Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Większość publicystów wypowiadających się na temat emancypacji czyniła staranne rozróżnienie między emancypacją „właściwą” i „niewłaściwą” . Ta pierwsza wychodziła kobietom i społeczeństwu w ogóle na dobre, druga produkowała stereotypowe emancypantki.
Jaka była zatem „właściwa emancypacja”? To już zależało od danego autora, chociaż w przeważającej większości miała być zgodna z „powołaniem kobiety”. Przede wszystkim miała zlikwidować problem, któremu nie dawało się zaprzeczyć – kobiet, które po utracie rodziców lub męża zostawały bez środków do życia.

 

W tem jest klucz, otwierający tajemnicę wyrazu: emancypacya kobiet.
Nie od urojonej tyranii mężczyzn, nie od świętych i przynoszących szczęście obowiązków rodzinnego życia, nie od przyzwoitości i prostoty, ale od słabości, fizycznej bardziej narzuconej, niż od natury wziętej, od braku sił moralnych na samoistne i logiczne życie, od klątwy wiecznego niewolnictwa i anielstwa, od wypatrywania z cudzej ręki kawałka powszedniego chleba, od wiecznego zamykania przed niemi dróg poważnej i użytecznej pracy, mają i powinny emancypować się kobiety.

 Eliza Orzeszkowa, Kilka słów o kobietach, Warszawa 1870

 

Prawdziwa emancypacya kobiet zależy na oswobodzeniu się więzów ciemnoty, źródła nędzy i moralnego upadku; ale emancypacja ta szczepiona być może jedynie na podstawie starej moralności chrześcijańskiej, nie zaś na tej, która woła o prawa, a nigdy nie wspomina o obowiązkach. Obecny ruch emancypacyjny jest zastosowaniem do kwestyi kobiecej, tej fałszywej idei równości, która dziś rozciągając się do wszystkiego, sieje ducha niezgody, i zastawia się źle zrozumianemi słowy: sprawiedliwości, ludzkości, i postępu a której objawy grożą zarówno państwom jak rodzinom. Za prawdę byłoby to rzeczą nader smutną, gdyby wszystkie kobiety w śród walk społecznych jakie obecnie świat zakłócają, obrały sobie taki emancypacyjny kierunek. Nasze kobiety przynajmniej niepowinny przyjmować do myśli i serca podobnych pomysłów.

 Ruch w sprawie emancypacyi kobiet, w: „Kronika Rodzinna”, 1872

 

Kwestya równych praw do światła i pracy.
Takie równouprawnienie nie jest żadną ekscentrycznością, próżną mrzonką, ale sprawiedliwością, jakiej się domaga obecne stanowisko kobiety pod względem społecznym, ekonomicznym i moralnym; jest koniecznością, od której zawisła przyszłość społeczeństwa.
Konieczność ta już dziś mocno czuć się daje; w jednych miejscowościach więcej, w drugich mniej, stosownie do okoliczności warunkujących położenie kobiety.

Przegląd literacki. O Prawach kobiety napisał Edward Prądzyński.Warszawa 1873 r., w: „Tygodnik mód i powieści”, 1873

 

Pani W. T. w Bielowie. Wyrazu emancypacji bardzo nadużywają, my pod tą nazwą rozumiemy tylko rozszerzenie pracy zarobkowej dla kobiet, i tę ideę zawsze popieraliśmy i popieramy. Wprawdzie znajdują się jeszcze tacy: co krzywią się na kobiety, szukające nie tylko w igle zarobku na swe utrzymanie, ale i w innych zajęciach dotąd przez mężczyzn pełnionych, ale przyzna pani, że ci nie mają słuszności.

Odpowiedzi od Redakcyi, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1874

 

Jeżeli kwestia emancypacji kobiet ma swoich zwolenników, przeciwników lub obojętnych, to kwestia pracy kobiet może mieć tylko życzliwych.
Prawdziwy i istotny postęp wyobrażeń polegać winien dzisiaj na tym niezbitym pewniku, że praca stałą się obowiązkiem wszystkich. Temu obowiązkowi ulega nie tylko ubogi, ale i bogaty, nie tylko mężczyzna, ale i kobieta.

„Gazeta Kielecka”, 1874

 

Z rozmyślań tych brać mamy naukę, że nawet emancypacja dobra być może tylko w pewnych granicach. Szczęściem nasze damy o przekroczeniu ich nie myślą. Pragną one z „rodem jaszczurczym” współzawodniczyć tylko w ukształceniu i pracy, niekiedy w rozrzutności i niemyśleniu o jutrze, co znowu ze względu na obyczaj miejscowy tak wielkim grzechem nie jest.

 Bolesław Prus, Kroniki, w: „Kurier Warszawski”, 1875

 

Widzimy więc, iż tradycya może godzić się z postępem, co więcej, może być nawet podstawą, na której on się rozwija: dlatego też słusznie jest, by tak w wychowaniu kobiet naszych, jak i w ich dalszem życiu wywierała ona swój wpływ dobroczynny, tembardziej, że pod tym względem naród nasz przechował jasne i czyste wspomnienie o życiu staropolskich niewiast. Tak się zapatrując na tradycyą, łatwo bardzo znaleźć rozwiązanie pytania: czem ma być w przyszłości kobieta polska? czy z ducha i obyczaju pokrewną starszym siostrom, ale dojrzalszą duchowo i samoistniejszą, czy inną zupełnie istotą, urobioną moralnie i umysłowo, do warunków nowego życia?
Otóż, zdaniem naszem, powinna ona być podobną duchowo do swych prababek, z któremi jest spokrewnioną fizycznie, powinna być nawet dumną z tego pokrewieństwa, a jednocześnie uszlachetnioną, ubogaconą całym dorobkiem duchowym, jaki postęp i cywilizacya zebrała i wywalczyła dla niej. Zamiast więc rozpacznie szukać nowych torów i, jak daleki wędrowiec, niechcący przyjąć życzliwych wskazówek ludzi doświadczonych, dążyć ku nieznanym krainom bez pamięci na przeszłość, i temsamem utrudniać drogę, powinna kobieta polska rozpatrzyć się w moralnej spuściźnie staropolskich niewiast, spuściźnie wypróbowanej doskonałości, i z niej wybrać to, co było najwznioślejszego i najszlachetniejszego. To ukochać i uczynić najdroższym swym skarbem. A taką potęgę posiadając w sobie, może już wejść w świat szeroki zdobywać chleb, wiedzę, cześć i powagę u ludzi, wyrabiać sobie samoistność w myślach i czynach i nabywać mądrość umiejętnego zaradzania, tak własnym potrzebom, jak i swoich najbliższych.

 Wanda Podgórska, Tradycya i postęp w życiu naszych kobiet, w: „Bluszcz”, 1883

 

Faktem jest, że umysłowe nicestwo kobiet „lepszej sfery” nie tylko zniża wartość kobiety w ogóle, lecz w równie demoralizujący sposób oddziaływa na samych mężczyzn.
Wydobyć kobiety z tego poniżenia, uczłowieczyć je czy wyemancypować jest zadaniem pierwszorzędnej ważności dla kraju. Trudno bowiem pojąć, ile sił żywotnych ukrywa w sobie małe słówko: „równouprawnienie”.

Bolesław Prus, Kroniki, w: „Kurier Codzienny”, 1888

 

Stronnictwo realistyczne tworzy „kongres prac i instytucji kobiecych”, który odbył się w Paryżu przy udziale Juliusza Simona.
Na tym kongresie nic nie mówiono o „prawach” kobiet, dobrze rozumiejąc, że: nim kto zażąda nowych praw, musi wylegitymować się z nowych zasług.
Nie „ żądano” więc, tylko „wykazywano” zasługi kobiet na różnych polach działalności. Mówiono więc: co kobiety zrobiły dla filantropii i moralności (opieka nad ubogimi, chorymi i więźniami, propaganda pokoju, wstrzemięźliwości i oszczędności), co dla wychowania, a co dla nauk, literatury i sztuk. I tylko w czwartej sekcji przedstawiono w sposób obiektywny: jakim jest dzisiejsze położenie kobiety wobec kodeksu cywilnego.

 Bolesław Prus, Kroniki, w: „Kurier Codzienny”, 1889

 

Kiedy kongres domaga się, ażeby zniesiono demoralizujące więzienie Świętego Łazarza (w Paryżu dla kobiet), kiedy żąda, aby kobiety były rewidowane przez kobiety, ażeby dano im szkoły zawodowe, przytułki pracy i dopuszczono je do wszelkich zajęć fachowych – tym punktom jego manifestu można było przyklasnąć.
Nie mniej sprawiedliwym byłoby żądanie rozwodu, który już istnieje we Francji, tudzież – rewizji Kodeksu Cywilnego w tym, co dotyczy kobiet. Niejednokrotnie bowiem w stosunkach rodzinnych, a osobliwie małżeńskich, kobieta staje się po prostu niewolnicą i ofiarą człowieka głupiego, brutalnego, rozpustnika albo utracjusza. Równouprawnienie w sferze tych stosunków wyda najlepsze skutki: uszlachetni bowiem kobietę, a przez nią i mężczyznę; co najmniej zaś zredukuje liczbę krzywd, jakich dziś doznają żony od mężów nie tylko bezkarnie, ale nawet bez możności zaprotestowania.

 Bolesław Prus, Kroniki, w: „Kurier Codzienny”, 1889

 

W tym samym numerze „Biuletynu” Szwedka, pani Berta Straube, także emancypantka, wypowiada jednak zdanie, że w jej oczach „kobieta z wyższym umysłem zasługuje na podziw, wyżej jednak stoi kobieta z sercem”. I kończy dwuwierszem:
Schylam głowę przed geniuszem,
Ale przed dobrocią – klękam... 

  Bolesław Prus, Kroniki, w: „Kurier Codzienny”, 1890

 

Za naszych ojców były w modzie „kapłanki domowego ogniska”, których hasłem była miłość i poświęcenie i które wyzyskiwali – ich ojcowie, bracia, mężowie i kochankowie.
W epoce liberalnej, a którą wszyscy patrzyliśmy, była modna „kobieta liberalna”. Jej hasłem było podobanie się i użycie i ona – wyzyskiwała mężczyzn, głównie zaś swoich wielbicieli.
Nareszcie dziś zaczyna wchodzić w modę „kobieta postępowa”, której hasłem jest praca i która nie chce ani wyzyskiwać, ani być wyzyskiwaną.

 Bolesław Prus, Kroniki, w: „Kurier Codzienny”, 1891

 

Polki-chrześcijanki wiedzą dobrze, jak wiele pracy na każdym życia kroku, ich rąk potrzebuje, jak ciężko podołać danym przez Boga samego obowiązkom, nie pragną wydzierać mężczyznom zajęć, rzemiosł, męskiej siły wymagających, nie pną się w dziecinnej radości do stopni uniwersyteckich, na osiągnięcie których już sama natura ani sił ani czasu im nie dała…

 Korespondencya ze Lwowa, w: „Kronika Rodzinna”, 1892

 

Nie ulega kwestii, że w programach emancypacji kobiet jest mnóstwo rzeczy słusznych, jak: żądanie oświaty, zabezpieczenie kobiet od brutalstwa i wyzysku mężczyzn, otworzenie przed nimi rozmaitych gałęzi pracy, byle lżejszej, byle dostępnej dla ich sił, opieka nad wszelkimi matkami i ich dziećmi i tak dalej, i tak dalej. Obok tego jednak zapalone feministki częstokroć stawiają kwestię kobiecą w ten sposób, że mimo woli przychodzi do głowy historia:
Pewnego czasu subtelna machina do wyrobu kółek zegarkowych chciała zostać – młotem parowym. I tak wiele myślała i pracowała w tym kierunku, że nie zostawszy młotem, przestała wyrabiać kółka.
W tej dykteryjce streszcza się cały krańcowy feminizm.

 Bolesław Prus, Kroniki, w: „Kurier Warszawski”, 1894

 

Faktem jest, że umysłowe nicestwo kobiet „lepszej sfery” nie tylko zniża wartość kobiety w ogóle, lecz w równie demoralizujący sposób oddziaływa na samych mężczyzn.
Wydobyć kobiety z tego poniżenia, uczłowieczyć je czy wyemancypować jest zadaniem pierwszorzędnej ważności dla kraju. Trudno bowiem pojąć, ile sił żywotnych ukrywa w sobie małe słówko: „równouprawnienie”.

 Bolesław Prus, Kroniki, w: „Kurier Codzienny”, 1894

 

Dalej – należy wyzwolić kobietę od tego wszystkiego, co burzy rodzinę, a przez to niszczy właściwy element kobiety, –przedewszystkiem więc należy znieść małżeństwa cywilne i rozwody, otwierające wrota naroścież wolnej miłości i swobodzie zostania heterą pogańską. Kobieta odczuwa boleśnie wzmagającą się ku niej pogardę i domaga się szacunku, a i tutaj niema innego na to środka, jak powrót do chrześcijanizmu, odstąpienie od którego wyrodziło właśnie owo lekceważenie i pogardę. Słowem, ponieważ wszystko prawie, co gniecie teraz i upokarza kobietę (nie mówię o jakichś mniejszych i miejscowych warunkach), pochodzi ze spoganienia, więc też radykalne wyzwolenie, emancypacyę rzeczywistą, a nadzwyczaj pożądaną, sprowadzić może tylko powrót do chrześcijanizmu całego społecznego ustroju.

 Ks. Karol Niedziałkowski, Nie tędy droga, Szanowne Panie! (studyum o emancypacyi kobiet), Warszawa 1897

 

Kwestya kobieca jest zatem zupełnie uświadomionem dążeniem kobiety do zerwania potrójnych więzów, jakie krępują ludzką jej wolność. To walka o duszę, która chce rozwinąć beż żadnych ograniczeń wszystkie swoje władze, to walka o pracę dającą chleb i niezależność, a więc wyzwalającą z niewoli ciała i ducha, to walka o miłość, ugruntowaną na swobodzie i uczciwości, za którą nie trzeba byłoby płacić niewolą lub hańbą.
Rozwiązaniem kwestyi kobiecej nie będzie, jak sądzą niektórzy, większa lub mniejsza ilość panien uczęszczających na uniwersytet, rozwiązaniem kwestyi nie byłoby nawet, jak sądzą inni, gdyby wszystkie panny dostały mężów, bo jest ona już dzisiaj żywiołową siłą zbudzonej świadomości przez nieskończoność wieków zgnębionej przemocą duszy kobiecej, która przypomniała sobie, że jest duszą ludzką i nie ustanie w walce wcześniej, aż uzyska wszystkie prawa człowieka.
A kiedy się to stanie, nie będzie to zwyrodnieniem kobiety i wyłamaniem jej z naturalnego jej posłannictwa, tylko podniesieniem jej na wyższy szczebel godności ludzkiej dla lepszego spełnienia tego posłannictwa. I nie będzie to walka kobiety z mężczyzną i zaprzedanie z kolei jego w jej niewolę, według złośliwych wróżb wsteczników, lękających się każdego postępu, ale wyszlachetnienie obecnego porządku społecznego (który tak często dotąd na nieporządku się opierał), aby mężczyzna i kobieta stanąć mogli obok siebie jako wolne i równe istoty i aby mogli powiedzieć jak pra-rodzice nasi mówili sobie: cieszy się jedno drugiem, że jest człowiekiem.

Maria Turzyma, Kwestya kobieca, w: Głos kobiet w kwestyi kobiecej, Kraków 1903

 

Nie tylko mężczyźni, ale i bardzo wiele kobiet u nas patrzy z pewnem uprzedzeniem na cały dzisiejszy ruch kobiecy. Zrażone kilku przykładami niedojrzałej i krzykliwej pseudoemancypacji, tylekroć już u nas wyśmiewanej, słysząc o dziwactwach krańcowego feminizmu, dążącego do tego, by wypowiedzieć wojnę całej męskiej połowie rodu ludzkiego, słusznie mogły przypuszczać, że tego rodzaju działalność mogła przynieść więcej szkody, niż pożytku. Ale to są wszystko typy i hasła już przestarzałe: - dziś kobiety mądre, kierujące całym owym ruchem za granicą, głoszą, że bynajmniej nie myślą o wojnie z mężczyznami, lecz przeciwnie, pragną całą duszą pracować nad tem, aby wszystkim na świecie było lepiej: mężczyźnie, kobiecie i dziecku.

 Marja Łopuszańska, Kobieta kapłanką moralności społecznej, w: „Dobra Gospodyni”, 1904

 

Kobieta nowa, w swej dodatniej odmianie, którą już i w naszem społeczeństwie często spotkać można, uznaje i rozumie, że powinna dać społeczeństwu swój udział w pracy w tym kierunku, w którym najumiejętniej służyć mu potrafi, i w którym przez żadne inne siły zastąpioną być nie może.
I znów wracamy do punktu wyjścia i powtórzymy starą zwrotkę: najwięcej nam potrzeba matek, żon, gospodyń, - za podmuchem nowego prądu dodamy wszakże: potrzeba nam wykształconych w swem powołaniu matek, żon i gospodyń. Wiek XX-ty stawia wysokie wymagania i nie toleruje żadnego partactwa...

 Zofia Bielicka, Nowa kobieta, w: „Dobra Gospodyni”, 1905

 

Wyrobienie woli, pragnienie materjalnej niezależności, jasny pogląd na sprawy życiowe i zagadnienia społeczne – oto nabytki duchowe, które w dopełnieniu dawnej kobiecości składają się na typ nowej kobiety.
Takiej kobiety jako żony nie powinien się obawiać mężczyzna; nie będzie ona jego zabawką, ale też nigdy kulą u nogi się nie stanie; nie będzie jego niewolnicą, ale miłym towarzyszem, który na równym poziomie umysłowym będąc, każdą myśl jego zrozumie i podzieli.
N owa kobieta nie będzie krępowała mężczyzny w jego wyższych dążeniach, i daleka od zasklepiania się w egoizmie rodzinnym, wiąz z nim odczuwać będzie tętno zbiorowego, wszechludzkiego życia.
Kobieta XX-go wieku rozszerza dawny kodeks dwóch obowiązków; wszędzie gdzie dawniej wystarczał przymiotnik: dobra dodaje dziś określenie: rozumna, a domagając się od społeczeństwa przyznania Jej rozleglej szych praw, daje mu wzamian głębsze poczucie swych względem niego zobowiązań.

 Zofia Bielicka, Nowa kobieta, w: „Dobra Gospodyni”, 1905

 

Na podobny temat: Stereotyp emancypantki

 

Visit Czas's profile on Pinterest.