Taniec był ulubioną rozrywką – a wręcz podstawą życia towarzyskiego. W karnawale zwłaszcza wszystkich ogarniał „szał tańca”, na co narzekali różni moraliści (którzy woleliby, aby młodzież zwłaszcza oddawała się pożyteczniejszym zajęciom), ekonomiści (ci nie tyle na taniec, co na wiążące się z nim wydatki) oraz lekarze, którzy wyrażali niepokój na temat zdrowia tańczących. Chociaż przyznawali, że nieco ruchu wychodzi zawsze na zdrowie, nadmiar - a przecież nadmiar tańców był w karnawale marzeniem zwłaszcza panien - uważali za wyjątkowo szkodliwy.

W czasie karnawału w prasie często ukazywały się ostrzegawcze notatki, informujące o młodych ludziach, którzy zapadli na różne ciężkie choroby lub wręcz umarli w wyniku zbyt częstych lub zbyt intensywnych tańców.

 

W porze zapust bawią się starsi i młodsi. Otóż podamy wam tu, czytelnicy kochani, niektóre wskazówki, jakie zabawy są dla was najstosowniejsze. O tańcach tyle tylko powiemy, że o ile umiarkowany taniec jest bardzo dobry, jak każdy ruch, o tyle znów szkodliwym się staje dla zdrowia w razie nadużycia. Nie dziwcież się wcale, jeżeli rodzice nie pozwalają wam często bywać na balikach, albo w domu urządzać wieczorków tańcujących raz po raz.

Rozmaitości, w: „Wieczory Rodzinne”, 1884

 

Pierwszy i ostatni bal..
W ubiegłym tygodniu na wieczorku u państwa Z. wystąpiła po raz pierwszy, jako dorosła panna młoda 16-letnia dzieweczka panna W.
Dziewczę tańczyło z zapałem...
Nie bacząc na przestrogę rodziców, po każdym tańcu panna W. piła obficie chłodzące napoje.
W kilka godzin po powrocie do domu rozwinęło się gwałtowne zapalenie płuc.
Pomimo pomocy pierwszych powag lekarskich, biedne dziewczę nocy dzisiejszej krótki swój żywot zakończyło...
Smutna przestroga dla innych!

„Kurier Warszawski”, 1884

 

W tańcu.
W dniu wczorajszym, na balu u państwa L., podczas „białego mazura", 16 letnia panna R. upadła, nie dając znaku życia.
Pomimo natychmiast udzielonej pomocy lekarskiej, stan młodej tancerki budzi poważne obawy.

„Kurier Warszawski”, 1884

 

Nieszczęśliwy tancerz. Znany i ceniony na zabawach tańcujących pewien tancerz we wtorek [10 II] na wieczorze uległ smutnemu wypadkowi.
Tańczył on wówczas z życiem galopadę, raptem potrąca go ktoś niezręczny i tancerz z damą runął na ziemię.
Dama szybko powstałą, lecz tancerz jęcząc leżał jak długi na podłodze. Pospieszono mu z pomocą, a przy opatrunku okazało się, że biedak złamał nogę.

„Kurier Poranny”, 1885

 

Ofiara tańca. W sobotę [14 II] u państwa X na wieczorze zasłużony aranżer, zapewniający zwykle powodzenie zabawie, stał się przyczyną jej przerwania.
W białym mazurze biedny tancerz wybladły od bezsennych nocy i forsowania piersi ciągłymi dyrekcjami dostał silnego krwotoku – tak że na razie nie można go było zatamować.
Wezwano natychmiast lekarza, który stosownymi środkami przyniósł mu ulgę, lecz biedną ofiarę karnawału, w stanie omdlenia, odwieziono do domu.
Zabawa po tym wypadku zakończoną naturalnie została.

„Kurier Poranny”, 1885

 

Na śliskiej drodze.
W dniu wczorajszym na wieczorku u państwa Z. przy ulicy Marszałkowskiej, jeden z tancerzy tak nieszczęśliwie upadł podczas mazura, iż niebezpiecznie wywichnął nogę i zranił się w głowę.
Niefortunnego tancerza natychmiast odwieziono do domu.

„Kurier Warszawski”, 1885

 

Smutny wypadek.
Nocy dzisiejszej zabawa u państwa Z., przy ulicy Chmielnej, została przerwana fatalnym wypadkiem...
Podczas mazura ktoś nierozważny dla ochłodzenia saloniku otworzył lufcik.
Tuż przy oknie stała pani C, żona jednego z fabrykantów tutejszych, mocno rozgrzana tańcem.
Właśnie tancerz podaje pani C. rękę dla dokończenia figury, kiedy biedna kobieta pada na podłogę rażona paraliżem.
Wypadek ten tak zmieszał obecnych, iż zabawę przerwano.
Nieszczęśliwa kobieta jest osobą młodą liczy bowiem 23 lat wieku.
Życiu jej grozi niebezpieczeństwo.

„Kurier Warszawski”, 1885

 

W dniu onegdajszym u państwa K. na Krakowskim Przedmieściu odbywała się zabawa tańcująca. Najstarsza, ośmnastoletnia córka gospodarstwa wiodła rej wpośród towarzyszek i została przez młodzież obwołana „królową balu”. Tańczyła też wiele i niestrudzenie.
Po wieczerzy rozpoczęto ostatniego mazura, w którym „królowa” odbierała nieustanne hołdy w formie licznych zaproszeń do figury. Wreszcie prowadzący tańce zadecydował zakończenie mazura.
- Jeszcze ostatnią figurę proszę! – zawołała panna K. i pomimo uwag matki, zmęczona i oblana potem, sama wybrała tancerza.
Nagle wśród tańca panna K. upadła na podłogę, tracąc zmysły. Z trudem odszukany lekarz zaopiniował nader niebezpieczne zapalenie płuc, wynikłe z nadmiernego zmęczenia. Istnieje poważna obawa, iż „ostatnia” figura mazurowa będzie zarazem ostatnią w życiu zapamiętałej a niebacznej tancerki.

„Kurier Warszawski”, 1886

 

Kiedyśmy zgadali się o karnawale, nie zaszkodzi pamiętać, że przed kilku dniami telegram przyniósł wiadomość o smutnym wypadku, jaki się wydarzył na jednym z balów publicznych w Petersburgu.
Osoba młoda, trzydziestoletnia zaledwie, wśród tanecznej uciechy zmarła nagie.
Lekarze jako powód śmierci podali pęknięcie jednego z naczyń krwionośnych w mózgu, spowodowane przez zbyt silne ściśnięcie się gorsetem.
Nieszczęśliwa chciała być zanadto powiewną i zapłaciła to życiem.
Wiadomo że na bale przyjeżdża się najczęściej z odkrytą główką, żeby kunsztownej nie popsuć koafiury, futro zarzuca się tylko na siebie.
Broń Boże się niem otulić!
Pomięłaby się toaleta, a lepiej przecie trochę zziębnąć, niż się nie pokazać w salonie świeżutką, prosto z igły.
Często igranie takie lekkomyślne z własnem zdrowiem przechodzi bezkarnie, częściej jednakże wywiązuje się ból gardła lub zapalenie jakie.
Nie chcemy jednak mówić o skutkach, obowiązkiem naszym jest wskazać tylko na przyczynę.
Pytamy więc: czyby niezapominając o zabawie, nie można byłoby jednocześnie pamiętać i o zdrowiu.

Wiadomości z różnych stron, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1889

 

W dniu wczorajszym [31.01] p. L., młody 24-letni człowiek, raptownie zaniewidział. Wezwany lekarz specjalista zaopiniował, że ślepota jest nie do uleczenia. Przyczyną strasznego kalectwa są noce bezsennie trawione, gdyż p. L. Od dwóch tygodni prawie co noc tańczył na rozmaitych wieczorkach, a w dzień zajęty pracą biurową nie miał czasu na odpoczynek. Zdrowy, młody organizm, pomimo takiego życia niehigienicznego, wytrzymał, wzrok jednak mocno sforsowany uległ smutnemu prawu natury.

„Kurier Warszawski”, 1890

 

Odpowiecie mi zapewne, iż zimą o wiele więcej przyjemności i zabaw spotyka się w mieście. Prawda, lecz są to przyjemności innego rodzaju: bywają teatralne przedstawienia, amatorskie koncerta, koncerta sławnych artystów, jak oto teraz naszego słynnego artysty, pianisty Paderewskiego. Bywają bale, wieczorki tańcujące, herbatki. Doprawdy zatańcować się można, jeżeli kto ku temu okazuje zbyt wielką ochotę. W tym jednak względzie, kochane czytelniczki, nie wiem, czy znajdę słów dosyć, aby wam dostatecznie zalecić ostrożność i wstrzemięźliwość.

Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, ułożony dla użytku tychże przez Wielkopolankę, Poznań 1891

 

Ileż już było smutnych wypadków, ile najstraszniejszych następstw, z braku oględności przy tańcu, ile młodych osób skończyło skutkiem tego na suchoty, ile razy chorowały na zapalenie płuc, a to wszystko dla tego, iż, rozgrzane tańcem, albo za wcześnie opuściły salę balową, niedostatecznie zaopatrzone w ciepłe okrycia, albo, iż oziębiły rozgrzane płuca użyciem wody. Osobom słabowitym, zaleciłabym w ogóle wielkie w tańcu umiarkowanie, gdyż małą, rzeczą jest walcować kilkakrotnie wokoło sali, jednak późniejsze cierpienia zapewne nie wydadzą się równie zachęcającemi.

Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, ułożony dla użytku tychże przez Wielkopolankę, Poznań 1891

 

W tańcu.
Nocy ubiegłej u państwa W. w okolicy placu Trzech Krzyży, była zabawa tańcująca, która została zakłócona smutnym wypadkiem.
Prowadzący tańce młody 24-letni p. R. po skończonym mazurze mocno rozgrzany wszedł do pokoju, w którym przed chwilą otworzono okno dla wypędzenia dymu z papierosów, Prąd ostrego zimnego powietrza wywołał porażenie młodzieńca, który upadł bezwładny.
Obecni na zabawie dwaj lekarze pośpieszyli z ratunkiem, lecz energiczne środki, jakie stosowano doraźnie, bezwładu nie usunęły.
Chory, jako krewny gospodarstwa, pozostał na miejscu, zabawę zaś z powodu smutnego wypadku niezwłocznie przerwano.

„Kurier Warszawski”, 1897

 

Bardzo ujemnie też działa na zdrowie codzienne oddawanie się towarzyskim rozrywkom, w których dziewczęta twego wieku tak wielkie znajdują upodobanie. Nie chciałabym cię zrażać zbyt surowemi wymaganiami, ani też narzucać ci klasztornego trybu życia. Przypuszczam, że będziesz lubiła taniec, gdyż i dziś jako dziecku sprawia ci on dużą przyjemność. Wiem, że coraz częściej spotkać można surowych moralistów i pedantycznych hygienistów, którzy w wieczorach tańcujących widzą ważny czynnik podkopywania zdrowia i szerzenia zepsucia. Co do mnie, nie sądzę, ażeby jedna noc przetańczona w ciągu kilku miesięcy mogła zdrową dziewczynę o chorobę przyprawić, a cnotliwą i szanującą się znieprawić; ale taniec nadmierny bywa zgubny. Ile razy widziałam panienki, dla których treścią życia bywały bale, wieczorki, zabawy, rauty i majówki –(naturalnie tańcujące); które w ciągu całego karnawału nie widywały prawie światła dziennego, gdyż wstawały po przetańczonej nocy dopiero, gdy słońce zimowe za chodziło; dla których jedynym ruchem był ruch wirowy w natłoczonej, oddechem ludzkim, wyziewami potu i zapachem perfum przepełnionej sali, a jedynym pokarmem umysłowym „lekkie” rozmowy odurzonej winem młodzieży, – żal mnie brał na myśl, że można tak cenne skarby, jak młodość i zdrowie, wrażliwość uczuć i świeżość myśli w taki lichy sposób marnować. A uśmiech politowania wzbudzały we mnie te pełne poświęcenia matki, które decydowały się noc po nocy przedrzemać na kanapkach balowej sali i skracać sobie ostatnie lata życia dla tak fałszywie pojętego dobra swych córek!
Grzechy karnawału i ich następstwa: blednica i rozstrój nerwowy, miał zgładzić wyjazd do wód w ciągu lata, ale i ten nie pomagał, gdyż pobyt w miejscach kąpielowych wypełniany bywał kilkakrotnem przebieraniem się dla imponowania strojem na deptaku, fryzowaniem włosów, sezonowym flirtem i tak zwanemi reunionami.

Izabela Moszczeńska, Co każda matka swojej dorastającej córce powiedzieć powinna, Warszawa 1904