Po pewnym okresie starania się młody człowiek mógł oficjalnie poprosić o rękę swojej wybranki. Formalne oświadczyny były niezwykle ważnym momentem.

Ciekawe jest, że różnego rodzaju poradniki wydają się dawać sprzeczne zalecenia co do samego przebiegu oświadczyn. Jedne zalecają spytać (nieformalnie) pannę o zgodę przed oficjalnym zwróceniem się do rodziców, inne uważają ten krok za zbędny. Jedne każą prosić o rękę osobiście, inne przez pośrednictwo.

W każdym razie prosząc o rękę panny, młody człowiek powinien dokładnie przedstawić stan swojego majątku, a potencjalny teść wyjaśnić mu, na co może z jego strony liczyć. Odpowiedź mogła być udzielona natychmiast, lub dopiero po kilku dniach, jeżeli panna lub jej opiekunowie chcieli się nad całą sprawą zastanowić (i ewentualnie dodatkowo zasięgnąć języka na temat kandydata na męża).

 

U nas, po dziś dzień, młody człowiek starający się o rękę panny oświadcza się jej naprzód. W innych krajach zaniechano dawno tego romantycznego środka, chociaż i w Polsce jest to rodzaj komedyi raczej, starający się bowiem wynurza wtedy dopiero swoje gorące uczucia pannie, kiedy porozumiał się już przez krewnych i przyjaciół, że prośba jego nie będzie odrzuconą. Po tem, jeśli oboje rodzice bogdanki żyją, oświadczyny odbywają się powtórnie w obec ojca i matki. Niekiedy jednak kawaler nie prosi sam o rękę panny tylko wysyła starszego krewnego lub przyjaciela, aby rzecz całą załatwił; w każdym razie rodzice jego osobiście lub piśmiennie w imieniu syna powtarzają prośbę, pisząc do panny i do jej rodziców, alby wynurzają słownie przed niemi, na wizycie, że pragną tego związku, mającego zapewnić szczęście ich dziecka.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

W czasie tych przedwstępnych kroków, które trwają niekiedy dość długo, rodzice bowiem panny i kawalera nie zawsze mieszkają w jednem mieście lub w jednej okolicy, projekt i układy małżeńskie zachowują się w tajemnicy przed światem. Młody człowiek przestaje nawet czas jakiś bywać w domu swojej przyszłej, widywać się z nią może jedynie u osób trzecich, w teatrze, w kościele i na przechadzce. Kiedy porozumienie nastąpiło, rodzice kawalera udają się ceremonialnie do rodziców panny i przyrzeczenie ma miejsce. Panna wtedy dopiero daje swoje formalne przyzwolenie. I tu, jak prawie zawsze w życiu, odgrywa się niby niespodziana komedya rozwiązania, przewidziana i znana doskonale naprzód przez jej głównych aktorów.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

Zaraz po słowie jedna i druga strona ogłasza jawnie małżeństwo. Oddają się wizyty przyjaciołom i znajomym i zawiadamia się, że córka wychodzi za mąż, lub, że syn żeni się. Zaczyna się od najbliższych krewnych; jeżeli bawią gdzieindziej, zawiadamia się ich listownie. Należy zrobić to jaknajśpieszniej, gdyż ci mogliby się obrazić, dowiadując się o małżeństwie uboczną drogą z obcych ust.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

Otrzymawszy zawiadomienie ustne czy piśmienne, obowiązani jesteśmy gorąco winszować i cieszyć się z tego związku, chociażbyśmy wiedzieli coś złego o jednej ze stron łączących się dozgonnym węzłem. Wypowiedzieć szczerze swoje zdanie byłoby sobie narazić obie strony, nikt bowiem nie chce wierzyć w takim razie i obraża się łatwo o lada słówko. Coś nader ważnego chyba, skłonić nas może do szczerości; zresztą, obowiązkiem rodziców jest znać przeszłość i charakter osoby, której oddają rękę swej córki albo której powierzają domowe szczęście syna.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

Po zawiadomieniu i kojarzącym się związku należy złożyć wizytę, a ponieważ zwykle tak jedna jak i druga strona nie przyjmuje, zostawia się więc tylko bilet wizytowy.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

Młody człowiek chociażby znał rodziną panny, z którą się pragnie ożenić, niemoże jednak sam o jej rękę prosić, a jeżeli nie ma blizkich krewnych, powinien na ten cel uprosić osobą sobie życzliwą a wiekową.
Taki panuje zwyczaj.

Spirydion, Kodeks światowy czyli Znajomość życia we wszelkich stosunkach z ludźmi. Na podstawie dzieł Pani d'Alq ułożył, Warszawa, Kraków 1881

 

Rodzice wywiedziawszy się ze swojej strony, odpowiadają przyzwalająco – panna nie jest nigdy świadkiem ani tej odpowiedzi, ani rozmów w kwestyi majątkowej.

Spirydion, Kodeks światowy czyli Znajomość życia we wszelkich stosunkach z ludźmi. Na podstawie dzieł Pani d'Alq ułożył, Warszawa, Kraków 1881

 

W czasie tych nieuniknionych preliminarjów, projekt małżeński trzyma się w tajemnicy. Młody człowiek przestaje bywać przez ten czas w domu przyszłej swej narzeczonej. Dopiero kiedy rodzice czy opiekunowie już całkowicie się zgodzili i ułożyli, następuje akt uroczysty, to jest że rodzice młodzieńca udają się do rodziców panny i proszą o jej rękę. Wtedy dopiero przywołują córkę, która daje swe przyzwolenie i ściska serdecznie rodziców swego narzeczonego. Maleńka komedya zadziwienia odgrywa się zazwyczaj w takiej chwili, jakkolwiek panna nietylko dobrze wiedziała przedtem o co chodzi, ale nawet powinna była wiedzieć.

Spirydion, Kodeks światowy czyli Znajomość życia we wszelkich stosunkach z ludźmi. Na podstawie dzieł Pani d'Alq ułożył, Warszawa, Kraków 1881

 

Zdarzały się także panny, które brały sprawy w swoje ręce:

W czasie ostatnich dni karnawału, pewna młoda, inteligentna, piękna i w dodatku jeszcze posażna osóbka, była na zabawie w Lublinie i tam poznała swój ideał w osobie biednego i skromnego młodzieńca.
Więcej z nim tańcząc, aniżeli rozmawiając, ekscentryczna dziewczyna rozkochała się w młodym człowieku na dobre.
Powróciwszy do Warszawy panna *** pominęła wszystkie względy towarzyskie i napisała list do p. X., oświadczając mu swą miłość i prosząc, aby przyjechał do Warszawy i oświadczył się o jej rękę rodzicom.
Pan X. ani marzył o tak dobrej partyi, a że panna *** rzeczywiście mu się podobała, źle nie przyjął oryginalnych oświadczyn i przybywszy do Warszawy, poprosił zdumionych i o niczem nie wiedzących państwa o rękę córki.
Ta wszystko wytłomaczyła i młoda para zaledwie drugi raz w życiu się widząc, zamieniła pierścionki, postanawiając, iż ślub odbędzie się w przewodnią niedzielę po Wielkiejnocy.
Czy ten nastąpi? na pewno twierdzić nie można. Co po waryacku zaczęło się, koniec mieć musi podobny. Wiem tylko, że znane mi a podobnie skojarzone małżeństwo, w rok później rozłączyło się na zawsze.

Wiadomości z pod naszej strzechy i z obczyzny, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1887

 

Młodzieniec, który ma zamiar się ożenić, powinien dobrze najprzód wyrozumieć, czy zostanie przyjętym, żeby się nie narazić na odmowę. Skoro oświadczy się rodzicom i pannie i zyska ich zezwolenie, wtedy rodzice jego przychodzą, dziękować za uczyniony mu zaszczyt. Jeżeli wiek, choroba lub ważne przeszkody nie pozwalają im dopełnić tego osobiście, piszą list z podziękowaniem do rodziców panny. Zaraz potem zawiadamia się krewnych, przyjaciół i znajomych o zamierzonem małżeństwie, bądź osobiście, bądź listownie. Ci obowiązani są złożyć zaraz wizytę lub odpowiedzieć listem, winszując rodzicom postanowienia córki lub syna. Nie donosi się nic niekorzystnego o pannie lub kawalerze, chyba gdyby zarzut był bardzo ważny.

Skarbiec dla rodzin w mieście i na wsi, tom I, Wydawnictwo Biesiady Literackiej, Warszawa 1888

 

Czasem może się zdarzyć, że młody człowiek oświadczy się wprost samej panience i poprosi o jej rękę. Jeżeli dziewczę sądzi, iż może odwzajemnić się uczuciem, to uwiadamia natychmiast matkę o tem, co zaszło, i zasięga jej rady; jeżeli zaś jest przeciwną oświadczającemu się, to odpowiada natychmiast lub po kilku dniach namysłu, sama.

Baronowa Staffe, Zwyczaje towarzyskie, przeł. M. N. B., Lwów 1898

 

Młoda panna dowiaduje się o projekcie małżeństwa dopiero wtedy, gdy rodzice uznają, że niema żadnych przeszkód, bo i pocóż byłoby ją wystawiać na zbyteczne żale, gdyby odkrycia późniejsze wykazać miały jakie wady w tym, do którego już zaczynała się przywiązywać? Jeżeli badania ojca wypadły pomyślnie, to wzywa on do siebie kandydata i informuje go o posagu, o widokach na przyszłość; jeżeli zaś nie, to daje mu to poznać otwarcie, gdyż tylko otwartość i zupełna szczerość postępowania jest w takich razach gwarancyą przyszłego szczęścia małżonków. Po ślubie bańki pryskają, zostaje smutna rzeczywistość, zwykle o tyle ciemna, o ile kłamstwa przedślubne były różowe; następuje niesmak, rozczarowanie, brak zaufania – doskonały materiał rozkładowy, który może zniszczyć szczęście domowe na wieki.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów, Warszawa, 1904

 

Po układach wstępnych, po wzajemnem prywatnem porozumieniu się stron obu, następują oświadczyny formalne. Rzadko kiedy młody człowiek oświadcza się sam, najczęściej wyręcza go ojciec, starszy krewny lub przyjaciel. W takich razach mężczyzna pośredniczący występuje w ubraniu bardzo starannem, wszakże ani kamizelki białej, ani białych rękawiczek nie wdziewa.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów, Warszawa, 1904

 

Jeżeli rodzice panny nie uważają za stosowne dać odpowiedź niezwłoczną, to powinni jednak zdobyć się na nią w przeciągu tygodnia. Panna niekiedy, pomimo sprzyjania swemu wielbicielowi, prosi o odroczenie odpowiedzi stanowczej, ażeby go jeszcze lepiej poznać; kandydat powinien przystać na tę łaskę, świadczącą, bądź-co-bądź, o poważnem zapatrywaniu się panny na ten akt, tak doniosły w jej życiu. Odtąd jednak rodzice mogą ułatwiać spotykanie się młodej pary, bynajmniej nie nagląc córki i wraz z młodzieńcem spokojnie czekając na jej decyzyę.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów, Warszawa, 1904

 

Gdy kandydat został przyjęty, tego samego dnia jeszcze udaje się z podziękowaniem do rodziców panny. Poprzedza go bukiet z róż białych, bez biletu wizytowego; jeżeli środki mu pozwalają, bukiet ten zastępuje koszykiem złoconym z kwiatami i wstęgą białą. Młoda panna nie powinna być obecną w pierwszej części tej wizyty; rodzice sami go przyjmują, podają mu rękę i witają go życzliwemi słowy. Panna zostaje przywołaną nieco później; jest w dobrym tonie, ażeby była ubraną staranniej niż zwykle i z kwiatkiem we włosach z otrzymanego bukietu. Wszedłszy, podaje rękę „narzeczonemu,” gdyż odtąd może go już tak nazywać. Za bukiet dziękuje po prostu.
Ta pierwsza wizyta nie powinna trwać dłużej jak pół godziny; rodzice upoważniają młodzieńca do częstego bywania w ich domu.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów, Warszawa, 1904

 

Sam akt oświadczyn odbywa się rozmaicie. Przyjętem jest dzisiaj, że kawaler przedewszystkiem oświadcza się pannie. Przepis na takie oświadczyny jest jeden – mniej lub więcej czułe, przemawiające do serca, przekonania i rozsądku, warianty słowa „kocham”. Panna wie o tem, że kawaler miał się jej oświadczyć, nie powinna więc być naiwnie zażenowaną, owszem, podziękować za wyróżnienie jej z grona innych panien i zapewnić kandydata o swojej aprobacie.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Oświadczyny natury oficjalnej wypowiada w imieniu kandydata jego ojciec i matka, blizki krewny, albo nareszcie poważniejszy wiekiem przyjaciel. Zdarza się jednak często, że przepis ten bywa pominięty, dziś bowiem ludzie stają się wrogami ceremonji. Kawaler poprostu udaje się sam do gabinetu ojca lub opiekuna panny, w wyrazach prostych ale nacechowanych godnością i powagą oznajmia mu o zamiarze poślubienia panny i omawia z nim sprawy pieniężne, o ile nie znajduje oporu.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Gdy w ten czy w ów sposób oświadczyny zostały przyjęte i obie strony zupełnie porozumiały się ze sobą, znaczy to, że związek został w zasadzie postanowiony, ale że nazwę „narzeczonych” przybiorą młodzi dopiero po zaręczynach. Aż do czasu zaręczyn młody człowiek nazywa się „konkurentem” albo „starającym się”.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Krewnych i znajomych zawiadamia się listownie o oświadczynach, albo fakt ten komunikuje się publicznie w czasie umyślnie wydawanego wieczoru lub balu. Panna na takiem zebraniu występuje biało, a tytułem ozdoby przypina do piersi kwiatek z bukietu, przysłanego jej na bal przez konkurenta.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

Następują oświadczyny, które, w imieniu kandydata, wygłasza jego ojciec lub matka, blizki krewny, albo nareszcie poważniejszy wiekiem przyjaciel.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Powinien konkurent natychmiast nie czekając pytań drugiej strony, przystąpić do jasnego i szczerego określenia swego stanowiska, majątku, dochodów, stosunków rodzinnych i koligacyi, zamiarów na przyszłość, a skończyć zapewnieniem, że czysta i bezinteresowna miłość, która niniejsze wyznanie w usta mu włożyła, doda mu dostatecznego bodźca do uszczęśliwienia wybranki swego serca. Jeżeli młody człowiek posiada długi (a zwłaszcza, gdy rachuje w tym względzie na pomoc teścia) – powinien także delikatnie o tych długach napomknąć. Dopiero jednak na wyraźne zapytanie ojca cyfrę ich określić.

M.A. Zawadzki, Przewodnik zakochanych, Warszawa 1908

 

Po tych obopólnych wyjaśnieniach następuje zazwyczaj zaproszenie młodzieńca do jaknajczęstszego bywania w domu rodziców, uważania rodziny panny jak swoją własną, zazwyczaj z zastrzeżeniem (jest to przyjęta przez rodziców forma), że ostateczna decyzja zawisła jest jedynie od córki (…). Podobne jednak zastrzeżenie z powołaniem się na rodziców jako na ostatnią instancyę, słyszał młodzieniec z ust panny wczoraj, jako odpowiedź na swoje oświadczenie. (…) Przyszły teść wtajemnicza wreszcie konkurenta we własne sprawy finansowe, jak również kwestye dotyczące posagu, wyprawy i urządzenia przyszłego domu córki.

M.A. Zawadzki, Przewodnik zakochanych, Warszawa 1908

 

W wypadku odrzucenia oświadczyn należało zachować pozory:

Po odmówieniu ręki panny, o którą się starał, kawaler powinien zachować się najprzyzwoiciej względem niej i rodziny, tak jakby nic nie zaszło. Najlepiej jeśli opuści na czas jakiś miasto albo okolicę, w której wiadomo, że miał matrymonialne zamiary. Jeżeli żeni się z inną osobą, nie powinien uprzedzać o tem ani tej która go odrzuciła, ani jej rodziców.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

Młody człowiek nieprzyjęty, nie powinien zachowaniem się swojem wzglądem rodziny z którą się chciał połączyć, okazać żadnej urazy. Najlepiej, gdy na czas jakiś w takim wypadku, wyjedzie z miasta; — jeżeli się zaś wkrótce potem ożeni z inną, niechże tam nie posyła zawiadomienia o tem. (Lettre de faire part).
Narzeczona, gdy małżeństwo się zerwało, najlepiej uczyni, wybrawszy się w podróż.

Spirydion, Kodeks światowy czyli Znajomość życia we wszelkich stosunkach z ludźmi. Na podstawie dzieł Pani d'Alq ułożył, Warszawa, Kraków 1881

 

Jeżeli pokocha ktoś panienkę bez wzajemności, trzeba mu za to okazać wdzięczność, nie traktować go szorstko i niegrzecznie i najlepiej nie dopuszczać do formalnej deklaracyi. Panna powinna sama dać niemiłemu konkurentowi do zrozumienia jak najdelikatniej, że daremne byłyby jego zachody. Gdy tak sobie postąpi uczciwie i szlachetnie, nie kłamiąc i nie kokietując, zyska pewno przyjaźń i szacunek tego człowieka na całe życie.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów, Warszawa, 1904

 

W utworze Ludwika Niemojowskiego zarówno oświadczyny, jak i tożsamość konkurentów, pozostają dla bohaterek tajemnicą. Panowie zostają im przedstawieni dopiero po przyjęciu ich oświadczyn przez ojca – chociaż pannom pozostaje chyba prawo odmowy.

– Kiedy wczoraj rzekł Ojciec: dzieci moje, Ciotka zaprasza was do siebie, pojedziecie więc do niej na cały dzień, zostaniecie na obiad a wieczorem powrócicie do domu – tyś pewnie sądziła, że to jest jedno z tych serdecznych wezwań, jakiemi szczerze przywiązana do nas krewna tak często obdarza swoje siostrzenice – wszak prawda?
– Tak jest.
– Nie uważałaś iż Ojciec miał szczególny wyraz twarzy wymawiając powyższe słowa, że się czulej jak zwykle z nami żegnał, że wreszcie zamiast polecić jak to zwykle czyni rychły powrót, objawił wyraźnie życzenie, ażebyśmy w P*** aż do późnego zostali wieczora. Otóż te wszystkie szczegóły razem wzięte zastanowiły mnie: w tem coś się ukrywa pomyślałam sobie, i nie omyliłam się w swoich przypuszczeniach. Justysia służąca wyjawiła mi całą tajemnicę.
– A więc ta wiadomość pochodzi od Justysi?
– Od niej samej. Przez nią to dowiedziałam się że Ojcu zależało bardzo na tem, ażeby nas oddalić z domu, że spodziewano się w tym dniu dwóch panów na obiad. Wiem ich nazwiska, cel ich bytności i szczegóły nader interesującej rozmowy, jaka prowadzoną była aż do późnego wieczora. Poczciwa Justysia o wszystkiem mi powiedziała.
– I któż są ci panowie, dla towarzystwa których Ojciec pozbawił się dobrowolnie widoku swych córek przez cały dzień i część wieczoru?
– W tem właśnie leży cała tajemnica. Słuchaj, ci dwaj panowie, owi zagadkowi goście, są... co? Niezgadujesz jeszcze...
I pochyliwszy się do ucha siostry szepnęła:
– Są naszymi konkurentami.
– Konkurentami!... powtórzyła Henryka cofając się nagle.
– Tak, jeden dla ciebie a drugi dla mnie.

Ludwik Niemojowski, Marzenia młodej dziewicy, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1875

 

Słabość ta, albo raczej rozdrażnienie nerwowe, krótko trwało. Nazajutrz Henryka, cokolwiek tylko blada, zeszła na żądanie ojca do salonu gdzie znajdowali się hrabiowie Piotr i Mieczysław, Zofija, ciotka panien, jakoteż kilka osób z bliższej rodziny. To zgromadzenie członków familji, nadawało pewną urzędową cechę całemu zebraniu. Nastąpiło formalne oświadczenie. Obie młode dziewice jak zwykle w podobnych razach bywa, odpowiedziały cichym, zaledwie dosłyszanym wyrazem. Po niejakim czasie przymusowej i cokolwiek wytężonej rozmowy, gdy pan R*** dając swobodę młodym parom do wzajemnego zbliżenia się zawiązał ze starszemi gośćmi partyę wista, a siostra jego zasiadła z damami opodal na kanapie; Mieczysław korzystając ze sposobności zajął miejsce koło Zofji. Rumieniec jaki oblał jej lica, rozkoszny uśmiech tłumiony pełną wdzięku obawą i trwogą, okazywały jasno że starania młodego człowieka o pozyskanie jej względów przyjętemi były łaskawie.

Ludwik Niemojowski, Marzenia młodej dziewicy, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1875

 

Obadwa bracia nie zaniedbali korzystać z zezwolenia jakie im udzielił pan R***. Każdego dnia przepędzali po kilka godzin w *** starając się pozyskać wszelkiemi sposobami względy dwóch sióstr.

Ludwik Niemojowski, Marzenia młodej dziewicy, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1875

 

Już dosyć długo oboje milczeli, gdy hrabia Piotr uważając iż przedłużenie podobnego położenia mogłoby w końcu być niewłaściwem, rzekł hamując wewnętrzne wzruszenie:
– Czy mogę mieć nadzieję, że pani bez zadania gwałtu swojemu sercu, będziesz posłuszną woli ojca?
Usłyszawszy te wyrazy Henryka zadrżała, poczem nie podnosząc spuszczonych ku ziemi oczów, szepnęła słabym, zaledwie dosłyszanym głosem:
– Ojciec ma prawo rozporządzać moją ręką – będę mu posłuszną.
Czoło hrabiego zachmurzyło się.
– Ah pani musisz mnie znać jeszcze zbyt mało, jeżeli sądzisz iż jestem zdolnym zapewnić sobie szczęście z ujmą twojej własnej pomyślności. Czyliżby on zdołał ubiegać się o rękę ukochanej osoby, wbrew jej życzeniu? Raczej samemu cierpieć niżeli być powodem twojego nieszczęścia pani; i jeżeli sądząc ze słów przed chwilą wyrzeczonych, wola twa była w czemkolwiek bądź wymuszoną...
– Moja wola wymuszoną? rzecze Henryka spoglądając mimowolnie na siedzącego w drugim końcu salonu Mieczysława przy boku Zofji – o nie bynajmniej, nikt mnie nie przymuszał, nikt ode mnie niczego nie wymagał, nie pytano mnie tylko, nie poradzono się poprzednio, dodała z westchnieniem.

Ludwik Niemojowski, Marzenia młodej dziewicy, w: „Tygodnik mód i powieści”, 1875

 

Czasami oświadczyny okazywały się wręcz niepotrzebne, jak w przypadku Konstantego Górskiego i jego późniejszej żony, Julii Golicyn, w 1864 r.:

Księżna bardzo była ambitna dla córek i ani przypuszczała, żeby Kostuś mógł się o Julkę starać, ale panna praktyczniejsza od matki, postanowiła inaczej.
Kostuś ani wiedział, jak wplątał się w wyznania, a jak na wyjezdnym z Warszawy Julka dała mu medalik, mówiąc, że to pierścionek zastąpi, Kostuś zdał sobie dopiero sprawę z położenia i zobaczył, że jest zaręczony.

Maria z Łubieńskich Górska, Gdybym mniej kochała, Warszawa 1997

 

Oświadczyny ojca Marii Czapskiej nie zostały przyjęte bez wahania:

Ojciec nasz kochał się w koniach. Konne spacery pozwoliły młodym zapoznać się, porozumieć, pokochać. Oboje byli szczupli, bardzo wysokiego wzrostu, ojciec szatyn, matka złotoruda, w koronie warkoczy. Z fotografii ówczesnych patrzą na nas niebieskie, jeszcze dziecinne oczy, w pociągłej, ale pucołowatej twarzy. Staniki były obcisłe na fiszbinach, zapinane pod szyją z rąbkiem białego kołnierzyka, spódnice fałdziste do ziemi z tiurniurami, amazonki z trenami, a na głowie kapelusik-czepeczek, wiązany wstążkami pod brodą, taki sam, jaki obie nasze babki nosiły do śmierci. Ojciec oświadczył się hrabinie Thun o rękę córki, ale nie uzyskał zgody na zaręczyny. Wydawać drugą córkę za Polaka i to gdzieś aż na daleką Litwę – to wymagało zastanowienia. Pani Thun zażądała sześciu miesięcy zwłoki, sześciu miesięcy próby. Mama miała lat osiemnaście, ojciec dwadzieścia cztery.

Maria Czapska, Europa w rodzinie, Kraków 2014

 

A tak wspomina swoje oświadczyny Antoni Kieniewicz:

Po obiedzie pani domu zasiadła do fortepianu, pan zaś w kancelarii bodaj się zdrzemnął nad książką. Ja zaś z Lalą siedzieliśmy w małym saloniku przy jadalnym pokoju. Ona na fotelu, ja zaś naprzeciwko na krześle stojącym bokiem do stołu. Zaczynam coś mówić, słowa mi się plączą, prawa moja ręka nerwowo ściska porcelanową popielniczkę, mającą formę rosyjskiej czapki wojskowej – po pewnej chwili popielniczka pęka w mojej dłoni na dwie połowy i w tym samym momencie usta moje wypowiadają znamienne słowa: "Czy zechce pani zostać moją żoną?" Odpowiedź: „Tak”. Uklękłem przed nią, pocałowałem ją w rękę. W tej samej chwili pani Grabowska jakby przeczuciem jakimś tknięta przerwała grę na fortepianie. Podnoszę się z kolan. Idziemy we dwoje do salonu. Klękamy przed matką i prosimy ją o błogosławieństwo, a z nią już razem idziemy do ojca.

Antoni Kieniewicz: Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

Janina Żółtowska opisuje zaręczyny swojej kuzynki, Dziuni Potworowskiej. Konkurent oświadczył się pannie bezpośrednio:

Nareszcie wielkie słowo padło po południu, w półmroku sieni, przy pachnącej i połyskującej ozdobami choince. Odprowadziłam młodą parę na górkę, zbiegłam jak wicher po schodach, wpadłam do gabinetu wołając: Zaręczeni! J'aurai une robe de crepe de chine rose! Mój ojciec z widoczną ulgą wyjrzał zza gazety, ciocia Klosia zaraz potem wpadła w objęcia przyszłego zięcia w półmroku sali jadalnej. Dziunia z naiwnością psutego dziecka, która potem tyle jej szkodziła, powiedziała mojej matce: Prawda ciociu, jak sprytnie go złapałam!

Janina z Puttkamerów Żółtowska, Inne czasy, inni ludzie, Londyn 1998

 

O rękę panny Janiny oświadczono się niespodziewanie:

Nie pamiętam żadnego spotkania z tym pretendentem, żadnej rozmowy, początku czegoś, co by z jego albo mojej strony mogło oznaczać cień sympatii. Nagle, a było to jeszcze zimą, p. Drohojowska poprosiła moją matkę o rozmowę. Myśl o oświadczynach tej starszej pani tak mnie zaniepokoiła i wzruszyła, że na cały ranek uciekłam z domu na kursy Baranieckiego i na Łobzowską wracałam z bijącym sercem i w usposobieniu osoby, która spodziewa się najgorszych wiadomości. Otworzyłam kratę od ogrodu naszej willi, przeszłam po topniejącym śniegu na kamiennym chodniku i zadzwoniwszy na piętrze, dowiedziałam się z ulgą, że p. Drohojowska już odeszła. Moja matka też była zasmucona i opowiadała mi, jak ta poczciwa pani, zdaje się nie bardzo mądra, wszczęła rozmowę o młodości jej syna i mojej, wynosząc jego niezwykłe przywiązanie do mnie. Dlaczego to powstało, co było powodem tego wybuchu fantazji czy wyobraźni? Moja matka znalazła się w trudnej roli pocieszycielki cudzego zmartwienia oraz przedstawicielki zimnego zdrowego rozsądku. Zapewne inaczej mogłaby reagować, gdyby spostrzegła u mnie chociażby drobny zalążek wzajemności. Trzeba też nie zapominać, że prowincjonalizm ówczesnych zaborów był przyczyną wielu wzajemnych uprzedzeń i że hrabia galicyjski z zamkiem na skale nie grał w kalkulacjach mojej matki tej roli co wielkie lasy, położone w guberni witebskiej albo mińskiej.

 Janina z Puttkamerów Żółtowska, Inne czasy, inni ludzie, Londyn 1998