Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Słowo „pacht” oznacza ogólnie dzierżawę, ale w kategoriach gospodarstwa oznaczało dzierżawę krów. W zamian za określoną sumę i również określoną ilość mleka pachciarz przejmował należące do gospodarstwa krowy, zapewniał im opiekę oraz zajmował się przetwórstwem i sprzedażą uzyskanego mleka. Cielęta także dzielone były między właściciela a pachciarza.

W ramach promowania gospodarstwa produkcyjnego jako sposób zarobkowania najstosowniejszego dla kobiet postulowano również przejęcie pachtu. Można to było zrobić albo zajmując się oborą należącą do gospodarstwa rodzinnego, eliminując pachciarza-pośrednika i przejmując zyski ze sprzedaży mleka i nabiału do budżetu rodzinnego, albo wynajmując krowy od innego gospodarstwa.

 

W powieści Marii Julii Zaleskiej „Dwie siostry”, bardzo intensywnie promującej gospodarstwo produkcyjne jako najwłaściwsze zajęcie dla mieszkanek wsi, ukochana ciocia i wzór głównej bohaterki zajmuje się właśnie pachtem (krowy wynajmuje od baronowej starej daty, ignorującej swój majątek i trwoniącej pieniądze za granicą, a wyjścia z trudnej sytuacji majątkowej szukającej w bogatych mariażach swoich dzieci).

 

Gazeta Lubelska, zachęcając panie do zajęcia się gospodarstwem mlecznem, które zwyczajnie po wsiach wypuszczane bywa pachciarzowi, przytacza następujący przykład:
W okolicach Buga, w majątku S., panna Z. wzięła od właściciela w pacht 30 krów za cenę 14 rubli rocznie od sztuki. W jedną pomocnicą wyrabia masło i sery, które odstawia do poblizkiego miasta powiatowego, zbywając je korzystnie. Zajęcie to, któremu się oddaje, przynosi jej rocznie od lat dwóch, czystego dochodu 190 rubli, mieszkanie i opał.
Jakże byłoby pożądaniem, aby kobiety samotne żądające pracy, której najczęściej znaleźć nie mogą, szukały jej na tem polu!

Kronika Rodzinna, Silva rerum, 1882

 

„Gazeta Radomska” zamieściła bardzo dla ziemian interessujący list, podpisany: W.D., a traktujący kwestyą ważnej gałęzi gospodarstwa wiejskiego, wchodzącą w zakres pracy kobiecej – o mleczywie i zyskach, jakie przynosić może, gdy się nie zajmujemy sami, obywając się bez pośredników. Obora p. W.D., liczy dojnych krów 40; pachciarz, który mleko hurtem dzierżawił, płacił niegdyś od krowy rs. 25, ostatniemi czasy 35, co wynosiło razem 1,440 rs. Że przecież należała do niego połowa cieląt których rocznie otrzymywał od 7-18, a cielę warte było rs. 5, czyniło to 90 rs, zatem dzierżawa mleka przynosiła w rzeczywistości tylko 1,350 rs.
Przytem pachciarz zajmował mieszkanie, za które obecnie po jego usunięciu się, właściciel bierze rocznie komornego rs. 24; do tego dostawał: morgę gruntu, obsadzoną kartoflami, wartości 20 rs.; pół morgi obsianej owsem, wartości rs. 10; ogród warzywny wartości rs. 8. utrzymanie na oborze dworskiej trzech jego własnych krów, liczy p. W. D. rs. 120; konia, najczęściej ze źrebięciem, rs. 80; drzewo zbierane w lesie, tygodniowo fura dobra, rs. 25. prócz tego otrzymywał na święta korzec pszenicy, wartości rs. 7 i z gorzelni trzy garnce okowity, rs. 9, co podsumowawszy, i odciągnąwszy od rocznej summy dzierżawnej, redukuje ją do 1,045 rs.
Obrachunek, tak dokonany, wykazał p. W.D. że obora nie przynosi mu takiego zysku, na jaki mógł liczyć, mieszkając w pobliżu większego miasta, Radomia, zwłaszcza że krowy są dobrej rassy i dobrze utrzymane, dające przeciętnie każda 396 garn. mleka, co poświadczały regestra gospodarskie, najściślej prowadzone. Zatem, chcąc korzystniej nabiał swój spieniężać, usunął pachciarza hurtowego i wszedł w umowę z sąsiednią gospodynią, kolonistką, która za otrzymany dziesiąty garniec mleczywem się zajmowała i wywoziła je na sprzedaż do Radomia. Po obliczeniu rocznem dochód pokazał się znacznie wyższym, bo właściciel obory otrzymał w gotowiźnie 2,516 rs., czyli 1471 rs. więcej, niż miał poprzednio.

Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1887

 

Ale oddawana dziesiąta część mleka ma jeszcze wartość pokaźną: i oto córki p. W. D., które z Warszaw y, z pensyi wróciły, zastanowiły się nad tem: czy one nie mogłyby tak się gospodarstwem mlecznem zająć, aby i ta część dziesiąta w domu, w rodzinie zostawała? Najstarsza córka wystąpiła też do ojca z propozycyą, że ona wraz z siostrami, chce się tego podjąć i tylko co do wywożenia mleka do miasta jaką uczciwą zastępczynią się wyręczać. – „Tyle już jest guwernantek, nauczycielek w przedmiotach rozmaitych – mówiła ojcu ta panna rozumna – że niedługo lekcye wypadać zaczną po parę groszy za godzinę, a gospodyń, mleczarek intelligentnych brakuje. Rozum nakazuje brać się do tego, co przy uczciwej pracy najwięcej przynosi korzyści. Ojciec łożył dotychczas na nasze utrzymanie, my nadal ciężarem być mu nie chcemy, niech ojciec odda nam za naszę pracę koło mleka połowę tego, co go pachciarz kosztował, a my same utrzymamy się: ubierzemy i zajmiemy.”

Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1887

 

Dawniej w zakres gospodarstwa kobiecego wchodziło mleczne gospodarstwo, z którem było wiele zachodu; ale od niejakiego czasu ubyło tego kłopotu naszym gosposiom, ponieważ po większej części mleczywo bywa odstawiane do parowych mleczarni, albo przerabiane w centryfudze na masło, które się od razu centnarami odstawia do wielkich miast, nie ma już więc ani czyszczenia tylu statków, ani przechowywania masła na zimę, ani wyrabiania najrozmaitszych serów. Dla gospodyń jednakże, które nie mieszkają w szczęśliwym kraju, gdzie para za nie wszystko obrabia, zalecam przy mlecznem gospodarstwie mianowicie ogromną czystość i wiele, wiele gorącej wody, od wyparzania bowiem statków, zależy ilość i dobroć śmietany, a tem samem masła. Drugim warunkiem są chłodne i suche sklepy.

Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, ułożony dla użytku tychże przez Wielkopolankę, Poznań 1891

 

Pacht jako jedno ze źródeł dochodów z części gospodarstwa, którym miała się zająć (płatna) gospodyni pojawia się u Elizy Orzeszkowej:

kuzynie, biorę od ciebie pieniądze te jako zaliczkę na przyszłą pensyę mego męża, a może i moją, spodziewam się bowiem, że nie odmówisz mi u siebie miejsca ochmistrzyni... zobaczysz jaki znaczny dochód dam ci z pachtu i jakie tłuste indyki wykarmiać będę na stół twój...

Eliza Orzeszkowa, Pompalińscy, 1876

 

Ciotka Kazi z „Dwóch sióstr” zamieniła z wielkim powodzeniem zawód nauczycielki muzyki w mieście na pacht na wsi:

– Już ja ci to sama wytłómaczę: – rzekła ciocia – najpierw trzeba ci wiedzieć, że w większych majątkach gospodarstwo nie może być tak prowadzone, jak tu w Olszance, gdzie pan sam pilnuje roli, a pani znów sama zajmuje się, i mleczarnią, i ogrodem, i drobiem, i spiżarnią. Bogatsi właściciele muszą się w tem wszystkiem wyręczać oficyalistami, a i ci nie podołają licznym gałęziom gospodarstwa większych rozmiarów, przytem i wyprzedaż drobiazgowa różnych produktów wiejskich jest bardzo uciążliwa, bo handel ten w naszym kraju mało jest rozwinięty. Otóż dla ułatwienia sobie zadania, wynajmuje się naprzykład cały ogród owocowy, biorąc za to odrazu pewną sumę. Najmującym jest zwykle Żyd, ten przez całe lato pilnuje drzew owocowych, zabiera owoc i sprzedaje, po większej części dość na tem zarabiając. Toż samo robi się z nabiałem. Żyd, zwany pachciarzem, czyli dzierżawcą, wynajmuje u właściciela mleko, płacąc umówioną zgóry cenę, czyto od każdej krowy, czy od garnca mleka.

Maria Julia Zaleska, Dwie siostry. Opowiadanie z życia młodych dziewcząt, 1888

 

– Mamy wspólne zajęcia, – powiedziała ciocia z komiczną powagą – bo to widzicie żyjemy teraz w czasach emancypacyi kobiet i równouprawnienia ich z mężczyznami, więc i ja powiedziałam sobie: jeżeli kobiety mogą być doktorami, adwokatami, czemużbym ja nie mogła zostać pachciarzem?

Maria Julia Zaleska, Dwie siostry. Opowiadanie z życia młodych dziewcząt, 1888

 

– No, więc niech będzie panna dojrzała, nie pierwszej młodości, przyznasz przecież, moja droga, że podlotkiem już nie byłam nawet i przed kilku laty. Przemyśliwałam tedy, czy nie mogłabym sobie upatrzyć na wsi jakiegoś zajęcia, któreby mi kawałek chleba zapewniło. Nie jestem wymagająca, mogę poprzestać na małem, a pracy się nie boję. Pilnie się przysłuchiwałam, gdy pan szwagier rozprawiał zwyczajem swoim o tem, jak źle robią kobiety niezamożne, że do miast wielkich się cisną, szukając zarobku i tworząc tam wzrastający ciągle proletaryat kobiecy, kiedy po wsiach jest jeszcze mnóstwo źródeł zarobku, mnóstwo sposobów uczciwej pracy, które kobiety, przy dobrej woli, energii i wytrwałości, mogłyby zdobyć dla siebie. Ha! myślałam sobie, jeżeli tyle tylko do tego potrzeba, dobrej woli, energii i wytrwałości, to w to mi graj, czemużbym ja tych źródeł zarobku, tych sposobów uczciwej pracy nie znalazła? Wszak powiedziano jest: szukajcie a znajdziecie. W tym czasie właśnie zdarzyło się, że w sąsiednim majątku Borowie potrzebowano pachciarza, bo dawny, od lat dziesięciu tam zamieszkały, wskutek jakichś rodzinnych interesów przenosił się do miasteczka. I otóż świetna myśl przyszła mi do głowy: a gdybym ja ten pacht wzięła na siebie? Jeżeli Żydzi wszędzie trzymają pachty i nabiałem handlują, musi to być niezły zarobek, bo Żydzi, to naród praktyczny. Właścicielkę Borowa, baronowa Wernerowa, znałam trochę, bo dawałam lekcye śpiewu jej córkom, gdy zimę spędzała w Warszawie.
– Baronowa Wernerowa? ta, co ma dwie córki? – zawołała Janka – ależ ja ją znam, była przeszłego roku w Florencyi jednocześnie z nami, widywałyśmy się często, miała i w tym roku zimą przyjechać do Rzymu, ale babcia tak chorowała, że nie mogła przyjmować nikogo.
– To taż sama niezawodnie, bo pani baronowa prawie ciągle bawi za granicą – odrzekła ciocia – i teraz jej w domu niema od kilku miesięcy, lecz wówczas była, gdym to zapragnęła pachciarza zastąpić. Udałam się do niej z ta propozycyą, przyjęła mnie uprzejmie, ale zpoczątku wyśmiała moje zamiary, nazywając je oryginalnością, dziwactwem, ja jednak prosiłam na wszystko, aby zechciała spróbować i na rok jeden tylko mi ten pacht wypuściła. Złożyłam wreszcie pieniądze zgóry, przyrzekłam, że szwagier za mnie zaręczy, a gdybym sobie rady dać nie mogła, wynajdzie sam pachciarza. To podobno najwięcej mi pomogło; jak mi się potem przyznała, przekonana była, że nie wytrwam i pół roku, bo w głowie jej się to nie mieściło, ażeby nauczycielka muzyki miała zastąpić Żyda pachciarza. I oto: finita la comedia, jak powiadają we Włoszech, co Janka zapewne rozumie. Jestem od lat pięciu pachciarzem, wyrabiam sery i masło, zarobek, jaki ztąd otrzymuję, wystarcza mi na utrzymanie, bo tu na wsi życie niedrogie, mam nawet oszczędności.

Maria Julia Zaleska, Dwie siostry. Opowiadanie z życia młodych dziewcząt, 1888

 

Uczęstowała nas ciocia wybornym serem, który w warszawskich sklepach spożywczych, bardzo jest poszukiwany, chociaż na nieszczęście sprzedają go tam zazwyczaj jako wyrób zagraniczny. Ciocia ogromnie ubolewa nad tem, że nasze gosposie wiejskie nie są bardziej przedsiębiercze i nie zakładają własnych sklepów w Warszawie, bo możnaby tym sposobem daleko dogodniej i korzystniej zbywać różne produkty gospodarstwa kobiecego.

Maria Julia Zaleska, Dwie siostry. Opowiadanie z życia młodych dziewcząt, 1888

 

Antoni Kieniewicz opisuje wizytę w gospodarstwie swojej przyszłej teściowej, hrabiny Grabowskiej w 1900 r.:

W drodze powrotnej spotkaliśmy się z panią Grabowską, zdążającą do obory i chlewni, czyli resortu znajdującego się pod jej wyłącznym kierownictwem.
Łaskawie mnie zaprosiła, bym obejrzał jej krowy, cielęta i chlewnię. Zdumiony i zachwycony byłem zwłaszcza porządkiem i czystością w oborze, w której stało około pięćdziesięciu krów dojnych, oprócz pierwiastek i młodzieży, rasy szwiców od dawna już tu prowadzonej. Pani Grabowska trzy razy dziennie bywała przy udoju i omal każdą krowę znała po imieniu i doskonale wiedziała na pamięć, ile mniej więcej powinna dać każda krowa mleka z udoju. Zajrzeliśmy również do chlewni, też bardzo porządnie utrzymanej, gdzie spora ilość białych dużej rasy yorkshirów głośnym chrząkaniem wyrażała radość na widok swojej pani. Odniosłem wrażenie, że pani Grabowska była zadowolona, że bardzo interesowałem się jej gospodarstwem i z pewnym znawstwem poruszałem z nią różne tematy hodowlane.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

Na podobny temat: Gospodarstwo produkcyjne

 

Visit Czas's profile on Pinterest.