Damy przebywające na stałe lub chwilowo w mieście i prowadzące salony mogły ogłosić jeden dzień w tygodniu, w którym zawsze były w domu i przyjmowały wizyty. Dzień taki nazywał się „dniem przyjęć” lub z francuska „jour fixe” (po polsku mówiono też na nie „żurfiksy” lub „żurki”).

Oczywiście goście pojawiali się nie w ciągu całego dnia, ale tylko w godzinach popołudniowych, gdy wizyty były stosowne – wizyt nie składano rano ani w godzinach posiłków. Osoba raz zaproszona ogólnie na dzień przyjęć miała drzwi otwarte i mogła pojawiać się w kolejnych tygodniach bez osobnych zaproszeń.

Dzień przyjęć nie był przeznaczony na wizyty związane z interesami, a wyłącznie na towarzyskie.

 

Namnożyło się obecnie w Warszawie bez liku tak zwanych tygodniowych przyjęć. U tych którzy posiadają choć trochę rozgałęzione stosunki towarzyskie, wszystkie dnie w tygodniu bywają zajęte. Dla gości jest to wygodnem, bo przynajmniej wiedzą kiedy kogo w domu zastać; dla przyjmujących jednak przedstawia tę niedogodność, że nie wiedzą kiedy liczniejszego, a kiedy mniej licznego spodziewać się zebrania.
Mniejsza o pokoje, bo te się zawsze znajdą gotowe, lub o sposób zabawy, zależy on bowiem od uprzejmości gospodarstwa i dobrej woli gości; ale nereus rei przyjęć tego rodzaju to, jak wiadomo, herbata i wszystko co za nią idzie. Ludzie tak dziwnie są stworzeni, że miara gościnności i przyjaznego usposobienia, bywa u nich nietyle to co z ust wychodzi, jak to co wchodzi do nich.

Kronika tygodniowa, w: „Tygodnik Illustrowany”, 1866

 

Przyjmując gości w dzień recepcyonalny nie należy ani czytać ani zajmować się (kobiecie) żadną robótką, chyba że poprosiliśmy o pozwolenie naszych gości i że to nam wcale nie przeszkadza do rozmowy.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

Młodym gospodyniom domu przejętym ważnością świeżo podjętej roli, radzimy oznaczenie stałego dnia przyjęć—komu to niedogodne, kto nie chce krępować się dłuższem siedzeniem w domu, może naśladując zwyczaj francuski, oznaczyć stale po parę godzin dwa lub trzy razy w tygodniu.

O ubiorach, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1895

 

Niektórzy mają raz na tydzień stały dzień, tak zwany jour fixe, aby więc nie powtarzać zaproszeń, czynią to raz z początkiem sezonu na bilecie lub w liście słowami: Pan i pani X. przyjmują co wtorek (czwartek lub podobnie) i żywią nadzieję, że Pan (Państwo) raczysz ich zaszczycać Swoją obecnością«.

Małgorzata Bogacka, Powszechna kuchnia swojska, oparta na wieloletniem doświadczeniu i zdrowotno - dyetetycznych zasadach, Nowy Sącz, 1896

 

Zdarza się często, że mamy wielką ochotę wyjść z domu: a wtem gość nadchodzi... Prawdziwa znajomość świata wymaga: nie dać poznać po sobie nieprzyjemnego uczucia, doznawanego w tej chwili i poświęcić własną spodziewaną przyjemność w celu okazania grzeczności dla odwiedzającej nas osoby.
Wyjście z domu w dniu przyjęcia byłoby najwyższą niegrzecznością; toż powtarzamy ponownie: potrzeba umieć ukryć własne zgryzoty, poskromić swe kaprysy i niezadowolenie słowem: przeistoczyć sic w dniu, w którym zaprosiwszy gości nie należymy już do siebie!
Kto nie umie tak dalece się pohamować, niech się wyrzecze na zawsze chęci przyjmowania gości!

Małgorzata Bogacka, Powszechna kuchnia swojska, oparta na wieloletniem doświadczeniu i zdrowotno - dyetetycznych zasadach, Nowy Sącz, 1896

 

Jedynie, gdy w dniu przyjęć (jour fixe) zaszła ciężka choroba w domu, albo ważny bardzo wypadek, można gości »odprosić«. Czyni się to natychmiast, gdy się wypadek wydarzył niespodzianie, w samym dniu przyjęcia.

Małgorzata Bogacka, Powszechna kuchnia swojska, oparta na wieloletniem doświadczeniu i zdrowotno - dyetetycznych zasadach, Nowy Sącz, 1896

 

Streściwszy czytelniczkom to, co w obecnej chwili można było powiedzieć o modach, damy kilka szczegółów o wizytach, gdyż wstępujemy w okres największego rozwoju życia towarzyskiego, ustającego z nadejściem pory letniej. Chcąc utrzymać stale stosunki towarzyskie z szerszem kołem znajomych, najlepiej oznaczyć dzień przyjęcia zwany jour fixe.
Osoby bogate, nie potrzebując liczyć się z czasem, mające kilkoro służby, mogą przyjmować gości codziennie od godziny trzeciej do siódmej mniej więcej. Ale dla osób mających jakieś obowiązki, zajęcia terminowe, mało służby, dogodniej jest mieć dnie tygodniowe, na które gospodyni domu może się przygotować, przybrać salonik kwiatami, dopilnować porządku, przypomnieć służącym ich obowiązki, zdjęcie pokrowców, jeżeli takowe są na meblach, przygotowanie lamp i kandelabrów, staranne okurzenie wszelkich drobiazgów i dekoracyi zdobiących ściany, kominek i t. p. Toaleta pani domu powinna być staranna, byle niezbyt strojna ani przeciążona biżuteryami— prawdziwa gościnność nakazuje i pod tym względem zrobić ustępstwo na korzyść gości, aby osoby przybywające z wizytą, nie czuły się zakłopotane skromniejszą toaletą. W wielu domach obiadują późno, lecz w godzinach południowych jedzą śniadanie gorące, ażeby w niem nie przeszkodzić i zostawić czas służącemu do sprzątnięcia, można wybrać się z wizytą po drugiej godzinie. Panie, wchodząc z wizytą etykietalną, nie zdejmują okryć, które obecnie są tak strojne i wykwintnie przybrane, że podnoszą efekt toalety; w domach z któremi łączy nas bliższa znajomość okrycie zdejmuje się w przedpokoju. Czas trwania wizyty nie powinien przedłużać się nad dwadzieścia minut. Panowie przy wejściu i przy pożegnaniu całują w rękę gospodynię domu; zastając kilka osób w salonie mężczyzna kłania się każdej z osobna, gdy jest więcej nad sześć osób, poprzestaje na zgrabnym ogólnym ukłonie. Gdy razem zejdzie się kilka osób, gospodyni prezentuje je wzajemnie, gdy jest kółko liczniejsze wymienia ich nazwiska zwracając do nich rozmowę. Przy pożegnaniu gospodyni wyprowadza do przedpokoju osoby starsze, względem młodszych może wyręczyć się córką lub siostrą; mężczyzn kobieta nigdy nie odprowadza do drzwi, chyba w razach wyjątkowych robi wyróżnienie dla osób wyższych stanowiskiem lub duchownych w starszym wieku. Zbytecznem chyba dodawać, iż nie wypada chcieć się żegnać gdy gospodyni prowadzi zaczętą rozmowę, albo też gdy wstanie do pożegnania, opowiadać wtedy coś dłużej.

O ubiorach, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1896

 

Niektórzy mają raz na tydzień stały dzień przyjęć, tak zwany jour fixe, ażeby więc nie powtarzać zaproszeń, czynią to raz z początkiem sezonu, redagując bilet czy list w tych słowach: „Pan i pani X… przyjmują co wtorek i mają nadzieję, że pan raczysz zaszczycać ich swą obecnością.”

Spirydion, Kodeks światowy czyli Znajomość życia we wszelkich stosunkach z ludźmi Na podstawie najlepszych źródeł ułożył, Wydanie czwarte, Warszawa, Kraków 1898

 

W oznaczonym dniu przyjęć wiele pań podaje gościom herbatę (czekoladę, lub też cokolwiek innego) o piątej godzinie. W tym celu ustawia się w rogu salonu mały stoliczek, nakryty pięknym obrusem; na nim układa się starannie eleganckie serwetki do ust, talerze pełne wybranych ciast, cukierków, owoców w cukrze smażonych, filiżanki z japońskiej porcelany, szklanki z kryształu, flaszeczki drogocennych win, samowar, maszynkę do robienia czekolady.

Baronowa Staffe, Zwyczaje towarzyskie, przeł. M. N. B, Lwów 1898

 

Pierwszą wizytę oddaje ta z dwóch osób przedstawionych sobie która pierwsza otrzymała zaproszenie. Rozumie się, że na zaproszenie osób wyżej postawionych czekać trzeba i nie narzucać się im z prośbą o wizytę. Zapraszając, trzeba oznaczyć dzień, w którym się przyjmuje (jour fixe).

Jak żyć z ludźmi? Popularny wykład zwyczajów towarzyskich, Warszawa, 1898

 

Dziś już pani domu nie uważa za niezbędne zgromadzać u siebie „w dniu przyjęcia" po czterdzieści lub więcej osób, ani przebiegać codziennie po dwadzieścia pięć pięter, aby zapewnić sobie licznych gości.

Przewodnik życia światowego, Warszawa 1900

 

z tej zasady wychodząc, można powiedzieć, że pani domu przyjmująca gościa w swoim dniu przyjęć w rękawiczkach, ulega kaprysowi mody, lub swego upodobania, ale jednocześnie staje w sprzeczności z gruntowną znajomością życia.

Przewodnik życia światowego, Warszawa 1900

 

Większość osób, mających swój dzień przyjęcia, uważa za konieczne częstowanie gości, nie jest to przecież obowiązkowe, i nie przyjmuje tego zwyczaju wiele osób, nawet utrzymujących dom na nieco wyższą skalę. W razie dni gorących, podaje się ochładzające, w zimie rozgrzewające napoje. Jednak w każdej porze zalecamy herbatę i ciasteczka, jeśli kto nie chce czy nie może urządzać zbytkowniejszych przyjęć.
Wchodząc do salonu, goście pozostawiają w przedpokoju laski, parasole, okrycia i choćby najmniejsze pakieciki, aby wejść do salonu z samym tylko kapeluszem w ręku; kobiety zatrzymują tylko mufki i parasolki, aby mieć niby w ręku coś do trzymania. Jeśli mają w ręku choćby notesik, parasolka jest zbyteczną.
Jeżeli stoją – jak to miewa miejsce w zaciasnych nieco salonach, składają mufkę czy notesik na najbliższym meblu, siedząc kładą na kolanach, aby mieć swobodne ręce do trzymania filiżanki; mężczyźni stawiają kapelusz na posadzce obok siebie, jeśli siedzą, jeśli stoją, lub gdyby z powodu ciasnoty-kapelusz mógł zostać podeptanym umieszczają go na jakimś meblu.
Kobiety podnoszą woalki, ale ich nie zdejmują.

Przewodnik życia światowego, Warszawa 1900

 

Zwykła prezentacya nie wymaga nic więcej nad wymianę nazwisk osób wzajemnie zapoznawanych, szczególniej na licznych zebraniach lub wieczorach gdy szybko coraz nowi przybywają goście, gdy oprócz rozmowy ma ich zająć muzyka, śpiew lub taniec. Na tak zwanych „jour fixe" gdy osoby zajmujące miejsce obok siebie muszą zabawiać się rozmową uprzejmą, gościnna i pragnąca zadowolenia gości gospodyni, przy prezentacyi nie zaniedba dorzucić kilku słówek ułatwiających rozmowę, wyjaśniających stanowisko, stosunki lub talenta czy upodobania zapoznawanych osób. Nadmieni np. że z jednej pochodzą okolicy, że mają dzieci w jednym wieku, wspomni o talencie posiadanym przez jedną z tych osób, o ulubionem rodzaju sportu, o dobroczynności i poświęceniu dla dobra ogółu—słowem nasunie właściwy temat do zawiązania rozmowy. Zbyteczne chyba dodawać że w chwili wymiany nazwisk osoby kłaniają się uprzejmie.

Przedstawianie czyli prezentowanie, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1902

 

Jeżeli chcemy osądzić się szczerze, to musimy przyznać że w stosunkach towarzyskich, czy na tak rozpowszechnionych obecnie zebraniach tygodniowych „jourkach" łatwo usłyszeć żywą dysputę, wymianę zdań i poglądów, częstokroć nie wyrozumowanych i powierzchownych, rozprawy nad kwestjami mało znanemi stronom dowodzącym i uporczywie obstającym przy swojem, gawędy kobiet czcze, płytkie, lub oparte na obmowie, ploteczki i skandaliki chwili bieżącej, rozmowy mniej lub więcej naganne objęte pod ogólną nazwę flirtu — ale jakże rzadko na zebraniach słyszy się rozmowę głębszą, zajmującą, rozbierającą kwestje społeczne, dobrze poprowadzoną i stanowiącą istotną rozrywkę dla umysłu, miły wypoczynek po zajęciach!

Rozmowa i umiejętność jej poprowadzenia, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1903

 

Przed kilkunastu, nawet przed kilku jeszcze laty trzęsła się Warszawa od przeróżnych fiksów, na które tłoczyli się poprostu ludzie, i zdawało się, że tak im tam dobrze ze sobą, tak wesoło! Pieniła się szumna, a lekka fala warszawskiego żywota, połyskiwała iskrami dowcipu, wybuchała kaskadami ożywienia, imponując każdemu przybyszowi z prowincyi i innych dzielnic kraju tą, właściwą sobie tylko, werw i wesołością. Mówię naturalnie o sferze mteligencyi, bo tak zwany „świat wyższy" ma swoje osobne dzieje, przesłonięte grubą zasłoną i niewtajemniczonym nieznane.
Dziś ożywienie to znika - fiksy są przeważnie nudne i mało uczęszczane. Bywanie uważają ludzie za pańszczyznę, za obowiązek, który spełnić trzeba, nie za przyjemność. Naturalnie tam, gdzie zbiera się młodzież, tam tańce zapełniają wieczór — gdzieindziej znów zielony stolik kupi koło siebie na kilka godzin milczące figury zaabsorbowane kombinacyami winta, w innych jeszcze ogniskach towarzyskich zbierają się ludzie żeby posłuchać śpiewu lub muzyki, ale na rozmowę nikt rad nie przychodzi, na tę rozmowę błyskotliwą, lekką, pozbawioną treści, obracającą się dokoła teatru, koncertów, kursujących po mieście plotek i t. d. To, co smakowało przed kilku, lub kilkunastu laty, dziś nudzi i przejmuje niesmakiem. Czyśmy spoważnieli? Czy uprzykrzyli się sobie? Może jedno i drugie potrosze...

C., Salony i saloniki warszawskie, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1903

 

W szanującem się towarzystwie każda z pań posiada obecnie jeden stały dzień przyjęć w tygodniu. Czasami dzień ten powtarza się tylko raz na dwa lub trzy tygodnie.
Dnie przyjęć w wielkim świecie zaczynają się 1-go Stycznia, a kończą na Wielkanoc. Oznacza się je na biletach wizytowych.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów, Warszawa, 1904

 

Bilet wizytowy damski bywa niewielkiego formatu i nie nosi nigdy adresu. W razie potrzeby adres dopisuje się ołówkiem, ale zimową porą, gdy pani domu posiada stały dzień przyjęć, winna używać biletów takich:
    Wanda Białowiejska
               Niedziela.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów, Warszawa, 1904

 

Światła zapalają się wcześnie; już o zmierzchu należy zapuścić rolety (najmodniejsze białe marszczone) i pozapalać lampy i świece. Lampy najlepiej jest zostawić w pokoju kredensowym i kazać je przynieść służbie na daną chwilę.
Pani domu, w eleganckiej sukni wizytowej, czeka na gości, lokaj stoi w przedpokoju. Jeżeli się nie ma lokaja, to obowiązki jego pełni pokojowa, ubrana czarno, przy fartuszku białym.
Kto ma salon, przyjmuje w salonie; kto go nie ma, przyjmuje w jadalni.
Wizyty zaczynają się o godzinie 3-ciej, o ile obiad bywa pomiędzy 6-8.
Pani domu siada tyłem do okna. Osobę wizytującą sadowi się naprzeciw siebie twarzą, do okna, na fotelu, o ile się ją wyróżnia. Rozmaitość krzeseł jest coraz większa; goście siadają tu i ówdzie, od niechcenia, niewiele bacząc na sprawę krzeseł, foteli i kanap. Panowie stoją we drzwiach i ustępują swoich siedzeń damom, o ile miejsc braknie.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów, Warszawa, 1904

 

Gospodyni wstaje do pań, ale siedzący przyjmuje panów, wstając jedynie do mężczyzn poważnych wiekiem i do księży. Wchodzących lokaj nie anonsuje.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów, Warszawa, 1904

 

Gdy nowa osoba wchodzi do salonu, ta, która weszła poprzednio, może się oddalić, ale dopiero po upływie paru minut. Wstaje, ściska panią domu za rękę, żegna znajomych bliższych, kłania się dalszym i odchodzi. Nikt nie wstaje, ażeby ją pożegnać. Pani domu odprowadza ją pod drzwi salonu; nie trzeba jej wcale zatrzymywać pod pozorem, że się ma jej coś ważnego do powiedzenia.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów, Warszawa, 1904

 


W domach mających liczne znajomości, oznaczają zwykle stałe dnie przyjęć. Zwyczaj oznaczenia dni tygodniowych albo stałych godzin przyjęcia jest dla wszystkich bardzo wygodny. Osoby bogate, wolne od wszelkich zajęć oznaczając dzień jeden, mają resztę czasu do używania swobodnego, nie krępowane przyjmowaniem codziennie gości: osoby zajęte w jakikolwiek sposób lub osoby mające mało służby i dom prowadzony oszczędnie zyskują również na oznaczeniu dnia wizyt, bo wtedy mogą być przygotowane, mieć mieszkanie dobrze oświecone i ogrzane, starannie ubrane, ze służbą oczekującą na zlecenia. Inaczej gospodyni domu może mieć pokój bawialny nie opalony, bez żadnych ozdób czy kwiatów, służba może być nieobecna, lub zajęta pilną robotą.

Wizyty, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1904

 

Chcąc złożyć wizytę trzeba najpierw dowiedzieć się od znajomych lub w ostateczności zapytać służby o dniu i godzinach przyjęcia. W domach gdzie nie ma dni stałych, trzeba wiedzie godzinę obiadową lub godziny zajęć i pamiętać nie przychodzić nie wporę.

Wizyty, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1904

 

Pani domu powinna sama baczyć, ażeby salon jej był należycie urządzony; kwiaty i rośliny powinny być na właściwych miejscach; krzeseł nie należy ustawiać wzdłuż pod ścianą, stoły muszą być przykryte serwetami bardzo symetrycznie; w całem urządzeniu wymagane jest życie, powietrze, ruch – w tych wszystkich meblach, draperyach i ozdobach.
Światła zapalają się wcześnie; już o zmierzchu należy zapuścić rolety (najmodniejsze białe marszczone) i pozapalać lampy i świece. Lampy najlepiej jest zostawić w pokoju kredensowym i kazać je przynieść służbie na daną chwilę.
Pani domu, w eleganckiej sukni wizytowej, czeka na gości, lokaj stoi w przedpokoju. Jeżeli się nie ma lokaja, to obowiązki jego pełni pokojowa, ubrana czarno, przy fartuszku białym.
Kto ma salon, przyjmuje w salonie; kto go nie ma, przyjmuje w jadalni.
Wizyty zaczynają się o godzinie 3-ciej, o ile obiad bywa pomiędzy 6-8, w przeciwnym razie, o 5-tej.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

W razie potrzeby się adres ołówkiem, a w zimie, gdy pani stały dzień przyjęć w tygodniu, winna używać biletów następujących:
     Stanisława Londyńska.
     Niedziela.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Panie mogą składać wizyty południowe w skromniejszych sukniach wizytowych, wieczorowe zaś w strojniejszych jeżeli zaś składają wizytę w dzień stałych przyjęć, to kostjum powinien być wyszukany.

Mieczysław Rościszewski, Dobry ton, Warszawa, Lwów, 1905

 

W wielu domach wyjeżdżających dopiero w jesieni na południe lub do morskich kąpieli, utrzymały się mimo pory letniej, stałe dnie przyjęć (five o'clock). Napoje chłodzące, (lekkie wino) owoce, cukierki, ciasteczka drobne i herbata, stanowią zwykły rodzaj przyjęcia — gospodyni znająca gusta swoich gości, może dla amatorów podać mleko, kawę lub czekoladę. Na mniejszą liczbę gości wystarczy w rogu pokoju bawialnego (zwykle nazywanego salonem) postawić stolik, nakryty serwetą ze szlakiem koronkowym, albo całą z kwadratów siatkowych lub koronkowych i cieniutkich płóciennych, z haftem ażurowym, czy kratką wiązaną; całość podszyta materją. Odpowiednie do serwety powinny być małe serwetki, pod filiżanki i na talerzyki deserowe, bez podszycia Jeżeli pani domu ma córkę, siostrę lub krewną w młodym wieku, to one wyręczają w przyjęciu, podając własnoręcznie herbatę, napoje czy owoce, nie tylko paniom ale i panom. Nie mając kim wyręczyć się, gospodyni może wezwać lokaja, albo szykowną młodszą do pomocy, ale sama podaje gościom filiżanki i ozdobne serwetki. Przy herbacie nie osłodzonej, jednocześnie podaje się cukierniczkę z umieszczonemi w niej szczypczykami, tudzież cytrynę, śmietankę, arak-można również podać likier. Tylko do osób bardzo zażyłych, gospodyni wolno zwrócić się z prośbą, aby same pamiętały o sobie, same sobie nalały herbatę lub t. p. Ale znów do młodych panienek należy, widząc zajęcie gospodyni domu ofiarować swoją pomoc. Ten mały trud usłużenia gościom, wielce jest wynagrodzony, gdyż wysuwa na pierwszy plan osobę częstującą, uwydatnia jej piękną figurkę, pełne wdzięku ruchy i twarzyczkę zaróżowioną rumieńcem.

Przyjęcie, nakrycie i zastawa, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1905

 

Jedna z czytelniczek zapytywała, czy modne są fartuszki strojne do założenia przy podawaniu herbaty? Odpowiadamy, że jest to zwyczaj angielski, rozpowszechniony tam szczególniej w tak zwanej średniej sferze; w Paryżu trwał krótko i przyjęły go tylko młode osoby, mężatki wcale, i dziś jest już zupełnie zarzucony w dniach przyjęć. Nie zaprzecza to jednak używaniu i użyteczności fartuszków w domu, przy codziennych zajęciach.

Przyjęcie, nakrycie i zastawa, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1905

 

Swoje dni przyjęć miewały krewne Antoniego Kieniewicza, kiedy przebywały w Warszawie:

Ciocia prosiła mnie, bym jej dopomagał w zapraszaniu młodych ludzi na dnie jej przyjęć i w ogóle, żebym był zawsze pod ręką na zatkanie dziury, lub też do załatwienia różnych spraw, jednym słowem rodzajem popychadła.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

Jeden dzień w tygodniu był dniem przyjęć Klosi. Nie były to żurki światowe, zachodzili swoi bliscy znajomi i krewni na pogwarki oraz do Dziuni przyjaciółki i koleżanki; podawano herbatę i ciastka. Czasami pokazywałem się w te dnie przyjęć, jeśli spodziewałem się przybycia interesującej mnie osoby.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

Dni przyjęć matki (w 1906 r.) wspomina także siostrzenica Antoniego, Janina z Puttkamerów Żółtowska:

I my zaczęłyśmy mieć „żurki", niezwykle liczne, z wynajętym drugim służącym, herbatą, ciastkami, bukietami kwiatów w obu salonach oraz zmieniającym się szeregiem pań, panien i młodzieży, którzy po przetańczonej nocy między piątą i siódmą musieli odwiedzić ze trzy salony.

Janina z Puttkamerów Żółtowska, Inne czasy, inni ludzie, Londyn 1998 

 

Na podobny temat: WizytyWizyty noworoczne