Zestaw opisów ogólnej sytuacji kobiety, jej położenia w społeczeństwie i ewentualnych postulatów zmiany.

Prawda, iż trudno utrzymywać na pewno, że praca jest przeciwną naturze kobiety w obec ogromu uciążliwych jej zajęć, lecz w takim razie, jakiem prawem stawiają jako przeszkodę jej konstytucyą fizyczną, gdy chodzi o zajęcia popłatniejsze? Kobieta, będąc matką i karmiąc swe dzieci, może być nauczycielką w szkółce wiejskiej, a czemuż otrzymać nie może posady professora w kollegium? Dla czego pozwalają jej pracować w polu i fabryce, a wzbraniają jej doglądać tych robót i kierować fabryką? Dlaczego pozwalają jej być litografistką i expedytorką listów na poczcie, a odsuwają od urzędów wyższych i lepiej płatnych w tej samej gałęzi. Dla czego nie wzbraniają jej być akuszerką, a nie dozwalają zostać lekarzem? Przy najlżejszej analizie widoczną okazuje się rzeczą, że to nie w naturze szukać należy przyczyny tej anomalii, że jej prawa są tylko pozorem, okrywającym istotne przyczyny tego stanu rzeczy.

Emancypacya kobiety w stosunku do socyalizmu i ekonomii politycznej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1874

 

Czyliż potrzebujemy długich wywodów, żeby dowieść, że umysłowe i towarzyskie ukształcenie i wychowanie kobiety przy dzisiejszych warunkach ekonomicznych i społecznych, musi być konieczne różne od wzoru jaki starałem się zeszkicować wyżej? Od lat kilkunastu, wszystko się w około nas zmieniło: życie domowe i społeczne, innym poszło torem a stosunki ekonomiczne, na innych oparły się koinbinacyach. Dziś kobieta wychowana w pieszczonem niedołęztwie w biernej pobożności, w trwożliwości trusiej, bez pewnego uzdolnienia do jakiej bądź pracy specyalnej i bez samodzielnego poczucia ciężkich obowiązków swoich, w razie zmian albo najmniejszego niepowodzenia jej strażników a głównie ojca lub męża, ma przed sobą dwie tylko drogi: – albo nędzę – albo zatratę moralną, wyjątkowo tylko niedoprowadzającą także do nędzy, po krótkich latach upokorzenia i zniewagi...
Musi więc dziś każda kobieta a zatem i ty moja młoda przyjaciółko musisz się kształcić samodzielnie i praktycznie.

Jan Prusinowski, Słówko o praktyczności w życiu kobiety, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1875

 

Społeczeństwo kształciło się bardzo powoli, zanim siła inteligencyi zastąpiła pierwotną silę pięści, otóż kto wie czy odsunięcie kobiety od nauki, nie jest zabytkiem barbarzyńskich pojęć na mocy których silny uciskał słabszego.
Pojęcia te zrosły się niejako ze wszystkiemi naszemi dążnościami, cywilizacya dzisiejsza przyjęła za podstawę niższość kobiety, zamknęła przed nią prawie wszystkie zawody wymagające nauki inteligencyi odsądzając ją od nich z góry jako nieudolną, nie wypróbowawszy wcale czy nieudolność ta jest rzeczywistą. Otóż dopóki takowa nie zostanie stwierdzoną faktami, mamy prawo o niej powątpiewać, mamy prawo odrzucać wyroki, wydane bez należnego zbadania rzeczy.
Nie dowodzimy wcale, iż rozum kobiecy równa się męzkiemu, gdyż twierdzenie to byłoby tak samo przedwczesne i arbitralne, jak zasada przeciwko której walczymy. Ale w sprawie tej doniosłości, gdzie wiekowa rutyna wyrobiła tak zacięte przesądy, możemy śmiało żądać próby doświadczenia, a dopóki to nie nastąpi przyznajemy się w pokorze ducha do niewiadomości.
Doświadczenie zaś wówczas tylko nastąpić może, gdy kobiety otrzymają równe z mężczyznami uzdolnienie naukowe, w zakresie początkowym, gdyż nie mamy tu obecnie na myśli kursów uniwersyteckich, tylko owe średnie wykształcenie potrzebne każdej bez wyjątku myślącej istocie. Jest to elementarna reforma, nie mogąca przynieść szkody ani indywiduom ani społeczeństwu.

Waleria Marrené, Kobieta w rodzinie, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1875

 

Zapisano foljały papieru o emancypacyi kobiet; z dzieł traktujących o tem możnaby utworzyć biblijotekę wcale wspaniałą a jednak mimo tego kobieta, która sama o własnych siłach pragnie wyrobić sobie stanowisko chlebodajne choćby najskromniejsze, musi i z trudnością podobnego nabytku i z rozmyślnie niemal stawianemi przeszkodami walczyć zażarcie z podwójną energiją, musi wyłamywać się z pod wszystkich pęt nałożonych na nią w imię niby moralności i poszanowania rodzinnego ogniska, musi podnieść głowę i śmiało pomimo oszczerstwa i wyszydzań iść odważnie z głębokiem przekonaniem, że sięgając po prawa ludzkie które się jej słusznie należą, nie zrywa żadnych związków rodzinnych ale je zacieśnia.

Ewelina Burzyńska, Kilka uwag o powieściach Elizy Orzeszkowej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1876

 

Od wieków świat dzieli się na postępowych i konserwatystów i ci ostatni chcąc wszystko zakonserwować w steoretypowych formach, całemi siłami starają się ruch każdy zatrzymać, jakby nie wiedzieli, że żadna siła nie jest w stanie oprzeć się postępowi który jest życiem ludzkości, że ludzie od pierwszej chwili poczucia się w swem jestestwie ulegają niemal fatalnie temu prawu, tej gwałtownej nieprzepartej żądzy doskonalenia się. Zamarli w przesądach nie zdając sobie sprawy z nielogiczności swych pragnień, przerażają się każdym objawem, każdą zmianą w uznanych za dobre i przyjętych formach, nie chcąc widzieć że zmiana ta jest konieczną w dzisiejszym ustroju społecznym, bo każdy dzień ma inne potrzeby, każdy wiek nową ideę. Kobieta pragnąca nauki, próbująca o własnych siłach żyć i nie być społecznym gratem utrzymywanym z litości czy krewieństwa lub miłosierdzia, stała się w oczach tych szczególniejszych przestrzegaczy moralności jakimś widmem strasznem, które karmiąc się własną pracą a nie wyciągając rękę po gotowe kęsy, świat cały wstrząśnie, rozpłomieni i na proch starty w nicości zaprzepaści.

Ewelina Burzyńska, Kilka uwag o powieściach Elizy Orzeszkowej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1876

 

Niepodobieństwem jest odgadnąć jaki sens moralny D-r R. chce wyprowadzić z tej ostatniej apostrofy, którą wielu pisarzy odnosi słowo w słowo i co do geniuszów rodzaju męzkiego, twierdząc, że ludzie genialni przeznaczeni są do służenia ludzkości, nie zaś do małżeństwa, i podług Vireja, Newton miał jakoby też umrzeć niepokalanym, a której w dalszym ciągu autor nie życzący sobie pod żadnym pozorem przyzwolić na to, aby właściwość tę, cechującą geniusze i do genialnych kobiet zastosować przystało, zaprzecza wyraźnie, gdy na stronicy 309 powracając do tego, widocznie uprzywilejowanego tematu, zapytuje swego natchnienia:
„Czyby kobiety tak zwane uczone, miały istotnie pozostawać raczej niezamężnemi? Nie. Osobliwym tym naturom małżeństwo więcej zalecać niż odradzać należy, ale winny one otrzymywać mężów, którzyby się do nich pod wszelkim względem stosowali, bądź jako geniusze imponujący, bądź jako duchy służalcze. W tym ostatnim przypadku, wprawdzie zgorszenie obmierzłem będzie, ale zawsze lepiej, że taka bas-bleu (*) pokryje się czepcem, niż gdyby miała wałęsać się sama bez pana i przerażać tylko poczciwych filistrów."
Wałęsać się sama bez pana? I przeceniamyż my okoliczności, nazywając status quo naszego obecnego położenia stanem niewolniczym?
Geniusz, którego naturą jest niepodległość, którego wielkości hołduje świat cały, geniusz, którego twórczość kreśli prawidła nietylko dla współczesnych ale i dla dalekich pokoleń, geniusz, którego znamieniem jest nieśmiertelność! jeżeli miał tę nierozwagę, że przybrał postać dziewicy nie męża, ma być za wyrokiem Dra R. rzuconym na pastwę bodajby brutalnej siły, byle się nie wałęsał samopas, bo skoro mężczyzna choćby w braku lepszego idyota, nie osłoni powagą swojego imienia podobnie wspaniałego zjawiska, to będzie ono przerażać poczciwych filistrów...

F., Uwagi kobiety nad dziełem D-ra Edwarda Reicha Studya nad Kobietą, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1877

 

Na pierwsze jawne wystąpienia żądających wprowadzenia w czyn równouprawnienia kobiety, zawrzało społeczeństwo zgrozą i oburzeniem przeciw nowatorom i nowatorkom, burzycielom porządku dotychczasowego; posypały się potępienia z katedry i trybuny władzy. Wylękli widzieli związki rodzinne rozerwane, społeczeństwo w podstawach swego bytu podminowane i zagrożone rozpadnięciem się w gruzy. Czyż można było dozwolić, ażeby kobieta, ta istota bierna, pokorna towarzyszka, niedozwalająca sobie i nieumiejąca zdobyć się na sąd o poważniejszych przedmiotach, stanęła na równi w prawach z mężczyzną? Toż ona zażądać może sprawy z jego postępków, poważy się je krytykować, a może zerwie się i do czynu. Więc ta królowa rozkoszy i bawidełko której kaprysom jako bezwiednym żądaniom mężczyzna ulegał, dopóki była dla niego ponętną, lub ta służebnica pełniąca swe obowiązki to jest wolę pana mężczyzny, nie mając prawa nawet szemrać, a przed któremi on nie poczuwał się do obowiązków usprawiedliwienia czynów i myśli swoich, ta istota więc fantazyi, uczuć kaprysów, poddaństwa i posłuszeństwa, miała stanąć na równi z mężczyzną, zgłębiać z nim razem tajniki bytu natury i człowieka? On, przed temi dziecinnego umysłu rozkapryszonemi lub zakutemi w posłuszeństwo istotami, ma rozwijać teorye państwowe, społeczne, teologiczne, naukowe, wzkazywać istotne pobudki swych czynów, zejść z piedestału wyroczni i wszechwładzcy, stanąć na równi z tym motłochem, który go dotąd otaczał podziwem uwielbienia, zdjąć uroczą purpurę bochaterstwa i stanąć jako prosty zwyczajny człowiek ze słabościami i ułomnościami, przyznać się do błędów i nieudolności i prosić o wyrozumiałość i pobłażenie?

S-z., Działalność kobiet za granicami rodziny, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1879

 

Wiek dziewiętnasty, jest przedewszystkiem wiekiem demokratycznym, znosi przywileje, równa stany i dąży do nadania im praw jednakich do wprowadzenia w czyn zasady: „każdemu w miarę jego uzdolnień,” a tym sposobem nie może pominąć kobiety i niezawodnie zadość uczyni temu skromnemu żądaniu, by wolno jej było w pocie czoła zarabiać na chleb powszedni i wykonywać te wszystkie prace, którym podoła, bez względu na to, czy dotąd były one udziałem samego mężczyzny, czy ztąd wyrodzi się współzawodnictwo, lub czy będzie dla niego dogodną, lub nie dogodną zmieniona rola niewieścia.

Walerya Marrené, Przesądy w wychowaniu. Studyum pedagogiczne przez, Wilno 1881

 

Przede wszystkim – zaczął rodak – nasze damy mają prawo rodzić się dziewczynkami, jeżeli nie urodzą się chłopcami. Następnie, jeżeli pozwolą im na to fundusze, mają prawo chodzić na pensją. Około 15 roku życia mogą już leczyć się na blednicę, zaś w roku 17 włożyć nieco dłuższą sukienkę. Od tej pory mają prawo wchodzić przed mężczyznami do dorożek, do pokoju i na ulicę. Następnie, o ile znajdzie się amator, mogą wychodzić za mąż i korzystać ze wszelkich prerogatyw tego sakramentu, naturalnie w asystencji i za upoważnieniem współmałżonka. Gdy się konkurent nie zdarzy, mają prawo wstąpić do rękodzielniczego zakładu p. Zyberk-Platerówny, o ile zostaną przyjęte, albo też spędzić życie w zawodzie nauczycielskim. Gdy zaś je zmoże starość, mają prawo podać trzysta pierwszą prośbę o jedno z szesnastu miejsc w schronieniu nauczycielek.

Bolesław Prus, Kronika tygodniowa, w: „Kurier Warszawski”, 1883

 

Jedni uznają kobietę za bierną, pozbawioną woli istotę, w której świat uczuć i instynkta macierzyństwa wybujały kosztem innych zdolności, istotę, której umysł może próbować, kształcić i rozwijać dozgonny towarzysz ziemskiej pielgrzymki, gdyż rola ucznia będzie miała dla niej pewien powab nowości, którym kobiety nigdy nie gardzą, lecz swoją drogą nie powinien wymagać od niej koniecznej uwagi, a tem mniej zrozumienia (*Michelet. L'amour).
Czciciele zamierzchłej przeszłości wołają z patosem, godnym lepszej sprawy, by kobieta „kądziel przędła, domu strzegła, czystą żyła na tym świecie" (**E. Leja. Emancypacya), zapominając, niestety, że owa tradycyjna kądziel wysunęła się z ubezwładnionych zastosowaniem elektryczności i pary rąk kobiecych, nie mogąc jej nadal ustrzedz od głodowej śmierci, wobec produkcyi fabrycznej i nie uwzględniając również wielkiej prawdy, łatwej do zrozumienia a priori i dającej się udowodnić a posteriori, że aby uchronić ognisko rodzinne od wpływów podkopujących jego szczęście i zakłócających harmonię, by przekształcić je na pracownię, w której się wyrabiają wzniosłe charaktery i w hartowną stał zakuwają duchy, nie wystarcza chyba umiejętność wysnuwania srebrzystej nici lnianej; lecz niezbędnym jest olbrzymi zasób sił moralnych i intelektualnych, oraz dojście do wysokości poziomu tych, którym się podało rękę do wspólnej pracy i walki z przeciwnościami życia.
Pozwalamy sobie zwrócić uwagę, że i ostatni nakaz moralny z wyżej przytoczonego ustępu pozostanie również w krainie uroczych, lecz nie dających się użyciowić marzeń dla kobiety, której jedyną bronią przeciwko pociskom losu będzie kądziel naszych prababek, gdyż bronią tą nie zwalczy straszliwego widma nędzy materyalnej, prowadzącej w większości wypadków, nieuniknioną logiką konieczności, do nędzy moralnej.

M.W., Kilka myśli w kwestyi kobiet dotyczącej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1885

 

Jeżeli zsumujemy te wszystkie drobne i ważniejsze objawy, dojdziemy do wniosku, że uśpiona na jakiś czas kwestia kobieca zaczyna znowu gotować się w Europie w ogóle, a u nas w szczególności.
Przynajmniej raz znaleźliśmy się w kwestiach cywilizacyjnych obok Europy! Choć i tu między nami i nią jest różnica. W Europie już mówi się o tym, ażeby kobiety dopuścić do roli politycznej, u nas jeszcze radzi się jej: w jaki sposób ma upolować męża, a upolowanego utrzymać.
Sprawa kobieca na wszelki sposób wisi obecnie w powietrzu; konserwatyści nie stłumią jej, społeczeństwa muszą z nią coś zrobić. My możemy tylko formułować: na czym ona polega? Jeżeli nie w całej rozciągłości, to przynajmniej w ogólnych konturach.
Jakie jest położenie kobiety dzisiejszej?
Pod względem politycznym w całym ucywilizowanym świecie kobieta uważa się za człowieka niepełnoletniego, a raczej – pozbawionego pewnych praw. Nie może na przykład być wyborcą (wyjąwszy w Towarzystwie Muzycznym) ani urzędnikiem, a jeżeli jest zamężną, nie może nawet dysponować swoim majątkiem i zaciągać długów.
Podobnież traktuje się kobietę w rodzinie. Jako córka uważa się za istotę niższą od braci i za nieszczęście rodziców, którzy jednak dla siebie więcej wymagają pracy, wdzięczności i poświęcenia od niej aniżeli od synów. Jako żona kobieta jest niewolnicą męża, który ma obowiązek, o ile chce i może, karmić ją, odziewać, a nawet troszczyć się o jej rozrywki, ale jednocześnie – ma prawo nie pozwolić jej wyjść z domu, może czytywać listy do niej pisane, może zabronić jej zajmowania się jakimś procederem itd.
Za wszystkie te ograniczenia wynagradzamy kobietę (jeżeli jest bogatą, młodą i ładną) bardzo długim szeregiem komplimentów. Na ulicy prowadzimy ją pod rękę, u drzwi wchodowych ustępujemy jej pierwszego miejsca, w salonie oddajemy jej krzesło. Kłaniamy się też jej bardzo często i bardzo szarmancko, uśmiechamy się do niej nawet wówczas, gdy nam wymyśla, a w rozmowie z nią posługujemy się specjalnym językiem, złożonym z frazesów słodkich, pochlebnych i pełnych uniżoności.
Cały ten aparat towarzyskiej etykiety wygląda bardzo ładnie. I gdybyśmy z niego brali miarę, można by sądzić, iż położenie kobiety jest uprzywilejowane w społeczeństwie. W gruncie rzeczy jednak są to tylko pozory, okrywające wyzysk i krzywdę.
I tak:
Od swych rodziców kobieta otrzymuje daleko niższą edukację aniżeli mężczyzna. Co gorsze: edukacja owa jest obrachowana na to, ażeby o naturze, człowieku i społeczeństwie dać jej najfałszywsze wyobrażenie. I podobnie jak wykrzywiają nogi ciasnym obuwiem, a tułów gorsetem, tak zaćmiewają jej umysł książkami, pismami i naukami „specjalnie przeznaczonymi dla kobiet”.
Wyszedłszy za mąż, kobieta jest stanowczo pokrzywdzoną wobec męża. Nie tylko bowiem nie wolno jej myśleć o jakiejś roli samodzielnej, którą musi poświęcać dla tytułu: mamki, niańki i kucharki, ale nie wolno jej dysponować nawet własnym majątkiem i czasem. Krzywda sięga dalej. Kiedy bowiem mężczyzna może mieć tyle kochanek, na ile pozwoli mu zdrowie i majątek (bardzo często należący do żony), kobiecie nawet wówczas robić tego nie wolno. To, co dla mężczyzny bywa niekiedy źródłem reklamy, dla kobiety jest hańbą. Od niej najniewierniejsi wymagają wierności, najwyuzdańsi powściągliwości.
Nareszcie, jeżeli kobieta nie wyszła za mąż i musi pracować na siebie, mężczyźni stawiają jej wszelkiego rodzaju przeszkody. Jest lekarką – mówią, że mózg jej za mało waży na to, ażeby pisała recepty. Jest kelnerką – zarzucają jej, że rozsiewa niemoralność. Jest sługą – robi więcej, a bierze mniejszą pensję od lokaja. Jest „pajacką” i pokazuje sztuki na podwórkach, wnet jakiś dziennik zwala jej na kark policję.
Prawda, że w wielu fachach wymagających natężenia sił fizycznych czy umysłowych, kobieta o trzecią część wytwarza mniej aniżeli mężczyzna. Z tej wychodząc zasady, zawsze płacą jej niższe wynagrodzenie nawet tam, gdzie akurat robi tyle co mężczyzna.
Takim jest położenie kobiet, jeżeli odejmie się od niego blichtr konwenansu i frazeologię idealistów.

Bolesław Prus, Kronika tygodniowa, w: „Kurier Codzienny”, 1888

 

Gdyby M. W. i inni, piszący rzekomo w interesie kobiet, zechcieli dokładnie rozważyć, o co im chodzi, gdyby byli poddali szczegółowej analizie tę swoją dbałość o dobro niewiast, to byliby się z pewnością przekonali, że najzwyklejszy egoizm leży na dnie ich rezonowania. Dzisiaj możemy sobie postawić za zasadę przy naszych sądach, że wszędzie, gdzie mężczyzna pali kadzidła przed wyższością inteligencji męskiej, tam składa on dowód na to, że jest wyznawcą bałwochwalczego kultu dla swej własnej osoby. Nie zdołają ukryć intencji piszącego nawet frazesy w rodzaju takich np.: »jestem raczej wielbicielem, oraz przyjacielem kobiet, zginającym kolano wobec majestatu cnoty i prawdziwą, a szlachetnej kobiecością… (str. 7), bo niechaj się tylko ten »majestat szlachetnej kobiecości« zjawi przed adoratorem w postaci lekarza, naraz wylezie szydło z worka i ten, co przed chwilą ubóstwiał kobiecość w formie pięknej służebnicy, potępi ją w postaci lekarza z obawy przed jej konkurencją.

Dr Benedykt Dybowski, O kwestji tak zwanej „kobiecej” ze stanowiska nauk przyrodniczych, Lwów 1897

 

Ta adoracja samego siebie, ten kult samolubny, samczy, jest w osobnikach męskich tak potężnie rozwinięty i tak powszechny, że wnosi nawet do studjów czysto zoologicznych przesąd, powstały w dziedzinie socjologji. Wielu zoologów uznaje dzisiaj wszystkich samców w ogólności za istoty wyższe od samic, jakkolwiek pełno przykładów świadczy o mylności takiego poglądu; wspomnijmy pomiędzy innymi przykłady takie, jak historja o trutniach, o samcach mrówek, bielcówek (Termity) etc).

Dr Benedykt Dybowski, O kwestji tak zwanej „kobiecej” ze stanowiska nauk przyrodniczych, Lwów 1897

 

Starajmy się więc przedewszystkiem o równouprawnienie, ale bez żadnych zastrzeżeń, chociażby one były powodowane rzekomą delikatnością naszą w rodzaju tych np., które poczynił G. T. W. Patrick*), gdy powiada: »Czy kobieta nie jest czemś zbyt świętem, ażebyśmy ją brutalnie rzucać mieli w wir życiowej walki, czy nie zasługuje ona, ażeby ją mężczyzna uwolnił od niektórych obowiązków, do jakich sam dobrze się czuje usposobionym dzięki swej naturze niespokojnej i czynnej«.  Takie zastrzeżenia i delikatność taka mogą tylko budzić poniekąd słuszną obawę w niewiastach, że cały ocean obłudy ukrywać się jest w stanie za tym parawanem czułości niewczesnej. Usuńmy więc na stronę tego rodzaju delikatność naszą, dajmy owszem kobiecie wolność wyboru zupełną, bez zastrzeżeń i bez wykrętów, niech one mają dostęp do przybytku i wiedzy, i cnoty, i czynu, do wszystkich godności i wszystkich zajęć społecznych. Na tem tylko sami skorzystać możemy, bo one wniosą wszędzie ze sobą wszystkie te przymioty swej natury altruistycznej, które uszlachetnią nasze godności, zajęcia i nas samych.

Dr Benedykt Dybowski, O kwestji tak zwanej „kobiecej” ze stanowiska nauk przyrodniczych, Lwów 1897

 

Jak to! – zawoła bystry czytelnik – więc kobiety jeszcze chcą emancypacji? Czyli nie wszyscy już siedzimy pod pantofelkiem naszych żon, siostrzyczek, córeczek i w ogóle ładniejszych nieco kobiet między siedemnastym a pięćdziesiątym rokiem ich życia?
Ten okrzyk serca jest najzupełniej prawdziwym, o ile chodzi o garsteczkę kobiet, które na loterii życia wygrały nie tylko dobrobyt, ale jeszcze wyjątkowo dobrych ojców, mężów i braci. Ale przeciętna kobieta, jakich jest miliony, to biedactwo nie tylko że nikogo nie trzyma pod pantofelkiem, ale jeszcze sama jest niemiłosiernie i nawet z całą naiwnością wyzyskiwana.
Bo tylko przypomnijmy sobie, kto to w rodzinie ma obowiązek być zawsze wesoły, ba nawet uśmiechnięty. Kto w domu pielęgnuje wszystkich chorych, a sam nie skarży się nigdy? Kto ze swych mizernych oszczędności płaci długi brata? Kto wychodzi za mąż dla zabezpieczenia bytu rodzicom? U kogo ojciec czy matka na starość znajduje przytułek?
Czyliż nieprawda, że wszystkie te poświęcenia spełniają nie synowie, ale córki; że nieraz ta córka jeszcze utrzymuje starszego od siebie brata i że cały ten bezmiar poświęcenia nie tylko nikogo nie dziwi, ale bardzo często uważa się za prosty kobiecy obowiązek. Jak gdyby synowie rodzin byli istotami niepoczytalnymi!
Podobnie jak rodzina, świat także wyzyskuje kobietę. Ileż to razy, spełniając zupełnie te same co mężczyzna obowiązki, kobieta bierze mniejszą aniżeli on pensję, i nie tylko musi lepiej ubierać się, ale jeszcze ma obowiązek być przyjemną dla swoich chlebodawców? Czy bo naprawdę był kiedy w świecie taki pomocnik handlowy lub przemysłowy, od którego na przykład żądanoby pocałunków, i to wówczas, gdy on do pracy tej nie ma wcale ochoty?
A przecie rzeczy takie podobno często należą do biurowych czy magazynowych obowiązków żeńskiego pracownika i podobno nieraz lepsza posada nie tyle zależy od pracy i zdolności, ile od biegłości w spełnianiu pozafachowych żądań czy pożądań.
A badał też kto, w jaki sposób mieszka i co jada owa elegancka nieraz, a uśmiechnięta zawsze pracownica. Czy jej całodzienny posiłek nie składa się ze szklanki nieocukrzonej herbaty?
Na zakończenie zaś całego wywodu spytamy, czy słyszał kto na przykład o kasjerze żeńskiego rodzaju, który by okradł kasę, sfałszował podpis, no i potem zmykał za ocena Atlantycki.
Pomimo tylu zalet biurowych i pozabiurowych jakie przywileje ma kobieta? O posadę i o pożyczkę jest jej równie trudno jak mężczyźnie; w razie choroby jest równie jak on bezbronna, a na starość czeka ją albo twardy chleb miłosierdzia, albo nie najświetniejsza posada... pod kościołem!
Jednym z najpiękniejszych dzieł naszej epoki jest to, że zajęła się ona sprawami wszystkich wydziedziczonych, a w ich liczbie i kobiet.

Bolesław Prus, Kronika tygodniowa, w: „Kurier Codzienny”, 1897

 

Naturalnie, obok tego mu siałyby się też zmienić wymagania, jakie się powszechnie kobietom stawia.
Obecnie żąda się od każdej z nich, by się zajmowała domem, gospodarstwem, utrzymywała w porządku własną i swych blizkich garderobę, niańczyła dzieci, jeśli je ma, pouczała i kształciła służącą; gdy jednak wszystkie te obowiązki spełnia bez względu na to z jakim skutkiem i w jakich warunkach—uważa się, że ona jeszcze nic nie robi. Ileż to razy słyszy się zdania, że mężczyźni pracują ciężko na utrzymanie rodzin, a kobiety żyją tylko z ich pracy i próżnują. W pewnych wypadkach zdania te mogą być słuszne — ale w dość rzadkich — jeśli weźmiemy pod uwagę sfery średnio zamożne lub biedne, w ogóle klasę ludzi pracujących. Wszystkie tak zwane kobiece, i. j. domowe zajęcia mogą być albo trwonieniem i zabijaniem czasu, albo wielkim i nieustannym, lecz źle skierowanym tru dem, albo wreszcie niezmiernie pożyteczną, a czasem bardzo ciężką i wprost nad siły pracą, a to zależnie od okoliczności i od sposobu, w jaki bywają wykonywane.

I. Moszczeńska, Praca kobiet, w: „Bluszcz”, 1899

 

Przed kobietą były otwarte tylko stanowiska dobrej żony, dobrej gospodyni, dobrej matki, dobrej córki i siostry, czasem – zakonnicy. Gdy nie trafiła jej się żadna z wymienionych posad, powinna była osiąść przy familii, gdzie pamiętano jej wyświadczane dobrodziejstwa, ale nie liczono jej pracy. O jakimś samodzielnym zajęciu panna z „dobrego domu” nie mogła marzyć; za to w każdej chwili miała prawo poświęcać się dla ojców i braci, osobliwie za pomocą bogatego zamążpójścia.

Bolesław Prus, Kronika tygodniowa, w: „Kurier Codzienny”, 1901

 

„Kobieta powinna poprzestać na roli żony i matki”- oto ulubiony frazes, którym walczą przeciwnicy równouprawnienia. Cóż jednak mają robić owe zastępy kobiet, które, wskutek statystycznie stwierdzonej przewyżki osobników swej płci, nie mogą zostać żonami i matkami? Czyż wreście i te, którym kiedyś ta rola w udziale wypadnie, mają jej wyczekiwać bezczynnie? Równouprawnienie, majaczą cel danie kobiecie samoistności ekonomicznej, podniesie ją na stanowisku kobiety-człowieka, a dając jej wiedzę – rozszerzy nawet i uszlachetni jej powołanie macierzyńskie i wychowawcze.

O umysłowej pracy kobiet. Odczyt p. Atanazego Barskiego, w: „Dobra Gospodyni”, 1902

 

Ponieważ wszelka niewola ściśle jest związana z zależnością ekonomiczną jednego człowieka od drugiego, zdążają spółczesne kobiety do zdobycia niezależności materyalnej przez pracę zarobkową, czyniąc jednocześnie starania w kierunku takiego zorganizowania tej pracy, żeby nie czyniła ona szkody obowiązkom rodzinnym, oraz takiego przystosowania gospodarstwa domowego do potrzeb bieżącej epoki, żeby według środków, stworzyć możliwie najlepszy dobrobyt przy najkorzystniejszem zużytkowaniu sił i czasu.
Aby zaś zdobyć sobie prawo rozporządzania swojem życiem i swoją osobą dla życia we dwoje w miłości i przyjaźni ludzkiej, pragną kobiety współczesne podnieść ogólny poziom moralny obyczajów i ugruntować rodzinę na prawdzie, szacunku wzajemnym i zaufaniu dwojga ludzi wolnych i równych sobie, związanych na wspólne życie w tym celu, aby dać młodemu pokoleniu ochronę tak długo, jak tego potrzebuje, a sobie wzajemnie jak najwięcej dobra.
Kwestya kobieca jest zatem zupełnie uświadomionem dążeniem kobiety do zerwania potrójnych więzów, jakie krępują ludzką jej wolność. To walka o duszę, która chce rozwinąć beż żadnych ograniczeń wszystkie swoje władze, to walka o pracę dającą chleb i niezależność, a więc wyzwalającą z niewoli ciała i ducha, to walka o miłość, ugruntowaną na swobodzie i uczciwości, za którą nie trzeba byłoby płacić niewolą lub hańbą.
Rozwiązaniem kwestyi kobiecej nie będzie, jak sądzą niektórzy, większa lub mniejsza ilość panien uczęszczających na uniwersytet, rozwiązaniem kwestyi nie byłoby nawet, jak sądzą inni, gdyby wszystkie panny dostały mężów, bo jest ona już dzisiaj żywiołową siłą zbudzonej świadomości przez nieskończoność wieków zgnębionej przemocą duszy kobiecej, która przypomniała sobie, że jest duszą ludzką i nie ustanie w walce wcześniej, aż uzyska wszystkie prawa człowieka.
A kiedy się to stanie, nie będzie to zwyrodnieniem kobiety i wyłamaniem jej z naturalnego jej posłannictwa, tylko podniesieniem jej na wyższy szczebel godności ludzkiej dla lepszego spełnienia tego posłannictwa. I nie będzie to walka kobiety z mężczyzną i zaprzedanie z kolei jego w jej niewolę, według złośliwych wróżb wsteczników, lękających się każdego postępu, ale wyszlachetnienie obecnego porządku społecznego (który tak często dotąd na nieporządku się opierał), aby mężczyzna i kobieta stanąć mogli obok siebie jako wolne i równe istoty i aby mogli powiedzieć jak pra-rodzice nasi mówili sobie: cieszy się jedno drugiem, że jest człowiekiem.

Maria Turzyma, Kwestya kobieca, w: Głos kobiet w kwestyi kobiecej, Kraków 1903


Nie wiem już, jak tam jest według praw boskich, o których mówiłaś przed chwilą... ale wedle praw i obyczajów ludzkich kobieta nie jest człowiekiem, kobieta to rzecz. (...) Mówię prawdę, względną może, ale prawdę. Czy chcesz widzieć ludzi? Patrz na mężczyzn. Każdy z nich żyje na świecie sam przez się, nie potrzebuje, aby dopisywano doń jakąś cyfrę dlatego, aby przestał być zerem. Kobieta jest zerem, jeśli mężczyzna nie stanie obok niej jako cyfra dopełniająca.. (...) Kobieta to kwiat, kobieta to zero, kobieta to przedmiot nie obdarzony siłą samodzielnego ruchu. Nie ma dla niej ani szczęścia, ani chleba bez mężczyzny. Kobieta musi koniecznie uczepić się, w jakikolwiek sposób uczepić się mężczyzny, jeśli chce żyć.

Eliza Orzeszkowa, Marta, 1873