Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Do nowych zawodów, które uważano za stosowne dla kobiet, zaliczała się fotografia. Nie był to zawód wiążący się z wielkim wysiłkiem fizycznym, wymagał za to pewnego zmysłu artystycznego – a zawody artystyczne uważano z reguły za właściwe dla kobiet. Oczywiście zajęcie się zawodowo fotografią wymagało fachowej edukacji, o którą nie było zbyt łatwo, a także znacznej inwestycji w wyposażenie atelier. Nie był to więc zawód dostępny dla wszystkich.

 

Już w 1865 r. w Warszawie otworzyła atelier fotograficzne Helena Bartkiewicz. Fakt ten spotkał się ze sporym zainteresowaniem ówczesnej prasy. Zakład jej utrzymał się przez kilkanaście lat, znalazły się także uczennice i następczynie.

Dla kobiet, które nie mogły sobie pozwolić na otwarcie zakładu, pozostawała praca retuszerek, ta była jednak kiepsko płatna.

 

Onegdaj otwartą została przy ulicy Senatorskiej w pałacu niegdyś Wolbromskich, fotografja Pani Heleny Bartkiewicz. Pierwszy to podobno zakład tego rodzaju u nas, przez Kobietę prowadzić się mający. Przed kilku miesiącami wspominaliśmy już o zamiarze założenia tej fotografji, i słuszne temu oddaliśmy pochwały. Dziś zatem nie pozostaje nam jak tylko życzyć powodzenia Pani Bartkiewicz w tym nowym u nas dla kobiet zawodzie.

„Kurier Warszawski”, 1865

 

Zapytamy się jednak korespondentki która tak śmiało przemawia o zachętach jakich nasze współrodaczki nie szczędzą wszelkiej przedsięwziętej u nas samodzielnej niewieściej pracy, dla czego zakład fotograficzny panny Heleny Bartkiewiczównej tak mało właściwie ze strony współrodaczek doznaje zachęty i poparcia?
Nie wpływa to wprawdzie stanowczo na niepowodzenie zakładu, który ma wyrobioną już swoję po większej części męzką klientelę, ale dla czego kobiety które tak pięknie mówić umieją o konieczności wyjścia z zaczarowanego kółka jednostronnych zajęć, nie wspierają czynnie tej, która własną pracą i zasługą wprowadza w praktykę ich teorie, to pozostaje tajemnicą dla mnie.
Wszakże panna Bartkiewiczówna otwierając swój zakład fotograficzny, podwójny cel pragnęła osiągnąć. Więc naprzód chciała ona uczciwą i chwalebną pracą zapewnić utrzymanie własne i rodziny, powtóre otworzyć pewien rodzaj szkoły w którejby chętne pracowniczki pragnące podążyć jej śladem, przychodziły się kształcić w sztuce fotograficznej. Ale takie rozszerzenie zakładu możliwem jest tylko przy zapewnieniu stałego powodzenia, które znacznie utrudnia współzawodnictwo tegoż samego rodzaju zakładów przez mężczyzn w naszem mieście utrzymywanych. Do kobiet należy popierać zbawienną myśl i uczciwą pracę kobiecą. Deklamacye czynu nie zastąpią, mniej słów a więcej działań żądamy.

W. Szymanowski, Przegląd, w: „Bluszcz”, 1866

 

Wnosząc z powiększającej się wystawki, zakład fotograficzny Panny Heleny Bartkiewicz przy ulicy Senatorskiej rozwija się ciągle i wzrasta w siły. Cieszy nas to, jako dowód, że w wyrobach delikatnych, artystycznych, ręka kobiety może walczyć o lepsze z silną męzką dłonią. Zauważyliśmy także w jednej z szafek cennik, o wiele niższe naznaczający ceny od zwykłych w Warszawie. Oczywiście współzawodnictwo kobiet musi obniżyć ceny kiedy pracę swoją, mogą obok zwykłych domowych zajęć prowadzić, kiedy kierunek gospodarstwa domowego, igła i specjalne zatrudnienie, utrzymują zbawienną rozmaitość, korzystną zarówno ze względów hygienicznych, jak i kieszeniowych. Panna Bartkiewicz dała odważny przykład pięknej połowie naszego rodzaju. Nasze panie znajdą bezwątpienia jeszcze wiele innych korzystnych, a odpowiednich ich siłom zajęć, byleby chciały pójść tym torem. Uciekłyby wtedy owe skargi na trudność utrzymania rodziny, na zbytkowne stroje kobiet, na starokawalerskie usposobienie mężczyzn. Zamiast kongresów kobiecych, zwoływanych zagranicą, lepiej jest bez szumu i hałasu uczyć się, kształcić, obierać sobie zawód i w nim wytrwale pracować. Z tego zapatrując się stanowiska, szczerze życzymy powodzenia zakładowi fotograficznemu Panny Heleny Bartkiewicz.

„Kurier Warszawski”, 1866

 

Wczoraj zauważyliśmy w wystawie fotograficznego zakładu Panny Heleny Bartkiewicz, znaczną liczbę portretów, znanych w naszem piśmiennictwie współczesnych literatów, jako to: PP. Ludwig Jenike, X. Rektora Jakubowskiego, Szujskiego, Zacharjasiewicza, X. Kanonika Sotkiewicza, Korotyńskiego, X. Krupińskiego, Chęcińskiego, Anczyca, i wielu innych. Wizerunki te odznaczają się wielkiem podobieństwem i starannem wykończeniem.

„Kurier Warszawski”, 1866

 

Wkrótce zaś po otworzeniu szkoły P. Styffi, otwarty został zakład fotograficzny Panny Heleny Bartkiewicz, córki zasłużonego oficera b. W. Polskich. Samoistny ten zakład, na własne ryzyko właścicielki przedsięwzięty, był już nowym i wielkim krokiem na drodze przemysłowości, na który u nas odważyła się płeć piękna. Jakoż mimo tak silnej konkurencji męzkiej, zakład ten rozwija się ciągle, a wyroby jego śmiało mogą wytrzymać porównanie z wyrobami najznakomitszych pracowni tego rodzaju, jednając przytem zacnej swej założycielce słuszną chwałę przewodniczki, na tej nowej drodze rozwoju i postępu działalności niewieściej w kraju.

„Kurier Warszawski”, 1866

 

W tych dniach zwiedziliśmy Zakład fotograficzny Panny Heleny Bartkiewicz, o którym pisma nasze po tylekroć już zaszczytnie wspominały, a którego bliższe poznanie, wszystkie te najchlubniejsze wzmianki w zupełności usprawiedliwia i potwierdza. Kilka grup doskonale wykończonych, kilka portretów w większych rozmiarach, wizerunki wielu krajowych literatów, zdjęte z natury, a uderzające podobieństwem, świadczą zarówno o zdolnościach jak i guście P, Bartkiewicz. Do ważniejszych robót, wykonanych w tym zakładzie, policzyć należy Plan miasta Warszawy Zannoniego, z czasów Stanisława Augusta, nader starannie skopjowany. Mapka ta bardzo może być pomocną przy studjowaniu owej epoki, i daje ciekawe porównanie z dzisiejszym wzrostem Warszawy. Panna Bartkiewicz, po długiem, przygotowawczem studjowaniu chemji i optyki, pod należytym kierunkiem; po przewertowaniu wszystkich najnowszych francuzkich i niemieckich dzieł fotograficznych, a następnie po starannej praktyce w tym zawodzie, założyła w końcu przeszłego roku własną pracownię, z zastosowaniem w niej najnowszych ulepszeń. Pierwsza to w Warszawie altana, zbudowana na sposób amerykański. Przy tego rodzaju konstrukcji, łatwiej jest modelować światło, a nadto osoba pozująca, mając wprost przed sobą półciemną przestrzeń, nietylko nie jest narażoną na mimowolne przymrużanie oczu, drganie powiek, ale owszem rozszerza źrenice, jak to się zwykle dzieje przy poglądaniu na jaki ciemny przedmiot; a to samo wpływa już nader korzystnie na uwydatnienie oka, jego wyrazu i wyrazu całej twarzy. Z równąż starannością, jak budowa altany, dobrane są i obmyślane wszystkie fotograficzne przyrządy, a skutek tego widać we wszystkich wyrobach zakładu Panny Bartkiewicz.

„Kurier Warszawski”, 1866

 

U nas, sztuka fotograficzna stoi nader wysoko, jak o tem świadczą wystawy fotograficzne PP: Sachowicza, Mieczkowskiego, Beyera, Klocha, Brandla, L.Witkowskiego, i Panny Heleny Bartkiewicz, która pierwsza nam pokazała, że i w tym zawodzie, kobiety mogą chlubnie i z korzyścią pracować.

„Kurier Warszawski”, 1867

 

Kwestja wyzwolenia kobiety dziś wysoko stanęła. Nikt nie wątpi, że płeć piękna równouprawniona z męzką, potrafi zająć godne stanowisko w społeczności naszej, i da Bóg, że z czasem coraz więcej będziem mieli kobiet czynu, niż lalek. A jak we wszystkich zawodach kobieta chlubnie pracować może, świadczą o tem pisma zagraniczne. Ameryka ma swojego kobietę doktora, o którego przyjaźń starają się najznakomitsi lekarze Angielscy. Na wydział prawa i administracji, w New-Yorku, uczęszczają dwie panie; malarstwem, rzeźbą, drzeworytnictwem, oddawna zajmują się kobiety, a zakład drzeworytniczy Pani Nawroczyńskiej i fotografja Panny Bartkiewicz, najlepiej świadczą o tem, że i nasze damy, poczuły nareszcie obowiązki swoje, i godnie je spełnić umieją. „Bluszcz," „Tygodnik Illustrowany" i „Przegląd Tygodniowy," pomieszczały artykuły w kwestji kobiecej, które żywo zajmowały Publiczność Warszawską. W Paryżu istnieje wystawa prac kobiecych, gdzie znakomitsze damy, starają się w jak najprędszym czasie wyprzedawać prace niewieście, co wpływa bardzo na konkurencją i staranne wykonanie dzieł ręki kobiecej. Czyż taka wystawa nie mogłaby istnieć i u nas? rzucamy tę myśl w nadziei, że poważniejsze nasze pisma podniosą tę kwestję, a Rząd skłoni się do jej wykonania.

„Kurier Warszawski”, 1867

 

Do liczby zajęć przystępnych dla pracy kobiecej należy niezawodnie fotografia. Wprawdzie pierwsza próba utrzymywania w Warszawie zakładu fotograficznego przez kobietę, mimo usilnych starań właścicielki, nie wydała zbyt pomyślnych rezultatów; (…)
Obecnie dowiadujemy się, że p. Kulewski, właściciel zakładu fotograficznego przy ulicy Podwale, zamierza przyjmować uczennice, które obznajamiać będzie stopniowo ze wszystkimi tajemnicami swej sztuki. Jednę trzecią część tych uczennic pan Kulewski przyjmować będzie bezpłatnie, zapewniając wszystkim po paru miesiącach nauki odpowiednie wynagrodzenie, albo też pomieszczenie w innych zakładach.

Kronika tygodniowa, w: „Tygodnik Illustrowany”, 1870

 

Heliominiatury, bardzo piękne, wystawione były przez p. p. Janowską, Petré, Iżycką i Chylewską; fotografie niemniej udatne – przez p. Chycińską z Lublina i p. Powichrowską z Płocka, której zakład jest całkowicie przez nią samę prowadzony, a posługuje się wyłącznie pracą kobiet.

Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Wystawa pracy kobiet w Muzeum przemysłowem w Warszawie 1877 roku, w: „Kolęda dla gospodyń”, 1879

 

Fotografia. Jednem z najkorzystniejszych zajęć dla kobiety może być fotografia; nie wymaga ona ani nadzwyczajnych zdolności, ani wielkiego zasobu sił fizycznych, potrzeba tylko wprawy, smaku artystycznego, zręczności i trafnego rzutu oka, przytem dobrze jest posiadać rysunek, znajomość fizyki, a zwłaszcza optyki, ażeby módz zastosować wszelkie nowe wynalazki i ulepszenia na polu fotografii. Rąk nie trzeba też żałować, choć się czasem popalą i poplamią. Co do nauki, można ją pobierać tylko w zakładzie prowadzonym przez kobietę, w innych bowiem uczenic nie przyjmują. W Warszawie istnieje jeden tylko zakład fotograficzny niewieści, utrzymywany przez panią Nowaczyńską, która już od lat kilkunastu w tym zawodzie pracuje i niejednę przysposobiła fotografkę. Kilkoletnia praktyka w takim zakładzie wystarcza do nabycia wprawy i potrzebnych wiadomości, potem zaś najkorzystniej jest własną otworzyć pracownię. W Warszawie byłoby to zbyt trudno z powodu wielkiej konkurencyi i potrzeby znacznych nakładów, najlepiej więc wyjechać na prowincyę i tam w jakiem mieście gubernialnem, albo powiatowem założyć niewielkim kosztem pracownię. Jeżeli taka fotografka będzie znała swój fach dokładnie, pracy nie pożałuje i każdą robotę spełniać będzie sumiennie, może zapewnić byt przyzwoity nietylko sobie, ale nawet rodzinie; przykładem pracownie fotograficzne w Płocku i w Zamościu, prowadzone z powodzeniem przez kobiety.

Skarbiec dla rodzin w mieście i na wsi, tom II, Wydawnictwo Biesiady Literackiej, Warszawa 1889

 

Heliominiatury. Zajęcie bardzo właściwe dla kobiet, wkraczające już na pole artyzmu, wymaga estetycznego smaku i wprawy. Najlepiej jest zawrzeć układ z właścicielem jakiego zakładu fotograficznego. Nauczyć się można heliominiatur w jednej ze szkół rękodzielniczych dla kobiet: u pp. Korycińskiej, Smólskiej, lub Strońskiej; nauka trwa dwa miesiące, opłata wynosi po 5 rs. miesięcznie.

Skarbiec dla rodzin w mieście i na wsi, tom II, Wydawnictwo Biesiady Literackiej, Warszawa 1889

 

Kobiety zajmują się dotąd przeważnie fotografowaniem. Mamy takich zakładów fotograficznych prowadzonych przez kobiety, po jednym przynajmniej, jeżeli nie więcej w każdem mieście. Młode osoby zajmują się oddawna kopiowaniem i retuszowaniem. Opłaca się to jednakże licho, a przytem piekielny kamień, używany do wykonania fotografii, psuje niesłychanie ręce.  Zapewne rozsądne czytelniczki nieodstraszy zawód ten dla tak błachego powodu, o wiele ważniejszym zdaje mi się, powinien być ten powód, iż do założenia zakładu fotograficznego na własną rękę, potrzeba dość znacznego kapitału, podczas gdy obowiązki retuszerki, są bardzo licho wynagradzanemi.

Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, ułożony dla użytku tychże przez Wielkopolankę, Poznań 1891

 

Do zajęć, graniczących z artyzmem, należy retuszerja, tak klisz, jak samych fotografji; pierwsza jest trudniejsza i bardziej poszukiwana. Retuszerji nauczyć się można w krótkim przeciągu czasu, zwłaszcza mając pojęcie o rysunku. Płaca zwykle wynosi miesięcznie około dwudziestu pięciu rb.

Waleria Marrené-Morzkowska, Kobieta czasów obecnych, Warszawa 1903

 

Fotografistka. W Warszawie istnieje szkoła fotograficzna p. M. Borkowskiej, ul. Marszałkowska Nr. 88. Kurs nauki roczny. Program obejmuje: zdjęcia, pozowanie, kopjowanio, powiększanie i retuszerję. Opłata wynosi 140 rb. rocznie.

Odpowiedzi Redakcji, w: „Dobra gospodyni”, 1905

 

W latach osiemdziesiątych XIX w. zakłąd fotograficzny założyła siostra Sabiny Dembowskiej.

Po śmierci męża, który umarł młodo na gruźlicę, Bogusia założyła razem z Bolkiem Wierzbickim, mężem Mani, zakład fotograficzny. Zakład ten szybko rozwijał się i niebawem zyskał sławę w całym kraju. Bogusi to nie wystarczyło. Za jej namową i współpracą Bolek zorganizował Towarzystwo Akcyjne Wierzbicki i S-ka, założył drukarnię i introligatornię. Towarzystwo objęło swym zasięgiem wszystkie ilustrowane wydawnictwa warszawskie, poza tym wydawano książki, mapy itp. Bogusia była pierwszym akcjonariuszem i stałym doradcą prawnym Towarzystwa, poza oficjalnym prawnikiem. Zakład rozwijał się świetnie, aż do śmierci Bolka, po którym zarząd objęła Mania, a po niej córka jej, Wanda. Prowadziła przedsiębiorstwo do drugiej wojny, w czasie której zakład został zniszczony.

Sabina Dembowska, Na każde wezwanie. Wspomnienia lekarki, Warszawa 1982

 

 

Visit Czas's profile on Pinterest.