U panien wysoko ceniono „dziewiczą niewinność”. Oznaczało to przede wszystkim kompletną nieświadomość w sprawach seksualnych, jednak pojęcie to rozciągano na ograniczoną świadomość gorszych stron natury ludzkiej w ogóle, a także nadmierne rozbudzenie zmysłowej wyobraźni.
Niebezpiecznym źródłem informacji mogących doprowadzić do utraty tej niewinności były książki. W przypadku małych dziewczynek rodzice mieli pełną kontrolę nad ich lekturami i w ogóle nad pozyskiwanymi przez nie informacjami. Gorzej to było w przypadku panienek odsyłanych na pensję i dorosłych. Generalnie spodziewano się, że same będą aktywnie uczestniczyły w chronieniu swojej niewinności i świadomie unikały sytuacji, w których coś mogłoby ją naruszyć. Obejmowało to także świadome unikanie niewłaściwych lektur ewentualnie posłuszne podporządkowanie się zakazom ich dotyczącym.

 

Czytanie romansów wywiera zgubny wpływ w tym wieku, kiedy nerwowa systema z chciwością przyjmuje wszystkie żywe wrażenia (...). Czytanie podobnych książek jest szkoła najniebezpieczniejszych namiętności dla zdrowia. Często występki, zbłądzenia umysłu i przykłady niemoralności, pochodzą z tego źródła. Zbyteczne naprężenie umysłowych zdolności młodych dziewic najwięcej wzbudza nerwową systemę i często do tego stopnia rozdrażnia wyobraźnię, że dosyć jednego najmniejszego powodu do zwrócenia się w przepaść. Czytanie romansów w młodym wieku może oprócz tego powodować zbyt wielkie rozdrażnienie w nerwowej systemie i tym sposobem, że zachwycając kobietę idealnemi pojęciami o życiu, często zmusza ją rozczarowywać się w rzeczywistem życiu

  Stanisław Kosiński, Higiena dla panien, Warszawa 1865

 

Wszystko co kiedy książka złego zrobić mogła, wszystko o co oskarżają ją ludzie, na ten dział przychodzi. Ztąd rodzą się dla kobiety pokusy jakichś zachcianek romansowości po za obowiązkiem i cnotą czystą, ztąd wychodzą głosy odciągające ją od rodziny i pracy do próżności i próżniactwa, zmory stawiające jej w świetle fałszywem domowe stanowisko kobiety i ideał jej szczęścia. Są to gorączki zapalne, ale z tego samego źródła idą i febry zimne, choroby niemniej zdrowiu duszy niebezpieczne, a które na pewno znów temperamenta uderzają zmanierowaniem uczucia, rozmarzeniem umysłu, wiodącem do innego tylko rodzaju pasożytnego próżniactwa – do sentymentalności płaczącej nad księżycem.

Maria Ilnicka, Kobieta i książka, w: „Bluszcz”, 1867

 

Owszem zdaje się rzeczą niezawodną, a przynajmniej doświadczenie przekonywa o tem, że im więcej jakie niebezpieczne dla moralności publicznej dzieło wywołuje potępiających je krytyk, tem bardziej wzrasta liczba takich, którzy pragną dotknąć się palcami rany, chociażby trochę krwi lub ropy na palcach zostać miało.
Jest to rzecz o zakazanych owocach pod różnemi postaciami ciągle w czyn wprowadzana.
Jeżeli matka pragnie, ażeby jej córka nie przeczytała jakiej książki, niechaj nie zwraca na nią uwagi panienki chociażby nawet bezwględnem potępieniem, lub zakazem.

„Kurier Warszawski”, 1868

 

Tam, gdzie matka lub nauczycielka nie uważa za obowiązek sama kierować czytaniem dorastającej panienki, czytanie to ogranicza się na samych romansach i powieściach, tak polskich jak i francuzkich bez żadnego wyboru. Gdzie zaś staranna i troskliwa matka pragnie ustrzedz córkę od niejednej niepotrzebnej wiadomości, od zbytecznego wzruszenia, od poznania niejednej smutnej, poniżającej prawdy którą dopiero życie i doświadczenie ma objawić, tam pewnie czytanie naszych książek bardzo zaniedbane i chyba tylko od czasu do czasu przeczyta się w ojczystym języku coś naukowego, a zresztą czytuje się po francuzku. Ale bo też francuzka literatura daleko obfitsza w przedmioty, o jakich mowa, i prawie brać za złe nie można matkom, które biblioteki swych 16-letnich córek zaopatrują przeważnie w te cudzoziemskie książki. Obok licznych biografii osobistości sławnych w historyi kraju, w literaturze i sztukach, są tam i przystępne naukowe rozbiory, nauki moralne i religijne, zajmujące i pięknie opowiadane podróże, ciekawe pamiętniki i wyborne dla młodych osób powieści.

Teja, Słówko o braku odpowiednich książek dla młodzieży w naszej literaturze, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1879

 

Tak jak panience, lub chłopcu dorastającemu, wiele mówi się rzeczy, których dzieci nie rozumiałyby jeszcze, tak znów nie wszystko, co pisze się dla osób starszych, dojrzałych, równie zdrowym byłoby pokarmem dla serc i umysłów choć ukształconych ale młodziutkich, pierwsze rozwinięte kwiaty wiosny przypominających. Nie sądźmy, że panna nawet 18-letnia może bezkarnie czytywać już wszystko; że nie ma nic tak zbyt płochego i jaskrawego, jako i zbyt ciężkiego i nużącego dla jej umysłu. Owszem, jest to wiek najwrażliwszy, najskłonniejszy do przejmowania się tem, czem go poją, bo sam nic jeszcze nie doświadczył, mało widział, nic nie zna i nic nie wie, a wiele przeczuwa, wiele się domyśla, wszystko radby wiedzieć, uchylić każdej zasłony, pochłonąć każdą naukę, zadowolić swą ciekawość, dogodzić rozumowi i fantazyi. Tak zło, jak dobro i piękno, wielkość jak nikczemność, zarówno wcisnąć się mogą w duszę młodej, niedoświadczonej istoty, owładnąć nią i zostawić na niej swe piętno. Od wychowania zatem, od skierowania w jedną lub drugą stronę zapałów i pragnień młodości, a pośrednio od wyborowego, roztropnego czytania, zależą przyszłe zasady, zacność i prawość i cały późniejszy rozum naszych pokoleń. To, co młodość sobie przyswoiła, co posiadła z całą siłą wiary i ufności, niełatwo zostanie zatarte i wyplenione.

Teja, Słówko o braku odpowiednich książek dla młodzieży w naszej literaturze, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1879

 

Książki, którą uznamy za niewłaściwą dla naszej córki, nie należy nigdy zostawiać nieschowanej. Nie każda dziewczyna jest niepohamowaną w swej ciekawości, ale są i takie, których na pokuszenie nie należy wystawiać.

 Zofia Kowerska, O wychowaniu macierzyńskiem, Warszawa 1881

 

Na każdej też pensyi zdarzyć się mogą dziewczęta, które pochwyconą w sekrecie złą książkę miały już w ręku.

 Zofia Kowerska, O wychowaniu macierzyńskiem, Warszawa 1881

 

Nie wszyscy wychowawcy mają dokładne pojęcie, czem jest w zwykłych warunkach głowa 16to-letniej dziewczyny. Co za ciekawość i rozmarzenie, jaka żądza wrażeń i namiętność do powieści, wykradanych i czytanych w sekrecie, jakie bicie serca przy scenach miłosnych, których szczególniej szuka się w romansie z opuszczeniem wszystkiego, co z niemi nie zostaje w związku. Czytanie takie wprawia w stan gorączkowy wszystkie dziewczęta z żywem uczuciem i wyobraźnią – i zdrowie ich na tem cierpi niezmiernie. Jeżeli jeszcze przyłączy się do tego ideał wcielony i dziewczę wyobraża sobie, że kocha, to się już miara złego dopełnia. (...) Doświadczeni lekarze wiedzą, ile zguby zdrowiu takie rozmarzenie przynosi.

 Zofia Kowerska, O wychowaniu macierzyńskiem, Warszawa 1881

 

Powiedzmy tu jeszcze, że, o ile występek w romansie francuskim lub życiu klas oświeceńszych, okryty piękncmi zasłonami i wystawiony ponętni c, rozbudza fantazyją, a przez nią i czysto zmysłowe uczucia, o tyle występki wszelkiego gatunku w ludzie naszym noszą charakter tak gruby i wstrętny, że popsuć dzieweczki nie mogą.

 Zofia Kowerska, O wychowaniu macierzyńskiem, Warszawa 1881

 

Czytelnia dla kobiet i dzieci, znajdująca się przy ulicy Niecałej Nr 8, a założona i utrzymywana zacnemi usiłowaniami pp. Maryi Olędzkiej i Zofii z Papłońskich Roszkowskiej, doszła do liczy 543 dzieł w języku polskim, francuzkim i niemieckim, a można z cała sumiennością dodać, że są to wszystko dzieła w kierunku belletrystycznym, historycznym i popularno-naukowym wyborowe. Warunki abonamentu są: rocznie rs. 2, półrocznie rs. 1 kop. 50, miesięcznie kop. 30, czyli abonując rocznie otrzymuje się książki najlepsze, pomiędzy temi niektóre bardzo drogie, za grosz i ułamek jakiś na dzień, a nawet miesięczny abonament daje czytanie za dwa grosze dziennie. I za tę cenę można czytać wszystkich poetów naszych, poznać dzieła Żmichowskiej, Kraszewskiego, Kremera, Kaczkowskiego, Zacharyasiewicza, wszystko co wydał świeżo Tarnowski, Dzieduszycki, Smolka i t. d. nie znajdzie się tam tylko Zoli i jemu podobnych autorów. Zastaw rs. 2.

Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1882

 

Jest trzeci rodzaj czytania szkodliwego: czytanie nieużyteczne, czytanie książki lichej, czytanie takie wreszcie, które nic umysłowi nie przynosi, a mając pozór szlachetnego niby zajęcia się książką, bezkarność pewną sobie wyrabia. Nieustanne i gromadne czytanie powieści, które jest po prostu karmieniem się bajką dla bajki, to próżnowanie bardzo złego rodzaju – gorsze niż gdyby czytelniczka taka z założonemi rękami siedziała, bo myśl jej przebywa ciągle wśród położeń i wzruszeń sztucznych, które obałamucają umysł istoty młodej, nieznającej życia i mającej zaledwie jego przeczucie niepewne. Jeszcze u nas nie ma prawie złych powieści, i bywają niemi tylko tłómaczone powieści z wiarołomnemi heroinami, powieści kryminalne, gdzie gorączka, zajęcie skupia się koło złodzieja lub mordercy; ale przesycanie się najlepszemi nawet jest niedobre, już dlatego, że przy takiem czytaniu nadmiernem ginie, przez nieuwagę pominięte, to, co jest tu najlepszego, co jest dobrego właśnie: zarysowanie charakterów i to piękno artystyczne, które wyższa powieść posiada zawsze.

 Maria Ilnicka, Po wakacjach, w: „Bluszcz”, 1884

 

Z takiego podejścia do lektur dworował sobie Prus:

Panowie Kotarbiński i Wołowski wystawili sztukę pod tytułem Nie wypada, którą zapewne oglądała już półmilionowa ludność naszego miasta.
Ja, wyznaję, żem jej nie widział; sądząc jednak ze sprawozdań, domyślać się można, że to sztuka wybornie grana, a dosyć średnio napisana. Widocznie są tam jakieś wady w budowie całości, w charakterach, może w nadużyciu frazesów. Pod tym wszystkim jednak kryje się ważna kwestia. (Upraszam pannę Anielę, ażeby dalej nie czytała i zabroniła czytać swoim pięknym siostrzeniczkom, które uwielbiam.)

Bolesław Prus, Kronika tygodniowa, w: „Kurier Codzienny”, 1888

 

Jeszcze raz prosząc, ażeby powyższych ustępów nie czytały młode panienki, myślę, że krytyka nasza jest już chyba zanadto konserwatywną.

Bolesław Prus, Kronika tygodniowa, w: „Kurier Codzienny”, 1888

 

Jest także znakomitem dziełem tłómaczenie Scheakspira w polskim języku, którego współpracownikami byli Stanisław Koźmian, Paszkowski i Ulrich; w dziele tem jednak zawiera się cała krwawa historya Anglii z wszystkiemi zbrodniami i niegodziwościami, dla tego nie radziłabym panienkom brać dzieła tego do ręki, bo jego czytanie nawet starszym osobom nie robi miłego wrażenia. To gorsze stokroć od osławionego Zoli, a nawet od utworów pani Śnieżko Zapolskiej, które, uważam, nawet w domu przyzwoitym znajdować się nie powinny.

 Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, Poznań 1891

 

W ogóle głównie przestrzegam młode osoby przed czytaniem książek, które zabrudzają, kalają, że tak powiem młodocianą wyobraźnią. Cóż ztąd za korzyść? Im dłużej człowiek, a tem więcej dziewica żyć może w niewinności, w nieświadomości złego, tem dla niej szczęśliwiej, tem swobodniej poruszać się może po wielkim przestworze świata, tem milej ubiega jej życie.

 Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, Poznań 1891

 

Wreszcie nie potrzebuję zapewne upominać młode czytelniczki, jak bardzo niebezpiecznem i szkodliwem bywa czytanie potajemnie zakazanych książek, w których się znajdują rzeczy nieprzystępne dla pojęcia młodych panienek.

 Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, Poznań 1891

 

Niestety, te filozofki są dziećmi czasu i mody! Pleni się to ogromnie na gruncie, przygotowanym przez naukę tendencyjną i przez literaturę zepsutą aż do szpiku kości. Czytują one wszystko, co im w ręce wpadnie; jeżeli to lektura poważna — piąte przez dziesiąte, jeżeli drastyczna i demoralizująca — z gorączką i zapałem nieświadomych samobójczyń, upajających się słodką trucizną. O nieistnieniu Boga wiedzą tylko z gawęd koleżeńskich, ale żadnej z tych gąsiątek na myśl nie przychodzi, aby się dowiedzieć czegoś o istnieniu.

W., Typ nowy, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1893

 

Jeżeli mówimy o koryfeuszach, to koniecznem oczywiście przedstawić się nam musi zadanie pozostawienia ich przy tym uroku jaki zdobyli, a tymczasem z żalem prawdziwym zanotować nam przychodzi, że nam dowolności dzisiejszej krytyki literackiej, chorobliwa prawdziwie mania szperania w życiu prywatnem ludzi publicznych i spaczony sąd o tem, co się godzi, albo nie godzi, wcale tego zadania nie ułatwiają. W ostatnich paru dziesiątkach lat tyle rozkopaliśmy mogił, tak gorączkowo szukali skazy na charakterach, że dziś niewiadomo doprawdy co myśleć o rozsądku, a nawet o intencyach szperaczów. Dobrze było za czasów pogańskich opiewać i komentować miłostki bogów, uchodziło to nawet za Ludwików we Francyi, ale my mamy mieć moralność jakąś mniej luźną i nie godzi się nam tych tytanów myśli w półarlekińskie szaty adonisów przyodziewać.
Trzeba zupełnie nie rozumieć bezwzględności czystego umysłu młodej kobiety, żeby nie pojąć, jak na nią rewelacye, któreśmy w ostatnich czasach porobili, oddziałać mogą. Wskazywać z naciskiem na wielki rozdźwięk między życiem poety, a głoszonemi przezeń prawdami, jest to samo zupełnie, co napadać na zasadę. Jeśli to umysł w tym stopniu czysty, jak być powinien, to się koniecznie oburzyć musi, widząc te bożyszcza tak umiejscowione i nieledwie skarykaturowane; jeśli się nie oburzy, dowodzić to tylko może, że zdobyła sobie już kobieta taka wcale niepożądaną u niej dozę wyrozumiałości życiowej.
Skoro nas tedy nic już od tego całego balastu literackiego oswobodzić nie może i nie chce, niech przynajmniej pamiętają matki, że się ich córki bez większej części komentarzy do życia wieszczów naszych najzupełniej obywać mogą i powinny, z wyjątkiem, rozumie się, prac takiej wartości, jak Chmielowskiego o Mickiewiczu i epizodów kreślonych z tak gorącym pietyzmem, jak Konopnickiej.
Nie krzywdźmy jednem słowem młodości, pozostawmy ją przy całej czci dla ideału i przy jej wierze w charaktery.

A.S., Co i jak powinny czytać nasze córki, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1894

 

To, co się rzuca do oczu, co jest istotnie szkodliwe i dotkliwie obraża wszelką, choćby nawet i dosyć wyrozumiałą moralność — to piśmiennictwo peryodyczne codzienne, które łamy swoje od pewnego już czasu narozcież otwarło i dla skandalu i dla deprawacyi wszelakiej, które z czysto kramarskich pobudek roztrząsa kwestye, kwalifikujące się wyłącznie do pism specyalnych lekarskich i sądowych. Nie przypuszczamy aby skrupuły, wypływające z pobudek etycznych, mogły cokolwiek zaważyć na szali postanowień organów, które tę metodę oświecania publiczności przyjęły, dlatego też przełożeń i argumentów w tym rodzaju wyrzekamy się zupełnie. Za nierównie odpowiedniejsze natomiast uważalibyśmy zwrócenie uwagi, że pismo, które z całą drobiazgową sumiennością obdarza czytelników swoich szczegółami na przykład z życia zgasłych przedwcześnie dla sztuki bożyszcz teatralnych, schodzących ze świata tragicznie a tajemniczo, nie może u nas jeszcze leżeć na stole, być na oczach wszystkich, że tym sposobem traci poczęści na... prenumeracie, na tej prenumeracie, która o wszystkiem decyduje i wszystko rozstrzyga. W rezultacie więc rachunek tego wyścigu do teatrów anatomicznych i sal sądowych może, na dłuższą metę wzięty, okazać się mylnym, a to byłoby, rozumie się, bardzo dotkliwe.
W każdym razie pismo codzienne, skoro już przyszło do tego, w domu gdzie są córki od cenzury macierzyńskiej wolnem być niepowinno.

A.S., Co i jak powinny czytać nasze córki, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1894

 

Pomiędzy tem co jasne, a co ciemne, co czyste a co brudne, co kształci i rozwija, a tem co gorszy i poniża, istnieją jeszcze półświatła i półcienie. Poza wyuzdaniem i zepsuciem jawnem i zdecydowanem jest jeszcze w piśmiennictwie moc niezmierna szkodliwych dla młodego kobiecego serca i umysłu wpływów, insynuacyj, podszeptów i napomknień, którym oddziaływania ujemnego odmówić nie możemy, jeżeli chcemy w założeniu swojem być konsekwentni a szczerzy. Wyszliśmy z zasady, że obowiązek matki stanowi wypielęgnowanie dla świata istoty czystej, nieskażonej, bez oglądania się na obłędy chwili, że ta jej względna niektórych stron ujemnych nieświadomość nie pociąga za sobą ani bierności, ani niezaradności przyszłej, że owszem, jest ona śmiałego i świadomego siebie wstępu w życie rękojmią najlepszą, a wedle nas jedyną. Obaczmyż co w dalszym ciągu kierunkowi takiemu stoi na zawadzie.

A.S., Co i jak powinny czytać nasze córki, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1894

 

Kto dobrze poznał tę część literatury beletrystycznej, której przedmiotem jest tak zwana anatomia serca kobiecego, ten z pewnością uznać musiał, że tam o sercu we właściwem znaczeniu tego wyrazu mowy niema prawie wcale, że serce, zmysły, namiętności są tam ustawicznie brane za jedno i że ta cała konfuzya pojęć nie jest bynajmniej przypadkowa, że owszem, należy to do pomyłek rozmyślnych, a w następstwach jest o wiele szkodliwsze, niż się niektórym utrzymywać podoba.
Że pomięszanie takie samej sprawie poczytności utworu wychodzi na pożytek, spierać się nie będziemy, ale żeby tą metodą można było młodej dziewczynie rozświecać w głowie, przeciwko temu protestujemy stanowczo.

A.S., Co i jak powinny czytać nasze córki, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1894

 

Strzeż się złych książek.
One wabią ku sobie, nęcą wyobraźnię, schlebiają namiętnościom , a pod wdzięczną szatą zewnętrzną ukrywają wewnątrz jad i truciznę.
Nie czytaj książek, których Kościół czytać zakazał (położone na indeksie), ani tych, których ci rodzice lub ludzie starsi nie zalecają. Bądź pewną, że nie stracisz na tem nic, gdy ich posłuchasz.
Gdybyś jednak kierując się przekorą zaglądnęła do nich, zaręczam ci, nie znajdziesz w nich nic ciekawego i pożytecznego. Niewinne twe serce brudami pokalasz, a umysł napoisz goryczą, rozterką, zepsuciem.
I czyż warto pracować dla własnej szkody, własnemi rękami zburzyć spokój duszy i pogodę umysłu?
Skoro z góry nie wiesz o tern, że książka jest złą, w ocenieniu jej kieruj się następnemi wskazówkami.
Jeżeli czytając książkę spostrzeżesz, że opisuje rzeczy brudne, namiętne, — że występek osłania szatą powabną, a zgniliznę moralną stara się upozorować wymówkami — wtenczas zamknij książkę, i nie czytaj jej dalej.
W tym względzie musisz być stanowczą i energiczną.
Jeżeli na wycieczce staniesz niespodziewanie nad przepaścią ukrytą, której początkowo nie spostrzegłaś, cofasz się natychmiast z przerażeniem, ratując swoje zdrowie, a może i życie.
Podobnie ratuj zdrowie moralne swej duszy.
Czasami autor barwnemi słowy ubiera występek, zręcznymi dwuznacznikami osłania niemoralność; a świetnemi barwami zdobi drastyczne sytuacje.
Bądź czujną i nie daj się złowić w ponętne sidła. Trucizna choćby najwonniejszemi przyprawiona słodyczami —- zawsze zabija.
Czy chciałabyś patrzyć własnymi oczyma na sceny opisywane w romansach, lub mogłabyś bez rumieńca wstydu słuchać namiętnych słów, któremi bohaterowie zachęcają się do grzechu?
Wiem , że jesteś szlachetną, poczciwą i dobrze wychowaną, przewiduję więc, że odpowiesz:  nie chciałabym.
Skoro więc ani patrzyć, ani słuchać nie chciałabyś tak ich rzeczy, po cóż miałabyś je czytać i wyobraźnią odtwarzać sytuacje nieprzyzwoite?
Patrzenie, słuchanie, trwa chwilę — czytanie na długo może więzić wyobraźnię do nieskromnych obrazów.
Tyle jest książek pięknych, szlachetnych, wzniosłych, któremi karmić możesz swą wyobraźnię i odżywiać serce, czyż miałabyś sięgać po brudy i śmiecie?

Ks. F. EL. Łukaszewicz, Złota książka polskiej dziewicy, Kraków 1895

 

Jeżeli kusiciel w postaci twej przyjaciółki, koleżanki, lub znajomej starał się wcisnąć ci w rękę książkę nieprzyzwoitą — odepchnij ją stanowczo i z godnością.
Nie potrzebujesz się taić, lub rumienić jak pensjonarka; powiedz jasno i otwarcie, że nie chcesz zgnilizny, choćby przysłoniętej kwiatami. Tak przystało na szlachetną dziewicę.

Ks. F. EL. Łukaszewicz, Złota książka polskiej dziewicy, Kraków 1895

 

Wszystkie też młode dziewczęta skłonne są do marzycielstwa, a ulegając naturalnej potrzebie wynurzeń, toczą w gronie rówieśnic i kolleżanek nieskończone rozprawy o miłości, opierając je na pokątnej literaturze powieści i romansów.

 Matka-Polka M. R.-S. W karnawale, w: „Bluszcz”, 1904

 

tak zwane „romanse”, które rozbudzają namiętności, przedstawiając grzechy w barwnej i ułudnej formie i napełniając wyobraźnię widokiem niegodziwości. Czytanie złych książek daje pokarm złym myślom, te pobudzają do złych marzeń i pragnień, ostatnie zaś popychają do niegodziwych czynów.

 Waleria Zalewska, Dzień młodej panienki, Warszawa 1905

 

Ostrzeżenia chyba jednak nie działały, bo w „Dobrej Gospodyni” przeczytać można taką scenkę:

Weszła do czytelni może piętnastoletnia dziewczyna, z tornistrem na plecach, warkoczem na tornistrze, w berecie na bakier, z aroganckiem wejrzeniem a blednicą na twarzy, położyła przyniesioną książkę a zażądała nowej: „Fizjologja rozkoszy” Paola Mantegazzy.
- W czytaniu. – Brzmiała krótka odpowiedź.
- To proszę: - „Pani Bovary” Gustawa Flauberta.
Osoba od kasy poszła szukać książki, a ja spytałam dziewczyny niespodzianie:
- A na cóż to panienka bierze takie książki?
- A do czytania! – odrzekła z niegrzecznym grymasem.
- Naturalnie, że nie do śpiewania, ale dla kogóż to? – Namyśla się chwilę, potem odparła z sarkazmem: - Dla mamusi!
- To nieprawda! – zawołałam bezwzględnie, matka by ciebie tutaj nie przysyłała po takie książki dla ciebie niebezpieczne.
- Mam kartkę mamusi. – I wyciągnęła z kajetu, który trzymała w ręku zapisaną tytułami karteczkę. Wzięłam kartkę do ręki a potem spojrzałam na pismo na kajecie, było to samo! Pisała więc sama kartki niby od matki, a tytuły książek wiedziała z różnych ogłoszeń i katalogów. Osoby od kasy spytałam:
- Czy matka tej dziewczyny jest zapisana jako abonentka, czy sama tu była, aby zaprenumerować książki?
- Eee! proszę pani, ktoby tam miał czas na takie szczegóły! nazwisko jest zapisane, abonament zapłacony, no, i cóż mam robić więcej! albo to jedna przychodzi brać książki dla matki lub ojca!
- Jestem pewna – rzekłam do dziewczyny, że matka twoja nic o tem wszystkie m nie wie, ty sama nadużywasz nazwiska matki, to jeden fałsz, żądasz w imieniu matki niebezpiecznych książek – to drugi fałsz, piszesz niby to kartki od kogoś, a piszesz je sama, patrz! tu i tu, to twoje pismo! i znowu fałsz! czytasz rzeczy dla ciebie niestosowne, zdrożne i brudne, zabijasz czystą myśl w głowie i tracisz drogi czas na to zgorszenie a może i innym tych książek w szkole pożyczasz, co tu złego! jaka nieuczciwość, zuchwalstwo i złe upodobania!
- Niema „Pani Bovary”, w czytaniu! – przerwała mi osoba od kasy.
- A „Pogrom” Zoli. Spytała spokojnie dziewczyna.
- Niema, niema! – rzekłam już prawie gniewnie, idź moja panienko do domu, zastanów się nad pokusami, które cię tu prowadzą i nigdy już tu lepiej nie przychodź po truciznę dla siebie! Dziewczyna zirytowała się mojem wdaniem się w jej „interesa” i powiedziała mi zuchwale: Przyjdę później, mam tu kaucję przecie!... I poszła. Rozminęła się we drzwiach z młodą, bardzo ładną osobą, strojną, z ujmującym wyrazem oczu, lecz nerwową w każdem słowie i ruchu. Ta znowu oddała właśnie ową „Panią Bovary” a zażądała którejkolwiek z powieści D'Anunzzia. Podaną sobie książkę zaczęła gorączkowo przerzucać już w czytelni. Była taka ładna i taka jakaś niezwykle ożywiona, że trudno było nie patrzeć na nią z życzliwością.

 Szczęsna, Etyka czytelni, w: „Dobra Gospodyni”, 1904

 

- Pani! – zawołałam – ale to bez sumienia tak dawać do rąk dziewczynkom, uczniom, młodzieży szkolnej takie brudne poprostu, wstrętne piśmidła! to niebezpieczna hazardowna gra, bo pani wygrywa abonament a tamci tracą niewinność myśli, spokój zmysłów, tęgość nerwów, zdrowie ducha, a pani sobie siedzi przy kasie i ani nawet pani nie pomyśli, że każda taka zła książka wraca na półki jak kusiciel zdrajca i opryszek, który obdarł przechodnia, nasiał złego ziarna, rozsiał dużo zarazków a zysk do kasy przynosi! i za kilka dni wypuści go pani znowu po nowy łup i nowe ofiary.
- Czy pani przyszła zaabonować? czy reformować? -spytała ostro.
- I jedno i drugie. Pięknych dzieł jest tu dużo, ale niech pani zmieni taktykę z młodzieżą. Młodych mężatek jak oto ta młoda pani — nikt już nie upilnuje, ale z czasem obowiązki same je oświecą i czas na romanse odbiorą, lecz dzieci, dzieci! Bo to przecież miało jedno ze czternaście, drugie z siedemnaście lat, i to czyta takie okropne rzeczy, takie echa zbrodni i tajemnic ustroju, który je niepokoi. Są przecież czytelnie, gdzie jest ta etyczna opieka nad czytającymi. Nie daje się wszystkiego wszystkim, sprawdza się nazwiska i adresy i uprzedza się odrazu, że książki niestosowne nie będą młodzieży do rąk wydawane. Dla młodego wieku jest dział osobny a całość „interesu” i tak dobrze idzie.

 Szczęsna, Etyka czytelni, w: „Dobra Gospodyni”, 1904

 

W „Panu Grabie” Eliza Orzeszkowa pokazała, że opinie o „moralności” literatury mogą być różne:

- Sprowadziłem nie dawno, - mówił on raz do dwóch pań, które przyszły kupować u niego jakiś romans Dumasa, - sprowadziłem nie dawno wyszłą świeżo z pod prasy „Księgę przyrody.“ Gdyby nie panna Słabecka, nie sprzedałbym dotąd ani jednego egzemplarza tego pysznego dzieła.
 - Co to jest „Księga przyrody? - zapytała jedna z dam?
 - To zbiór popularnych wykładów z botaniki, zoologji, chemji, fizyki i wszystkich słowem nauk przyrodniczych, - odrzekł księgarz, i skory do przysługi, zdjął pospiesznie z pułki dwa grube tomy i położył je przed paniami.
 Jedna z nich końcami palców ubranych w rękawiczkę koloru Bismarck content, otworzyła księgę i natrafiła na część o zoologji. Lekki okrzyk oburzenia wyrwał się z jej piersi i rumieniec zażenowania pokrył wstydliwe czoło. Zakryła nagle książkę, na której karcie przedstawił się jej oku widok odrysowanych wnętrzności zwierzęcych, objaśniający przyrząd krążenia krwi.
 - Dieu, jak można czytać podobnie nieprzyzwoite książki i to kobiecie! pannie! - szepnęła do towarzyszki, zasłaniając zarękawkiem zawstydzoną twarz przed zdziwionym księgarzem.
 - Więc to książka nieprzyzwoita, - zawołała towarzyszka, - i panna Słabecka ją czyta? Ha, można było á la rigueur spodziewać się tego.
 - Zobaczysz, że za mąż nie pójdzie, - zdecydowała pani, wstydząc się widoku zoologicznych rysunków i zwróciła się do księgarza.
 - Monsieur, prosiłam o romans Dumasa, le roman d’une femme i o romans Gautier’go Fanny.
 - A może pani wybierze jakąkolwiek z powieści krajowych? - zapytał księgarz podając żądane książki.
 Pani skrzywiła usteczka.
 - Bardzo nie wiele czytuję po polsku, - odrzekła.
 - A szkoda, bo są bardzo piękne rzeczy, - nalegał księgarz.
 - Piękne rzeczy w naszej literaturze! co pan mówisz! alboż u nas co piszą dobrego? - i oddawszy z wysoka ukłon księgarzowi, wyszła z towarzyszką.
 W drzwiach księgarni spotkała się z Rytą Słabecką i powitała ją serdecznym wykrzyknikiem:
 - Ah! chere Melle Ryta, que j’ai de plaisir, że panią spotykam.
 Ryta zimno podała jej rękę i uprzejmie powitawszy księgarza, rzekła:
 - Przyszłam prosić pana o świeżo wyszłe w Niemczech lekcje Vogt’a o wychowaniu i pracy kobiet, i o parę powieści angielskich Dickens’a. A także zabiorę teraz polską Illustrację, którą musiałeś już pan otrzymać z poczty dla mnie.

Eliza Orzeszkowa, Pan Graba, Warszawa 1872

 

Autor jednego z utworów drukowanych w „Tygodniku Mód i Powieści” przedstawia (negatywnie) nowoczesne panny, pozbawione kierunku w życiu i podstawowych zasad. Jednym ze sposobów charakteryzacji różnych uczestniczek kursów malarskich jest właśnie ich stosunek do lektur:
W drugim kącie toczyła się rozprawa o literaturze.
— Co? „Gyp" nieprzyzwoity? Chyba w przekonaniu jakichś przedpotopowie wstydliwych dziewic, nie na dzisiejszych pensyach hodowanych — zagrzmiał głos nieco szorstki i gardłowy. – Przecież owo sławne „Autour du mariage" jest tylko naiwne.
— Ale wiecie — zaczęła inna ze szczerem przejęciem, — że nie pamiętam, aby powieść zrobiła kiedy na mnie takie wrażenie, jak „Une vie" Maupassanta. Doprawdy, każda matka, co jeszcze wyprawy urządza córkom, winna razem ze stosami koronek, falban i złudzeń, książkę tę pakować do kufrów.
— By owe „iluzye" odrazu zniweczyć? Dziękuję! — zawołała jej sąsiadka.
— A, bo czemu wy tak wszystko czytacie? — odezwała się drobna szatynka, która swą miłą główkę z odsłoniętem czołem i bardzo pogodnem oczyma, ciągle przechylała na bok, przypatrując się bratkom, które namalowała na skórzanej teczce.
— Czasem, gdy was słucham — mówiła dalej, — ogromnie wdzięczna jestem mamusi, że mi tylko książki swego wyboru czytać pozwala; i coraz bardziej wierzę, iż ma słuszność.

St. Ariel, Ułudy. Powieść współczesna, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1896

 

Za brak podobnych pokus w dzieciństwie wdzięczna była Anna Potocka:

wyobraźnia moja podsycana tak w skrytości, nie kierowana przez nikogo, galopowała jak koń nieokiełznany i za szczęście można poczytać, że żadna zła książka wówczas nie wpadła mi w ręce. Bóg strzegł dziwnie niewinności i nieświadomości mojej.

Anna z Działyńskich Potocka, Mój pamiętnik, Warszawa 1973

 

Z kolei siostry Kossakówny wcale nie unikały zakazanych lektur.

Pani Maniusia na przykład zalepiała w oprawionych rocznikach tygodnika „Świat” kartki takich rozdziałów, które jej się wydawały „nie dla panien”, myśląc w swojej naiwności, że dziewczynki ich nie odlepią.

Magdalena Samozwaniec, Maria i Magdalena, Kraków 1964

 

Niedostatecznej kontroli poddawane były lektury Zoffi Grabskiej, późniejszej Kirkor-Kiedroniowej:

Po owym egzaminie miałam więcej wolnego czasu i tym zawzięciej pochłaniałam książki, między innymi francuskie romanse, które z rąk guwernantki przechodziły do moich. Wśród autorów byli i Zola (który mi się nie podobał), i Flaubert, Balzac, Maupassant, więc całkiem nieodpowiednia dla młodego dziewczęcia lektura. (…) Matka nie kontrolowała mojej lektury, co do francuskiej polegała nieopatrznie na naszej guwernantce, zaś języka ani literatury rosyjskiej nie znała zupełnie, przypuścić też z pewnością nie mogła, aby na mnie ta literatura mogła wywrzeć jakikolwiek wpływ.

Zofia z Grabskich Kirkor-Kiedroniowa, Wspomnienia, Kraków 1986