Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Zdecydowanie przeważają głosy uznające pensje, zwłaszcza pensje z internatem, za szkodliwe dla panienek. Jeżeli nie można było zapewnić edukacji w domu, zalecano zapisanie córek jako uczennic „przychodnich”, nie wysyłanie ich do internatu. Nie chodziło tu o potępienie edukacji jako takiej, bardziej o ryzyko wychowawcze związane z przebywaniem z dala od rodziny i macierzyńskiego nadzoru. Uważano także, że pensje zbyt mało czasu poświęcają takim sprawom praktycznym, jak gospodarstwo i robótki.

 

Liczne głosy od dawna przyznały pierwszeństwo wychowaniu domowemu nad wychowaniem szkolnem dla dziewcząt; czy głosy te dojdą kiedyś do zniesienia instytutów żeńskich? to nie zdaje się podobnem; widocznem jest bowiem, że pensyonaty czynnie przychodzą w pomoc matkom, a choć znaną jest wyższość starań macierzyńskich, co dzień przecież kobiety skutkiem własnej nieudolności, słabych sił lub innych przyczyn oddają swe dzieci w opiekę ochmistrzyniom.

Antonina Machczyńska, Młoda nauczycielka, Poznań 1863

 

zakłady naukowe – bezwzględu na przyszłe obowiązki kobiet, pomijają w planach swoich rzeczy najważniejsze, to jest: korzyści moralne i fizyczne. Moralne – zapominając: że kształcenie rozumu powinno iść w parze z kształceniem serca… Fizyczne – nie pamiętając: że myśl zdrowsza – wola silniejsza – i trzeźwe uczucie – w zdrowym tylko mieszczą się ciele; że siła moralna człowieka wartość jego stanowi

Jadwiga Ochorowicz, Uwagi ogólne o wychowaniu i wykształceniu dziewcząt, Warszawa 1873

 

Szkoły żeńskie dla przychodnich są jedyne, jakie mogłyby zapewnić pomyślny rezultat, ponieważ dając naukę, nie odrywają dziewcząt od rodziny, nie pozbawiają ich tak zbawiennego wpływu rodziców, nie zrywają ogniwa, które łączy ścisłym węzłem kochające się rodzeństwo.

 Jadwiga Ochorowicz, Uwagi ogólne o wychowaniu i wykształceniu dziewcząt, Warszawa 1873

 

U dziewcząt władze umysłowe budzą się zazwyczaj znacznie wcześniej jak u chłopców i dlatego wcześniej trzeba rozpoczynać ich wychowanie. O ile uznajemy dla chłopców potrzebę nauki szkolnej, o tyle najprzeciwniejsi jesteśmy aby dziewczęta pobierały edukacyę za domem; jest to ostateczność, na którą tylko w razie niezbędnej konieczności zgodzić się możemy, a i wtedy wolelibyśmy aby chodziły tylko na pensyę, niż żeby je oddawać na pensyonarki.
Wiemy doskonale iż są wyjątkowe położenia w których rodzice, szczególniej mieszkający na wsi, inaczej postąpić nie mogą – ale niechże oddalenie córek z domu w takich tylko wyjątkowych razach ma miejsce, niech opieszałość i brak chęci nie stają się tego powodem. Ale jakże to często się zdarza że rodzice powiadają sobie: oddaliśmy syna do szkół, czemużby córki nie oddać na pensyę; tam daleko więcej się nauczy i lepszy dozór mieć będzie. Wreszcie stosunki i położenie zmusza nas do tej ofiary; nie możemy ani tak rano wstawać, ani regularnie stosować się do godzin nauki – byłoby to bardzo niedogodnem i utrudzającem – i uwzględniając swoją swobodę i wygody, oddaje się córkę na pensyę.

Konstanty Pomian, Kilka oderwanych myśli o rodzinie, kobiecie i małżeństwie, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1873

 

Snać nie wyniosły stamtąd nic prócz potrzeby komfortu za jakąbądź cenę. Uczono je języków i muzyki, gracji i estetyki, ale tak przy tych jak i innych przedmiotach nie wykształcono serca i zdrowego rozsądku. Imaginacja zostawiona samej sobie lub zgubnym wpływom ubocznym wykołysała się w chorobliwą entazę i dziwne marzenia o przyszłych hołdach i poklaskach. Prawdziwie wzniosłe struny ducha pozostały nie naciągnięte, lub porwano je na świecące mamidełka. Słońce prawdy i życia nie oświeciło i nieogrzało tych sztucznych roślinek cieplarni.

 Jan Maurycy Kamiński, O prostytucji, Warszawa 1875

 

To też wszelkie pensye będące zbiorowiskami licznemi, uważam pod względem wychowawczem za złe; stanowczo złe: mogą to być szkoły mniej więcej wzorowe, doskonałe nawet, nie mnie jako zakłady wychowawcze dobremi nie są. Śmiało to piszę, a nawet idę dalej: pensye zakładami wychowawczemi wcale nie są. Są to przedewszystkiem szkoły – szkoły, które dla dogodności uczennic ze stron dalszych dają im dach i stół na miejscu; dołącza się do tego pewna opieka, oraz karność, porządek utrzymująca, i nic już ponad to, bardzo niewiele. Mimo najlepszych chęci przełożonych inaczej być nie może, bo natura rzeczy na nic innego nie pozwala.

 Maria Ilnicka, Nauka i wychowanie dziewcząt w domu czy poza domem? w: Kolęda dla gospodyń, 1880

 

Otóż na wzór tego, jak się dzieje dla chłopców, powinniby powstawać pensyjki drobne: rozumna, uczciwa matka, mająca córki, które się uczą, rozumna, uczciwa rodzina, posiadająca w gronie swojem osobę, wychowaniem kierować zdolną, mogłyby otwierać swoje ogniska domowe dla dziewcząt, ze wsi na naukę przybywających, a szkoła, właściwą szkołą pozostając, niechby się opierała przeważnie na uczennicach przychodnich, pensyonat swój ograniczając do liczby kilkunastu najwięcej dziewcząt. I to już wiele, ale wiem, niestety! Że w przedsięwzięciach, które i ekonomiczną stronę uwzględniać muszą, zachód, mozoł ponoszony opłacać się powinien, co jest rzeczą naturalną i godziwą: niemniej jednak dla tych różnych konieczności, które się tu zbiegają, na pensyonarki oddawaneby być powinny przeważnie panny potrzebujące już tyko dokończenia edukacyi, panny między 15 a 17 rokiem życia, które już grunt wychowania domowego posiadają i długo po za domem przebywać nie będą.

  Maria Ilnicka, Nauka i wychowanie dziewcząt w domu czy poza domem? w: Kolęda dla gospodyń, 1880

 

Stąd wypada, że mając do wyboru posyłanie codzienne córki na pensyją, lub oddanie jej tam zupełne, pierwsze przełożyć należy, by dziecię w ciągłym z rodziną własną pozostawało stosunku; nad takie zaś wychowanie przełożyć wypada zostawienie dziewczęcia w domu i nauczanie domowe, jeżeli rodzice łożyć na nie są w stanie przynajmniej do lat 16-tu, to jest do chwili, w której poglądy panny stają się mniej chwiejne, a charakter i przekonanie pewną silę odporną nabyły.

 Zofia Kowerska, O wychowaniu macierzyńskiem, Warszawa 1881

 

A jednak pensyje mają niezawodną przyczynę bytu. Są w społeczeństwie nieodzownie potrzebne; są oświatą daną sierocie, mającej grosz potrzebny na opłacenie nauki, ale dla której źródło macierzyńskich darów moralnych jest na wieki zamknięte. Niosą opiekę i światło tym dzieciom, które w rodzinnem gnieździe przez matkę, zajętą pracą na chleb, pochłaniającą jej cały czas, lub światową wietrznicę, zostawiającą domowe ognisko wygasłem.
Niezgodne stadło odsuwa dzieci z domu, czując, jak zgubny przykład im daje; matka uboga duchem, czująca się niezdolną do wyboru nauczycielki i kierownictwa domowego dzieckiem, przelewa swoje prawa na pensyją; czyni to także, jeżeli nie potrafiła ustalić swej władzy nad dzieckiem i widzi, że jest ono nieposłuszne, lekceważące i nieszanujące rodziców.
Dziewczę niezamożne na pensyi znajduje uzdolnienie do przyszłego nauczycielskiego zawodu; zakłady przeto naukowe żeńskie, niezawodnie wielkie usługi społeczeństwu oddają; lecz nie zapominajmy, że są tylko surogatem, zastąpieniem rodziny; nigdy wszakże o lepsze walczyć z nią nie mogą.

 Zofia Kowerska, O wychowaniu macierzyńskiem, Warszawa 1881

 

A jednak pensy je mają niezawodną przyczynę bytu. Są w społeczeństwie nieodzownie potrzebne; są oświatą daną sierocie mającej grosz potrzebny na opłacenie nauki, ale dla której źródło macierzyńskich darów moralnych jest na wieki zamknięte. Niosą opiekę i światło tym dzieciom, które w rodzinnem gnieździe miałyby przykład rozterki, próżniactwa, lub były opuszczone przez matkę, zajętą pracą na chleb, pochłaniającą jej cały czas, lub przez światową wietrznicę, zostawiającą domowe ognisko wygasłem.
Niezgodne stadło odsuwa dzieci z domu, czując, jak zgubny przykład im daje; matka uboga duchem, czująca się niezdolną do wyboru nauczycielki i kierownictwa domowego dzieckiem, przelewa swoje prawa na pensy ją; czyni to także, jeżeli nie potrafiła ustalić swej władzy nad dzieckiem i widzi, że jest ono nieposłuszne, lekceważące i nie szanujące rodziców.
Dziewczę niezamożne na pensyi znajduje uzdolnienie do przyszłego nauczycielskiego zawodu; zakłady przeto naukowe żeńskie niezawodnie wielkie usługi społeczeństwu oddają; lecz nic zapominajmy, że są tylko surogatem, zastąpieniem rodziny; nigdy wszakże o lepsze z nią walczyć nie mogą. Stąd wypada, że mając do wyboru posyłanie codzienne córki na pensyją, lub oddanie jej tam zupełne, pierwsze przełożyć należy, by dziecię w ciągłym z rodziną własną zostawało stosunku; nad takie zaś wychowanic przełożyć wypada zostawienie dziewczęcia w domu i nauczanie domowe, jeżeli rodzice łożyć na nic są wstanie przynajmniej do lat 16-tu, to jest do chwili, w której już poglądy panny stają się mniej chwiejne, a charakter i przekonanie pewną siłę odporną nabyły. Wcześniejsze usunięcie dziewczęcia z pod wpływu matki rozsądnej i cnotliwej, musi mu przynieść szkodę.

 Zofia Kowerska, O wychowaniu macierzyńskiem, Warszawa 1881

 

Wpływ zakładu wychowawczego, pozbawionego z swej natury miłości macierzyńskiej, oddziaływającej na miłość dziecięcia, musi wyglądać bardzo blado, porównany z wpływami rodziny.
Dopiero gdy w 16-tu lub 17-tu latach córka, jako indywidualność do pewnego stopnia się wyrobi, można wyższy zakład naukowy uznać dla niej za korzystne ze wszech miar dopełnienie wychowania.

 Zofia Kowerska, O wychowaniu macierzyńskiem, Warszawa 1881

 

Przeciwnie, istnieje w społeczeństwie naszem rozpowszechniony przesąd przeciw szkolnemu kształceniu dziewcząt tak dalece, iż bezkrytycznie jest on przyjęty przez większą część rodzin, które, kosztem jakich bądź ofiar, starają się dać córkom wychowanie domowe, w tem przekonaniu, że najlepsza nawet pensya takowego zastąpić nie może.
Zdanie to wypowiedziała kiedyś Hofmanowa, poparte więc taką powagą, wrosło ono w nasze społeczeństwo i przechodziło spokojnie z pokolenia w pokolenie, jako zasada, nie ulegająca wątpliwości żadnej.
Ale, jakeśmy to widzieli poprzednio, błogi, spokój, wyrobiony przekonaniem, że załatwiono się raz ostatecznie z kwestyą wychowania kobiecego, przerwało życie niemiłosiernemi koniecznościami swemi.
Hofmanowa, jakkolwiek chcą w niej widzieć niektórzy prototyp kobiety, rozumiejącej potrzeby wieku i dbałej o wykształcenie niewieście, rozumiała je tylko odnośnie do czasu, w którym żyła, a plan, jaki zakreślała wykształceniu płci swojej, nie miał nic gruntownego i nie wychodził bynajmniej po za zakres powierzchownych wiadomości, mogących co najwięcej uprzyjemnić salon.
Wszelką istotną wiedzę, wszelką naukę ścisłą, Hofmanowa potępiała stanowczo, jako dla kobiety niepotrzebną, niewłaściwą, a nawet szkodliwą, gdyż, według jej charakterystycznego wyrażenia, taka nauka miała wysuszać serce i pozbawiać kobietę jej właściwego wdzięku.
Dziwić się temu zdaniu nie można. Hofmanowa należała do szkoły, która kobietę najzupełniej podporządkowywała mężczyźnie i nie pojmowała konieczności czasu, który twardymi warunkami swymi zmusza ją być samoistną.
Ze stanowiska dawnego płynął cały szereg następstw, wprost sprzecznych z postulatami obecnemi i naturalnie pielęgnowano w kobiecie głównie te strony, które dzisiaj nie mogą znieść krytyki i koniecznie ustąpić muszą przed racyonalnemi wymaganiami życia.
Jeśli przypatrzymy się tym stronom, zrozumiemy łatwo niechęć dawniejszą do wychowania szkolnego dziewcząt, – nie żądano bowiem dla nich wiedzy istotnej, niepodobnej prawie do nabycia w wychowaniu domowem, przy średnich środkach materyalnych, a uważano na szkody moralne, jakie, wedle ówczesnych pojęć, szkoła przynieść mogła.
Uważano, że rozwinięcie strony praktycznej charakteru, poznanie życia i świata, było dla kobiety zupełnie niepotrzebne, a nawet szkodliwe, gdyż odbierało jej złudzenia i ten główny, najgłówniejszy z przymiotów, który pielęgnowano w niej z nieporównaną pieczołowitością – nieświadomość.
Tajemnicą dla niej miało być nie tylko cały układ społeczny, zło każde, które się w nim znajduje, a przedewszystkiem fizyologiczny układ własnego organizmu i co zatem idzie – z wychowania kobiecego musiało być usunięte to wszystko, co życie, przedstawia w naturalnych kolorach, z programatu naukowego, wiadomości przyrodnicze, gdyż właśnie tłómaczą one organiczne prawa, rządzące zarówno rośliną, jak człowiekiem.
Naturalnie więc wychowanie szkolne, gromadzące w jednej sali dziewczęta wzrosłe pod rozmaitymi stopniami pieczołowitości, musiało być wstrętne dla troskliwych matek, gdyż mogło naruszyć przymiot, uważany za naczelny w dziewczętach, nieświadomość.
Był to w gruncie główny zarzut, czyniony szkołom żeńskim i dla tego trwa on do dziś dnia; bo wszelkie ustępstwa robione w praktyce nowym prądom naszego racyonalnego wieku, nie zdołały dotąd zachwiać powagi fundamentalnego przesądu wychowania niewieściego i dla tego to ustępstwa te są tak połowiczne i wywołują nieraz zajścia, pełne komizmu,– zajścia, będące starciem dawnych zasad z nowemi potrzebami, w jakim bądź ściśle określonym zakresie.
Takich drażliwych punktów pełno jest w naukach przyrodniczych w ogóle, w szczególności zaś ma ich mnóstwo zoologia i hygiena. Od biedy jednak można zoologię wyrzucić z programu szkolnego; ale jak tu nie uczyć kobiety hygieny, zwłaszcza; przedstawiając jej co chwila, iż jedynie powołaną jest być żoną, matką, gospodynią domu, a wszakże znajomość hygieny na tem właśnie stanowisku uważaną jest coraz więcej za niezbędną.

Walerya Marrené, Przesądy w wychowaniu. Studyum pedagogiczne przez, Wilno 1881

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Visit Czas's profile on Pinterest.