Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Nauka gry na instrumencie (zazwyczaj fortepianie) uważana była przez większość społeczeństwa za niezbędny element edukacji dobrze wychowanej panny. Dla wielu osób było nie do pomyślenia, by młoda kobieta nie posiadała takiej umiejętności. Panny na wydaniu demonstrowały następnie obowiązkowo swe wykształcenie muzyczne na zebraniach towarzyskich.

 Krytycy z kolei twierdzili, że kosztowne lekcje muzyki bez zważenia na to, czy uczennica w ogóle ma talent i słuch albo czy jest muzyką zainteresowana, są marnowaniem pieniędzy i czasu, który dałoby się zużyć na lekcje jakiejś bardziej praktycznej umiejętności. Grę na fortepianie zaliczano do „wychowania salonowego” – niepraktycznego, skupionego na efekcie, a nie na gruntownej wiedzy.

Za to ma czy nie ma talentu do fortepianu, musi na tym nieszczęśliwym instrumencie wyuczyć się kaleczyć rozmaite fantazye i kaprysy, bo to stanowi niezbędne dokompletowanie edukacyi.

 Wacław Szymanowski, Kartki oderwane, w: „Bluszcz, 1865

 

Młode panienki, powróciwszy z pensji, gdzie, z małemi wyjątkami, tylko powierzchownych nabierają wiadomości; zaraz pod okiem matki dążą do tego jedynie, ażeby potrafiły zwrócić uwagę i dobrze przedstawić się w świecie; w tym celu, dla dokończenia edukacji, biorą kosztowne lekcje muzyki, śpiewu, rysunków i tańca, a przytem nabierają wprawy w sztuce najpowabniejszego strojenia się i zwracania na siebie uwagi. Są to obecnie przymioty konieczne, i biada młodej osobie, która ich nie posiada, bo co najmniej, spotka ją zewsząd lekceważenie i szyderstwo jej towarzyszek. W mniej zamożnych domach, dziewczęta uczą się jeszcze gospodarstwa; ale gdzie i kiedy, nauczają je, jakie są obowiązki matki?

 E. N., Obowiązki i grzechy matek, w: „Bazar”, 1866

 

Ludzie, pragnący zaczerpnąć wiadomości o stopniu wykształcenia młodej panny, zapytują: czy gra i jak gra? a jeśli dziewczynka nie okazuje w dzieciństwie zdolności i popędów muzykalnych, wychowujący uważają przyszłość jej, jeśli nie za zgubioną zupełnie, to przynajmniej za mocno zagrożoną i, nie zrażając się żadnem niepowodzeniem, dopóty męczą i uczennicę, i fortepian, aż z niej i z fortepianu wydobędą coś naksztalt muzyki.

 Eliza Orzeszkowa, Kilka słów o kobietach, Warszawa 1870

 

Miejsce obowiązkowej muzyki zaczyna teraz zajmować malarstwo, coraz więcej uprawiane przez młode panny i panie. Każdy chętnie tej zmianie przyklaśnie, jest ona bowiem bardzo korzystna tak dla uczących się jak i dla otaczających. Przy braku talentu nauka gry na fortepianie staje się męczarnią dla jednych i dla drugich; malarstwo przeciwnie nawet przy niewielkich zdolnościach może sprawić przyjemność i przynieść korzyść, nie mówiąc już o tem, że wiele mniej zajmuje czasu, a wyrabia poczucie piękna i smak dobry.

Skarbiec dla rodzin w mieście i na wsi, tom II, Wydawnictwo Biesiady Literackiej, Warszawa 1889

 

Wszakże na polu gospodarstwa wiejskiego już dawno przestało popłacać hasło: „tak nasze matki czyniły, i dobrze było”, dlaczegóż tedy co do wychowania córek po wiejskich dworach pokutuje jeszcze w tak dużej mierze dawny przesąd, polegający na forsownem zaprzęganiu panienek do fortepianu i kładzeniu im do głowy francuszczyzny. Bez względu na to, czy dana jednostka posiada jakiekolwiek uzdolnienie muzyczne, czy też ma ucho tak tępe na pochwycenie tonów, że nie potrafi nawet ze słuchu wybrać: „Wlazł kotek na płotek” – muzyki uczyć się musi. Musi być panną-grającą.

 Obserwatorka, Przesądy w nauczaniu, w: „Dobra Gospodyni”, 1903

 

Rodzice płacą nieraz drogo nauczycielce za udzielanie „wyższej muzyki”, tymczasem panna, natychmiast po wyjściu za mąż zamyka na klucz fortepian, co dziewięć razy na dziesięć bywa z jej strony postępkiem bardzo rozumnym, chroniącym ją od udręczania siebie i innych. Pomimo jednak tych przykładów, mnożących się co dzień, wciąż jeszcze po biurach nauczycielskich można się przekonać, że wymagania, stawiane nauczycielkom, pragnącym wyjechać na wieś, redukują się prawie zawsze do znajomości muzyki oraz konwersacji francuskiej.

 Obserwatorka, Przesądy w nauczaniu, w: „Dobra Gospodyni”, 1903

 

Ileż to rodzin z cierpliwością znosi te bolesne rany, które się zowią „brakiem posagu”. Często się zdarza, że rodzice mają w domu po 2 albo 3 prześliczne córki, świetnie wychowane, dobrze ułożone, milutkie i powabne, których wykształcenie zdobyto kosztem ciągłych ofiar ze strony rodziców.
Zręczne do wszystkich robót domowych, umieją same przybrać pięknie kapelusze, dobrze skroić sukienki, zagrać na fortepianie – wreszcie mają wszystkie warunki na wzorowe żony, przykładne matki i najmilsze panie domu – pomimo to niema sposobu wydania ich za mąż.

 Junosza-Nałęcz, Bez posagu, w: „Dobra Gospodyni”, Nr 52, 25.12.1903

 

Eliza Orzeszkowa w swoich powieściach też wspominała o wszechobecnej edukacji muzycznej panienek:

Któż kiedykolwiek widział, aby gdziekolwiek na świecie były dwie wykwintne panie, – z których w dodatku jedna jest panną na wydaniu, a fortepianu nie było? Gdzie jest panna na wydaniu, tam i fortepian być musi. Rzecz to wiadoma. Tak też było i tutaj.

 Eliza Orzeszkowa, Pompalińscy, Warszawa 1876

 

Bardziej szczegółowej analizie poddała ten problem w „Pamiętniku Wacławy”. Problemem bohaterki nie jest jednak brak talentu, a raczej jego nadmiar – potrafi grać pięknie i ekspresyjnie, ale jej muzyka jest zbyt wyrafinowana na potrzeby salonów:

- Moja droga – odrzekła mi matka – muzyka stanowi zapewne przyjemne przepędzenie czasu w samotności i środek rozrywki w nudach, ale są to tylko uboczne cele, dla których młode panny grać się uczą. Głównym zaś celem umiejętności grania jest możność przyjemnego zabawienia towarzystwa, w jakiem znajduje się młoda osoba.
- W takim więc razie – odrzekłam – muzyka jest cackiem, przeznaczonem do bawienia uszu ludzi, jak naprzykład ten kotek porcelanowy, który stoi na etażerce, ma bawić ich oczy.
- Między muzyką i porcelanowym kotkiem niepodobna zrobić porównania –odpowiedziała z uśmiechem matka – kotek jest nieżywy i żadnego na nikim zrobić nie może wrażenia, wtedy, gdy piękną muzyką młoda osoba daje dowód, że jest starannie wychowaną.

 Eliza Orzeszkowa, Pamiętnik Wacławy, Warszawa 1871

 

Później, pracując już jako nauczycielka, Wacława wysłuchuje takich żalów od właścicielki kantoru pośrednictwa:

Panna mówi po francuzku i gra na fortepianie tak, jak gwiazda świeci i kwiat pachnie; stanowi to jej właściwą i nieodebralną godność, której, gdy nie posiada, jest zhańbioną... i nigdy dobrej partyi nie zrobi. Wymagają od pani, abyś swe uczennice od stóp do głowy orzuciła błyskotkami, aby ku nim zlatywały się dobre partye, jak motyle ku świecy; uczyń to, a nie mieszaj się do tego, co do ciebie nie należy.

 Eliza Orzeszkowa, Pamiętnik Wacławy, Warszawa 1871

 

Co do muzyki, przekonałam się, że ulubionemi pani mistrzami są: Beethowen, Haydn, Mozart, Mendelsohn, Szubert i t. p. To na nic się nie zdało; ucz pani swoje elewki Liszta, bo to grzmi i hałasuje, Aschera, bo każe często ręce na krzyż zakładać; wyjątki z oper, bo płaczą, lamentują i na nerwy słuchaczów działają.

 Eliza Orzeszkowa, Pamiętnik Wacławy, Warszawa 1871

 

Za to urocza i „praktycznie” wychowana Madzia muzyki nie zna wcale:

Wróciwszy ze śpiżarni z pękiem kluczów u paska, Madzia mówiła do mnie:
- Rózia nauczyła mię szyć bieliznę i suknie i odtąd sama sporządzam ubrania dla siebie i rodzeństwa. Doglądam też pralni i folwarku, i w kuchni nie rzadko bywam, mianowicie, gdy spodziewamy się gości i trzeba coś lepszego do stołu sporządzić...- Mama życzyła sobie – szczebiotało dalej wesołe dziewczę – abym uczyła się po francuzku i grać na fortepianie, ale Rózia sprzeciwiła się temu i powiedziała, że daleko lepiej będzie, jeśli nauczę się szyć, gotować, doglądać gospodarstwa, bo jej samej francuzki język i muzyka na nic się przydały, odkąd ojciec stracił cały prawie fundusz...

 Eliza Orzeszkowa, Pamiętnik Wacławy, Warszawa 1871

 

Na podobny temat: Edukacja salonowa

 

 

 

Visit Czas's profile on Pinterest.