Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Młody mężczyzna gotowy do założenia rodziny zaczynał rozglądać się za odpowiednią żoną. Normy towarzyskie jemu pozostawiały cała inicjatywę w tym zakresie, pannie pozwalając jedynie na bierne wyczekiwanie na „starającego”, a potem możliwość przyjęcia lub nieprzyjęcia oświadczyn. W praktyce oczywiście nie zawsze było to tak jednoznaczne.

 

Same oświadczyny poprzedzała faza starań – mężczyzna starał się zbliżyć do wybranki i jej rodziny, z kolei jej opiekunowie starali się go zachęcić bądź zniechęcić. Jednocześnie za kulisami obie strony usiłowały się wzajemnie wybadać co do intencji, perspektyw majątkowych itd. Na tym etapie nie można było składać zbyt wyraźnych deklaracji, czynić obietnic, ani nawet okazywać przesadnej sympatii, gdyż reputacja obu stron – ale panny przede wszystkim – mogła znacznie ucierpieć, gdyby małżeństwo nie doszło do skutku.

 

Zanim się wystosuje formalną prośbą o rękę, bada się delikatnie rodziców panny celem zmiarkowania, czy wogóle mają oni zamiar wydać swą córką za mąż, czy jej już komu innemu nie obiecali, czy im chodzi przedewszystkiem o majątek, a przytem starający dowiaduje się, jeżeli mu na tem zależy — o majątku panny. W ten sposób, gdyby mu najwięcej chodziło o majątek, po zasiągnięciu informacyj, zawczasu cofnąć się może.

Spirydion, Kodeks światowy czyli Znajomość życia we wszelkich stosunkach z ludźmi. Na podstawie dzieł Pani d'Alq ułożył, Warszawa, Kraków 1881

 

Czasem – a powinnoby tak być zawsze – młoda panienka, choćby najlepiej usposobiona dla swego wielbiciela, pragnie jednakże poznać go lepiej, zanim da ostateczną odpowiedź temu, który pragnie zapewnić jej szczęście w przyszłości. W takim razie zaprasza się go do domu przy każdej sposobności, ale jeszcze nie na stopie poufałej.

Baronowa Staffe, Zwyczaje towarzyskie, Lwów 1898

 

Młody człowiek, spotkawszy w towarzystwie panienkę, która mu się spodobała i z którą pragnie się ożenić, winien dać się jej poznać, a przekonawszy się, że z powierzchowności nie jest jej niemiłym, zacząć jej dyskretnie asystować i następnie prosić o pozwolenie złożenia wizyty w domu jej rodziców lub opiekunów. Taką wizytę składa się zwykle w najbliższy dzień świąteczny, zaraz po sumie, przyczep młody kandydat do stanu małżeńskiego powinien mieć na sobie garnitur tużurkowy, rękawiczki kolorowe, krawat czarny, cylinder w ręku. Wchodząc do salonu, zdejmuje rękawiczkę przynajmniej z reki prawej (inni są zdania, że lepiej wcale nie mieć rękawiczek na rękach), wita się uprzejmie ze wszystkimi, począwszy od „mamusi”, której jeszcze w rękę nie całuje, poczem rozpoczyna rozmowę o przedmiotach natury obojętnej, o niczem, przez całe pół godziny – t. j. przez czas trwania wizyty – nie dając poznać o właściwym celu swego przybycia. Na pożegnanie, o ile spostrzeże dobre przyjęcie, powinien panią domu pocałować w rękę, pannę zaś uścisnąć za rączkę delikatnie ale znacząco, o ile panna będzie w salonie, czego się zwykle w takich razach unika.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Teraz, młodzieniec, tak dobrze drogą własnych spostrzeżeń, jak i przez którego z wiernych i zaufanych przyjaciół, dowiaduje się o wszystkiem, co może mu dać dokładne pojęcie o charakterze i gustach panny. Przez przyjaciela również lub osobę zaufania powinien się poinformować, jak przyjmą jego oświadczyny.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Jeżeli w zamian za pierwsze swoje odwiedziny młody człowiek otrzyma rewizytę „papy”, brata lub krewnego panny, to może być pewnym, że go mile widzą i pośpieszyć w parę dni z drugą wizytą. Wtedy już, przy dyskretnem opuszczeniu salonu przez pannę, wszczętą będzie rozmowa o interesach pieniężnych, mających zabezpieczyć przyszły byt małżonków. Jeżeli kandydat odpowiada warunkom, wymaganym przez opiekunów panny, to zapraszają go do stałego bywania w domu i wyznaczają mu dzień następnych odwiedzin. Jeżeli zaś opieka jest pod jakimkolwiek względem niezadowoloną, to prosi kandydata o zostawienie czasu do namysłu, wtedy młody człowiek powinien czekać, dopóki nie zostanie zaproszonym.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

W czasie drugiej wizyty kandydata, panna znajduje się w kole swoich krewnych, ubrana skromnie, ale z gruntownem wyróżnieniem swojej toalety.
Taka wizyta trwa o wiele dłużej niż pierwsza i najlepiej złożyć ją w godzinach popołudniowych.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Młody człowiek, spotkawszy w towarzystwie panienkę, która mu się podobała i z którą pragnie się ożenić, przedewszystkiem powinien oczywiście poznać się z jej rodzicami i z nią samą, jeżeli nie znał ich przedtem. Następnie powinien, tak dobrze drogą własnych osobistych spostrzeżeń, jak i przez któregokolwiek z wiernych i zaufanych przyjaciół dowiedzieć się o wszystkiem, co może mu dać dokładne pojęcie o charakterze i gustach panny, którą zamierza uczynić dozgonną towarzyszką swojego życia. Przez przyjaciela również lub osobę zaufaną powinien się poinformować, jak przyjmą jego oświadczyny, zarówno rodzice panny, jak i ona sama. Informacya ta bynajmniej nie jest zbyteczną, bardzo jest przykro bowiem znaleźć się w położeniu człowieka, którego spotkała odmowa, czyli w położeniu konkurenta odpalonego.
Oczywiście można się o tem dowiedzieć jeszcze wcześniej, przed poznaniem się z panną i jej rodzicami. Przekonawszy się, że oświadczyny będą przyjęte, młody człowiek może się przedstawić rodzinie.
Zazwyczaj w czasie tej wizyty panna się nie pokazuje, prowadzoną jest bowiem rozmowa o interesach pieniężnych, mających zabezpieczyć przyszły byt małżonków.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Jeżeli młody człowiek odpowiada warunkom, wymaganym przez rodziców panny, to zapraszają go do bywania w domu i wyznaczają mu dzień następnych odwiedzin. Jeżeli zaś rodzice panny są pod jakimkolwiek względem niezadowoleni, to proszą kandydata o zostawienie im czasu do namysłu; wtedy młody człowiek powinien czekać, dopóki nie zostanie zaproszonym.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

W czasie drugiej wizyty młodzieńca panna znajduje się w kole swoich krewnych, ubrana skromnie, ale ze smakiem. Młody człowiek ma na sobie ubranie według surowych przepisów etykiety, a nieumiejętne lub niedbałe utrzymanie stroju uwalanem bywa w danym razie za brak kardynalnego warunku do bywania w przyzwoitem towarzystwie.
Następują oświadczyny, które, w imieniu kandydata, wygłasza jego ojciec lub matka, blizki krewny, albo nareszcie poważniejszy wiekiem przyjaciel

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Ze względu na dyskrecję całego procesu ostrzegano czasem panny, aby zawsze uważały na swoje zachowanie – każdy mężczyzna mógł okazać się nieoczekiwanym konkurentem:

Dar znalezienia się przyzwoitego w takich razach, jest dowodem znajomości świata i tylko nauka życia wskaże właściwe ku temu środki. Pewna młoda osoba, która zadużo sztywności i zbytecznego chłodu w podobnem zdarzeniu okazywała swemu sąsiadowi przy stole, nie poszła za mąż. Młody człowiek, który obok niej siedział, miał zamiar starać się o jej rękę, zanim zaś sprezentował się rodzicom, chciał zdaleka poznać swoją przyszłą. Zachowanie się na wpół impertynenckie i niegrzeczne, oddaliło go od niej raz na zawsze.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

W 1864 roku miłość Anny Działyńskiej i Stanisława Potockiego rozkwitała przede wszystkim na ślizgawce. Długo jednak pozostawała niewypowiedziana, ze względu na sprzeciw pani Celestyny Działyńskiej:

Wówczas namiętnie lubiłam się ślizgać na łyżwach, choć dobrze jeszcze nie umiałam i męska ręka była bardzo pożądana. Staś zjawił się na ślizgawce i mama rada nawet była, że mnie komuś może powierzyć na dość obszernym stawku grossgarteńskim. Tu już Staś był inny, wesoły, odważniejszy i już zupełnie inaczej mi się przedstawiał. Każda partia ślizgawki zatwierdzała mnie w moim pierwotnym postanowieniu. Nie umiałam nic przed matką ukrywać, mama ciągle Podolem mnie straszyła daremnie, a Staś coraz głębiej do serca wrastał, godziny ślizgawki oczekiwałam z upragnieniem, nie odwracając głowy, instynktownie wiedziałam, kiedy Staś na ślizgawkę przybywał. Wsparta na jego ręku, pod wpływem jego wzroku, łyżwując w takt bardzo ładnej muzyki czułam się tak szczęśliwa, jak nigdy.
Ale niedługo to potrwało, a było dużo ku temu powodów. Mama coraz stanowczej przeciwną wszelkie myśli matrymonialnej się okazywała. Staś czuł, że się zakochał, a nie sądząc, aby mnie mu dano, zaczął mnie systematycznie unikać, co wielkim było dla mnie cierpieniem; tym bardziej, że bardzo czasem niezgrabnie mu się to udawało. Widząc mnie z daleka na ulicy, wpadał z komicznym pośpiechem do pierwszego lepszego sklepu lub w boczną ulicę; przy bliższym spotkaniu siadał na boku i ze smutkiem wpatrywał się we mnie, czułam, nie patrząc, magnetycznym wpływ jego oczu i nie umiałam sobie tego wszystkiego wytłumaczyć.

Anna z Działyńskich Potocka, Mój pamiętnik, Warszawa 1973

 

W przypadku Magdaleny z Grabowskich i Antoniego Kieniewicza, którzy wzięli ślub w 1901 roku, inicjatywa wyraźnie wychodziła ze strony panny:

Wielokrotnie Lala zwracała się do mnie z prośbą, a czasem wydawało mi się jakby z rozkazem, bym przybył na taki to bal i z nią tańczył mazura. Nie tolerowałem jednak podobnych wymagań i z góry na wszystkie propozycje takowe raz na zawsze udzieliłem odpowiedzi odmownej. Nie wiem, jakie w tej małej główce wówczas powstało mniemanie, czy gniew, smutek, czy też zrozumienie? Bardzo mi było przykro odmawiać prośbie milutkiej panienki, pod żadnym jednak warunkiem nie mogłem zmienić mojego mocnego postanowienia.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

Jakkolwiek byliśmy ze sobą blisko spokrewnieni, ojciec Lali, o wiele starszy ode mnie, był jednak ciotecznym bratem moim, wobec tego Lala była moją siostrzenicą w drugim stopniu, a jednak zawsze do siebie zwracaliśmy się per pan i pani. Gdy żegnałem się po śniadaniu, odezwała się do mnie tymi słowy: „Już jeżeli pan kategorycznie odmawia tańczenia ze mną w czasie karnawału, to może się pan zgodzi przychodzić do nas wieczorem przed każdorazowym wyjazdem na bal dla wypowiedzenia swego zdania o mojej toalecie”. Rozczuliło mnie do głębi to tak proste i szczerze wypowiedziane zaproszenie; po raz pierwszy, dziękując, pocałowałem ją w rączkę na pożegnanie. W jakim to nieraz pośpiechu około godziny dziesiątej wieczorem gnałem na Bracką, by zastać jeszcze państwa Grabowskich w domu przed wyjazdem na bal i wyrazić swój zachwyt, podziw na twarzową dzisiejszą toaletę, lub też ze smutkiem się odezwać: „Lecz w onegdajszej było najcudniej!!”

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

Niektóre małżeństwa zawierały się najwyraźniej bez uprzednich podchodów – Maria Górska tak opisuje małżeństwo Waldemara Weyssenhoffa z Marią Ledóchowską:

Oryginalnie ułożył się ten mariaż. Pani Czosnowska (nie bierna ona!) poznawszy dwoje istot z powołaniem do matrymonialnego życia, postanowiła te dwie dobre wolem nic o sobie nie wiedzące, połączyć.
Powiedziała więc pannie Ledóchowskiej:
„Pójdziesz za Weyssenhoffa.”
a Walusiowi:
„To dla ciebie żona”.
Zaprosiła ich razem na obiad, widzieli się wtedy drugi raz, a za trzecim podeszła do rozmawiających młodych, zapytała, czy już można im winszować, kazała przynieść wina i rzecz była ubita i ogłoszona.

Maria z Łubieńskich Górska, Gdybym mniej kochała, t. II

 

Visit Czas's profile on Pinterest.