Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Świętom wielkanocnym towarzyszyło tradycyjne święcone, jednak miało ono nieco inną formę. Zamiast święcenia symbolicznych koszyczków w kościele, ksiądz obchodził domy, gdzie święcił całe stoły. Był to zwyczaj wiejski, przeniesiony do miasta (gdzie jednak było znacznie trudniej go podtrzymać).

 Wielkanocne święcone mogło być kameralnym wydarzeniem rodzinnym (chociaż jego kameralność zależała z pewnością od liczby krewnych), ale mogło też stać się wydarzeniem towarzyskim. „Proszone święcone” mogło zgromadzić nawet znaczną liczbę osób i wiązać się z ożywioną zabawą - kończył się przecież ograniczający życie towarzyskie post. Eliza Krasińska wspomina o święconym, które zgromadziło 300 gości. Był to jednak oczywiście przypadek ekstremalny.

Na dużym stole w pośrodku święconego stać powinien, podług odwiecznego zwyczaju, mały baranek upieczony i stosownie przybrany, dziś jednak zwyczaj ten zupełnie upadł, a zamiast baranka naturalnego, stawia się baranek cukrowy lub maślany, który to ostatni bardzo łatwo samej sporządzić. Bierze się mała osełka masła młodego, twardego, ostruguje takową nożem o tyle, aby stanowiła korpus małego baranka, kładzie się na podługowatym półmiseczku, i następnie z takiegoż masła ale miękkiego, za pomocą grubego rzadkiego płótna, przeciska się na korpus baranka niby wełnę drobną, formując przytem zręcznie i stopki i ogonek i uszka i mordkę; buraczkiem oznacza się otwór pyszczka, a dwoma ziarnkami pieprzu oczka. Naokoło półmisek okłada się świeżym drobnym bukszpanem, którego więcej na stole być nie powinno. Obok baranka ustawiają się mięsiwa, szynki, pieczenie, kiełbasy i głowiznę. Z dwóch stron stołu dwa koszyczki z jajami i serki polskie suszone, nie odłączone od tradycji święconego. Po czterech rogach stołu, między wysmukłe, pięknie ulukrowane baby, między niemi przekładane placki, kołacze (placki z serem), różne, przeróżne mazurki; pięknie także wygląda piramidalny tort, baumkuchem zwany, naśladujący brzezinę, który się piecze na rożnie, (podajemy poniżej przepis pieczenia). Z boku na osobnym stoliczku powinny stać likwory, wódki, wina, portery, a staranna gospodyni powinna tak urządzić, aby w oba święta, od godziny jedenastej rano, był już przygotowany świeży rosół i czysty barszcz burakowy, bulion, który się podaje przed święconem, po święconem zaś wino, likiery i czarna kawa, co przy zimnem jedzeniu jest konieczne. W pokoju gdzie się święcone trzyma, nie powinno być bardzo gorąco, trzeba przecież zważać, że niezdrowo jest i nie miło, jeść zimne pokarmy w zbyt chłodnem miejscu.

 Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Święcone, w: „Bluszcz”, 1866

 

Hortensja M(ałachowska) miała również święcone u siebie, lecz przyszła na chwilę do nas, a ponadto było olbrzymie święcone u Koss(akowskich), które ponoć miało trwać do północy, a potem jeszcze miały być tańce. Trzeba mieć nie wiem kogo w ciele, żeby wytrzymać podobne zmęczenie – na ich święconem miało być ponad 300 osób.

 Eliza z Branickich Krasińska, list z 1.4.1866, z Warszawy do Zofii Potockiej

 

Myśleliśmy o Was wszystkich dzieląc się święconym jajkiem, być może o tej samej godzinie robiliście to samo w Krakowie. Ku radości małej kolonii polskiej, która jeszcze znajduje się w Mentonie, mieliśmy święconko – Maria, moja pokojówka, panna Borowska, wszystkie piekły baby i placki i mazurki, a garstka znajomych cudzoziemców, których zaprosiliśmy była oczarowana naszym gościnnym zwyczajem i przyjęła zaproszenie z entuzjazmem – wszystko bardzo dobrze się udało, a stół pokryty kwiatami miał uroczysty wygląd, który całkowicie zadowolił Władysława.

 Eliza z Branickich Krasińska, list z 12.4.1868, z Mentony do Zofii Potockiej

 

Wielkanoc inne wywołuje wspomnienia. Duży stół ze święconym, najlepszym nakryty obrusem, cały zastawiony pełnymi mięs wszelkich półmiskami ubranych bukszpanem, wysokimi babami i rozłożystymi plackami, cienkimi mazurkami etc., etc., a na ładnej, pięknie przystrojonej salaterce nieodzowne jajka, którymi dzielić się będą rodzice ze wszystkimi we dworze i w oficynie, powtarzając corocznie te same mniej więcej, lecz zawsze serdeczne życzenia.

Zofia z Grabskich Kirkor-Kiedroniowa, Wspomnienia, Kraków 1986

 

Dziś zostało już rzeczą ogólnie przyjętą, że na zwyczajne proszone święcone podają się ciepłe mięsiwa i święcone wedle dzisiejszej mody tak się podaje:
1. Bulion i barszcz burakowy, czysty w filiżankach.
2. Szynka, ozory, pekeflaisz na gorąco.
3. Indyki i cielęcina na gorąco.
Reszta tylko wędliny i wszelkie faszerowane mięsiwa – pasztety, galantyny, rolady, kiełbasy i prosię pieczone podają się zimne. Do pieczystego Koniecznem jest świeża sałata, która w końcu marca i początkach kwietnia jest nowalią. Ciasta, mazurki, jak zwykle na deser, zastępują one wszelkie inne desery w dnie świąteczne.

 Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Kolęda dla gospodyń, Co się daje na proszone święcone, 1885

 

Wielka Sobota niosła ze sobą ciszę i słońce. Porobiliśmy sobie miotły z cienkich gałązek i zamiatamy podwórze. Trzeba je potem wysypać żółtym piaskiem. To należy do nas – dziewczynek. Nabieramy piasku w fartuszki i ruchem siewcy kreślimy nim półkoliste desenie. Któryś z chłopców musi stać na straży, bo może ksiądz przyjdzie wcześniej na święcenie pokarmów. Podwórko musi pięknie wyglądać.
Nareszcie wartownik woła: „Ksiądz!” i biegnie do matki. Mamusia zdejmuje szeroki fartuch i wychodzi na powitanie księdza. Pochyla się, całuje staruszka w rękę i prowadzi do salonu. Pośrodku stoi duży stół, nakryty białym obrusem i zastawiony ciastem, mięsiwem, babkami przystrojonymi gałązkami bukszpanu i tui. Na dolnej części obrusa, zwieszającej się ku ziemi, napis ułożony z gałązek: „Alleluja”. Radosne to słówko powtarza się nieustannie. Ozdoba stołu są wspaniałe, lukrowane mazurki, posypane w desenie kolorowym maczkiem. Na talerzyku leżą barwne pisanki. Wśród pokarmów stoi baranek z czerwoną chorągiewką, znaczoną złotym krzyżykiem. Wzrok zatrzymuje się na łebku pieczonego prosięcia, które trzyma w swym młodzieńczym ryjku obrane ze skorupki jajeczko. Wszędzie pełno kwiatów. Zapach hiacyntów, cynerarii unosi się w powietrzu.
Stajemy skupieni, przepychając się troszkę, aby każdemu dostała się kropelka wody święconej. Ksiądz w białej komży modli się po łacinie, bierze kropidło, dotyka nim wody święconej i błogosławi najpierw stół, potem nas wszystkich. Na dany przez mamusię znak biegniemy hurmem do księdza i całujemy go w ręce, szybko zresztą ulatniając się z obawy, aby nas nie zapytał o paciorek. Umiemy co prawda, bo odmawiamy codziennie. Ale czyż nie można się w takiej chwili pomylić? Jakiś byłby wówczas wstyd!
Ciasta dostaniemy wieczorem, ale mięsa – nie. Obowiązuje post aż do jutra. Rodzice w intencji nas, dzieci, powstrzymują się od pokarmów mięsnych nawet w Niedzielę Wielkanocną.

Sabina Dembowska, Na każde wezwanie. Wspomnienia lekarki, Warszawa 1982

 

Święta Wielkanocne upłynęły nam bardzo przyjemnie i wesoło. W domu rodziców moich nie było żadnych zbytków w święconem, nie brakło jednak ani wybornych babek, placków i mazurków, ani smacznego mięsiwa. Wszystko było domowe, wszystko staraniem mateczki przyrządzone, więc kosztowało tylko trochę trudu. Ja zwykle w przygotowaniach do święconego brałam udział bardzo czynny, a w tym roku i Janka mi dopomagała. Te uroczystości, obchodzone w kółku rodzinnem, dziwny mają urok, lecz ja sądzę, że wówczas tylko, gdy wszystko się odbywa według dawnych zwyczajów, to jest, gdy panie domowe same do każdej rzeczy, przyłożą ręki, bo wówczas ta uczta, czyto wigilijna, czy wielkanocna, inne ma, szlachetniejsze znaczenie, nie jest już zwykłą biesiadą, z obficiej zastawionego jadła i napoju, lecz przybiera cechy prawdziwego święta rodzinnego. Nie pojmuję, jaką przyjemność sprawiać może święcone, złożone z wykwintnego pieczywa, zakupionego w cukierni, nie dziwię się też wcale, że dawne te zwyczaje w mieście wydają się ludziom uciążliwe i powoli są zarzucane.

Maria Julia Zaleska, Dwie siostry. Opowiadanie z życia młodych dziewcząt, Warszawa 1888

 

Wielkanoc 1894 r. spędziłam spokojniej niż zwykle. Nie było obu braci, nie było Chimka Bartoszewicza, a moje odsunięcie się od towarzystwa i wzgardzenie balami w karnawale sprawiło, iż liczba panów, którzy w drugie święto przychodzili do nas z życzeniami, znacznie zmalała. Stół ze święconym nie był już w oblężeniu od południa do zmierzchu jak lat ubiegłych; nic mnie to jednak nie obeszło.

Zofia z Grabskich Kirkor-Kiedroniowa, Wspomnienia, Kraków 1986

 

Licznych gości podejmował w 1902 roku Ludwik Górski:

W pierwszy dzień Wielkanocy mieliśmy święcone u arcybiskupa Popiela, w drugie u Włodzimierzów Czetwertyńskich, w trzecie u Ludwika Górskiego, najliczniejsze, bo sto osiemdziesiąt osób przyszło mu życzyć „Wesołego Alleluja”, a on wszystkim dziękował i krzątał się jak młody, choć 1 maja osiemdziesiąt cztery lata kończy.

Maria z Łubieńskich Górska, Gdybym mniej kochała, Warszawa 1997

 

Miło zeszły mi święta. Święcone ustawione było wedle naszej tradycji kresowej. Na stole mięsiwa, torty, mazurki, ciasta, baranek z masła w altance obrośniętej zieloną rzeżuchą, sporo też świeżej zieloności przypiętej po obu stronach obrusa. Jeden obiekt tylko odróżniał święcone oblaskie od naszych kresowych: brak głuszca w upierzeniu, z rozpiętym w wachlarz ogonem. Zastąpiony był głuszec przez pawia w piórach. Piękny! lecz nie to!

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

W czasie naszego pobytu na święta zjechało do gościnnej Hroszówki sporo osób ze stron dalszych oraz z bliższego licznego sąsiedztwa, że wymienię braci Szczytów, Kazimierza i Mścisława, Lubeckich, Czarnockich, Massalskich, Bochwiców i innych.
Długi stół ze święconym ustawiony był w salonie, a uginał się pod ciężarem wszelkiego rodzaju mięsiwa, tortów, mazurków, bab i babeczek grubych i niskich, wysokich i cienkich, z których każda inną posiadała nazwę.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

Ogromnie to uroczysta chwila, gdy w sobotę wielkanocną kapłan w komży białej obchodzi domy wraz z organistą, trzymającym wodę święconą i kropidło. W wielkich miastach trzeba tego dopilnować, bo często się zdarza, że kapłan pominie dom najgorliwszej katoliczki. Kropidło i wodę święconą można mieć własne.
Organiście wręcza się zazwyczaj podarek pieniężny, z księdzem pani domu dzieli się jajkiem i częstuje go winem; niekiedy odsyła część święconego w podarunku do mieszkania księdza.

 Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

 

 

 

Visit Czas's profile on Pinterest.