Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Po oświadczynach i ewentualnych negocjacjach rodzinnych następowały oficjalne zaręczyny. Zazwyczaj wiązały się one z przyjęciem dla najbliższych krewnych i przyjaciół, ale czasami po prostu rozsyłano listowne zawiadomienia. Z tą chwilą narzeczeństwo było już publiczne i oficjalne. Raz ogłoszonych zaręczyn nie można było zerwać bez bardzo poważnej przyczyny, a i tak wiązało się to z pewnym skandalem, zagrażającym zwłaszcza panieńskiej reputacji (za to mężczyzna zrywający zaręczyny ryzykował plamę na honorze).

 

Gdy planowane małżeństwo zostało oficjalnie ogłoszone, życie narzeczonych zmieniało się. Mogli oficjalnie spędzać czas razem (chociaż pod nadzorem), dozwolone były pewne swobody w zachowaniu. Z drugiej strony ich udział w życiu towarzyskim znacznie się ograniczał. Rodzina panny zajmowała się szykowaniem wyprawy i przygotowaniami do ślubu, pan młody z kolei pracował nad urządzeniem wspólnego mieszkania.

 

Najkrótsza odległość czasu rozdzielająca zaręczyny od ślubu wynosić powinna trzy tygodnie; odwlekanie zbyteczne ślubu jest także rzeczą niestosowną.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

Z powodu zaręczyn, które jak najśpieszniej po przyrzeczeniu powinny mieć miejsce, rodzice panny dają obiad albo wieczorek, na który zaprasza się tylko rodziców narzeczonych, najbliższych krewnych i bardzo małe grono serdecznych przyjaciół. Nazajutrz rodzice kawalera dają również obiad, zapraszając ze swej strony jak najmniej osób, tak tylko, aby członkowie obydwóch rodzin poznali się wzajemnie z najbliższymi krewnymi i najszczerszymi przyjaciółmi. Na tych dwóch uroczystościach narzeczona ubrana jest bardzo skromnie w białą lub jasną sukienkę, z kwiatkiem we włosach lub przy gorsie, wyjętym z bukiety naturalnych kwiatów, które jej narzeczony przysłał zaraz po słowie i od dnia tego codziennie przysyłać powinien. Jeśli oświadczyny odbyły się za pośrednictwem osoby trzeciej, przez przyjaciela, krewnego, rejenta lub adwokata, nie można go pominąć i należy prosić na zaręczyny, obiad lub wieczór, jakby należał do najbliższych nam. Pierścienie zaręczynowe zamieniają się zwykle przed obiadem, w salonie, w obecności zgromadzonych. Wizyty i przyjęcia te, choćby nawet dosyć wcześnie, wymagają fraka w odzieniu mężczyzny.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

Pierścionki zaręczynowe mogą być najrozmaitsze. Najczęściej i najpospoliciej używane są z turkusem. Przesąd bardzo rozpowszechniony w naszym kraju nie pozwala, aby w zaręczynowym pierścionku użyta była perła, w mowie bowiem drogich kamieni (jeśli poeci wytłumaczyli mowę kwiatów, dla czegóżby zakochani nie mieli rozumieć „mowy kamieni”?), perła oznacza łzę i ma być niedobrym prognostykiem. We Włoszech zaś przeciwnie, turkus jest symbolem pożegnania, i nie ma racyi bytu w zaręczynowym pierścionku. Co kraj to obyczaj.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

Po rozgłoszonem małżeństwie, które nie przyszło do skutku, stosownem będzie, jeśli rodzice panny wyjadą z nią dosyć daleko na czas jakiś. W takiej podróży wydać ją za mąż jaknajśpieszniej powinno być dla nich serdecznem staraniem.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

Dodać tu musimy, że przy obiadach, śniadaniach i wieczerzach, z powodu zaręczyn i ślubów, tylko rodzina państwa młodych ma prawo do pierwszych miejsc i wszelkich honorów.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

Zazwyczaj rodzice panny, wydają obiad nazajutrz albo też w kilka dni po przyjętych oświadczynach, na którym prócz narzeczonego i jego rodziców lub krewnych, są tylko krewni rodziców panny. Nazajutrz znowu taki sam obiad wydają rodzice narzeczonego.
Z tych dwóch uczt całkiem poufałego charakteru, wykluczeni są stanowczo obcy. Narzeczona ma zazwyczaj podczas tych obiadów toaletę białą lub jasną, skromną, a na piersiach kwiat odłamany z bukietu, który przyniósł narzeczony, ponieważ przypomnieć trzeba, że natychmiast po przyjętych oświadczynach, młody człowiek posyła wspaniały bukiet kwiatów naturalnych, Całkiem białych jakabądź byłaby to pora, wraz ze swą kartą — a rodzice panny muszą oddać wizytą tego samego dnia lub nazajutrz najpóźniej, rodzicom narzeczonego, zapraszając ich zarazem na ów obiad.

Spirydion, Kodeks światowy czyli Znajomość życia we wszelkich stosunkach z ludźmi. Na podstawie dzieł Pani d'Alq ułożył, Warszawa, Kraków 1881

 

Skoro już raz wiadomość o małżeństwie się rozeszła, rodzina panny młodej już więcej w domu swym nie przyjmuje. Dnie przyjęć (jour fixe) ustają i rodzina ta w innych domach bywać zaprzestaje. Rozumie się, że się obie rodziny widują ciągle; rzecz zaś prosta, że obcy krępowaliby zaręczonych swoją ciekawością a i sami znaleźliby się w fałszywej pozycyi. Wreszcie, w tem położeniu ma się do myślenia o tylu ważnych rzeczach, iż niepodobna jest zajmować się zwykłemi błahostkami.

Spirydion, Kodeks światowy czyli Znajomość życia we wszelkich stosunkach z ludźmi. Na podstawie dzieł Pani d'Alq ułożył, Warszawa, Kraków 1881

 

Zaręczyny odbywają się w domu rodziców panny, w obecności krewnych tylko i najbliższych osób. Kawaler przed kupieniem pierścionka, powinien poprzednio dowiedzieć się o guście panny. W wielu domach zachowują jeszcze staropolski obyczaj, poświęcania przez duchownego pierścionków zaręczynowych.

Skarbiec dla rodzin w mieście i na wsi, tom I, Wydawnictwo Biesiady Literackiej, Warszawa 1888

 

(…) często się zdarza, że narzeczone obawiają się n.p. pereł, uroiwszy sobie, że to przepowiednia łez. Bardzo wiele panien lubi turkusy dla słodyczy ich koloru i znaczenia, wyrażają bowiem: stałość i prawdę. Opal jest też bardzo piękny, niepospolity i zdolny do wyrażania wszelakich uczuć; zmieniając bowiem barwę, to czerwienieje, to przygasza swe ognie, stosownie do uczuć tej, która go nosi. Nigdy nie daje się szmaragdów; dlaczego – nie wiadomo: przecież nazywają je dziewiczymi kamieniami. Podobnież nie wybiera się nigdy beryla pomimo całej jego piękności, - ma bowiem podobno przynosić nieszczęście

Baronowa Staffe, Zwyczaje towarzyskie, przeł. M. N. B., Lwów 1898

 

Gdy już zaręczyny miały miejsce, obie rodziny oddają wizyty krewnym i osobom, którym należą się pewne względy, aby ich zawiadomić o postanowionym związku. Każda dokonywa tego w swojem kółku; zjednoczenie wzajemne następuje później.
Zawiadamiając o blizkiem małżeństwie, należy dać pewne objaśnienia, aby uprzedzić jakie niedyskretne może pytania, często usprawiedliwione rzeczywistą życzliwością, a powtóre aby przygotować grunt do mającego nastąpić przedstawienia.
Narzeczona nosi pierścionek ofiarowany przez przyszłego męża, najczęściej wybrany według jej gustu. Trudny do zwalczenia przesąd, każe unikać w pierścionkach zaręczynowych opali, pereł i szmaragdów, jako mających przynosić nieszczęście.
Narzeczeni mogą ukazywać się publicznie, w towarzystwie rodziców panny; jeśli niema ojca, dobrze jest, aby kto z krewnych mężczyzn im towarzyszył. Narzeczony podaje zwykle ramię przyszłej teściowej, lub damie ją zastępującej, narzeczona idzie przy nich.
Najczęściej, stosując się do życzeń przyszłych małżonków, od czasu zawiadomienia o zaręczynach, większe przyjęcia ustają. Mogą jeszcze mieć miejsce obiady, poufniejsze zebrania niezbyt liczne, nawet niekiedy tańczą trochę, ale zaproszenia bywają ustne, lub przez małe, własnoręczne bileciki.

Przewodnik życia światowego, Warszawa 1900

 

Gdy już oświadczyny ogłoszone zostały na wieczorze, panna i jej konkurent, w towarzystwie matki albo osoby poważniejszej składają wizyty krewnym i dobrym znajomym, a następnie przyjmują ich rewizyty u siebie.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Dzień zaręczyn oznacza się za wspólnem porozumieniem się stron obu. Dzień ten uważany bywa za uroczystość rodzinną. Zapraszani są krewni i najbliżsi znajomi. W niektórych domach, zwłaszcza zamożniejszych, ksiądz błogosławi narzeczonych i wkłada im pierścionki zaręczynowe. Rodzice ze swej strony błogosławią im również i odtąd związek staje się prawie nieodwołalnym, a wzajemny stosunek narzeczonych o tyle poufalszym, że mogą nawet pocałować się po raz pierwszy.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Panna daje kawalerowi pierścionek na czwarty palec, noszony zwykle nad obrączką ślubną: pierścionek ten jest najładniejszy, jeżeli posiada jeden, średniej wielkości, brylant; kawaler ofiarować może pierścionek, złożony z trzech kamieni: w środku brylant, a po bokach szafir i rubin jednakowej wielkości.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Pierścionek zaręczynowy wręcza się w dniu zaręczyn przed obiadem.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Autorka „Dwóch sióstr”, w całej powieści prezentująca pożądany ideał życia towarzyskiego (pozbawionego zbytków i zbędnych rytuałów, opartego na szczerości), przedstawiła także odpowiadające jej zasadom przyjęcie zaręczynowe. Warto zauważyć, że także młoda para zgodna jest z ideami pozytywizmu – w swoim wyborze ewidentnie kierowali się sercem (panna bez dużego posagu, narzeczony także nie jest zamożny), panna Anna sama pracuje, jej wybraniec ma zawód.

Tu czekała nas prawdziwa niespodzianka, był to wieczór uroczysty, zaręczyny Anusi z młodym doktorem R. Przedstawiono nam tego pana, nic nie mówiąc, weszła potem matka jego staruszka, którą państwo Solscy witali z wielką uprzejmością, nikogo z obcych nie było. Jakież było moje zdziwienie, gdy p. Solska z uśmiechem i łzą w oku wywołała Anusię z zacisznego kącika, gdzieśmy się wszystkie skupiły, a ona zarumieniona, szczęśliwa, podała panu R. pierścionek z turkusem, który zawsze nosiła, a od niego otrzymała w zamian inny z ładnym brylancikiem. Rodzice pobłogosławili młodą parę, p. Solski wyniósł butelkę węgrzyna, wypiliśmy wszyscy ich zdrowie i już było po zaręczynach.
Po herbacie znowu zasiadłyśmy we cztery, Anusia, Józia i my obie, w odosobnionym kąciku salonu, a młoda narzeczona mówiła nam o różnych swoich planach na przyszłość. Doktor R. nie był wcale bogaty, dopiero rozpoczynał praktykę, rodzice Anusi, jakkolwiek dość zamożni, nie mogli jej dać dużego posagu odrazu, ale młode małżeństwo zamyślało żyć bardzo oszczędnie i poprzestawać na małem.

Maria Julia Zaleska, Dwie siostry. Opowiadanie z życia młodych dziewcząt, Warszawa 1888

 

W ten sposób odbyły się zaręczyny Władysłąwa Krasińskiego z Różą Potocką:

(…) oto jak się wszystko odbyło – Władzio i ja poszliśmy do Ksawerego, który chciał, żeby go w ten sposób oficjalnie powiadomić o obietnicy małżeństwa, potem Władzio, pewnego pięknego wieczoru, w cieniu ogródka na ulicy Penthièvre, nareszcie dał obrączkę swojej pięknej narzeczonej w obecności jej matki. Wyobraź sobie jego szczęście!... We czwartek (9) Adam zebrał nas wszystkich w pawilonie d’Armenoville w Lasku, na pięknym obiedzie podanym pod drzewami i piliśmy zdrowie narzeczonych – niestety! żałobne okoliczności nie pozwoliły nam bardziej uczcić to szczęśliwe wydarzenie!
(…) Ty lubisz drobne szczegóły, moja Ciociette. Rózia będzie mogła Ci powiedzieć, że skoro tylko obrączka zaręczynowa znalazła się na jej palcu, ja włożyłam jej na rękę bransoletkę, którą dostałam od Ciebie w podobnych okolicznościach, ażeby Twoja pamiątka, Twoje błogosławieństwo, kojarzyły się z tą ważną chwilą temu drogiemu dziecku!

Eliza z Branickich Krasińska, list 12.5.1867, z Paryża do Zofii Potockiej

 

W roku 1895, mimo oficjalnych zaręczyn nie doszło do skutku małżeństwo Zofii Górskiej z Pawłem Popielem. Stroną zrywającą byłą tu panna – Maria Górska wspomina o „zgorszeniu”, chociaż sama zerwanie zaręczyn popiera. Niestety, nie odnotowuje, jak fakt ten wpłynął na pozycję i reputację panny. Nie miałoby to jednak większego znaczenia – rok później Zofia Górska zmarła na gruźlicę.

W Warszawie w styczniu dużo bywałam między ludźmi z powodu zaręczyn Zosi Górskiej z Pawełkiem Popielem. Moim zdaniem nie dobrana to para. On bardzo młody, jakiś niezgrabny, ona starsza, delikatna, bardzo inteligentna, przywykłą do najlepszego towarzystwa, a więc czuła na formy wszechstronniejszego wykształcenia.
Mieliśmy wieczory u Kostusiów, Ludwika, pani Pusłowskiej, arcybiskupa, ale wszędzie jakoś nie szło. Choć to trochę późno po zaręczynach zrywać, nie martwiłabym się, gdyby temu związkowi co przeszkodziło. Zosi tam szkoda, to wyborowe stworzenie, kochające, wyrafinowane. On gruby, szorstki, niedelikatny, Zosia go kochać nie może i nigdy do Popielów nie przylgnie.

Maria z Łubieńskich Górska, Gdybym mniej kochała, Warszawa 1997

 

Wracam z Warszawy z wiadomością, która ogromnie mieszkańców Woli zgorszyła: Zosia Górska zerwała z panem Popielem. Cała jej wina w tym, że nie namyśliwszy się dostatecznie i nie poznawszy go lepiej, przyjęła za prędko, ale dziś robi doskonale i uczciwie, nie idąc za niego. Może to być najlepszy chłopiec, ale dzieciak, co ani ludzi, ani świata nie zna, przy tym ogromnie zarozumiały, niedelikatny. Zosia byłaby się zamartwiła w takich warunkach. Może Zosia jest za delikatna fizycznie i moralnie, może nad stan swój majątkowy wychowana, przyznaję, ale rodzina, która ją, jaka jest, wyrobiła, nie powinna się dziwić, jeżeli poza sferą tych pojęć, uczuć i potrzeb żyć nie może.

Maria z Łubieńskich Górska, Gdybym mniej kochała, Warszawa 1997

 

Antoni Kieniewicz i Magdalena Grabowska nie mieli żadnego przyjęcia zaręczynowego. Antoni oświadczył się podczas wizyty w posiadłości Grabowskich, po przyjęciu oświadczyn rozesłano listy do bliższych i dalszych krewnych.

Tegoż dnia pan Grabowski posłał konnego do Szacka, by wysłać mój pilny telegram do rodziców z zawiadomieniem ich o moim szczęściu. Nazajutrz około południa otrzymałem od ojca mojego odpowiedź wyrażającą wielką radość rodziców, z zawiadomieniem, że tegoż dnia wyjeżdża przez Homel do Rudzieńska, by wyrazić państwu Grabowskim podziękowanie za udzielenie zgody na nasz związek małżeński. Parę ranków przed przybyciem ojca spędziliśmy oboje na werandzie przy stoliku z piórami w rękach, pochyleni nad arkuszami papieru listowego.
Przecież każde z nas śpieszyło zawiadomić o fakcie dokonanym swoich najbliższych, krewnych oraz przyjaciół. Chwilami przerywaliśmy pisanie, spoglądaliśmy sobie wzajemnie w oczy; zbyteczne były słowa, ze spojrzeń wzajemnych wyczuwaliśmy tę wielką wiarę w przyszłe nasze szczęście.
Wymęczyliśmy się sowicie nad wspólnie zredagowanym listem w języku francuskim od nas obojga do babuni Grabowskiej, który podlegał cenzurze rodziców Lali. Z drobnymi poprawkami uzyskał on szczęśliwie aprobatę. Do Isi depeszowałem, a równocześnie pisałem z prośbą, czy nie mogłaby w najbliższym czasie przyjechać do Warszawy, by mi dopomóc w wyborze pierścionka zaręczynowego oraz w sprawach meblowych. Chętnie na to wyraziła swoją zgodę. Długi list wysłałem do Rucia, a drugi oddzielnie do Leli, ekskuzujac się trochę, że przedtem o zamiarze moim nie zwierzałem się przed nimi. Przeczuwałem bowiem, że mogą oboje, a zwłaszcza Lela, mieć pewien żal do mnie. I rzeczywiście tak było, zanadto jednak my bracia kochaliśmy się wzajemnie, by jakieś nieporozumienia lub żale mogły trwać długo.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

Visit Czas's profile on Pinterest.