Medycyna
O dostęp kobiet do medycyny toczyły się długie boje. Długo uważano, że studia medyczne nie pasują do natury kobiecej, oraz że kobiety nie nadają się do prowadzenia praktyki medycznej. Istniało jednak zainteresowanie i stopniowo uczelnie na świecie zaczynały dopuszczać kobiety do studiów medycznych. Jednak carska Rosja dołączyła do nich stosunkowo późno. Panny pragnące studiować medycynę musiały więc wybrać się na studia za granicą (i sfinansować je). Rozpoczęcie praktyki także nie było proste – wydaje się, że lekarki zajmowały się przede wszystkim ginekologią i pediatrią. Zaufanie społeczne wobec nich było znacznie niższe, niż wobec lekarzy mężczyzn.
Pierwszą praktykującą lekarką w Polsce była Anna Tomaszewicz, później Tomaszewicz-Dobrska (1854-1918). Studiowała w Zurychu, Wiedniu i Berlinie. Aby móc praktykować, musiała nostryfikować dyplom w Petersburgu. Specjalizowała się w chorobach kobiecych i pediatrii, działała także charytatywnie.
Czy kobieta ma być prawnikiem, lekarzem, jednem słowem specyalistą? to rzecz inna zupełnie. Czynności te pozostawiono mężczyznom, którzy w swem życiu organicznem nie doznają podobnych jak kobiety przerw w spełnianiu czynności zawodu publicznego; ale jak z jednej strony nie mamy potrzeby rekrutować specyalistek, bo człowiek, jako istota rozumna, ma prawo sam sobą kierować i obierać zawód według upodobania; tak znowu z drugiej strony nie mamy dowodu na to, aby specyalistki szkodziły społeczeństwu.
Zygmunt Dobieszewski, Prawa kobiet do nauki, w: „Tygodnik Illustrowany”, 1863
Pisma nasze niejednokrotnie donosiły, że tak we Francji, jak w Niemczech, Anglji i Ameryce, kobiety biorą się do zawodów, wyłącznie dotąd będących mężczyzn udziałem. W Ameryce słynne są już kobiety, jako Doktorzy, cieszący się ogromną praktyką. W Anglji i we Francji pełnią po zakładach Typograficznych obowiązki zecerów.
„Kurier Warszawski”, 1865
Nie chcę nazywać ekscentrycznością tego, iż kilkaset kobiet uczęszcza w Filadelfii na Kursa medycyny wykładane z talentem przez znanego doktora kobietę Lady Blackwell i innych wielu uczonych profesorów, bo słyszałem od kilku światłych lekarzy iż kobieta ucząca się chirurgii daleko cierpliwiej, zgrabniej i z większą lekkością może wykonywać operacye chirurgiczne, aniżeli to czynią mężczyźni większemi i cięższemi rękami, dowodem czego są opatrywania ran czynione po szpitalach i lazaretach przez siostry miłosierdzia, które z większą cierpliwością, zręcznością i łagodnością umieją się obchodzić z ranami i daleko pożyteczniejszą ulgę cierpiącym przynoszą niż posługacze męzcy. Nieraz też obiło mi się o uszy zdanie wyszłe z ust pań bardzo poważnych i wcale nie ulegających śmiesznościom tak zwanej emancypacyi, lub przesadzonej skromności, że kobieta doktór, w chorobach płci swojej, daleko skuteczniej leczyłaby kobiety, aniżeli mogą tego dopełniać lekarze mężczyźni, do których w takich razach pacyentki udają się tylko w ostateczności, więc późno.
Kalikst Wolski, Blumerystki, w: „Bluszcz”, 1866
Ameryka także pierwsza wydała lekarza-kobietę. Dowodzi to, że umysł kobiecy podołać może nawet tak rozległej umiejętności stosowanej jaką jest medycyna. Nie sądzę jednak aby zawód ten nateraz zwłaszcza był wdzięczną i płodną dla pracy jej niwą. Odbycie studyów w zwyczajnym uniwersytecie wymaga niezmiernej ze strony kandydatki energii i poświęcenia wielu nawyknień niewieścich, na co potrzeba wyjątkowego chyba zamiłowania; przytem napotyka zbyt wiele przeszkód i trodności, które nie wszędzie przełamać się dadzą; wątpić zaś należy by w Europie miano otworzyć rychło osobne dla nich katedry. Praktyczniejszym w tej chwili i łatwiejszym, bo nierównie krótszej i mniej mozolnej wymagającym nauki zawodem byłoby zajęcie felczerskie przy salach kobiecych w szpitalach, lub w zwykłej praktyce przy chorych kobietach. Dając przyzwoite utrzymanie, nie ubliżałoby wcale godności nawet wykształconej kobiety, skoro siostry Miłosierdzia czynią podobne posługi; a wrodzona jej tkliwość, łagodność, współczucie, i politowanie dla cierpiących, byłyby moralną rękojmią chętnego i troskliwego spełniania obowiązków. Sądzę że możnaby o tem u nas pomyśleć.
M. Ch., Listy z ulicy Złotej, w: „Bluszcz”, 1867
Nowojorkskie gazety donoszą, źe obecnie praktykuje w Filadelfji sześć kobiet jak lekarze, i mają rocznie dochodu od dwóch do dziesięciu tysięcy dollarów. Pani doktór, w Orange w New-Jersey, zarabia od 10,000 do 15,000 dol., a inna w Nowym Jorku aż do 20,000 dol. doprowadziła. Niektóre z tych kobiecych medyków odznaczają się jako biegli chirurdzy i operatorowie
„Kurier Warszawski”, 1868
Jeden z dzienników new-jorkskich oblicza dochody pewnego doktora-kobiety na przeszło rs. 30,000 rocznie.
„Kurier Warszawski”, 1868
Otóż dr Benni sądzi, że jest to jedynie właściwe pole dla kobiet-lekarek że, chociaż słuchać mogą całego kursu medycyny, w praktyce jednak poprzestać winny na pracy lekarek-akuszrek. Zgadza się to z ich usposobieniem i przygotowaniem naukowem, które, jak dotąd, gruntownem bynajmniej nie bywa, a wreszcie pozwala im to pozostać… kobietami.
Kronika tygodniowa, w: „Tygodnik Illustrowany”, 1877
Panna Tomaszewiczówna z Łomży, o której studyowaniu medycyny na uniwersytecie Zurychskim, pismo nasze donosiło, otrzymawszy stopień doktora medycyny i chirurgii, wróciła do kraju i zapisała się na członka Warszawskiego Towarzystwa Lekarskiego, lecz przy głosowaniu, które otwiera dopiero wstęp do Towarzystwa, nie otrzymała dostatecznej liczby głosów przychylnych. Na trzydziestu głosujących, dziewiętnastu dało je tylko, nie stanowiło to przecież potrzebnej większości.
Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1878
Panna Tomaszewiczówna, doktorka medycyny, otrzymała pozwolenie na praktykę lekarską w mieście naszem i udziela porady w chorobach dzieci i kobiet w lecznicy przy ulicy Niecałej.
Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1880
Władza udzieliła zezwolenie mieszkance m. Warszawy, pannie Annie Tomaszkiewiczównej, która odbyła egzamin na kursach żeńskich medycznych przy szpitalu wojskowym Mikołajewskim, zajmowania się praktyką lekarską w Warszawie, w granicach wskazanych reskryptem z dnia 7 kwietnia 1879 roku.
Wiadomości bieżące, w: „Gazeta Lekarska”, 1880
Mamy już pierwszą kobietę-doktora, jest nim panna Tomaszewiczówna, która ukończywszy kursa medyczne za granicą i po ulegalizowaniu patentu w Petersburgu, otrzymała pozwolenie praktykowania i osiadła w Warszawie.
Panna Tomaszewiezówna jest autorką kilku poważnych prac naukowych na polu medycyny i oswoiła się z praktyką w wielu klinikach zagranicznych. Chcąc okazać uznanie swoje dla poważnej pracy i nauki, lekarze zarządzający lecznicą 1-szą przy ulicy Niecałej, przyjęli ją do swego grona jako ordynującą w chorobach kobiecych i dziecinnych i zdaje się że jest to właśnie najwłaściwszy wydział. Jeden jeszcze dowód że praca i wytrwałość największe może pokonać trudności; może niezadługo powiększy się liczba kobiet-lekarek, gdyż między innemi dzienniki wiedeńskie wymieniają kilka studentek, przyznając im wielkie zdolności połączone z wzorowem postępowaniem i wytrwałą pracą.
Z kraju i z zagranicy, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1880
Panna Anna Tomaszkiewicz, mając patent doktora medycyny uniwersytetu Zurichskiego i która złożyła egzamin na kursach medycznych żeńskich przy jednym ze szpitali w cesarstwie, otrzymała obecnie zezwolenie na zajmowanie się praktyką lekarską w Warszawie, z prawem ordynowania w szpitalach kobiecych, położniczych i dziecinnych.
Z kraju i z zagranicy, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1880
To tylko uważać można za pewnik, że nawet gdy nadejdzie czas kobiet doktorek medycyny i kobiet adwokatów, zawsze stanowić one będą wyjątek, i to także rzecz niezawodna że chociaż społeczeństwo jak najuprzejmiej przychyla się do życzeń pewnej liczby kobiet, pomimo to nigdy zadowolnić ich nie zdoła.
J.B., G. Valbert, O emancypacyi kobiet, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1880
U nas p. Tomaszewiczówna jest, prócz p. M. Zakrzewskiej, którą nie wiedzieć czy już do nas liczyć można, jedną i jedyną kobietą, która studiowała medycynę. Nie zdaje się, aby obecnie znajdowała się gdzie jaka rodaczka nasza, kształcąca się w tym kierunku; p. Tomaszewicz ma praktykę bardzo zadawalającą.
Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1881
W stowarzyszeniu psychyatrów w Petersburgu obraną została na członka pani Tarnowska; pierwszy to przykład udziału w tem stowarzyszeniu kobiety.
Z kraju i z zagranicy, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1881
I oto jak widzimy, znalazło się już kilka nowych dróg pracy dla nas. Nie na tem jednak koniec, bo oto jedna jeszcze, którą szanowni czytelnicy przyjmijcie cierpliwie, aż jej plan poznacie, a wątpię, by w formie takiej, w jakiej ją tu podam, mogła być uznaną za niewłaściwą dla kobiet. Chcę się o niej rozpisać najszerzej, by tem skuteczniej pojęcie o jej drażliwości zniweczyć. Jest nią medycyna. Medycyna stałaby się właściwą gdyby była wykładana kobietom osobno przez zacnych i poważnych wiekiem ludzi, którzyby wykładając drażliwsze rzeczy, nie mieszali do nich żarcików luźnych, jak to podobno w szwajcarskich uniwersytetach się praktykuje, a traktując rzeczy seryo i wychodząc z zasady przysłowia łacińskiego, że dla przyzwoitych wszystko jest przyzwoite, starali się zachowaniem swojem potwierdzić słuszność tej sentencyi.
W programie rzeczonego zakładu, musiałyby być zupełnie oddzielne przepisy dla studentek medycyny. A najprzód niewolno byłoby wstępować na ten wydział przed ukończeniem lat 28 wieku, uważanego przez hygienistów za wiek zupełnie dojrzały, a zatem i do studyów więcej realnych stosowny. Niewolno byłoby przechodząc ogólną medycynę, zostawać lekarzem do innych chorób, jak kobiecych i dziecinnych; i w tym kierunku uczenice musiałyby obrać jakąś specyalność, czyto wyższą akuszeryą, czy chirurgią, czy choroby oczu, uszu, gardła, piersi, słowem wszelkich innych, ale zawsze tylko w związku bezpośrednim z ciałem kobiecem i dziecięcem zostających. Na takie tylko specyalności dyplomy dostawaćby mogły, a tym sposobem i w anatomii nie wszystkie części ciała ludzkiego jednakowo potrzebowałyby być studyowane, ale głównie te tylko które by się odnosiły do ustroju ciała kobiecego, lub dziecinnego.
Aby taką wyższą szkołę w życie wprowadzić, proponuje autorka sposób użyty przy założeniu stowarzyszenia spożywczego „Merkury". Pan Nagórny podał myśl szczęśliwą, utworzenia kapitału zakładowego, nadzwyczaj łatwym sposobem. Oto trzy tysiące rodzin złożyło tylko po rs. 10, a zaraz powstała z tego suma 30,000 rs. wynosząca; — czyżbyśmy podobnie zrobić nie mogli, gdyby 10,000 rodzin klasy średniej w kraju całym, zechciały dać po 10 rs. na ten zakład, uczyniłoby to 100,000 rs., od czego szósty procent, wraz z wpisem uczenie, wynoszącym 75 rs. rocznie, uczynićby powinien co najmniej 13,500 rs. przypuszczając tylko 100 uczenic płatnych.
A. Gruszecki, Ważne pytanie, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1881
Dziennik „Medical Record" podaje że liczba kobiet doktorów bardzo się znacznie zwiększa. W Stanach Zjednoczonych praktykuje już 400 kobiet które ukończyły kursa i otrzymały patent doktorski; największa ich liczba zamieszkuje w New-Yorku i w Pensylwanii. W Rossyi 12 kobiet ma prawo wykładać kobietom kursą medycyny, 30 kobiet lekarzy pełni swe obowiązki pozostając w służbie ziemstw; 40 jest lekarzami ordynującymi w szpitalach, 25 kobiet doktorów zostały ozdobione orderem Św. Stanisława, za odznaczenie się gorliwością w pełnieniu swych obowiązków podczas wojny 1877 r. Liczba studentek ciągle także się zwiększa. W Niemczech przeciwnie nader mało kobiet poświęca się medycynie, a mała rozproszona ich garstka zajmuje się wyłącznie leczeniem chorób dziecinnych, oraz zębów i ust. W Warszawie bawi obecnie dr. medycyny, Teresa Ciszkiewicz. Panna C. przed kilku laty skończya uniwersytet w Bernie i po złożeniu rozprawy doktorskiej udała się do Drezna, gdzie czas jakiś pełniła obowiązki asystenta w klinice profesora Winkla. Zatęschniwszy do kraju, udała się do Petersburga aby tam zdać wymagane egzamina. Jakoż zdała już tak zwany egzamin filozoficzny, a kliniczny ma zdawać za powrotem do Petersburga. Po uzyskaniu tytułu doktora i prawa praktyki, panna C. zamierza stale zamieszkać w Warszawie.
Z kraju i z zagranicy, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1882
„Kronika lekarska" podaje ciekawe szczegóły odnoszące się do kobiet lekarzy praktykujących w Stanach Zjednoczonych północnej Ameryki. Pierwszą promowaną lekarką w Ameryce północnej była Dr. Elżbieta Blackwell, Angielka, która ukończyła kursą w Genewie, w 1848 roku. W tymże roku założona została w Bostonie pierwsza szkoła lekarska dla kobiet. Z liczby 430 kobiet o których można było zebrać wiadomości, 390 obecnie zajmuje się praktyką, 11 nie praktykowało wcale, 29 rozpoczęły praktykę, ale wkrótce ją zarzuciły. Przed rozpoczęciem kursów lekarskich 75% było panien, 19% zamężnych, 6% wdów. Przeciętny wiek wynosił lat 27. Kobiet doktorów 341 zajmuje się prawidłową medycyną, 13 homeopatyą. Dziesięć na zapytanie uczynione w tym względzie żadnej nie dało odpowiedzi. Praktyką ogólną, jednak przeważnie kobiecą, zajmuje się 269, gynekologią i akuszeryą lub chirurgią 45, oftalmologią 1, atiatrią 4, chorobami umysłowemi 7 a 13 zajmuje się praktyką w szpitalach. Już po otrzymaniu dyplomów 65 wyszło za mąż — z tych 19 za lekarzy; z tej liczby 14 przestało praktykować; z wyjątkiem, same zajmowały się wychowaniem swoich dzieci. Pierwszy szpital dla kobiet lub dzieci, w którym dozorują same kobiety, założony został w Nowym Yorku w r. 1875 przez Dr. Emilię i Elżbietę Blackwell oraz Maryą Zakrzewską. W r. 1858 Zakrzewska założyła podobny szpital w Bostonie; około 12 kobiet-doktorów praktykuje przy missyach i wielkie oddaje usługi.
Z kraju i z zagranicy, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1882
Na dowód, że kobieta może dorównać siłą woli i zdolnościami mężczyznie, brakowało dotychczas Czeszkom kobiety-lekarza, ale obecnie dowiadujemy się, że pani Anna Bayerowa ukończywszy nauki w Bernie, tamże stopień doktora medycyny otrzymała. Powinszować im możemy, lecz nie zazdrościć, gdyż już od trzech lat posiadamy w Warszawie panią Tomaszewicz-Dobrską a niebawem obiecują nam przybycie dwóch innych doktorów medycyny rodzaju żeńskiego, z których jeden ma stały zamiar osiedlić się na wsi, dla niesienia ulgi jej mieszkańcom tak często pozbawionym pomocy lekarskiej. Jest to myśl piękna i poczciwa, lecz czas dopiero pokaże czy się da uskutecznić. Zawód lekarza prowincyonalnego, a cóż dopiero wioskowego, jest nader mozolnym i kto wie czy fizyczne siły kobiety będą mogły mu sprostać.
Helena K., Kilka słów o piśmiennictwie i ruchu umysłowym w Czechach, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1882
W jednym z Przytułków dla kobiet, które z d. 13 bieżącego miesiąca w mieście naszem otwarte zostaną, stale ordynować będzie Dr Anna Tomaszewicz.
Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1882
W dniu 27 Grudnia zmarła w skutek zarażenia się dyfteryą w Peterburgu Marja Mordwinowa kobieta-lekarz. Nieboszczka pochodziła z zamożnej i arystokratycznej rodziny. Życie całe poświęciła leczeniu ludu. Egzamin lekarski złożyła w r. 1880 od tego czasu latem leczyła lud wiejski a w zimie niosła pomoc w suterenach i na poddaszach.
Wiadomości bieżące krajowe i zagraniczne, w: "Medycyna", 1883
W Taszkiencie general Czerniajew urządził szpital dla kobiet krajowych. Leczyć w nim będą wyłącznie kobiety.
Wiadomości bieżące krajowe i zagraniczne. Z Cesarstwa, w: "Medycyna", 1883
I tak np. grono naszej intelligencyi i to we właściwem znaczeniu tego często nadużywanego wyrazu powiększyła kobieta-doktór, w osobie p. Teresy Ciszkiewicz, która ukończyła studya medyczne w Bernie, następnie zdawała egzamina w Petersburgu i na stało osiadłszy w Warszawie, ogłosiła że chorych przyjmuje. Za jakie lat dziesiątek fakt przybycia nowego doktora-kobiety będzie miał zapewne tylko znaczenie bieżącej wiadomości, większe lub mniejsze zainteresowanie się nim, zależeć już będzie od osoby doktora, lecz obecnie medycynierki mają jeszcze tyle trudności do zwalczania, tyle zwyczajów do przełamania, że każdej pionierce na nowej drodze, po dojściu do stanowiska lekarza, musiemy przyznać ipso facto, nietylko zdolności umysłowe, ale wielką siłę woli, świadomość jasną wytkniętego celu a nadewszystko wytrwałość.
Ten ostatni przymiot podkreślam, gdyż niestety wątpię aby nawet najzapaleńszy szowinista mógł nam go przyznać, a jednak możnaby doń przystosować przypowieść o wierze i miłości: „gdybym miał wiarę co góry przenosi, a miłości (vel wytrwałości) bym nie miał, byłbym jako miedź brzęcząca."
Otóż panie: Tomaszewicz i Ciszkiewicz dały nam już dowody, że wytrwałość posiadają. Miejmy nadzieję że za ich przykładem może i my wszyscy przejmiemy się tą cnotą, wszak mamy doskonałych nauczycieli, którzy próbują naszej wytrwałości, i uczą nas cierpliwości, spokojności i innych ości, które w gardle nam stoją... to musiemy je przełknąć...
Zygzak, Z dwóch tygodni, w: „Moda”, 1883
*** Niezadługo przybyć ma do Warszawy panna Teresa Ciszkiewicz, która ukończywszy kursa medyczne w Bernie i odbywszy praktykę w jednej z większych drezdeńskich klinik, udała się do Petersburga, gdzie złożyła egzamin na stopień lekarski. Panna Ciszkiewicz ma zamieszkać stale w Warszawie. Druga to więc już rodaczka nasza z dyplomem ukończonych nauk medycznych, praktykować będzie w naszem mieście.
Z kraju i z zagranicy, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1883
Wysoka użyteczność, jako doktora medycyny dla chorób kobiet i dzieci, pani z Tomaszewiczów Dobrskiej wykazała się tak przez szerokie koło praktyki, jak i przez ogólne uznanie posiadane przez te panią w mieście naszem. Otóż obecnie przybywa Warszawie drugi doktor medycyny kobieta: p. Teresa z Cieszkiewiczów Cieszkiewicz. Rodem ze Żmudzi. naukowo kształciła się w Rydze. gdzie też odbyła pierwsze studya medyczne, następnie w 1874 r. udała się do Szwajcaryi, weszła jako studentka medycyny do uniwersytetu w Bern, gdzie pozostawała lat pięć. Po ukończeniu studyów udała się do Drezna i przy profes. Winkel, specyaliście w chorobach kobiecych, uważającemu to za postęp szczęśliwy, aby kobiety kształciły się i praktykowały w tej gałęzi nauki lekarskiej, pracowała przez kilka miesięcy, jako jego assystentka. Po wyjeździe z Drezna, praktykowała w Rydze, wreszcie w Maju roku zeszłego złożyła wymagalny egzamin w Petersburskiej Radzie Lekarskiej, i przybywszy do Warszawy, praktykuje od 1 Października r. z.
Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1884
— Anna z Luboradzkich Gardulowa, doktorka medycyny, wykształcona do zawodu lekarskiego w Ameryce, w Bostonie wraca do kraju wraz z żyjącemi dotąd rodzicami, z któremi emigrowała niegdyś do Ameryki. Obecnie pani ta jest wdową, zamierza osiąść i praktykować w Wilnie, zkąd jest rodem. Dodać tu należy, co pismo nasze już podawało, że wśród medycznych szkół i akademii Ameryki głównie, a niemal jedynie Boston uzdalnia kobiety do prawdziwej wiedzy doktorów medycyny.
Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1884
— Dzienniki donoszą o spodziewanem przybyciu do miasta naszego p. Adeli Wichrowskiej, która, wyuczywszy się medycyny w Ameryce i owdowiawszy, wróciła do kraju z zamiarem praktykowania. Obecnie pani ta jest zajęta zdawaniem potrzebnego w tym celu examinu.
Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1884
— Kobietom doktorom medycyny mogą być powierzone u nas funkcye lekarzy szkolnych z warunkiem przecież, że każda taka nominacya potrzebuje być potwierdzoną przez ministeryum spraw wewnętrznych. Sądzimy, że chodzi tu o szkoły elementarne, i zakłady wychowawcze dla dziewcząt.
Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1886
Kobiety-doktorki. W Petersburgu, z końcem roku szkolnego, wyjdzie ostatnia partya słuchaczek z kursów medycznych dla kobiet, istniejących przy tamtejszej akademii. Następnie, instytucya ma być zamkniętą, pracownie zaś i gabinety przyłączone do akademii.
Chcąc jednak kursa żeńskie nadal utrzymać, miejscowe dzienniki proponują połączenie tychże z wyższą szkołą Bestużewa, a przed czterema laty, pewna zamożna dama zgodziła się wypłacać rocznie 15,000 rs. na utrzymanie żeńskich kursów.
W połączeniu z rządowem subsydyum i funduszem wpisowym, suma ta wystarczyłaby na utrzymanie zakładu, lecz nie ma go gdzie pomieścić, a o budowie oddzielnego gmachu myśleć niepodobna.
Przed kilku laty, w Odesie, profesor Traczewski otworzył kursą przygotowawcze dla kobiet, troskliwi o przyszłość instytucyi zaczęli zbierać składki, zarząd miejski zdecydował się dać na ten cel 10,000 rs., a pomimo to wszystko projekt upadł.
Obecnie jest zamiar połączyć fundusze zebrane w Odesie, z petersburskiemi i podtrzymać zachwianą egzystencyę medycznych kursów dla kobiet.
Na ostatnim zjeździe lekarskim, w Petersburgu, postanowiono wyjednać w sferach rządowych, zrównanie praw kobiet lekarek z mężczyznami.
Wiadomości z kraju, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1886
Z działalności kobiet.
Elżbieta Jarzyńska, córka złotnika z Rawy, została profesorem ginekologii przy klinikach w Bostonie.
Wiadomości z pod naszej strzechy i z obczyzny, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1887
W chwili obecnej Warszawa posiada siedm kobiet lekarzy, poświęcających się praktyce.
Liczba ta powiększy się niebawem, gdyż była uczenica uniwersytetu w Zurichu, panna Marya Czetwierska, udała się do Petersburga, aby tam złożyć wymagany egzamin i osiąść na stałe w mieście naszem. Nadto, panna Zofia Gutzmanówna, warszawianka, w ciągu ostatnich dni, na wydziale lekarskim w Warszawie, złożyła egzamin dentystyczny. Jest ona pierwszą dopiero, której komisya egzaminacyjna wydziału lekarskiego w Warszawie przyznała stopień dentystki.
Wiadomości z pod naszej strzechy i z obczyzny, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1887
Otwartym został w Warszawie nowy przytułek dla rodzących i położnic – a lekarzem takowego mianowano panią Klauzińską.
„Gazeta Lekarska”, 1887
Między 16 i 23 stycznia odbył się 2gi Zjazd rosyjskich lekarzów w Moskwie, poświęcony pamięci Pirogowa. Przewodniczył mu prof. chirurgii Dr. Sklifosowski. W Zjeździe wzięło udział 1287 lekarzów (na zeszłorocznym w Petersburgu było tylko 500), w tej liczbie kobiet lekarek 58 i 1 lekarz bułgarski. Jedna z pań przewodniczyła w sekcyi społecznej medycyny i higijeny. Najwięcej lekarzów było z Moskwy 656, z Petersburga 87, z Kijowa 30, Charkowa 22 i Warszawy 11. W liczbie warszawskich lekarzów, z których 4ek było rosyjan, zapisana nie znana nam p. Maryja Walicka, jakoby wolno praktykująca w Warszawie lekarka. Z prowincjonalnych lekarzów Król. Polskiego, prócz jednego lekarza wojskowego, żaden nie brał udziału w Zjeździe.
Dr. J.T., Korespondencyja z Rossyi i Krol. Polskiego, w: „Przegląd Lekarski, wydawany staraniem Oddziału Nauk Przyrodniczych i Lekarskich C.K. Towarzystwa Naukowego Krakowskiego,” 1887
Rodaczka nasza pani Łozińska, pochodząca z Radomia, która ukończyła fakultet medyczny w jednym z uniwersytetów szwajcarskich, zakłada w Konstantynopolu lecznicę dla kobiet. Ponieważ mahometankom nie wolno leczyć się u mężczyzn, więc kobiety lekarki mają w Turcyi dość wielkie powodzenie.
Wiadomości z różnych stron, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1888
— P. Marya Launer, Warszawianka, ukończyła fakultet medyczny w Zurychu. Zamierza ona praktykować w Warszawie po dopełnieniu potrzebnych formalności egzaminu państwowego.
Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1889
Miał więc racyę główny filar wiedzy medycznej paryzkiej, winszując p. Szulcównie, iż szlachetny ten obrała zawód, bo wszędzie gdzie się rozlega jęk niewieści, lub kwilenie niemowlęcia, tam dla niej otwarte pole do niesienia ulgi i pociechy.
A. Krz., Kobieta lekarz XIX wieku. Rozprawa doktoryzacyjna panny Karoliny Szulcówny., w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1889
Nareszcie, jeżeli kobieta nie wyszła za mąż i musi pracować na siebie, mężczyźni stawiają jej wszelkiego rodzaju przeszkody. Jest lekarką – mówią, że mózg jej za mało waży na to, ażeby pisała recepty.
Bolesław Prus, Kroniki tygodniowe, w: „Kurier Codzienny”, 1888
W 1888 roku w Paryżu obroniła doktorat z medycyny Polka Karolina Szulc, co wywołało znaczny oddźwięk w prasie – częściowo ze względu na sukces rodaczki za granicą, i to w tak rzadkiej dziedzinie, a częściowo dlatego, że oponentem panny Szulcówny był sam wielki Jean-Martin Charcot, jeden z najwybitniejszych lekarskich autorytetów. Bolesław Prus w ten sposób podsumował (i skrytykował) argumenty Charcota przeciw kobietom chcącym uprawiać zawód lekarza.
(Warto zauważyć znaczący wielokropek przed słowem „niezdrowa” w argumentacji Charcota. Prus ujął sprawę z nieco bardziej ogólnej strony, ale wydaje się prawdopodobne, że szacownemu profesorowi nie chodziło tu o zwykłą chorobę, a o menstruację, która jego zdaniem uniemożliwiałaby lekarce wizytę u pacjenta. Dodatkowo uprawdopodobnia to fakt, że specjalnością Charcota była histeria, którą uważano za ściśle powiązaną ze stanem kobiecych narządów płciowych.)
Że i prasa warszawska wzniosła huczne wiwaty na cześć panny Szulcówny, to także rzecz naturalna. Chodziło przecież o warszawiankę, która posiada przywilej działania na nasze wyobraźnie, jak iskra boża na beczkę prochu. Chodziło wreszcie o osobę, o której mówił cały Paryż i do której „Figaro” napisał specjalne wiersze!
Ale skąd gazety wiedeńskie przyjęły udział w tym „fakel cugu”? Jest to rzecz prawie niepojęta.
Nie zrobiły tego przez sympatią dla warszawianek; boć mamy trzy warszawianki, panie: Tomaszewicz-Dobrską, Ciszkiewiczową i Klauzińską, które również doktoryzowały się, lecz nie obudziły ani dziesiątej części tego zapału.
Pozostaje tylko jedno przypuszczenie, że prasa wiedeńska, tak dobrze jak paryska, dziś dopiero spostrzegła typ kobiety uczącej się i uczonej… może dlatego, że kiedy inne doktoryzowały się w Genewie lub Zürichu, pierwsza z pięknych Nadwiślanek, panna Szukcówna, wystąpiła w Paryżu wobec Charcotów, Straussów, Reclusów itd.
Ludziom zamieszkującym chłodniejszą strefę aniżeli ta, pod którą leży Paryż, doktoryzacja panny Szulcówny nastręcza dwie uwagi.
Pierwsza dotyczy treści rozprawy. Prawda, że temat: Kobieta jako lekarz w XIX wieku jest bardzo piękny, ale… jest to temat z dziedziny socjologii, nie medycyny. Pojmujemy traktaty medyczne, choćby „O wrastaniu paznogci” albo „O kołtunie”. Tu bowiem młody lekarz może wykazać znajomość nauk lekarskich odnośnej literatury, a nade wszystko umiejętności badania chorych. Jaki jednak związek z fizjologią, anatomią, patologią, diagnozą, a choćby nawet farmakognozją może mieć historia kobiet lekarek?... I co o tej kwestii jako oponent może powiedzieć choćby znakomity profesor Charcot…
Przypuszczam, że młoda doktorantka zna medycynę lepiej nawet aniżeli my, dziennikarze warszawscy, i że temat swojej rozprawy wybrała nie po to, ażeby dowieść fachowej umiejętności, co było zbytecznym, ale żeby „ubrać” lekarz paryskich w ogóle, a profesora Charcota w szczególności.
Istotnie, czcigodny uczony przemawiał do panny Szulcówny w ten sposób, jakby (jeżeli dokładne są sprawozdania dzienników) mowę „opozycyjną” pisał nie on sam, ale… jego wróg śmiertelny…
Oto argumenta, za pomocą których na fakultecie medycznym w Paryżu dowodzi się kobietom, że nie mogą być lekarkami:
„Przekonani jesteśmy – mówi profesor Charcot – że kobieta, przewyższając mężczyznę pod wieloma względami, dorównywa mu częstokroć pod względem intelektualnym. Ale jeżeli chciałaś pani dowieść, że medycyna jest zawodem równie kobiet, jak mężczyzn, niepodobna, bym przeciwko tej pretensji nie miał powstać… Kobieta-lekarz należeć będzie zawsze do kobiet wyjątkowych…”
„A trzeba przyznać, iż kiedy kobieta bierze się do rzeczy właściwych mężczyznom, nie zadowolni się nigdy rolą drugorzędną. Mówię tu o kobietach wojskowych, które jak pani wiadomo, odegrywały role jenerałów – nigdy zaś żołnierzy.”
„Przechodząc do kobiet lekarzy – od pierwszej chwili chcą one zajmować miejsca ordynatorów w szpitalach i rozpoczynają praktykę w wielkich miastach, żadna zaś nie pójdzie na prowincję leczyć wiejskich pacjentów.”
I kłaniając się z uśmiechem dodaje:
„Jesteś pani piękna, czy sądzisz pani, że pewne działy medycyny w praktyce lekarskiej przystoją jej urodzie i jej kobiecemu ubraniu?
A jeżeli wezwą cię do chorej wśród nocy zimowej, a pani sama będziesz… niezdrowa, co pocznie chora, która liczy na twoją opiekę?”
„…Kobiety te (lekarki) myślą więcej o sobie aniżeli o ludzkości, aspirują do miejsc pierwszorzędnych, do miejsc korzystnych i na widoku będących…”
I tak dalej.
Gdyby Charcot, znany w europie jako powaga w rzeczach chorób nerwowych, powiedział krótko: kobiety mają takie węzły nerwowe, a nie mają owakich, co im przeszkadza być lekarzami, może by mu na słowo wierzono. Ponieważ jednak wdał się w dowodzenie, trudno więc ukryć, że argumenta jego są nie tylko słabe, ale po prostu skandalicznie słabe.
Niedawno bowiem profesor Vogt również występował przeciw kobietom lekarkom i postawił im, nie wiem czy słuszny, lecz w każdym razie ciężki zarzut. W prosektorium – mówił – kobieta najgorzej przygotowuje preparaty, a w klinice jest najgorszą obserwatorką.
To byłby zarzut dowodzący, jeżeli nie niezdolności kobiet, to przynajmniej ich złego przygotowania do studiów.
Ale rozpatrzmy „zarzuty” Charcota.
„Kobiety lekarki – mówi Charcot – będą zawsze wyjątkowymi kobietami.”
A mężczyźni lekarze czyliż nie są „wyjątkowymi mężczyznami”? Wszakże jeden lekarz przypada średnio na kilka tysięcy nie-lekarzy, jest więc wyjątkiem… Tak samo jak jest wyjątkiem mężczyzna inżynier, mężczyzna śpiewak, mężczyzna niewidomy, a nawet mężczyzna fryzjer i mężczyzna tapicer.
Cóż by to jednak była za dziwna loika, gdybyśmy zaprzeczyli mężczyznom zdolności na przykład tapicerskich na tej zasadzie, że tapicerowie są w społeczeństwie „wyjątkami”?
„Kobiety – mówi Charcot – nie zadawalniają się rolą drugorzędną; kobiety wojskowe odegrywały role jenerałów, nigdy zaś żołnierzy”.
Oczywista bajka. W każdej armii, nie wyłączając tureckiej, trafiały się kobiety-żołnierze i nawet były nagradzane za męstwo. Kobieta zaś „jenerał” była, o ile wiem, tylko jedna, w czasie wojny Stanów Amerykańskich północnych z południowymi, a i ta pracowała w sztabie, nie zaś rwała się do dowodzenia armią.
To, że lekarki garną się do miejsc korzystnych i widocznych albo że nie wyjeżdżają na wieś, nie stanowi żadnego specjalnego argumentu; mężczyźni bowiem równie wolą wielkie miasta i stanowiska wydatne.
„A jeżeli wezwą cię do chorej, gdy sama jesteś… niezdrowa?” – pyta Charcot. Panna Szulcówna mogła mu odpowiedzieć: to samo, co się dzieje z chorym, gdy lekarz mężczyzna jest niezdrów… Lekarz nie idzie do chorego, tylko do łóżka i ja potrafię to samo.
„A czy pewne działy medycyny przystoją kobiecej urodzie i ubraniu?” – kończy Charcot. Pomijam kwestię, że przecież trafiają się przystojni i ładnie ubrani lekarze, którym wdzięk ani ubiór nie przeszkadza w praktyce. Ale… czy na przykład niańczenie małych i zazwyczaj bardzo nieporządnych dzieci przystoi piękności i toalecie kobiecej?... Jaki związek może mieć piękność i ubranie z chorobą i jak to dziwnie brzmi w ustach Charcota, który w tej samej mowie zaleca kobietom być dozorczyniami przy chorych?...
Przecież dozorczyni więcej aniżeli lekarz naraża swoją urodę i toaletę, to darmo…
Krótko mówiąc, profesor Charcot, zamiast dowieść, że kobiety nie mają kwalifikacji na lekarki, dowiódł całkiem innej rzeczy; tej mianowicie, że można być bardzo słabym… oponentem, będąc znakomitym lekarzem.
Bolesław Prus, Kroniki tygodniowe, w: „Kurier Codzienny”, 1888
P. Marya Launer, Warszawianka, ukończyła fakultet medyczny w Zurychu. Zamierza ona praktykować w Warszawie po dopełnieniu potrzebnych formalności egzaminu państwowego.
Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1889
Panna Karolina Szulcówna, Warszawianka, która niedawno, jak to w swoim czasie donosiliśmy, otrzymała w Paryżu biret doktora medycyny, miała w tych dniach odczyt w Passy. Treścią odczytu były przeszkody i trudności, stawiane naukowym studyom kobiet oraz ich praktyce doktorskiej i adwokackiej we wszystkich krajach Europy, a nawet w Ameryce. Zadano doktorkom i studentkom medycyny pytanie, czy podjęłyby się leczenia mężczyzn. P . Szulcówna odpowiada na to potwierdzająco. W chwili, gdy lekarz widzi potrzebę wyświadczenia przysługi ludzkości, wszelkie inne względy muszą ustąpić.
— My kobiety — mówiła prelegentka — przekładamy godność naszej nauki nad fałszywą pruderyą!
Rozwodziła się także p. Szulcówna nad kwestyą małżeństwa i utrzymuje, iż obowiązki zawodu doktorki dadzą się bardzo dobrze połączyć z obowiązkami małżonki i matki. Iluż to lekarzy jest jednocześnie bardzo dobrymi politykami i przytem nie zaniedbuje bynajmniej swoich chorych. Prelegentka zakończyła swój odczyt odezwą do wszystkich matek, aby ułatwiały zapomocą odpowiedniego wychowania córkom swoim dalsze kształcenie się i studyowanie.
Wiadomości z różnych stron, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1889
Lekarzy kobiet było 550 (w Królestwie 4). Ilość felczerów 11 149, felczerek 381.
(Ogółem lekarzy podano 17 459, w tym kobiet 1029)
Sprawozdanie departamentu medycznego za rok 1887, w: „Zdrowie”, 1889
Warszawska służba zdrowia mieści w składzie swoim: kobiet lekarzy 6, felczerek 1, lekarek chorób kobiecych 338, w tej liczbie 8 miejskich.
„Bluszcz”, 1890
P. Wanda z Nowickich Kellerowa, Warszawianka, wdowa po urzędniku kolei wiedeńskiej, odbyła najpierw studya medyczne w Zurychu, następnie doktoryzowała się w Sztockholmie. gdzie otrzymała posadę docenta przy uniwersytecie tamtejszym.
Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1890
P. Ewelina Goldkranc, Warszawianka, po ukończeniu studyów medycznych w Paryżu, praktykuje obecnie w Algeryi, w Oranie, gdzie zajmuje miejsce ordynatora w otwartej tam świeżo stacyi klimatycznej. Po skończeniu studyów w paryzkiej akademii medycznej panna ta wróciła do kraju i czas jakiś przebywała w mieście naszem; dopiero, otrzymawszy wyżej wymienioną posadę, wyjechała do Algeryi.
Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1890
Pani Kellerowa, ukończywszy studya medyczne w Szwajcaryi, w ciągu ostatnich dwóch lat pracowała w klinice uniwersyteckiej w Sztokholmie.
Fakultet medyczny uniwersytetu sztokholmskiego w dniu 10 b. m. przyznał pani Kellerowej stopień doktora medycyny, za rozprawę napisaną w zakresie specyalności ginekologicznej.
Jednocześnie rodaczka nasza otrzymała posadę docenta i ma wykładać ginekologię.
Pani Kellerowa będzie prowadziła wykład w języku łacińskim.
Z teki dziennikarskiej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1890
Profesorka uniwersytetu. W Sztokholmie na wydziale medycznym, rozpoczęła wykłady ginekologii, na prawach docenta, pani Kellerowa, rodaczka nasza. Wykłady są prowadzone w języku łacińskim.
Z teki dziennikarskiej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1890
Z działalności kobiecej. Lekarka. Donoszą nam z Paryża o niezwykłem powodzeniu panny Heleny Goldspiegel, warszawianki, doktora medycyny. Panna G. skończyła fakultet medyczny w Paryżu w roku zeszłym i po odbyciu podróży do Szwecyi, gdzie studyowała nowsze postępy massażu, osiadła w Paryżu. Leczy choroby kobiet massażem według metody Brandta i magnetyzmem według metody Ochorowicza.
Powodzenie ma tak wielkie, że nie może nastarczyć zgłaszającym się do niej chorym.
Z teki dziennikarskiej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1890
Po głośnem też zwycięztwie Anny Bilińskiej, która, na międzynarodowej wystawie sztuki w Berlinie, za obrazy swe złoty dostała medal, druga z naszych rodaczek, p. Dobrowska z Robaczewa, niemniejszy odniosła tryumf. Oto, jak doniosła depesza, broniła ona rozprawy na stopień doktorki i otrzymała dyplom, z niebywałem w Paryżu powodzeniem.
Dzięki przykładom tym, mnożącym się coraz częściej, ostatni zjazd lekarzy i przyrodników w Krakowie upamiętnił obrady swe rezolucyą, dopuszczającą kobiety na kursa filozoficzne w tamtejszym uniwersytecie. Nie jest to może wydział najbardziej dla nich pożądany; umysł niewieści bowiem najmniej ma zdolności do ścisłych, abstrakcyjnych i spekulatywnych rozumowań, wykształcenie zaś filozoficzne, ze stanowiska praktycznego, z trudnością u nas chleb zapewnia. Należy się jednak wdzięczność szczera przedstawicielom zjazdu za przełamanie rutyny, za przekonania humanitarne i postępowe, jakich postanowieniem tem dowiedli.
Więcej podobnych przykładów, a kobiety nasze nie byłyby zniewolone szukać u obcych chleba, za który jednak muszą się dobrze odpłacać, skoro taka panna Zakrzewska, doktorka medycyny, wypełnia chlubnie obowiązki naczelnej lekarki i dyrektorki w New-England Hospital for women and children w Bostonie. Pani Marya Makowska, przewodniczka oddziału dziewcząt w lwowskim zakładzie ociemniałych, otrzymuje równocześnie zaszczytny krzyż zasługi. A dwa te przykłady dowodzą najlepiej, jak bardzo rozumna praca kobiet inteligentnych potrzebna jest społeczeństwu, nietylko w szerokim zakresie wychowania, lecz w stosunkach jego z niedolą, chorobą i sroższem nad nie kalectwem.
Kronika działalności kobiecej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1890
Są już w dzisiejszych czasach dość częste przykłady, iż kobiety poświęcają się medycynie, mamy nawet kilka Polek zaszczytnie wspominanych, jako lekarki, a jedna z nich rodaczka nasza jeżeli się nie mylę, panna Zakrzewska jest w Filadelfii przewodniczącą ogromnego szpitalu dla chorych. Nie uważam, iżby to był zawód przystępny zbytecznie dla sił kobiecych. Studia same wstrętne i nader przykre, wymagają trwałego zdrowia i chyba już bardzo dojrzałego wieku. Młodym zupełnie osobom nie radziłabym nigdy poświęcać się zawodowi i obowiązkom przed jakiemi zadrży niejeden mężczyzna. Zresztą nie będąc lekarzem egzaminowanym przy dobrych chęciach, ileż można zdziałać dobrego, domowymi środkami pielęgnując chorych, co zupełnie odpowiada delikatnym uczuciom niewieścim i ich wrodzonej chęci niesienia ulgi cierpiącej ludzkości.
Jeżeli więc która z was, kochane czytelniczki, ma wyłączną ku temu skłonność, niech się stara przy każdej sposobności być pomocną lekarzowi, czy to w razie jakiejś operacyi zakładając bandaże, czy też pielęgnując ciężko chorych, co jest zapewne rzeczą bardzo chwalebną a niemniej użyteczną; w ten sposób bowiem można się ćwiczyć w miłosiernych uczynkach, a w razie potrzeby w własnej rodzinie stać się prawdziwie pomocną.
Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, ułożony dla użytku tychże przez Wielkopolankę, Poznań 1891
W Europie środkowej patrzano zawsze niechętnem okiem na kobiety poświęcające się zawodowi lekarskiemu, pomimo, że wiele uczonych i postępowych reformatorów jest tego zdania, iż zakres chorób kobiecych i dziecinnych wyłącznie kobietom powierzony być powinien. W Rosyi idea ta znalazła najsilniejsze poparcie. Otworzono gimnazya dla kobiet, po ukończeniu których przejście na uniwersytet nie sprawiało żadnych trudności. W r. 1868 pozwolono pierwszy raz kobiecie zapisać się na fakultet medyczny uniwersytetu petersburskiego. Pani Kaszewaroff otrzymała po 4 latach stopień doktora a za jej śladem wielka ilość panien, mianowicie ze stanu mieszczańskiego i mniejszej biurokracyi, poświęciła się temu zawodowi.
Kobiety-lekarze, w: „Nowe Mody”, 1891
Z Polek przed niedawnym czasem panna hrabianka Wanda Szczawińska otrzymała w Genewie dyplom lekarski i stopień doktora medycyny. O ile kobiety-lekarki kwalifikują się bardziej na żony, niż inne przedstawicielki płci pięknej, nieposiadające tajemnic anatomii, trudno na razie osądzić. Dzienniki paryskie notują, że w połowie Marca b. r. pobłogosławionym zostanie w kościele Oratoryanów na ulicy Saint-Honoré związek małżeński między panem Henrykiem Pilliet, dyrektorem szpitala miejskiego i preparatorem histologii na wydziale medyczym uniwerzytetu paryskiego, i doktorką Blanche Edwards. Małżeństwo to jest praktyczną ekscentrycznością; niechby tylko panna Blanche Edwards zamianowaną jeszcze została asystentem tego samego szpitala miejskiego, w którym jej mąż jest dyrektorem.
Kobiety-lekarze, w: „Nowe Mody”, 1891
Do takich należy nowa pionierka nauki, p. Anna Świątecka, córka obywatela z g. Radomskiej, która, poświęciwszy się okulistyce, po ukończeniu akademii medycznej w Paryżu, pojechała do Petersburga, wcelu złożenia egzaminu, a następnie ma odbywać praktykę w tutejszym szpitalu oftalmicznym.
Anatol, Z tygodnia, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1891
Pani Teodora Krajewska, lekarka, która ukończyła studya na uniwersytecie w Genewie, powołaną została na stanowisko asystenta w laboratoryum fizyologicznem i pomocnicy profesora Schiffa w Genewie.
H.R., Kronika działalności kobiecej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1890
Jak widzimy zatem, poziom fachowych wiadomości naszych kobiet i liczba jednostek samodzielnie pracujących wzrasta, zwolna wprawdzie, lecz bezustannie. Obok mrówczej, wyrobniczej nieledwie, lecz samoistnej pracy, zabezpieczającej dach i chleb, a więc przyszłość uczciwą, przychodzi nam zanotować pojedyncze tryumfy naukowe. Do tryumfów takich należy na przykład świetna obrona rozprawy przez Lubliniankę, p. Różę Kolberg, która otrzymała świeżo na uniwersytecie berneńskim stopień doktorki medycyny.
Anatol Krzyżanowski, Kronika działalności kobiecej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1891
P. Walerya z Pilczyńskieh Wardzińska, ukończywszy studya lekarskie i obrawszy tu sobie jako specyalność choroby dzieci, otrzymała na konkursie wydziału lekarskiego w Strasburgu medal złoty za rozprawę o hygienie niemowląt. Obecnie zamierza zdać egzamin na stopień doktora medycyny, poczem osiedli się w Warszawie z celem praktykowania.
Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1892
Wszak Warszawianka, córka znanego skrzypka Teatru Wielkiego, doktorka Karolina Schulz, której dyplom uniwersytecki tyle wrzawy swego czasu narobił, naznaczona została świeżo lekarką przy lycée Racine w Paryżu. Niechże nasze „Schronienie" nie okaże mniej zaufania do kobiet-lekarek od rządu francuzkiego.
Panna Schulz, dzisiejsza doktorka Bertillon, poślubiła bowiem doktora Bertillon, naczelnika w biurze statystycznem miasta Paryża, jest nietylko pierwszą kobietą, której powierzono miejsce lekarki, przy owem lyceum panien, lecz zarazem pierwszą polską doktorką, jeżeli nas pamięć nie myli, zaszczyconą tytułem oficera Akademii francuzkiej.
Anatol Krzyżanowski, Kronika działalności kobiecej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1891
Opiekunowie rozdzielili tedy pomiędzy siebie czynności. Doktór Markiewicz, doktorowa Dobrska i doktór Kosmowski objęli najważniejszą funkcyą kwalifikowania kandydatów, opiniowania o ich zdrowiu, o stanie zamożności ich rodziców, wysyłania ich na kolonie letnie, prowadzenia statystyki, układania sprawozdań i t. p. prac, które razem stanowią część specyalną i naukową działalności.
Maryusz, Z tygodnia, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1892
Kiedyś, gdy kobieta-lekarka przestanie być fenomenalnym rarytasem, a aspiracye niewieście do medycyny ograniczą się do istotnie pożytecznej pracy, sprawa opuszczonych dzieci może wejdzie na właściwą drogę. Przy kołyskach sierot staną kobiety szlachetne, oświecone, rozumiejące zadanie pracy społecznej, nie odwracające sig ze słówkiem „pfe!" od tych ran bolesnych, które tylko serca niewieście łagodzić potrafią...
Maryusz, Z tygodnia, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1892
Inne pióro niewieście, rodzime już, przynosi nam laury.
Rodaczka nasza, p. Walerya z Pilczyńskich Wardyńska, odznaczona została świeżo na konkursie wydziału lekarskiego w Strassburgu złotym medalem, za rozprawę o hygienie niemowląt. Laureatka, która ukończywszy studya przed paru laty, poświęciła się specyalnie chorobom dziecięcym, przygotowuje się podobno do złożenia egzaminu na stopień lekarza, celem stałego osiedlenia się i praktyki w Warszawie.
Anatol Krzyżanowski, Kronika działalności kobiecej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1892
Wydoskonalenie się w każdym obranym zawodzie jest szczególniej obowiązujące dla kobiety, gdyż jej zawsze trudniej znaleźć zarobek, nadewszystko zaś powinna się o nie starać w zawodach, które świeżo jej są otwarte, bo nieudolność osobista spada zaraz na całą płeć żeńską. Jeśli np. kobieta doktór popełni najlżejszą omyłkę leczeniu, zaraz dadzą się słyszeć głosy, iż medycyna nie jest dla kobiet właściwą, że biorą się one do rzeczy którym nie podołają, gdy tymczasem stokroć cięższy błąd lekarza-mężczyzny, jemu samemu tylko ujmę przynieść może.
Praca kobiet, w: „Kronika Rodzinna”, 1892
Wogóle przeciwko przypuszczaniu kobiet do stanu lekarskiego przemawiało i przemawia wiele poważnych i uwagi godnych głosów, którym nawet wrogiego wobec emancypacyi kobiet stanowiska zarzucić można, — a przemawia głównie dlatego, iż zawód to najmniej licujący, jeśli już nie z godnością, to z charakterem i usposobieniem kobiety. Poważna liczba kobiet lekarzy w Ameryce północnej łatwo się wytłumaczyć daje, gdy się zważy, iż uniwersytety tamtejsze przystępne są dla każdego, kto ukończył tyle a tyle lat życia — a nie tyle a tyle klas gimnazyalnych lub jaką inną szkołę średnią, w ogóle dla każdego, kto tylko czytać i pisać umie. Nauka medycyny ograniczona na lat trzy, ale dyplom doktorski i ten dostanie, kto na uniwersytet wcale nie uczęszczał, byle dobrze za tytuł zapłacił. Stąd też w Ameryce tyle, szarlatanów i oszustów w zawodzie lekarskim, stąd też znaczna na pozór liczba kobiet-lekarzy.
Kronika kobieca, w: „Nowe Mody”, 1893
Panna Anna Lipnowska, po świetnem ukończeniu studyów lekarskich, otrzymała w „Maternité” genewskiej posadę pierwszej asystentki tamtejszej kliniki (chef de clinique). Wyjątek to od praw szwajcarskich niezwykły, a tem dla naszej rodaczki pochlebniejszy, źe jako cudzoziemka, musiała walczyć nietylko z silną konkurencyą, lecz i z uprzedzeniami. Obok niej na tymże uniwersytecie ukończyła świeżo studya p. Marya Kraskowska, Warszawianka.
Anatol Krzyżanowski, Z działalności niewieściej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1893
P. Marya Sulicka otrzymała od uniwersytetu paryskiego stopień doktora medycyny po świetnej obronie tezy swojej, jak to doniosły pisma francuskie. Pozostaje ona w Paryżu, gdzie zamierza praktykować w zakresie chorób kobiet i dzieci.
Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1894
P. Marya Sulicka uzyskała na fakultecie medycznym uniwersytetu paryzkiego stopień doktora medycyny. Uniwersytet ten dopuścił do słuchania wykładów swoich kobiety w 1863 r., pierwszy dyplom otrzymała licencyantka nauk matematycznych, francuzka, pierwszą godność doktora medycyny angielka. W 1868 r. uczęszczało tam słuchaczek cztery, w 1878 r. trzydzieści dwie, w 1886 r. sto dziewiętnaście, ze wszystkich fakultetów prawnych jeden tylko paryski imatrykulował trzy kobiety. W Niemczech kobiety nie są dopuszczane ani na wykłady, ani do egzaminów; od 1871 r. do l88O r. było w Lipsku kilka wolnych słuchaczek, lecz cofnięto wkrótce to pozwolenie zarówno jak i w Bawaryi. W Hiszpanii i Austryo-Węgrzech wstęp do uniwersytetów jest kobietom zabroniony, w Belgii wolno im jest słuchać wykładów na wszystkich fakultetach, a zarazem praktykować medycynę i farmacyę, tak jak w Anglii i Irlandyi, oraz w Szkocyi, choć tu opierano się temu długo, a niektóre tylko z angielskich kolonii dopuszczają kobiety do słuchania wykładów medycyny. W Holandyi znaczna ilość kobiet studyuje na uniwersytetach, najwięcej przecież kobiet liczą uniwersytety szwajcarskie. W pierwszym semestrze 1892 r. znajdowało się tam 307 wolnych i 234 matrykatowanych słuchaczek, a to: w Genewie 84, w Bern 79, w Zurychu 67, w Lozannie 5, w Bazylei 1, a z tych uczęszczało na wykłady medycyny 161, filozofii 46, nauk przyrodniczych 21, prawa 5, politechniki 3. Pomimo to między 1.157 lekarzami jest w Szwajcaryi tylko kobiet 10, Włochy, gdzie tradycya studyów uniwersyteckich kobiety jest odwieczną, dopuszczają kobiety do wszystkich wszechnic swoich i pozwalają na praktykę we wszelkich zawodach publicznych, oprócz adwokatury. W Szwecyi, Norwegii i Danii wolno kobiecie studyować i pozyskiwać stopnie akademickie na wszystkich wydziałach, nie dopuszczone są przecież do żadnego publicznego urzędu państwowego; w Islandyi kobieta posiada prawo praktyki lekarskiej i składania egzaminów ze studyów filozoficznych i teologicznych, ale bez żadnej praktyki w tym kierunku. W Ameryce nie istnieją żadne ograniczenia tak w czerpaniu ze źródeł wiedzy, jak i zużytkowaniu posiadanych wiadomości.
Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1894
D-r Laskowski ogłosił w Revue Scientifique, iż w uniwersytecie genewskim było w przeciągu lat siedemnastu zapisanych na fakultecie medycznym 175 kobiet, z między niemi rodaczek naszych 50. Zpośród tych tylko cztery doprowadziło studya do końca; z pozostałych 125 otrzymało doktorat 10, lecz z tych dwie porzuciło medycynę i wyszły za mąż, jedna zmarła, cztery walczą z ciężkiemi warunkami zdobycia sobie środków do życia i tylko trzy cieszą się praktyką dość dobrą.
Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1894
Bronisława ze Skłodowskich Dłuska, zamieszkująca Paryż, otrzymała stopień doktora medycyny po odznaczającej się obronie rozprawy „O karmieniu dzieci”. Pani ta praktykować będzie w Paryżu. Druga laureatka uniwersytetu paryskiego, posiadająca również godność doktora medycyny, Rozalia Pawłowska, objęła miejsce ordynatora szpitala francuzkiego w Buenos Ayres.
Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1894
Nie wiem ile jest obecnie lekarek w Warszawie, ale sądzę, że niewięcej jak trzy. Dla innych już tu miejsca niema. Czy to, że te panie nie chciały ograniczać się do pewnych specyalności, co się ogółowi nie podobało, czy też dlatego, że ogół ten ma swoje uprzedzenia, których jeszcze podmuch postępu nie rozwiał — dosyć że owe trzy lekarki to wszystko, a nadto więcej nic. Przyjechała ta i owa, skończywszy studya za granicą, pewna, że urok nowości napędzi jej legiony pacyentów, a tu tymczasem do drzwi ich zarastała droga, bo w medycynę niewieścią ogół wiary nie ma. Same kobiety stronią od niej zawzięcie. Dlaczego? A no — nie znano jej dawniej, nie chce jej się poznać i dziś. Taki to konserwatyzm mas, niewyrozumowany, a mimo to uparty.
Maryusz, Z tygodnia, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1894
Poza kilkoma lekarkami z jaką taką praktyką, posiadamy jeszcze kilka innych doktorek, które w oczekiwaniu karyery naukowej dają tymczasem półrublowe lekcye, ekspedyują czasopisma, tłumaczą liche powieści i dumają tęsknie nad rozwianemi marzeniami swoich dni młodocianych. A jednak panie te stoczyły walkę o światło z całą energią bohaterstwa, któraby powinna znaleźć nagrodę. Czy ją znajdzie? — rzecz bardzo wątpliwa. Bohaterki te pobiegły wprawdzie naprzód, ale świat pozostał za niemi daleko, a na ich pochód szybki i gorączkowy umie patrzeć tylko, jak na dziwowisko...
Maryusz, Z tygodnia, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1894
Z medycyną kobiecą oswoił się u nas ogół nietyle ze względu na jej ilościowe rozpowszechnienie, jak zapewne dzięki sympatyi i zaufaniu jakiem się cieszy u nas kilka przodowniczek, że lekarek praktykujących nie przybywa, przyczynę odnieść wypada między innemi i do tej okoliczności, że od czasu zwinięcia żeńskich kursów medycyny w Petersburgu przestały obowiązywać i specyalne przepisy, na jakich studentki uniwersytetów zagranicznych zdawały przy tejże szkole egzamina, uprawniające je do praktyki u nas.
Odtąd spóźnionym pozostała tylko możność zdawania na ogólnych zasadach przy Akademii medycznej wojennej. Między przepisami jest wymagane przedstawienie świadectwa dojrzałości, wydawanie podobnych świadectw dotąd przysługuje tylko gimnazyum p. Fiszer.
Wracać na ławkę szkolną po ukończeniu uniwersytetu jest niepodobieństwem, ze wszelkich zatem względów najlepiej byłoby, aby kandydatki na lekarzy przed wyjazdem na studya zagraniczne, zaopatrzyły się w maturę, na co dostatecznem jest po przygotowaniu prywatnem z łaciny i innych przedmiotów pojechać na jeden rok do gimnazyum pani Fiszer w Moskwie lub na kursą świeżo zatwierdzone p. Bibików w Petersburgu.
P. Kuczalska-Reinschmit, Wybór zawodu. Służba zdrowia., w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1894
P. Rozalia Pawłowska doktorka medycyny fakultetu Paryzkiego, została zamianowaną w zeszłym miesiącu ordynatorką francuzkiego szpitala w Buenos-Ayres.
To i owo, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1894
Kobiety-lekarze nie są dopuszczane do zarządzania w miastach szpitalami ogólnemi i ich męzkimi oddziałami, oraz do spełniania obowiązków lekarzy w urzędach rekruckich, wreszcie do samodzielnego wykonywania ekspertyzy sądowo-lekarskiej.
„Medycyna", 1895
Idźmy dalej po drodze pracy kobiecej, wyżej, kędy ona musi trudne, uniwersyteckie przechodzić studya aby dobić celu; i nietylko owe studya utrudniają jej drogę, ale tysiączne przykrości, podrażnienia, nieraz szyderstwa i zuchwalstwo cierniem jej się ścielą pod nogi. U nas, jednostek narażających się na tę drogę jest jeszcze niewiele, sprawa uniwersytecka kobiet znajduje się w zawiązku, tu i tam pojawiły się kobiety lekarki i są dobrodziejkami dla społeczności kobiet i dzieci, ale gdzieindziej, jest to objaw niemal co dzienny, nie budzący podziwu, zlany już z całą falą normalnych stosunków miejscowych i dlatego tam słuchaczki uniwersytetów nie nazwałby nikt z przekąsem — emancypantką. Wszakże w Ameryce do 4,000 kobiet praktykuje jako doktorki medycyny, są z życzliwością witanymi przybyszami na prowincyi, a w większych zbiorowiskach stołecznych miewają do 10,000, nawet do 20,000, doi. rocznego dochodu!
I jakże tu walczyć z tak oczywistym taktem i zaprzeczać mu wręcz że niepotrzebny! Widać że leży to w ogólnym ruchu świata że i kobieta ruszać się w nim musi, a ruszać się tak, jak to potrzeba miejsca, czasu, urządzeń krajowych, zwyczajów dyktuje. Jeśli dziś jeszcze u nas ten ruch postępowy tak się nie objawia, nie potępiajmy go gdzieindziej, może on i u nas kiedyś się ustali, jeśli nasze warunki będę go potrzebowały. Wśród pozornego chaosu w jakim nasz współczesny świat się obraca, widnieje jednak logiczna busola wytykająca stałe bieguny temu tylko, co jest pożyteczne, zasadnicze, trzeźwe, co przez siłę swego objawu daje rękojmię żywotnego czynnika w społeczeństwie.
Szczęsna, Nieporozumienia, w: „Bluszcz”, 1896
Pani Izabella Czarnomska mianowana została ordynatorką kliniki chirurgicznej dla dzieci, przy Akademii wojenno-lekarskiej w Petersburgu.
Kronika, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1896
Lekarze kobiety w Polsce, o ile sądzić można z tych, które praktykują dzisiaj u nas, i sądząc z charakteru niewiast naszych, nie będą należały nigdy do proletarjatu medycznego, owszem stanowią one już teraz i stanowić będą w przyszłości arystokrację w tym zawodzie, bo opierają i opierać będą studja swoje na pracy sumiennej, a praktykę swoją na niedoścignionych przez płeć męską uczuciach altruizmu i delikatności.
Dr Benedykt Dybowski, O kwestji tak zwanej „kobiecej” ze stanowiska nauk przyrodniczych, Lwów 1897
Warszawianka p. Regina Złotowska, posiadająca dyplom doktora medycyny uniwersytetu paryskiego, po złożeniu egzaminu przed komisyą w uniwersytecie charkowskim, otrzymała tytuł lekarza z prawem wykonywania praktyki lekarskiej w Cesarstwie Rosyjskiem. P. Złotowska osiada w Warszawie.
Z bieżącej chwili, w: „Bluszcz”, 1897
Kilkanaście kobiet-lekarzy wystosowało podania do warszawskiego departamentu lekarskiego z prośbą o mianowanie ich ordynatorami lub pomocnikami w szpitalach ogólnych, w oddziałach żeńskich. Prośba ta w zasadzie przyjęta została, kandydatki jednak będą musiały poddać się ogólnym przepisom i w razie wakansu stawać do konkursów wyznaczonych dla ordynatorów.
Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1897
Z Krakowa. Pani Krajewska, doktor medycyny, pełniąca od lat kilku obowiązki lekarza rządowego w Dolnej Turli, w Bośnji, przybyła tu i dziś wygłosić ma odczyt publiczny o kobietach bośniackich. Dochód przeznaczyła na cele humanitarne.
„Kurier Warszawski”, 1897
Dla przykładu wspomnę nazwiska pań: Tomaszewicz-Dobrskiej i Ciszkiewiczowej – lekarek; Mirosławskiej i Poświkowej, wykładających malarstwo stosowane do rzemiosł, Kleniewskiej i Plater-Zyberkówny zajmujących się bądź gospodarstwem wiejskim, bądź przemysłem włościańskim.
Bolesław Prus, Kroniki tygodniowe, w: „Kurier Codzienny”, 1900
Świetnie napisana rozprawa, oklaski, hymny radosne w obozie postępowych niewiast, — ot i wszystko. Mozolnie zdobyta przez kobiety wyższa wiedza filozoficzna, czy prawna, praktycznego zastosowania dotąd nie znajduje. Medycyna jedynie okazała się dla kobiety wdzięcznem polem pracy. Wiedza medyczna rozpada się dziś, jak wiadomo, na mnóstwo gałęzi, specyalności, z których niejedna, jak naprzykład leczenie chorób kobiecych i chorób dzieci nie tylko może, lecz powinno być uprawiane przeważnie przez lekarzów—kobiety.
Każda troskliwa i rozumna matka jest poniekąd lekarzem swego dziecięcia; w mniej groźnych wypadkach częstokroć sama radzić sobie potrafi, i umie doskonale śledzić i badać nietylko moralny, lecz i fizyczny rozwój drogiej sobie i przez siebie wychowywanej istoty. Znaczy, to że medycyna, jako nauka, odpowiada uzdolnieniu kobiety. Szczere zaś oddanie się powołaniu, duch poświęcenia, wysokie poczucie altrunizmu, cierpliwość wielka, do tych przymiotów jeszcze: gorące pragnienie wiedzy, zręczność i bystrość obserwacyi, wszystkie te dane, które bez zaprzeczenia w wysokim stopniu są zaletami kobiety, zapewniają jej pracy w tym kierunku tak materyalne powodzenie, jak i szczere uznanie społeczeństwa.
Zofia Seidler, Słów kilka o wyborze powołania i pracy zawodowej przez kobiety, w: „Bluszcz”, 1901
W Rosyi obecnie lekarzy praktykujących ma być 20 092, z tego 19 450 mężczyźni i 642 kobiety.
„Medycyna”, 1901
Lekarska Akademia paryska przyznała nagrodę im. Hugo za najlepszą pracę z zakresu historyi medycyny, ogłoszoną w ciągu ostatnich pięciu lat, dr. Melanii Lipińskiej, za jej dzieło p. t »Dzieje lekarzy-kobiet od czasów starożytnych do dni naszych«. Prócz nagrody pieniężnej, przysługuje pannie Lipińskiej prawo do tytułu: Laureat de l’Academie de médecine.
Wiadomości bieżące, w: „Przegląd Lekarski, wydawany staraniem Oddziału Nauk Przyrodniczych i Lekarskich C.K. Towarzystwa Naukowego Krakowskiego”, 1902
Na kuli ziemskiej jest obecnie 8000 kobiet-lekarzy: w Ameryce samej przeszło 6000, w Rosyi 700, w Anglii 400, we Francyi 85, we Włoszech 20. Liczba kobiet-lekarzy w 183 szpitalach indyjskich przewyższa liczbę lekarzy mężczyzn.
Wiadomości bieżące, w: „Przegląd Lekarski, wydawany staraniem Oddziału Nauk Przyrodniczych i Lekarskich C.K. Towarzystwa Naukowego Krakowskiego”, 1902
Dr. Marya Zakrzewska, jedna z pierwszych kobiet, które otrzymały dyplom doktora medycyny w Stanach Zjednoczonych, zmarła 13 z. m. w Bostonie.
Wiadomości bieżące, w: „Przegląd Lekarski, wydawany staraniem Oddziału Nauk Przyrodniczych i Lekarskich C.K. Towarzystwa Naukowego Krakowskiego”, 1902
Dr. Stefania Leszczyńska powołaną została przez zarząd kantonu Vaud w Szwajcarji na stanowisko asystentki przy zakładzie kantonalnym dla obłąkanych w Céry. Zakład ten stanowi zarazem klinikę fakultetu medycznego w Lozannie. P . Leszczyńska studya swoje uniwersyteckie odbyła w Genewie, a za specyalność obrała sobie psychiatryę.
Kronika., w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1902
Więc najpierw pole pracy naukowej. Tu tylko jedna medycyna przedstawia się jako zawód dać mogący w przyszłości duże nawet korzyści materyalne. Jednakże na tę drogę, zarówno jak do każdej pracy naukowej rzucać się mogą i powinny tylko jednostki obdarzone istotnemi zdolnościami, wytrwałością i zdrowiem. Szkoda sił i czasu tych, które mogłyby ustać w pół drogi, i zamiast zadowolenia wynieść ze swej życiowej wędrówki tylko gorycz rozczarowań.
C., Zawodowe kształcenie kobiet, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1903
Lekarze kobiety. Stosownie do odezwy ministerjum oświaty, warszawski okręg naukowy zajął się już sprawą mianowania lekarzami gimnazjów żeńskich – kobiet-lekarzy. Zmiana ta w przyszłości wprowadzona będzie i na prywatnych pensjach żeńskich, o ile znajdzie się odpowiedni zastęp kobiet doktorów. Widzimy z tego, że jednak kobiety, oddające się studjom medycznym na uniwersytetach, czynią to gwoli pożytecznej służbie społecznej, a nie dla rzekomych efektów feministycznych, nieprzynoszących korzyści nikomu, jak to niedawno bezpodstawnie im zarzucano. Gdzie celem jest – praca, a zdolności i zdrowie pozwalają, to czemuż nie mają się kobiety, w tej szczupłej, jak dotąd liczbie, oddawać zawodowi lekarskiemu; zawód jest zbyt trudny i ciężki, aby była obawą zbyt tłumnego rzucenia się doń robotniczek.
Z życia kobiet, w: „Dobra Gospodyni”, 1903
Doktorki zaś cieszą się u nas niezmieniem uznaniem i sympatją, a cisnącym się zewsząd pacjentkom wiele z nich wprost wydołać nie może, co dowodzi jak bardzo były one pożądane i potrzebne. Można śmiało powiedzieć, iż społeczeństwo nasze ma prawo chlubić się kobietami lekarzami. Dały one faktycznie najświetniejsze zaprzeczenie wszystkim smutnym horoskopom i obrazom powieściopisarzy, powstającym przeciwko studjom uniwersyteckim dla kobiet. Wszystkie, które je ukończyły, jako doktorki medycyny, zyskały zaufanie i wziętość, a jako żony, matki, obywatelki zasłużyły sobie na cześć powszechną, tworząc ideał zespolonych męskich i żeńskich przymiotów. Są one w całem znaczeniu tego słowa tem, czem kobieta być powinna, bo wnoszą, do dziedzin wiedzy i pracy społecznej niewieście serce, tkliwość i poczucie ideałów życiowych.
Liczba doktorek medycyny wzmaga się u nas ciągle. Jest to dziś niezawodnie dla kobiet najzaszczytniejsze i najkorzystniejsze zajęcie. Ażeby je zdobyć, potrzeba jednak wytrwałej pracy lat wielu, zaparcia się siebie, hartu, a wreszcie znacznych środków materjalnych.
Waleria Marrené-Morzkowska, Kobieta czasów obecnych, Warszawa 1903
W Gardone Riviera (nad jeziorem Garda) praktykuje lekarka-polka, D-r med. B. FRENKLÓWNA.
Wiadomości bieżące, w: „Medycyna”, 1904
Dzienniki donoszą, że sąd lwowski dopuścił Dr. Florę Ogórkównę i Dr. Moraczewską na znawczynie w procesie o unieważnienie małżeństwa. Po raz pierwszy w Austryi wystąpią lekarki w roli znawców sądowych.
Wiadomości bieżące, w: „Przegląd Lekarski, wydawany staraniem Oddziału Nauk Przyrodniczych i Lekarskich C.K. Towarzystwa Naukowego Krakowskiego”, 1904
Cesare Lombroso, po poświęceniu setek stron na udowadnianie, że kobieta jest pod każdym względem fizycznie i umysłowo niższa od mężczyzny i właściwie nigdy nie wychodzi z dzieciństwa, nieoczekiwanie kończy swoje dzieło takimi podziękowaniami:
W dziele niniejszem ani jednym wyrazem nie staram się usprawiedliwić najróżnorodniejszej tyranji, której ofiarą kobieta była i jest po dziś dzień, poczynając od „tabu”, zabraniającego jej jeść mięsa i dotykać orzechów kokosowych, kończąc na zakazie nabywania wiedzy fachowej, i, co jeszcze gorsza, praktycznego wyzyskania nabytej już nauki; śmieszne te i okrutne ograniczenia niewątpliwie przyczyniły się znacznie do utrzymania kobiety w jej niższości, a nawet do wzmożenia tej ostatniej; postępowaliśmy tak, mając na widoku własną korzyść, – tam nawet, gdzieśmy łatwowierną swoją poddankę obsypywali tysiącem obłudnych pochlebstw, w prawdziwość których nie wierzyliśmy sami, a które miały ją tylko do nowych przygotować ofiar. Jak pożyteczną może być kobieta, przekonałem się, korzystając przy pisaniu dzieła tego z współpracownictwa całego szeregu dzielnych niewiast; pani Caccia, dr. Tarnowskaja, panna Helena Zimmern, pani C. Royer, pani Rossi i dr. Kuliscioff pojęły me idee wcześniej i dokładniej od wielu naszych badaczów, w studjach zaś niniejszych były mi pomocne, zaopatrując mię w wskazówki, dokumenty, notaty, dotyczące najzawilszych kwestyj.
C. Lombroso i G. Ferrero, Kobieta jako zbrodniarka i prostytutka. Studja antropologiczne poprzedzone biologją i psychologją kobiety normalnej. Z upoważnienia autorów tłomaczył Dr. J. Szenhak, Warszawa 1895
W 1885 r. Sabina Dembowska poznała pierwsze polskie lekarki na weselu siostry:
W mieszkaniu tym odbyło się wesele Bronki, która wyszła, jak wspomniałam, za Edwarda Cieszkiewicza. Poznałam wówczas dr Teresę Cieszkiewiczową. Miałam wtedy osiem lat i patrzyłam na nią z niezwykłym nabożeństwem, jako na jedną z trzech pierwszych lekarek w Polsce. Jej koleżanki – dr Tomaszewicz i dr Klauzińska – były również na weselu. Nie przeczuwałam wówczas, że pójdę w ich ślady.
Sabina Dembowska, Na każde wezwanie. Wspomnienia lekarki, Warszawa 1982

