Maria również wyglądała wdzięcznie, było jej bardzo do twarzy w jej kostiumie, dużo tańczyła i bawiła się doskonale, jednym słowem, karnawał udał się i nasze panie są zadowolone.

 Eliza Krasińska, list z dnia 5.3.1870, z Mentony do Katarzyny Potockiej

 

Maria Łubieńskich Górska była z początku wielką przeciwniczką maskarad (chociaż, jak widać, jej krewni bez oporu w nich uczestniczyli). Tak pisała w roku 1890:

Tym razem nie menuety i pasterze a la Watteau, ale bal kostiumowy będzie warszawskiej biedzie urągał. Osiemnastu więc, po większej części hołyszów, sprawia sobie czerwone fraki, a panie wszystkie przebrane: Józiowa Weyssenhoff za jaskółkę, siostra jej, pani Kościelska, za japonkę, Zosia Górska, córka Kostusia, prześliczny ma strój oryginalny stary żydowski i okryta jest klejnotami, panna Jezierska Turczynka, także była i Maria Stuart, i Albanka, i perła w muszli, i Neapolitanka, i wiele innych, których nie pomnę.
Wszystkie te przebrania na balu publicznym na dochód szpitalika dziecinnego znów wystąpiły, a był i kulig z Krakowiaków złożony. Dosyć, że ci wszyscy biedacy wypędzeni z urzędów za to, że są katolikami i Polakami, mogli widzieć, a raczej słyszeć, że polskie towarzystwo bawi się hucznie i wesoło. Myślę, że nikt, nawet oni, nie brałby za złe bogatszym, że młodzi tańcują, ale afiszować dostatek i rozrzutność w mieście, gdzie dawniej zamożni mrą z głodu, to ani politycznie, ani rozumnie, ani poczciwie. Bardzo takie uwagi gniewają ojców i matki panien, którym w tej maskaradzie było do twarzy, ale gniew świadectwa ich bezmyślności nie zmaże.

 Gdybym mniej kochała, t. I., Warszawa 1996

 

Rok 1891:

Ludwiś nasz cały prawie karnawał siedział w Woli. Był tylko na balu kostiumowym urządzonym przez Julkę Górską na dochód tj. stowarzyszenia pań opiekujących się nowo narodzonymi dziećmi.

 Gdybym mniej kochała, t. I., Warszawa 1996

 

Pani Tyszkiewiczowa daje kostiumowe bale, na wydatki ubogą Warszawę naraża, a choć prawda, że każdy zaproszony mógłby w te zbytki się nie wdawać, znając miękkość i próżność polskiego charakteru, rozumniejszych jest obowiązkiem nie wodzić na pokuszenie słabych.
Ludwik Górski, protestując przeciw temu rozbawieniu i zbytkowi, choć dla zajęć w teatrze nigdy nie bywa, poszedł w dzień balu na jakąś sztuczkę w Rozmaitościach. Moi synowie też, Ne chcąc czerwonych fraków kupować, zrobili to samo. Nikt jednak nie zauważył nawet tej cichej protestacji.

 Gdybym mniej kochała, t. I., Warszawa 1996

 

Po wejściu w świat jej jedynej córki Pii, pani Górska nie patrzyła już na maskarady aż tak krytycznym okiem. Widać także, że bal maskowy mógł być próbą przemycenia uczuć patriotycznych, albo może odwrotnie – patriotyzm miał być pretekstem do balu, co spotykało się z mieszanymi reakcjami:

Rok 1900:

Bal kostiumowy na Macierzyństwo, urządzony przez Julkę Górską, bardzo się udał, bo 5.000 rs dał dochodu. Panny przeważnie przedstawiać miały kwiaty, a więc Branicka chryzantemę, Maryś Czertwertyńska różę, Pia konwalię. Było paru panów w czerwonych i niebieskich frakach. Znalazła się une princesce lointaine, szkoda, że śliczny kostium szpeciła stara twarz żydowska. Sama Julka mówiła o sobie, że choć ma sześćdziesiąt lat, zakasuje wszystkich jako Maria Antonina.
Drugi bal składający się z samych polskich dawnych i chłopskich strojów, miała dać pani z Chołoniewskich Dzieduszycka w prywatnym swoim mieszkaniu. Przez jakąś niedyskrecję doszło do cyrkułu, skąd ją przestrzeżono, że za taką zabawę powołana będzie do odpowiedzialności. Naturalnie pani Dzieduszycka od zamiaru odstąpiła i wcale balu nie dała
.

 Gdybym mniej kochała, t. II., Warszawa 1997

 

Rok 1901:

Co niedziela bywały u pani Ludwikowej bale, do których nie każdy był dopuszczony, ale na nas była łaskawa i Pia doskonale się tam zawsze bawiła, szczególnie na balu kostiumowym, na który malarz Popowski dał jej projekt przebrania. Nazwał ją secesją, choć więcej do zwykłej sukni z czasów pierwszego Cesarstwa był podobny. Białą atlasową princesce okrywała tiulowa draperia z haftowanymi złotymi irysami, na piersiach jaśniało złote słońce, którego promienie rozchodziły się wokoło, we włosach złote irysy, także na ramionach, spod których spływały rękawy.

 Gdybym mniej kochała, t. II., Warszawa 1997

 

Był też bal u Guciów Potockich w Jabłonnie, którym się wszyscy dotąd zajmują. Przypuszczane były tylko kostiumy z czasów Cesarstwa, służba nawet była przebrana. Gospodarz występował jak Napoleon, pani Guciowa w roli Józefiny! Mężczyźni przywdziali polskie ułańskie i inne wojskowe z tej epoki mundury. Ordynat Krasiński w stroju pradziadka generała Wincentego, w tym właśnie, w którym Somosierrę zdobywał! Mimo woli przychodzi na myśl wiersz generała Morawskiego o skrzypku Kątskim: Jaki czas, jacy ludzie, taki rodzaj chwały.
Ja, naprawdę, czuję to doskonale, nie byłabym w stanie patrzeć na taką fetę, O Matko Polsko, ty tak świeżo w grobie złożona. Z przeszłości tak świetnej i chwalebnej robić komedię i maskaradę, nie, to byłoby ponad moje siły. Żal po minionej wielkości i ból obecnej lichej rzeczywistości, byłyby mnie zdusiły, płakałabym albo krzyczała, ale asystować balowi i banalnie się bawić mogli tylko ci, którym celem życia uciecha, ci, co ze świętej przeszłości potrafią się wyśmiewać, a o przyszłość nie dbają.
Na ten bal, kolacja, to jest zimne potrawy, sprowadzone były z Paryża, a odświeżenie Jabłonny: suknie pani, po które umyślnie jeździła do Francji, liberie, kwiaty itd. miały do 80.000 rubli kosztować!

 Gdybym mniej kochała, t. II., Warszawa 1997

 

 

 

 

Visit Czas's profile on Pinterest.