Oprócz wyjazdów do modnych kurortów (dla zdrowia lub tylko dla rozrywki) kolejną formą spędzania lata, która zyskiwała na popularności, były tzw. letnie mieszkania. Początkowo możliwość spędzania lata na wsi mieli tylko ludzie prawdziwie zamożni, posiadający zarówno dobra wiejskie, jak i mieszkania w mieście. Jednak rozrost miast z jednej strony, a rozbudowa sieci kolejowej z drugiej sprawiły, że na letnie mieszkania wyjeżdżało coraz więcej obywateli miast, nawet tych mniej zamożnych.

Istotnym czynnikiem była tu higiena. Miasta były coraz bardziej zanieczyszczone i duszne, co w połączeniu z letnimi upałami sprawiało, że życie w nich stawało się latem znacznie mniej przyjemne. Z rozwojem medycyny i higieny uczono się doceniać wartość świeżego powietrza, przestrzeni i ruchu. Pobyty na wsi szczególnie atrakcyjne były w czasie wakacji dla rodzin z dziećmi. Zaczynały powstawać okolice wyspecjalizowane w przyjmowaniu letników – popularne były miejscowości leżące niedaleko miast i na trasie kolei.

Często się zdarzało, że na letnie mieszkanie wyjeżdżała sama matka z dziećmi, a ojciec rodziny dojeżdżał z miasta w dni wolne od pracy. W odwiedziny przyjeżdżać mogli również znajomi, którzy sami nie wynajęli letniego domku.

 

Wierzajcie mi, że nie dziwię się ani pani A**, co wyprowadziła się już do mieszkania letniego jakie sobie najęła w okolicach Warszawy, ani pannom B*, co wyjeżdżają na dwa miesiące do stryja w Radomskie, ani nawet panu C**, co wynalazł gdzieś tam sobie kolonią o kilku morgach, z domkiem jak naparstek, ale zato z ogródkiem przy domku, z perspektywą świeżego mleka, orzeźwiającego powietrza i kwaśnych wisien, które myśli stopniowo ulepszać. I jabym tak zrobił, gdybym mógł, bo nie zabawna to rzecz gościć w Warszawie przez lato i za jedyną rozrywkę przypatrywać się nowobudującym się domom i zwolna naprawianemu brukowi, ale to tak zwolna, że podczas owego ulepszania jednej części ulicy, druga ma najzupełniejszy czas popsuć się do reszty.

Kronika tygodniowa, w: „Tygodnik Illustrowany”, 1865

 

W bieżącym roku odzyskały także swoje dawne prawa letnie mieszkania poza rogatkami miasta. Fury ładowne sprzętami, pakami, kuframi przesuwały się zwolna przez ulice Warszawy, dążąc do ogrodów zamiejskich, których właściciele, przy pomocy całej armii murarzów i cieśli, starali się przywrócić dworki swoje do stanu mieszkalnego. Zaludniły się znowu Mokotów, Wierzbno i sąsiedujące z niemi kolonie.

Kronika tygodniowa, w: „Tygodnik Illustrowany”, 1865

 

Już dla Warszawy na dobre letnia Sahara się rozpoczyna. Druga połowa czerwca była już ostatniem uderzeniem żywszego pulsu miejskiego, a teraz wszystko się rozjeżdża, goście i miejscowi. Pozostają tylko w mieście ci, których konieczne zatrudnienia i obowiązki wiążą do jego rozpalonych murów, pozostają, wzdychając za wiejskim wczasem i pocieszając się muzykami ogrodowemi, oraz różnemi widowiskami, jakie po części zjechały już tu, a po części zapowiadają swoje przybycie.

Kronika tygodniowa, w: „Tygodnik Illustrowany”, 1866

 

Zdawałoby się, że warszawskie powietrze zaczyna już ciążyć każdemu; dla Warszawianki lub Warszawianina, ideałem życia, staje się letnie jakiebądź mieszkanie, ławka pod drzewem, samowar kipiący na świeżem powietrzu, i ucho swobodne od ciągłego turkotu powozów po bruku rozjeżdżających.
Niestety, jakże ten ideał trudny jest do osiągnięcia.
Warszawa położona jest w pięknej okolicy, z jednej i drugiej strony wzgórza nad Wisłą ciągną się nieprzerwanym sznurem, ogrody naokoło, mnóstwo niezamieszkałych prawie jeszcze ulic, przytykających do okopów, roi się bogactwem drzew i zieloności, a jednak o letnie mieszkania trudno.
Pod tym względem wygoda niewiele jeszcze postąpiła u nas.
Tak zwano letnie mieszkania, są to chałupki szczupłe i wilgotne, w których pomimo drogich cen za wynajęcie ich płaconych, żadnej dogodności mieć nie można.
Dodać do tego należy, że tak meble jak i sprzęty potrzebne do gospodarstwa, trzeba z sobą zwozić. Niema tu u nas zwyczaju wynajmowania lokalu z meblami, jak to wszędzie już za granicą ma miejsce, a jeżeli się już taki lokal natrafi, to lokator stara się zaraz pozbyć tych mebli spadkowych na skład je gdzie przenosząc, niewielką z nich bowiem może mieć pociechę. Z pewnością takie meble które się do użytku wynajmujących pozostawia, żadnej posługi oddać nie są w stanie. Są to graty stare i poniszczone rozpadające się za lada dotknięciem, więc kto nic chce brać odpowiedzialności za ich zepsucie, musi z konieczności postarać się o inne.

Wacław Szymanowski, Przegląd, w: „Bluszcz”, 1868

 

Od pewnego czasu, wielu mieszkańców Warszawy, w miejsce wyjeżdżania za granicę i trwonienia tam pieniędzy, postanowiło letnie miesiące przepędzać na wsi w bliskości miasta. Postanowienie uważamy za słuszne, rozsądne, pożyteczne i w zupełności je pochwalamy. Żeby jednakże pobyt na wsi w okolicach Warszawy był możliwym i dla wielu przystępnym, potrzeba przedewszystkiem ułatwić kommunikację z miastem. W innych krajach pociągi na kolei żelaznej kilkanaście razy dziennie przychodzą i odchodzą, u nas na głównej kolei, to jest Warsz.-Wiedeńskiej (w okolicach której osób wiele przemieszkuje) pociągi tak są urządzone, że w godzinach rannych do miasta dostać się nie można, zaś po godz. 1½ południa wcale z miasta wyjechać nie podobna. Byłoby więc do życzenia, ażeby Zarząd kolei Warsz.-Wied, (wychodząc z zasady, że koleje w kraju budują się nietylko dla korzyści akcjonarjuszów, ale i dla pożytku ogólnego), postanowił, iżby na przestrzeń między Warszawą a Skierniewicami, codziennie do pociągu towarowego dodawany był jeden wagon osobowy, któryby w godzinach poobiednich z Warszawy passażerów zabierał, a którymby ciż passażerowie nazajutrz w godzinach rannych do Warszawy dostać się mogli.

„Kurier Warszawski”, 1869

 

Warszawa, tak jak inne każde miasto europejskie, powinnaby i mogłaby być otoczoną wiankiem letnich mieszkań, łączących w sobie wszelkie wygody, należące dziś do koniecznych potrzeb życia. Wszakże miejscowość do tego wybornie się nadarza, nie wiele bowiem miast posiada tak piękne okolice jak Warszawa. Wzdłuż po nad Wisłą ciągnie się cały pas ogrodów, które po największej części pozostają w nagannem zaniedbaniu — i można powiedzieć że jeden tylko Wilanów utrzymany jest wzorowo.

Wacław Szymanowski, Przegląd, w: „Bluszcz”, 1871

 

Na ulicach naszego miasta od dwóch już miesięcy panuje cisza i spokój, ponieważ większa część ruchliwszych mieszkańców używa wiejskiej swobody. Wszystko prawie, co jeździ powozami, z końcem czerwca opuściło miasto i chyba w nader rzadkich wypadkach można widzieć przesuwający się powóz prywatny.

Korespondencya z zagranicy, Kraków w sierpniu 1874 r., w: „Bluszcz”, 1874

 

Powoli zaczęła się już coroczna migracya na początku sezonu kuracyjnego. Wycieczki dowód, do kąpieli na letnie mieszkania — rozluźnią wkrótce do reszty węzły towarzyskie. Lekarze nasi podpisują paszporty i marszruty swoim pacyentom i pacyentkom i wyprawiają ich w drogę.

Pogawędka, w: „Bluszcz”, 1884

 

Latem, po wystawie, towarzystwo warszawskie niknie zupełnie. Wszystko, co żyje, wyjeżdża na wieś, do wód lub co najmniej na letnie mieszkania... Te letnie mieszkania, to także specyalnie warszawska moda i cecha. Przez lipiec, sierpień i wrzesień każdy „szanujący się” Warszawiak, każdy dom zamożniejszy, nie może bawić w mieście... lecz co najmniej za rogatkami Warszawy, bodaj w Marcellinie... Więc przy naszych kolejach potworzyły się formalne letnich mieszkań kolonie, całe miasteczka często bardzo wspaniałych i gustownych willi, domów szwajcarskich, pałacyków i t. d. Zaczyna się to na drodze warszawsko-wiedeńskiej od Pruszkowa, a kończy aż na Skierniewicach; na Terespolskiej idzie aż do Nowo-Mińska; na Nadwiślańskiej ulubionym punktem jest Jabłonna. Kto ma i kto nie ma na to, ten wyjeżdża na letnie mieszkanie... W Warszawie zostają tylko mężowie, ci, co obowiązkiem przykuci do miasta, żadną już miarą uciec z niego nie mogą... ale tacy nawet bardzo często rannym pociągiem przyjeżdżają do Warszawy, a wieczornym wracają znowu na letnie mieszkanie. W niedziele i święta odbywa się formalna wszystkiemi kolejami pielgrzymka, każdy spieszy na wieś do swoich znajomych; zaproszenia na niedzielne obiady są jakby abonamentem... a pomimo to jednak stałej publiczności warszawskiej wystarczy jeszcze na zapełnienie wszystkich naszych teatrów i teatrzyków ogródkowych i ogród Saski, ten „letni salon Warszawy”, świetny w czerwcu, w lipcu i sierpniu, przepełniony jest zawsze spacerującą publicznością.....

Antoni Zaleski, Towarzystwo warszawskie. Listy do przyjaciółki, przez Baronową X. Y. Z., , t. I, Kraków 1886

 

Wiosna w pełnym zajaśniała rozkwicie. Drzewa bujną pokryte roślinnością, przypominają nam, pomimo dżdżystego i chłodnego stosunkowo powietrza, iż po burzy następuje zwykle słońce, po gradach szalonych, muszą wkrótce zapanować upały, wraz z któremi kogo stać każdy pędzi za rogatki na letnie mieszkanie, by odetchnąć wśród bujnej zieleni i ciszy przyrody. Zwyczaj to dla osób niezamożnych zły może, niewygodny, nużący, ale ze względu na zapas zdrowia, jakiego nam dostarcza, nic przeciw niemu powiedzieć nie możemy.
Jeżeli kogoś nie przerażają ciasne chłopskie izdebki, upał i zaduch, sąsiedztwo zwierząt domowych i często zupełne odcięcie od świata, i owszem niech jedzie. Niech pierś jego rozszerza się, skąpana w falach świeżego powietrza, niech płuca wzmacniają się wśród balsamicznej woni naszych lasów, a umysł odświeża i uszlachetnia, w zetknięciu z bogatem królestwem przyrody.
Po za tą kategoryą jednak, ludzi szukających odpoczynku, spokoju i ciszy, istnieją jeszcze według czysto warszawskiego prowincyonalizmu letnicy, którzy do większego przyuczeni komfortu, jadą zaludniać tłumnie francuzkie miejsca kuracyjne i niemieckie bady.

An. Krz., Wędrówki zagranicę i nasze zakłady kąpielowe, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1887

 

Wyludnienie Warszawy na wiejskie siedziby lub lecznice wody z zawadzeniem o wystawę paryzką, stało się dziś już zupełnie widocznem dla bliżej znających gród nasz stary i jej mieszkańców.
Ptastwo to wędrowne dopiero powitamy z początkiem Września, gdy jesień przysuwać się będzie do naszych progów a oddech stanie się swobodniejszym.
Pragnienie wycieczek letnich wspólne jest wszystkim mieszkańcom miast większych. Paryż ucieka do kąpieli na brzegach morskich, Londyn na ląd Europy, Berlińczycy i Wiedeńczycy udają się w podróż po Niemczech, a my tam, gdzie chuda nasza kiesa pozwala, choćby do lichej chałupiny chłopskiej, aby nie dusić się między murami miasta.

Wiadomości z różnych stron, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1889

 

Majówki i majówki: kto żyw, korzysta z cudnej pogody i pełną piersią czerpie świeże wonne, orzeźwiające powietrze. Wcześniej, niż zwykle rozpoczął się też wyjazd na letnie mieszkania, wcześniej też zapewne rozpocznie się doroczna migracya zagranicę, do wód, do kąpieli a zwłaszcza na wystawę paryzką.

Quis, Pogawędka, w: „Bluszcz”, 1889

 

Warszawa coraz się bardziej wyludnia, jarmark wełniany kończy się, wyścigi dobiegają ostatniego kresu, a napływowi mili nam zawsze goście, wracają do siedzib chwilowo opuszczonych, aby podzielić się wrażeniami ztąd odniesionemi. Jakiej one będą natury, przesądzać trudno, ale przypuścić można z pewnem uzasadnionem prawdopodobieństwem, że o brak dobrych chęci i staranności nikt nas nie oskarży. I to coś znaczy!
W ślad za gośćmi wyruszają także i... kuracyusze z Horacyuszami do wód leczniczych i na letnie mieszkania. Liczba ich niezbyt wielka, z klasy zamożniejszej rekrutowana, ubytek jej znać jednak wszędzie, gdzie idzie o większy cokolwiek wydatek.

Wiadomości z różnych stron, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1890

 

Jedni, zapakowawszy do bocznych kieszeni swoje zasoby pieniężne, wymknęli się z ponętnej Warszawki do ponętniejszych badów i hofów – inni wysunęli się za furkami pełnemi gratów na mieszkania letnie, które już teraz dla śmiertelników najbardziej przeciętnych stały się obowiązującemi – a zaś jeszcze inni, którzy jednego i drugiego nie zrobili, żałują że tego zrobić nie mogli.
Bowiem niezawodną jest rzeczą, że niema tak bardzo upośledzonej duszy ludzkiej, któraby raz na rok nie poczuła odwiecznej konieczności puszczenia się na trawę. Dzieje się to za wolą tego naturalnego a wrodzonego instynktu, co szepce człowiekowi przy lada okazyi, że życie jego śród murów, kanalizacyi, wodociągów, tramwajów i t. p. jest bytowaniem anormalnem. Na otwartych, szerokich błoniach, w trawie po kostki i z potężnem, odsłoniętem sklepieniem niebios nad głową, śród szumu lasów i szmeru fal, wobec niecichnącego na chwilę hymnu przyrody, człowiek przestaje być karykaturą człowieczeństwa, jaką się stał, dzięki sztucznemu bytowaniu w mieście.

Maryusz, Z tygodnia, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1891

 

W porze obecnej każdy, kogo nie zatrzymują obowiązki i konieczność, stara się opuścić miasto i wyjechać na wieś, do wód, do kąpieli morskich. Jedni szukają tylko odpoczynku, poratowania zdrowia, wzmocnienia sił świeżem i wonnem powietrzem, usunięcia się od męczącego zgiełku miasta — inne osoby przeciwnie, jadą tam, gdzie może być najludniej, gdzie jest okazya do przedstawienia świetnych toalet.

O ubiorach, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1891

 

Choć to jeszcze wiosna... dmucha chłodem, niby jesień, już się rozpoczęły wędrówki po okolicach podmiejskich celem wynalezienia siedzib na lato. Ponieważ przekonano się dawniej, że w sprawie tej współzawodnictwo rozwinęło się na wielką skalę (każdy dziś musi mieszkać w lecie na wsi!), przeto ludzie się śpieszą, aby ich w wynajęciu mieszkania nie uprzedzono. Następstwem tego pośpiechu jest ogromne podrożenie lokali letnich, o których już dzisiaj, bez paru setek rubli w kieszeni na sezon, mówić nie można. To też zwolna wytwarza się korzystny proceder urządzania mieszkań dla „letników," co zresztą nie bywa tak znowu trudne, jakby się z pozoru zdawało. Są wsie w pobliżu Warszawy, w których cała ludność przenosi się do stodół z chat i domów, odnajmowanych amatorom powietrza i nowalij. Z chwilą rozpoczęcia takiej wędrówki poczyna się szlachetna robota darcia ze skóry przybyszów, którym w dodatku wiatr dmucha przez ściany, a deszcz przecieka z pułapów na poduszki.
Pozycya mieszkań letnich w budżecie mieszkańców Warszawy jest bardzo pokaźna. W przybliżeniu oceniać ją można w jednym sezonie na 4 miliony rubli, poza zwykłemi wydatkami. Jest-to fundusz tak piękny, że piękności letniego pobytu pomiędzy kurnikiem a chlewem nie wyrównywają ani dziesiątej jego części. Zato niezawodnie połowa tej sumy stanowi czysty zysk wynajmujących mieszkania letnie. Rozkłada się on na wiele głów i rąk, to prawda, lecz gdyby dziesiąta część zysków obracana była na melioracye w mieszkaniach letnich, po latach kilku nie mielibyśmy już sąsiedztwa kur i świnek. Na naszę biedę zyski bezpowrotnie grzęzną w kieszeniach letnich gospodarzy, a mieszkania z każdym rokiem bywają coraz gorsze...

Maryusz, Z tygodnia, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1892

 

Pisze się tu i owdzie narzekania na trudność w wynajdywaniu mieszkań letnich, których wprawdzie jest bardzo dużo... ale drogich i przydatniejszych dla zwierząt, niż dla ludzi. Wszędzie, gdzie pobudowano tak zwane wille, domki szwajcarskie i Bóg wie nie jak szumnie potytułowane budy, mizdrzące się powierzchownością ułudną, powzięto przekonanie, że za tak wielką ofiarę dla ludzkości ma się prawo drzeć ją ze skóry. Szalecik złożony z paru pokoików i kuchenki, stojący na piasku, opalany suto promieniami słońca, niemający ani cienia, ani wody, to „willa," którą opłacać trzeba 300 rublami na sezon letni. W dodatku do tej ślicznej sumki ponosić trzeba wszystkie koszta „łatwej komunikacyi" z miastem, transportów żywności i t p. rzeczy niezbędnych, nie licząc już kupowania na wagę złota produktów miejscowych, doskonale fałszowanych na użytek Warszawiaków przez naszych poczciwych wieśniaków.
Rodzina, złożona z czterech osób, której przyszła ochota osiedlenia się w takiej „willi" podmiejskiej, wydaje na kilkotygodniowe utrzymanie około 600 rubli. Mówi się tu o rodzinie mieszczańskiej, średniozamożnej, przywykłej do wygód, nie do zbytków, ale umiejącej żyć z główką i kredką w Warszawie.

Maryusz, Z tygodnia, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1892

 

W obecnej chwili wszyscy myślą o wyjeździe do wód, do kąpieli, na wieś, za granicę — odpowiednio do stanu zdrowia i położenia majątkowego.

O ubiorach, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1892

 

Dzięki warunkom, jakie się u nas w ostatnich czasach wytworzyły, tak zwane urlopy mężczyzn, pracujących rozumie się po instytucyach i biurach prywatnych, należą do rzadkości. Albo się dostaje tego rodzaju łaskę raz na lat kilka nb. w żadnym wypadku dłużej jak na przeciąg pięciu lub sześciu tygodni, albo dla niepsucia sobie marki u zwierzchności nie upomina się o nią wcale. W pierwszym wypadku ma prawo ojciec rodziny przyjąć udział w wypoczynku letnim — w drugim potrzeba byłoby znaleźć takie pomieszczenie w okolicach Warszawy, z któregoby się codziennie dostać można do Warszawy na owe godziny biurowe, które, jakeśmy to już powiedzieli, mała tylko liczba białych murzynów miewa darowane. Otóż tych mieszkań podmiejskich ma Warszawa do rozporządzenia ilość minimalną — najmniej ich jest przy stacyach drogi Wiedeńskiej, a ta właśnie jedyna posiada komunikacyę częstą i pewną — inne linie zaledwie dają się pod tym względem brać w rachunek. Komunikacya kolejowa po zawiślu jest z racyi samej odległości dworców prawie zupełnie niepodobna, kolejki zaś podjazdowe dotąd nie gwarantują pasażerom swoim godziny, a tu właśnie chodzi o pracowników, którzy nietylko z godzinami, ale i z kwadransami liczyć się potrzebują. Tym sposobem mała jest bardzo liczba tych, którzy ten względny ranny i przedwieczorny wypoczynek z rodziną swoją dzielićby mogli — i ztąd widzimy, że najczęściej głowa domu pozostaje w Warszawie przez dni 6, a tylko na niedzielę lub święto jedzie na owo upragnione świeże powietrze.
O mieszkaniach letnich położonych o 2, 3 lub więcej wiorst od stacyi kolejowych, mówić oczywiście nie chcemy, bo wypoczynek połączony z przymusową dwa razy na dzień bieganiną na pociąg i z pociągu wychodzi na czyste szyderstwo. Co do mężczyzn zatem, to widzimy ich w większej części odsądzonych od tych względnych rozkoszy, i ci zazwyczaj w Soboty po południu i w Niedzielę przed wieczorem przepełniają pociągi, tworząc na swoją rękę istną plagę służby ruchu, dla której te dnie znowu stają się dniami klęski i gniewu Bożego.

 

K., W przededniu wakacyi letnich, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1903

 

Tyle co do losów ojca rodziny-dola matki nie jest o wiele lepszą. Letnisko przeciętne tylko w chwili zadatkowania go przez nieszczęśliwych łatwowiernych, posiada warunki nabycia artykułów spożywczych na miejscu; po osiedleniu się, a więc zapłaceniu reszty należności, czarne strony tej sielanki ukazują się coraz jaskrawiej, i doprawdy znaczny jest procent takich gospodyń domu, które już w pierwszym tygodniu wilegiatury zaprzysięgają sobie, że ich w roku następnym nikt na tę robinsjonadę nie namówi. Swoją drogą życie miejskie przez zimę i wiosnę tak się da we znaki, że tamte dolegliwości z przed dziesięciu miesięcy zasłoni; ztąd też tyle widzimy niedotrzymanych przyrzeczeń i pogróżek, i takie z następną wiosną gorączkowe znowu rozpytywanie się u znajomych i przyjaciół, którzy również jako ludzie krótkiej pamięci, zachwalają miejsca swoich zeszłorocznych udręczeń, i ciągną do nich za sobą nowe ofiary.
Na dobrą sprawę, tego wszystkiego razem wziąwszy letnim wypoczynkiem nazwać się nie godzi. Ojciec nie korzysta z niego prawie nigdy, matka opłaca wszystkie koszta, a dzieci? no, cóż o dzieciach powiedzieć? U nich wszystko dobre, byle trochę swobody, rozkrochmalenia się, uwolnienia od przymusu — to też ten rumieniec ich więdnących w mieście twarzyczek, to ożywienie spojrzenia, to jest właśnie ten motor potężny, który rodzicom na żadne poświęcenia i prywacye pamiętać nie pozwala. Robi się tedy ofiary, ale tego inaczej jak ofiarą nazwać się nie godzi.
Przeciętny typ naszego letniego mieszkania jest mniej więcej taki. Podoba się przedsiębiorczemu kmieciowi wydać 1,000 lub 1,200 rubli najwyżej na zbudowanie czworaka i ten wynajmuje on męczennikom z miast za jakieś 250 do 300 rb. na sezon, co dlań stanowi od 25% do 30% od wyłożonego kapitału, nie licząc suplementów i ubocznego wyzysku, których się z czystem sumieniem na swoich lokatorach dopuszcza. Wzamian za to wszystko mają te mieszczuchy naiwne: roje much dniem i nocą, powietrze więcej niż wątpliwej czystości przez ciąg całej doby, pewien rodzaj stale wylęgających się w kałużach kręgowców, no i najczęściej pustkę bezdrzewną dokoła domostwa, a widok jakiejś karłowatej sośniny przypominającej oleandry, do których się przez morze piachu sypkiego przekopywać potrzeba.

K., W przededniu wakacyi letnich, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1903

 

Letnie mieszkania. Jedno z pism codziennych donosi o niewątpliwem obniżeniu cen letnisk podmiejskich — obniżeniu, które stwierdzają wszyscy interesowani. I tak podobno w bliższych Warszawy miejscowościach położonych z prawego brzegu Wisły, a więc w Świdrze, Strugu, Falenicy, Mrozach, Mińsku, Urlach, Wołominie, Tłuszczu i t. d. mieszkania staniały o 25%. Toż samo w blizkości linii Wiedeńskiej, niedaleko od stacyi i przystanków: Grodzisk, Brwinów, Pruszków, Ruda. W odleglejszych punktach, poczynając już od Skierniewic i Rogowa po tej stronie rzeki, a od Małkini, Wielkiego-Dębego i Łochowa za Wisłą, obniżka ta dochodzi blizko do połowy. W Płudach, Jabłonnie, Wawrze, Miłosnej znaczna ilość mieszkań dotąd nie zajęta.
Z tem wszystkiem trudno się w tym objawie dopatrzeć czegoś pomyślnego, bo niewątpliwie zniżki tej nie wywołał zwiększony w latach ostatnich ruch budowlany, czyli znaczniejsza podaż lokali, ale poprostu brak środków ogólny, który ludziom średniej zamożności nie pozwala w roku bieżącym na ten zbytek, pomimo że tak samo jak zawsze radziby oni byli wypoczynkowi na świeższem powietrzu dla siebie, a dla dzieci nadewszystko. Ale że „drogi Kraków za grosz, kiedy grosza niema," jak mówiono u nas dawniej, przeto wątpić można, aby opuszczenie z wymagań ściągnęło lokatorów przedsiębiorcom.

Kronika, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1904

 

Przed niespełna ćwierćwiekiem wyjazd z miasta na letnie mieszkanie był jedynie przywilejem arystokracyi i ludzi zamożnych, wsi bowiem nie uważano za niezbędną dla zdrowia. Patrycyusze zamykali swoje pałace miejskie na kilka miesięcy i wyjeżdżali do własnych majątków lub do pałacyków podmiejskich, dla spędzenia tam najlepszej części roku i zadośćuczynienia wymaganiom mody i dobrego tonu. Na kuracyę udawano się przeważnie tylko do wód zagranicznych. Plebejusze, t. j. uboższa część ludności miejskiej – jak kupcy, rzemieślnicy i oficyaliści różnych biur i urzędów – dusili się z braku powietrza śród lipcowych skwarów w swoich ciasnych, zatłoczonych mieszkankach, w ziejących żarem murach wielkiego miasta.
Obecnie czasy się zmieniły. Wszyscy uznają ważne znaczenie życia na świeżem powietrzu i, z nadejściem lata, ogół opanowywa tęsknota do pól i lasów i gorączka odetchnięcia czystem powietrzem wioski, pośród gąszczów zielonych i kwiecistego łanów kobierca.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów. Dzieło, opracowane na podstawie licznych źródeł swojskich i obcych, Warszawa 1904

 

Aż nadto pojmujemy ten instynktowny pociąg znużonych pracowników, spragnionych wydobycia się co najprędszego z dusznych murów miast prowincyonalnych, a cóż dopiero stolicy!

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów. Dzieło, opracowane na podstawie licznych źródeł swojskich i obcych, Warszawa 1904

 

Za dawnych czasów istotnie można się było obchodzić bez letnich mieszkań, bo i obyczaje były prostsze, i wymagania mniejsze i walka o byt nie dochodziła do takiego naprężenia, jakie spotykamy dzisiaj dookoła. Przytem środki lokomocyi z miasta na wieś były naówczas bardzo pierwotne i wymagały zbyt wiele czasu; dziś, dzięki kolejom, przejazdy z miejsca na miejsce odbywają się łatwo, prędko i tanio, a już przez to samo stały się dostępnymi dla wszystkich.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów. Dzieło, opracowane na podstawie licznych źródeł swojskich i obcych, Warszawa 1904

 

Domy letnie, wynajmowane przez ludzi niezamożnych wyłącznie prawie w celu poprawienia zdrowia jednego lub kilku członków rodziny, powinny się znajdować w zdrowej miejscowości, o suchej, głęboko piaszczystej glebie, nie zaś wśród błot i trzęsawisk; powtóre, dom letni powinien całkowicie stać na słońcu, t. j. nie tonąć w otaczających go drzewach, przez gąszcz których nie mogą się przedostawać promienie słońca; przeciwnie, w okna letniego mieszkania światło słoneczne powinno się wdzierać z cała swobodą i bez żadnych przeszkód. Wiemy, że wiele osób uzna radę naszą do pewnego stopnia dziwną, ażeby wynajmować dom letni na szczerem słońcu; niechże ci, co nam nie dowierzają, raczą się zwrócić o radę w tej mierze do najwybitniejszych przedstawicieli spółczesnej medycyny i hygieny, a z pewnością usłyszą potwierdzenie słów naszych. Jeżeli w dni gorące zapragniemy cienia, to czyliż nie możemy go znaleźć w ogrodzie, w altanie, na tarasie, a w końcu po prostu w lesie?

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów. Dzieło, opracowane na podstawie licznych źródeł swojskich i obcych, Warszawa 1904

 

Jeżeli w pobliżu domu pędzi wartką falą szeroka i głęboka rzeka, a choćby cicha i skromna struga, to ileż wtedy rozkoszy czeka was i rodzinę waszą: kąpiel, przejażdżka w czółnie, rybołówstwo i t. p. oczywiście, mieszkając z dziećmi na wsi w blizkości rzeki, trzeba zawczasu przewidzieć możliwość nieszczęśliwych zdarzeń; w tym celu należy zaprowadzić w rodzinie bezwarunkową subordynacyę ze strony dzieci, nie pozwalając im na używanie uciech rzecznych bez opieki osób starszych. Dobrze jest wynaleźć sobie letnie mieszkanie z łazienką na rzece – wtedy i dozór nad dziećmi będzie o wiele łatwiejszy.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów. Dzieło, opracowane na podstawie licznych źródeł swojskich i obcych, Warszawa 1904

 

Przy wynajmowaniu letnich mieszkań należy zwrócić uwagę, ażeby miały na dziedzińcu skład na drzewo, lodownię i kurnik.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów. Dzieło, opracowane na podstawie licznych źródeł swojskich i obcych, Warszawa 1904

 

Ponieważ do wybierania mieszkań wyjeżdża się zwykle w dzień pogodny, t. j. wtedy, gdy niedokładności najmniej rzucają się w oczy, przeto, zanim się wręczy zadatek, dobrze jest zasięgnąć informacyi z boku, kto mieszkał tu poprzednio i w jakim stanie dom się znajduje.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów. Dzieło, opracowane na podstawie licznych źródeł swojskich i obcych, Warszawa 1904

 

U nas mieszkania letnie są jeszcze w stanie bardzo pierwotnym. Od pań i tylko od pań z towarzystwa winnaby wyjść inicyatywa poprawy w tym względzie. A gdyby tak założyć stowarzyszenie „letniczek” – budować wzorowe domki na spłaty, urządzać w nich ogrody, prowadzić miniaturowe gospodarstwa, a nadewszystko ratować zdrowie swoje i dzieci swoich!

 

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów. Dzieło, opracowane na podstawie licznych źródeł swojskich i obcych, Warszawa 1904

 

Przedewszystkiem radzimy paniom bawiącym na letnich mieszkaniach, nie używać do mycia wody twardej ze studni, lecz wodę rzeczną lub deszczową. Jeżeli skóra zrobiła się szorstka, radzimy twarz i ręce myć wodą z sokiem poziomek; w tym celu do wody gorącej włożyć woreczek płócienny, napełniony poziomkami, opłukanemi poprzednio w zimnej wodzie. Przy lekkiem ściśnięciu woreczka sok będzie się wydzielał i przejmie wodę miłym zapachem; po ostudzeniu woda służy do mycia i nadaje cerze delikatność.

Przepisy praktyczne, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1904

 

Na początku i w pierwszej połowie lata wyjeżdża się przeważnie na wieś, dla uniknięcia upałów męczących w murach miasta, dla wypoczynku w ciszy wiejskiej, dla używania rzecznych kąpieli. Wyjazd taki nie nastręcza kłopotu, nie wymaga przygotowania, obmyślania co zabierać z sobą, ani specjalnego kostjumu gdyż do przejazdu kilku godzin koleją wystarczy zwykła suknia codzienna, kretonowa lub płócienna, zwykłe okrycie lub płaszczyk od kurzu.

Przygotowanie do wyjazdu, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1905

 

Kiedy wyjeżdżać trzeba z miasta na letnie mieszkanie?
Wiem dobrze, że każdy wyjeżdża wtedy, kiedy może, kiedy zaczynają się wakacye i może dostać urlop, ale jest wiele szczęśliwych rodzin, nie skrępowanych żadnymi obowiązkami, nie przywiązanych niczem do miasta. Te nie powinny odkładać wyjazdu na wieś do pierwszych dni Lipca, ale opuścić duszne miasto już w połowie Maja, kiedy na wsi właśnie jest powietrze bardzo ożywcze i cała przyroda stroi się w przepyszne szaty. Właśnie ten widok rozwijającej się natury sprawia na dzieci miejskie potężne wrażenie i pobudza do rozmyślań nad pięknością przyrody. Nadto trzeba zwrócić uwagę na to, że wiosenne powietrze w dużych miastach jest szczególnie niezdrowe z powodu szkodliwych oparów, jakie się wydobywają z zanieczyszczonego gruntu.

Dr Wł. Chodecki, Dokąd jechać na lato? (wskazówki hygieniczno-wychowawcze), w: „Bluszcz”, 1904

 

Przy wynajmowaniu letniego mieszkania, trzeba się dokładnie wywiedzieć, czy nie mieszkali tam przez zimę, ludzie dotknięci chorobami zakaźnemi, np. gruźlicą. Wiadomo, że najnowsze badania naukowe stwierdziły wysoką zaraźliwość suchot. Dla pewności więc lepiej jest poddać całe mieszkanie starannej dezinfekcyi np. formaliną, a następnie je gruntownie odświeżyć. Dezinfekcyi powinny podledz także studnie i ustępy; szczególna ostrożność pod tym względem konieczną jest w miejscowościach górskich, gdzie zwykle przebywa znaczna liczba suchotników.
Ważnym również warunkiem mieszkania letniego jest dobra woda do picia. — Dla dzieci dobra woda jest najzdrowszym napojem, dlatego też na dobroć wody powinniśmy zwrócić baczną uwagę. Studnie powinny znajdować się zdaleka od wychodków; zła, zanieczyszczona woda do picia może spowodować ciężkie choroby zakaźne. Dla tego też przy najmniejszej wątpliwości należy pić wodę przegotowaną, jeżeli zaś czerpiemy wodę ze źródła, baczyć należy, czy nie wytryskuje ono blisko domów mieszkalnych. Również nie powinna woda zawierać nadmiaru żelaza, powoduje to bowiem zaburzenia żołądkowe; obecność żelaza w wodzie zdradza się przez czerwonawy odcień. — Szkodliwą jest również znaczna ilość soli wapiennych, powoduje to bowiem twardość wody.

Dr Wł. Chodecki, Dokąd jechać na lato? (wskazówki hygieniczno-wychowawcze), w: „Bluszcz”, 1904

 

Niezwykłe uroki letniego mieszkania dla dzieci zachwalał jeden z utworów zamieszczonych w „Wieczorach Rodzinnych”:

Obietnica wyjazdu na wieś wybornem była lekarstwem, zmartwienie Zosi jakby ręką odjął. Smuciły się natomiast koleżanki i przyjaciółki Zosi i Julci, które musiały pozostać w Warszawie. Niektóre z nich, prócz Mokotowa i Czerniakowa, wcale jeszcze wsi nie znały; pobyt na wsi widziały w nader różowych barwach, a w młodych ich główkach wieś, jej uroki i przyjemności, przedstawiały się piękniej i poetyczniej, niż we wszystkich sielankach śwjata. Zazdrościły tym wybranym istotom – Julci i Zosi, które cuda te niezadługo  w żywe oczy zobaczyć miały; same tymczasem musiały poprzestać na nadziei spacerów w aleje Jerozolimskie, do ogrodu Botanicznego, do Łazienek i może, może choć raz jeden za rogatki.

Władysław Nowicki, Na letniem mieszkaniu, w: „Wieczory Rodzinne”, 1880

 

Bohater opowiadania Klemensa Junoszy uzasadnia żonie nabycie folwarku właśnie oszczędnością na wyjazdach na letnie mieszkanie:
— Moja duszko, to kupno ma nawet swoję dobrą stronę — tłómaczył pan Michał, — coroku wyjeżdżamy na trzy miesiące letnie do Miłosny lub Jabłonny, płacimy za mieszkanie drogo, znosimy niewygody... no, więc dobrze będzie, gdy chociaż jedne lato przepędzimy u siebie pod własnym dachem.
— A to prawda.
— Będziesz miała swój dom, swój ogród, powietrze, wodę, mleko, kurczęta, szparagi, truskawki, wiśnie, masło, chleb, bułki i wszystko swoje własne; pod tym względem, o ile mi wiadomo, wieś to raj. I Jadwinia odżyje; teraz jest ona trochę mizerna i blada, ale niech-no się na wieś dostanie, nie poznasz jej...

Klemens Junosza, Folwark do sprzedania, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1891

 

Na podobny temat: Letnie mieszkania - wady