Co tańczono na balach i wieczorkach? Tańce tak jak wszystko podlegały modzie, ale w Polsce do stałych elementów z pewnością należały walce i mazur. Zwłaszcza ten ostatni był wyjątkowo ważny, a biegłość w mazurze zaliczała się do wielkich zalet towarzyskich.

Tańczono również różne rodzaje kontredansa: kadryla i lansjera – w tych tańcach dwie przeciwległe pary tańczyły razem, więc do obowiązków tancerza należało zadbanie o to, by „vis-a-vis” odpowiadała zamówionej przez niego tancerce. Pojawiały się także polki i krakowiaki. Polonez zarezerwowany był na specjalnie uroczyste okazje.

Popularny kotylion był nie tyle tańcem, co zabawą z tańcami – pary do kolejnych walców czy polek były kojarzone za pomocą różnych gier i zabaw, z wykorzystaniem mniej lub bardziej wymyślnych rekwizytów.

 

Na nas samych tańce dzisiejsze robią całkiem odmienne wrażenie, w porównaniu z tem, jakie pamięć nasza dochowała z przed ćwierci wieku. W tym modnym i wszechwładnym walcu dzisiejszym, w tych wszelkich nowych pas, o nazwach francuskich, jest tyle osobliwego uroku jakiejś delikatności, subtelności, finezyi ruchów i spojrzeń, gracyi i powiewności zarazem ze mimowoli odczuwa się wpływ prądów spółczesnych, odbijających się tak dobrze w literaturze, jak bodaj w przemyśle, w życiu społecznem, jak w tańcu. Serdeczną, niehamującą się szczerość tanecznych zachwytów z przed laty czas ujął w karby i taniec namaścił secesyą tak dobrze, jak inne sztuki piękne.

Mieczysław Rościszewski, Tańce salonowe. Praktyczny przewodnik dla tancerzy i wodzirejów uwzględniający tańce najnowsze i najmodniejsze, Warszawa, 1904

 

Polonez

Polonez, pospolicie u nas „polskim“ zwany, którym zwykły się rozpoczynać wielkie bale i uroczystości publiczne, tak w naszym kraju, jak i za granicą; w ścisłem znaczeniu nie jest tańcem, ale tryumfalnym niejako pochodem, wstępem do właściwej zabawy. W pierwszą parę idzie tu zawsze najdostojniejsza w towarzystwie osoba, czy to z gospodynią domu lub balu, czy to, jak na weselach, z panną młodą i t. p. Dalej następują pary wedle godności urzędu lub wieku, młodzież przeto nie powinna tłoczyć się naprzód, ale cierpliwie czekać swojej kolei i tylko w takim razie zająć odpowiednie miejsce w szeregu, jeśli wszystkie obecne damy mają brać udział w polonezie.
Współudział kierującego tańcami (Vortänzer) jest tu zupełnie zbyteczny. Pierwsza para rej wiedzie; wszystkie inne niewolniczo idą za przykładem swoich przewodników. Mężczyzna prawą ręką ujmuje lewą rękę swej damy, i z głęboką atencją oprowadza ją w okół sali, przedstawiając światu i chlubiąc się przed nim swą bogdanką i panią swych myśli. Jednostajność nuży przecież i w tańcu; mężczyzna przechodzi więc na drugą stronę i prawą ręką trzymając prawą rękę damy, prowadzi ją napowrót; tu zaszło pomiędzy nimi jakieś drobne nieporozumienie: ona ucieka na lewo, za nią towarzyszki i przyjaciółki — on odchodzi na prawo wraz z towarzyszami; na przeciwnym końcu sali spotykają się znowu i następuje zgoda — każdy podaje rękę swej damie a poważny szereg środkiem już teraz postępuje komnaty. Ceremonjalny, tak zwany „dworski“ polonez, zwykle kończy się po kilku tym podobnych zwrotach; dawniej jednak, kiedy polonez rzeczywistym jeszcze był tańcem, a nie ceremonjalnym tylko marszem — tańczono go z rozlicznemi odmianami, o których dziś, słabe tylko, z tradycji, pozostało wspomnienie.

Antoni Kleczewski, Tańce salonowe. Praktyczny poradnik dla tańczących, Lwów 1879

 

Co do tańców, to jeżeli w towarzystwie balowem dość znajduje się osób, dla których szał zabawy do dalekiej należy przeszłości, tańce winny się rozpoczynać polonezem, w przeciwnym razie walcem na trzy pas, tańczonym a polonez służy tylko do przeprowadzenia dam do stołu do wieczerzy przygotowanego.

Z pod naszej strzechy, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1886

 

Wszystkiego osób nawet stu nie było, tańce rozpoczęto przed północą polonezem: do kontredansa stanęło par 16, do mazura 12 a o godzinie drugiej, już sala była opustoszałą.

Wiadomości z pod naszej strzechy i z obczyzny, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1887

 

Niech zapisze go p. Konstantowa Górska na swój benefis, dzieląc się nim z resztą gospodyń, które już tyły wymieniono w Kurjerze, i których nie zatrze w pamięci nawet... post.
Ale baczność! Bo oto ozwały się dźwięki orkiestry.
Poloneza czas zacząć... Więc Szwoynicki rusza
i, zlekka zarzuciwszy wyloty kontusza
I wąsa podkręcając, podał rękę;- Zosi
I, skłoniwszy się, w pierwszą parę prosi.
Za Szwoynickim szereg w pary się gromadzi,
Dano hasło, zaczęto taniec: on prowadzi.
Zosią była mu księżniczka Nita Woroniecka, a dalej długim korowodem kroczyli Soplicowscy goście, w rozliczne przybrani odzieże.

Puk, „Kurier Warszawski”, 1897

 

Bal rozpoczyna się, gdy już pewna liczba osób znajduje się w sali, a zanim gospodarz polonezem rozpocznie tańce, należy aż do tej chwili przybyłych częstować herbatą.
Podczas tańców, których program poprzednio już powinien być ułożony, podaje się lody, potem znów herbatę, cukry – dalej wino, chłodzące napoje – aż do chwili podania kolacji.
Muzyka powinna otrzymać polecenie ograniczania czasu każdego tańca, odpowiednio do tego, czy one mniej lub więcej męczą – zwalniając tempo stopniowo, aż do zupełnego przycichnięcia.

J.N., Wieczory i bale, w: „Dobra gospodyni”, 1904

 

Polonez czyli „Polski” nie jest tańcem w ścisłem znaczeniu i stanowi niejako pochód tryumfalny, wstęp do właściwej zabawy. Jest to przechadzka parami w takt muzyki z tempem ¾. W pierwszą parę idzie tu zawsze najdostojniejsza osoba w towarzystwie – na balu z gospodynią domu, – na weselu z panną młodą. Dalej następują pary wedle godności, urzędu i wieku, a młodzież zamyka szereg.

Mieczysław Rościszewski, Tańce salonowe. Praktyczny przewodnik dla tancerzy i wodzirejów uwzględniający tańce najnowsze i najmodniejsze, Warszawa, 1904

 

Walc

Najulubieńszy i bezzaprzeczenia najpiękniejszy z tańców wirowych, walc, nie jest tak łatwym, jakby z rozpowszechnienia się jego wnosić było można. Na okoliczność tę tem większy kładziemy nacisk, iż zwłaszcza pomiędzy kobietami wyrodziło się mniemanie, że walca nie potrzebują. się wcale uczyć, i byle tylko mężczyzna umiał dobrze poprowadzić i pokierować, to już wszystko dobrze pójdzie, Otóż zapatrywanie to opiera się na najfałszywszej podstawie. Jakkolwiek z jednej strony, niezmiernie by nam pochlebiało takie uznanie naszej wyższości — chociażby w tańcu tylko — z drugiej przecież strony, tak miłość prawdy jak i własny tańczących interes, skłaniają, nas do stanowczego wyrzeczenia: iż mężczyzna, chociażby był najlepszym tancerzem, nie zdoła dobrze walca tańczyć, jeżeli dama liczy tylko na jego zręczność i siłę. Będzie to nie walc, ale młynkowanie według taktu (przypuszczając że tancerz, pomimo podobnych warunków, takt zachowa) — i to jest właśnie przyczyną, że kobieta daleko mniej męczy się w walcu od mężczyzny, zmuszonego, zamiast wspólnej zabawy, pracować za dwoje.

Antoni Kleczewski, Tańce salonowe. Praktyczny poradnik dla tańczących, Lwów 1879

 

Walca rozpoczyna się zaraz z miejsca; kto jednak nie może odraza „pochwycić taktu“, niechaj przejdzie dwa lub trzy kroki bez właściwego walcowego obrotu, nigdy przecież więcej, gdyż podobne zwlekanie, kładzione jest zwykle na karb niezręczności mężczyzny.
Tańczymy. Dama sunie lekko, powiewnie, nie podrygując; mężczyzna wystrzega się przesadnych zgięć w kolanie, jak niemniej zbyt sztywnego nóg stawiania i głośnego szorowania posadzki. I jedno i drugie wielce jest rażącem. Trzymać się należy koła i porządku; nie wyprzedzać innych par, nie wysuwać się na środek ani też wpadać na osoby siedzące; nie tańczyć na lewo, kiedy wszyscy tańczą na prawo i nie popisywać się figurami, których prawdziwy walc nie zna, a będących jedynie wymysłem tanc-mistrzów i właściwych niedoświadczonym na tem polu młodzikom. Stosownie do obszerności sali, tańczy się dwa lub trzy razy wkoło, rzadko więcej, nigdy zaś raz jeden, gdyż byłobyto ubliżeniem dla kobiety. Kończąc, odprowadza się damę na jej miejsce, jeżeli zaś jest ono zajęte przez inną kobietę, podaje się swej damie rękę, odprowadza się ją do krzesła opróżnionego i skłonić się jej na podziękowanie można dopiero w chwili gdy siada. Pod żadnym pozorem nie wypada opuszczać damy w środku sali, albo też zostawić ją stojącą; dozwolonem jest to tylko w razie, gdy sala jest tak przepełnioną że i inne damy stoją, ale w takim wypadku godzi się zatrzymać samemu i bawić damę rozmową, dopóki kto inny nie zaprosi jej do tańca. Zręczny tancerz umie tak kończyć walca, że zatrzymuje się zawsze przed opróżnionem miejscem. Ostatnia ta uwaga służy również i do wszystkich innych wirowych tańców.

Antoni Kleczewski, Tańce salonowe. Praktyczny poradnik dla tańczących, Lwów 1879

 

Walc – najmodniejszy obecnie ze wszystkich tańców wirowych, jakkolwiek jest narodowym tańcem niemieckim – bywa tańczony rozmaicie i stąd wytwarza si­ kilka jego nazw i gatunków. Najpospolitszym i bodaj czy nie najładniejszym jest t. zw. wiedeński walc, na trzy pas, najmodniejszym jednak, którym si­ę zazwyczaj rozpoczyna bale jest walc francuski na dwa pas; istnieje nadto walc angielski na sześć pas i walc czeski t. z. redowa, a także walc skakany na jedno pas, znany pod nawą hopzer-walz.

Mieczysław Rościszewski, Tańce salonowe. Praktyczny przewodnik dla tancerzy i wodzirejów uwzględniający tańce najnowsze i najmodniejsze, Warszawa, 1904

 

 

Co si­ jednak tyczy walca salonowego, to-jest niem dotąd niepodzielnie walc wiedeński, którego nauczyliśmy si­ę powyżej. Tu nadmienimy, że w walcu tym niema wcale podskoków, podrygiwań ani przysiadań. Pięknie tańczony walc wiedeński, jak słusznie zaznacza Mestenhauser, powinien wyobrażać, jakby tancerze falą uniesieni, płynęli równo i gładko, przenosząc się szybko z miejsca na miejsce, tak, ażeby tańcząca para zarówno pod względem taktu muzyki, jako też i równości w posunię­ciach, była ze sobą w jaknajwię­kszej zgodzie.

Mieczysław Rościszewski, Tańce salonowe. Praktyczny przewodnik dla tancerzy i wodzirejów uwzględniający tańce najnowsze i najmodniejsze, Warszawa, 1904

 

Przystępując do walca, kawaler powinien swoją prawą ręką objąć figurkę czyli stan damy, dama zaś opiera się ręką lewą na prawem ramieniu kawalera nieco powyżej łokcia; następnie, kawaler bierze swoją lewą ręką prawą rękę damy, przyczem prawa ręka damy powinna być wyciągnięta, a lewa ręka kawalera nieco zgięta (Fig. 8). Kawaler nie powinien trzymać damy zanadto blizko.

Mieczysław Rościszewski, Tańce salonowe. Praktyczny przewodnik dla tancerzy i wodzirejów uwzględniający tańce najnowsze i najmodniejsze, Warszawa, 1904

 

Bale zazwyczaj rozpoczynają się walcem, a w wyjątkowych jedynie razach, podczas zebrań bardzo uroczystych, polonezem.

Mieczysław Rościszewski, Tańce salonowe. Praktyczny przewodnik dla tancerzy i wodzirejów uwzględniający tańce najnowsze i najmodniejsze, Warszawa, 1904

 

Mazur

Najpiękniejszym ale i najtrudniejszym z tańców, wymagającym oprócz tego niezmiernej zręczności ze strony młodzieży, jest Mazur.
Jeżeli też każdego tańca uczyć się trzeba, to mazur niezawodnie wymaga więcej pracy i studjów, aniżeli wszystkie inne tańce razem wzięte.

Antoni Kleczewski, Tańce salonowe. Praktyczny poradnik dla tańczących, Lwów 1879

 

W domach prywatnych przewodniczy w mazurze najczęściej sam gospodarz domu, albo uproszona przez niego osoba. Zdarza się też, że przewodniczenie pozostawione jest woli młodzieży; w takim razie wybiera się z grona tańczących jeden umiejący dobrze tańczyć i obeznany z figurami. Na balach publicznych, dla uniknienia nieporozumień, ustanawia się z urzędu, jeden na cały wieczór kierownik mazura. Wszyscy tańczący winni mu są bezwarunkowe posłuszeństwo.
Przewodniczący, jako pierwsza para w mazurze, powinien w wyborze damy zastosować się do uwag, podanych w tym względzie przy kontredansie.
Każdy mężczyzna stający do mazura, obowiązany jest mieć zapewnione vis-à-vis, i zamówioną damę (zob. Kontredans). W ciągu całego mazura nie należy tańczyć z inną damą lub z innem vis-à-vis, tylko z temi, z któremi się umówiło; rozumie się, z wyjątkiem figur, w których wybierają się damy lub mężczyźni. Bezwarunkowo tańczyć trzeba z umówionemi damą i vis - à - vis :
1.    przy rozpoczęciu mazura.
2.    w figurach tańczonych we wszystkie pary.
3.    kiedy przypada kolej tańca z porządku par.
4.    w zakończeniu mazura (w ostatniej figurze).

Antoni Kleczewski, Tańce salonowe. Praktyczny poradnik dla tańczących, Lwów 1879

 

W nich bezwarunkowo bawią się najlepiej, w nich spotkasz najwięcej ładnych kobiet, młodzież; która ci jeszcze dawnego potrafi zatańczyć mazura, całą galeryę Klar i Anieli, mnóstwo wstępujących w świat panienek które są jeszcze w pierwszej fazie i tańcują dla tańca.

Antoni Zaleski, Towarzystwo warszawskie. Listy do przyjaciółki, przez Baronową X. Y. Z., Kraków, t. I 1886

 

Należy baczną zwracać uwagę na figury w mazurze, żeby się nie mylić i nie przemieniać ich, czem obraża się przewodniczącego tańcom.

Skarbiec dla rodzin w mieście i na wsi, tom I, Wydawnictwo Biesiady Literackiej, Warszawa 1888

 

Tymczasem z galerji p. Różalski wpatruje się w pełnego energji p. Karskiego. Ten klaszcze. „Z mazowiecka brzmi kapela", i — sala wnet zawrzała życiem.
Bo mazura dziwna władza
I weseli i odmładza,
I nastraja i upaja,
I rozprasza ból,
Bo to taniec nad tańcami.
Wszystkich tanów król;
Bo się począł na tej ziemi,
Sród tych niw i pól:-.
Zupełną rację miał młody poeta Aksel, tak charakteryzując mazura. I wczoraj bowiem mazur wesołością i ochotą nastroił wszystkie 68 par.

Puk, „Kurier Warszawski”, 1897

 

Prowadzący tańce młody 24-letni p. R. po skończonym mazurze mocno rozgrzany wszedł do pokoju, w którym przed chwilą otworzono okno dla wypędzenia dymu z papierosów. Prąd ostrego zimnego powietrza wywołał porażenie młodzieńca, który upadł bezwładny.

„Kurier Warszawski”, 1897

 

Mazur jest naszą chlubą i bezwzględną własnością, narodową, jednakże, jako taniec salonów, wszedł w modę przedewszystkiem we Francyi i dla tego cechują go dwa pierwiastki zasadnicze: polskie życie, energja, ogień i duma, i francuska wytworność i wdzięk ruchów. Melodya mazura pisana bywa na 3/4 lub 3/8 , ale w każdym razie liczą się trzy tempa. Jest to jeden z tańców najhardziej urozmaiconych, a tem samem i najtrudniejszych.
Tańczące pary przybierają w mazurze następującą pozycyę: kawaler swoją prawą ręką trzyma lewą rękę swojej damy, dama zaś wolną ręką, ujmuje suknię w dwa palce.

Mieczysław Rościszewski, Tańce salonowe. Praktyczny przewodnik dla tancerzy i wodzirejów uwzględniający tańce najnowsze i najmodniejsze, Warszawa, 1904

 

 

Mazura i kotyliona można tańczyć jedynie z osobą, w której domu się bywa, lub którą widuje się często w innych domach znajomych.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Kontredans, kadryl, lansjer

Poważny ten taniec, angielskiego pochodzenia, co już sama nazwa jego wskazuje (Country dance, t. j. taniec krajowy, swojski), dopiero w początku zeszłego stulecia, zyskał prawo obywatelstwa w salonach paryskich, a ztamtąd już po całym rozszedł się świecie. Dawniej tańczono go z wielką ścisłością i dokładnością, nie żałując entrechat i piruetów; dziś uproszczony wielce, jest raczej odpoczynkiem wśród tańców aniżeli tańcem samym.
Nie chwalimy przecież zbytniego zaniedbania, choćby nawet w kontredansie ; bez przesady, nie posuwając się do wykonywania wszystkich wyuczonych pas; można i należy zachować pewną miarę w swych ruchach i nie wpadać w drugą ostateczność: włóczenia nogami lub automatycznego chodzenia podług taktu muzyki. Zachowanie należytej w tym względzie miary korzystnie świadczy o umiejętności znalezienia się w towarzystwie, tak mężczyzny jak i kobiety.
Drugim, nieodzownym warunkiem w kontredansie, jest dokładna świadomość figur, aby nie robić omyłek, nie narażać na nieprzyjemność swej damy i nie przeszkadzać współtańczącym. Owszem, obowiązkiem jest mężczyzny, przypominać damie, kiedy i co ma tańczyć; tymczasem, najczęściej dzieje się wprost przeciwnie i dama zmuszoną jest wodzić na pasku swego kawalera.

Antoni Kleczewski, Tańce salonowe. Praktyczny poradnik dla tańczących, Lwów 1879

 

Jeden z tutejszych nauczycieli tańca otrzymał szczegółowy opis dwóch dodatkowych figur w kadrylu.
Wynalazcą tych figur ma być niejaki Vardenier, zaliczający się do lepszych metrów tańca w Paryżu.
Podobno na dzisiejszym balu w Resursie Kupieckiej kilka par zamierza odtańczyć dodatkowe figury, byleby tylko orkiestra dopisała.

„Kurier Warszawski”, 1886

 

Istnieje kilka odmian kontredansa, tańca, który, jak sama nazwa wskazuje, wykonywany bywa przez pary, stojące naprzeciwko siebie. Najpopularniejszym jest Kadryl francuski (Quadrille), którego odmianę, bardzo modną dzisiaj stanowi kadryl mięszany z innemi tańcami, czyli t. zw. Quadrille-monstre. Mniej popularnym jest Lansier (Les lanciers albo Quadrille de la Cour – kadryl dworski), ze jednak na wszystkich lekcyach tańca uczą go się obowiązkowo i my przeto podamy jego opis.

Mieczysław Rościszewski, Tańce salonowe. Praktyczny przewodnik dla tancerzy i wodzirejów uwzględniający tańce najnowsze i najmodniejsze, Warszawa, 1904

 

 

Przechodząc do opisu kadryla i lansjera nadmienimy, że każdy z tych tańców wykonywa się w dwie przeciwlegle pary, że przeto kawaler powinien sobie zamówić damę i obrać vis-a-vis. Obie pary zajmują, miejsca, wskazane przez wodzireja czyli kierownika, który obowiązkowo taniec prowadzi i którego winni obrać sobie za wspólna zgodą wszyscy tańczący lub uledz w tej mierze woli gospodarstwa.
Przestrzeń pomiędzy parami, stojącemi naprzeciwko siebie, zależy od rozmiarów salonu i od dyspozycyi wodzireja; damy w parach stoją po prawej ręce swoich kawalerów. Tytułem ogólnego prawidła dodać należy, że przed każdą figurą obowiązkowo wytrzymuje się osiem taktów muzyki.

Mieczysław Rościszewski, Tańce salonowe. Praktyczny przewodnik dla tancerzy i wodzirejów uwzględniający tańce najnowsze i najmodniejsze, Warszawa, 1904

 

Lansjer, jak zaznaczyliśmy wyżej, stanowi zaniedbany dzisiaj, ale nader wytworny warjant kontredansa i już bodaj dla tego samego godzi się z nim zawrzeć znajomość bliższą. Taniec ten składa się­ z pięciu figur, które opiszemy kolejno. Do lansjera potrzeba koniecznie t. zw. carré, t. j. kwadratu czterech par, z których dwie stanowią vis-a-vis, a drugie dwie kontr vis-a-vis. Przy większych zebraniach, może się złożyć kilka carré i wszystkie ustawione odpowiednio, tańczą jedno i to samo.

Mieczysław Rościszewski, Tańce salonowe. Praktyczny przewodnik dla tancerzy i wodzirejów uwzględniający tańce najnowsze i najmodniejsze, Warszawa, 1904

 

Polka, polka-galopka

Pierwotna polka zresztą nie długo utrzymała się na szklistych posadzkach salonów; miejsce jej zastąpiła, nie pomnimy już w którym roku, polka tremblante i starszą swą siostrzycę zupełnie wyrugowała z użycia. Dziś zwyczajnej polki nikt już nie tańczy.
Ogólne zasady w tańczeniu polki, zachować należy też same, jakie podaliśmy przy walcu; dodać tu jeszcze można, że pomimo drżącej nazwy (tremblante), nie wypada trząść się w tańcu „jak galareta“, ani też zbytecznie podskakiwać — a jedno i drugie dość często się napotyka.

Antoni Kleczewski, Tańce salonowe. Praktyczny poradnik dla tańczących, Lwów 1879

 

Jak sama nazwa wskazuje, jest to rodzaj tańca, w którym łączy się tempo polki i mazura. Polka - mazurka wymagająca od obojga tańczących osób dokładnej uwagi i ścisłości w wyrabianiu pewnych stale określonych pas, wkracza do pewnego stopnia w dziedzinę tańców popisowych i dla tego też na balach publicznych prawie nigdy nie bywa tańczoną. Częściej spotykać ją można na zabawach prywatnych i to kilka tylko par zwykle ją tańczy.
W polce-mazurce szczególniej wystrzegać się należy przesady, w którą łatwiej tu popaść, aniżeli w każdym innym tańcu. Przypominamy więc, że rzucanie głową w jedną i drugą stronę równocześnie z podobnemi obrotami nóg, jest wielce rażącem, a w porządnem towarzystwie uchodzić nawet może za nieprzyzwoitość, zwłaszcza gdy połączone jest ze zbytecznem przeginaniem całego ciała.

Antoni Kleczewski, Tańce salonowe. Praktyczny poradnik dla tańczących, Lwów 1879

 

Galop, galopada, taniec nadzwyczaj ożywiony i pospieszny — składa się z pas chasses i obrotów walcowych. Tańczy się albo kolisto w okrąg sali, albo wzdłuż od jednego do drugiego końca. Dozwolone są tu wszelkie zwroty, w lewo i w prawo, w tył i naprzód, nie zaszkodzą wcale od czasu do czasu w miarę użyte hołubce — przeciwnie zaś psują zupełnie efekt: zbyteczna wymuszoność, zimne i obojętne rysy twarzy.
Galopada tańczoną być winna lekko i posuwisto, nie całą nogą lecz na palcach tylko, szybko bardzo — co zresztą samo już tempo muzyki wskazuje — a obok tego nóg zbyt nie podnosić ani też nie zginać, gdyż inaczej galop zmieni się w zwyczajną polkę pospieszną.
Damę trzyma się podobnie jak w walcu i polce, prawą ręką do połowy kibici.

Antoni Kleczewski, Tańce salonowe. Praktyczny poradnik dla tańczących, Lwów 1879

 

Galopka jest polką nadzwyczaj szybką, wykonywa si­ę z samych chasse, czyli gładkich posunięć (glissades) wzdłuż sali. Pas galopki opisaliśmy już przy walcu, tu dodamy jedynie, że po czterech szasse, robi się kilka obrotów walca, poczem pary znów się ślizgają, i w końcu obracają, si­ę znowu. Mężczyzna galopuje z lewej nogi, a dama z prawej.
Taniec to nader piękny, ale wymaga wielkiego ożywienia, byle, oczywiście nie wychodzić z granic przyzwoitości, gdyż w przeciwnym razie stanie się osławionym – kankanem. Glissady trzeba wykonywać obowiązkowo na palcach, a nie na całej stopie; szczególniej zaś trzeba starannie wykonywać obroty wirowe, ażeby dojść do możliwie największej sprężystości muskułów. Dla niemęczenia się w galopce, najlepiej jest tańczyć ją tylko w kierunku prostym, a obracać się jak w walcu, tylko w prawą stronę.

Mieczysław Rościszewski, Tańce salonowe. Praktyczny przewodnik dla tancerzy i wodzirejów uwzględniający tańce najnowsze i najmodniejsze, Warszawa, 1904

 

 

Krakowiak, oberek

Jaki lud taki i taniec być musi. Krakowiaka nie można tańczyć w jedną parę, a co ważniejsza nie godzi się tańczyć bez przyśpiewka. Krakowiak nie znosi też ni fraka ni eleganckich strojów salonowych— jemu potrzeba koniecznie „kierezyi wysywanej, i pasa z kółeckami, ćwieckami i guzickami nabijanego i krakuski cerwonej i butów z podkówkami“. Pomieszczamy go tu przecież ze względu na licznie odbywane u nas kuligi i wesela krakowskie, przy których nieuchronnym jest tańcem.
Krakowiacy para za parą wpadają do sali, przetańczą raz na około jak w mazurze, i w długim szeregu, z pierwszą parą na czele stają przed gospodarstwem domu, lub też przed solenizantem czy inną osobą, na uczczenie której urządzoną jest zabawa. Mężczyzna z pierwszej pary śpiewa odpowiednią zwrotkę, poczem tańczą znów w koło, wirowo już teraz, i zatrzymują się w tem samem miejscu, ale na czele staje druga para. Powtarza się to tak długo dopóki wszystkie pary kolejno nie odśpiewają swoich krakowiaków — następnie tworzą koło w środku sali i w kole tem tańczą różne figury, a wszystko to z towarzyszeniem umiarkowanego przytupywania i brzękających hołubców, wykonywanych jednocześnie przez wszystkie tańczące osoby. Hołubce te powtarzają się także po każdej odśpiewanej zwrotce, zastępując miejsce refrenu.

Antoni Kleczewski, Tańce salonowe. Praktyczny poradnik dla tańczących, Lwów 1879

 

Większość podręczników zagranicznych zalicza krakowiaka do tańców nowych i modnych. Pokazuje się, że ten nasz piękny i odwieczny taniec narodowy teraz dopiero pozyskał należyte uznanie. Nic dziwnego, taniec to bowiem w wysokim stopniu barwny i charakterystyczny, a tem dla młodzieży tańczącej ponętniejszy, że daje możność przebierania się w uderzającej piękności kostiumy krakowskie. Brzęk kółek, krzesanie ognia podkówkami, wybijanie hołupców charakteryzuj stronę rycerską krakowiaka; krakowiak wreszcie przedstawia obraz życia rodzinnego, towarzyskiego i miłosnego.

Mieczysław Rościszewski, Tańce salonowe. Praktyczny przewodnik dla tancerzy i wodzirejów uwzględniający tańce najnowsze i najmodniejsze, Warszawa, 1904

 

W szeregu polskich tańców narodowych oberek zajmuje ostatnie miejsce w salonach, tańczonym jest jednak ochoczo zwłaszcza pod koniec zabawy.

Mieczysław Rościszewski, Tańce salonowe. Praktyczny przewodnik dla tancerzy i wodzirejów uwzględniający tańce najnowsze i najmodniejsze, Warszawa, 1904


Inne tańce

Moda starych tańców powróciła: menuety, gawoty, pawany i t. p. zyskują znowu prawo obywatelstwa. Z innych tańców wymienimy najmodniejsze i najnowsze, nie wszędzie jeszcze wprowadzone u nas, a jednak uprawiane na salonach paryskich przez cały kwiat młodzieży w towarzystwa. Tu należą: pas de quatre, la berline, pas de patineurs, kadryl amerykański, pas de deux, knicker bocker  i t. d. Z tańców wirowych najmodniejszym w Paryżu jest walc, a także taniec rococo,  redowa.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów, Warszawa, 1904

 

Passe-pied de la reine. Taniec stary, ale świeżo wskrzeszony na salonach francuskich, jest tańcem narodowym Bretanii, a był w powszechnem użyciu, zarówno u dworu, jak i na prywatnych zebraniach w 16 i 17 wieku. Przypomina nieco Menueta a nawet Kadryla, ale posiada tempo o wiele żywsze i weselsze i tańczony jest w 3/8 taktu. Należy do tańców pełnych wdzięku i elegancyi.

Mieczysław Rościszewski, Tańce salonowe. Praktyczny przewodnik dla tancerzy i wodzirejów uwzględniający tańce najnowsze i najmodniejsze, Warszawa, 1904

 

 

Menuet. Taniec – jeden z najstarszych, wskrzeszony jednak ostatniemi czasy przez wzgląd na szlachetność stylu i pas, pełne majestatycznego wdzięku. Tańczy go jedna para w ¾ taktu, przyczem akcent pada na pierwszą część taktu.

Mieczysław Rościszewski, Tańce salonowe. Praktyczny przewodnik dla tancerzy i wodzirejów uwzględniający tańce najnowsze i najmodniejsze, Warszawa, 1904

 

 

Kotylion

Kotyljon sam przez się nie jest właściwie tańcem, ale raczej grą towarzyską, do której wchodzą wszystkie tańce, jak: walc, polka, galopada, polka-mazurka, mazur i inne. Tańczy go się obowiązkowo z akcesoryami, umyślnie w tym celu nabywanemi po sklepach lub z przedmiotami domowemi, za pomocą których tancerze wystawiani bywają na różne próby i przygody ucieszne. Sama nazwa tej zabawy Le Cotillon (ubiór) dowodzi, że wynaleźli ją francuzi i poświęcili damom. W kotyljonie są na miejscu niektóre dowcipy i żarty, zależnie od pomysłowości wodzireja, który powinien wysilać wszystkie swoje pomysły, ażeby nadać tańcom więcej uroku i ożywienia całej zabawie.
Kotyljon bez mazura jest prawie niemożliwy, gdyż mazur jest najodpowiedniejszym do utworzenia i wykonania różnych figur, których liczba jest legjon.
Przed rozpoczęciem kotyljona, wszyscy siadają wkoło sali, której środek musi być zupełnie luźny. Kierownik, gdziekolwiek stoi, stanowi zawsze punkt oparcia wzroku zarówno dla muzyki, jak i dla osób tańczących.
Kotyljona rozpoczyna wodzirej walcem ze swoją damą. Za nim tańczą wszystkie pary. Po walcu, kierownik obmyśla najprzeróżniejsze figury i kotyljon zaczyna wchodzić w swoje prawa. Przedewszystkiem tańczone są figury najłatwiejsze, a w końcu zabawy bardziej powikłane.

Mieczysław Rościszewski, Tańce salonowe. Praktyczny przewodnik dla tancerzy i wodzirejów uwzględniający tańce najnowsze i najmodniejsze, Warszawa, 1904

 

Cake-walk

Tymczasem w salonach paryzkich zakwitła nowa modna rozrywka: taniec Cake-Walk. Upodobanie do tego co najmniej dziwacznego tańca ogarnia jak szał chwilowy wszystkie warstwy towarzystwa; dotąd tańczony tylko przez murzynów, zszedł z cyrkowej estrady do sal balowych, a nawet do zgromadzeń prywatnych, gdzie biali i cywilizowani ludzie nadali mu cechę niby europejską.

Konstancya, Korespondencya z Paryża o ubiorach, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1903

 

Niby niema dobrego powodu do pomieszczania w rubryce spraw niewieścich wiadomości o tańcu, ponieważ taniec nie jest rozrywką wyłącznie kobiecą, ale z racyi, że jest nią w połowie conajmniej, a głównie dlatego, że się nim żeńska połowa ludzkości dosyć żywo interesuje w pewnej epoce swego życia, przeto powtórzymy to, co jedno z pism kobiecych francuzkich podaje o najnowszym z tańców cake-walk zwanym, a głównie o jego pochodzeniu:
„Wszyscy, którzy widzieli cake-walk tańczony w rozmaity sposób i przez różne świata całego nacye, przyznać muszą, że warto jest poznać, jak się z tego zadania wywiązują murzyni. Francuzi zatrzymali dla siebie głównie wielce charakterystyczne przegięcie w tył całego torsu, połączone z wyciągnięciem ramion ku przodowi i to stanowi dla Francuza wdzięk i oryginalność tego tańca. Ale przeciw tego rodzaju interpretacyi (!) mogłaby zaprotestować ludzkość czarnoskóra, ponieważ ona ma poza tem jeszcze swoje pas glissé naprzód wykonane przy odpowiedniem pochyleniu korpusu, które ma także swój powab. Zresztą dzisiaj już cake-walk przestał być ośmieszanym, i mówi się o nim nietylko poważnie (!), ale nawet z poważaniem (!!). Bo nietylko, że jest to taniec, który sobie wywalczył prawo obywatelstwa w salonach paryzkich (!!!), ale oznajmić wypada światu całemu, że wykonał go na swoim yachcie spacerowym pospołu z wyborem towarzystwa książę Manchester (!!!!), przez co można powiedzieć, że cake-walk uzyskał nobilitację. Zresztą nie jest on podobno tak demokratyczno-żywiołowego pochodzenia, jak myślą niektórzy. W połowie Kwietnia w nowym cyrku w Paryżu ogłoszono konkurs na cake-walk, a pewien murzyn zwycięzca w tym turnieju, zapytywany na miejscu o właściwą ojczyznę tego niezrównanej doskonałości połączenia gestów, pantomin i skoków, dał w tej sprawie zupełnie zadawalniające i pełne erudycyi wyjaśnienia. Z nich dowiedziała się uszczęśliwiona Francya, że i tym razem pierwszeństwo przy niej, że cake-walk jest niczem innem, jak po murzyńsku interpretowanym jej tańcem, tylko że na dworze nieszczęśliwej królowej Maryi Antoniny nazywano go powszechnie menuetem. Wielcy panowie francuzcy, których nazwiska (tak przynajmniej utrzymuje ów negr uczony) przepadły dla historyi, schronili się przed terroryzmem do Nowego Orleanu, i tam rozpoczęli cywilizować ludność miejscową tem, co przynosili ze sobą najprzedniejszego. Bogato z natury uposażony szczep murzyński odrazu ocenił dzieło i przyswoił je sobie, wprowadziwszy tu i owdzie pewne zmiany zależne czysto od temperamentu, żywotności i pojęcia piękna."
A więc oddajmy pokłon menuetowi, który szczęśliwie powraca do nas, nie dziw, że po tak dalekich wędrówkach zmieniony do pewnego stopnia.

Ze świata kobiecego, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1903

 

Cake-Walk – taniec ekscentryczny, pochodzenia amerykańskiego, stanowi niezawodnie efemerydę w szeregu tańców salonowych. Gdy jednak w chwili wydania pracy niniejszej cieszy się jeszcze wielką popularnością, uważamy za słuszne, wzmianką niniejszą zaznaczyć jego istnienie.

Mieczysław Rościszewski, Tańce salonowe. Praktyczny przewodnik dla tancerzy i wodzirejów uwzględniający tańce najnowsze i najmodniejsze, Warszawa, 1904

 

 

Na dużych balach wielka, dogodność stanowi program czyli porządek tańców, już to wywieszony na widocznem miejscu, już doręczony w ładnych egzemplarzach uczestnikom zabawy. Porządek ten uwalnia wodzireja od zbytecznych układów z muzyką.

Mieczysław Rościszewski, Tańce salonowe. Praktyczny przewodnik dla tancerzy i wodzirejów uwzględniający tańce najnowsze i najmodniejsze, Warszawa, 1904


Dziś, jak zaznaczyliśmy wyżej, cała dyrekcya tańców opiera się wyłącznie na terminologii francuskiej, którą podajemy w krótkości wraz ze sposobem wymawiania słów pojedynczych.
I tak:
A droite (a droat) naprawo; A gauche (a gosz) nalewo; En avant (an avan) naprzód; en arrière (an arier) w tył; Au tour (o tur) wkoło; Au rebour (o rebur) napowrót; Arretez (arete) stać, zatrzymać się­; Avancez (awanse) iść naprzód; reculez (rekiule) iść w tył; A quatre coins (a katr ko­) w cztery kąty; Assemblee (assamble ) połączenie nóg; Balancez (balanse) balansować, spotykać się; Balancez avec vos dames et à vos places (balanse awek wo dam et a wo plas) balansować ze swemi damami i na miejsca; Tour de main (tur de mę) młynek; Chaine (szen) łańcuch; Chaine anglaise (szen anglez) łańcuch angielski; Chaine de dames et de cavaliers (szen de dam e de kawalie) łańcuch pań i panów; Chaine chinoise (szen szynoaz) łańcuch chiński; Changements de dames (szanżman de dam) zmiana dam; Changez vos places (szanże wo plas) zmiana miejsc; Chassez (szase) suwanie nóg; Chassez croisez (szase kroaze) przejście na krzyż; Vis-a-vis (wizawi) naprzeciwko t. j. pary przeciwległe; Contre vis-a-vis (kontr wizawi), pary, stojące po bokach i tanczące po pierwszych­parach; Coup de talon (ku de talą) hołupiec; Demi-promenade (dmi promenad) półpromenada; Demi-rond a gauche (dmi rą a gosz) półobrót nalewo; Dos-à-dos (do za do) tyłami do siebie; Elevez (elewe) podnieść; En avant quatre (anawan katr) naprzód w czworo; En carre (an kare) w kwadrat; En dedans, En dehors, En passant (an dedan. an deor. an passan) wewnątrz, zewnątrz, w przejściu; En colonnes  (an kolon) w kolumny; Face-a-face (fas a fas) twarzą do twarzy; Faites attention (fet attansią) proszę uważać; Fermez le rond (ferme le rą) zamknąć koło; Grand rond (gran rą) duże koło; La dame reste (la dam rest) pani zostaje; Messieurs, suivez moi (Mesie, sjuwe moa) panowie, za mną! Pas de Valse a deux temps  (Pa de wals a de tam) walc na dwa pa; Reverence (rewerans) ukłon ceremonialny; Sautez  (sote) skoczyć; Tournez (turne) odwrócić się; Traversez (trawerse) przechodzić; Une paire a droite, une paire a gauche (jun per a droat, jun per a gosz) jedna para na prawo, druga nalewo; Saluez et remerciez (salue e remersie) ukłonić się­ i podzi­ękować.
Taką jest pokrótce terminologia tanecznego wodzirejstwa, używana przez wszystkich metrów i we wszystkich opisach tańców pojedynczych.

Mieczysław Rościszewski, Tańce salonowe. Praktyczny przewodnik dla tancerzy i wodzirejów uwzględniający tańce najnowsze i najmodniejsze, Warszawa, 1904

 

Tańce pojawiają się także w opisach balów powieściowych:

Ten i ów, wezwany przez nią po nazwisku, przez grzeczność opuszczał męzkie zebranie, wchodził do salonów, przetańczył kilka razy polkę lub jednego kadryla, i znikał co prędzej, pociągany ku pokojom Tozia urokiem dam pikowych, cygar, swobodnych śmiechów towarzyskich i przekąsek, rozstawionych po stolikach z dodatkiem butelek, z któremi w męzkiem gronie można było bez ceremonii się obchodzić.

Eliza Orzeszkowa, Pan Graba, Warszawa 1872

 

Tu w wartkim walcu karminowy rumieniec oblewa lica, w kadrylu z nieporównanym powabem miękko falują kształty

Eliza Orzeszkowa, Pamiętnik Wacławy, Warszawa 1884

 

Hesię Dulską fascynował cake-walk:

HESIA.
No, to zagraj — cichutko, żeby mama nie przyszła. Ja nie mogę wpaść w tempo... (popycha Melę do fortepianu). Walca... (Mela gra cichutko — Hesia chce tańczyć — robi pas — śmieje się — wpada w cake walka). Mela! cake walka!... (Mela gra cake walka cichutko — Hesia skacze — wchodzi Zbyszko)

ZBYSZKO.
A to co?

HESIA (tańcząc).
Cake walk! Cake walk! Cake walk! A co? źle... prawda, że jest we mnie materyał na szansę?

ZBYSZKO.
Na dwie, nie na jedną.

HESIA (tryumfująco).
A co?

ZBYSZKO.
Skąd ty to umiesz?

HESIA.
Ignania mnie nauczyła. No wiesz — Ignania Olbrzycka. Jej brat ciągle w tinglach siedzi, więc ją nauczył, a ona mnie.

ZBYSZKO (ironicznie).
Myślałem, że cię twoja kucharka nauczyła.

HESIA.
Ona?

ZBYSZKO.
Przecież dopełnia twojej edukacyi.

HESIA.
Co znowu? Jak Bozię kocham — nie.

ZBYSZKO (z passyą).
Jak to kłamie. Ech! tu wszyscy kłamią. Ale Boga to choć zostaw w spokoju ty przynajmniej.

HESIA.
Znów się złościsz? a byłeś już jakiś lepszy. No... Mela jeszcze trochę... Powiedz, Zbyszko, czy dobrze? mój królu!... Tak? (tańczy).

ZBYSZKO.
Ależ nie — przegnij się... trochę jeszcze.

HESIA.
Jak? jak?... (tańczą oboje). Jak dobrze, jak miło — jakby po powietrzu się latało.

Gabriela Zapolska, Moralność pani Dulskiej, 1906

Zawołanym tancerzem był Józef Mineyko który poświęca temu tematowi sporo miejsca w swoich wspomnieniach:

Wodzirej musiał, jako gospodarz tańca, dopilnować, aby każda panna tańczyła przynajmniej trzy zasadnicze tańce – kontredansa, mazura i kotyliona. Wieczór rozpoczynał się od walca. Wodzirej najpierw prosił pannę domu, potem starał się przetańczyć z każdą panną znajdującą się w salonie. Tańce były niezmiernie żywe, pełne figur i pomysłowości, a powolny kontredans o sześciu figurach kończył się również skoczną galopadą. Mazur, ulubiony taniec zwłaszcza parek zakochanych, trwał całymi godzinami pełen figur i niespodzianek, po czym następowała kolacja, w tym czasie prawie zawsze na siedząco. Młody człowiek tańczący mazura siadał przy kolacji obok swej danserki.

Józef Mineyko, Wspomnienia z lat dawnych, Warszawa 1997

 

Dla pań domu, jak też i dla wodzireja, miałem tę zaletę, że więcej mi chodziło o taniec, niż o osobę, z którą tańczyłem. Panny nie mające powodzenia raptem je miały, gdyż puszczone przez mnie w wir tańca, w figurach mazura czy kotyliona były przez innych wybierane. I tak ani się spostrzegłem, jak zostałem wciągnięty w wielki wir karnawałowy.

Józef Mineyko, Wspomnienia z lat dawnych, Warszawa 1997

 

Bal „Arkonii”, będąc dużym balem publicznym, miał cechy wieczorów prywatnych, przez co cieszył się wielkim powodzeniem, każdy gość czuł się bowiem otoczony młodocianą serdecznością arkonów i staropolską gościnnością. Mazur, jako najważniejszy taniec, musiał być dobrze obmyślany przez wodzirejów. Już na kilka dni przed wieczorem wodzireje układali figury w ten sposób, aby goście patrząc na tańczących z galerii mieli ładny widok, więc figury układało się niby bukiety, to znów zamieniały się w wieńce, w węże, w koszyki, a wszystko się działo na komendę, bez krzyku, spokojnie i sprawnie, chociaż nieraz szło do mazura sto par i więcej.

Józef Mineyko, Wspomnienia z lat dawnych, Warszawa 1997

 

Z przyjemnością przyglądała się pani Iza memu mazurowi, bo przypominałem jej sposobem tańca mego stryja, który był wielkim przyjacielem jej męża, tańczył jakoby ślicznie.

Józef Mineyko, Wspomnienia z lat dawnych, Warszawa 1997

 

W mazurze umiał się popisać również Antoni Kieniewicz:

Stosownie do porozumienia pan Bielecki-tancmistrz zjechał do Dereszewicz w połowie sierpnia. Dwa razy dziennie po godzinie trenował Dziunieczkę i Janiusię, kształcąc je w wielkiej sztuce tanecznej i wyrabiając w nich piękność ruchów: rak, głowy, nóg i giętkość korpusu. Wykorzystałem osobiście pobyt mistrza. Wyszkolił mnie znakomicie w mazurze, tak że uchodziłem nawet potem w salonach warszawskich za dobrego mazurzystę i tańczącego świetnie walca. Nauczył Dziunię i mnie tańczyć solo pokazowego mazura z wielu figurami. Popisywaliśmy się tymi solowymi tańcami zwykle po południu przed ciocią Mikulską, która z zachwytu i rozczulenia nad naszymi pełnymi wdzięku ruchami, zwłaszcza przy menuecie łzy roniła.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

Tańczono w kilka zaledwie par, lecz bardzo ochoczo. Tańce prowadził z wielkim ożywieniem Eustachy Lubański. Kolejność tańców, jak zwykle ówczesna. Bal rozpoczynał się walcem, potem kontredans o sześciu figurach, walc drugi i zamaszysty, bogaty w przeróżne figury mazur.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

Nie było dnia, by Lela i Sofineta nie tańczyły. Obie miały kolosalne powodzenie, gdyż przepięknie tańczyły, zwłaszcza mazura, toteż stale obie figurowały z najlepszymi tancerzami w pierwszej czwórce.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

Z panną Grabowską, która pierwszego dnia była w gustownej sukience różowej, niestety mogłem tańczyć tylko walca, większość bowiem na ten dzień kontredansów, mazury zaś na szereg następnych dni, miałem już zaangażowane. Następnego dnia, gdy tańczyliśmy pierwszego walca z panną Grabowską, zapytała się mnie ona, czy mam następny kontredans zajęty, bo jeśli nie, to musi mnie pan poratować i tego kontredansa ze mną zatańczyć. Ale służę pani z największą radością, lecz czym ma się objawić ten mój ratunek? Ona zaś na to: „Zmykam jak tylko mogę od Feliksa Lubeckiego, który wprost ugania się za mną z zamiarem proszenia mnie do kontredansa, a ja nie chcę z nim tańczyć".

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

Wielokrotnie Lala zwracała się do mnie z prośbą, a czasem wydawało mi się jakby z rozkazem, bym przybył na taki to bal i z nią tańczył mazura.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

Według przyjętego zwyczaju bal otwierała młoda para pierwszym walcem, a więc Maduszka ze mną, i dopiero po trzykrotnym przetańczeniu wokoło sali balowej pannę młodą z rąk narzeczonego przejmował dyrygujący tańcami tancerz i rozpoczynał się wówczas walc wszystkich par, przy czym drużbowie tańczyli z drużkami.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

Według Janiny Żółtowskiej wychowanie jej ciotek (wymienianych także przez Antoniego Kieniewicza Leli i Sofinety, z domu Narkiewicz-Jodko) koncentrowało się w młodości przede wszystkim na lekcjach tańca, zwłaszcza mazura:

Nadzwyczajne „wychowanie" pani Heleny Ledóchowskiej było zabarwione naleciałościami z baszowego haremu. Głównym przedmiotem nauki, a więc zainteresowań był taniec, bo panna mająca zabłyszczeć w salonie mogła się tylko wyróżnić w mazurze. Taniec zawsze należał u nas do narodowych obrządków, postawa w tańcu decydowała o połowie małżeństw, a najświętobliwsze matrony czuły nieprzeparty pociąg i podziw dla pierwszego mazurzysty wśród młodzieży. Instynkt p. Ledochowskiej był nieomylny, gdy przyszłość córek uzależniła od jednej z głównych cech narodowego obyczaju. Ale miała też szczęście, bo bez muzykalności, wrodzonej gracji i poczucia rytmu jej córki nie uwierzyłyby jak w dogmat, że taniec jest kamieniem węgielnym ziemskiego powodzenia. Równocześnie strojne wołyńskie towarzystwo było świadkiem wielu cichych dramatów w sercu panien, które na balu nie należały do pierwszej czwórki. Kuzynki Leli, nie obdarzone jej talentem, odmawiały nowenny przed każdym balem i tym tylko utwierdzały ją w przekonaniach równie silnych jak dziesięcioro przykazań.

Janina z Puttkamerów Żółtowska, Inne czasy, inni ludzie, Londyn 1998

 

Następnej zimy program lekcji tańca nie rozwinął się w pełni z powodu choroby p. Mieczysława Jeleńskiego. Nie mogliśmy się zbierać w jego mieszkaniu, ale tylko w pustym mieszkaniu naprzeciwko i tam tańczyli chaconne, pas de quatre i zawsze tak trudnego mazura. Panienki z kokardami we włosach, chłopcy w granatowych szkolnych mundurach, ze srebrnymi lub złotymi galonami, wywijali w takt muzyki, a różni goście usadowieni na kanapach pod ścianą obserwowali ich krytycznie. Czasem któraś z bywających panien, w powłóczystej i szeleszczącej sukni, panna Madzia Leska albo panna Hallerówna (późniejsza Oskierczyna), dawała się wybrać do pierwszej pary, aby pokazać, jak się tańczy mazura.

Janina z Puttkamerów Żółtowska, Inne czasy, inni ludzie, Londyn 1998

 

Na podobny temat: Taniec