Okres Wielkiego Postu tradycyjnie wiązał się z dobroczynnością. Aktywna była ona we wszelkich swoich postaciach, także w formie „towarzyskiej”. Po zakończeniu karnawału nie można było oczywiście urządzać bali czy maskarad, odbywały się natomiast dobroczynne rauty.
Raut był przyjęciem wieczornym bez tańców, poświęconym przede wszystkim konwersacji. Jednak starano się umilić gościom czas także innego rodzaju atrakcjami – smacznymi przekąskami, popisami muzycznymi lub recytatorskimi, żywymi obrazami itp. Rauty takie organizowano na rzecz różnych instytucji dobroczynnych.
Drugim sezonem na podobne imprezy  dobroczynne był adwent.
Tak samo jak inne formy dobroczynności powiązanej z imprezami, rauty dobroczynne także miały oczywiście swoich krytyków.

Zapytujesz, kochany przyjacielu, jaki może być związek między: 1 ubogimi matkami i ich dziećmi, 2 rautem urządzonym dziś przez damy wielkiego świata i 3 dramatem p. Kozłowskiego pt. Albert, wójt krakowski.
Otóż taki jest związek. Damy wielkiego świata opiekują się ubogimi matkami; a ponieważ ubogich matek jest bez porównania więcej aniżeli dam wielkiego świata, te więc dla wsparcia tamtych zmuszone są od czasu do czasu odwoływać się do ofiarności publicznej. Kombinacja podwójnie korzystna: nie tylko bowiem zasili kasę Towarzystwa Opieki, ale jeszcze nam, przyjmującym udział w raucie, powoli wyobrażać sobie, że jesteśmy damami wielkiego świata. Rola damy, mnie przynajmniej, bardzo się uśmiecha, choć niestety! nie jestem pewny, czy moim wielbicielom nie zrobiłbym zawodu.
Dziwisz się, kochany przyjacielu, że u nas ofiary dobroczynne koniecznie muszą przybierać formę zbiegowisk, i sądzisz, że byłoby daleko przyzwoiciej, gdyby każdy złożył swój grosik wprost na ubogie matki, nie mają pretensji, ażby go za te pieniądze ubawiono.
Widzę, że nie rozumiesz istotnej misji rautów.
Bo przypuśćmy, żeś złożył swoja ofiarę bez rautu. Więc cóż z tego? Naturalnie nic. Dając pieniądze jesteś tylko dobroczyńcą, lecz idąc na raut, jesteś i dobroczyńcą, i jeszcze świecisz przykładem. Ktokolwiek z obecnych w sali spojrzy na twoją uroczystą fizjonomię, zaraz pomyśli: „Oto filantrop, który osładza rolę biednych matek oraz zaopatruje w pieluszki ich potomstwo.” A i tobie samemu zrobi się w sercu „niebiańsko”, gdy będziesz mógł powiedzieć: „Oto ta dama, która na mnie spogląda ze wzgardą, i ta druga, która na mnie wcale nie patrzy, jakbym już głos utracił, wszystkie one, przynajmniej dziś, interesują się zdrowiem narodu. W tak pięknym, zaiste! znalazłem się towarzystwie.”
Krótko mówiąc, na dobroczynnym raucie ty zbudujesz innych, inni zbudują ciebie; ty uznasz zasługi innych, inni uznają twoje. Gdyby zaś jeszcze do uciech moralnych dołączono kolację z szampanem, raut byłby najdoskonalszą formą ocierania łez cierpiącej ludzkości.

Bolesław Prus, Kronika tygodniowa, w: „Kurier Warszawski”, 1886  

 

Dobroczynność jest niewyczerpaną w wynajdywaniu sposobów zdobywania dla swoich zadań materialnych środków.
Zdawało się, że tombole i rauty, oddzielnie lub w połączeniu, kiermasze, koncerta, widowiska amatorskie i żywe obrazy, wyczerpać musiały wszystko, czem można skłonić ludzi zamożniejszych do składania pieniędzy na zaspokojenie potrzeb ubogich.

„Kurier Warszawski”, 1886

 

Zabawa postna, zwana rautem, na dochód Towarzystwa S-go Wincentego a Paulo, sprowadziła liczne tłumy do sali ratuszowej. Najważniejszą i najwięcej zajmującą jej częścią były obrazy z żywych osób, rozpoczęte wielce miłemi Wiankami.
Piękne, hoże dziewoje w starodawnych swojskich strojach, ślicznie wyglądały i całość tworzyła miluchny i wdzięczny obrazek. Szczególnie uroczo przedstawiała się piękna narzeczona...
Drugi obraz przedstawiał „Wieczornice". Zebrane w chacie przy ognisku dziewczęta słuchają z natężeniem czarownej jakiejś baśni, wygłaszanej przez piękną rówieśniczkę.
Trzeci obraz przedstawiał starosłowiańskie „Wesele". W wdzięcznej grupie klęczą oblubieńcy, błogosławieni przez sędziwego starca, wokoło nich garną się druchny, drużbowie, lirnik, gęślarze i t. p.
Wszystkie trzy śliczne te sielanki układu p. L. Szpadkowskiego, odznaczały się wielkiem życiem, naturalnością i swojskim wdziękiem. To też zyskały sobie ogólne i zasłużone uznanie, objawiające się frenetycznemi oklaskami, które spowodowały trzy i czterokrotne nawet powtórzenie tego samego obrazu.
Po chwilowej pauzie nastąpiła druga część widowiska, w której jako pierwszy obraz ukazał się „Kupiec wschodni," drugim był „Mozart na dworze Maryi Teresy," a trzeci „Dwór włoski w XVI stuleciu”.

Wiadomości z pod naszej strzechy i z obczyzny, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1887

 

Cokolwiek by na ubiegły karnawał powiedzieć się dało, trzeba mu przyznać zasługę, iż filantropii dobrze się przysłużył. Każdy bal z dobro czynnym celem udawał się nadspodziewanie. Szpitalik dla dzieci zyskał przeszło 5.000 rs. zasiłku, a jak na dochód z jednej zabawy, to summa, która zaszczyt przynosi nogom i sercom naszego high-life'u, bo, jak wiadomo, bal szpitalikowy—to bal arystokracyi warszawskiej
Post chce być podobnym do swego poprzednika; nakreślił sobie cały programat rautów, koncertów, odczytów, przedstawień amatorskich, których liczba zrównoważy ilość zabaw karnawałowych.
Opowiadał mi p. Dobiecki o nowym pomyśle, którym doroczny raut na korzyść Towarzystwa św. Wincentego a Paulo pragnie tym razem jeszcze bardziej spopularyzować: oto gospodynie tego rautu urządzą własnym kosztem bufety i rozsyłać będą swoim znajomym ze wszystkich sfer towarzyskich imienne zaproszenia na herbatę lub kieliszek szampana, nie u siebie w domu, ale w sali ratuszowej.
Bilet wstępu, nb. kupiony w kasie, daje prawo wstępu, a zaproszenie znajomej damy nada prawo do traktamentu, za który oprócz ukłonu, uścisku drobnej rączki i kilku komplimentów nic się więcej uprzejmym gospodyniom nie będzie należało.
Raut nabiera w ten sposób charakteru prywatnej recepcyi, a zaproszeni goście mogą przyjść bez obawy, że ich filantropia wyzyskiwać będzie i że muszą się poczuwać do obowiązku przepłacania zbyt słono podanej filiżanki herbaty z sucharkiem, lub pomadki, zjedzonej na korzyść biednych.

Quis, Pogawędka, w: „Bluszcz”, 1888

 

Maluczko, a pani Filantropia rozpocznie swoję działalność, zaczem posypią się rauty i popisy muzyczne — jak to bywa coroku w tej porze.

Maryusz, Z tygodnia, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1892

 

Doroczny raut Towarzystwa Pań św. Wincentego a Paulo, odbędzie się w tym roku w dniu 7 marca, w salach ratusza, pod kierunkiem nowej prezesowej Towarzystwa hr. Ludwikowej Krasińskiej. W raucie wziąć mają udział najwybitniejsze miejscowe siły artystyczne co równie jak cel szlachetny wsparcia jednej z najdobroczynniejszych instytucyi tutejszych, godnej ogólnego współczucia, powinno zjednać powodzenie zabawie, która zaopatrzy kasę biednych.

Silva rerum, w: „Kronika Rodzinna”, 1893

 

Ranty, koncerty, odczyty, mające oczywiście jakiś cel filantropijny, są codziennemi niemal wypadkami dnia podczas zimowego sezonu. Bawią się na nich, albo nudzą, to zależy od umiejętności urządzenia zebrań rautowych, magnesu—jaki ma koncertant, popularności prelegenta i obranego przezeń przedmiotu. Bądź co bądź, publiczność nie zawodziła nigdy. Jedni dla zabicia nudów, inni z obowiązku przyjścia z pomocą lub nieraz prostą ciekawością wiedzeni, wypełniali sale rautów, koncertów i odczytów i rzeczony cel osiągał swój skutek.

??, Pogawędka, w: „Bluszcz”, 1895

 

Dobrze zapowiada się „Raut biały“ na rzecz Towarzystwa opieki nad biednemi matkami i dziećmi. Zabawą tą nie tylko zaciekawiona jest cała Warszawa, ale, jak o tem do nas wieści dochodzą i prowincya dość licznie uczestniczyć w nim będzie. W celu uświetnienia rautu nie szczędzą starań panie: Julja hr. Branicka, Helena hr. Krasińska, hr. Sołtanowa i Lucyanowa Wrotnowska. Przy akompaniamencie fortepianu deklamować będzie hr. Konstanty Przeździecki a także p. Rydel wygłosi wiersz własny specyalnie dla tego rautu napisany. Krom tego pojawi się pewna deklamatorka, która zwykła wielki zapał w słuchaczach wywoływać.
Na część wokalną złożą się: p. Piechowska, konkursowa „dwunastka lirników“ warszawskich i pana Nouvellego. Przy fortepianie siądzie Józef Śliwiński i p. Wędrychowska. Raut odbędzie się w następną sobotę d. 21-ym b. m. — do widzenia zatem.

??, Pogawędka, w: „Bluszcz”, 1895

 

Przysłowiowa niemal dobroczynność Warszawy, śpieszącej zawsze z pomocą potrzebującym, objawiła się wspaniale na odbytym w dniu ostatnim Lutego, tak zwanym „wielkim raucie muzycznym“. Zabawa, która przyniosła biednym znajdującym się pod opieką Towarzystwa pań św. Wincentego á Paulo rs. 7,500, musiała się udać, no — i opiekunki są rade, ale jakiego wrażenia doznawali uczestnicy „rautu, – którym było ciasno, parno, duszno — i — uczestniczki, które zamiast zwykłej zabawy towarzyskiej, gdzie panuje większa swoboda ruchów, gdzie można ze znajomymi spotkać się i parę słów w wesołej pogawędce rzucić — znalazły się ściśnięte w szeregu krzeseł, zduszone niemiłosiernie z przodu, z tyłu i boków, na czem ucierpiały przepyszne tualety, które z wielkiem niezadowoleniem ich właścicielek znikły w tłumie zbitym? Byli jednaki tacy uczestnicy „rautu“, którzy na owym „raucie“ nie byli, bo tłok w sali panował tak wielki, tak miejsce każde było szczelnie zajęte, że pomimo wprawiania w ruch łokci, musieli zatrzymać się w sieni u drzwi wchodowych, wyobraźnią słuchu chwytać boskie dźwięki skrzypek Barcewicza, przedstawiać słowicze tony gardziołka panny Kruszelnickiej, zachwycać się „cichościami dotknięć” Michałowskiego, — wyobraźnią zaś wzroku podziwiać wspaniały strój pani Ludowej, jako kochanki Bergeraca i rycerski przvodziew samego Cyrana.

??, Przy kominku (pogawędka), w: „Bluszcz”, 1899

 

Inaczej trudno niezadowolenia uniknąć. Zresztą raut nie jest zwykłym koncertem, ani widowiskiem, gdzie z góry wiemy czego się mamy spodziewać. Raut jest zebraniem towarzyskiem. nie wykluczającem wcale rozmowy w kole znajomych, z którymi nieraz umówiono się spotkać na przewidywanej zabawie; muzyka, śpiew, monolog, czy dyalog jakiś, wypowiedziany na estradzie nie są czem innem, jak tylko uprzyjemnieniem tego towarzyskiego zebrania, dodatkiem do zapowiedzianej zabawy. Szeregi ścieśnione krzeseł nie są tu na miejscu, na sali koniecznie powinno być przestronno, ażeby nic nie tamowało ruchu wchodzącym, przechodzącym i witającym się. Sala powinna być zapełniona stolikami, przy których w grupach dowolnych mają siedzieć ci, którzy spotkać się z sobą zechcą. Tak dawniej bywało w sali ratuszowej i było dobrze; prawda, że przy podobnem urządzeniu o połowę prawie mniej osób mieściło się w sali, a zatem i zyski były mniejsze, lecz za to większe zadowolenie publiczności, wreszcie zabawa nie traciła właściwej sobie cechy towarzyskiego zebrania, panie nie lękały się o wykwintniejszy strój nawet, który w niespodziewanym ścisku mógł ich o znaczne szkody przyprawiać. Filantropia jest bardzo piękną rzeczą, lecz w danym wypadku pożyteczne z przyjemnem połączyć koniecznie potrzeba.

??, Przy kominku (pogawędka), w: „Bluszcz”, 1899