Kultura ludowa była odrębna od kultury wyższych warstw społecznych, szczególnie miejskich. Jednak niektóre, co bardziej spektakularne zwyczaje i obrzędy przedostawały się jako szczególna atrakcja. W zmienionej, złagodzonej formie stawały się rozrywką, zwłaszcza dla młodych ludzi.
W Noc Świętojańską urządzano na Wiśle uroczyste wianki z muzyką i występami. Uroczystość tę organizowało tradycyjnie Towarzystwo Wioślarskie.
Ludowe pisanki zmieniły się w ozdobne cukrowe jaja i inne dekoracje wielkanocne (na stołach pojawiały się nawet farbowane i malowane jaja na wzór tradycyjny). Młodzież miejska bawiła się czasem w znacznie złagodzoną formę dyngusa. Miejskie panny lały także wosk i odprawiały inne wróżby w wigilię św. Andrzeja.

 

Andrzejki:
Wigilia św. Andrzeja należy do nielicznych wieczorów, o których nawet miejska intelligencja wie coś niecoś, a dla ludu, zwłaszcza wiejskiego, stanowi ona ważną a tajemniczą godzinę przeróżnych zwyczajów. Z niektóremi do owego dnia przywiązanemi „praktykami”, zwanemi „Andrzejkami” lub „Jędrzejkami,” można się spotkać nawet w mieście.
Niejedna panienka zabawia się w długą noc Saturnina wróżbami, wysnuwanemi z dziwacznych odlewów woskowych czy ołowianych, oglądanych „pod światło.” Wyobraźnia marzącej dziewczyny w niewyraźnych figurkach ogląda niedojrzane dla innych rzeczy: wianek ślubny, bukiet weselny, jeźdźca na koniu, lub pociąg kolejowy, zwiastujący niedaleką podróż poślubną, i t. p.
Nie mniej od wylewania wosku roztopionego na zimną wodę znany jest  też zwyczaj puszczania dwóch igieł z dwóch przeciwnych stron talerza czy miski na wodę. Dziewczę śledzi niecierpliwym wzrokiem, czy dwie igły, wyobrażające parę zakochanych, zejdą się z sobą końcami, czy też, spotkawszy się, popłyną blizko siebie  równolegle lub rozejdą się wkrótce.
To znów pod kilka talerzy głębokich osoba starsza podkłada różne przedmioty, poczem, zwoławszy dziewczęta, każe im podnosić talerze: zamęźcie będzie oznaczał welon; blizkie zaręczyny – pierścionek; wesele – kwiaty barwiste; gdy przeciwnie kwiaty białe zwiastują pogrzeb, podobnie jak różaniec – wstąpienie do klasztoru. Ale już najbardziej obawiają się dziewczęta, by pod talerzem, za który się chwyci (czy miską, jak na wsi) nie było czepca – wróżby staropanieństwa…
Podobnie bywa z trzewiczkiem. Przed pójściem na spoczynek w wigilię św. Jędrzeja nie zapomina dziewczę o tem, że należy do łóżka cisnąć bucik ku drzwiom: upadnie on palcami do progu, to w izbie głośna uciecha, bo wróży to, że dziewczyna wyjdzie za mąż… Byle tylko trzewiczek nie upadł odwrotnie!
Przed wieczorem gdzieniegdzie zbiera się kilka dziewcząt do izby z bułkami świeżo wypieczonemi. Na każdej wyciśnięty znak jakiś lub litera. Bułki układa się rzędem na podłodze, poczem drzwi się otwiera dla wpuszczenia psa przywołanego: trzeba zważać na to, którą bułkę pies wprzód pochwyci – ten bowiem chłopiec, którego ona wyobrażała, najpierw oświadczy się o rękę dziewczyny.
Podobnie rzecz ma się z karteczkami wyciąganemi z zapaski jednej z dziewcząt: czyje imię na karteczce wyciągniętej wyczyta, za tego wyjdzie. Gdzieindziej panny kartki z imionami zalotników chowają pod poduszkę tego wieczora, żeby ze snu zbudziwszy się zajrzeć, czy właśnie upragnionego chłopca oznacza pierwsza kartka, na oślep wyjęta. – (Według Kaz. Kalinowskiego)

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów, Warszawa, 1904

 

Pisanki:

U nas słyną pisanki, których opisom poświęcone są specyalne broszury badaczy ludu wiejskiego; one to wytworzyły, z rozwojem smaku i gustu mieszczan, całe szeregi najprzeróżniejszych cacek w formie jajka, z których niejedne, zależnie od misterności wykończenia, dochodzą do cen bajecznych. Cukiernicy wyrabiają je z cukru i czekolady, galanteryjnicy z rozmaitych artykułów, jubilerzy ze złota i drogich kamieni. Bywają jaja mniejsze i większe, a mieszczą się w nich często siurpryzy, cenniejsze od samej powłoki zewnętrznej.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów, Warszawa, 1904

 

Śmigus dyngus:

Śmigus jest dziś po miastach prawie zarzucony. Wszakże zwyczaj ten tradycyonalny można zachować, byle tylko w sposób elegancki. Służą po temu pompki z perfumami, ukryte pod bukiecikiem fijołków lub t. p. używać ich jednak należy z wszelką ostrożnością, ażeby płyn nie prysnął w oko osoby, którą chcemy oblać, i ażeby jej ubrania nie zniszczył/ zabawka to wyłącznie dla młodzieży płci obojga.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów, Warszawa, 1904

 

Wianki:

W zeszłą sobotę tradycyjnym zwyczajem odbyła się uroczystość puszczania wianków, starożytna Sobótka już coraz bardziej po wsiach zapominana. Urządzana przez Towarzystwo wioślarskie corocznie, cieszy się zawsze wielkiem powodzeniem. Występują w niej korowody łodzi, chóralne śpiewy, puszczanie wianków zwykłych i symbolicznych, przedstawiających rzeki nasze, obrazy z żywych osób, illuminacye, fajerwerki i t. d. Programy te zawsze są bardzo dobrze obmyślane, wybornie wykonane, ale wytężone oko widza na Wisłę, tylko się domyśla, że patrzy na to co program zapowiada a ucho przypuszcza, że szmer dochodzący do niego jest śpiewem. Słowem jest to zabawa, bawiąca bardzo jej przedstawicieli, a widzom nudzącym się, każąca wierzyć, że się bawią wybornie.

Wiadomości z różnych stron, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1888

 

W latach minionych Towarzystwo wioślarskie zawsze zajmowało się obchodem Wianków świętojańskich, o których wprzód na parę tygodni Kuryery różne nadzwyczajności opowiadały. Z równą wrzawą i alarmem ustawiano ławki przy bulwarze, dzielono je na miejsca tańsze i droższe, w oznaczeniu ceny nie krępowano się żadnemi względami i w terminie oznaczonym bulwary wiślane roiły się tłumami ciekawych Warszawiaków, pewnych, że ujrzą cuda, a strojących coraz bardziej... nosy na kwintę. Bo i nie mogło być inaczej! Gdy bowiem zaczęto wykonywać program, usłyszano jakieś niby mruczenie od Wisły płynące... był to śpiew chóru płynącego łodzią, od którego wiatr kiedy niekiedy przyniósł jakie ćwierć taktu lub akord pojedyńczy do uszów słuchaczy i w parę minut później ginął bez śladu, jakby w falach Wisły utopiony.
Widziano także cóś stojącego na środku Wisły, a na nim niby osoby czy manekiny, ale wszystko to było ani ruszające się, ani gadające, ani malownicze i to gdzieś daleko, w pół-wiorstowem oddaleniu: co miało przedstawiać nikt nie wiedział ani się domyślał.
Otóż i koniec widowiska, któremu nazwiska trudno było nadać. Każdy zawiedziony i zgniewany wrócił do domu, a mimo to na drugi dzień Kuryery sypały pochwały, klaszcząc w dłonie na podziękę wioślarzom za trudy i wysiłki około znudzenia publiczności podjęte.
W tym roku Wisła nasza na szczęście skaprysiła, zaspy piasku nie dozwoliły przeprowadzenia przystani na brzeg warszawski i obchodu wianków niby nie było, a jednak spełnił się, stając się prawdziwą niespodzianką, urządzeniem której zajęło się kilka stowarzyszeń tutejszych.
Każde z nich wystąpiło z własnemi łodziami, udekorowanemi odpowiednio. Towarzystwo cyklistów na olbrzymiej łodzi wzniosło ozdobny namiot, na którego wierzchu ułożono z żywych kwiatów bicykl. Na przedzie statku siedział cyklista, czterech zaś innych z zapalonemi ogniami bengalskiemi stało po rogach namiotu, a za każdym razem, gdy przepływali cykliści, orkiestra strażacka grała „fanfarę", zagłuszaną przez oklaski. Również y pięknym transparentem wystąpiło Stowarzyszenie Subjektów Handlowzch i Przemysłowych. W trójkącie umieszczone były: herb m. Warsza- wy, Merkury i godła handlu i przemysłu. Wioślarze na łodziach Towarzystwa urządzili piękną illuminacyą z lampionów chińskich, ogni sztucznych i fajerwerków. P. Zbrożek przybrał swoją łódź wieńcami i kwiatami, kilkunastu zaś wioślarzy uilluminowało swoje łodzie, gigi, hamburki i t. p. Na wielkiém czółnie z transparentami chór Towarzystwa wioślarskiego pod kierunkiem p. Dudy wykonał kilka utworów. Zgromadzenie tokarzy z początkowania p. Rawskiego, urządziło również wianek na miniaturowem czółenku, a jako emblemat cechu wystawiło szachy. Pod koniec zabawy puszczono kilkadziesiąt błędnych ogników, wianki płonące, a w końcu balon. Most cały i oba bulwary szczelnie zapełniali widzowie.

Wiadomości z różnych stron, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1889

 

Wianki.
Pomimo nawałnicy popołudniowej, która zdawało się, że wywoła odroczenie dorocznej zabawy do pogodniejszego dnia, odbyła się ona wedle zapowiedzianego programu i jego daty. Wianki korporacyjne, t. zw. korowody łodzi dekorowanych, transparenty, ognie sztuczne, chóry śpiewaków, i sobótki nakoniec, dotrzymały wytrwalszych zwolenników świętojańskiej uroczystości do samej północy. Nie było nic nowego w tegorocznej wiankowej zabawie, a jeśli znalazłoby się coś na miejscu, o czem wspomnieć warto w sprawozdaniu, to chyba to przeżywanie się widoczne tradycyjnej rozrywki, która przed laty posiadała istotnie własność ściągania tłumów. W one czasy ani te grupy nie były tak artystycznie obmyślane, ani oświetlenie takie kunsztowne, ani chóry wyuczone i mogące dać zadowolenie wybredniejszemu nawet muzykalnemu smakowi, a przecież wianki miały swój czar niezaprzeczony; wyglądano ich gdy się zbliżały, i cieszono się nimi gdy nadeszły. Możeśmy wtedy mieli mniejsze wymagania, może było mniej rozrywek niż dzisiaj, a może wogóie młodszym i przystępniejszym uciesze był człowiek który nas poprzedził.
Tak jest! do zabawy trzeba młodości — prawdziwej młodości.

Kronika, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1899