Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Dostanie się na studia medyczne, nie mówiąc już o ich ukończeniu, wymagało od kobiety znacznej determinacji i wysiłku. Przeważnie wiązało się także z wyjazdem za granicę, chociaż po jakimś czasie Francja i Szwajcaria przestały być jedynymi możliwościami. Gazety regularnie donosiły o sukcesach młodych Polek na tym polu. Nie wszystkie kobiety studiujące medycynę zostawały jednak praktykującymi lekarkami.

Nie chcę nazywać ekscentrycznością tego, iż kilkaset kobiet uczęszcza w Filadelfii na Kursa medycyny wykładane z talentem przez znanego doktora kobietę Lady Blackwell i innych wielu uczonych profesorów, bo słyszałem od kilku światłych lekarzy iż kobieta ucząca się chirurgii daleko cierpliwiej, zgrabniej i z większą lekkością może wykonywać operacye chirurgiczne, aniżeli to czynią mężczyźni większemi i cięższemi rękami, dowodem czego są opatrywania ran czynione po szpitalach i lazaretach przez siostry miłosierdzia, które z większą cierpliwością, zręcznością i łagodnością umieją się obchodzić z ranami i daleko pożyteczniejszą ulgę cierpiącym przynoszą niż posługacze męzcy. Nieraz też obiło mi się o uszy zdanie wyszłe z ust pań bardzo poważnych i wcale nie ulegających śmiesznością tak zwanej emancypacyi, lub przesadzonej skromności, że kobieta doktór, w chorobach płci swojej, daleko skuteczniej leczyłaby kobiety, aniżeli mogą tego dopełniać lekarze mężczyźni, do których w takich razach pacyentki udają się tylko w ostateczności, więc późno.

 Kalikst Wolski, Blumerystki, w: „Bluszcz”, 1866

 

Uniwersytet edynburski ukończył przygotowania do przyjmowania żeńskich studentów na medycynę. Słuchacze żeńscy pomieszczeni będą oddzielnie od mężczyzn i każdy professor osobno dla kobiet osobno dla mężczyzn miewać będzie odczyty.

 Kronika zagraniczna, w: „Kurier Warszawski”, 1870

 

Na paryzkim wydziale medycznym mamy tylko dwie panny; ale za to w szwajcaryi, na uniwersytecie zurychskim, znajdujemy 172 niewiast, zapisanych w poczet cór Eskulapa. Między niemi są trzy Polski i sto Paryżanek.

 Listy naukowe z Paryża, w: „Kronika Rodzinna”, 1873

 

Główną osią około której obraca się ta sprawa jest rozwiązanie kwestyi: czy reforma ustawy uniwersyteckiej w tej mierze jest wywołaną potrzebą , zasu, oraz czy kobiety na tem nowem stanowisku społecznem mogą stać się użytecznemi? Dwadzieścia tysięcy podpisów pomieszczonych na petycyach złożonych parlamentowi angielskiemu, zdają się być w tej mierze znaczącą wskazówką. Pomijając ją wszelako jako przedstawiającą charakter miejscowy, któż z nas nie przyzna, że w chorobach niewieścich pożądańszą jest nierównie lekarka niż lekarz?
Jakkolwiek wzgląd na wstydliwość niewieścią nie powinien tu być lekceważonym, lekarz musi go pomijać, choć mu o poznanie choroby i jej faz przedewszystkiem chodzi. Wiele też kobiet lękając się skrupulatnej analizy dyagnostycznej, powstrzymuje się z przyzwaniem lekarza a tem samem przyczynia się tą zwłoką do rozwoju choroby. Nie miałoby to miejsca, gdyby u łoża chorej stawała kobieta, przed którą spowiedź z przyczyn i przebiegu choroby, byłaby niezaprzeczenie szczerszą, zaczem i wyleczenie przychodziłoby łatwiej. Przechodząc do drugiej kwestyi, nie ulega żadnej wątpliwości użyteczność kobiet na tem polu. W Anglji i w Stanach Zjednoczonych złożyły one już świadectwa wymowne swych zdolności, w pierwszym kraju na drodze teoretycznej, w drugim w praktyce lekarskiej. Zresztą w lekarzu pożądaną jest nietylko wiedza, ale nadto i przymioty moralne, a pod względem współczucia i poświęcenia, wyznać się to godzi, że kobiety górują niewątpliwie nad nami. W operacyach chirurgicznych ręka kobieca może niezaprzeczenie oddawać wielkie usługi, gdyż cechuje się zręcznością, tyle tu pożądaną. Powiadają o słynnych operatorach, że nerwy ich przy łożu chorego są nieprzystępne wszelkim wrażeniom, że nie drży im ręka uzbrojona nożem w czasie dokonywania najtrudniejszych operacyi, że tem samem wrażliwe z natury kobiety nie mogłyby spełniać tego obowiązku. Co do nas, poczytujemy tę opiniję za całkiem nieuzasadnioną.
Pod względem odbierania wrażeń, kobieta jest bezwątpienia czulszą, gdyż nerwy jej są delikatniejszego ustroju, nie idzie przecież zatem aby mężczyzna pozostawał nieczułym, gdyż bądź co bądź zawsze jest on człowiekiem. Praktyka chirurgiczna oswaja operatora z przykremi wrażeniami, i wpływa niezaprzeczenie na pomniejszenie stopnia czułości jego nerwów – wszelako toż samo zjawisko nieczułości w pewnym stopniu, przejawiać się będzie i powinno u doświadczonej operatorki. Ostatecznie zatem nie mamy prawa monopolizowania sztuki lekarskiej w naszem ręku, nie mamy prawa pozbawiania kobiet pracy, w której mogłyby oddawać ludzkości użyteczne usługi. Z wiedzy powinna korzystać nie tylko jedna uprzywilejowana połowa narodu, lecz obie całość stanowiące.

W.N., Adeptki medycyny w Anglji, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1876

 

Czemże bowiem jest nieograniczona emancypacya płci słabej jeżeli nie chęcią łączenia odpowiedniej działalności z niewłaściwemi dla kobiety zajęciami? Innej nie pojmuję. Kobieta równa mężczyźnie pod względem intelektualnym, wyższa nawet częstokroć od niego uczuciem, jest w możności podjąć korzystnie każdy z działów pracy społecznej wyjąwszy takich które są niezgodne z jej naturą. Siła fizyczna i systemat nerwowy stanowić będą zawsze tamę, przeciwko krańcowem zachciankom niepodobnej do urzeczywistnienia idei. Stawianie jako przykład kilkuset amerykanek niczego nie dowodzi: są to wyjątki w wyjątkowym ustroju różnoplemiennej ludności nowego świata. Tam gdzie wyradza się mnóstwo sekt religijnych, skaczących, drgających, wpadających w konwulsye, gdzie znicz domowego ogniska zagasł pod podmuchem mroźnego chłodu samolubstwa i nieczułości, gdzie dolar jaśniejszym bije blaskiem od cnoty – tam mówię można znaleść (i to w niewielkiej liczbie) matki rodzin lub młode niewinne dziewice z nożami chirurgicznemi w dłoniach. U nas tego nie ma i da Bóg nigdy nie będzie. Niefortunne próby w Zurichu pokazały aż nadto smutne skutki wypływające z nieposzanowania skromności i tkliwych uczuć u dziewic.

Ludwik Niemojowski, Przegląd literacki. Kobieta, jej udział w rzeczach miłosierdzia, lecznictwa i niezależnej pracy. Odczyt przez Doktora Tymoteusza Stępniewskiego, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1876

 

Przy dozorowaniu chorych ogólnie, i w wydziale specyalnym swoich chorób, kobiety ogromne mogą oddawać usługi, powiada D-r R. dla czegóż więc nie miałoby im być wolno przysłuchiwać się odczytom medycznym. „Nic bardziej niewinnego przecież nad przysłuchiwanie się i przyglądanie." Ale o udzielaniu kobietom stopni lekarskich, „pod żadnym pozorem” mowy być nie może.
Taki jest w tej kwestyi pogląd racyonalnego niemieckiego doktora, to też nic dziwnego, że rekryminuje przeciwko niemu sam tłomacz, który słusznie dowodzi, że albo należy całkiem odmówić kobietom prawa słuchania medycyny, albo raz je do tegóż prawa upoważniwszy, niesprawiedliwością najwyższą jest przeczyć im stopni, skoro na nie zasłużą. Bardzo pięknie. To też byłabym niepomiernie zbudowana tą bezstronnością tłomacza, gdyby nie przypisek jego ze stron. 282, z którego się dowiadujemy, że mężczyzna w obec kwestyi kobiecej bezstronnym tylko do pewnego kresu być może. Charakterystyczny ten przypisek, zdradza, chyba przeciwnika, co uniesiony oburzeniem, zresztą bardzo sprawiedliwem na autora, za to, że wymieniając cały szereg nauk niewłaściwych kobietom, zamilczał o nauce prawa, stara się wypełnić tę lukę, wołając: „A kobiety adwokatami? Boć i to snuje się niekiedy po główkach marzycielskich, łudzonych myślą o obronie uciśnionych, albo częściej może po główkach emancypowanych i rachunkowych, którym się uśmiechają dochody adwokackie i t. d .”
No i dojdziemyż my kiedy do ładu z tymi panami?

F., Uwagi kobiety nad dziełem D-ra Edwarda Reicha Studya nad Kobietą, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1877

 

Wyższe zaś zakłady naukowe, choć jeszcze nie wszędzie, jednak powoli otwierają się dla kobiet. Prawie wszystkie Uniwersytety angielskie pomimo długiego oporu dopuściły kobiety do słuchania wykładów na wydziale medycznym do zdawania egzaminów i otrzymywania patentów, a Uniwersytet londyński rozszerzył to prawo i na wszystkie inne fakultety. Oprócz tego przy uniwersytecie otworzono pomocnicze osobne wykłady dla kobiet i wieczorne dla ubiegających się o stopień nauczycielki; urządzono je w Oxford i Cambridge. Belgia, Holandya, Francya, Rossya, Szwecya, Szwajcarya i Hiszpania podobnież stopniowo otwierają dla kobiet swe uniwersytety i wyższe zakłady naukowe lub urządzają dla nich osobne odczyty z zakresem nauk odpowiednim powyższym instytucyom.
W Berlinie urządzone zostały wykłady specyalne dla kobiet przy Muzeum techniczno-przemysłowem pod nazwą Liceum Wintoryi i uczenice na przeszłorocznym egzaminie okazały zadziwiające postępy w łacinie i matematyce.
W Paryzkim uniwersytecie od 1865 r. kobiety uczęszczają na wydział medyczny i dopuszczone są do egzaminów. Tamże ustanowiono niedawno dla uczennic medycznego wydziału pięć stypendyów 2,000, 1 500, 1,000, 900 i 700 franków, i Uniwersytet dość często przyznaje kobietom uczone stopnie. Niektóre Uniwersytety niemieckie, szwajcarskie i inne tak samo udzielają stypendya i przyznają im stopnie naukowe, a stowarzyszenia uczone zapraszają na swych członków kobiety. W Lipsku np. Der Akademische philophischo Verejn zaprosiło młodą studentkę Minę Bernhard; Filozoficzno-historyczne stowarzyszenie w Gandawie Linę Schnejder i t d. Rada Londyńskiego Uniwersytetu przyznała studentce Elizie Orme, stypendyum na trzy lata, dla kształcenia się w naukach prawnych. Najpoważniejsze dzienniki angielskie dowodzą, że zawód prawnika odpowiada w zupełności usposobienia kobiet, a w dzienniku Victoria Magazin Radca królowej podpisujący się głoskami M. T ., ofiarował swą pomoc tak pod względem teoretycznego jako i praktycznego obznajmienia w prawnym zawodzie, chcącym się w nim kształcić kobietom.

S-z, Działalność kobiet za granicami rodziny, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1879

 

W prasie polskiej także sformułowano projekt uczelni medycznej dla kobiet. Nauka wiązałaby się jednak z pewnymi ograniczeniami, które tak podsumowano w „Tygodniku Mód i Powieści”:

I oto jak widzimy, znalazło się już kilka nowych dróg pracy dla nas. Nie na tem jednak koniec, bo oto jedna jeszcze, którą szanowni czytelnicy przyjmijcie cierpliwie, aż jej plan poznacie, a wątpię, by w formie takiej, w jakiej ją tu podam, mogła być uznaną za niewłaściwą dla kobiet. Chcę się o niej rozpisać najszerzej, by tem skuteczniej pojęcie o jej drażliwości zniweczyć. Jest nią medycyna. Medycyna stałaby się właściwą gdyby była wykładana kobietom osobno przez zacnych i poważnych wiekiem ludzi, którzyby wykładając drażliwsze rzeczy, nie mieszali do nich żarcików luźnych, jak to podobno w szwajcarskich uniwersytetach się praktykuje, a traktując rzeczy seryo i wychodząc z zasady przysłowia łacińskiego, że dla przyzwoitych wszystko jest przyzwoite, starali się zachowaniem swojem potwierdzić słuszność tej sentencyi.
W programie rzeczonego zakładu, musiałyby być zupełnie oddzielne przepisy dla studentek medycyny. A najprzód niewolno byłoby wstępować na ten wydział przed ukończeniem lat 28 wieku, uważanego przez hygienistów za wiek zupełnie dojrzały, a zatem i do studyów więcej realnych stosowny. Niewolno byłoby przechodząc ogólną medycynę, zostawać lekarzem do innych chorób, jak kobiecych i dziecinnych; i w tym kierunku uczenice musiałyby obrać jakąś specyalność, czyto wyższą akuszeryą, czy chirurgią, czy choroby oczu, uszu, gardła, piersi, słowem wszelkich innych, ale zawsze tylko w związku bezpośrednim z ciałem kobiecem i dziecięcem zostających. Na takie tylko specyalności dyplomy dostawaćby mogły, a tym sposobem i w anatomii nie wszystkie części ciała ludzkiego jednakowo potrzebowałyby być studyowane, ale głównie te tylko które by się odnosiły do ustroju ciała kobiecego, lub dziecinnego.

A. Gruszecki, Ważne pytanie, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1881

 

Nie ma może nauki, któraby tak roznamiętniała zwolenników i przeciwników, jak medycyna. Jakież to anathema rzucano na kobiety, które uczyły się medycyny,—odsądzano je od czci i wiary, zaprzeczano im nazwiska kobiety, okryto pogardą i wyśmianiem, słowo „studentka" stało się niemal synonimem zepsucia. I powołani i niepowołani rzucali wokoło to gromami złorzeczeń, to dytyrambami pochwały — przeniesiono tę walkę na pole powieściowe, któreto utwory czytane były chciwie i wywoływały namiętne spory. Jednem słowem, była to zwykła kolej każdej nowej, donośnej idei, która sobie toruje drogę. Dziś zgodzono się powszechnie, że medycyna jest powołaniem i nauką odpowiednią dla kobiet, a nawet bardzo potrzebną i pożyteczną.
Mamy tedy zasadę, lecz jakież to zastrzeżenia częstokroć dziwne można usłyszeć z ust kobiet. Nie szukając daleko, weźmy pod uwagę artykuł autorki Wareg.
Mają wykładać „zacni i poważni wiekiem ludzie", następnie należy omijać i zabronić „luźnych żarcików", kobieta musi skończyć „lat 23", niewolno zostawać innym lekarzem, jak „tylko chorób dziecinnych i kobiecych" i t. d . i t. d.  Nie skończylibyśmy z wyliczaniem owych zastrzeżeń, które są tylko dowodem, że autorka nigdy nie zajmowała się książkami odnoszącemi się chociażby do ogólnej hygieny i abecadłowej anatomii.
Gdyby kiedykolwiek, o czem bardzo wątpimy, podobny zakład, jak określono w programie, założono podobnej medycyny uczono, przyznajemy się, że takiej kobiecie-lekarce nie powierzyłby nikt dziecka lub żony.
Mężczyźni wstępują na uniwersytet np. na wydział medyczny zwykle w 18 roku życia, a przyzna nam każdy, że mężczyzna w tym wieku jest mniej rozwinięty umysłowo i fizycznie, aniżeli kobieta, i bez żadnych zastrzeżeń słucha anatomii — a i to musimy powiedzieć z doświadczenia, że każdy profesor anatomii wykłada ustrój organizmu tak poważnie, iż żadnemu ze słuchaczy nawet na myśl nie przyjdzie uczynić ekskursyą w krainy dwuznaczników. Nauka i wiedza zbyt wysoko i poważnie jest pojmowana i wykładana po uniwersytetach, by jej adepci pozwolili sobie na lekceważenie, a cóż dopiero na „luźne żarciki”!?
Jeśli się zgodzimy na naukę medycyny, to nie narażajmy się na śmieszność wygłaszaniem zastrzeżeń; bądźmy konsekwentni. W tym wypadku szukanie drogi pośredniej jest bezcelową i bezowocną plątaniną. Mówiąc to nie mamy na myśli tylko autorkę Wareg, ona była echem przekonań pewnej warstwy kobiet i nasze argumenta nie do niej się stosują, ale do podobnie nad tak ważnym przedmiotem zastanawiających się.
Czyż potrzebujemy dodawać że podobny wydział jest, jak na dzisiaj, niemożliwym, a kwota obliczona przez autorki 13,500 rs. kroplą w morzu. Dość przejść się po klinice, gabinetach, szpitalach, aby powziąć wyobrażenie o olbrzymich sumach, potrzebnych na podobne zakłady. O założeniu więc osobnego wydziału medycznego nie ma co i marzyć — zostaje nam wspólność wykładu z mężczyznami. Jest ona z początku przykrą, ale wiemy to od osób, które przechodziły ten chrzest, że tak studentki jak i studenci wkrótce oswajają się z tą koniecznością i kobiety nic na tem nie tracą. Zarzut, że kobieta traci moralnie przy nauce medycyny, nie ma racyi bytu.

A. Gruszecki, Ważne pytanie, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1881

 

Dziennik „Medical Record" podaje że liczba kobiet doktorów bardzo się znacznie zwiększa. W Stanach Zjednoczonych praktykuje już 400 kobiet które ukończyły kursa i otrzymały patent doktorski; największa ich liczba zamieszkuje w New-Yorku i w Pensylwanii. W Rossyi 12 kobiet ma prawo wykładać kobietom kursą medycyny, 30 kobiet lekarzy pełni swe obowiązki pozostając w służbie ziemstw; 40 jest lekarzami ordynującymi w szpitalach, 25 kobiet doktorów zostały ozdobione orderem Św. Stanisława, za odznaczenie się gorliwością w pełnieniu swych obowiązków podczas wojny 1877 r. Liczba studentek ciągle także się zwiększa. W Niemczech przeciwnie nader mało kobiet poświęca się medycynie, a mała rozproszona ich garstka zajmuje się wyłącznie leczeniem chorób dziecinnych, oraz zębów i ust. W Warszawie bawi obecnie dr. medycyny, Teresa Ciszkiewicz. Panna C. przed kilku laty skończya uniwersytet w Bernie i po złożeniu rozprawy doktorskiej udała się do Drezna, gdzie czas jakiś pełniła obowiązki asystenta w klinice profesora Winkla. Zatęschniwszy do kraju, udała się do Petersburga aby tam zdać wymagane egzamina. Jakoż zdała już tak zwany egzamin filozoficzny, a kliniczny ma zdawać za powrotem do Petersburga. Po uzyskaniu tytułu doktora i prawa praktyki, panna C. zamierza stale zamieszkać w Warszawie.

Z kraju i z zagranicy, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1882

 

Córka artysty muzycznego z Warszawy, panna Szulc, zdała w Paryzkim Uniwersytecie etamin otwierający jej wstęp na wykłady wydziału lekarskiego.

 Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1884

 

Ostatni tydzień przyniósł na gwiazdkę Paryżowi dwa niezwykłe wypadki: bankructwo Towarzystwa Budowy Kanału Panamskiego – i doktoryzację panny Klary Szulcówny na fakultecie medycznym.

Bolesław Prus, Kronika tygodniowa, w: „Kurier Codzienny”, 1888

 

Że i prasa warszawska wzniosła huczne wiwaty na cześć panny Szulcówny, to także rzecz naturalna. Chodziło przecież o warszawiankę, która posiada przywilej działania na nasze wyobraźnie, jak iskra boża na beczkę prochu. Chodziło wreszcie o osobę, o której mówił cały Paryż i do której „Figaro” napisał specjalne wiersze!
Ale skąd gazety wiedeńskie przyjęły udział w tym „fakel cugu”? Jest to rzecz prawie niepojęta.
Nie zrobiły tego przez sympatią dla warszawianek; boć mamy trzy warszawianki, panie: Tomaszewicz-Dobrską, Ciszkiewiczową i Klauzińską, które również doktoryzowały się, lecz nie obudziły ani dziesiątej części tego zapału.
Pozostaje tylko jedno przypuszczenie, że prasa wiedeńska, tak dobrze jak paryska, dziś dopiero spostrzegła typ kobiety uczącej się i uczonej… może dlatego, że kiedy inne doktoryzowały się w Genewie lub Zürichu, pierwsza z pięknych Nadwiślanek, panna Szukcówna, wystąpiła w Paryżu wobec Charcotów, Straussów, Reclusów itd.
Ludziom zamieszkującym chłodniejszą strefę aniżeli ta, pod którą leży Paryż, doktoryzacja panny Szulcówny nastręcza dwie uwagi.
Pierwsza dotyczy treści rozprawy. Prawda, że temat: Kobieta jako lekarz w XIX wieku jest bardzo piękny, ale… jest to temat z dziedziny socjologii, nie medycyny. Pojmujemy traktaty medyczne, choćby „O wrastaniu paznogci” albo „O kołtunie”. Tu bowiem młody lekarz może wykazać znajomość nauk lekarskich odnośnej literatury, a nade wszystko umiejętności badania chorych. Jaki jednak związek z fizjologią, anatomią, patologią, diagnozą, a choćby nawet farmakognozją może mieć historia kobiet lekarek?... I co o tej kwestii jako oponent może powiedzieć choćby znakomity profesor Charcot…
Przypuszczam, że młoda doktorantka zna medycynę lepiej nawet aniżeli my, dziennikarze warszawscy, i że temat swojej rozprawy wybrała nie po to, ażeby dowieść fachowej umiejętności, co było zbytecznym, ale żeby „ubrać” lekarz paryskich w ogóle, a profesora Charcota w szczególności.

Bolesław Prus, Kroniki tygodniowe, w: „Kurier Codzienny”, 1888

 

Podobny system edukacyjny, oparty nie tylko „na przewadze fortepianu”, ale na przewadze „frazesów” nad „faktami”, dziwne wydaje owoce.
Mianowicie:
W szwajcarskich uniwersytetach 10% słuchaczy stanowią kobiety, po większej części Polki i Rosjanki. Otóż sławny Karol Vogt, jeden z tamtejszych profesorów, taką opinię wypowiedział o swoich słuchaczkach:
„Są one bardzo troskliwymi, gdy chodzi o robienie notatek, i – bardzo zdolnymi, gdy chodzi o naukę pamięciową. Lecz na odwrót bardzo niedbale i niechętnie oglądają okazy, są złymi obserwatorkami i wielce niezręcznymi, gdy chodzi o subtelne roboty naukowo-ręczne.”
Vogt nie przeczy, że od czasu do czasu spomiędzy studentek wychodzą bardzo zdolne osobistości. Mamy tego dowód na paniach Ciszkiewiczowej i Tomaszewicz-Dobrskiej; zresztą w samejże Szwajcarii praktykuje parę Polek-lekarek z wielkim powodzeniem. Są to jednak wyjątki; ogół zaś, wedle tego, co twierdzi Vogt, pada ofiarą „przewagi fortepianu” tudzież „historii z mitologią” w wychowaniu domowym, bo władza jego trwa ciągle. Czyny nierozsądku lub złośliwości względem żony w niczem tych praw męża osłabić nie są zdolne, jeżeli związek małżeński nie uległ rozwiązaniu.

Bolesław Prus, Kroniki tygodniowe, w: „Kurier Codzienny”, 1888

 

Dzienniki miejscowe donoszą o mającym powstać w Petersburgu instytucie medycznym dla kobiet, następujące szczegóły: Instytut, który zastąpi dawne kursy medyczne, przechodzi pod zarząd petersburskiego zarządu miejskiego; będzie istniał w jednym ze szpitalów miejskich, a na urządzenie gabinetów, laboratoryów i t. d. oddane będą wszystkie legaty, poczynione na rzecz kursów medycznych. Słuchaczkami wykładów w instytucie mają być młode kobiety, od lat 21 posiadające patenta dojrzałości z gimnazyów klasycznych. Kurs nauk trwać będzie lat sześć, z których cztery lata przeznaczono na wykłady teoretyczne, a dwa na pracę praktyczną, w szpitalach, należących do zarządu miejskiego.

 Silva rerum, w: „Kronika Rodzinna”, 1893

 

Donoszą z Petersburga, iż kandydatki chcące uczęszczać do instytutu medycznego dla kobiet, a nieposiadające patentu dojrzałości, mogą zdawać egzamin odpowiedni w gimnazyum męzkiem, najbliższem od miejsca ich zamieszkania. Kurs nauk będzie trwał osiem semestrów, to jest lat cztery.

 Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1894

 

Projekt wzniesienia w Petersburgu instytutu medycznego dla kobiet, opracowany przez komissyą specyalną, wykazuje, iż celem instytutu będzie przygotowanie specyalistek w zakresie chorób kobiet i dzieci. Instytut będzie podlegał władzy ministeryum oświecenia, do którego należy mianowanie komitetu opiekuńczego, mającego zająć się kwestyą materyalnego zabezpieczenia bytu, oraz wyborem dyrektora, który ma być głównym i bezpośrednim naczelnikiem tak instytutu, jak i internatu, urządzonego głównie dla słuchaczek przybywających ze stron dalszych. Dyrektor ma powołać na katedry profesorów, oraz naznaczyć inspektorkę, obowiązaną do bezpośredniego dozoru nad słuchaczkami i zarządu internatem.

 Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1894

 

(…)otwarcie nastąpi w r. 1897. Słuchaczkami instytutu mogą być tylko kobiety wyznań chrześcijańskich w wieku między 20 a 35 rokiem życia (…). Osoby (…) oprócz przedstawienia świadectwa ukończenia gimnazjum, winny zdać egzamin z języka łacińskiego. Zadaniem Instytutu będzie dawać słuchaczkom wykształcenie przedewszystkiem w chorobach kobiet i dzieci (…). Otrzymany (…) dyplom na tytuł kobiety-lekarza daje prawo wolnej praktyki, prawo zajmowania posad lekarza w instytutach kobiecych, gimnazyach, pensyach itd. (…), prawo zarządzania szpitalami w ziemstwach i wreszcie prawo uczestniczenia w charakterze pomocnika lekarza sądowego.

 „Gazeta lekarska”, 1895

 

Dwukrotnie, o ile wiem, czyniły kobiety starania o wstęp do uniwersytetu warszawskiego, w 1884 roku od mówiono przyjęcia ośmnastu osobom, a w roku 1890 kilkudziesięciu.
Zapis (w r. 1884) Edwarda Łojki, 20.000 rubli, jako przeznaczony na stypendya dla studentek uniwersytetu warszawskiego, nie mógł też służyć na zapoczątkowanie specyalnych kursów medycznych dla kobiet. Pozbawione zatem możności odbywania studyów na miejscu, kobiety nasze musiały wyjeżdżać za granicę. Ankieta przeprowadzona przez komitet oddziału Pracy kobiet na wystawie lwowskiej w r. 1894 wykazała, że w uniwersytetach szwajcarskich i niektórych francuskich liczba studentek polek stanowiła 1/3 a nawet więcej, liczby ogólnej uczęszczających kobiet.
Pomimo prywatnego przygotowania, studentki nasze odznaczały się wogóle dobrem zdawaniem egzaminów, nierzadko z wyróżnieniem. Tezy ich doktoryzacyjne odnosiły nawet nagrody konkursowe, np. teza z zakresu badań nad kształtowaniem się oczu, Dr. nauk przyrodniczych Michaliny Stefanowskiej i teza p. t „Historya kobiet lekarek" Dr. med. Melanii Lipińskiej.
Umiejętność dawania sobie rady z różnemi trudnościami studenckiego życia, zdobywała wogóle studentkom naszym uznanie kolegów, profesorów i społeczeństwa.
Większość studentek kończyła, lecz mniejszość nieliczna tylko, wracała do kraju, szczególniej lekarek, które przez kilka lat nie mogły zdawać egzaminów państwowych. Te, które zdążyły skończyć studya wcześniej, lub znowu w latach ostatnich, znajdowały drogę praktyki już utorowaną.

P. Kuczalska-Reinschmit, Z historyi ruchu kobiecego, w: Głos kobiet w kwestyi kobiecej, Kraków 1903

 

Panna Marya Kucharzewska, córka radcy zarządu miejskiego w Radomiu, ukończyła cum laude wydział medyczny w Genewie.

 Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1904

 

Co do frekwencji wydziałów we Lwowie wypada:
                        zwyczajn. nadzwycz. hospitant.
Na medycynie         11           -              -
,, filozofii                93          23            5
,, prawie                -             1             -
Na wszechnicy Krakowskiej:

Na medycynie        14           -             3
,, filozofii               39          77            -
,, rolnictwie           1           32            -
,, farmacyi             -            -              40
Razem                  88         203          48

 Studentki zwyczajne – z maturą i pełnymi prawami studenckimi, studentki nadzwyczajne – ze świadectwem szkoły średniej, nie dostawały patentu, ale mogły zdawać egzaminy prywatne, hospitantki – wolne słuchaczki z wykształceniem domowym

 Stefan Gorski, Studentki w Galicyi, w: „Bluszcz”, 9.10.1904

 

Wielką niechęć do studentek medycyny ogólnie, a do panny Klary Szulc w szczególności żywiła Gabriela Zapolska, zresztą ogólnie była ona przeciwna emancypacji.

Kobieta jest na to stworzona, aby nie szła sama przez życie, a nawet autorki Kasiek i Małaszek o domowym kącie marzą. Tak się zwykle kończy wszystko na świecie, a nawet panna Schultz zrzuciłaby biret z pośpiechem i welon by wsadziła! ażby jej się uszy trzęsły.

Gabriela Zapolska, list datowany 25.1.1889, z Krakowa do NN

 

Z Szeligą się nie komunikuję, więc podpisu jej nie ma.
Przewróconą ma głowę na wylot, słowo „emancypacja” je się tam łyżką. Ja „kobietą” będąc od paznokcia, ciałem i duszą, kobietą, która wie, co jest ból fizyczny, nędza i chyba nad to jeszcze gorsze opuszczenie moralne, kobietą, która na przebój wygrzebała się z suchot, niedostatku, ciemnoty, banalności – i nagle rozwinęła się jak kwiat do słońca, odczuwam to głupie, banalne i bezcelowe szamotanie się kobiet, które z braku bioder, biustu, gęstej grzywki i sposobu rozniecenia miłości, pędzą tu na uniwersytety i w salach szpitalnych oglądają nagich, rozpustą zjedzonych mężczyzn, niby w celach naukowych! Ach Panie, znam ja te studentki, bywają u mnie, patrzę się na nie. Mam rację, po tysiąc razy mam rację. Za kontuarem sklepowym żadna mi nie stanie, ale po szpitalach lata, wydając pieniądze wydarte często rodzicom. Jedyny ich cel – złowić męża! Wiążą się też bez ładu i składu, sparzają się w nędzy i barłogu i pani studentka zaszedłszy w ciążę włóczy się po kątach nie umyta, chora, plująca, nie otwierając nawet książki. Panna Schultz, ta wariatka, o której tezie gdakały kwoki warszawskie, „jęta szałem”, od pięciu miesięcy, poroniwszy, leży w łóżku, nie umiejąc nawet z tej całej medycyny dziecka uczciwie donosić.

Gabriela Zapolska, list datowany 14.1.1891, z Paryża do Adama Wiślickiego

 

W „Spójni” już się biją. Bo oto – Motz, wiesz, ten w okularach, wywalił tę małą Chrzanowską po głowie, po nosie, wszędzie, i z krzesła zrzucił. Jak mi to Loevy wczoraj opowiadał, to konałam ze śmiechu. Najprzód sobie nawymyślali od podłych i bezczelnych, a potem Motz rzucił się na tę pindę i wrzeszczał waląc: „Co ja z tą szelmą zrobię!!!” Co Ty na to? Oto są skutki równouprawnienia kobiet. Żeby Chrzanowska razem z Motzem po szpitalach się nie włóczyła, nie byłby śmiał dotknąć jej palcem. Kobieta, która przestaje być kobietą i jedno rzemiosło z mężczyzną uprawia, jest podległa zawsze tego rodzaju obelgom. Nawet u nas w teatrze koleżeństwo daje dziwne prawo brutalstwa.

Gabriela Zapolska, list datowany 2.10.1891  z Paryża do Stefana Laurysiewicza

 

Już była u mnie Chrzanowska i prosiła o protekcję. Naturalnie ja jej powiedziałam:
„Moja pani, gdyby ode mnie zależało, to z pewnością najwyższą wyrobiłabym pani bilet retour do kraju, żebyś tu bzików swych emancypacyjno-studenckich nie uprawiała. Im mniej was będzie tutaj, tym mniej będzie zamieszania i nieszczęść dla ludzi pracujących pożytecznie!

Gabriela Zapolska, list datowany 25.1.1892  z Paryża do Stefana Laurysiewicza

 

Pewnego rodzaju ewenementem był za to ojciec Sabiny Dembowskiej, który w 1879 roku miał do jednej ze swoich córek pretensje o wybór małżeństwa zamiast studiów medycznych. (Studia medyczne skończyła w końcu sama Sabina, niestety już po śmierci ojca).

Byliśmy zadowoleni z tego małżeństwa, z wyjątkiem ojca, który uważał, że Gabra jest zdolna i powinna kształcić się dalej, tym bardziej że została przyjęta na żeński Uniwersytet Lekarski w Petersburgu. Ojciec się złościł  i mówił, że Gabra jest głupia. Otwiera się przed nią świetna przyszłość, a ona poświęca ją dla małżeństwa. Uspokoiłam ojca, mówiąc, że ja poświęcę się medycynie.

Sabina Dembowska, Na każde wezwanie. Wspomnienia lekarki, Warszawa 1982

 

Sabina opisuje też problemy obyczajowe, na jakie napotkała jako hospitantka na uniwersytecie w Krakowie, wynikające z niechęci studentów do koleżanek. Ten konkretny przypadek miał miejsce w roku 1902:

Z tymi chłopaczkami miałam kiedyś przeprawę. Preparowałyśmy razem z koleżanką męskie genitalia. Chodziło o przepukliny. Miałyśmy w tym dniu oddać pracę. Na salę weszli owi chłopcy i z dowcipnymi uśmieszkami poprosili mnie o wyjaśnienie pewnych spraw z tej dziedziny, bo rzekomo się na tym nie znają. „dobrze – powiedziałam z powagą – musimy tylko iść do tablicy, bo bez rysunku trudno wyjaśnić.” Zaczęłam wykład. W międzyczasie na salę wszedł profesor. Chłopcy stali tyłem i nie widzieli go. Profesor zorientował się w sytuacji. W tej chwili ktoś chrząknął i owi młodzi ludzie uciekli z sali. Profesor podszedł do naszego stolika, poprosił mnie o indeks i nie pytając, podpisał, koleżance dał jakieś łatwe pytanie, a  chłopaczków piłował bardzo długo i kazał się zgłosić za dwa tygodnie.

Sabina Dembowska, Na każde wezwanie. Wspomnienia lekarki, Warszawa 1982

 

Po powrocie do Kraju Pożaryski ożenił się ze Smolakówną, siostrą swego przyjaciela. Poznałam ją w Zakopanem w 1903 r. już jako wdowę. Przebywała tam z córką, która po ukończeniu fakultetu medycznego wyszła za mąż za doktora psychiatrę i razem pracowali w lecznicy dla umysłowo chorych w Tworkach.

Jadwiga Ostromęcka, Pamiętnik z lat 1862-1911, Warszawa 2004

 

Plany Marii Czapskiej dotyczące studiów medycznych nie zostały dobre przyjęte przez jej rodzinę.
Ciekawym argumentem za edukacją był… brak urody Marii. Poproszony o radę ksiądz uznał, że skoro nie jest ładna, i tak nie wyjdzie za mąż, więc wykształcenie nie może jej dodatkowo zaszkodzić.

Mając lat czternaście, zachęcona przez naszą nauczycielkę, pannę Józefę Chrzanowską, postanowiłam przygotować się do matury gimnazjalnej i pójść następnie na medycynę. Ojciec, zaskoczony moim życzeniem, zasięgnął rady francuskiego abbé, wychowawcy naszego austriackiego kuzyna Ledebura. Kuzyn spędzał wakacje letnie u nas pod opieką tej duchownej osoby. Abbé Gondry przypominał światowych kapelanów XVIII wieku: średnich lat, zaokrąglonej figury, w przykrótkim, opiętym surduciku, był wrażliwy na kobiece wdzięki i przymilał się do Karli. Lubił dobrze zjeść i bolał nad tym, que chaque morceau de pain lui profite (że tyje nawet od kawałka chleba). Z polecenia ojca miał mnie wybadać i wybić z głowy projekty studiów.
„Chcesz ukończyć medycynę i leczyć ludność okoliczną – mówił – to ładnie, ale czy wzięłaś pod uwagę, że odbierzesz wtedy chleb miejscowemu felczerowi, skazując go na nędzę?”
Argument był celny, co robić? Powiedziałam, że się namyślę, i udałam się po radę do zmarłej od pięciu lat matki. W sumieniu swoim postanowiłam przyjąć jej wskazanie, jakiekolwiek by było. Nazajurz nie miałam już żadnej wątpliwości. Abusiowi powiedziałam, że felczerowi będę płaciła pensję... Abbé Gondry zdał ojcu relację ze swojej chybionej misji i zalecił nie sprzeciwiać się moim zamiarom.
„Jest tak brzydka – powiedział – że i tak za mąż nie wyjdzie, niech więc studiuje”.
Ktoś mi to powtórzył, co nie zmieniło moich zamierzeń. Ojciec napisał jeszcze do naszego wuja Jarosława Thuna, brata matki, prosząc o opinię. Wuj odpisał, że wychowanie domowe dla dziewcząt jest wystarczające, że powinny znać język francuski i umieć grać na fortepianie – un point, c’est tout. Że kobiety bas-bleus, czyli przemądrzałe, są nieznośne.
Poglądy wuja puściłam również mimo uszu, podobnie jak pouczenie starszej siostry Lili, że wzniosłe powołanie kobiety mija się z moimi zamiarami.

Mara Czapska, Europa w rodzinie, Kraków 2014

 

 Na podobny temat: Medycyna

 

Visit Czas's profile on Pinterest.