Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


O dostęp kobiet do medycyny toczyły się długie boje. Długo uważano, że studia medyczne nie pasują do natury kobiecej, oraz że kobiety nie nadają się do prowadzenia praktyki medycznej. Istniało jednak zainteresowanie i stopniowo uczelnie na świecie zaczynały dopuszczać kobiety do studiów medycznych. Jednak carska Rosja dołączyła do nich stosunkowo późno. Panny pragnące studiować medycynę musiały więc wybrać się na studia za granicą (i sfinansować je). Rozpoczęcie praktyki także nie było proste – wydaje się, że lekarki zajmowały się przede wszystkim ginekologią i pediatrią. Zaufanie społeczne wobec nich było znacznie niższe, niż wobec lekarzy mężczyzn.

Pierwszą praktykującą lekarką w Polsce była Anna Tomaszewicz, później Tomaszewicz-Dobrska (1854-1918). Studiowała w Zurychu, Wiedniu i Berlinie. Aby móc praktykować, musiała nostryfikować dyplom w Petersburgu. Specjalizowała się w chorobach kobiecych i pediatrii, działała także charytatywnie.

Pisma nasze niejednokrotnie donosiły, że tak we Francji, jak w Niemczech, Anglji i Ameryce, kobiety biorą się do zawodów, wyłącznie dotąd będących mężczyzn udziałem. W Ameryce słynne są już kobiety, jako Doktorzy, cieszący się ogromną praktyką. W Anglji i we Francji pełnią po zakładach Typograficznych obowiązki zecerów.

„Kurier Warszawski”, 1865

 

Nie chcę nazywać ekscentrycznością tego, iż kilkaset kobiet uczęszcza w Filadelfii na Kursa medycyny wykładane z talentem przez znanego doktora kobietę Lady Blackwell i innych wielu uczonych profesorów, bo słyszałem od kilku światłych lekarzy iż kobieta ucząca się chirurgii daleko cierpliwiej, zgrabniej i z większą lekkością może wykonywać operacye chirurgiczne, aniżeli to czynią mężczyźni większemi i cięższemi rękami, dowodem czego są opatrywania ran czynione po szpitalach i lazaretach przez siostry miłosierdzia, które z większą cierpliwością, zręcznością i łagodnością umieją się obchodzić z ranami i daleko pożyteczniejszą ulgę cierpiącym przynoszą niż posługacze męzcy. Nieraz też obiło mi się o uszy zdanie wyszłe z ust pań bardzo poważnych i wcale nie ulegających śmiesznościom tak zwanej emancypacyi, lub przesadzonej skromności, że kobieta doktór, w chorobach płci swojej, daleko skuteczniej leczyłaby kobiety, aniżeli mogą tego dopełniać lekarze mężczyźni, do których w takich razach pacyentki udają się tylko w ostateczności, więc późno.

 Kalikst Wolski, Blumerystki, w: „Bluszcz”, 1866

 

Ameryka także pierwsza wydała lekarza-kobietę. Dowodzi to, że umysł kobiecy podołać może nawet tak rozległej umiejętności stosowanej jaką jest medycyna. Nie sądzę jednak aby zawód ten nateraz zwłaszcza był wdzięczną i płodną dla pracy jej niwą. Odbycie studyów w zwyczajnym uniwersytecie wymaga niezmiernej ze strony kandydatki energii i poświęcenia wielu nawyknień niewieścich, na co potrzeba wyjątkowego chyba zamiłowania; przytem napotyka zbyt wiele przeszkód i trodności, które nie wszędzie przełamać się dadzą; wątpić zaś należy by w Europie miano otworzyć rychło osobne dla nich katedry. Praktyczniejszym w tej chwili i łatwiejszym, bo nierównie krótszej i mniej mozolnej wymagającym nauki zawodem byłoby zajęcie felczerskie przy salach kobiecych w szpitalach, lub w zwykłej praktyce przy chorych kobietach. Dając przyzwoite utrzymanie, nie ubliżałoby wcale godności nawet wykształconej kobiety, skoro siostry Miłosierdzia czynią podobne posługi; a wrodzona jej tkliwość, łagodność, współczucie, i politowanie dla cierpiących, byłyby moralną rękojmią chętnego i troskliwego spełniania obowiązków. Sądzę że możnaby o tem u nas pomyśleć.

 M. Ch., Listy z ulicy Złotej, w: „Bluszcz”, 1867

 

Przecież kobiety doktorami być nie mogą jak im się to teraz zachciewa; wszakże powiedział a napisał to nawet sławny profesor Bishoff w Monachium.
Nie będziemy wchodzić w polemikę z uczonym antagonistą kobiet, bo wszelka polemika w tym względzie do niczego nie doprowadzi, ale zdrowy rozsądek radzi w razach wątpliwych, wziąść się do metody experymentalnej. Jeśli kobiety rzeczywiście nie podołają nauce medycznej, to zachcianka ta sama z siebie upadnie. Jeśli podoławszy nie będą genjusząmi w swoim fachu, tem gorzej dla nich. Ale genjusze zawsze i wszędzie są rzeczą rzadką, można być użytecznym członkiem społeczeństwa bez żadnej do genialności zachciewki; ten argument za ostateczny uważać niepodobna tem bardziej, że nie ma w świecie uniwersytetu, coby wydawał patenta genijalności, a fakulteta medyczne nie wymagając go wcale od swoich uczniów płci męzkiej, kontentują się uzdolnieniem, dla czegożby więc podobny wyjątek miał być uczyniony dla kobiet? Wszak nie dobijają się żadnej wyższości, tylko zmuszone potrzebą pragną zająć skromne miejsce w społeczeństwie, pragną by im wolno było pracować na utrzymanie siebie, lub sobie blizkich, według sił i możności, i dla tego garną się do zawodu, w którym potrzebują zwalczyć li tylko przesąd a nie prawne trudności; do zawodu, który zdaje się odpowiadać ich usposobieniu.
Ależ woła, zawsze uparty statu quo, kobieta doktorem! przynajmniej taka za mąż pójść nie powinna, bo któż zajmie się domem i dziećmi? Społeczeństwo, na takie rzeczy pozwolić nie może.
Niestety zapytuje znowu zdrowy rozsądek, odkąd że to społeczeństwo troska się tak bardzo o byt i szczęście maluczkich?

 Aloizy Storczyk, Kilka kwestyi bieżących w obec zdrowego rozsądku, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1872

 

Otóż dr Benni sądzi, że jest to jedynie właściwe pole dla kobiet-lekarek że, chociaż słuchać mogą całego kursu medycyny, w praktyce jednak poprzestać winny na pracy lekarek-akuszrek. Zgadza się to z ich usposobieniem i przygotowaniem naukowem, które, jak dotąd, gruntownem bynajmniej nie bywa, a wreszcie pozwala im to pozostać… kobietami.

 Kronika tygodniowa w: Tygodnik Illustrowany, 1877

 

Mnie się zdaje, że usposobienie kobiet łagodne i litościwe czyniłoby je zdolnemi do zawodu lekarskiego, a dowcip wrodzony może także do zawodu adwokata.

 Franciszek Kasparek, prof. Wszechnicy Jagiellońskiej, Kobieta i jej stanowisko w rodzinie, społeczeństwie i państwie, w: „Gazeta sądowa warszawska”, 1877

 

Władza udzieliła zezwolenie mieszkance m. Warszawy, pannie Annie Tomaszkiewiczównej, która odbyła egzamin na kursach żeńskich medycznych przy szpitalu wojskowym Mikołajewskim, zajmowania się praktyką lekarską w Warszawie, w granicach wskazanych reskryptem z dnia 7 kwietnia 1879 roku.

 Wiadomości bieżące, w: „Gazeta lekarska”, 1880

 

W jednym z Przytułków dla kobiet, które z d. 13 bieżącego miesiąca w mieście naszem otwarte zostaną, stale ordynować będzie Dr Anna Tomaszewicz.

 Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1882

 

W dniu 27 Grudnia zmarła w skutek zarażenia się dyfteryą w Peterburgu Marja Mordwinowa kobieta-lekarz. Nieboszczka pochodziła z zamożnej i arystokratycznej rodziny. Życie całe poświęciła leczeniu ludu. Egzamin lekarski złożyła w r. 1880 od tego czasu latem leczyła lud wiejski a w zimie niosła pomoc w suterenach i na poddaszach.

 Wiadomości bieżące krajowe i zagraniczne, w: "Medycyna", 1883

 

W Taszkiencie general Czerniajew urządził szpital dla kobiet krajowych. Leczyć w nim będą wyłącznie kobiety.

 Wiadomości bieżące krajowe i zagraniczne. Z Cesarstwa, w: "Medycyna", 1883

 

I tak np. grono naszej intelligencyi i to we właściwem znaczeniu tego często nadużywanego wyrazu powiększyła kobieta-doktór, w osobie p. Teresy Ciszkiewicz, która ukończyła studya medyczne w Bernie, następnie zdawała egzamina w Petersburgu i na stało osiadłszy w Warszawie, ogłosiła że chorych przyjmuje. Za jakie lat dziesiątek fakt przybycia nowego doktora-kobiety będzie miał zapewne tylko znaczenie bieżącej wiadomości, większe lub mniejsze zainteresowanie się nim, zależeć już będzie od osoby doktora, lecz obecnie medycynierki mają jeszcze tyle trudności do zwalczania, tyle zwyczajów do przełamania, że każdej pionierce na nowej drodze, po dojściu do stanowiska lekarza, musiemy przyznać ipso facto, nietylko zdolności umysłowe, ale wielką siłę woli, świadomość jasną wytkniętego celu a nadewszystko wytrwałość.
Ten ostatni przymiot podkreślam, gdyż niestety wątpię aby nawet najzapaleńszy szowinista mógł nam go przyznać, a jednak możnaby doń przystosować przypowieść o wierze i miłości: „gdybym miał wiarę co góry przenosi, a miłości (vel wytrwałości) bym nie miał, byłbym jako miedź brzęcząca."
Otóż panie: Tomaszewicz i Ciszkiewicz dały nam już dowody, że wytrwałość posiadają. Miejmy nadzieję że za ich przykładem może i my wszyscy przejmiemy się tą cnotą, wszak mamy doskonałych nauczycieli, którzy próbują naszej wytrwałości, i uczą nas cierpliwości, spokojności i innych ości, które w gardle nam stoją... to musiemy je przełknąć...

Zygzak, Z dwóch tygodni, w: „Moda”, 1883

 

Otwartym został w Warszawie nowy przytułek dla rodzących i położnic – a lekarzem takowego mianowano panią Klauzińską.

„Gazeta lekarska”, 1887

 

Nareszcie, jeżeli kobieta nie wyszła za mąż i musi pracować na siebie, mężczyźni stawiają jej wszelkiego rodzaju przeszkody. Jest lekarką – mówią, że mózg jej za mało waży na to, ażeby pisała recepty.

Bolesław Prus, Kroniki tygodniowe, w: „Kurier Codzienny”, 1888

 

W 1888 roku w Paryżu obroniła doktorat z medycyny Polka Klara Szulc, co wywołało znaczny oddźwięk w prasie – częściowo ze względu na sukces rodaczki za granicą, i to w tak rzadkiej dziedzinie, a częściowo dlatego, że oponentem panny Szulcówny był sam wielki Jean-Martin Charcot, jeden z najwybitniejszych lekarskich autorytetów. Bolesław Prus w ten sposób podsumował (i skrytykował) argumenty Charcota przeciw kobietom chcącym uprawiać zawód lekarza.

(Warto zauważyć znaczący wielokropek przed słowem „niezdrowa” w argumentacji Charcota. Prus ujął sprawę z nieco bardziej ogólnej strony, ale wydaje się prawdopodobne, że szacownemu profesorowi nie chodziło tu o zwykłą chorobę, a o menstruację, która jego zdaniem uniemożliwiałaby lekarce wizytę u pacjenta. Dodatkowo uprawdopodobnia to fakt, że specjalnością Charcota była histeria, którą uważano za ściśle powiązaną ze stanem kobiecych narządów płciowych.)

Że i prasa warszawska wzniosła huczne wiwaty na cześć panny Szulcówny, to także rzecz naturalna. Chodziło przecież o warszawiankę, która posiada przywilej działania na nasze wyobraźnie, jak iskra boża na beczkę prochu. Chodziło wreszcie o osobę, o której mówił cały Paryż i do której „Figaro” napisał specjalne wiersze!
Ale skąd gazety wiedeńskie przyjęły udział w tym „fakel cugu”? Jest to rzecz prawie niepojęta.
Nie zrobiły tego przez sympatią dla warszawianek; boć mamy trzy warszawianki, panie: Tomaszewicz-Dobrską, Ciszkiewiczową i Klauzińską, które również doktoryzowały się, lecz nie obudziły ani dziesiątej części tego zapału.
Pozostaje tylko jedno przypuszczenie, że prasa wiedeńska, tak dobrze jak paryska, dziś dopiero spostrzegła typ kobiety uczącej się i uczonej… może dlatego, że kiedy inne doktoryzowały się w Genewie lub Zürichu, pierwsza z pięknych Nadwiślanek, panna Szukcówna, wystąpiła w Paryżu wobec Charcotów, Straussów, Reclusów itd.
Ludziom zamieszkującym chłodniejszą strefę aniżeli ta, pod którą leży Paryż, doktoryzacja panny Szulcówny nastręcza dwie uwagi.
Pierwsza dotyczy treści rozprawy. Prawda, że temat: Kobieta jako lekarz w XIX wieku jest bardzo piękny, ale… jest to temat z dziedziny socjologii, nie medycyny. Pojmujemy traktaty medyczne, choćby „O wrastaniu paznogci” albo „O kołtunie”. Tu bowiem młody lekarz może wykazać znajomość nauk lekarskich odnośnej literatury, a nade wszystko umiejętności badania chorych. Jaki jednak związek z fizjologią, anatomią, patologią, diagnozą, a choćby nawet farmakognozją może mieć historia kobiet lekarek?... I co o tej kwestii jako oponent może powiedzieć choćby znakomity profesor Charcot…
Przypuszczam, że młoda doktorantka zna medycynę lepiej nawet aniżeli my, dziennikarze warszawscy, i że temat swojej rozprawy wybrała nie po to, ażeby dowieść fachowej umiejętności, co było zbytecznym, ale żeby „ubrać” lekarz paryskich w ogóle, a profesora Charcota w szczególności.
Istotnie, czcigodny uczony przemawiał do panny Szulcówny w ten sposób, jakby (jeżeli dokładne są sprawozdania dzienników) mowę „opozycyjną” pisał nie on sam, ale… jego wróg śmiertelny…
Oto argumenta, za pomocą których na fakultecie medycznym w Paryżu dowodzi się kobietom, że nie mogą być lekarkami:
„Przekonani jesteśmy – mówi profesor Charcot – że kobieta, przewyższając mężczyznę pod wieloma względami, dorównywa mu częstokroć pod względem intelektualnym. Ale jeżeli chciałaś pani dowieść, że medycyna jest zawodem równie kobiet, jak mężczyzn, niepodobna, bym przeciwko tej pretensji nie miał powstać… Kobieta-lekarz należeć będzie zawsze do kobiet wyjątkowych…”
„A trzeba przyznać, iż kiedy kobieta bierze się do rzeczy właściwych mężczyznom, nie zadowolni się nigdy rolą drugorzędną. Mówię tu o kobietach wojskowych, które jak pani wiadomo, odegrywały role jenerałów – nigdy zaś żołnierzy.”
„Przechodząc do kobiet lekarzy – od pierwszej chwili chcą one zajmować miejsca ordynatorów w szpitalach i rozpoczynają praktykę w wielkich miastach, żadna zaś nie pójdzie na prowincję leczyć wiejskich pacjentów.”
I kłaniając się z uśmiechem dodaje:
„Jesteś pani piękna, czy sądzisz pani, że pewne działy medycyny w praktyce lekarskiej przystoją jej urodzie i jej kobiecemu ubraniu?
A jeżeli wezwą cię do chorej wśród nocy zimowej, a pani sama będziesz… niezdrowa, co pocznie chora, która liczy na twoją opiekę?”
„…Kobiety te (lekarki) myślą więcej o sobie aniżeli o ludzkości, aspirują do miejsc pierwszorzędnych, do miejsc korzystnych i na widoku będących…”
I tak dalej.
Gdyby Charcot, znany w europie jako powaga w rzeczach chorób nerwowych, powiedział krótko: kobiety mają takie węzły nerwowe, a nie mają owakich, co im przeszkadza być lekarzami, może by mu na słowo wierzono. Ponieważ jednak wdał się w dowodzenie, trudno więc ukryć, że argumenta jego są nie tylko słabe, ale po prostu skandalicznie słabe.
Niedawno bowiem profesor Vogt również występował przeciw kobietom lekarkom i postawił im, nie wiem czy słuszny, lecz w każdym razie ciężki zarzut. W prosektorium – mówił – kobieta najgorzej przygotowuje preparaty, a w klinice jest najgorszą obserwatorką.
To byłby zarzut dowodzący, jeżeli nie niezdolności kobiet, to przynajmniej ich złego przygotowania do studiów.
Ale rozpatrzmy „zarzuty” Charcota.
„Kobiety lekarki – mówi Charcot – będą zawsze wyjątkowymi kobietami.”
A mężczyźni lekarze czyliż nie są „wyjątkowymi mężczyznami”? Wszakże jeden lekarz przypada średnio na kilka tysięcy nie-lekarzy, jest więc wyjątkiem… Tak samo jak jest wyjątkiem mężczyzna inżynier, mężczyzna śpiewak, mężczyzna niewidomy, a nawet mężczyzna fryzjer i mężczyzna tapicer.
Cóż by to jednak była za dziwna loika, gdybyśmy zaprzeczyli mężczyznom zdolności na przykład tapicerskich na tej zasadzie, że tapicerowie są w społeczeństwie „wyjątkami”?
„Kobiety – mówi Charcot –  nie zadawalniają się rolą drugorzędną; kobiety wojskowe odegrywały role jenerałów, nigdy zaś żołnierzy”.
Oczywista bajka. W każdej armii, nie wyłączając tureckiej, trafiały się kobiety-żołnierze i nawet były nagradzane za męstwo. Kobieta zaś „jenerał” była, o ile wiem, tylko jedna, w czasie wojny Stanów Amerykańskich północnych z południowymi, a i ta pracowała w sztabie, nie zaś rwała się do dowodzenia armią.
To, że lekarki garną się do miejsc korzystnych i widocznych albo że nie wyjeżdżają na wieś, nie stanowi żadnego specjalnego argumentu; mężczyźni bowiem równie wolą wielkie miasta i stanowiska wydatne.
„A jeżeli wezwą cię do chorej, gdy sama jesteś… niezdrowa?” – pyta Charcot. Panna Szulcówna mogła mu odpowiedzieć: to samo, co się dzieje z chorym, gdy lekarz mężczyzna jest niezdrów… Lekarz nie idzie do chorego, tylko do łóżka i ja potrafię to samo.
„A czy pewne działy medycyny przystoją kobiecej urodzie i ubraniu?” – kończy Charcot. Pomijam kwestię, że przecież trafiają się przystojni i ładnie ubrani lekarze, którym wdzięk ani ubiór nie przeszkadza w praktyce. Ale… czy na przykład niańczenie małych i zazwyczaj bardzo nieporządnych dzieci przystoi piękności i toalecie kobiecej?... Jaki związek może mieć piękność i ubranie z chorobą i jak to dziwnie brzmi w ustach Charcota, który w tej samej mowie zaleca kobietom być dozorczyniami przy chorych?...
Przecież dozorczyni więcej aniżeli lekarz naraża swoją urodę i toaletę, to darmo…
Krótko mówiąc, profesor Charcot, zamiast dowieść, że kobiety nie mają kwalifikacji na lekarki, dowiódł całkiem innej rzeczy; tej mianowicie, że można być bardzo słabym… oponentem, będąc znakomitym lekarzem.

Bolesław Prus, Kroniki tygodniowe, w: „Kurier Codzienny”, 1888

 

Lekarzy kobiet było 550 (w Królestwie 4). Ilość felczerów 11 149, felczerek 381.

 (Ogółem lekarzy podano 17 459, w tym kobiet 1029)

 Sprawozdanie departamentu medycznego za rok 1887, w: „Zdrowie”, 1889

 

Warszawska służba zdrowia mieści w składzie swoim: kobiet lekarzy 6, felczerek 1, lekarek chorób kobiecych 338, w tej liczbie 8 miejskich.

  „Bluszcz”, 1890

 

Są już w dzisiejszych czasach dość częste przykłady, iż kobiety poświęcają się medycynie, mamy nawet kilka Polek zaszczytnie wspominanych, jako lekarki, a jedna z nich rodaczka nasza jeżeli się nie mylę, panna Zakrzewska jest w Filadelfii przewodniczącą ogromnego szpitalu dla chorych. Nie uważam, iżby to był zawód przystępny zbytecznie dla sił kobiecych. Studia same wstrętne i nader przykre, wymagają trwałego zdrowia i chyba już bardzo dojrzałego wieku. Młodym zupełnie osobom nie radziłabym nigdy poświęcać się zawodowi i obowiązkom przed jakiemi zadrży niejeden mężczyzna. Zresztą nie będąc lekarzem egzaminowanym przy dobrych chęciach, ileż można zdziałać dobrego, domowymi środkami pielęgnując chorych, co zupełnie odpowiada delikatnym uczuciom niewieścim i ich wrodzonej chęci niesienia ulgi cierpiącej ludzkości.
Jeżeli więc która z was, kochane czytelniczki, ma wyłączną ku temu skłonność, niech się stara przy każdej sposobności być pomocną lekarzowi, czy to w razie jakiejś operacyi zakładając bandaże, czy też pielęgnując ciężko chorych, co jest zapewne rzeczą bardzo chwalebną a niemniej użyteczną; w ten sposób bowiem można się ćwiczyć w miłosiernych uczynkach, a w razie potrzeby w własnej rodzinie stać się prawdziwie pomocną.

 Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, ułożony dla użytku tychże przez Wielkopolankę, Poznań 1891

 

Wydoskonalenie się w każdym obranym zawodzie jest szczególniej obowiązujące dla kobiety, gdyż jej zawsze trudniej znaleźć zarobek, nadewszystko zaś powinna się o nie starać w zawodach, które świeżo jej są otwarte, bo nieudolność osobista spada zaraz na całą płeć żeńską. Jeśli np. kobieta doktór popełni najlżejszą omyłkę leczeniu, zaraz dadzą się słyszeć głosy, iż medycyna nie jest dla kobiet właściwą, że biorą się one do rzeczy którym nie podołają, gdy tymczasem stokroć cięższy błąd lekarza-mężczyzny, jemu samemu tylko ujmę przynieść może.

 Praca kobiet, w: „Kronika Rodzinna”, 1892

 

D-r Laskowski ogłosił w Revue Scientifique, iż w uniwersytecie genewskim było w przeciągu lat siedemnastu zapisanych na fakultecie medycznym 175 kobiet, z między niemi rodaczek naszych 50. Zpośród tych tylko cztery doprowadziło studya do końca; z pozostałych 125 otrzymało doktorat 10, lecz z tych dwie porzuciło medycynę i wyszły za mąż, jedna zmarła, cztery walczą z ciężkiemi warunkami zdobycia sobie środków do życia i tylko trzy cieszą się praktyką dość dobrą.

  Kronika działalności kobiecej ,w: „Bluszcz”, 1894

 

Bronisława ze Skłodowskich Dłuska, zamieszkująca Paryż, otrzymała stopień doktora medycyny po odznaczającej się obronie rozprawy „O karmieniu dzieci”. Pani ta praktykować będzie w Paryżu. Druga laureatka uniwersytetu paryskiego, posiadająca również godność doktora medycyny, Rozalia Pawłowska, objęła miejsce ordynatora szpitala francuzkiego w Buenos Aires.

 Kronika działalności kobiecej, w: Bluszcz, 1894

 

  "Medycyna", 1894

 

Kobiety-lekarze nie są dopuszczane do zarządzania w miastach szpitalami ogólnemi i ich męzkimi oddziałami, oraz do spełniania obowiązków lekarzy w urzędach rekruckich, wreszcie do samodzielnego wykonywania ekspertyzy sądowo-lekarskiej.

 "Medycyna", 1895

 

Cesare Lombroso, po poświęceniu setek stron na udowadnianie, że kobieta jest pod każdym względem fizycznie i umysłowo niższa od mężczyzny i właściwie nigdy nie wychodzi z dzieciństwa, nieoczekiwanie kończy swoje dzieło takimi podziękowaniami:

W dziele niniejszem ani jednym wyrazem nie staram się usprawiedliwić najróżnorodniejszej tyranji, której ofiarą kobieta była i jest po dziś dzień, poczynając od „tabu”, zabraniającego jej jeść mięsa i dotykać orzechów kokosowych, kończąc na zakazie nabywania wiedzy fachowej, i, co jeszcze gorsza, praktycznego wyzyskania nabytej już nauki; śmieszne te i okrutne ograniczenia niewątpliwie przyczyniły się znacznie do utrzymania kobiety w jej niższości, a nawet do wzmożenia tej ostatniej; postępowaliśmy tak, mając na widoku własną korzyść, – tam nawet, gdzieśmy łatwowierną swoją poddankę obsypywali tysiącem obłudnych pochlebstw, w prawdziwość których nie wierzyliśmy sami, a które miały ją tylko do nowych przygotować ofiar. Jak pożyteczną może być kobieta, przekonałem się, korzystając przy pisaniu dzieła tego z współpracownictwa całego szeregu dzielnych niewiast; pani Caccia, dr. Tarnowskaja, panna Helena Zimmern, pani C. Royer, pani Rossi i dr. Kuliscioff pojęły me idee wcześniej i dokładniej od wielu naszych badaczów, w studjach zaś niniejszych były mi pomocne, zaopatrując mię w wskazówki, dokumenty, notaty, dotyczące najzawilszych kwestyj.

 C. Lombroso i G. Ferrero, Kobieta jako zbrodniarka i prostytutka. Studja antropologiczne poprzedzone biologją i psychologją kobiety normalnej. Z upoważnienia autorów tłomaczył Dr. J. Szenhak, Warszawa 1895

 

Kobieta doktor nauk przyrodniczych może wprawdzie po długich przygotowaniach wygłosić prelekcyę o rzeczy tak nowej i nikomu nieznanej, jak potrzeba nawozu dla pól wyczerpanych, – ale nauki naprzód nie popchnie i na nic oryginalnego się nie zdobędzie; kobiety-lekarki bywają posyłane do Indyj lub Bośnii dla kobiet miejscowych i są tam pożyteczne, bo lepszy rydz niż nic, – ale poważnej konkurencyi z mężczyznami wytrzymać nie są zdolne.

 Ks. Karol Niedziałkowski, Nie tędy droga, Szanowne Panie! (studyum o emancypacyi kobiet), Warszawa 1897

 

Cały ten stos tak zwanych faktów dowodowych, który posiadamy obecnie, zdał się wprawdzie na to, ażeby przy jego pomocy – mógł kuchmistrz jaki dowieść, że żadna kobieta nie jest zdolna z równą artystycznością »ugarnirować« półmiski, jak on to uczynić potrafi, albo służyć też może dla adeptów kunsztu hipokratesowego, by mogli utrzymywać z namaszczeniem: »że ścisła rozwaga, głęboki krytycyzm, stanowczość postanowienia, krew zimna, konsekwencja w stosowaniu metod leczniczych, a przytem wielki objektywizm, ale przedewszystkiem samodzielność pomysłu i czynu«, czyli te wszystkie przymioty, które ma i czynu«, czyli te wszystkie przymioty, które ma rzekomo posiadać każdy Eskulap płci męskiej – »są właściwościami mniej reprezentowanemi w umysłowości u kobiet«. Ale też za to ten materjał dowodowy, o którym mowa, nie może się nadawać dla celów jakiejkolwiekbądź dysputy na serjo prowadzonej.

 Dr Benedykt Dybowski, O kwestji tak zwanej „kobiecej” ze stanowiska nauk przyrodniczych, Lwów 1897

 

Lekarze kobiety w Polsce, o ile sądzić można z tych, które praktykują dzisiaj u nas, i sądząc z charakteru niewiast naszych, nie będą należały nigdy do proletarjatu medycznego, owszem stanowią one już teraz i stanowić będą w przyszłości arystokrację w tym zawodzie, bo opierają i opierać będą studja swoje na pracy sumiennej, a praktykę swoją na niedoścignionych przez płeć męską uczuciach altruizmu i delikatności.

 Dr Benedykt Dybowski, O kwestji tak zwanej „kobiecej” ze stanowiska nauk przyrodniczych, Lwów 1897

 

Jeżeli od studjów medycyny i od wykonywania zawodu lekarskiego powinien powstrzymać kobiety wzgląd na brak sił fizycznych, to nie rozumiem, jak autor mógł im zalecać zawody dozorczyń i akuszerek, bo właśnie te zawody potrzebują wielkiej oporności i wielkiego zasobu zdrowia i sił fizycznych, o wiele większych, niż zawód lekarza praktykującego, łatwiej jest bowiem przyjechać do chorego, obejrzeć go, zapisać receptę i wrócić do klubu na winta lub pogadankę, aniżeli bezsennie przepędzać całe nocy u łóżka chorego.

 Dr Benedykt Dybowski, O kwestji tak zwanej „kobiecej” ze stanowiska nauk przyrodniczych, Lwów 1897

 

W mojem przekonaniu mamy konieczny obowiązek zachęcać kobiety do zawodu lekarskiego, a szczególniej do zawodów umiejętnych akuszerów, zaś takimi stać się one mogą jedynie wtedy, gdy odbędą systematyczne studja z całego zakresu wiedzy lekarskiej. Tak felczerowie mężczyźni, jak i akuszerki kobiety kształcą się tylko na rzemieślników zawodowych, otóż od nich nie mamy prawa wymagać, ażeby postęp nauki mieli na celu, również niemamy prawa żądać, ażeby dorywcze amatorki sztuki malarstwa albo gry na fortepianie mogły się już dzisiaj szczycić utworami pierwszorzędnymi, dlatego też sądzę, że następujące twierdzenia M. W. są zgoła nieusprawiedliwione.

 Dr Benedykt Dybowski, O kwestji tak zwanej „kobiecej” ze stanowiska nauk przyrodniczych, Lwów 1897

 

Gdyby M. W. i inni, piszący rzekomo w interesie kobiet, zechcieli dokładnie rozważyć, o co im chodzi, gdyby byli poddali szczegółowej analizie tę swoją dbałość o dobro niewiast, to byliby się z pewnością przekonali, że najzwyklejszy egoizm leży na dnie ich rezonowania. Dzisiaj możemy sobie postawić za zasadę przy naszych sądach, że wszędzie, gdzie mężczyzna pali kadzidła przed wyższością inteligencji męskiej, tam składa on dowód na to, że jest wyznawcą bałwochwalczego kultu dla swej własnej osoby. Nie zdołają ukryć intencji piszącego nawet frazesy w rodzaju takich np.: »jestem raczej wielbicielem, oraz przyjacielem kobiet, zginającym kolano wobec majestatu cnoty i prawdziwą, a szlachetnej kobiecością…, bo niechaj się tylko ten »majestat szlachetnej kobiecości« zjawi przed adoratorem w postaci lekarza, naraz wylezie szydło z worka i ten, co przed chwilą ubóstwiał kobiecość w formie pięknej służebnicy, potępi ją w postaci lekarza z obawy przed jej konkurencją.

 Dr Benedykt Dybowski, O kwestji tak zwanej „kobiecej” ze stanowiska nauk przyrodniczych, Lwów 1897

 

Ale! bo czego też tej »przedwiecznej mądrości« nie wpierano gwałtem!... najbezczelniejszej samowoli i pisma, i słowa, i czynu! a jeżeli w jej imieniu wolno było popełniać tysiące nieprawości, barbarzyństw, morderstw, gwałtów i grabieży, to cóż dziwnego, że np. w obecnej chwili ktoś w imię tej samej » mądrości« odsądza kobiety od prawa leczenia, a to na mocy takich
przesłanek, że one nie zostały uposażone »ścisłą rozwagą, głębokim krytycyzmem, stanowczością postanowienia, krwią zimną, konsekwencją stosowania metod leczniczych, wielką objektywnością i samodzielnością pomysłu i czynu«, które to właściwości wraz z wąsami i brodą dostały się w udziale płci męskiej.

 Dr Benedykt Dybowski, O kwestji tak zwanej „kobiecej” ze stanowiska nauk przyrodniczych, Lwów 1897

 

Zawód lekarski, którego w nowszych czasach tu i owdzie się imają, jest również dla nich niestosowny, ponieważ wymaga – zwłaszcza przy operacyach – zupełnego spokoju umysłu, wielkiego natężenia, a prócz tego studya zawodowe absorbują wiele sił, tak że tylko bardzo silne organizmy mogą im podołać.

 Mieczysław Baranowski, O wychowaniu dziewcząt z uwzględnieniem obecnych stosunków i potrzeb, Lwów 1898

 

 "Medycyna", 1898

 

 "Medycyna", 1898

 

Często się zdarza, że ludzie wybitni i zajmujący niepoślednie stanowisko w nauce, gdy zaczną mówić o kwestyi kobiecej, zdradzają zupełne niezrozumienie dzisiejszych prądów społecznych. Zwłaszcza stosuje się to do medyków. Nieraz słynny chirurg, ozdoba jakiegoś uniwersytetu, znakomity akuszer lub wybitny internista, w kwestyach społeczno - ekonomicznych bywają prawdziwymi ignorantami. Nigdzie się też zapewne nie spotyka tylu jawnych i zdecydowanych przeciwników dążeń emancypacyjnych kobiet, zwłaszcza, gdy chodzi o studyowanie medycyny, jak właśnie wśród medyków. Przyjrzyjmy się cokolwiek zarzutom przeciwników lekarek.
Twierdzą oni, iż sama natura przeznaczyła kobiecie inne pole działania, jak mężczyźnie, odmawiając jej tych fizycznych i umysłowych własności, które są niezbędne do wykonywania zawodów męzkich – a do takich, podług nich, niewątpliwie należy i medycyna.

 Dr Adam Wrzosek, W sprawie lekarek w: „Krytyka Lekarska”, Nr 6, 1899

 

Że kobieta zdolną jest po należytem przygotowaniu z pożytkiem studyować medycynę, a następnie praktykować – tego dowodzą fakty: już w wielu krajach praktykuje sporo dzielnych i bardzo wziętych lekarek. W samej Rosyi praktykuje ich przeszło 500 ku ogólnemu zadowoleniu. Zwłaszcza są one pożyteczne jako lekarki ziemskie i przy żeńskich zakładach naukowych. W innych krajach europejskich (Szwajcarya, Francya, Anglia, Irlandya, Włochy, Belgia, Dania, Hollandya, Szwecya, Norwegia, Rumunia, Turcya i Węgry) nie żałowano także nigdy, że dopuszczono kobiety do medycyny.

 Dr Adam Wrzosek, W sprawie lekarek w: „Krytyka Lekarska”, Nr 6, 1899

 

A teraz na zakończenie parę słów o potrzebie lekarek. Ileż to kobiet, a zwłaszcza młodych dziewcząt, nie zwraca się do lekarza o pomoc jedynie ze wstydu, zupełnie zresztą naturalnego? A rezultat: wiele chorób, które rozpoznane zawczasu, dałyby się zupełnie usunąć, dopóty pozostaje bez leczenia, aż staną się nieuleczalnemi. O potrzebie lekarek w żeńskich zakładach naukowych i w zakładach przemysłowych, w których pracują kobiety, mówić nie będziemy, bo tę potrzebę uzna chyba każdy.

 Dr Adam Wrzosek, W sprawie lekarek w: „Krytyka Lekarska”, Nr 6, 1899

 

Dla przykładu wspomnę nazwiska pań: Tomaszewicz-Dobrskiej i Ciszkiewiczowej – lekarek; Mirosławskiej i Poświkowej, wykładających malarstwo stosowane do rzemiosł, Kleniewskiej i Plater-Zyberkówny zajmujących się bądź gospodarstwem wiejskim, bądź przemysłem włościańskim.

 Bolesław Prus, Kroniki tygodniowe, w: „Kurier codzienny”, 1900

 

W Rosyi obecnie lekarzy praktykujących ma być 20 092, z tego 19 450 mężczyźni i 642 kobiety.

 „Medycyna”, 1901

 

 "Krytyka lekarska", 1901

 

Lekarze kobiety. Stosownie do odezwy ministerjum oświaty, warszawski okręg naukowy zajął się już sprawą mianowania lekarzami gimnazjów żeńskich – kobiet-lekarzy. Zmiana ta w przyszłości wprowadzona będzie i na prywatnych pensjach żeńskich, o ile znajdzie się odpowiedni zastęp kobiet doktorów. Widzimy z tego, że jednak kobiety, oddające się studjom medycznym na uniwersytetach, czynią to gwoli pożytecznej służbie społecznej, a nie dla rzekomych efektów feministycznych, nieprzynoszących korzyści nikomu, jak to niedawno bezpodstawnie im zarzucano. Gdzie celem jest – praca, a zdolności i zdrowie pozwalają, to czemuż nie mają się kobiety, w tej szczupłej, jak dotąd liczbie, oddawać zawodowi lekarskiemu; zawód jest zbyt trudny i ciężki, aby była obawą zbyt tłumnego rzucenia się doń robotniczek.

 Z życia kobiet, w: „Dobra Gospodyni”, Nr 49, 1903

 

Doktorki zaś cieszą się u nas niezmieniem uznaniem i sympatją, a cisnącym się zewsząd pacjentkom wiele z nich wprost wydołać nie może, co dowodzi jak bardzo były one pożądane i potrzebne. Można śmiało powiedzieć, iż społeczeństwo nasze ma prawo chlubić się kobietami lekarzami. Dały one faktycznie najświetniejsze zaprzeczenie wszystkim smutnym horoskopom i obrazom powieściopisarzy, powstającym przeciwko studjom uniwersyteckim dla kobiet. Wszystkie, które je ukończyły, jako doktorki medycyny, zyskały zaufanie i wziętość, a jako żony, matki, obywatelki zasłużyły sobie na cześć powszechną, tworząc ideał zespolonych męskich i żeńskich przymiotów. Są one w całem znaczeniu tego słowa tem, czem kobieta być powinna, bo wnoszą, do dziedzin wiedzy i pracy społecznej niewieście serce, tkliwość i poczucie ideałów życiowych.
Liczba doktorek medycyny wzmaga się u nas ciągle. Jest to dziś niezawodnie dla kobiet najzaszczytniejsze i najkorzystniejsze zajęcie. Ażeby je zdobyć, potrzeba jednak wytrwałej pracy lat wielu, zaparcia się siebie, hartu, a wreszcie znacznych środków materjalnych.

 Waleria Marrené-Morzkowska, Kobieta czasów obecnych, Warszawa 1903

 

W roku 1880, zdobyła ją wstępnym, choć ciężkim bojem, pierwsza u nas doktorka medycyny p. Anna Tomaszewicz, dzięki wyjątkowym swoim zdolnościom i sile charakteru. Oprócz praktyki prywatnej, zawiaduje ona miejskim przytułkiem dla rodzących, jest przytem lekarzem schronienia dla nauczycielek i członkiem zarządu kolonii letnich.
Znaleźć wszakże drogę utorowaną to jeszcze nie wszystko. Dr. Elżbieta Downarowicz pracuje w komitecie redakcyjnym czasopisma lekarskiego, lecz mianowana od lat kilku ordynatorem w jednym ze szpitali, nie może wywalczyć sobie objęcia tego stanowiska. W nowo założonem ambulatoryum Tow. Dobroczynności czynne są Dr. Popławska i Dr. Antonina Zielińska. Prywatnie praktykuje w Warszawie, lub przynajmniej posiada prawo praktyki 16 doktorek, tyleż prawie, ile doktorek Polek w Paryżu.
Wybitniej nie zarysowywa się jednak w naszem życiu kobieca praktyka medycyny, n. p. pensye żeńskie miewają swoich lekarzy lecz... mężczyzn. Odczuwamy potrzebę kobiet-lekarek na wielu stanowiskach, których one nie zajmują, choć prawo im tego nie broni, nawet n. p. lekarzem rządowych gimnazyów żeńskich jest Dr. Klauzińska, będąca także i lekarzem więzienia kobiecego. Przeszkodą w tym kierunku staje się więc zwyczaj, a raczej niewyrobienie opinii ogółu i nawet samych kobiet.

P. Kuczalska-Reinschmit, Z historyi ruchu kobiecego, w: Głos kobiet w kwestyi kobiecej, Kraków 1903

 

W Gardone Riviera (nad jeziorem Garda) praktykuje lekarka-polka, D-r med. B. FRENKLÓWNA.

 Wiadomości bieżące, w: "Medycyna", 1904

 

Że inaczej, czy nie ciekawy jest list, jaki redakcya „Kurryera Warszawskiego” otrzymała od doktorki Maryi Fijałkowskiej. „Pozwól mi, redaktorze, opisać swoją przygodę lekarską, choćby w celu przestrzeżenia kolegów-lekarzy. Bawiąc na Świętach Wielkanocnych u swych krewnych w Przedborzu (gub. Radomska), skąd przed tygodniem wyjechał jedyny w mieście lekarz p. K. do armii czynnej, zmuszona byłam zgłaszającym się do mnie chorym udzielać pomocy lekarskiej. W drugi dzień Świąt zgłosił się do mnie miejscowy felczer z prośbą, abym pojechała do p. M., właściciela jednego z folwarków okolicznych, położonego o kilkanaście wiorst od Przedborza, dla udzielenia pomocy dziewczynce, chorej na dyfteryt, co felczer potwierdził odpieczętowanym już listem, przywiezionym przez służącego z folwarku. W poczuciu obowiązku ludzkości i ulegając prośbie felczera, zaopatrzona w środki lekarskie, o których była mowa w liście, udałam się do wspomnianego folwarku. Zajechawszy przed dom, spotkałam p. M., który widząc, że przyjechał do jego chorego dziecka nie d-r K., zwrócił się do mnie w sposób bardzo grubiański i z pretensyą, iż zajęłam mu konie i przyjechałam zupełnie przez niego nie wzywana, przyczep zwymyślał furmana i felczera; następnie nie tylko nie przyjął mnie do domu, ale nawet odmówił odesłania mnie wraz z felczerem swojemu końmi, pozostawiając nas w położeniu prawie bez wyjścia, gdyż jak naznaczyłam, działo się to w drugie święto Wielkanocy. Jak nazwać takie potraktowanie lekarza i kobiety?”

 Kazimierz Gliński, Na werandzie (pogawędka), w: „Bluszcz”, 1905

 

W 1885 r. Sabina Dembowska poznała pierwsze polskie lekarki na weselu siostry:

W mieszkaniu tym odbyło się wesele Bronki, która wyszła, jak wspomniałam, za Edwarda Cieszkiewicza. Poznałam wówczas dr Teresę Cieszkiewiczową. Miałam wtedy osiem lat i patrzyłam na nią z niezwykłym nabożeństwem, jako na jedną z trzech pierwszych lekarek w Polsce. Jej koleżanki – dr Tomaszewicz i dr Klauzińska – były również na weselu. Nie przeczuwałam wówczas, że pójdę w ich ślady.

Sabina Dembowska, Na każde wezwanie. Wspomnienia lekarki, Warszawa 1982

Na podobny temat: Studia medyczne

 

 

 

 

 

 

Zapisz

Visit Czas's profile on Pinterest.