Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Za odpowiednią dla kobiet pracę uważano wyrób sztucznych kwiatów używanych przede wszystkim do ozdabiania stroju i fryzur. Był to zawód „kobiecy” pod wieloma względami – wymagał zręcznych rąk i zmysłu estetycznego, wiązał się z damskim strojem, za to nie wymagał wychodzenia z domu. Do tego nie były do niego potrzebne wielkie nakłady. Zdaje się, że funkcjonowało sporo dobrze prosperujących zakładów produkcji sztucznych kwiatów (zwanych też, trochę na wyrost, "fabrykami").

Było ich tyle, że z czasem zaczęto ostrzegać, że w Warszawie konukrencja jest już zbyt duża, chociaż na prowincji jest jeszcze zapotrzebowanie.

 

Joanna Bajbort, Właścicielka fabryki kwiatów, w tych dniach powróciła z zagranicy, i zaopatrzyła swój zakład w dobór kwiatów i piór podług najświeższych modeli.

„Kurier Warszawski”, 1865

 

Znana fabryka kwiatów a zarazem i magazyn strojów pani Kleczeńskiej, który dla nader umiarkowanych cen dawniej już zalecaliśmy, przeniesiony został na Krakowskie przedmieście, naprzeciw Wystawy Obrazów, przez co się stała prawdziwa dogodność dla osób często kupujących w tym magazynie, mając go teraz w środku miasta.

O ubiorach, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1871

 

Z przyjemnością widzimy że postęp w handlu i przemyśle coraz większe rozmiary przybiera u nas w kraju, trzeba tylko wytrwałości i pracy, a powodzenie jest niewątpliwe. Za przykład w tem posłużyć może p. Antonina Szymkiewiczówna.
Poświęciła, ona trzy lata mozolnej pracy na naukę robienia kwiatów, w najpierwszym zakładzie paryzkim, a będąc niegdyś uczennicą, dziś już ma własny Magazyn w Warszawie, który w niczem nie ustępuje wyrobami swemi paryzkim kwiatom, pod względem gustu i wykończenia, a różni się jedynie niższością ceny. Każda gierlanda może być wzięta pod ścisły rozbiór uczonego botanika, a pewnie bez zarzutu wyjdzie z tego przeglądu. Materjały są z najwykwintniejszych gatunków, większą częścią sprowadzone z zagranicy, a układ misterny i świetny jest wyłącznie robotą p. Szymkiewicz.

O ubiorach, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1873

 

Fabryka kwiatów znajduje się przy ulicy Niecałej Nr. 12, w oficynie na I-szym piętrze wprost bramy.

O ubiorach, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1873

 

Miło nam bardzo po obejrzeniu tych pysznych zagranicznych okazów zajrzeć było do swojskiej naszej warszawskiej pracowni kwiatów pani Szymkiewiczowej przy ulicy Niecałej. Piękne bowiem i nadzwyczaj staranne wykonanie kwiatów nic do życzenia niepozostawiało. Pani Szymkiewiczowa odbywszy studja w swoim fachu w Paryżu, doskonali się jeszcze na wzorach które jej natura dostarcza, i ciągle w tej kształcącej się pracy nieustaje. Drugą pracownią którą także pragnęlibyśmy polecić czytelniczkom naszym jest świeżo otworzona fabryka kwiatów pani Henryki Daniłowskiej Nowy-Świat N. 7 2 a śmiało ją polecić możemy, gdyż te kwiaty które nam pokazywano tak co do wykończenia jak i układu bukietów i gierland, krytykę znawców wytrzymać mogą i chlubnie świadczą o talencie i guście właścicielki.

O ubiorach, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1875

 

Znana fabryka kwiatów a zarazem i magazyn strojów pani Kleczeńskiej, który dla nader umiarkowanych cen dawniej już zalecaliśmy, przeniesiony został na Krakowskie przedmieście, naprzeciw Wystawy Obrazów, przez co się stała prawdziwa dogodność dla osób często kupujących w tym magazynie, mając go teraz w środku miasta.

O ubiorach, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1871

 

Z przyjemnością widzimy że postęp w handlu i przemyśle coraz większe rozmiary przybiera u nas w kraju, trzeba tylko wytrwałości i pracy, a powodzenie jest niewątpliwe. Za przykład w tem posłużyć może p. Antonina Szymkiewiczówna.
Poświęciła, ona trzy lata mozolnej pracy na naukę robienia kwiatów, w najpierwszym zakładzie paryzkim, a będąc niegdyś uczennicą, dziś już ma własny Magazyn w Warszawie, który w niczem nie ustępuje wyrobami swemi paryzkim kwiatom, pod względem gustu i wykończenia, a różni się jedynie niższością ceny. Każda gierlanda może być wzięta pod ścisły rozbiór uczonego botanika, a pewnie bez zarzutu wyjdzie z tego przeglądu. Materjały są z najwykwintniejszych gatunków, większą częścią sprowadzone z zagranicy, a układ misterny i świetny jest wyłącznie robotą p. Szymkiewicz.

O ubiorach, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1873

 

Fabryka kwiatów znajduje się przy ulicy Niecałej Nr. 12, w oficynie na I-szym piętrze wprost bramy.

O ubiorach, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1873

 

Obecnie kwiaty są wielce używane, otaczają niemi berty u wyciętych staników, robią z nich przystrój głowy w kształcie wysokich dyademów. Widzieliśmy takie ładnie ułożone, z niezapominajek z drobnemi listkami, z polnych róż i bladych niebieskich powoi i t. p . u pani Pawłowskiej przy ulicy Czystej, gdzie również wykończają bardzo zręczne balowe suknie. Dla ułatwienia naszym czytelniczkom zastosowania się w razie potrzeby, objaśniamy, że w wspomnianym magazynie od 13-tu rs. można mieć balowe ubranie, a z dodatkiem kwiatów, za cenę rs. 25, toaleta będzie wcale świetną i zrobioną według wszelkich przepisów mody.

M., O ubiorach, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1874

 

O zakładzie rękodzielniczym dla kobiet otworzonym już od pięciu miesięcy w Warszawie dopiero dziś podajemy wiadomość, bo sprawa ta jakkolwiek bardzo pożyteczna, tak jakoś tajemniczo powstała i rozwinęła się, że nawet dotąd nie mamy o niej zupełnie dokładnej wiadomości. Być może że osoby na czele zakładu stojące, przejęte godnością szczerych swych chęci, nie chciały uciekać się do rozgłosu dziennikarskiego, często przez interesowanych wyzyskiwanego, ale we wszystkiem powinna być miara i praktyczne jej zastosowanie. Bez rozgłosu, żadne przedsięwzięcie rozwinąć się nie może, powierzać je samej wieści z ust do ust przechodzącej jako rzeczy pożytecznej która sama chwalić się winna, jest wielką niewłaściwością. Należało koniecznie otworzenie zakładu i warunki obowiązujące uczennice ujawnić, publiczność zaś jakkolwiek dość już zrażona szumnemi obietnicami nie jest znów tak obałamuconą, aby szychu od złota rozróżnić nie umiała. Zarząd widać teraz dopiero uznał, że się przerachował w zbytniem przecenieniu pięknej swej myśli, bo obecnie wydrukował na oddzielnych kartkach rodzaj sprawozdania ze swej czynności pięciomiesięcznej, i takowe rozesłał do wszystkich redakcyi z prośbą o zrobienie z niego właściwego użytku. Ale i tu brak dokładnych wiadomości. Wiemy z niego tylko że od czasu otwarcia, sto dziewięć kobiet z różnych stron kraju mieści się na liście uczennic zakładu, i że z liczby tych poświęciło się nauce introligatorstwa 9 – buchalteryi 11 – kroju i szycia sukien systemu Straupeznickiego, 12 – introligatorstwa 10 – kroju i szycia sukien systemu Thiryfoca 14 – kwiaciarstwa 11 – razem zatem uczennic wszystkich było 67, co się stało zresztą 42, brakującą do wymienionej cyfry 109, sprawozdanie nic nie powiada. Nie oznacza także wysokości opłaty za naukę, która podobno jest rozmaitą, odpowiednią do przedmiotu wykładanego i dopiero z Wieku dowiadujemy się, że za naukę introligatorstwa opłata ta wynosi miesięcznie rs. 7, a rękawicznictwa rs. 8.

Rzeczy bieżące, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1874

 

Ponieważ w tej chwili nie mamy pod ręką sprawozdania z działalności Zakładu Pracy Zjednoczonych Kobiet, do następnego numeru więc odłożymy wzmiankę o zakładzie rękodzielniczym dla kobiet i ograniczymy się na krótkim wspomnieniu o Pracowni Rzemieślniczej Kobiecej, założonej przez panią Aleksandrę Parczewską w Kaliszu.
W pracowni tej od 1 kwietnia 1874 r. do 1 kwietnia 1875 r. kwiaciarstwa uczyło się dziewięć pań, z których sześć pozostało nadal. Szewctwa uczyła się jedna, kroju i szycia bielizny trzy. Na wykład buchalterii zapisało się uczennic siedem, z których wypisała się jedna, ukończyło kurs cztery, a zaś dwie zostało nadal. W ogóle było zapisanych uczennic pięćdziesiąt dwie, z których dziesięć ukończyło Kursa, dziesięć zostało, a trzydzieści dwie wycofało się, prawdopodobnie do innych, szlachetniejszych zajęć, jak ziewanie albo maglowanie fortepianu.

Bolesław Prus, Sprawy bieżące, w: „Niwa, 1876

 

Moda używania mnóstwa kwiatów do toalet balowych i tym podobnych utrzymuje się ciągle, lecz możemy sobie powiedzieć, że obecnie niepotrzebujemy już zgoła zasilać się wyrobami Paryzkiem i najpierwszorzędniejsze magazyny nasze zaopatrywać się zaczynają w kwiaty miejscowego wyrobu, które też są tak wykończone i gustownie upięte, że nie ustępują wcale paryzkim. Do liczby takich doskonałych fabryk kwiatowych zaliczyć trzeba fabrykę Elizy. Fabryka ta istniejąca obecnie na Krakowskiem-Przedmieściu, wprost ulicy Czyste, na Pierwszem piętrze, urządzona jest na obszerną bardzo skalą, zatrudnia dziś kilkanaście pracownic, między któremi znajduje się kilka paryżanek. I sama właścicielka ucząc się osobiście w Paryżu lat Kika, poznała tam wszystkie tajemnice sztuki kwiaciarskiej. Kosz kwiatów p. Elizy wystawiony w oknie pana Reichla w Hotelu Europejskim, jest tak doskonale wykończony, tak pięknie naśladujący naturę, że kto okaz ten wyrobu p. Elizy ogląda, zapewne przyzna, że nigdzie piękniej i staranniej robić nie mogą.

 L.C., Przegląd mód, w: „Bluszcz”, Dodatek, 1876

 

Dowiedzieliśmy się właśnie, że istnieje książka Francuzka nauki kwiatów, wykładająca tęż naukę w najpopularniejszy sposób i objaśniająca uczennicę tak praktycznie, że wskazuje nawet gdzie należy zaopatrzyć się w odpowiednie do pracy narzędzia. Ryciny przedstawiają każdy kwiat w innej fazie wykończenia. Otóż ten pożyteczny poradnik kwiaciarstwa postanowiła przetłomaczyć jedna z pań, posiadająca najzupełniejszą znajomość tak przedmiotu, jak języka francuzkiego i przypuścić można, że książka ukaże się w druku wkrótce i będzie dobrze przepolszczoną. Użyteczność jaką może mieć sprawia, że tak przed czasem dzielimy się z czytelniczkami tą nowiną. Prócz osób potrzebujących nauki kwiatów, jako środka zarobku, niejedna z młodych panien chętnie będzie się chciała obznajomić z te miłem i prawdziwie kobiecem zajęciem, które w domu zawsze zastosowanie znajdzie. Między innemi ozdobienie ołtarzy zyska na tem i pracowite rączki zaskarbią sobie w ten sposób jedną więcej zasługę.

 L.C., Przegląd mód, w: „Bluszcz”, Dodatek, 1876

 

Gdy mowa o różach, nie mogę przemilczeć nowej fabryki kwiatów, czyli samych róż, które są specyalnością tej fabryki, to jest panny Maryi Olędzkiej, Nowy-Świat Nr 12. Są to róże jak świeże, prosto z krzaka rwane.

 L. C., Przegląd mód, w: „Bluszcz”, Dodatek, 1876

 

Sądzę, że i wyrób kwiatów sztucznych na potrzeby wieśniaczek teżby mógł mieć powodzenie, oraz czepków kobiecych i czapeczek dziecinnych.

 Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1882

 

U nas przecież udało się rozszerzyć nieco ciasny zakres pracy kobiecej; kwiaciarstwo nasze, nietylko wyparło prawie zupełnie towar wchodowy, ale wyprowadza produkcyą swoję za granicę i liczne u nas kwiaciarnie utrzymują się głównie przez handel zagraniczny.

 Kronika działalności kobiecej, Bluszcz, 21.3.1883

 

Ponieważ nasz przemysł kwiatowy jest jedną z ważniejszych gałęzi pracy kobiecej i przyczynia się do ekonomicznego dobra kraju, bo zachowuje nam kapitał, w stosunku do naszych niebogatych zasobów znaczny, więc uważam sobie za obowiązek zbić błędne i bezpodstawne zdanie, wygłoszone w jednem z pism, jakoby najpierwsze nasze kwiaciarnie, a między niemi pani Szymkiewiczowa, dopuszczały się podstępu sprowadzania z Paryża pojedynczych kwiatów i takowe podając za swoje, sprzedawały, a własny wyrób wysyłały za Żelazną Bramę, gdzie dopiero zbyt znajdują.
Trzeba nam wiedzieć, a sądzę, że większość czytelniczek naszych to wie, iż pani Szymkiewiczowa, która słusznie zajmuje wśród kwiaciarstwa naszego jedno z miejsc pierwszych, uczyła się sztuki swojej w Paryżu, u najsławniejszej tamtejszej kwiaciarki Delaroche, która jedna tylko w Paryżu uczy kolorowania kwiatów. Pani Szymkiewiczowi udziela też lekcyi prywatnych kolorowania po 3 ruble za godzinę, musi zatem umieć to dostatecznie.

 L. C., Przegląd mód, w: „Bluszcz”, Dodatek, 1885

 

Kwiaciarstwo. Jest to także zajęcie wyłącznie spoczywające w ręku kobiet i wysoko u nas rozwinięte, lubo z powodu wielkiej konkurencyi, staje się teraz mniej korzystnem. Otwierać własnej pracowni w Warszawie, gdzie jest tyle renomowanych fabryk kwiatów, nie radzilibyśmy nikomu; ale pozostaje jeszcze zbyt do Rosyi, który może być bardzo zyskownym, jeżeli kto wyrobi sobie stosunki z tamtejszymi kupcami i modniarkami. Prowincya także jest niewyzyskanem jeszcze polem dla zdolnych i wykwalifikowanych pracownic. Do tego fachu przedewszystkiem potrzeba gustu, zręczności, lekkiej ręki i poczucia estetyki barw, ze wszystkich więc miar jest stosownem dla kobiet zajęciem. W Warszawie najpiękniejsze kwiaty wyrabia p. Siwińska (Krakowskie-Przedmieście 61), do niej więc radzimy udać się na naukę. Są tam trzy rodzaje uczenie: jedne bezpłatne pracować muszą przez dwa lata po 10 godzin dziennie. Druga kategorya płaci 10 rs. miesięcznie, pracować jednak musi tyle co i tamte; nauka trwa rok. Za naukę farbowania płaci się osobno 50 rs.; ciągnie się ona przez miesiąc lub więcej. Trzecia wreszcie kategorya płaci z góry 100 rs. i pobiera osobne lekcye. Chcąc założyć fabrykę na własną rękę, trzeba mieć jakiś kapitalik zakładowy, gdyż przyrządy, prasy, żelazka i t. d. kosztują najmniej kilkaset rubli.

Skarbiec dla rodzin w mieście i na wsi, tom II, Warszawa 1889

 

Zapomniałam jeszcze wspomnieć o jednym bardzo dobrze opłacającym się artystyczno-przemysłowym zawodzie, a który dotąd u nas mało jeszcze w życie wprowadzonym został; chcę mówić o fabryce kwiatów. Jest to przedsiębiorstwo, do rozpoczęcia którego nie potrzeba prawie żadnych kapitałów, gdyż nawet kupcy udzielają przedsiębiorcom trzymiesięcznego kredytu. Materyały na kwiaty są zresztą bardzo tanie, potrzeba ich bardzo mało. Z tych małych płateczków jedwabnych, drucików i listeczków, jakie się piękne tworzą kwiaty, bukiety, naśladujące zupełnie naturę, a służące pięknym paniom ku ozdobie, zwłaszcza do balowych toalet.
Narzędzia do robienia kwiatów nie są także bynajmniej kosztownemi, zakładając więc fabrykę, potrzeba chyba trochę obrotowego kapitału na zapłacenie robotnic.
Uważam, iż to jest rzeczywiście zajęcie najwłaściwsze dla kobiet, o delikatnych paluszkach, gdyż do wyrabiania częstokroć kwiatków drobnych, jak puszek, potrzeba bardzo zręcznych rąk, inaczej nie mogłyby się tak dobrze udawać owe bzy, konwalije, spiree i inne o wiele jeszcze drobniejsze fantazyjne kwiaty, któremi zdobią na przykład damskie kapelusze.
Oprócz przyjemności robienia kwiatów, oprócz tej korzyści, iż zajmować się wyrabianiem tychże mogą najsłabsze kobiety, a prawie dzieci, jest jeszcze ta nadzwyczajna korzyść, iż opłacają się one niesłychanie dobrze. Rzeczą nie do uwierzenia doprawdy, iż przy fabrykacyi kwiatów zarabia się grosz na groszu, nie ryzykując nic zupełnie.

 Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, ułożony dla użytku tychże przez Wielkopolankę, Poznań 1891

 

W Dreźnie obok fabryki cygaret panien Wollf, widziałam fabrykę kwiatów, jakiejś Niemki, która rozpocząwszy z bardzo małemi funduszami, w przeciągu kilku lat zyskała na czyste kilkanaście tysięcy marek. Zdaje mi się także, iż w Warszawie fabryka polska cieszy się równem powodzeniem, przyjmując zapewne uczennice za mierną opłatą. Byłoby więc bardzo do życzenia, gdyby młode osoby, szukające zajęcia, którym trudno zdecydować się, co do wyboru zawodu, aby zechciały rozważyć, iż w tym kierunku prędzej dojdą do celu, jak mozoląc się nad składaniem egzaminów nauczycielskich, powiększając w ten sposób proletaryat nauczycielek, których w końcu mieć będziemy za wiele, zwłaszcza tych, co się nazwać mogą prawdziwie wykształconemi.

 Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, ułożony dla użytku tychże przez Wielkopolankę, Poznań 1891

 

Co do panny Sempołowskiej, to pierwszy raz zobaczyłam ją przed kilku laty w pracowni sztucznych kwiatów, którą prowadziła jej matka, zrujnowana obywatelka ziemska, później – do 1894 r. – widywałam ją czasem, ale w żadne stosunki z nią nie weszłam.

Zofia Kirkor-Kiedroniowa, Wspomnienia, Kraków 1986

 

W kwiaciarstwie pracownice wyjątkowo uzdolnione, umiejące wyrabiać róże, zwijać girlandy i wiązanki, do czego także gust jest konieczny, pobierają pensję miesięczną od 25 do 30 rb., ale ażeby nauczyć się doskonale rzemiosła, potrzeba kilku lat usilnej pracy, a przytem zachodzą trudności w znalezieniu odpowiedniej mistrzyni. Wogóle jednak jest to zajęcie mozolne, a teraz wobec tak rozpowszechnionego używania kwiatów świeżych – niepopłatne.

 Waleria Marrené-Morzkowska, Kobieta czasów obecnych, Warszawa 1903

 

 

 

 

 

 

Visit Czas's profile on Pinterest.