Czas Emancypantek

Kto usiłuje różem i pudrem poprawić normalny kolor swojej twarzy, ten przypomina pacykarza, który usiłowałby skopiować obrazy Tycjana za pomocą farby czerwonej i białej. Róż i puder stanowią atrybuty sceny.

Kobieta prawie nato stworzona, aby swoją, dobrocią, uprzejmością w obejściu łagodziła, koiła, pocieszała smutnych i strapionych; zasmucać tych, których kocha, nie powinna nigdy, ale przeciwnie okazywać im zawsze pogodne oblicze.

Młody człowiek, który zaangażowawszy tancerkę, zapomina o tem i pozostawia ją siedzącą, może się narazić na bardzo przykre następstwa; ojciec, brat lub narzeczony są w stanie i nieledwie są w prawie ubliżyć mu lub wyzwać go na pojedynek.

 

.................

Im bardziej zbliża się dzień ślubu, tem poufalsze może być zachowanie się narzeczonych; matka może ich opuszczać na czas jakiś i wychodzić do swoich apartamentów, drzwi jednak do salonu powinny być zawsze otwarte, tak aby co chwila była w możności wejść niespodzianie.


Bal był niewątpliwie najbardziej spektakularnym, najbardziej wyczekiwanym i najsilniej przemawiającym do wyobraźni przejawem życia towarzyskiego. To głównie o balach marzyły wchodzące w świat młode panienki, a „pierwszy bal” był motywem często przewijającym się w literaturze.

Oprócz bali prywatnych wydawano także bale publiczne, połączone ze zbieraniem pieniędzy na jakiś szlachetny cel. Z kolei na balach wydawanych przez przedstawicieli władz obecność była konieczna – chociaż może z niechęcią – dla wszystkich, których interesy wymagały kontaktów z administracją.

Oto kilka opisów balów z różnych źródeł:

Co to jest bal? Bal jest to mniej więcej zgodna akcja pewnej liczby różnopłciowych indywiduów zebranych w celu obopólnej agitacji, obwarowanej prawidłami przyzwoitości i obecnością świadków. Dlaczego istnieją bale? Dla bardzo wielu powodów. Naprzód dlatego, że osobniki ludzkie posiadają organa lokomocyjne, których nikt im nie broni używać w sposób zgodny z kodeksem. Po wtóre, dlatego, że kobiety posiadają bardzo ładne szyje, jeszcze ładniejsze ramiona i mnóstwo innych ponętnych szczegółów, bez których świat byłby jeżeli nie niemożliwym, to przynajmniej bardzo smutnym.

Bolesław Prus, Na czasie, w: „Kolce”, 1874

 

Zabawy karnawałowe rozpoczęte zostały wczoraj świetnym balem u Hr: Namiestnika Królestwa i Jego Małżonki. Przeszło 800 osób napełniło salony zamkowe; w tak licznem zebraniu Dam jaśniejących urodą i strojem, podziwiając wszystkie, trudnoby szczegółowo opisać te wykwintne i pełne wdzięku toalety, te efemeryczne budowy jedwabnych lub przejrzystych tkanin, koronek i wstążek, kwiatów i klejnotów. Dobry gust pięknych Pań, talent modniarek, ubiegały się o lepszą, aby zadosyć uczynić rozkazom wszechwładnej a kapryśnej Królowej – Mody. Zmienną ona jest zaiste, niedawno jeszcze kwiaty, ten najwdzięczniejszy strój Niewiast, jakby umyślnie dla nich stworzony, panowały w stroju Damskim, dziś wieniec czy bukiet pozostał tylko do ubrania główki przypruszonej pudrem, a suknie, ubierają się wstążką, koronką, lub piórkami pawiemi. Widzieliśmy wczoraj dwie bardzo piękne toalety w tym rodzaju, jak również jedną jeszcze białą suknię w różne wzory koronką i wstążką czerwoną naszytą, oraz kłosami ubraną. Wymienilibyśmy jeszcze mnóstwo innych równie wytwornych strojów, ale w takim razie należałoby nam opisywać wszystkie lila, różowe, białe, niebieskie, wszystkie bowiem odznaczały się gustem i świeżością. Tańce szły ochoczo przy dźwiękach orkiestry Lewandowskiego, a wystawna wieczerza zakończyła tę świetną zabawę, której szczególny urok jeszcze nadawała łaskawa uprzejmość Dostojnych Gospodarstwa.

„Kurier Warszawski”, 1865

 

Wczoraj świetny wieczór u JW. Hr. Namiestnika i Jego Małżonki, zgromadził znowu liczne towarzystwo. Rozpoczęto tańce w mniejszym salonie, które następnie prowadzono w wielkiej sali balowej. Stroje dam jak zwykle odznaczały się świeżością i wykwintnością. Jak w kaleidoskopie oko zachwycać się mogło świetnemi barwami pysznych, ciężkich materji lub lekkich powiewnych tkanin, w których Paniom naszym tak do twarzy; drogie kamienie, złote grzebienie, kwiaty, lśniący puder jaśniały na pięknych główkach. Możnaby długą snuć legendę o pięknych różowych sukniach jednej bogatemi falbanami koronkowemi zdobnej z wieńcem rozkwitłych róż z listkami na skroni, drugiej również świetnie przybranej z girlandą białych astrów, o ciemno-błękitnej na drugiej białej, o innej lekkiej pokrytej pasami z modrego atłasu koronkami oszytemi, o lila a raczej mauve, o białej z konwaljami we włosach, u dołu oszytą czarnemi axamitkami z angorą, białej fałdzistej żółtą krepą ubieranej, o .... aż w końcu brakłoby miejsca, musiemy więc kończyć to pobieżne sprawozdanie zapewnieniem, że bylibyśmy radzi opisać każdy strój, każdej Damy, we wszystkich szczegółach od nóżki aż do główki, ale to już siły przechodziło nasze.

„Kurier Warszawski”, 1865

 

Bijoux [Władysławostwo Braniccy] przyjechali z Nicei, żeby uczcić Różę – byliśmy na spacerze, a wieczorem był bal!... Tak bal!... bal – czytaj: bal!... nie mylisz się. Róża okazała się dzielną gosposią, w jednej chwili wszystko było zaimprowizowane – meble usunięte z salonu, sukno rozciągnięte na dywanie, wszędzie kwiaty i girlandy, orkiestra zgodzona, zaproszenia wysłane. Wszystkie zrobiłyśmy się piękne, piękne lecz tak, żeby nas nie poznano. (…) mieliśmy Anglików i Angielki, ponadto Polaków, których znamy, tańczyliśmy wesoło przez dwie i pół godziny, około 11-ej podano wspaniałą i sutą kolację, która zakończyła wieczór, o północy wszystko się skończyło. To wszystko bawiło i podobno bal odbił się echem w Mentonie i dużo się o nim mówi.

Eliza z Branickich Krasińska, list z dnia 12.1.1869 z Mentony do Zofii Potockiej

 

Dziś wieczór jest przyjęcie w „Willi Bournabat”, wielkie przyjęcie i moja mała gosposia czyni przygotowania – przenosi się meble, umieszcza kwiaty na kominkach i w kątach, usuwa się książki i albumy, rozmieszcza się kandelabry i lampy w taki sposób, żeby światło zalało wspaniałości dzisiejszego wieczoru – będzie bal i to bal kostiumowy, nawiasem mówiąc!...

Eliza z Branickich Krasińska, list z dnia 7.2.1869, z Mentony do Zofii Potockiej

 

chcę Ci powiedzieć o wczorajszym wieczorze, o drugim i ostatnim balu na Penthièvre. Jadwiga (Branicka) chciała urządzić tańce i zabawić naszą młodzież i znakomicie się to udało, ponieważ wieczór był naprawdę czarujący. Wszystkie tancerki były odpowiednio dobrane, młode, piękne, wytworne i panowała wesołość, jaką rzadko znajduje się w paryskich salonach. Nasza Rózia jak zwykle wyróżniała się urodą i strojem. Miała na sobie fantazyjną toaletę, modną efemerydę, w której było jej do twarzy.
(…) Artur [Potocki] poprowadził kotyliona – tańczono do godziny drugiej, wieczór zaczął się o godzinie 9-tej.

Eliza z Branickich Krasińska, list z dnia 31.5.1869, z Paryża do Katarzyny Potockiej

 

Muszę Ci dziś opisać wspaniały bal w Ursynowie, o który pytasz. Było naprawdę uroczo. Przede wszystkim noc była idealna jak w Italii, wszystkie okna były otwarte, weranda chroniła przed przeciągami lecz aleja była oświetlona, taras również, spacerowano pod drzewami pomarańczowymi przy tych wszystkich światłach i pod gwiaździstym niebem. Ordynatostwo wszystko doskonale zorganizowali – sala tańca jasna od światła, z parkietem jak lustro, po którym posuwały się z lekkością wiatru radosne grupy tancerzy. Było dość dużo ludzi – w sam raz tyle, by zabawa była ożywiona, prawie nikt nie podpierał ścian; było kilka matron, a pośród nich ja, a ponadto sama młodzież, młodzież wesoła i żywa, i w dobrym humorze, większość mężczyzn miała zaledwie 27-28 lat. Mieliśmy tancerzy wezwanych telegraficznie, a którzy podróżowali częściowo nocą, by zdążyć na wezwanie i zatańczyć zaraz po przyjeździe. Stroje były świeże i urocze. Rózia cudownie pełniła honory domu, była zachwycająca i wyglądała jak młoda królowa – tańczy z niezrównanym wdziękiem, zrezygnowała z walca i kotylionu i to nie bez przyczyny… miała tego dnia na sobie biała suknię na różowym tle, przyozdobioną koronkami, róże we włosach, a na szyi diamenty na czarnym welurze. Maria również bardzo ładnie wyglądała w swojej panieńskiej sukni usianej delikatnymi brylancikami, we włosach zioła, zieleń, skarabeusze i kwiat lipy, kępki takiej samej ozdoby przypięte do sukni i do stanika. Był to naprawdę piękny strój balowy. O północy otworzono salę jadalną, zachwyconym oczom ukazał się duży stół połyskujący od kryształów, pełen owoców i kwiatów – wzdłuż ścian stały małe stoły, jeszcze inne stały w przedsionku, było 50 miejsc siedzących. Menu: dwie ogromne ryby na zimno w galarecie z oliwkami, pieczone pulardy, kurczaki, dwie sałaty, jedna zimowa, druga letnia, ogromna ćwiartka pieczonej cielęciny, jarzyny, groszek, kalafiory, pasztety, paszteciki z drobiu z truflami, kompoty z gruszek, jabłek, moreli, brzoskwiń, ananasów itd., itd. Ponadto owoce, szampan, różne wina itd. Potem herbata. Pito zdrowie wszystkich żon. Podczas balu bez przerwy czynny bufet z kanapkami, babkami, winami i lemoniadami, również lody krążyły kilkakrotnie. Jak widzisz prawa żołądka nie zostały pominięte podczas zabawy. Władysław, który zajmował się paniami i pełnił honory podczas kolacji, zniknął i wróci do siebie koło 1-szej. Podczas gdy orkiestra się pożywiała wyszliśmy na taras zobaczyć sztuczne ognie puszczane wokół jeziora i na Łące; w świetle ogni wynurzały się z ciemności fantastyczne obrazy jak gdyby wyjęte ze snu – chwilami zdawało się, że widzimy cienie i światła jakie Gustave Doré potrafił tak dobrze oddawać w swoich pełnych fantazji i wyobraźni kompozycjach artystycznych. Potem bal zaczął się od nowa. Maria Br[anicka] bawiła się jak królowa, gdy zapamiętale tańczy, widać, że jest w swoim żywiole. Miała na sobie suknię koloru koralowego, bardzo obecnie modnego, do tego miała tunikę i stanik z cienkiego muślinu przybranego koronkami – pięknie w tym wyglądała. Konstancja Stadnicka była ubrana na różowo. (…) Pani Skarżyńska była ubrana na biało i zielono, i tańczyła ochoczo. (…) Bijou [Władysław Branicki] widząc, że gwiazdy bledną i dzień się zaczyna, siła porwał żonę – był to sygnał do rozejścia się, mimo niechęci tancerzy. Ks. Roman Czar[toryski] m.in. zapewniał mnie, że mógłby tańczyć do 10-tej rano, a nawet jeszcze cały dzień. Wróciłyśmy z Marią do Warszawy w pełnym słońcu o 5-tej rano.

Eliza z Branickich Krasińska, list z dnia 11.8.1871, z Warszawy do Zofii Potockiej

 

Hr. Berg, „uśmierzywszy” powstanie, zapragnął, aby Warszawa się bawiła. Zależało mu na tem, żeby świat i Petersburg widział, que l'ordre regne à Varsovie i że swoboda umysłów wróciła zupełnie. Sypały się więc bale i wieczory namiestnikowskie, jak z rogu obfitości. Gorszono się wówczas bardzo i u was i w Paryżu, żeśmy na te bale chodziły, że miałyśmy czelność, jak się patetycznie wyrażono, „tańczyć na grobie Ojczyzny”. Moja droga! tym wszystkim, którzy nas tak w czambuł potępiali, radziłabym tylko, aby choć na chwilę raczyli zająć nasze miejsca, postawić się w naszem położeniu. Ile nas było, każda i każdy miał wówczas jakiś interes u Namiestnika: temu szło o uwolnienie brata, innej o wydobycie męża, trzeciej wreszcie o kogoś z przyjaciół lub rodziny. Niechby spróbowała nie pójść do Zamku, niechby odważyła się „frondować” i otrzymawszy zaproszenie, lub z obawy przed niem, wyjechać na wieś... Kładło się tu na kartę losy najbliższych, a często i własną egzystencyę. Dobrze to zdaleka doradzać męztwo i stawiać przykłady Spartanek.

Antoni Zaleski, Towarzystwo warszawskie. Listy do przyjaciółki, przez Baronową X. Y. Z., Kraków, t. I 1886

 

W parę lat po powstaniu, hr. Berg dawał bal na Zamku. Salony były przepełnione, całe towarzystwo polskie w komplecie.

Antoni Zaleski, Towarzystwo warszawskie. Listy do przyjaciółki, przez Baronową X. Y. Z., Kraków, t. I 1886

 

W roku opisywanym obecnie taki bal bryniewski odbył się w Dereszewiczach. Tańczono w niebieskim salonie przy muzyce petrykowskich Żydków, którzy samorzutnie co roku w okresie świątecznym zjawiali się. Tańczono w kilka zaledwie par, lecz bardzo ochoczo. Tańce prowadził z wielkim ożywieniem Eustachy Lubański. Kolejność tańców, jak zwykle ówczesna. Bal rozpoczynał się walcem, potem kontredans o sześciu figurach, walc drugi i zamaszysty, bogaty w przeróżne figury mazur. Nawet Popowski wraz z doktorem Nawrockim, spoceni okrutnie, przebiegali przez salon ze swoimi tancerkami.
Drugi taki bal, być może jeszcze bardziej ożywiony, odbył się po Nowym Roku w Bryniewie. Z wyjątkiem rodziców całe towarzystwo dereszewickie było w komplecie. O zmroku w jadalnym zapalono duża, bardzo bogato ubraną choinkę, przy której odbywało się rozdawnictwo różnych prezentów dla służby dworskiej oraz całego grona dzieci fornalskich, po kolacji zaś tańczono ochoczo do późna.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, Wrocław 1989 (rok 1898)

 

Bawiłem w Wilnie do końca wystawy. Najwspanialszy był bal ostatni, wydawany przez państwa Leskich. Wprowadzali oni wówczas w świat córkę Zofię, bardzo ładniutką brunetkę i miłą panienkę, daleką krewną moją. Krążyły już wersje, że stara się o jej rękę Karol Niezabytowski. Na tym ostatnim balu tańczono do białego dnia. I tego białego mazura tańczyłem w pierwszej czwórce. Taniec prowadził Niezabytowski z Zosią Leską. Była w ładnej sukni żółtego koloru. To nie był już taniec, lecz wprost niesamowity szał. Panienki z ostatnim wysiłkiem przebierały nóżkami. Wreszcie finał. Panowie klękają i całują rączki swych tancerek. Nazajutrz dowiedzieliśmy się, że Niezabytowski był już po słowie z panną Leską.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, Wrocław 1989 (rok 1899)

 

Wieczorem tego dnia był wielki bal wydawany na naszą intencję przez hr. Magdalenę Krasińską, bliską krewną p. Aleksandra, w pałacu własnym przy ul. Foksal. Zaproszeni byli wszyscy będący w Warszawie członkowie obu rodzin, poza tym cała najwyższa arystokracja, będąca tego dnia w mieście oraz najświetniejsi tancerze. Był to pierwszy rok ukazania się w świecie panny domu, której było na imię Ludwika. Była bardzo miła, małego raczej wzrostu, wcale ładna, śliczne miała oczy, a poza tym jedynaczka, najbogatsza partia w kraju. Toteż na obecnym balu uwijali się koło niej i rwali ją do tańca najlepsi przeważnie tancerze, i to z mitrami w herbach. Maduszka moja prześlicznie wyglądała w różowej sukience znanej mi z czasów karnawałowych, z przypiętą przy gorsie gałązką otrzymanych ode mnie brylantów i dużymi brylantowymi nader czystej wody dormeuzami, otrzymanymi wraz z jeszcze jednym soliterem w darze od wuja Reytana. Jako panna młoda, której ślub miał się odbyć w dniu następnym, tańczyła bez przerwy. Ubiegała się młodzież męska o zaproszenie na wieczór przedślubny. W przerwach między tańcami przechodzono do obszernego drugiego salonu w którym był ustawiony długi stół z przewybornym mięsiwem, rybami, owocami, wszelkiego rodzaju słodyczami; na drugim stole bocznym parę gatunków boli oraz szampańskie. Wokoło ścian małe stoliki, przy których zasiadało do przegryzki rozbawione taneczne towarzystwo.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, Wrocław 1989 (rok 1901)

 

Był u nich bal w sobotę, a że trwał do szóstej rano, przebrawszy się w domu poszłam z Pią na mszę do Św. Krzyża

Maria z Łubieńskich Górska, Gdybym mniej kochała (rok 1901)

 

Na podobny temat: Jak wydać balJak się zachować na balu 

 

Visit Czas's profile on Pinterest.