Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Dostanie się na studia medyczne, nie mówiąc już o ich ukończeniu, wymagało od kobiety znacznej determinacji i wysiłku. Przeważnie wiązało się także z wyjazdem za granicę, chociaż po jakimś czasie Francja i Szwajcaria przestały być jedynymi możliwościami. Gazety regularnie donosiły o sukcesach młodych Polek na tym polu. Nie wszystkie kobiety studiujące medycynę zostawały jednak praktykującymi lekarkami.

Nie chcę nazywać ekscentrycznością tego, iż kilkaset kobiet uczęszcza w Filadelfii na Kursa medycyny wykładane z talentem przez znanego doktora kobietę Lady Blackwell i innych wielu uczonych profesorów, bo słyszałem od kilku światłych lekarzy iż kobieta ucząca się chirurgii daleko cierpliwiej, zgrabniej i z większą lekkością może wykonywać operacye chirurgiczne, aniżeli to czynią mężczyźni większemi i cięższemi rękami, dowodem czego są opatrywania ran czynione po szpitalach i lazaretach przez siostry miłosierdzia, które z większą cierpliwością, zręcznością i łagodnością umieją się obchodzić z ranami i daleko pożyteczniejszą ulgę cierpiącym przynoszą niż posługacze męzcy. Nieraz też obiło mi się o uszy zdanie wyszłe z ust pań bardzo poważnych i wcale nie ulegających śmiesznością tak zwanej emancypacyi, lub przesadzonej skromności, że kobieta doktór, w chorobach płci swojej, daleko skuteczniej leczyłaby kobiety, aniżeli mogą tego dopełniać lekarze mężczyźni, do których w takich razach pacyentki udają się tylko w ostateczności, więc późno.

 Kalikst Wolski, Blumerystki, w: „Bluszcz”, 1866

 

Uniwersytet edynburski ukończył przygotowania do przyjmowania żeńskich studentów na medycynę. Słuchacze żeńscy pomieszczeni będą oddzielnie od mężczyzn i każdy professor osobno dla kobiet osobno dla mężczyzn miewać będzie odczyty.

 Kronika zagraniczna, w: „Kurier Warszawski”, 31.1.1870

 

Na paryzkim wydziale medycznym mamy tylko dwie panny; ale za to w szwajcaryi, na uniwersytecie zurychskim, znajdujemy 172 niewiast, zapisanych w poczet cór Eskulapa. Między niemi są trzy Polski i sto Paryżanek.

 Listy naukowe z Paryża, w: „Kronika Rodzinna”, 1873

 

Córka artysty muzycznego z Warszawy, panna Szulc, zdała w Paryzkim Uniwersytecie etamin otwierający jej wstęp na wykłady wydziału lekarskiego.

 Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1884

 

Ostatni tydzień przyniósł na gwiazdkę Paryżowi dwa niezwykłe wypadki: bankructwo Towarzystwa Budowy Kanału Panamskiego – i doktoryzację panny Klary Szulcówny na fakultecie medycznym.

Bolesław Prus, Kronika tygodniowa, w: „Kurier Codzienny”, 1888

 

Że i prasa warszawska wzniosła huczne wiwaty na cześć panny Szulcówny, to także rzecz naturalna. Chodziło przecież o warszawiankę, która posiada przywilej działania na nasze wyobraźnie, jak iskra boża na beczkę prochu. Chodziło wreszcie o osobę, o której mówił cały Paryż i do której „Figaro” napisał specjalne wiersze!
Ale skąd gazety wiedeńskie przyjęły udział w tym „fakel cugu”? Jest to rzecz prawie niepojęta.
Nie zrobiły tego przez sympatią dla warszawianek; boć mamy trzy warszawianki, panie: Tomaszewicz-Dobrską, Ciszkiewiczową i Klauzińską, które również doktoryzowały się, lecz nie obudziły ani dziesiątej części tego zapału.
Pozostaje tylko jedno przypuszczenie, że prasa wiedeńska, tak dobrze jak paryska, dziś dopiero spostrzegła typ kobiety uczącej się i uczonej… może dlatego, że kiedy inne doktoryzowały się w Genewie lub Zürichu, pierwsza z pięknych Nadwiślanek, panna Szukcówna, wystąpiła w Paryżu wobec Charcotów, Straussów, Reclusów itd.
Ludziom zamieszkującym chłodniejszą strefę aniżeli ta, pod którą leży Paryż, doktoryzacja panny Szulcówny nastręcza dwie uwagi.
Pierwsza dotyczy treści rozprawy. Prawda, że temat: Kobieta jako lekarz w XIX wieku jest bardzo piękny, ale… jest to temat z dziedziny socjologii, nie medycyny. Pojmujemy traktaty medyczne, choćby „O wrastaniu paznogci” albo „O kołtunie”. Tu bowiem młody lekarz może wykazać znajomość nauk lekarskich odnośnej literatury, a nade wszystko umiejętności badania chorych. Jaki jednak związek z fizjologią, anatomią, patologią, diagnozą, a choćby nawet farmakognozją może mieć historia kobiet lekarek?... I co o tej kwestii jako oponent może powiedzieć choćby znakomity profesor Charcot…
Przypuszczam, że młoda doktorantka zna medycynę lepiej nawet aniżeli my, dziennikarze warszawscy, i że temat swojej rozprawy wybrała nie po to, ażeby dowieść fachowej umiejętności, co było zbytecznym, ale żeby „ubrać” lekarz paryskich w ogóle, a profesora Charcota w szczególności.

Bolesław Prus, Kroniki tygodniowe, w: „Kurier Codzienny”, 1888

 

Podobny system edukacyjny, oparty nie tylko „na przewadze fortepianu”, ale na przewadze „frazesów” nad „faktami”, dziwne wydaje owoce.
Mianowicie:
W szwajcarskich uniwersytetach 10% słuchaczy stanowią kobiety, po większej części Polki i Rosjanki. Otóż sławny Karol Vogt, jeden z tamtejszych profesorów, taką opinię wypowiedział o swoich słuchaczkach:
„Są one bardzo troskliwymi, gdy chodzi o robienie notatek, i – bardzo zdolnymi, gdy chodzi o naukę pamięciową. Lecz na odwrót bardzo niedbale i niechętnie oglądają okazy, są złymi obserwatorkami i wielce niezręcznymi, gdy chodzi o subtelne roboty naukowo-ręczne.”
Vogt nie przeczy, że od czasu do czasu spomiędzy studentek wychodzą bardzo zdolne osobistości. Mamy tego dowód na paniach Ciszkiewiczowej i Tomaszewicz-Dobrskiej; zresztą w samejże Szwajcarii praktykuje parę Polek-lekarek z wielkim powodzeniem. Są to jednak wyjątki; ogół zaś, wedle tego, co twierdzi Vogt, pada ofiarą „przewagi fortepianu” tudzież „historii z mitologią” w wychowaniu domowym, bo władza jego trwa ciągle. Czyny nierozsądku lub złośliwości względem żony w niczem tych praw męża osłabić nie są zdolne, jeżeli związek małżeński nie uległ rozwiązaniu.

Bolesław Prus, Kroniki tygodniowe, w: „Kurier Codzienny”, 1888

 

Dzienniki miejscowe donoszą o mającym powstać w Petersburgu instytucie medycznym dla kobiet, następujące szczegóły: Instytut, który zastąpi dawne kursy medyczne, przechodzi pod zarząd petersburskiego zarządu miejskiego; będzie istniał w jednym ze szpitalów miejskich, a na urządzenie gabinetów, laboratoryów i t. d. oddane będą wszystkie legaty, poczynione na rzecz kursów medycznych. Słuchaczkami wykładów w instytucie mają być młode kobiety, od lat 21 posiadające patenta dojrzałości z gimnazyów klasycznych. Kurs nauk trwać będzie lat sześć, z których cztery lata przeznaczono na wykłady teoretyczne, a dwa na pracę praktyczną, w szpitalach, należących do zarządu miejskiego.

 Silva rerum, w: „Kronika Rodzinna”, 1893

 

Donoszą z Petersburga, iż kandydatki chcące uczęszczać do instytutu medycznego dla kobiet, a nieposiadające patentu dojrzałości, mogą zdawać egzamin odpowiedni w gimnazyum męzkiem, najbliższem od miejsca ich zamieszkania. Kurs nauk będzie trwał osiem semestrów, to jest lat cztery.

 Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1894

 

Projekt wzniesienia w Petersburgu instytutu medycznego dla kobiet, opracowany przez komissyą specyalną, wykazuje, iż celem instytutu będzie przygotowanie specyalistek w zakresie chorób kobiet i dzieci. Instytut będzie podlegał władzy ministeryum oświecenia, do którego należy mianowanie komitetu opiekuńczego, mającego zająć się kwestyą materyalnego zabezpieczenia bytu, oraz wyborem dyrektora, który ma być głównym i bezpośrednim naczelnikiem tak instytutu, jak i internatu, urządzonego głównie dla słuchaczek przybywających ze stron dalszych. Dyrektor ma powołać na katedry profesorów, oraz naznaczyć inspektorkę, obowiązaną do bezpośredniego dozoru nad słuchaczkami i zarządu internatem.

 Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1894

 

(…)otwarcie nastąpi w r. 1897. Słuchaczkami instytutu mogą być tylko kobiety wyznań chrześcijańskich w wieku między 20 a 35 rokiem życia (…). Osoby (…) oprócz przedstawienia świadectwa ukończenia gimnazjum, winny zdać egzamin z języka łacińskiego. Zadaniem Instytutu będzie dawać słuchaczkom wykształcenie przedewszystkiem w chorobach kobiet i dzieci (…). Otrzymany (…) dyplom na tytuł kobiety-lekarza daje prawo wolnej praktyki, prawo zajmowania posad lekarza w instytutach kobiecych, gimnazyach, pensyach itd. (…), prawo zarządzania szpitalami w ziemstwach i wreszcie prawo uczestniczenia w charakterze pomocnika lekarza sądowego.

 „Gazeta lekarska”, 1895

 

Dwukrotnie, o ile wiem, czyniły kobiety starania o wstęp do uniwersytetu warszawskiego, w 1884 roku od mówiono przyjęcia ośmnastu osobom, a w roku 1890 kilkudziesięciu.
Zapis (w r. 1884) Edwarda Łojki, 20.000 rubli, jako przeznaczony na stypendya dla studentek uniwersytetu warszawskiego, nie mógł też służyć na zapoczątkowanie specyalnych kursów medycznych dla kobiet. Pozbawione zatem możności odbywania studyów na miejscu, kobiety nasze musiały wyjeżdżać za granicę. Ankieta przeprowadzona przez komitet oddziału Pracy kobiet na wystawie lwowskiej w r. 1894 wykazała, że w uniwersytetach szwajcarskich i niektórych francuskich liczba studentek polek stanowiła 1/3 a nawet więcej, liczby ogólnej uczęszczających kobiet.
Pomimo prywatnego przygotowania, studentki nasze odznaczały się wogóle dobrem zdawaniem egzaminów, nierzadko z wyróżnieniem. Tezy ich doktoryzacyjne odnosiły nawet nagrody konkursowe, np. teza z zakresu badań nad kształtowaniem się oczu, Dr. nauk przyrodniczych Michaliny Stefanowskiej i teza p. t „Historya kobiet lekarek" Dr. med. Melanii Lipińskiej.
Umiejętność dawania sobie rady z różnemi trudnościami studenckiego życia, zdobywała wogóle studentkom naszym uznanie kolegów, profesorów i społeczeństwa.
Większość studentek kończyła, lecz mniejszość nieliczna tylko, wracała do kraju, szczególniej lekarek, które przez kilka lat nie mogły zdawać egzaminów państwowych. Te, które zdążyły skończyć studya wcześniej, lub znowu w latach ostatnich, znajdowały drogę praktyki już utorowaną.

P. Kuczalska-Reinschmit, Z historyi ruchu kobiecego, w: Głos kobiet w kwestyi kobiecej, Kraków 1903

 

Panna Marya Kucharzewska, córka radcy zarządu miejskiego w Radomiu, ukończyła cum laude wydział medyczny w Genewie.

 Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1904

 

Co do frekwencji wydziałów we Lwowie wypada:
                        zwyczajn. nadzwycz. hospitant.
Na medycynie         11           -              -
,, filozofii                93          23            5
,, prawie                -             1             -
Na wszechnicy Krakowskiej:

Na medycynie        14           -             3
,, filozofii               39          77            -
,, rolnictwie           1           32            -
,, farmacyi             -            -              40
Razem                  88         203          48

 Studentki zwyczajne – z maturą i pełnymi prawami studenckimi, studentki nadzwyczajne – ze świadectwem szkoły średniej, nie dostawały patentu, ale mogły zdawać egzaminy prywatne, hospitantki – wolne słuchaczki z wykształceniem domowym

 Stefan Gorski, Studentki w Galicyi, w: „Bluszcz”, 9.10.1904

 

Wielką niechęć do studentek medycyny ogólnie, a do panny Klary Szulc w szczególności żywiła Gabriela Zapolska, zresztą ogólnie była ona przeciwna emancypacji.

Kobieta jest na to stworzona, aby nie szła sama przez życie, a nawet autorki Kasiek i Małaszek o domowym kącie marzą. Tak się zwykle kończy wszystko na świecie, a nawet panna Schultz zrzuciłaby biret z pośpiechem i welon by wsadziła! ażby jej się uszy trzęsły.

Gabriela Zapolska, list datowany 25.1.1889, z Krakowa do NN

 

Z Szeligą się nie komunikuję, więc podpisu jej nie ma.
Przewróconą ma głowę na wylot, słowo „emancypacja” je się tam łyżką. Ja „kobietą” będąc od paznokcia, ciałem i duszą, kobietą, która wie, co jest ból fizyczny, nędza i chyba nad to jeszcze gorsze opuszczenie moralne, kobietą, która na przebój wygrzebała się z suchot, niedostatku, ciemnoty, banalności – i nagle rozwinęła się jak kwiat do słońca, odczuwam to głupie, banalne i bezcelowe szamotanie się kobiet, które z braku bioder, biustu, gęstej grzywki i sposobu rozniecenia miłości, pędzą tu na uniwersytety i w salach szpitalnych oglądają nagich, rozpustą zjedzonych mężczyzn, niby w celach naukowych! Ach Panie, znam ja te studentki, bywają u mnie, patrzę się na nie. Mam rację, po tysiąc razy mam rację. Za kontuarem sklepowym żadna mi nie stanie, ale po szpitalach lata, wydając pieniądze wydarte często rodzicom. Jedyny ich cel – złowić męża! Wiążą się też bez ładu i składu, sparzają się w nędzy i barłogu i pani studentka zaszedłszy w ciążę włóczy się po kątach nie umyta, chora, plująca, nie otwierając nawet książki. Panna Schultz, ta wariatka, o której tezie gdakały kwoki warszawskie, „jęta szałem”, od pięciu miesięcy, poroniwszy, leży w łóżku, nie umiejąc nawet z tej całej medycyny dziecka uczciwie donosić.

Gabriela Zapolska, list datowany 14.1.1891, z Paryża do Adama Wiślickiego

 

W „Spójni” już się biją. Bo oto – Motz, wiesz, ten w okularach, wywalił tę małą Chrzanowską po głowie, po nosie, wszędzie, i z krzesła zrzucił. Jak mi to Loevy wczoraj opowiadał, to konałam ze śmiechu. Najprzód sobie nawymyślali od podłych i bezczelnych, a potem Motz rzucił się na tę pindę i wrzeszczał waląc: „Co ja z tą szelmą zrobię!!!” Co Ty na to? Oto są skutki równouprawnienia kobiet. Żeby Chrzanowska razem z Motzem po szpitalach się nie włóczyła, nie byłby śmiał dotknąć jej palcem. Kobieta, która przestaje być kobietą i jedno rzemiosło z mężczyzną uprawia, jest podległa zawsze tego rodzaju obelgom. Nawet u nas w teatrze koleżeństwo daje dziwne prawo brutalstwa.

Gabriela Zapolska, list datowany 2.10.1891  z Paryża do Stefana Laurysiewicza

 

Już była u mnie Chrzanowska i prosiła o protekcję. Naturalnie ja jej powiedziałam:
„Moja pani, gdyby ode mnie zależało, to z pewnością najwyższą wyrobiłabym pani bilet retour do kraju, żebyś tu bzików swych emancypacyjno-studenckich nie uprawiała. Im mniej was będzie tutaj, tym mniej będzie zamieszania i nieszczęść dla ludzi pracujących pożytecznie!

Gabriela Zapolska, list datowany 25.1.1892  z Paryża do Stefana Laurysiewicza

 

Pewnego rodzaju ewenementem był za to ojciec Sabiny Dembowskiej, który w 1879 roku miał do jednej ze swoich córek pretensje o wybór małżeństwa zamiast studiów medycznych. (Studia medyczne skończyła w końcu sama Sabina, niestety już po śmierci ojca).

Byliśmy zadowoleni z tego małżeństwa, z wyjątkiem ojca, który uważał, że Gabra jest zdolna i powinna kształcić się dalej, tym bardziej że została przyjęta na żeński Uniwersytet Lekarski w Petersburgu. Ojciec się złościł  i mówił, że Gabra jest głupia. Otwiera się przed nią świetna przyszłość, a ona poświęca ją dla małżeństwa. Uspokoiłam ojca, mówiąc, że ja poświęcę się medycynie.

Sabina Dembowska, Na każde wezwanie. Wspomnienia lekarki, Warszawa 1982

 

Sabina opisuje też problemy obyczajowe, na jakie napotkała jako hospitantka na uniwersytecie w Krakowie, wynikające z niechęci studentów do koleżanek. Ten konkretny przypadek miał miejsce w roku 1902:

Z tymi chłopaczkami miałam kiedyś przeprawę. Preparowałyśmy razem z koleżanką męskie genitalia. Chodziło o przepukliny. Miałyśmy w tym dniu oddać pracę. Na salę weszli owi chłopcy i z dowcipnymi uśmieszkami poprosili mnie o wyjaśnienie pewnych spraw z tej dziedziny, bo rzekomo się na tym nie znają. „dobrze – powiedziałam z powagą – musimy tylko iść do tablicy, bo bez rysunku trudno wyjaśnić.” Zaczęłam wykład. W międzyczasie na salę wszedł profesor. Chłopcy stali tyłem i nie widzieli go. Profesor zorientował się w sytuacji. W tej chwili ktoś chrząknął i owi młodzi ludzie uciekli z sali. Profesor podszedł do naszego stolika, poprosił mnie o indeks i nie pytając, podpisał, koleżance dał jakieś łatwe pytanie, a  chłopaczków piłował bardzo długo i kazał się zgłosić za dwa tygodnie.

Sabina Dembowska, Na każde wezwanie. Wspomnienia lekarki, Warszawa 1982

 

 Na podobny temat: Medycyna

 

Visit Czas's profile on Pinterest.