Pod koniec XIX wieku na scenie pojawił się nowy środek transportu – dzisiaj zwany rowerem, wtedy bicyklem lub welocypedem. Początkowo był skomplikowany i niewygodny, z powodu wielkiego przedniego koła trudno sterowny i grożący nieprzyjemnym upadkiem. Jednak w połowie lat 80-tych pojawił się już model z kołami równej wielkości i napędem na tylne koło, a wkrótce potem także wulkanizowane opony. Jazda na rowerze stała się dużo łatwiejsza i przyjemniejsza, a on sam zaczął szybko zyskiwać ogromną popularność wśród obojga płci.

Ta nowa moda miała wielu przeciwników. Występowali przeciwko niej zarówno lekarze (doszukujący się w jeździe na bicyklu rozlicznych zagrożeń dla zdrowia), jak i publicyści i moraliści – uważali ją za niepotrzebną, niebezpieczną, śmieszną i niemoralną. Jeżeli mogła jeszcze ujść dla panów, którzy przecież częściej oddawali się różnym sportom, wielu uważało ją za wyjątkowo nieodpowiednią dla kobiet.

Koncepcja damy na welocypedzie budziła sprzeciw na różnych frontach. Estetom nie podobały się ruchy z tym związane ani kostium. Moralistom to, że przy jeździe na rowerze nie dawało się ukryć faktu, iż kobieta posiada dwie nogi, w dodatku przy tej okazji odsłonięte w stopniu znacznie większym, niż uważano za przyzwoite. Poza tym dama nie miała się przecież dokąd spieszyć i powinna unikać wysiłku. No i jak mieć nalezyty dozór nad panną poruszającą się na rowerze, a zwłaszcza dołączającą do jakiejś zbiorowej wycieczki? Lekarze sugerowali – w bardzo zawoalowany sposób – że energiczny ruch nóg może prowadzić do komplikacji ginekologicznych (podobnych zagrożeń upatrywali w napędzanej pedałem maszynie do szycia). Straszyli także utratą pięknych kształtów ręki i... halucynacjami. Gazety przedrukowywały nawoływania przeciw rowerom z pism francuskich, licząc może na to, że autorytet stolicy mody podziała na Polki.

Wszystkie te wysiłki na nic się nie zdały – kiedy już welocyped raz pojawił się na scenie, nie udało się go z niej zrzucić. Nadchodziła epoka roweru.

 

Wszystko zatem przemawia na korzyść projektu z każdego względu, który powinien pozyskać poparcie płci pięknej większe, niż proponowany klub.... cyklistek.
Wyznaję otwarcie, że ten rodzaj sportu nie wydaje mi się jakoś właściwym dla kobiet, jest w nim coś.... cyrkowego, choćby ze względu na kostyum, któryby musiał zbliżyć się do męzkiego ubrania.
Jeżeli chodzi o wyrobienie muskułów i ekwilibrystyki, to znajdą się inne ćwiczenia odpowiedniejsze naturze i przyzwoitości naszych pań i panienek.
Nie znam opinii lekarzy w tym przedmiocie, ale mi się zdaje, że forsowna jazda na bicyklach nie byłaby korzystną dla organizmów kobiecych.
Zawsze zakrawałoby to trochę na excentryczność, i dlatego przypuszczam, iż reporterya nasza pośpieszyła się zanadto z wiadomością o projektowanym klubie cyklistek.

Quis, Pogawędka, w: „Bluszcz”, 1888

 

Kiedy pierwsze bicykle ukazały się na bruku, spoglądano na jeźdźców, jak na cudaków: dzisiaj klub cyklistów wzrasta coraz bardziej a nowy rodzaj sportu, tańszego od hodowli koni wyścigowych. zyskuje gorących zwolenników Ba!... znajdują się tak zapaleni „skoropędziści“, że na wystawę do Paryża wybierają się na swoich stalowych rumakach przez Aleksandrów. Berlin i Kolonią.
Wycieczka taka wymaga około trzech tygodni czasu i silnych muskułów w nogach; zdaje mi się wszelako, że wypada drożej od najwygodniejszej jazdy, obliczywszy koszta kilkutygodniowego utrzymania, wypoczynków w drodze, hotelów i... ewentualnie kuracyi w Paryżu po tak nużącym wysiłku.

Quis, Pogawędka, w: „Bluszcz”, 1889

 

Pierwsze bicykle sprowadzone z wystawy paryzkiej przez zmarłego w tych dniach fabrykanta powozów, ś. p. Romanowskiego, ukazały się 2 na bruku warszawskim w roku 1867-ym.
W trzy lata później, zabiegliwy sekretarz Towarzystwa Dobroczynności, p. Julian Heppen urządził pierwsze w Ogrodzie Krasińskich wyścigi cyklistów na cel filantropijny.
Mógłby przeto bicykl obchodzić swój dwudziesto-pięcioletni jubileusz w Warszawie, ale właściwe jego obywatelstwo i rozpowszechnienie na bruku naszym zaczęło się od założenia klubu cyklistów, który pod szczególniejszą opieką Fortuny, (wynalazczyni pierwszego skoropędu) pozostaje dotychczas.
Za przykładem bogini szczęścia, która po Olimpie już jeździła na welocypedzie, poszły i nasze piękne panie, jakkolwiek dotąd nie liczny ich zastęp odważa się dosiadać żelaznego rumaka.

Quis, Pogawędka, w: „Bluszcz”, 1892

 

Cyklistki warszawskie (bo są i cyklistki!) urządziły przed tygodniem wycieczkę do Sękocina. Było ich dwanaście, a z nich jedna tylko jechała na trycyklu. jedenaście zaś naśladowało w sposobie jazdę mężczyzn, co ani dla zdrowia ani dla przyzwoitości właściwem nie było. Paniom tym towarzyszyło dwóch panów, mających pomiędzy niemi żony. Wycieczka trwała od 6½ zrana do 2 po południu.

Z chwili bieżącej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1892

 

W obecnej chwili większość elegantek używa jeszcze przyjemności jesieni wyjątkowo pięknej w tym roku; rozkoszując się słońcem bez upałów wolą jeszcze jeździć konno a nawet polować aniżeli w murach miasta myśleć o strojach jesiennych. Amazonki i kostiumy myśliwskie a nawet ubrania do jazdy na welocypedzie zajmują więcej niż suknie wieczorowe.

O ubiorach, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1892

 

Oto u sprężystych cyklistów, odbywa się piąty konkurs, z udziałem dam... No, tak, z udziałem „sprężystych" dam.
Program konkursu:
1) Holendry zewnętrzne na przód.
2) Jazda z pętlą.
Odznaczenia: żetony srebrny i bronzowy, oraz nagroda honorowa, w przedmiocie pamiątkowym, ofiarowana przez redakcyę jednego z pism codziennych.
To mi postępowa redakcya! To rozumiem; wprawdzie nie próbuję, wziąwszy „le courage a deux mains," ogłosić swego nazwiska, no, ale wiemy przecież wszyscy, kto zwykł u nas rozdawać nagrody.
A więc, brawo! Holendry zewnętrzne na przód i jazda z pętlą! Pan nie rozumiesz co to znaczy? Ja też, co prawda, nierozumiem. Ale to nic nie szkodzi. Cieszę się, że „sprężyste" komiwojażerki i posłanki, bo o nie to zapewne chodzi, będą mogły uwijać się na bicyklach, oszczędzając spracowane muskuły... że zdobędą siłę w nogach, skoro im ona w głowie niepotrzebna.

Z tygodnia, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1893

 

O plebiscycie nowym a w swoim rodzaju jedynym, donoszą z Paryża. Troskliwi o udział, jak można najszerszy, kobiety w życiu sportowem, postanowili odwołać się do opinii publicznej, aby sprawdzić, jak się ta wszechwładna pani zapatruje na kobiecą jazdę welocypedową. Odniesiono się zatem do rodzaju głosowania powszechnego; zapytania rozesłane są do wszystkich, którzy z tego lub owego tytułu, mają prawo do wtrącenia swego pro lub contra.
Ale nie bardzo głęboko sięga w motywach swoich kwestyonaryusz o którym mowa. Nie idzie tam bynajmniej o to, czy to jazda właściwa dla kobiet ze względów hygienicznych, czy potrzebnie wciąga ona kobietę w życie sportowe, które trudno uważać jako atmosferę dla kobiety odpowiednią; nie mówi się też co ma do zyskania na welocypedowej jeździe przyszła małżonka i matka rodziny; tego wszystkiego niema, ale natomiast inne względy brane są pod uwagę; o co innego pyta kwestyonaryusz. Idzie mianowicie o to, czy dyktująca światu prawa we wszystkiem co wdzięku a tem samem mody dotyczę, kobieta francuzka, nie utraci nic ze swego naturalnego, przez tyle pokoleń wypracowanego powabu, czy przeciwnie nabędzie męzkiej maniery, która obniży ten urok, dotychczas niepodlegający konkurencyi.
Posypią się tedy odpowiedzi, o których w swoim czasie zawiadomić naszych czytelniczek nie zaniedbamy.

To i owo, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1894

 

Zobaczmy co słychać w tej sprawie niżej nieco tak na przykład w high-lif'ie paryzkim. Tamtejszy Moniteur de la mode w numerze z 28 Lipca r. b. drukuje odezwę podpisaną M. de Saverny, którą przytaczamy dosłownie.
„Co wy sobie myślicie, piękne czytelniczki moje, latając na tej niemądrej maszynie, którą zowią bicyklem, po ulicach miasta i drogach lasku?
„Czyście nie mogły wynaleźć dla siebie czegoś więcej harmonijnego, mniej brzydkiego, a nadewszystko mniej nieprzyzwoitego?
„Odkądże to wydaje wam się rzeczą właściwą i odpowiednią kobiecej godności, prezentować publice nogę obciśniętą aż do kolana?
„A ta wasza pozycya! Wszakże to wywraca wszystkie dotychczasowe pojęcia o wdzięku kobiecym. Że też żadna z was nie może widzieć samej siebie z tymi ruchami nóg, z tą głową wciśniętą w ramiona. Gdyby się nie robiło przykro patrząc na was w tej pozycyi, doprawdy, że boki ze śmiechu zrywaćby można.
„Boże jakież to brzydkie i pospolite!"

Ze sportu welocypedowego, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1894

 

Jest pewna część młodych kobiet i młodych panien jednak, które sobie nabiły w głowę, że im to nic nie ubliża latać po drogach publicznych, ocierając się o pewnego rodzaju kobiety, te właśnie którym rozrywka ta najbardziej się podoba i przystoi.
Ale się też dobrało wszystko do harmonii w tym sporcie, bo i maszyna sama i kostyum wart maszyny, a postawa warta maszyny i kostyumu.
A wiele to tam szczegółów drobnych na które oburzyć się trzeba:
Oto na przykład widzimy w lasku biegnący powóz, a w nim kobietę, jak się wydaje zupełnie przyzwoitą. Jest też taką o ile sądzić wolno z nazwiska, które nosi. W jej rodzinie wszystkie kobiety były przyzwoite.
Naraz na zakręcie drogi ta dama spostrzega służącego, który prowadzi jej bicykl. W jednej chwili powóz zatrzymuje się, dama wyprostowywa się, opuszcza spódniczkę w głąb powozu i ukazuje się oczom przechodzących w swojej opłakanej liberyi.
Jak się pokazuje, jej nie razi to przedstawienie, które robi z siebie na korzyść pierwszego lepszego ulicznego włóczęgi i całej zgrai tego rodzaju gapiów, no ale skoro nie razi jej, to razić musi nas za nią i za jej podobne.
Można nie być kobietą dzikiej, klasztornej cnoty, żegnającej się krzyżem świętym przed pokusami tego świata, ale opuszczać publicznie dolne ubranie bez względu na to co się tam znajdzie pod spodem, ujść może tylko na estradzie wątpliwej sławy teatrzyku.
I gdzież są wielkie damy starych francuzkich rodów? Coby one powiedziały zobaczywszy swoje wnuczki ujmujące się w biodrach, palące papierosa na drodze publicznej miejskiej i przebierające się za cyrkowych poliszynelów?
Narzekają nasze staruszki matki i babki, ale lepiejby zrobiły, żeby resztą powagi i wpływu stowarzyszyły się przeciwko temu naporowi amerykańskiego wychowania, które nam zaczyna życie rodzinne nasze, doszczętnie przewracać.
Dosyć było flirtu jako obyczaju; bicykl jest uwieńczeniem.

Ze sportu welocypedowego, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1894

 

Od bucików przerzucamy się na zakończenie do przechadzek pieszo, za któremi z wielkim zapałem głosuje wiele Paryżanek. Minęły chyba bezpowrotnie czasy, gdy kobiety z dobrego towarzystwa ukazywały się tylko w powozach, dziś zupełnie zmieniły się zwyczaje i warunki. Przez poznanie i zrozumienie hygieny kobiety stają się ruchliwe, emancypacya popchnęła je do polowania, widzimy je na welocypedach, na łyżwach ślizgają się znakomicie, a praktyczna oszczędność i dbałość o zdrowie zachęca je do kursów pieszo.

O ubiorach, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1894

 

Czytelniczki nasze spędzające lato na wsi uprzyjemniają sobie pobyt jazdą konno, pływaniem łódką, jeżdżeniem na welocypedzie i t. p. w przeszłym kwartale przedstawiliśmy modele toalet do wszelkiego rodzaju sportu i do gier na świeżem powietrzu, dziś dodamy tylko najświeższe szczegóły.

O ubiorach, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1895

 

Jazda na welocypedzie znajduje u nas o wiele mniej zwolenniczek niż jazda konno i słusznie, bo o ile na koniu w amazonce figura przedstawia się pięknie i korzystnie, to na rowerze jadąca kobieta jest tylko o krok od śmieszności, ruchy są nieestetyczne, równowaga trudna, damski fason sukni niedogodny w ruchach, więc ubiór zbliża się trochę do męzkiego i przez to traci wdzięk właściwy. Trudno być pełną gracyi w spódnicy formą szerokich bufiastych majtek, w bluzie przyciśniętej stanikiem kamizelkowym sukiennym z guzikami metalowemi; kapelusz melonik czarny, rękawiczki z psiej skóry, kamasze trykotowe.

O ubiorach, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1895

 

Z każdym dniem wzmagające się upały, przynaglają do szybkiego opuszczenia miasta, w którem pozostają w lecie tylko osoby skrępowane jakimś obowiązkiem lub okolicznościami. Ogół zajęty wyborem miejscowości do spędzenia lata, jakiej stacyi klimatycznej, kąpielowej lub tylko spokojnego ustronia wiejskiego. Jedni wyjeżdżają goniąc za zabawą, drudzy ratując zdrowie, inni szukając świeżych wrażeń — stosownie do tych różnorodnych warunków przygotowują się toalety letnie. Starając się zawsze zadowolić wymagania i potrzeby wszystkich naszych czytelniczek dzisiejsze sprawozdanie poświęcimy ubiorom podróżnym, u wód, na wsi do jazdy konno, do welocypedu it.p.

O ubiorach, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1895

 

Ciężkie godziny przyszły na tę maszynę w Berlinie w ostatnich tygodniach ubiegłego miesiąca. Ciężkie, mówimy, bo z trybunałem takim jak berlińskie: „Verein fur innere Medicin" żartów nie ma żadnych, a o kilku tygodniach wspomnieliśmy ze względu, że już przez dwa Poniedziałki, które są dniami przeznaczonymi na zebrania Towarzystwa, toczą się tam rozprawy o wpływie jazdy welocypedowej na zdrowie ludzkie i o tem w konkluzyi, czy należy ją zalecać lub odradzać i w jakich mianowicie wypadkach szczególnie.
Z oskarżeniem nader surowem wystąpił docent fakultetu berlińskiego dr. Mendelsohn i w tym duchu zredagowaną jest właśnie jego praca, którą zebranym znakomitościom medycyny niemieckiej do rozpoznania przedstawił. Rozprawa nosi tytuł: „Czy można się zapatrywać na jazdę welocypedową jako na ćwiczenie ciała, mogące przynieść organizmowi pożytek?"
Dr. Mendelsohn utrzymuje, że jego praktyka lekarska osobista, daje mu na to zapytanie odpowiedź całkowicie ujemną. Pozycja jaką z konieczności przyjąć musi jadący, sprowadza wedle niego nieuchronne zakłócenia w organizmie, których stopień i zaostrzenie robi on zależnem od częstszego i forsowniejszego używania jazdy.
Jako środek leczniczy nie przypuszcza dr. M., aby można zalecać bicykl w jakimkolwiek wypadku, a co się tyczy używania tego ruchu przez ludzi w wieku późniejszym i dzieci, uznaje go jako szkodliwy bezwarunkowo.

T.M., Bicykl przed sądem, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1896

 

Z kolei przyszedł na stół welocyped jako stosowany dla kobiet. I tutaj dr. Leyden miał sposobność częściowego przynajmniej usprawiedliwienia tej maszyny, przytaczając dobre skutki jakie mu dało stosowanie tego środka dla kilku pacyentek nerwowych, chociaż wrażenie głosu znakomitego klinisty niemieckiego zatarło się do pewnego stopnia pod gromami prawdziwymi tajnego radcy d-ra Fürbringera, który ze względów hygienicznych i etycznych zarazem jazdę na bicyklu uważa dla kobiety za nieodpowiednią zupełnie.

T.M., Bicykl przed sądem, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1896

 

Zawziętość uprawiających sport kołowy należy, jak się pokazuje do niezwyczajnych, skoro adepci i adeptki źadnemi przełożeniami odstraszyć się nie dają. Tym razem wystąpiło z ostrzeżeniem pismo lekarskie „Lancet," które w osobnym artykule zapowiada żeńskiej połowie rodzaju ludzkiego zupełną utratę pięknego kształtu ręki na skutek oddawania się kołowym ćwiczeniom, jak się o tem lekarze z codziennej praktyki przekonywają. Wielki wysiłek mięśniowy obu rąk zagraża podobno ich wyglądowi estetycznemu, co stanowić powinno samo przez się niebezpieczeństwo dosyć groźne. Nie można jednak żywić nadziei, żeby się w ten sposób kobietę dzisiejszą zrazić dało, bo jeśli nie może ona uwierzyć w to, iż cały jej wygląd i ruchy na rowerze pod względem wdzięku pozostawiają wiele do życzenia, to już i o piękność ręki nie będzie jej szło prawdopodobnie.

To i owo, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1896

 

Reklamowanie sportu kołowego dochodzi wogóle do bezwstydu. Oto świeżo interwiewował niby Zolę jakiś pan, któremu romansopisarz francuzki miał wyznać, że zdaniem jego rower jest czynnikiem uspołeczniającym, że wytwarza on koleżeństwo i przyjaźń i że niewątpliwie przeznaczone są te dwa kółka, aby z czasem zmieniły postać świata.
Nie potrzeba udowadniać, że to jest kłamstwo bezczelne, ale dobrze byłoby wiedzieć, co mógł dostać taki pan interwiewer od fabryki rowerów za te kilka wyrazów.

A.S., Warszawa, w Sierpniu 1896 roku, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1896

 

Jazda na rowerze jako ćwiczenie gimnastyczne, bywa nieraz ze względów hygienicznycb zalecana kobietom nawet przez doktorów— nie potępiamy jej bezwzględnie ani zalecamy, zostawiając w tym względzie decyzyę rodzicom lub mężowi. Nadmieniamy tylko, że sport ten kwitnie zagranicą a u nas rozpowszechnia się coraz więcej. Co do kostiumu dla cyklistek, to namyślano się długo, jakiej formie dać pierwszeństwo, czy bardzo szerokim bufiastym majtkom czy też spódnicy do nich zbliżonej? Nakoniec Redfern stał się twórcą niezrównanego modelu, łączącego w sobie spódnicę i majtki w sposób bardzo zgrabny i całkowicie ukrywający przed oczami zjednoczenie formy majtek i spódnicy. W N-rze 27 Tyg. Mód daliśmy ryciny przedstawiające dwa najmodniejsze fasony: jeden spódnicy-majtek złożonej z dwóch spódniczek cloche, złączonych w górze z przodu i z tyłu szwem ukrytym pod fałdami. U dołu od spodu dodana część oddzielna ściągana na sznurek tworzy nogawice zupełnie niewidoczne. Spódnica taka jest bardzo szykowna i zostawia całą swobodę ruchów. Drugi fason tem różni się od opisanej powyżej jupe-culotte, że dopełniony jest tuniką fartuszkową. Stanik ma formę żakietki zapiętej albo otwartej, krótkiego wolnego paletocika z plecami nieprzeciętemi i bez boczków, albo bluzka przykryta pikowem bolero. Szmizetki fałdziste, żaboty, krawatki tiulowe, stanowią modne dopełnienie, gdyż zaznaczamy, że kostium cyklistki należącej do dobrego towarzystwa do high-life’u, zatraca wszelkie cechy męskie a z każdym dniem nabiera więcej kobiecego wdzięku w szczegółach i dodatkach, do tego stopnia, że kapelusz cyklistki przybrany jest na wzór kapelusza spacerowego. Materyały najwięcej używane są letnie mohairy i serge, alpega, pika i płótno. Angielki i Amerykanki noszą kostiumy formą opisaną powyżej—paryżanki używają spódniczek bardziej zbliżonych do majtek culottes de Manby, krajanych zupełnie skośno w ten sposób, żeby największa szerokość była u dołu; kilka fałd złożonych na biodrach, przepiętych patkami, stanowiącymi przybranie. Przy kostiumach wełnianych w kratkę białą i czarną, albo niebieską kładą bolero z alpagi czarnej czy granatowej, albo z piki białej.

O ubiorach, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1896

 

Ale oto stokroć ważniejszą rzeczą jest rozpanoszenie się sportu. Nie dość, że mu przypisują to, na co w rzeczywistości zasługuje: wzmocnienie muskułów, dobre oddziaływanie na trawienie, za czem idzie odżywienie ciała, wzmocnienie sił fizycznych, humor i zdrowie — lecz już zakreślają mu tak szerokie granice, o jakich ani świat ani korona polska nie marzyła. Sport ma wpłynąć na większe uobyczajenie ludzkości, a przez zbliżenie się dwóch płci ku sobie wyrównać różne nieprawidłowości tkwiące w tym wzajemnym stosunku i wszelkie zło za dziesiątą górę przepędzić. Dotąd starzy zacofańcy myśleli, że tę przemianę dokazać tylko może wychowanie religijne, wiara w Pana Boga, a w ciężkich chwilach życia modlitwa i poddanie się woli Najwyższej — krom tego, miłość, jaka powinna ożywiać serca dzieci w stosunku do ich życiodawców.
Gdzie tam!
Rodzina już się staje przesądem, o modlitwie z przekąsem się mówi, a Pana Boga jako tako się jeszcze znosi. Inna całkiem przyczyna jest łotrowstwa chłopców, a przedwczesnego wykluwania się ząbków u dziewcząt. Oto brak zamiłowania to sportu, który powinien być jedyną dźwignią przyszłego pokolenia. Młodzi nie powinni spotykać się już pod czujnem okiem matki, zalecane jest stanowczo oswobodzenie się z tych więzów, lepiej się poznają, zrozumieją i ustrzegą gdy puszczą się na łyżwach po zamarzniętej szybie stawu, a przedewszystkiem są zalecane dalekie na rowerach wycieczki, dla oswojenia się i przyzwyczajenia się.
Nie myślcie, łaskawi czytelnicy, że to się tylko tak mówi, nie — to się tak pisze i w jak najlepiej wierze—radzi. Przodownictwo w wychowaniu ma ująć w ręce swoje—sport, z którego bije „samopoczucie stanu cyklistowskiego.“
„My, ludzie koła — mówią cykliści wiedeńscy— stanowimy jedność; należymy do siebie nawzajem i chcemy być sami u siebie; tworzymy gminę toczącą się, państwo w państwie, — państwo na kołach z pneumatycznemi gumami.“ — „Sport jest rzeczą szlachetną i społecznie użyteczną. Nawiązuje on węzły pomiędzy ludźmi, wytwarza spokój i zgodę.“
Dla czego miałyby kobiety być pozbawione tego dobrodziejstwa?
Dla czego - i ja nie widzę dobrej racyi, gdyby ów sport byt uważany jako zwyczajna rozrywka bez żadnych edukacyjnych pretensyj.
Ale nie - sport właśnie ma być i edukacyą razem.
Zbytniemu rozwielmożnieniu się tego pana, bądź co bądź, stanie matka. Lecz daremnie ideowiczom mówić, że głos jej mieć musi i powinien pierwszorzędne znaczenie, boć to dziecię na świat wydała ona, karmiła własną piersią, wszczepiała pierwsze zasady prawdy i piękna i życie jej z tem dzieckiem jest zawsze połączone — oni tworzą teorję nowego ukształtowania się społeczeństw, uważając ustrój rodzinny za coś już straszliwie zmamuciałego, przeciw czemu coś całkiem nowego postawić potrzeba.
Co?
Trem—bem... Ni w pięć ni w dziewięć coś się gada, ale jakoś ostatecznie teoryi swoich zdefiniować nie mogą. Wsiedli tym czasem na sport i jazda. Nie dziwimy się, że młodym umysłom ponętna się staje wszelka samowola; bo cóż to szkodzi, jeżeli młodziutka dziewczyna z młodziutkim chłopakiem na gumowych kołach potoczy się daleko. A jeżeli tatko się skrzywi, mama niezadowolenie okaże — to rozumek wnet się oślepia teoryą nowego ukształtowywania się społeczeństw, owym postępem, tak zawsze ponętnym i wyższością pojęć tchnącym. Zaleca się ów sport, pod grozą rozpadnięcia się rodziny. Taki to już duch czasu, a kto tego pojąć nie zdolny, sam sobie będzie winien, jeżeli samotny zostanie.
Ostatniemi czasami, niektóre pisma nasze na gwałt się wzięły do zachęcania nas do rozrywek sportowych.
Dla czego?
Jakto dla czego — przecie o tem tak dużo zagranicą się mówi. Zresztą gdzie a gdzie, to właśnie u nas sport jest na dobie, bo cóż my lepszego do roboty mamy? Prawda, że ktoś tam mówił inaczej, a nawet twierdził uparcie, że gdzie a gdzie, to u nas nie rozluźniać lecz zacieśniać potrzeba węzły rodzinne, że rodzina zresztą jest jeszcze jedynym tym morem, w którym nie wiele dotąd luk zrobiono, po za który pada światło jasne i czyste i zdrowe, jakiego już nigdzie nie znajdujemy. — Jeżeli tak jest, a tak jest, to niewolno tknąć tego muru.
Ale któż mówi o rozluźnieniu węzłów rodzinnych — wszak tego nie powiedziano wcale?
Wyraźnie — tak! Ale z ubocza nie jedną już strzałkę puszczono,—bo cóżby znaczył wyczytany przeze mnie taki naprzykład frazesik:
„Dzisiaj obcowanie młodzieży obojga płci musi być dłuższe i częstsze niż dawniej, ale rodzina musi się do tego przystosować.“
Jak?
„Jednym z najlepszych sposobów tego przystosowania jest odjęcie temu stosunkowi charakteru dorywczości, ukradkowości i nagłości. Młodzież męzka i żeńska nie powinna się składać z luźnych kupek samców i samiczek spędzanych od czasu do czasu — (czyściej po polsku byłoby: kiedy nie kiedy) pod czujnem okiem pasterza.“ (Oczywiście, że tym pasterzem jest głowa rodziny: ojciec lub matka.) „Musi młodzież od najmłodszego wieku uczyć się (rozumie się sama,) wytwarzać z siebie małą społeczność, mającą własne swoje ściśle obowiązujące prawidła wzajemnej uczciwości i honoru.“’ (No, ale kto ją nauczy tego bez pasterza?) Ba! ku temu mają służyć odbywane „bez oka rodziców dalekie wycieczki,“ które wytworzą „zasady nie chwilowo — eleganckiego, ale stałego, uczciwego obcowania.“
Oględnie więc i bardzo delikatnie czujne oko rodzicielskie usunięte zostało, a uczciwość zasad mają wytworzyć bez nadzoru starszych dalekie wycieczki.

??, Pogawędka, w: „Bluszcz”, 1896

 

Niedługo przyjdzie zapewne rozpocząć nową rubrykę modną, kostyumów i przybrań cyklistek, gdyż sport ten panie tutejsze coraz więcej uprawiać zaczynają.

L.S., Korepondencya paryzka. Przegląd mód, w: „Bluszcz”, 1896

 

Nie sąż emancypantkami te panie, które dosiadają bicykla i ku uciesze tłumu przelatują z szybkością błyskawicy? czy może na jaką robotę tak śpieszą? Oh, to wątpliwe, i lepiej o cel tego pościgu nie pytać.

Szczęsna, Nieporozumienia, w: „Bluszcz”, 1896

 

„Gazeta Polska" pisze:
O szkodliwym wpływie sportu cyklowego na zdrowiu odzywał się już nie jeden głos fachowy. Wiadomem jest, jak niekorzystnie oddziaływa jazda welocypedowa na funkcje serca, obecnie jeden z amerykańskich lekarzy cierpień nerwowych ogłosił szereg ciekawych, własnych obserwacyj nad chcrobliwemi urojeniami, których ofiarami stają się cykliści.
Wogóle narzekają ci pacyenci na szczególne halucynacje, którym ulegają podczas jazdy. Pewnego razu naprzykład zgłosił się do lekarza człowiek młody, cyklista z prośbą, aby mu zbadał oczy. Nieznalazłszy w oczach nic anormalnego, objaśnił to lekarz pacyentowi, ale ten przedstawił mu, że jadąc na rowerze, widzi ciągle przed sobą przepaść i doznaje nieustannie uczucia, jak gdyby drzewa, domy i ludzie, których spotyka, cofali się, a w końcu znikali w gęstej mgle.
Lekarz po zbadaniu przekonał się, że cyklista podczas jazdy, nieprzerwanie prawie wpatruje się w przednie koło roweru, zalecił pamięć ciągłą, aby tego unikać, a po odwyknięciu od złego nałogu, wzrok powrócił do zwykłego stanu.
Pewną cyklistkę zaczęło dręczyć urojenie, że gdy jedzie sama, pędzi tuż za nią mężczyzna, że dosięgnie ją niebawem i przejedzie; innej zdawało się, skoro tylko spostrzegła wóz, że ten ją niechybnie przewróci, a konie stratują. To uwidzenie przejmowało ją takim strachem, że była zmuszoną zupełnie wyrzec się sportu cyklowego.
Zdarzył się lekarzowi, o którym mowa, i taki pacyent, który zarzucił jazdę na rowerze, albowiem w chwili wsiadania na rower dostawał ataku febry, dygotał całem ciałem, szczękał zębami, a przytem ogarniała go trwoga i przewidywanie jakiegoś nieszczęścia.

Kronika, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1897

 

Tutaj w niezwykle oględnych słowach pewien lekarz twierdzi, że jazda na rowerze prowadzi do stymulacji narządów płciowych podobnej do masturbacji, której przypisywano niezwykle niebezpieczne dla zdrowia skutki:

Na szczególną uwagę zasługuje wpływ szkodliwy cyklizmu na organizm kobiecy.
Niemałą część winy w tym względzie przypisać wypada ścieśnieniu figury, które to wraz z ulubioną przez cyklistów, pochyloną ku przodowi pozycją, sprowadza ucisk narządów, zawartych w jamie brzusznej i jamie miednicy. Występuje tu działanie takie samo, jakiemu podlegają kobiety, trudniące się szyciem na maszynie. W obu razach skurcze mięśni kończyn dolnych, wraz ze wspomnianym uciskiem, wywołują przekrwienie w narządach brzusznych; prócz tego zginanie uda, przez bezpośrednie sąsiedztwo wykonywającego tę czynność mięśnia z pewnemi narządami w jamie miednicy, sprowadza mechaniczne tarcie tychże, które wraz z ich przekrwieniem stanowi czynność usposabiającą do powstania chorób kobiecych.

Dr Mieczysław Goldbaum, Rower a zdrowie, w: „Kurier Warszawski", 1897

 

W sposób jeszcze bardziej zawoalowany informacje te przekazał "Tygodnik Mód i Powieści":

Właściwością dzieciństwa i zdziecinnienia jest nadużycie. Nadużył sport kołowy cierpliwości nauki, i oto zaczynają się mnożyć ostrzeżenia, gromadzi materyał oskarżający i pomimo natrętnego poparcia użyczanego rowerowi przez płyciuteńkie dziennikarstwo, pomimo stugębnej a niewyczerpanej w fortele reklamy firm wyrabiających rowery, pomimo kwestyonaryuszów adresowanych do ludzi zkądinąd wybitnych, ale najmniej kompetentnych w kwestyach dotyczących zdrowia, staje ten rower przed sądem, a lekarze w pismach najpopularniejszych starają się przekonać ogół, że czas ograniczyć zabawkę, która ma już swoją historyą, swoją patologią własną i swoje niestety cmentarze.
U nas stosunkowo było do tej pory przestróg takich najmniej może, boć jak wiadomo jesteśmy maruderami pod każdym względem, i jeżeli co na gruncie naszym przyjmuje się i rozpowszechnia szybko i po nad przewidywania, to jedno chyba głupstwo przybierające najrozmaitsze postacie wedle pory, sezonu, kaprysu, mody i geszefciarskich podszeptów. Ale nareszcie i u nas poczuła się nauka lekarska do obowiązku wytłómaczenia ogółowi czem jest intenzywne uprawianie tego sportu nowego — czem nadużycia mięśni wogóle, i jakie są następstwa wywołane przez tego rodzaju nieopatrzny szafunek sił fizycznych.

Nauka lekarska o sporcie kołowym, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1897

 

Dla uniknięcia zatem szkodliwych skutków jazdy rowerowej, prócz ogólnych w tej mierze prawideł, mających znaczenie zarówno dla mężczyzny, jak dla kobiety, te ostatnie bacznie zważać nadto powinny na swoją odzież i pozycyę podczas jazdy, a dodać musimy, że i budowa siodełka także dotąd nie jest przy stosowana do anatomji ciała kobiecego.
Nadużywanie jazdy na rowerze przez niejednostajne przy tym sporcie ćwiczenie różnych mięśni ciała i niejednostajny następczy ich rozrost, przyczynić się może, jeśli usposobienie odpowiednie istnieje, do skrzywienia kręgosłupa. U dzieci więc, których szkielet nie nabrał jeszcze dostatecznej trwałości, szczególną z temi ćwiczeniami zachować trzeba ostrożność.

Dr Mieczysław Goldbaum, Rower a zdrowie, w: „Kurier Warszawski", 1897

 

Doktór G. przechodzi je porządkiem acz powierzchownie, co wreszcie zupełnie jest zrozumiałem ze względu na popularność pisma, w którem praca jego jest pomieszczoną. I my ograniczymy się tutaj do wzmianki zrobionej powyżej, dodając wniosek ostateczny doktora G., który wypowiada wcale niedwuznacznie przekonanie swoje, uznające jazdę na rowerze jako dla kobiety szkodliwą bezwarunkowo. Nie po to wreszcie staje nauka w obronie pracownicy, zarabiającej ciężko na kawałek chleba przez szycie na maszynie nożnej, iżby dozwalać miała kobiecie sfer używających jazdy na rowerze, która ma w sobie zarody wszystkich niebezpieczeństw tej samej natury, o wiele bardziej zaostrzonych i groźniejszych.

Nauka lekarska o sporcie kołowym, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1897

 

Chociaż jazda na bicyklach, nie bardzo, zdaniem naszem, stosowna jest dla panienek, jednak jako osobliwość podajemy tu rycinę przedstawiającą maleńką, bo zaledwie półczwarta roku liczącą dzieweczkę, która za zręczność swą i wytrzymałość w dalekich nawet wycieczkach, jakie ze swym ojcem i starszymi braćmi odbywa, otrzymała na konkursie cyklistów w Darmsztadzie pierwszą nagrodę.
Młodziuchna laureatka nazywa się Eliza Landau i pochodzi z Moguncyi.

Mała cyklistka, w: „Wieczory rodzinne”, 1899

 

Jazda na bicyklu w umiarkowanym stopniu jest hygieniczną i ortopedyczną odmianą gimnastyki na wolnem powietrzu. Jest ona zdolną u kobiety wzmocnić mięśnie, poskromić nerwy, powstrzymać otyłość i obstrukcyę, zapobiedz tworzeniu się żylaków na nogach, a zarazem służyć za środek przeciw nieczynności, ale to wszystko pod następującym i warunkami:
że się jazdy na bicyklu używać będzie w umiarkowanym stopniu i po dobrych drogach (dlatego też odpowiedniejszym byłby dla kobiety tricykl, bo i powolnie jedzie i dróg wymaga lepszych), oraz, że ograniczy się szybkość jazdy do 10—12 kilometrów na godzinę,
że na powyższą przestrogę będzie się uważać zwłaszcza u dzieci i młodych dziewcząt, gdzie kostnienie jest jeszcze nieskończonem i do najrozmaitszych deformacyj przyjść może,
że się do jazdy nie będzie używać ani ciasnych sukien, ani gorsetów (u wieloródek potrzebną jest opaska brzuszna),
że się zmodyfikuje obecne siodło tak, aby ono nie tarło na części płciowe,
że się podczas jazdy oddychać będzie przez nos, a nie przez usta, bo oddychanie ustami usposabia do nieżytów gardła i krtani i do psucia się emalii zębów i
że się w końcu przestrzegać będzie zasady, że rower nie jest sportem dla kobiet chorych, ba nawet nadużywany przez zdrowe kobiety wywołać może różne cierpienia (n. p. tyłozgięcie macicy według Pinard’a).

Dr Władysław Hojnacki, Hygiena kobiety, Lwów 1902

 

Dawniej przy trudnej komunikacji, krewni i znajomi chcąc odwiedzić kogoś mieszkającego na wsi stale lub osiadłego na letniem mieszkaniu, musieli naprzód zawiadamiać, układać termin przybycia, bawić czas dłuższy, aby wypocząć po trudach podróży. Dziś gdy mamy wiele nowych linji kolejowych, gdy przybyły kolejki podmiejskie, w obec rozpowszechnienia się samochodów a dla panów gdy są rowery — komunikacja jest tak ułatwioną, że nieledwie jak w mieście można składać na wsi wizyty kilkogodzinne, nie robiąc zbytniego kłopotu gospodyni domu, nie potrzebując bynajmniej nocować.

Przyjęcie na wsi, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1904

 

Cyklistki nie noszą już wcale majtek bufiastych, zastępujących spódnicę, które przy najlepszym nawet kroju nie zastąpiły jej nigdy, były bardzo wygodne siedząc na rowerze.ale prawie zawsze śmieszne po zejściu z niego. Obecnie zastąpiono je spódnicą rozdzieloną, lecz z fałdami tak układającemi się iż wcale nie znać rozchodzenia się brytów. Osoby przezorne każą uszyć drugą spódnicę dłuższą, z tego samego co kostjum sportowy materjału, mają więc w razie potrzeby kostjum podróżny, w którym zatrzymując się krótko w drodze, mogą zwiedzać miejscowość chodząc pieszo, być w muzeach, na wystawach i t. p.

O ubiorach, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1905

 

Jazda na bicyklu nie ma z estetyką nic wspólnego, a jakkolwiek, zarówno ze względów hygieny, jak i lokomocyi, sport ten zyskał sobie powszechne prawo obywatelstwa, cyklista, a nadewszystko cyklistka robią i robić będą na nas zawsze wrażenie ujemne; jest coś cyrkowego w tej passyi puszczania się z wichrem w zawody, a samo oszołomienie zmysłów bynajmniej nie sprzyja zachowaniu form etykietalnych. Cóż jednak począć, skoro takt faktem: cyklistek posiadamy legion, a z legionem liczyć się trzeba bezwzględnie. Osoby z najlepszego towarzystwa oddają się temu ćwiczeniu, jakkolwiek trudno przyznać, ażeby ruchy wiewiórki, kręcącej się po klatce, dodawać miały wdzięku i powabu.
Są wszakże wyjątki i skłonni jesteśmy do przypuszczania, iż wyjątkami tymi są właśnie nasze łaskawe czytelniczki.
Czy panie jesteście za spódniczką, czy też wolicie... szarawary? Co do nas, spódniczce dajemy pierwszeństwo; w kostyumie niezbyt kusym można się niepostrzeżenie przemknąć przez wieś czy miasto do składu rowerów, podczas gdy w... żuawkach można się narazić na asystę żaków i na ich niezbyt miłe uwagi i refleksye.
Spódnica tedy - barwy kurzu, nie bijącego w oczy. Kobieta zawsze dosiada »maszyny« damskiej – raz, iż rumak taki jest zupełnie wystarczającym na skromne wycieczki, a powtóre, że można dosiąść go o wiele dyskretniej i bez niczyjej pomocy.
Panie jeżdżą spokojnie, tak, ażeby nie narazić swej koafiury na roztrzepanie, ani też na jakikolwiek nieporządek stroju. Przy tem nigdy nie puszcza się w drogę sama; zawsze towarzyszy jej ktoś, kto się nią może zaopiekować, naprawić maszynę w razie wypadku, obronić przed napaścią psów itd.
Na tandemie kobieta zawsze zajmuje miejsce od tyłu – i bardzo słusznie, gdyż mężczyzna posiada więcej spokoju, lepiej umie panować nad sobą, pewniejszą ręką powoduje maszyną i skuteczniej zapobiedz może wypadkom.

 

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Panie, które zasmakowały w rozkoszach jazdy konnej, gardzą poziomą uciechą roweru. Ale inne? Inne, w kompensacie, dosiadają rumaków stalowych.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

W zapasach cyklowych panie biorą równy udział jak mężczyźni i mogą konkurować o nagrody.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Osoby jeżdżące na rowerze powinny unikać jedzenia przed wyjazdem, i zaraz po powrocie. Najlepszy nawet żołądek nie może znosić żadnych wstrząśnień podczas pracy trawienia, ani trawić dobrze, gdy cały organizm zmęczony jest wysiłkiem. Jeżeli niepodobna obejść się bez pożywienia przed podróżą, należy ograniczyć je do jak najmniejszej ilości. Trzeba też mieć w pamięci, że jazda na rowerze może być nieszkodliwą dla zdrowia tylko przy wielkiem umiarkowaniu, t. j. jadąc z szybkością jednej mili na godzinę, w postawie wyprostowanej; bo nie rower jest niebezpieczny, lecz nadużycia, jakich się dopuszczają jadący zbyt szybko i na dalekie wycieczki.

M.G., Wskazania praktyczne, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1906