
Praca w sklepie
Handel oferował pewne możliwości zarobku. Jeżeli kobieta dysponowała pewnym kapitałem, mogła otworzyć własny sklep, w przeciwnym razie pozostawała posada sprzedawczyni, czyli tzw. panny sklepowej. Zatrudniano je przede wszystkim w sklepach sprzedających towary nabywane przez kobiety – w magazynach mody, u modystek itp., ale nie tylko.
Z jednej strony kobiety w handlu nie były zjawiskiem aż tak nieznanym, z drugiej strony np. Stowarzyszenie Pracowników Handlowych próbowało pod koniec wieku usunąć je ze swoich szeregów.
Praca w sklepie była fizycznie wymagająca – pannom sklepowym często nie było wolno siadać, czyli musiały przez kilkanaście godzin pozostawać na nogach. Dodatkowo znaczna część społeczeństwa uważała pracę w handlu za deklasację dla osób urodzonych w sferach innych niż kupieckie i podjęcie jej mogło mieć niemiłe skutki.
Znacznie rzadziej zatrudniano kobiety na stanowiskach buchalterek.
Nie można także nazwać ekscentrycznością, że po wszystkich sklepach bławatnych, w Ameryce kobiety wyłącznie pokazują kupującym towary, rozwijają materye, rozkładają koronki, blondyny, kwiaty; bo czyż każdego nie uderza niestosowność (jak to się dzieje po składach europejskich) używania barczystych, dorosłych, ozdobionych rzęsistym wąsem mężczyzn, do czynności, które przez swą delikatność potrzebują subtelnej zręczności a nie siły.
Kalikst Wolski, Blumerystki, w: „Bluszcz, 1866
Paniom mieszkającym w pobliżu ulicy Czystej a drobnych sprawunków potrzebującym, przypominamy, że na tej właśnie ulicy w domu P. Bauerfeinda jest sklep Pani Reich, w którym nietylko różnych drobiazgów do robót damskich, ale także ubrań gotowych i materjałów do nich po cenach przystępnych nabyć można. Obok tego uprzejma właścicielka podejmuje się różnych robót damskich, a nawet prania kołnierzyków negliżyków i t. p., Radziemy Paniom aby przechodząc koło tego sklepu nie omijały go, a przekonać się chciały o prawdzie naszych słów.
„Kurier Warszawski”, 1866
Korzenne i galanteryjne sklepy najpierwej pociągnąć powinny kobiety, któreby miały chęć pracowania na polu handlowem, bo samo założenie sklepu korzennego lub galanteryjnego daleko mniej potrzebuje zakładowego kapitału, niż założenie sklepu towarów łokciowych, który wtedy tylko może mieć znaczne powodzenie w większem cokolwiek mieście, gdy jest stosunkowo do miejscowości na wielką skalę założony.
Po miastach gubernialnych widzimy wiele korzennych i galanteryjnych sklepów, które, założone przez Izraelitów zrazu na bardzo małą skalę, z obrotowym kapitałem, wynoszącym zaledwie kilkaset rubli, w przeciągu kilku lat rozrastają się i przychodzą do znacznych obrotów handlowych. Dla czegóż-by kobieta, posiadająca za cały fundusz kilkaset lub tysiąc rubli, nie miała użyć tego małego kapitaliku na założenie w któremkolwiek z miast prowincyonalnych sklepu przedmiotów galanteryjnych lub korzennych, aby, umiejętnie i sumiennie prowadząc podobny zakład, dojść po krótkim stosunkowo upływie czasu do pomyślnych rezultatów finansowych?
Eliza Orzeszkowa, Kilka słów o kobietach, Warszawa 1870
W Paryżu kobiety są niezmiernie czynne, widzimy je jako konduktorki w omnibusach, telegrafistki, kasjerki w teatrach, przy kolejach, restauracjach, kawiarniach, cukierniach, sklepach. Są także buchalterkami doskonałemi.
„Kurier Warszawski”, 1870
Właściwem dla kobiety zatrudnieniem mogą być najprzód niektóre rzemiosła i kupiectwo. Wprawdzie kobieta za kantorem narażona jest także na zetknięcie z publicznością i szczególniej młoda i piękna jest dotychczas często przedmiotem wielkiego lekceważenia, ale to już od niej zależy, ażeby było inaczej; ta, która w domu i w salonie potrafi budzić uszanowanie, będzie szanowana i w sklepie, gdzie jest przecież także u siebie i nikt by jej pewno nie ośmielił się uchybić, gdyby do tego nie upoważniała sama.
Bogumiła, Kobieta w rodzinie, Warszawa 1879
Na wyborach deputatów w Wilnie do rozkładu akcyzy, jaka ma być płaconą na korzyść miasta od utrzymujących sklepy z wiktuałami i domy zajezdne, wybrane zostały dwie miejscowe obywatelki, pp. Adela Nowicka i Teofila Bernatowicz; rada miejska potwierdziła wybór jako nie sprzeciwiający się prawom obowiązującym. Jest to pierwszy krok na drodze równouprawnienia kobiet — i jak w tym razie nie można uważać go niestosownym, gdyż panie te zapewnie muszą być kompetentne w tym przedmiocie, a więc będą mogły odpowiedzieć swemu zadaniu.
Z kraju i z zagranicy, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1881
Niedawno bowiem, jedna z przedstawicieli dawnej tak zwanej dobrej szlachty, osoba jak twierdzą bardzo zamożna, założyła w Warszawie skład przyborów malarskich, materyałów piśmiennych, malowideł na porcelanie i t. p. a nawet cygar i papierosów i w sklepie tym siedzą kolejno matka i córki, osobiście obsługując publiczność.
Interes ten mniej jest interesem a więcej manifestacyą przeciw przesądom społecznym, więcej upowszechnionym niżby kto sądził.
Niedawno świeży dał tego dowód jeden z kupców tutejszych, który dowiedziawszy się, że córka lokaja chodzi do tej samej szkoły co i jego córeczka, oburzony najokropniej udał się natychmiast do przełożonej, żądając aby dziecko lokaja zostało wydalone.
Gdy w odpowiedzi oświadczono iż tego nie spełnią, handlowy arystokrata nie mógł się dosyć nadziwić temu dziwactwu przełożonej.
Wiadomości z pod naszej strzechy i z obczyzny, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1886
W Warszawie założenie magazynu wymaga wielkich summ. Samo eleganckie urządzenie sklepowe kosztuje nieraz kilka tysięcy rubli, który to kapitał w przedsiębierstwach na mniejszą skalę prowadzonych na prowincyi, może stanowić dostateczny kapitał obrotowy, a zatem i dać daleko pewniejsze i większe odsetki.
M.W., Pewne drogi pracy dla kobiet, w: „Kronika Rodzinna”, 1887
Panna sklepowa. Zajęcie to nie wymaga ani wykształcenia, ani specyalnego uzdolnienia, tylko zręczności, sprytu, uczciwości, miłego obejścia i wprawy, którą nabywa się z czasem. Znajomość rosyjskiego języka jest konieczną. Wynagrodzenie bywa rozmaite, począwszy od 7 rs. (z obiadem) do 25 rs., osoby ujmującej powierzchowności, zręczne, układne, znające język francuzki lub niemiecki, bywają lepiej płatne. Godziny zajęcia zwykle od 9-ej rano do 8-ej wieczorem.
Skarbiec dla rodzin w mieście i na wsi, tom II, Wydawnictwo Biesiady Literackiej, Warszawa 1889
Do niedawna jeszcze ubogie kuzynki były niejako typowemi postaciami, znajdującemi się nieomal w każdym obywatelskim domu, gdzie odgrywały przeważnie role kozłów ofiarnych, lub mebli wyrzuconych pod strych. Smutna to była dola zaiste! Stan najopłakańszy, jaki można sobie wystawić. Niedołężne te istoty wolały cierpieć prześladowanie, nędzę niekiedy, niż zstępując z swego parnasu, ukazać się światu w roli samodzielnej, na stanowisku płatnem nauczycielki, rządzczyni, lub panny sklepowej.
Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, ułożony dla użytku tychże przez Wielkopolankę, Poznań 1891
Niejednej zapewne z młodych osób o wiele przyjemniejszem wyda się krzątanie po składzie, rozmaitość zajęcia, podawanie i układanie towarów, ale z drugiej strony znowu, jeżeli przyzwyczajonemi są do życia w lepszem towarzystwie, nieraz przykrości doznają w styczności z publicznością, która składa się z rozmaitych mniej i lepiej wychowanych osób, a potem nie każda matka chętnem okiem patrzeć będzie na to, iż jej ukochana córka, jakby dla wszystkich na okaz w oknie wystawnem, cały dzień za stołem kramnym przepędzać musi. Wystawiam sobie, ile przykrości! ile boleści! znieść przychodzi niejednemu sercu matczynemu, które o innem przeznaczeniu dla swej córki marzyło, widząc ją szczęśliwą, swobodną, żyjącą w takich warunkach, jakich się urodziła, ale cóż robić kiedy smutne stosunki, konieczność, wypędzają nieraz najdelikatniejsze córki, poza szranki, w których zdawało się, iż im wypadało przepędzić życie całe.
Wanda Reichsteinowa-Szymańska, Poradnik dla młodych osób w świat wstępujących, ułożony dla użytku tychże przez Wielkopolankę, Poznań 1891
Kto to np. dawniej widział w sklepach kobiety przy kasie? a teraz one wszędzie niemal zajmują ten posterunek, i setki osób znajdują w ten sposób utrzymanie.
Praca kobiet, w: „Kronika Rodzinna”, 1892
Sądzę, że za lat kilka zaginie po sklepach i składach typ subiekta męzkiego, bo go coraz gwałtowniej wypierają kobiety. Widywałem je także za biurkami w kantorach wymiany, w biurach pocztowych, na kolejach, w kasach teatralnych... wszędzie.
— Więc istotnie świat przechodzi w ręce niewieście?
— Za granicą widać to na każdym kroku.
— A cóż tam robią mężczyźni?
— Pracują, ale są tacy, którzy bawią się w bezrobocia, urządzają fajerwerki z fabryk i warsztatów, wybijają szyby szynkarzom i zęby niestrejkującym kolegom...
— I tak potrosze jedna płeć zastępuje drugą? Na miejscu i różniactwa, pijaństwa, lekkomyślności i nieuczciwości stają siły świeże, niewielkie ale wytrwałe, ożywione dobrą wolą i zapałem, nieprzyuczone jeszcze do strejków, poniedziałkowania, budzące ufność i szacunek.
— Tak. Tylko, że prócz tych zalet, jest jeszcze coś więcej, co pcha tysiącami kobiety na miejsce mężczyzn. Najwpływowszym w tej sprawie działaczem jest konieczność oszczędności. W zbytku zabrnięto tak już głęboko, że nawet wielki przemysł dalej już iść nie może. Ratuje się, oszczędzając na kobietach. Niemcy, posiadające dwa miliony robotnic, zarabiają na nich siedemdziesiąt pięć milionów marek, bo o tyle więcej musiałyby płacić robotnikom. Te kilkadziesiąt milionów, któż to wie, mc że to jedyny czysty zysk z fabrykacji. A kto może zaręczyć że dalej, wmiarę jak się stosunki ekonomiczne pogarszać będą, roboty rąk niewieścich nie trzeba będzie zastąpić pracą dzieci? Coraz nowe oszczędności staną się warunkiem istnienia dla przemysłu, dla pracy ludzkiej, która nie nastarczy potrzebom państwa, zawieszonego na niteczce jedwabnej pokoju zbrojnego.
Maryusz, Z tygodnia, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1893
Nabywczynie wyrobów kobiecych, choć i one są kobietami, targują się bez miłosierdzia, żądają kredytu, czasami lubią nie płacić i w niesłychanie szorstki sposób traktują panny sklepowe. Antagonizm pomiędzy kobietą sprzedającą swój wyrób i kobietą kupującą go jest tak gwałtowny, jak między dwiema lwicami. Toteż magazyny damskie, chcące mieć „poważną” damską klientelę zamiast „panien”, zasadzają w sklepach – przystojnych chłopców.
Bolesław Prus, Kronika tygodniowa, w: „Kurier Codzienny”, 1894
Na zakończenie list pewnej korespondentki:
„Byłam przed tygodniem w kilku sklepach na ulicy Żabiej. W jednym z nich ujrzałam, tuż przy drzwiach, które się otwierały co chwila, a nie domykały nigdy, młodą panienkę, spełniającą funkcye kasyerki. Ubrana w salopkę, z rękami obrzękłemi od zimna, z twarzą siną, drżąca, widocznie przemarznięta do kości, osoba ta zaledwie poruszać się mogła, a mówiła z trudnością, bo zęby jej szczękały jak w febrze.
„Na dworze było kilkanaście stopni zimna, w sklepie zapewnie tak samo, bo palono tam świece zamiast lamp, ponieważ, jak mi powiedziano, woda w gazometrze zamarzła i gazu niema.
„Młoda kasyerka, zarabiająca na chleb w takich warunkach, zarabia także na rychłą utratę zdrowia i sił do pracy- jej towarzysze w zajęciu również, ale czy godzi się przez oszczędność opału narażać istoty ludzkie na wszystkie opłakane jej następstwa?"
Maryusz, Z tygodnia, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1894
Prawda zamieściła godny uwagi artykuł p. Zenona Pietkiewicza o nadprodukcyi pracy kobiecej w pewnych jej gałęziach, wykazując obok tego, że praca ta nie odpowiada obecnie temu, czego od niej żądać należy. „Jest tak wiele nauczycielek muzyki i języka francuzkiego, że można je mieć za 30, a nawet za 15 kopiejek za lekcyą; buchalterki i sklepowe otrzymują za kilkanaście godzin pracy dziennej od 10 do 15 rs. miesięcznie, ale za to szukać trzeba z wielkim trudem prawdziwie i gruntownie kształconej nauczycielki, posiadającej istotne zdolności pedagogiczne”.
Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1895
W Warszawie istnieje Stowarzyszenie Pracowników Handlowych, zwanych: subiektami, do którego należy jakaś setka kobiet również pracujących w handlu. Damy te miały w stowarzyszeniu swój wydział, o którym – nie słyszeliśmy, aby przynosił szkodę instytucji.
Nagle, na ogólnym zebraniu w dniu 25 kwietnia, zrywa się w Towarzystwie huragan przeciw kobietom i – damski wydział w ciągu kilku minut zostaje obalony. Dlaczego, za co, po co? – nikt nie wie.
Zaś w kilka dni później zaczął się we wszystkich gazetach nieduży, ale systematyczny deszczyk, który tak przecie dokuczył Stowarzyszeniu Subiektów, że po tygodniu panowie ci – zmodyfikowali uchwałę.
Bolesław Prus, Kronika tygodniowa, w: „Kurier Codzienny”, 1895
To samo daje się powiedzieć i o tym niższym kursie także, którego zadaniem będzie przysposabianie dobrych sklepowych i pracowniczek niższych. Przeznaczony jest ten kurs najwyraźniej dla kobiet już zarobkujących, a o zdobyciu dla takich potrzebnego na naukę czasu w dniu roboczym, będzie się można z panami pracodawcami potargować jeszcze. Ci zaś o tyle o ile własny interes rozumieć będą, opierać się tym ustępstwom chyba nie powinni. Zresztą — zobaczymy.
T.M., O kursach handlowych dla kobiet, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1896
Do najwięcej naprzykład rozpowszechnionych, a niczem niezawarunkowanych zwyczajów w zawodowej pracy kobiet, należy długie stanie, nawet w wolnych od zajęcia chwilach (sklepy, niektóre zakłady przemysłowe, i t. p.); stojąca pozycya jest dla pracownic wysoce niehygieniczną i rzadko tylko nie wywołuje całego szeregu cierpień, z których nazwiemy tylko choroby podbrzusza, niedokrwistość i osłabienie całego ustroju, zaburzenia w obiegu krwi o wiele innych.
Dr. Med. W. Popiel, Kobieta wobec badań nauki współczesnej, Warszawa 1902
Odsyłając tych, którzy by pragnęli szczegółowo poznajomić się z bogatą treścią odczytu do „Kuryera Warszawskiego“ z d. 25-go z. m., streszczam tu pokrótce ważniejsze punkty.
Dr. J. Zawadzki zaznacza, że pracownice warszawskie, jako to: służące, szwaczki, praczki, robotnice fabryczne, sklepowe i t. p., w skutek pracy nadmiernej, warunków nienormalnych tejże, podlegają zbyt często rozlicznym zboczeniom fizyologicznym; zaś te ostatnie, wywołują szeregi całe chorób, które prawem dziedzictwa, jako smutna spuścizna przechodzą na następne pokolenia.
Dr. J. Zawadzki w wymównem a gorącem przemówieniu, wzywa ogół do wspólnej pracy nad usunięciem nadużyć, podając wskazówki i sposoby.
Wanda Grot-Bęczkowska (Korotyńska), „O byt i zdrowie pracownic warszawskich...“, w: „Bluszcz”, 1902
"Mam np. znajomą panienkę, pracującą w roli sklepowej, w jednym z najbardziej wziętych sklepów cukierniczych w Warszawie, którego właściciel majątek już zrobił nie pomyślawszy o poprawieniu warunków hygienicznych swoich pomocnic, które, będąc zajęte obsługiwaniem licznej klijenteli przez 14 (tak!) godzin z rzędu od wpół do 9-ej rano do wpół do 11-ej wieczorem, są pozbawione wszelkiego odpoczynku dla zmęczonych całodziennem bieganiem nóg, ponieważ p. właściciel skasował wszelkie krzesełka za kantorem, na których w danej wolniejszej chwili p. sklepowe mogłyby przysiąść trochę i odpocząć. Znajoma też moja po paru miesiącach takiej uciążliwej pracy, z kwitnącej jak róża dziewczyny stała się bladą, anemiczną, niepodobną do siebie istotą, a zapracowane tak mozolnie pieniądze musi obecnie wydawać na doktora i kuracyę z łaski niesumienności p. właściciela sklepu."
W sprawie ochrony kobiet, w: „Dobra Gospodyni”, 1902
Gdy nakoniec szczęśliwym wybrankom losu uda się zdobyć ową posadę, to po pewnym przeciągu czasu zmęczone nieustanną pracą, polegającą albo na siedzeniu, jak w klatce, w budce kasyerskiej lub w czterech ścianach biura czy sklepu, albo na dreptaniu 14 godzin z rzędu bez odpoczynku w roli sklepowej, -wpadają w stan zdenerwowania, zniechęcenia, a często nawet wyczerpania; z nadwątlonem zdrowiem powracają w końcu na łono rodziny, straciwszy wiele ze swej życiowej energji.
Wieśniaczka M. R. S., Kilka słów w kwestyi naszych Panien wiejskich, w: „Dobra Gospodyni”, 1902
Jaka jest praca panien sklepowych? Odpowiedź bardzo prosta: sprzedawanie danego towaru. Trzeba go wyjąć z szuflady lub zdjąć z półki, odmierzyć, zważyć, zawinąć i obliczyć. Takie zajęcie nie wymaga ani specyalnych zdolności, ani długiej nauki. Ale panna sklepowa ma jeszcze jeden obowiązek do spełnienia: musi stać, o ile jakikolwiek gość wszedł do sklepu. Dla jednego kupującego wszystkie panny stać muszą za ładą, jak żołnierze salutujący zwierzchnika, chociaż jedna z nich tylko obsługuje klijenta. To stanie jest właśnie najuciążliwszą stroną zawodu panien sklepowych, zupełnie zbyteczną, bo nikomu z kupujących nie potrzebną, a dla zdrowia sprzedających bardzo szkodliwą. Ktokolwiek zna choć trochę fizyologję, ten wie, że długie stanie jest dla ustroju kobiecego bardzo niezdrowe, wywołuje nawet długotrwałe choroby, tern trudniejsze do wyleczenia, im więcej są zadawnione. A jednak panny sklepowe nie ośmielą się usiąść przy gościu, by nie obrażać (?) Sz. publiczności. Ale za to dotknięte są tutaj, naszem zdaniem, uczucia ludzkości. Sądzimy, że Tow. hygieniczne mogłoby zaradzić ternu złemu w codziennym trybie życia wielkiej ilości kobiet pracujących, bo ostatecznie chodzi tu o zwyczaj, którego odrzucenie nikomu z kupujących krzywdy nie przyniesie.
A., Panny sklepowe, w: „Dobra Gospodyni”, 1902
Niedopuszczone do biurowej pracy, do kantorów, nawet do kas sklepowych, bo przecież sądzono powszechnie, że kobiety rachować nie umieją, zwróciły się tłumnie do rzemiosł, z wiara, że w nich zapracują, sobie na chleb bez niczyjej łaski i protekcji.
Waleria Marrené-Morzkowska, Kobieta czasów obecnych, Warszawa 1903
W tych ostatnich zawodach, najtrudniejszym był dla kobiet początek i przełamanie oporu pracowników płci męskiej, którzy zrazu grozili gremjalnem opuszczeniem sklepu lub kantoru, w razie wprowadzenia żeńskiego kolegi.
Kobiety zajęły naprzód miejsce kasjerek, za protekcją pracującego w biurze lub kantorze ojca, brata, którzy zdołali przełamać ten opór. Przytem zdarzające sic często sprzeniewierzenia kasjerów sprawiły, iż zaczęto posady te powierzać kobietom, jako budzącym większe zaufanie.
Płaca kasjerek jest tak rozmaita, iż określić ja trudno; zależy ona od wielkości interesu handlowego, uzdolnień osobistych i t. p. Pierwsze kasjerki płatne były bardzo mało: od piętnastu do trzydziestu rubli miesięcznie za dwanaście godzin pracy, od 8-ej do 8-ej, z odliczeniem dwóch, lub półtory godziny na obiad. Żaden mężczyzna nie przyjąłby podobnych warunków – kobiety, zmuszone okolicznościami przyjęły je z radością. Praca w kasie nie wymagała żadnego przygotowania, starczyła tu znajomość czterech działań i pewna szybkość w obliczaniu, którą nabywa się przez wprawę; przytem zajęcie to, choć nudne i niezdrowe, nie wymaga wysiłków fizycznych, każda więc niemal osoba dobrej woli przy średniem wykształceniu spełniać je mogła.
Waleria Marrené-Morzkowska, Kobieta czasów obecnych, Warszawa 1903
Raz, z pewną znajomą mi a bogatą damą wszedłem do sklepu. Płacąc za jakiś kupiony przedmiot, dama owa zbliżyła się do kasy. Nagle zauważyłem, że jej się brew dziwnie zciągnęła, a młoda kassyerka miała spuszczone oczy, wydając resztę pieniędzy. Rozeszły się, nie patrząc na siebie. Dowiedziałem się później, że to były dwie przyjaciółki. Ojciec panny przy kassie stracił był piękną fortunę i umarł. Panienką los miotał. jak wiatr liściem jesiennym. Przyjechała do miasta, po długich staraniach i przymieraniu z głodu, udało się jej znaleźć w pewnej dystrybucyi miejsce kassyerki. Dwie przyjaciółki spotkały się po paru latach niewidzenia — i — poznały się, lecz uboga teraz dziewczyna nie śmiała wyciągnąć pierwsza ręki do przywitania się, powstrzymało ją od tego znamienne zmarszczenie brwi kobiety szczęśliwszej.
Kazimierz Gliński, Przy kominku (Pogawędka), w: „Bluszcz”, 1904
Większość panien, szczególniej mniej zamożnych, wychodzi zamąż w celu zapewnienia sobie bytu.
Niezbyt wesoło biegać z lekcyi na lekcyę, męczyć się z nieznośnemi nieraz dzieciakami lub pracować w jakiemś biurze lub sklepie, gdzie mężczyźni niezbyt po rycersku zazwyczaj odnoszą się do swych kolleżanek.
R., Niedobrane stadła, w: „Bluszcz”, 1904
Dookoła Rynku, na parterze starych pałaców, mieściły się najpiękniejsze sklepy, Hawełka w Szarej Kamienicy, na rogu Sławkowskiej Smidowiczowa, zaraz za nią cukiernia Maurizio (dawne nazwy cukierni zawsze brzmiały z włoska), Fiszer, skład papieru, wiedeńskich bibelotów i ramek do fotografii. Praussowa, umieszczona po drugiej stronie Sukiennic, opodal od wylotu ulicy Grodzkiej, jako magazyny materiałów i strojów damskich, należała do potęg lokalnych. Przyjezdny, nieznający obyczajów krakowskich, mógł zatrzymać się w sklepie na dole, ale wtajemniczeni szli w głąb, po ciemnych schodach na piętro, gdzie w dwóch obszernych i głębokich pokojach starego pałacu mieściło się sanktuarium mody. Na stołach leżały materiały i żurnale mód, a między nielicznymi klientami krążyły dwie stare panny, Emilia i Stanisława, chude, krzywe, o żółtej cerze, wyglądające na zakonnice w świeckim stroju, na repliki panien służących w wielkich domach i odpowiednio opętane snobizmem. Żaden mistrz ceremonii w lot, tak jak one, nie chwytał półcieni towarzyskich, nikt lepiej nie odmierzał swoich usług i nie wdawał w konspiracyjne szepty z wybranymi damami. Tutaj powstawały białe tiulowe suknie dla panien utrzymanych w rygorze i skromności i tu powłóczyste robrony dla matek. Prawdziwe elegantki ubierały się w Wiedniu i zachodziły tu z rzadka po bluzkę albo kwiat do wieczorowej sukni, albo dla obstalunku z okazji nagłej i nie dającej się odroczyć.
Janina z Puttkamerów Żółtowska, Inne czasy, inni ludzie, Londyn 1998
