W XIX w., dzięki nowym możliwościom szybkiego podróżowania (kolej) na świecie rozwijała się turystyka, w tym także turystyka górska. Nie ominęła ona także Polski. Tatry zaistniały w powszechnej świadomości jako miejsce atrakcyjne a do tego posiadające dobroczynny dla zdrowia klimat.

W Zakopanem zaczęły powstawać sanatoria dla chorych na płuca. W ślad za nimi zaczęli pojawiać się turyści i letnicy płci obojga. Niektórzy trzymali się bezpiecznych dolin i hal, inni, prowadzeni przez góralskich przewodników, wdzierali się na skaliste szczyty. Chociaż ten ostatni rodzaj turystyki górskiej był raczej domeną mężczyzn, na pamiątkowych zdjęciach wśród skał można także zazwyczaj dostrzec kilka pań w krótkich – sięgających tylko kostek – sukniach z nieodzownym gorsetem i w prostych kapelusikach.

Z pewnością dla wielu autorytetów tak duży wysiłek, połączony ze znacznym ryzykiem, był dla kobiet zdecydowanie zbyt wielki. Coraz więcej było jednak takich, które nie dawały się odstraszyć.

 

Już w 1874 roku Lucyna Ćwierczakiewiczowa opublikowała w „Bluszczu” poradnik dla pań wybierających się do Zakopanego:

Każda zapewne z czytelniczek naszych wie, że Zakopane jest to wieś podtatrzańska, położona nad Czarnym Dunajcem, która w pięknej, malowniczej dolinie, ciągnie się wzdłuż kamienistej drogi na kilka wiorst długości; tam ludzie spragnieni spokoju, ciszy i czystego gór powietrza spieszą na letni odpoczynek. Że przecież prócz tych warunków trzeba nam jeszcze czegoś więcej, aby żyć, a troski różnych drobnych kłopotów o to życie mogą nam, pieszczochom cywilizacyi, popsuć najrozkoszniejsze używanie piękna natury, więc dla użytku czytelniczek naszych, któreby ta urocza okolica Galicyi znęcić mogła, piszę kilka słów o praktycznej stronie pobytu w Zakopanem. Już to czas przyjemnego tam przebywania jest dość ograniczony, bo zaczyna się najwcześniej od 1 lipca a trwa do końca sierpnia, i przez te dwa miesiące jedynie Karpaty ożywiają się licznym jak obecnie napływem turystów i gości. Wcześniej pobyt w Zakopanem może być dla osób delikatnych lub osłabionych niebezpiecznym nawet z powodu chłodu i ostrego powietrza. które łagodnieje dopiero z pierwszemi dniami lipca.

Lucyna Ćwierczakiewicz, Zakopane, w: „Bluszcz”, 1874

 

Każdy, nie chcący poprzestać na pierwotnem posłaniu naszych prapraojców, niech zabiera z sobą jaką taką pościel, bo w Zakopanem nic nad siano dostać nie można i o siennikach nawet mowy niema. Do Krakowa zawieść to wszystko łatwo, bo kolej żelazna największe pakunki przyjmuje, lecz dalej staje się ważnem pytanie jak do Zakopanego dostać się można? Wprawdzie jest szosa, idzie nawet karetka pocztowa, aż do Nowego Targu, niemniej droga do Zakopanego należy do najtrudniejszych, stosunkowo długich i mozolnych wycieczek. Pomimo największych starań inżynierskich, żadna niwelacya drogi miejsca tu mieć nie może; jedzie się więc od samego Krakowa ciągle pod górę mil piętnaście, droga w ślimaka się kręci i to tak, że jadąc widzisz zawsze coś przejechał, i dokąd jedziesz. . Do samego Nowego Targu, miasteczka, które o 3 mile od Zakopanego leży, idzie szosa skalista i stroma, prawie ciągle brzegiem przepaści prowadząca, a tak uciążliwa, że góral woźnica, dla ulżenia koniom, idzie prawie ciągle pieszo, idzie na piętach, wdrapując się dlatego łatwo pod górę, że obuty jest w kurpie ze skóry i łyka, które sam sobie wyrabia i łykiem bardzo zręcznie na nogach zasznurowywa. Góral tak zaopatrzony, jest przewodnikiem twoim i woźnicą, jeżeli z Krakowa najętym tam od niego wózkiem wyruszyłeś. Można przecież jechać karetką pocztową do Nowego Targu, ztamtąd dopiero wózkiem góralskiem, i są to dwa jedyne sposoby dostania się do Zakopanego. Kto przecież nie chce ulegać podwójnemu przepakowywaniu rzeczy i woli się w Krakowie zabezpieczyć, znajdzie zawsze wózek taki na Kleparzu, gdzie targ zbożowy włościan zgromadza. Wózki góralskie są to w miniaturze nasze ogromne bryki żydowskie z budą płócienną i okienkiem w płótnie, tam usłane ci zostanie wysokie siedzenie z siana derką okrytego. W głębi zaś za siedzeniem nad kołami umieszcza
się kufry i wszelkie pakunki podróżne. Przy wyjeździe z miasta jesteś jakby w stogu siana, którego w miarę posuwania się w dalszą drogę, coraz ubywa, jest to bowiem pasza wiozących cię koni. Za taki wózek, lub raczej domek płócienny płaci się góralowi od 12 do 15 guldenów; że przecież może się tu pomieścić 4 osoby, jeżeli więc rodzina jest tyle liczną, taniej to wypada, niżeli karetką po pięć reńskich od osoby, a potem jeszcze na trzy mile, potrzeba ponosić nowe kłopoty i konie najmować. Wyjeżdża się zwykle z Krakowa wieczorem, aby o chłodzie zacząć drogę i stanąć w dużej i porządnej karczmie na nocleg, o którą im dalej tem trudniej, a nocować w każdym razie trzeba, bo jednym dniem żadnym sposobem stanąć na miejscu nie można. Już to przyznać należy, że podróż ma bardzo poetyczny charakter, szczególniej dla przyzwyczajonych do podróżowania kolejami jedynie.

Lucyna Ćwierczakiewicz, Zakopane, w: „Bluszcz”, 1874

 

Przybywszy na nocleg dostaje się względnie porządną izbę i łóżko posłane pierzami lub materacem; do jedzenia znaleźć możesz jedynie jaja i kartofle jeśli takowe są. Zresztą musisz mieć wszystko z sobą: własny samowar, bez którego ani rusz się do Zakopanego, własne mięsiwo, wędliny, których ile można zabrać należy z sobą na zapas, bo w Zakopanem o żadnych zakąskach na miejscu myśleć nie podobna. Żyje się tam, a raczej broni od śmierci głodowej łaską dwóch restauracyi, które ci w pierwotny bardzo sposób ciepłym pokarmem o tyle obdarzą, abyś nie umarł. Zupełnie inaczej, jeżeli ktoś ma ochotę i możność prowadzenia kuchni własnej choć i wtedy nawet trudność dostania prowiantów często bardzo przedstawia niezmierne kłopoty.

Lucyna Ćwierczakiewicz, Zakopane, w: „Bluszcz”, 1874

 

Lud w ogóle poczciwy, sprytny, o wiele wrodzoną inteligencyą przechodzi naszego chłopa z królestwa, zawsze przecież należy bardzo ostrożnie się umawiać o wszystko. Co umówione dotrzyma święcie każdy, lecz nic nad to — o wszystkiem więc pamiętać trzeba, wszystko wymienić należycie. Chata składa się zwykle z jednej izby z alkierzem lub z dwóch takichże po dwóch stronach; dawniej mieszkania te były bardzo tanie, leez dziś lud zmądrzały, z napływem gości coraz wyższe nakłada ceny. I tak dawniej można było cały dom zajmować na lato za 10 papierków (papierek znaczy gulden austryacki), dziś rachują na tygodnie najem mieszkania, i często za jedną izbę po jednej stronie każą sobie płacić tygodniowo po 3 do 4 a nawet 5 guldenów, ale tacy są znani ze zdzierstwa, i do tych liczą sławnego bogacza i handlarza win w Zakopanem Staszeczka, który posiada kilka domostw. Dojeżdża się do Zakopanego kamienistą bardzo drogą, przebywszy tuż pode wsią w bród Czarny Dunajec, bardzo bystro, lecz płytko po kamieniach płynący, a zanim wjedziesz do wsi malowniczo wśród drzew się ciągnącej, masz niby to rynek, mały placyk, na którym nigdy nic niema do kupienia, a cały ruch miejscowego handlu przedstawiają: jedna karczma z szynkiem, w której żyd rzeźnik szlachtuje dwa razy na tydzień podrosłą jałowiznę, lub zbiedzone i nie dające mleka krowiny; dwie restauracye tem mianem ochrzczone, niedozwalające z głodu umrzeć przyjezdnym, sklep żydowski bardzo porządny, w którym od bułek, chleba, soli, pieprzu, kramarszczyzny, kolonialnych towarów i farfury potrzebnej do przebycia tam kilku tygodni, oraz win węgierskich i innych, wszystkiego dostać można, nawet bardzo dobrych ciastek, makaroników i innych, powtarzam bardzo dobrych, bo często w niższego rzędu cukierniach nie ma i takich. Sklep ten jest pociechą w utrapieniach, pędzonego w Zakopanem życia.

Lucyna Ćwierczakiewicz, Zakopane, w: „Bluszcz”, 1874


O mleko i śmietankę bardzo trudno w Zakopanem, i to jest źródłem pokusy dla tutejszego ubogiego ludu a ciągłego niezadowolnienia ze strony przybyszowych mieszkańców, którzy chcieliby mieć przynajmniej nabiał dobry i świeży, a który ściągać tu trzeba o kilka wiorst, a nawet o parę mil z okolicy. Za to niełatwo sobie wyobrazić, jak pyszne, wonne i wyborne są poziomki, które przynoszą z gór w obfitości tak wielkiej, iż za garncowy garnek płaci się mniejwięcej 20 centów to jest 24 gr. polskie. Mięsa, jak mówiłam, dostać można u miejscowego rzeźnika; jaja, czasem kurczęta, kładę nacisk na czasem, donoszą okoliczni mieszkańcy. Ryby częściej dostać można, bo w samem Zakopanem, w niektórych zatokach Dunajca wiedzą górale, gdzie należy szukać małych łososi, lub smacznych a rzadkich srebrzysto-różowych pstrągów. Chleb i bułki bardzo dobre wypieka kilku piekarzy żydowskich, najlepsze u miejscowego pachciarza, który zimową porą w pachcie krowy trzyma.

Lucyna Ćwierczakiewicz, Zakopane, w: „Bluszcz”, 1874

 

Wszystko razem streściwszy, łatwo zrozumieć, że pobyt w Zakopanem dla osób cierpiących, czy delikatnie wypieszczonych, lub starszych jest zbyt uciążliwym, bo pozbawiony wszelkich wygód. Dostawszy się raz do czterech drewnianych ścian, mieszczących w sobie stół długi, ławy w około izby i parę łóżek bez sienników, któremi należy się koniecznie w Krakowie zaopatrzeć, gdyż zaledwie w kilku chatach można je znaleźć, o żadnych wykwintniejszych wygodach życia nie ma nawet mowy. Samowar, szklanki, noże, widelce, łyżki — jednem słowem wszystko trzeba mieć swoje, jak również kawę i herbatę, których nigdzie nie można dostać. Wprawdzie garnuszków, łyżkę drewnianą, miskę do mycia, dzbanek do wody dostanie się od gospodarza, ale tylko zamożniejszego, jest nawet kilka zagród gdzie gospodyni podejmuje się gotować i daje swoje naczynie, ale są to wyjątki. Pranie bielizny przychodzi z taż samą trudnością. — Kto ma swoją służącą musi zbierać po całej wsi statki do prania, garnki do wody. Bez żelazka do prasowania niech się nikt nie puszcza, ale ostrzegam, że z lekkiemi sukniami do prania i tak bieda, bo prosto kto niema służącej, ten w oddalonych częściach Zakopanego musi szukać praczki, która rzeczywiście zamoczy bieliznę i suchą odda, ale też na tem jej kunszt prania się ogranicza, że bielizna była w wodzie i jest wysuszona; najroztropniej więc tyle bielizny wziąść z sobą aby cały pobyt w Zakopanem nią opędzić.
Przecież wszystkie te smutne kłopoty powszedniego życia nagradza sowicie niewypowiedzianie zdrowe, czyste, wzmacniające powietrze i wspaniałe piękności natury, które oddziaływać muszą nawet na mniej poetyczne i wrażliwe osobistości, bo sa piękności jeszcze dzikie, nietknięte ręką ludzką nie odrazu się ujawniające i nieprzejrzane jeszcze w różnych swych zakątkach. Każda nieledwie wycieczka odsłania oku podróżnika nowe powaby; patrzysz, podziwiasz i stoisz zdumiony, w zachwycie nad cudami piękna, które się w okół ciebie roztacza.

Lucyna Ćwierczakiewicz, Zakopane, w: „Bluszcz”, 1874

 

Ale najbardziej obznajmiony z okolicami Zakopanego przybysz nie może się puszczać samotnie na wycieczki w góry, bez przewodnika. Przystęp do gór jest bardzo mozolnym; wszędzie ścieżki kamieniste, droga skalista, przeplatana strumieniami Czarnego Dunajca, którego szumiące wody, uderzając ciągle z łoskotem o wielkie kamienie tworzą małe wodospady i to się wiją w dolinie wśród zarośli,— to znów je widać pomiędzy niebotycznemi skałami, co niezmiernie urozmaica krajobraz, ale wycieczki w góry bardzo uciążliwemi czyni. Końmi rzadko gdzie i to niedaleko jechać można, bo najczęściej jedziesz milkę — a dalej czeka cztero lub pięcio-godzinna podróż piesza po ostrych kamieniach. Wprawdzie nagrodą bywa zawsze cudny jaki widok, ale na to potrzeba mieć nietylko młodość duszy, ale i młodość fizyczną: siłę ciała, mocne nogi i wygodne obuwie. Przewodnicy górale są bardzo chętni, szczególniej dla kobiet wyszukują najwygodniejszych przejść, prowadzą, przenoszą, lecz mc nie pomoże tu chęć i spryt, gdzie trzeba naprzykład przebywać wodę, przeskakując z kamienia na kamień, ze skały na skałę. Wysokie obcasy są tu niemożliwe; górale okuci w lekkie swe chodaki ze skóry dobrze przywiązane łyczkiem, wspinają się łatwo; dla nas nieprzyzwyczajonych, wycieczki takie, połączone z wielkim zmęczeniem, tylko wtedy są smaczne, gdy nogi swobodnie stąpać mogą. To też potrzebne tu jest koniecznie obuwie skórzane, bez obcasów i korków, miękkie, a jednak na grubej, pasowej podeszwie i bez dwóch par takiego obuwia niemożna się obejść w Zakopanem. Jedno będzie zawsze w reparacyi u szewca miejscowego partacza, a drugie w użyciu. Kto nieposłuszny dawanym mu radom w eleganckich obcasach na wycieczkę się wybierze temu muszą później górale siekierką na miejscu je odcinać dla ulżenia biednym zmordowanym nogom.

Lucyna Ćwierczakiewicz, Zakopane, w: „Bluszcz”, 1874

 

Najwyższym szczytem chwały dla odważnego turysty jest zwiedzenie Morskiego Oka, ale że dotąd szałasu na pół drogi pomimo obietnic nie wybudowano, a wycieczka wymaga dwóch dni z narażeniem się na słotę, deszcz, a nawet burzę częstą w tych okolicach, rzadko więc kto, a mianowicie też kobieta, odważa się na podobną wyprawę. Obietnica w przeszłym roku była bardzo uroczyście ponawianą, ale od obietnicy do rzeczywistości więcej jak krok jeden. Wycieczki te, prócz stosunków towarzyskich na miejscu zawartych, stanowią jedyną w Zakopanem rozrywkę, starczy ona jednak, i każe zapominać, że po za doliną Zakopanego i szczytami Tatr jest jeszcze jakiś świat inny, który albośmy zostawili za sobą, albo przed sobą mamy, bo to właśnie pobyt w Zakopanem, ma do siebie, że od chwili przybycia do dnia wyjazdu, każdy się czuje zdrowym, lekkim na ciele i duszy i bezwiednie zapomina trosk, jakie mu w życiu dokuczają. Ale niezbędnym do tego warunkiem, jest pogoda; gdy przecież deszcze, lubiące nawiedzić dolinę, trwają parę tygodni, wtedy najmilsze nawet sąsiedztwo niewiele pomoże, bo dostać się z chaty do chaty jest to odbyć wyprawę przez przepaść.

Lucyna Ćwierczakiewicz, Zakopane, w: „Bluszcz”, 1874

 

Zakopane z każdym rokiem nabiera coraz więcej uroku, ściąga coraz więcej gości, którzy tam nawet na dłuższy czas przybywają dla wycieczek w góry. Dotychczas jeszcze trzeba narazić się na wiele drobnych przykrości codziennego życia, udając się w tamte strony. Sama podróż przez boczne drogi, gdzie w razie deszczu powozem większym dostać się prawie niepodobna; przytem konieczność zabierania ze sobą pościeli, a nawet zapasów żywności; zbliża nasze wycieczki w góry, do jakiejś wyprawy staroświeckiej. Jestto formalne przesiedlanie się ludności na kilka tygodni koczowniczego życia. Nowość ta może właśnie sprawia, że Zakopane wchodzi w modę, doznaje się tam bowiem wrażeń nieznanych, a wczasach tak nerwowych, w których ludzie gonią za niespodziankami, jest to jeszcze jedną z najzdrowszych przyjemności tego rodzaju. Że nerwy niepoślednią grają rolę w zamiłowaniu naszych Tatrów. Dowodzi tego znaczna liczba kobiet lubiących się bawić, które znajdują niezrównaną przyjemność w sposobie tamtejszego życia. Ale bo też kobieta umie nader wiele rozwinąć wdzięku, jeśli się nie krępuje etykietą miejską i względami toalety i zostaje w otoczeniu pełnem swobody.

Korespondencya z zagranicy, Kraków w sierpniu 1874 r., w: „Bluszcz”, 1874

 

Polka na najwyższym wierzchołku Tatr
stanęła najpierwsza z kobiet d. 22 sierpnia b. r. i to słynna znakomitość muzyczna panna Natalja Janotówna. Wdarła się odważna turystka na szczyt Garłuchowski, z węgierska zwany Gîerlachem, pod przewodnictwem Macieja Sieczki. Zważywszy, że rzadko który z mężczyzn ośmiela się na ten dumny szczyt wybierać i z tych jeszcze nie wszystkim udaje się tam wydostać, tem więcej godzi się podziwiać odwagę panny Janotówny. Już nam dziś tej sławy nikt nie wydrze, dla tego łatwo sobie wyobrazić przykre wrażenie turystów węgierskich, gdy dowiedzieli w Szmekcie o szczęśliwem odbyciu wycieczki na Gîerlacha, kobiety – Polki. Trzeba bowiem wiedzieć, że istnieje zazdrosna rywalizacja między turystami węgierskimi a polskimi w zwiedzaniu Tatr, i najczęściej chełpią się w tej mierze ignorancją mieszkańcy południowych stoków Tatr. Przecież i na szczycie Łomnicy była w r. 1879 dnia 5 września Polka, panna Marja Wolska z Kujaw, pod przewodnictwem Jana Gronikowskiego, górala z Zakopanego. Aby inna z kobiet wdrapała się na królowę Tatr nie ma dowodu. Jest tylko wieść o jakiejś Angielce, która miała zwiedzić Łomnicę, lecz czy była na samym jej wierzchołku , również nie wiadomo. Często bowiem turysta zadawalnia się zwiedzeniem niższego czubka tej lub owej góry, nie mogąc się wydrapać na najwyższy wierzchołek.

W.E., w: „Wędrowiec”, 1883

 

Warto przecież po miejskim kurzu odetchnąć świeżem górskiem powietrzem, a oczy napaść innym widokiem, niż zasłaniające nam horyzont okopcone mury.
Nasz kuferek prędko będzie zapakowanym.
Wybieramy przedewszystkiem dwie z taniej, lekkiej, lecz trwałej wełny sukienki, nieco krótsze od zwyczajnych, mocnego, prostego, fasonu i kroju.
Dodatki są skromne i praktyczne bez koronek i dżetów. Kolor tych sukienek jest z natury swej przystosowanym do szydzenia sobie z kurzu i deszczu.
Kapelusz filcowy czy słomkowy, lekki, dość duży, przybrany wstążką lub niegniecącą się materyą bez kwiatów i piór.
Mocna parasolka, ochrona od słońca i deszczu zarazem.
Dwie pary bucików mocnych, wygodnych, zaopatrzonych w grubą podeszwę, lekki, dość duży i ciepły pled, niezbędna bielizna i neseserka podróżna ze szczotkami i grzebieniami oraz innemi dodatkami toaletowymi.
A więc nasza toaleta podróżna trwała, wygodna i możliwie wytworna jest w komplecie.

Szyk! Czyli sztuka ubierania się gustownie (poradnik dla kobiet), Warszawa 1890

 

Spotykamy następnie cale grono turystów, są tam młode i starsze panie, oraz mężczyźni różnego wieku.
Łatwo to spostrzedz, że podróżują po raz pierwszy; panowie bowiem noszą jasne do prania garnitury, a jedna dość otyła dama ustroiła się w ciemną, aksamitem obłożoną suknię, kapelusz z powiewającemi piórami i parasoleczkę małą obwiedzioną koronkami.
Jedna z młodych panien nosi jasno niebieską koronkami ozdobioną sukienkę, lakierowane pantofelki i kapelusz biały; druga znów odziana w powiewny, batystowy z wstążkami kostjum, nosi kapelusz ozdobiony jaskrawymi, czerwonymi makami.
Reszta towarzystwa nosi odzienie również jak do przechadzki w parku miejskim,
Jak ci nieszczęśliwcy wyglądali przy powtórnem z nami spotkaniu, po przebyciu w drodze gwałtownej ulewy, przed którą nie było się gdzie schronić.
Jasno niebieska sukienka od silnych promieni słońca z jednej strony zezieleniała, a deszcz dokończył dzieła jej zniszczenia, kwiatki batystowej toalety zmoczone, wprawdzie świeżo wyglądały, lecz smutnym za to był widok ich właścicielki z przylegającym do ciała, tamującym poruszenia, wiotkim batystem.
Biedne maki rozstały się ze swem zabarwieniem pod ciosami ulewy i w czerwonych smugach znaczyły swą obecność na kapeluszu i sukni. Toaleta starszej pani jeszcze więcej godna litości; kurz wcisnął się w fałdy ciemnej sukni i pod wpływem deszczu zamienił się w błotniste plamy, aksamit zupełnie zniszczony, lśni się od wody i zgniecenia, a kapelusz z piórami budzi ochotę do śmiechu swą niekształtną masą i dumnemi niegdyś strusiemi piórami zamienionemi obecnie na zmoczone kogucie.
Lekkie okrywki zabrane ze sobą przy pięknej pogodzie, nie zastąpiły naturalnie dużego pleda, a same uległy zepsuciu.
Zniszczona toaleta mamuni skłania ją do płaczliwych lamentów, co złości znów jej męża i wywołuje z jego strony uwagę: lepiej będzie, gdy wrócę do domu użyć w spokoju resztek wakacyi.
Widzisz więc miła czytelniczko, jakie przykrości sprawić może niezastosowana do celu toaleta.
Zupełnie inaczej przedstawia się wracające również z wycieczki inne grono podróżników.
Panie są uśmiechnięte, skromne płaszczyki z trwałej materyi, zaopatrzone w mnóstwo kieszeni, dobrze ich od niespodzianek pogody zabezpieczyły, jeszcze lepiej, jak nasze tamujące ruchy rąk duże pledy. Kilka nieznacznie umieszczonych haczyków, pozwala im dowolnie skrócić suknie, zapobiegając w ten sposób poznajomienia się tychże z błotnistą, rozmiękłą ziemią.

Szyk! Czyli sztuka ubierania się gustownie (poradnik dla kobiet), Warszawa 1890

Przy wycieczce w góry trzeba być przygotowaną na szybkie zmiany temperatury, bo choć u podnóża góry, perkalowa bluzka jest za ciepła, na szczycie sukienna żakietka będzie wielce pożądaną.
Użycie podróżnego kija nie pozwala na zabieranie parasola; najlepszą zatem ochroną od niepogody będzie niezbyt długi płaszczyk z nieprzemakalnego materyału, gładki, ozdobiony tylko kieszonkami.
Z tegoż materyału kapelusz jest jednocześnie lekkim i zabezpiecza od niepogody.
Dla ochrony od zimna nosić trzeba kalesony wełniane lub trykotowe, ciemne i szczelnie zapięte, wełniane pończochy i mocne buciki.
Niezawsze pogoda sprzyja długotrwałym, dalekim wycieczkom. W górzystych miejscowościach deszcz zmusza czasami turystów do przesiadywania przez dni kilka w domu; wygodna zatem i ciepła suknia domowa znaleść się winna w koszu, pomimo energicznego protestu pana męża.

Szyk! Czyli sztuka ubierania się gustownie (poradnik dla kobiet), Warszawa 1890

Fason tych toalet musi być możliwie prosty, bo upięcia i dodatki zmięte pakowaniem nadają sukni wygląd nieświeży, stary.
Materyałem najlepszym jest czysta nieulegająca zgnieceniu wełna, koloru niewrażliwego na promienie słoneczne. Kołnierzyk z prawdziwej koronki, fiszutka lub inny modny dodatek, nadaje w potrzebie strojny wygląd podobnej sukni.
Również protegowane być mogą różne dodatkowe staniki aksamitne, jedwabne i koronkowe, które nie zabierając wiele miejsca, mogą stanowić wcale dobrą całość ze spódniczką z dobrej wełny, prostego fasonu.
Podobne staniki mogą wybornie służyć do odwiedzania koncertu, teatru; można niemi urozmaicić swą toaletą i nie wpaść w kłopot z okazyi przyjmowania udziału w mniej więcej świetnej zabawie.
Polecić również możemy bieliznę wełnianą lub trykotową, bo batysty i koronki ładnemi są tylko, gdy są świeżo wyprasowane, a oto w podróży trudno i wiele kosztuje.

Szyk! Czyli sztuka ubierania się gustownie (poradnik dla kobiet), Warszawa 1890

 

Zbyt natężające przechadzki po górach przynoszą zamiast korzyści, więcej szkody młodym osobom, pociągając za sobą; bardzo niedobre skutki. Nie zapominajcie więc na przyszłość, iż w czasie wycieczek, spacerów, jak również w używaniu wszelkiego innego ruchu głównie zważać potrzeba, ażeby się zbytecznie nie męczyć.

Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, ułożony dla użytku tychże przez Wielkopolankę, Poznań 1891

 

Przeznaczona pod kostjum do wycieczek w góry, praktycznie jednoczy w sobie dwie sztuki ubrania i w dnie gorące spódniczkę spodnią usuwa jako zbyteczną. Wymiar formy zastosowany na osobę dobrej tuszy. Ponieważ wiele pań ze względów sanitarnych nie używają gorsetów utrudniających elastyczność ruchów przy wchodzeniu na góry, więc w pasku spódnicy obrobione są dziurki do przypięcia do stanika spodniego. Pod taką spódnicę kładą się majtki z materyału wełnianego lub bawełnianego takim fasonem jak pod amazonkę, albo majtki w jednym ciągu z bluzką chemise pantalon, jakich formę podaliśmy w r. 1888.

„Tygodnik Mód i Powieści”, 1891

 

Najmniej kłopotu z przygotowaniem toalet mają osoby wybierające się do miejsc leczniczych w górach. Wycieczki w góry wymagają ubrań formą praktyczną, niekrępującą ruchów, z materyałów nie niszczących się od zmian powietrza, chodzi tu bowiem o wygodę a nie elegancyę. To też kapelusze, parasoliki, buciki — wszystkie części składowe ubrania dobierają się tak aby nie obciążały figury.

O ubiorach, „Tygodnik Mód i Powieści”, 1892

 

Umiarkowana przechadzka, zajęcia gospodarskie i t. p. nie przyniosą szkody twemu zdrowiu; jednakże od jazdy konnej, ślizgawki, wieczorów tańcujących, jazdy na bicyklu, męczących wycieczek górskich, tak samo zresztą, jak forsownego szycia na maszynie nożnej każda kobieta w ciągu kilku dni perjodu powstrzymać się powinna.

Izabela Moszczeńska, Co każda matka swojej dorastającej córce powiedzieć powinna, Warszawa 1904

 

Panienki słabe, chorowite i nerwowe powinny wyjść za mąż po należytem wzmocnieniu organizmu i zahartowaniu się; kuracja wodami żelazistemi, dłuższy pobyt w górach, racjonalne leczenie hydropatyczne, są tutaj na miejscu. Nie można bynajmniej, jak to czyni wiele rodziców, uważać małżeństwa, jako środka wzmacniającego, bo dla słabowitych niedorozwiniętych istot jest ono stanowczo szkodliwe i przyczynić się może do rozwoju wielu poważnych i życiu zagrażających chorób.

D-r Władysław Chodecki, Małżeństwo w świetle higieny, w: „Bluszcz”, 1904

 

Ale w późniejszych miesiącach letnich, lub na początku jesieni, wyjazdy mają zwykle kres dalszy, a za cel wycieczki do wirchów tatrzańskich, na alpejskie szczyty, albo kąpiele morskie, czy też pobyt pod włoskiem niebem.

Przygotowanie do wyjazdu, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1905

 

Już wielki czas pomyśleć o ubiorach podróżnych, gdyż za parę tygodni najdalej, każdy kto może będzie już po za murami miasta, zaś osoby którym spowszedniały powaby i urok wiejskiego zacisza, gonić będą za uzdrawiającem powietrzem u wód i kąpieli. Nieco później wyruszą zwolenniczki górskich wycieczek, podziwiać nigdy nie opatrzone wirchy ukochanych Tatrów i rozkoszować się dolinami zakopiańskiemi.

O podróży i gościach przyjezdnych, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1906