Pierwszym słowem, jakie przychodzi na myśl, gdy mowa o edukacji kobiet w XIX wieku, jest „pensja”. Była to szkoła dla dziewcząt, często z internatem, chociaż były też uczennice „przychodne”. Pensja nie była bynajmniej obowiązkowa, wiele dziewcząt, zwłaszcza z zamożniejszych domów, pobierało głównie lub wyłącznie edukację domową. Zresztą tę ostatnią formę edukacji uważano przeważnie za najlepszą – pensje bywały przez niektórych uważane za wręcz szkodliwe.

A czego właściwie i jak długo panienki uczyły się na pensji?

 

Plan szkolny, o który mnie zapytujesz, jest wspólny wszystkim podobnym zakładom. W niższych klassach przygotowanie elementarne; w wyższych, kurs rozleglejszy i wyższy; we wszystkich: religia, języki, jeografija, nauki przyrodzone i historja. W najwyższej, ze szczególną troskliwością traktowane jest gospodarstwo domowe.

Listy nauczycielki, w: „Kronika rodzinna”, 1868

 

Często uważano program za zbyt ograniczony:

Dotąd jeszcze oddzielność szkół dla kobiet, o niższym programacie nauk i niewłaściwość dla nich pewnych gałęzi wiedzy, utrzymuje się jako ogólna zasada systematu edukacyjnego, wszelako wykłady nauk w szkołach elementarnych i średnich żeńskich zostały znacznie rozszerzone w rozmiarze i treści; usposabiają do dalszego kształcenia się, dając oprócz tego, możność samodzielnego sądu o zdania o przedmiotach życia codziennego i ogólnego. Całe gminy i korporacye niejednokrotnie występują z żądaniami porównania wykształcenia pierwotnego dziewcząt z chłopcami; a w roku zeszłym złożony został izbom francuskim wniosek, co do ogólnego prawa w tym przedmiocie.

 Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Działalność kobiet po za granicami rodziny w: Kolęda dla gospodyń, 1879

 

Trzeba też przyznać, że są usiłowania ku temu, by pogodzić wymagania dzisiejsze z warunkami koniecznej działalności kobiecej. Na jednej większych pensyi w Warszawie obok kursów literatury i t. p., są także kursa kucharstwa i gospodarstwa domowego.

 Jedna z kwestyj podrzędnych w: "Kronika Rodzinna", 1878

 

Pisma nasze peryodyczne niejednokrotnie nastawały i nastają na dokładne i zasadne obznajmianie się młodych panienek z gospodarstwem domowem szczególniej wiejskiem. Pod wpływem artykułu „Szkoła gospodyń" pani Lucyny C. w kalendarzu na rok 1878, Kolęda dla Gospodyń zamieszczonego, kilka właścicielek ziemskich, prowadzących starannie i w różnych gałęziach swe gospodarstwo, dla obznajmienia praktycznie z takowemi ofiarowały się przyjmować młode uczennice.
Na wyższej pensyi p. Smolikowskiéj w Warszawie, nauka gotowania praktycznie i w teoryi, weszła w zakres nauk planem objętych i uczennice własnoręcznie zajmują się w kuchni przyrządzaniem potraw pod kierunkiem pani Lucyny C.

S-z, Działalność kobiet za granicami rodziny, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1879

 

Pisma nasze peryodyczne niejednokrotnie nastawały i nastają na dokładne i zasadne obznajmianie się młodych panienek z gospodarstwem domowem szczególniej wiejskiem. Pod wpływem artykułu „Szkoła gospodyń" pani Lucyny C. w kalendarzu na rok 1878, Kolęda dla Gospodyń zamieszczonego, kilka właścicielek ziemskich, prowadzących starannie i w różnych gałęziach swe gospodarstwo, dla obznajmienia praktycznie z takowemi ofiarowały się przyjmować młode uczennice. 
Na wyższej pensyi p. Smolikowskiéj w Warszawie, nauka gotowania praktycznie i w teoryi, weszła w zakres nauk planem objętych i uczennice własnoręcznie zajmują się w kuchni przyrządzaniem potraw pod kierunkiem pani Lucyny C.

S-z, Działalność kobiet za granicami rodziny, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1879

 

Pozostają tedy szkoły prywatne, które, pomijając już wyższe koszta, niestety! nie odpowiadają wyjnaganiom pedagogicznym; mówiąc to mamy na myśli przeważnie pensyonaty żeńskie, których zadaniem jest kształcenie przyszłych obywatelek i matek. A czyjaż wina że pensyonaty te nie odpowiadają warunkom pedagogicznym i kształcą niedostatecznie? Oto niemal w równej mierze wina spoczywa tak na paniach przełożonych jak i na rodzicach! 
Weśmy do ręki którykolwiek program, spotykamy tam w wyższych klasach następujące przedmioty: religią, historye: powszechną i rosyjską; literaturę: powszechną, polską, rossyjską, niemiecką, francuzką; języki: polski, rosyjski, niemiecki, francuzki, angielski; algebrę; geometryą; fizykę; nauki przyrodnicze; geografią; a często jeszcze wykładają: fizyologią, nauki społeczne, estetykę, pedagogikę, wreszcie rysunki, konwersacya w obcych językach, gra na fortepianie i tańce. Jakiż olbrzymi zakres! Czy może młody umysł panny 14 lub 15-letniej podołać należycie takiej ilości przedmiotów? czy znajdzie uczennica chwilkę wolnego czasu na odpoczynek? czy hygienicznie nie naraża się na utratę zdrowia? Ale pomijając te względy, zgódźmy się chwilowo na następstwa, lecz niech przynajmniej nauka przyniesie owoce, niechaj one się nauczą czegoś,—lecz i to jest niemożliwem przy największej pilności i zdolności, bo każda świeża myśl, każdy nabytek umysłowy potrzebuje sporo czasu na przyswojenie go sobie, na przetrawienie, że się tak wyrazimy—a tego nieodzownie potrzebnego czasu brakuje uczenicom. 
Gdy pewnego razu zwróciłem się do bardzo wykształconej kobiety i przełożonej pensyonatu z takiem pytaniem, odpowiedziała, bym przyszedł w czasie zapisu uczenic. Przyszedłem i wysłuchałem olbrzymi szereg wymagań mam, ciotek, kuzynek etc.: niemal każda żądała dla swej pupili uczenia nadprogramowych przedmiotów, mimo że sam program jest olbrzymi i nad siły dziecka. Cóż ma robić przełożona? Napróżno tłomaczy, usprawiedliwia się—nic nie pomaga, rodzice życzą sobie by ich dziecko uczyło się, nie dbając o to, że ono niczego się nie nauczy, a straci zdrowie, świeżość bystrość umysłu, i znużone, zaprzestanie myśleć samodzielnie. Nie wątpimy, że każda matka pragnie szczęścia i nauki dla swego dziecka—lecz postępując tak, jak to wykazaliśmy wyżej, — a są to fakta wzięte z życia,—czyż matka przysparza dziecku nauki, czy rozwija umysł i czy pamięta że zdrowie jest najdroższym skarbem, którego nabyć nie można! 
Że nasze przełożone podają program niemal nie dający się urzeczywistnić z powodu nadmiernej ilości przedmiotów—przyczyny należy szukać w rywalizacyi. Znamy jednę przełożoną renomowanego pensyonatu, która do uczenia nauk społecznych wezwała medyka, sądziła bowiem w swej naiwności, że fizyologią a nauki społeczne niczem się nie różnią. Jest to fakt autentyczny, który jaskrawo maluje tę chęć rywalizacyi i dążenie do zrównania się z innym pensyonatem.

Wojciech Lubicz, Z kwestyj bieżących, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1881

 

A gdy uczenica wyjdzie z pensyonatu, mamusia, ciotunie etc., etc. chwalą się, że ich córeczka tak wiele się uczyła „jak jaki chłopiec", lecz czy się zapytają czego się nauczyła? My wątpimy, sądząc z wymagań!

Wojciech Lubicz, Z kwestyj bieżących, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1881

Czas nauki u dziewcząt jest krótszy, albowiem w ogóle zwykły one kończyć takową w 15 lub 16 roku życia a nawet wcześniej; chłopcy przeciwnie znoszą niedogodności szkoły do 19 lub 20 lat a nawet i później.

 Julia Selingerowa, Obowiązki kobiety każdego stanu w zakresie gospodarstwa domowego, Lwów 1882

 

Zresztą sama nauka dziewcząt różni się od nauki chłopców, a przynajmniej różnić się powinna, co albowiem zmuszeni są ślęczyć nad książkami (jeżeli zawodem ich nie jest rzemiosło) w kierunku suchej, specyalnej wiedzy, nauka dziewcząt jest raczej praktyczna, mająca po największej części na celu zewnętrzną ogładę (jeżeli dziewczyna nie obiera sobie stanu nauczycielskiego).

 Julia Selingerowa, Obowiązki kobiety każdego stanu w zakresie gospodarstwa domowego, Lwów 1882

 

Dzięki zdolnościom twoim wrodzonym i pilności ciągłej, wcześniej może niż inne dzieweczki przeszłaś to, co się uważa za konieczne do średniego wykształcenia panienki, nie przygotowującej się do żadnego specyalnego zawodu. Uczyłaś się, prócz języka ojczystego i trzech obcych, historyi, geografii, nauk przyrodniczych, fizyki, arytmetyki, geometryi trochę; masz o tem wszystkiem ogólne pojęcie, a nawet dzięki sumiennej pracy, jesteś w porządku z datami wypadków historycznych, ważniejszemi cyframi statystycznemi i nie podzielasz wstrętu rówieśniczek wielu do gramatyki i rachunków, poznawszy gruntowniej pierwszą a nabywszy wprawy w drugich.

 M.S., Listy starszej przyjaciółki do młodszej w: "Wieczory Rodzinne", 1884

 

Najprzód panna musi ukończyć przepisaną zwyczajem liczbę lat na pensyi, gdzie się uczy trochę katechizmu, trochę języków, trochę gramatyki, trochę arytmetyki, trochę grać, trochę śpiewać i tańczyć.

 Michał Bałucki, Album kandydatek do stanu małżeńskiego, Warszawa 1888

 

Nauka w szkołach publicznych odbywa się według planów, wydanych przez władze szkolne, plany zaś są stosownie obmyślane i uwzględniają potrzeby różnych sfer towarzyskich, jednakże wymiar czasu, przeznaczonego na naukę, jest – zdaniem naszem, zgodnem zresztą z zapatrywaniami hygienistów – za wielki. Dziewczęta spędzają obecnie w szkole od 18 godzin tygodniowo (w 1. roku nauki) do 33 godzin tygodniowo (w 5., 6. i dalszych latach nauki), t. zn. od 3 do 5½ godzin dziennie. Bez uszczerbku dla celów nauki, a z nie wątpliwą korzyścią dla zdrowia młodzieży, możnaby wymiar ten czasu zredukować o kilka godzin na każdym stopniu nauki, należałoby tylko ścieśnić nieco zakres nauki co do ilości szczegółów.

Mieczysław Baranowski, O wychowaniu dziewcząt z uwzględnieniem obecnych stosunków i potrzeb, Lwów 1889

 

Średnie wykształcenie naszych dziewcząt ma program bardzo obszerny. Nauka na pensyach 8-mio klasowych, które za normę przyjmujemy, obejmuje: cztery języki z gruntowną znajomością gramatyki i literatury takowych, historyę, geografiję, arytmetykę, algebrę, geometryę, kosmagraflję, zoologię, mineralogię, botanikę, fizykę, nauki społeczne.
Przeciętnie biorąc, naukę tych wszystkich przedmiotów kończą panienki w l7-ym roku życia. Ponieważ program jest obszerny, a czas do przejścia go względnie krótki, przeto z tego stanu rzeczy wynika dwojakie złe: albo dziewczęta przechodzą kurs powierzchownie, nie opanowawszy przedmiotu, albo też, chcąc dobrze zdać egzamin i gruntownie naukę posiąść, przeciążają się pracą, co się ujemnie na ich zdrowiu odbija.

 Z. Bielicka, Kilka uwag o wychowaniu kobiet, w: „Dobra Gospodyni”, 1902

 

Przeciętny program nauki dla dziewczynki (chłopiec to co innego) obejmuje naukę religji, kilka języków i ich literaturę, historyę i geografję, trochę arytmetyki i geometryi, fizyki i chemji, jeszcze mniej pedagogji, psychologji i hygjeny, w końcu długoletnią naukę tak zwanej muzyki, i jeszcze czasem rysunek ze wzorów i malarstwo na atłasie.

 Stanisława Łuszczewska, Kilka uwag o wychowaniu kobiet, w: „Dobra Gospodyni”, 1902

 

Tak wyglądał plan lekcji jednej z bohaterek literackich:

W całym zakładzie jest wszystkiego 30 pensyonarek; przychodnich p. Rudzka wcale nie przyjmuje; wyjątek stanowią cztery córki dwóch jej przyjaciółek. Jest cztery klassy, jak we wszystkich innych żeńskich pensyach, a przedmioty naukowe także też same, stosownie do przepisanego programu.
Do głównych obiektów przychodzą z miasta najlepsi nauczyciele i nauczycielki na godziny. Resztę lekcyi udziela ochmistrzyni i dwie jej siostrzenice, które są bardzo wysoko wykształcone.
Sama pani Rudzka daje języka i literatury polskiej i przysposabia panny do nauk przyrodzonych i religii. Ksiądz przychodzi dwa razy w tydzień, a na religią wszystkie klassy razem się łączą w wielkiej sali (…). Ze względu na małą liczbę uczennic w klassach wyższych, trzecia i czwarta klassa niektórych przedmiotów lekcye razem pobierają. Mamy jeszcze dwie guwernantki, niemkę i francuzkę głównie do dozoru i konwersacyi.

Felicja Szymanowska, Pamiętnik Laury, Warszawa 1877

 

Przy śniadaniu p. Chabelle zakomunikowała nam plan lekcyi naszych. Będziemy bardzo zajęte. Ona będzie nas uczyć języka i literatury francuzkiej, muzyki i robót ręcznych, p. Barnow historyi, jeografii, nauk przyrodzonych, arytmetyki i literatury polskiej. P. Hortensya języka angielskiego i niemieckiego. P. Bronicz rysunków a wikary miejscowy religii.

Felicja Szymanowska, Pamiętnik Laury, Warszawa 1877

 

Zofia Kirkor-Kiedroniowa wspomina swoją pensję dobrze. Oprócz standardowego programu wykładano tam (potajemnie) język polski i historię polską.

Naukę szkolną pobierałam na pensji pani Smolikowskiej. Czuję się obowiązana oddać hołd jej pamięci. traktowała swój zawód, podobnie jak kilka innych przełożonych ówczesnych najlepszych pensji, a więc panie: Krzywobłocka, Czarnocka, Rudzka, Jadwiga Sikorska – prawdziwie ideowo, z naczelnym celem wychowania i kształcenia dziewcząt nie tylko na inteligentne, ale i patriotyczne Polki. Program 6-klasowej pensji pani Smolikowskiej obejmował mniej matematyki, niż obecnie uczą się jej dziewczęta w gimnazjach 8-klasowych, nie uwzględniał języków starożytnych, lecz za to na nowożytne, zwłaszcza na francuski, większy kładł nacisk; przyrodę, historię powszechną, geografię traktował poważnie, przede wszystkim zaś język, historię i literaturę polską. Wykładana też była w ostatnich klasach literatura powszechna przez znaną literatkę Marrené-Morzkowską, która czytając i komentując najrozmaitsze utwory, a bardzo rzadko „pytając”, niewiele zapewne wtłoczyła suchych wiadomości w głowy uczennic, zwłaszcza słabszych, ale w mniejszym lub większym stopniu nauczyła nas odczuwać piękno światowych arcydzieł. Gdy przeszłam do 6 klasy, wprowadziła właśnie pani Smolikowska nowość, a to nauki społeczne, wykładane przez Krzywickiego. Zainteresowały mnie bardzo, lecz rywalizować nie mogły z historią Polski, wykładaną przez Władysława Smoleńskiego.

Zofia z Grabskich Kirkor-Kiedroniowa, Wspomnienia, Kraków 1986

 

Wspomina także o lekcjach nie znajdujących się w oficjalnym programie:

Oczywiście zarówno lekcje historii polskiej, jak i nauk społecznych były tajne. Pensje prywatne żeńskie znajdowały się pod nadzorem rosyjskiego inspektora i program nauk oraz grono nauczycielskie musiało mieć jego aprobatę. Językiem wykładowym miał być język rosyjski. Tymczasem cała nauka z wyjątkiem języka, historii i geografii rosyjskiej odbywała się po polsku. Były także uczennice „tajne”, które rosyjskiego zupełnie się nie uczyły. Wymagało to całego, szczegółowo przemyślanego systemu konspiracyjnego. Gdy zjawiał się inspektor, przełożona prowadziła go do klasy, w której w tej chwili była lekcja rosyjskiego, a winnych klasach, w porę ostrzeżonych, tak zwane damy klasowe (zwykłym ich zadaniem było pilnowanie sprawowania się uczennic i konwersacji francuskiej w czasie pauz) zabierały książki oraz notatki polskie i chowały je; nauczyciele „nielegalni”, jak Smoleński, Krzywicki, Morzkowska, opuszczali pensję drugimi schodami, „tajne” uczennice wbiegały na górę i kładły się do łóżek jako chore (przy pensji był internat).

Zofia z Grabskich Kirkor-Kiedroniowa, Wspomnienia, Kraków 1986