W zasadzie pierwszą dziedziną wiedzy, dla której kobiety zaczęły wdzierać się na uczelnie, była medycyna. Od połowy XIX wieku w różnych krajach zaczynały się pojawiać (prędzej lub później) pierwsze praktykujące lekarki. Pojawiały się często wcześniej – nawet znacznie – niż uczelnie danego kraju zaczynały dopuszczać kobiety do studiów. Zdobycie dyplomu medycznego wiązało się więc z kilkuletnim pobytem w kraju, gdzie studia były możliwe i ze znacznymi kosztami. 
Równocześnie przez cały ten czas toczyły się spory, czy kobiety w ogóle nadają się do medycyny. Nawet po kilku dekadach od pojawienia się pierwszych lekarek rozbrzmiewały donośne głosy przeciw. Argumenty wysuwano najrozmaitsze – odwoływano się do sił fizycznych, zdolności umysłowych, moralności, czy nadmiernej emocjonalności. Zwolennicy kobiet lekarek wskazywali z kolei na przykład na fakt, że opieka nad chorymi i związana z nią pewna nieformalna wiedza medyczna zawsze leżały w gestii kobiet, lub bardziej ogólnie że może nie jest wskazane odmawiać wiedzy tym, którzy jej pragną.
W każdym razie kwestia kobiet a medycyny pozostawała sporna jeszcze długo po tym, jak lekarki przestały być nieznanym zjawiskiem.
 

Przecież kobiety doktorami być nie mogą jak im się to teraz zachciewa; wszakże powiedział a napisał to nawet sławny profesor Bishoff w Monachium. 
Nie będziemy wchodzić w polemikę z uczonym antagonistą kobiet, bo wszelka polemika w tym względzie do niczego nie doprowadzi, ale zdrowy rozsądek radzi w razach wątpliwych, wziąść się do metody experymentalnej. Jeśli kobiety rzeczywiście nie podołają nauce medycznej, to zachcianka ta sama z siebie upadnie. Jeśli podoławszy nie będą genjusząmi w swoim fachu, tem gorzej dla nich. Ale genjusze zawsze i wszędzie są rzeczą rzadką, można być użytecznym członkiem społeczeństwa bez żadnej do genialności zachciewki; ten argument za ostateczny uważać niepodobna tem bardziej, że nie ma w świecie uniwersytetu, coby wydawał patenta genijalności, a fakulteta medyczne nie wymagając go wcale od swoich uczniów płci męzkiej, kontentują się uzdolnieniem, dla czegożby więc podobny wyjątek miał być uczyniony dla kobiet? Wszak nie dobijają się żadnej wyższości, tylko zmuszone potrzebą pragną zająć skromne miejsce w społeczeństwie, pragną by im wolno było pracować na utrzymanie siebie, lub sobie blizkich, według sił i możności, i dla tego garną się do zawodu, w którym potrzebują zwalczyć li tylko przesąd a nie prawne trudności; do zawodu, który zdaje się odpowiadać ich usposobieniu. 
Ależ woła, zawsze uparty statu quo, kobieta doktorem! przynajmniej taka za mąż pójść nie powinna, bo któż zajmie się domem i dziećmi? Społeczeństwo, na takie rzeczy pozwolić nie może. 
Niestety zapytuje znowu zdrowy rozsądek, odkąd że to społeczeństwo troska się tak bardzo o byt i szczęście maluczkich?

Aloizy Storczyk, Kilka kwestyi bieżących w obec zdrowego rozsądku, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1872

 

Główną osią około której obraca się ta sprawa jest rozwiązanie kwestyi: czy reforma ustawy uniwersyteckiej w tej mierze jest wywołaną potrzebą czasu, oraz czy kobiety na tem nowem stanowisku społecznem mogą stać się użytecznemi? Dwadzieścia tysięcy podpisów pomieszczonych na petycyach złożonych parlamentowi angielskiemu, zdają się być w tej mierze znaczącą wskazówką. Pomijając ją wszelako jako przedstawiającą charakter miejscowy, któż z nas nie przyzna, że w chorobach niewieścich pożądańszą jest nierównie lekarka niż lekarz? 
Jakkolwiek wzgląd na wstydliwość niewieścią nie powinien tu być lekceważonym, lekarz musi go pomijać, choć mu o poznanie choroby i jej faz przedewszystkiem chodzi. Wiele też kobiet lękając się skrupulatnej analizy dyagnostycznej, powstrzymuje się z przyzwaniem lekarza a tem samem przyczynia się tą zwłoką do rozwoju choroby. Nie miałoby to miejsca, gdyby u łoża chorej stawała kobieta, przed którą spowiedź z przyczyn i przebiegu choroby, byłaby niezaprzeczenie szczerszą, zaczem i wyleczenie przychodziłoby łatwiej. Przechodząc do drugiej kwestyi, nie ulega żadnej wątpliwości użyteczność kobiet na tem polu. W Anglji i w Stanach Zjednoczonych złożyły one już świadectwa wymowne swych zdolności, w pierwszym kraju na drodze teoretycznej, w drugim w praktyce lekarskiej. Zresztą w lekarzu pożądaną jest nietylko wiedza, ale nadto i przymioty moralne, a pod względem współczucia i poświęcenia, wyznać się to godzi, że kobiety górują niewątpliwie nad nami. W operacyach chirurgicznych ręka kobieca może niezaprzeczenie oddawać wielkie usługi, gdyż cechuje się zręcznością, tyle tu pożądaną. Powiadają o słynnych operatorach, że nerwy ich przy łożu chorego są nieprzystępne wszelkim wrażeniom, że nie drży im ręka uzbrojona nożem w czasie dokonywania najtrudniejszych operacyi, że tem samem wrażliwe z natury kobiety nie mogłyby spełniać tego obowiązku. Co do nas, poczytujemy tę opiniję za całkiem nieuzasadnioną. 
Pod względem odbierania wrażeń, kobieta jest bezwątpienia czulszą, gdyż nerwy jej są delikatniejszego ustroju, nie idzie przecież zatem aby mężczyzna pozostawał nieczułym, gdyż bądź co bądź zawsze jest on człowiekiem. Praktyka chirurgiczna oswaja operatora z przykremi wrażeniami, i wpływa niezaprzeczenie na pomniejszenie stopnia czułości jego nerwów – wszelako toż samo zjawisko nieczułości w pewnym stopniu, przejawiać się będzie i powinno u doświadczonej operatorki. Ostatecznie zatem nie mamy prawa monopolizowania sztuki lekarskiej w naszem ręku, nie mamy prawa pozbawiania kobiet pracy, w której mogłyby oddawać ludzkości użyteczne usługi. Z wiedzy powinna korzystać nie tylko jedna uprzywilejowana połowa narodu, lecz obie całość stanowiące. 

W.N., Adeptki medycyny w Anglji, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1876

 

Czemże bowiem jest nieograniczona emancypacya płci słabej jeżeli nie chęcią łączenia odpowiedniej działalności z niewłaściwemi dla kobiety zajęciami? Innej nie pojmuję. Kobieta równa mężczyźnie pod względem intelektualnym, wyższa nawet częstokroć od niego uczuciem, jest w możności podjąć korzystnie każdy z działów pracy społecznej wyjąwszy takich które są niezgodne z jej naturą. Siła fizyczna i systemat nerwowy stanowić będą zawsze tamę, przeciwko krańcowem zachciankom niepodobnej do urzeczywistnienia idei. Stawianie jako przykład kilkuset amerykanek niczego nie dowodzi: są to wyjątki w wyjątkowym ustroju różnoplemiennej ludności nowego świata. Tam gdzie wyradza się mnóstwo sekt religijnych, skaczących, drgających, wpadających w konwulsye, gdzie znicz domowego ogniska zagasł pod podmuchem mroźnego chłodu samolubstwa i nieczułości, gdzie dolar jaśniejszym bije blaskiem od cnoty – tam mówię można znaleść (i to w niewielkiej liczbie) matki rodzin lub młode niewinne dziewice z nożami chirurgicznemi w dłoniach. U nas tego nie ma i da Bóg nigdy nie będzie. Niefortunne próby w Zurichu pokazały aż nadto smutne skutki wypływające z nieposzanowania skromności i tkliwych uczuć u dziewic.

Ludwik Niemojowski, Przegląd literacki. Kobieta, jej udział w rzeczach miłosierdzia, lecznictwa i niezależnej pracy. Odczyt przez Doktora Tymoteusza Stępniewskiego, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1876

 

Ponieważ przymioty nieodzownie potrzebne do skutecznego studyowania medycyny, jak to prelegent twierdzi (w czem i ja w zupełności zdanie jego podzielam), w dzisiejszem położeniu rzeczy, w wyjątkowych tylko razach kobietom są właściwe, zatem nie należy zachęcać ich do obierania sobie drogi, na której prawie zawsze gorzki zawód je spotka. Dla wyjątków praw się nie tworzy, a wyjątkowe postacie jak: pani Garret Anderson, Elżbieta Blackwell zawsze znajdą swoją drogę. Jeżeli kobieta z gruntu zmienić się potrafi i nabierze drogą udoskonalania naturalnego owych przymiotów, które prawie dosłownie z odczytu prelegenta przytoczyłem, to wtenczas wypadnie nam się zastanowić nad tem: czy i jaką korzyść kobieta-lekarz światu przynieść może, wtenczas także rozważać będziemy nad tem, czy korzyści ztąd wynikłe tak są wielkie, iż zasługują na to, żeby kobietę odciągać od szczytnego powołania, do jakiego Bóg ją przeznaczył: początkowego wychowywania dzieci i wpajania pierwszych zasad moralności w przy sztych obywateli kraju. Kobiety, które ośmielają się zadanie to uważać za zbyt małe dla ich wysokich zdolności i które przez chęć zabłyśnięcia czemś oryginalnem, niebywałem, oddają się studyom medycyny, nie zasługują na to, ażeby im drogę ułatwiać, te zaś, które będąc wyjątkowo przez naturę uposażonemi, czują się na siłach podołać i jednym i drugim obowiązkom, potrafią w każdym razie osiągnąć wysoki cel, jaki sobie wytknęły.

Dr Gustaw Fritsche, Sprawozdanie z odczytu Dra Karola Benni o kobiecie lekarzu., w: „Bluszcz”, 1877

 

Otóż dr Benni sądzi, że jest to jedynie właściwe pole dla kobiet-lekarek że, chociaż słuchać mogą całego kursu medycyny, w praktyce jednak poprzestać winny na pracy lekarek-akuszrek. Zgadza się to z ich usposobieniem i przygotowaniem naukowem, które, jak dotąd, gruntownem bynajmniej nie bywa, a wreszcie pozwala im to pozostać… kobietami. 

Kronika tygodniowa w: „Tygodnik Illustrowany”, 1877

 

Mnie się zdaje, że usposobienie kobiet łagodne i litościwe czyniłoby je zdolnemi do zawodu lekarskiego, a dowcip wrodzony może także do zawodu adwokata. 

Franciszek Kasparek, prof. Wszechnicy Jagiellońskiej, Kobieta i jej stanowisko w rodzinie, społeczeństwie i państwie, w: „Gazeta Sądowa Warszawska”, 1877

 

W szeregu ciekawych i pouczających odczytów, jakie czas przedwielkanocny dał nam możność usłyszeć, największe bez wątpienia zajęcie wzbudził w kobietach zwłaszcza, odczyt D-ra Benni p. t. „Kobieta lekarz." Kwestya, czy kobieta może być lekarzem, tak gorąco interesuje dziś ogół i tak jest doniosłą że żadne w niej słowo nie może być jeszcze zbytecznem. W tem też przekonaniu, choć nie z mej winy, spóźniwszy się nieco, odważam się podjąć niewprawne pióro, by jako strona interesowana wypowiedzieć kilka uwag, jakie wspomniony odczyt nastręczył, – a co ważniejsza stanąć w obronie praw, których zaprzecza nam kobietom więcej naukowy i doświadczony, lecz stronny aż do niesprawiedliwości obrońca strony przeciwnej.

Izabella, Głos kobiet, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1877

 

P. Fritsche w sprawozdaniu swojem w Bluszczu, cytuje kilka faktów przez prelegenta przytoczonych i wyprowadza z nich wnioski, chcąc zapewne pomódz czytelniczkom „Bluszczu” w rozwiązaniu kwesyi tak ich interesującej, chcąc pokierować ich zdaniem i wskazać drogę ich prawdziwego powołania. My, należące także do czytelniczek Bluszczu, gdybyśmy nie były na odczycie p. Benni z wdzięcznością przyjęłybyśmy może zdanie p. Fritsche, a mając sobie wskazane prawdziwe powołanie nasze, starałybyśmy się o mężów, a przedewszystkiem, wytępiałybyśmy w nas samych i we wszystkich naszych siostrach te niepotrzebne i niemożebne chęci zostania lekarkami. Lecz na nasze nieszczęście lub szczęście byłyśmy na odczycie p. Benni i widzimy, że zgodzić się z p. Fritsche nie możemy, rozumiejąc inaczej zupełnie fakta przedstawione nam przez prelegenta. Że jednak nie wszystkie czytelniczki Bluszczu były na odczycie, a ze słów p. Fritsche zmartwią się biedaczki swoją nieudolnością i brakiem wytrwałości nawet w pracy, któraby mogła ich kobiece, poświęcające się serduszka zadowolnić, — postanowiłyśmy więc pocieszyć je podając do druku te słów kilka jako wniosek uczyniony przez kobiety z odczytu p. Benni. Otóż my wywnioskowałyśmy, że kobieta posiada tak zdolność jak i wytrwałość potrzebną dla teoretycznego i praktycznego zajęcia się medycyną i że działalność jej na tem polu jest niezbędną dla dobra ogółu kobiet, gdyż ochroni zdrowie wielu z nich i polepszy ich byt materyalny, otwierając nową zupełnie gałęź pracy kobiecej. Inaczej zrozumieć słowa p. Benni mogli albo ci, dla których kwestyą jest jeszcze, czy kobieta jest człowiekiem, czy można jej nadawać takie prawa, jak człowiekowi-mężczyźnie, naprzykład pozwolić leczyć ludzi: albo ci, dla których tak wielkie znaczenie mają słowa „nie uchodzi,” „nie wypada” że ich przekroczyć niepodobna nawet dla dobra ogółu kobiet. 
Czyż to uchodzi, mówią ci ostatni, tej nadziemskiej, uroczej istocie zajmować się krajaniem i analizowaniem trupa. A kiedy tej uroczej istocie prawdziwy kobiecy wstyd albo nieumiejętność bab wiejskich lub akuszerek, przecina nieraz życie w samym kwiecie wieku, uchodzi-z to i niezasługuje-ż na naganę? Nareszcie zaliczyć tu wypada i tych którzy, jak owi przeciwnicy zniesienia niewoli w początkach nowych wieków, nie lubią zmian, uważając, że jeżeli już co było dawniej i dotychczas istnieje to powinno pozostać i nadal. Nasze prababki, babki, nawet matki nie studyowały medycyny, a jakoś żyło się na bożym świecie! Żyło się przecież na świecie i bez dróg żelaznych i bez parowych statków i bez tysiąca innych maszyn i przedmiotów, bez których teraz obejść byśmy się nie mogli. 

Izabella, Głos kobiet, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1877


Przy dozorowaniu chorych ogólnie, i w wydziale specyalnym swoich chorób, kobiety ogromne mogą oddawać usługi, powiada D-r R. dla czegóż więc nie miałoby im być wolno przysłuchiwać się odczytom medycznym. „Nic bardziej niewinnego przecież nad przysłuchiwanie się i przyglądanie." Ale o udzielaniu kobietom stopni lekarskich, „pod żadnym pozorem” mowy być nie może. 
Taki jest w tej kwestyi pogląd racyonalnego niemieckiego doktora, to też nic dziwnego, że rekryminuje przeciwko niemu sam tłomacz, który słusznie dowodzi, że albo należy całkiem odmówić kobietom prawa słuchania medycyny, albo raz je do tegóż prawa upoważniwszy, niesprawiedliwością najwyższą jest przeczyć im stopni, skoro na nie zasłużą. Bardzo pięknie. To też byłabym niepomiernie zbudowana tą bezstronnością tłomacza, gdyby nie przypisek jego ze stron. 282, z którego się dowiadujemy, że mężczyzna w obec kwestyi kobiecej bezstronnym tylko do pewnego kresu być może. Charakterystyczny ten przypisek, zdradza, chyba przeciwnika, co uniesiony oburzeniem, zresztą bardzo sprawiedliwem na autora, za to, że wymieniając cały szereg nauk niewłaściwych kobietom, zamilczał o nauce prawa, stara się wypełnić tę lukę, wołając: „A kobiety adwokatami? Boć i to snuje się niekiedy po główkach marzycielskich, łudzonych myślą o obronie uciśnionych, albo częściej może po główkach emancypowanych i rachunkowych, którym się uśmiechają dochody adwokackie i t. d .”
No i dojdziemyż my kiedy do ładu z tymi panami?

F., Uwagi kobiety nad dziełem D-ra Edwarda Reicha Studya nad Kobietą, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1877

 

Najpierw trzeba tu autorce zwrócić na to uwagę, że los ani nam uczuć daje, ani ich odbiera, bo te we własnem naszem sercu się rodzą, a losu, czyli okoliczności życia to tylko może być sprawą, czy dla uczuć prawidłowe ujście znajdziemy; ale kwestya to poboczna, główną zaś jest to: czy lekarz, człowiek stojący na wyłomie niebezpiecznej często służby dla ludzkości, jest w oczach autorki koniecznie z poezyi odartą istotą? Przytem można by z przytoczonych słów autorki wyciągnąć sobie inną jeszcze konkluzyę: tę, że dla każdej kobiety zamężnej życie przedstawia się w rzeczywistości zbyt nagiej? Że zawód lekarza jest dla kobiety trudnym przez różne gałęzie nauk z medycyną złączonych; że ma drażliwości bardzo przykre: jest to rzeczą niewątpliwą. Ale autorka jakoś nieszczęśliwie kwestyi w jej głównych punktach ująć nie umie i taki naprzykład błahy powód przeciw lekarskiemu zawodowi kobiety stawia, że wezwana nagle do chorego musiałaby w nocy znajdować się na ulicach? Wiemy, że z balu zawsze w nocy do domu wraca, rzecz więc tylko na tej malutkiej podrzędności się opiera, by kobieta-lekarz wsiadła w nocy do powozu lub miała ze sobą przewodnika, któryby ją od napaści jakiego pijaka lub złodzieja bronił.

M.I., Przegląd piśmienniczy. Kobieta w rodzinie, przez Bogumiłę, w: „Bluszcz”, 1879

 

Fakt się stał i w tym kierunku pójdziemy naprzód, pomimo wszelkich usiłowań niedowierzających przyszłości, z obawą spoglądających na ten przewrót a z tęsknotą wzdychających za błogim spokojem dawnych czasów, pomimo nawet podobnych wystąpień jak nieprzyjęcia doktora medycyny kobiety na członka towarzystwa lekarskiego w Warszawie.

S-z, Działalność kobiet za granicami rodziny, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1879


Nie więcej nad lat dziesięć lub dwanaście, sama myśl aby kobiety uczyły się medycyny, oburzała uczciwych i poważnych ludzi. Jakże to niedawno temu, na ulicach Edymburga ścigano i znieważano kobiety, udające się na kursą medycyny? Dziś przesąd ten znikł prawie zupełnie, czy że najzapaleńsi przeciwnicy pomarli, czy że zastanowiwszy się głębiej pogodzili się z faktami dokonanemi, nie umiemy na to odpowiedzieć.

J.B., Kobiety doktorami, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1886

 

W 1888 roku w Paryżu obroniła doktorat z medycyny Polka Karolina Szulc, co wywołało znaczny oddźwięk w prasie – częściowo ze względu na sukces rodaczki za granicą, i to w tak rzadkiej dziedzinie, a częściowo dlatego, że oponentem panny Szulcówny był sam wielki Jean-Martin Charcot, jeden z najwybitniejszych lekarskich autorytetów. Bolesław Prus w ten sposób podsumował (i skrytykował) argumenty Charcota przeciw kobietom chcącym uprawiać zawód lekarza.
(Warto zauważyć znaczący wielokropek przed słowem „niezdrowa” w argumentacji Charcota. Prus ujął sprawę z nieco bardziej ogólnej strony, ale wydaje się prawdopodobne, że szacownemu profesorowi nie chodziło tu o zwykłą chorobę, a o menstruację, która jego zdaniem uniemożliwiałaby lekarce wizytę u pacjenta. Dodatkowo uprawdopodobnia to fakt, że specjalnością Charcota była histeria, którą uważano za ściśle powiązaną ze stanem kobiecych narządów płciowych.)

Że i prasa warszawska wzniosła huczne wiwaty na cześć panny Szulcówny, to także rzecz naturalna. Chodziło przecież o warszawiankę, która posiada przywilej działania na nasze wyobraźnie, jak iskra boża na beczkę prochu. Chodziło wreszcie o osobę, o której mówił cały Paryż i do której „Figaro” napisał specjalne wiersze!
Ale skąd gazety wiedeńskie przyjęły udział w tym „fakel cugu”? Jest to rzecz prawie niepojęta.
Nie zrobiły tego przez sympatią dla warszawianek; boć mamy trzy warszawianki, panie: Tomaszewicz-Dobrską, Ciszkiewiczową i Klauzińską, które również doktoryzowały się, lecz nie obudziły ani dziesiątej części tego zapału.
Pozostaje tylko jedno przypuszczenie, że prasa wiedeńska, tak dobrze jak paryska, dziś dopiero spostrzegła typ kobiety uczącej się i uczonej… może dlatego, że kiedy inne doktoryzowały się w Genewie lub Zürichu, pierwsza z pięknych Nadwiślanek, panna Szulcówna, wystąpiła w Paryżu wobec Charcotów, Straussów, Reclusów itd.
Ludziom zamieszkującym chłodniejszą strefę aniżeli ta, pod którą leży Paryż, doktoryzacja panny Szulcówny nastręcza dwie uwagi.
Pierwsza dotyczy treści rozprawy. Prawda, że temat: Kobieta jako lekarz w XIX wieku jest bardzo piękny, ale… jest to temat z dziedziny socjologii, nie medycyny. Pojmujemy traktaty medyczne, choćby „O wrastaniu paznogci” albo „O kołtunie”. Tu bowiem młody lekarz może wykazać znajomość nauk lekarskich odnośnej literatury, a nade wszystko umiejętności badania chorych. Jaki jednak związek z fizjologią, anatomią, patologią, diagnozą, a choćby nawet farmakognozją może mieć historia kobiet lekarek?... I co o tej kwestii jako oponent może powiedzieć choćby znakomity profesor Charcot…
Przypuszczam, że młoda doktorantka zna medycynę lepiej nawet aniżeli my, dziennikarze warszawscy, i że temat swojej rozprawy wybrała nie po to, ażeby dowieść fachowej umiejętności, co było zbytecznym, ale żeby „ubrać” lekarz paryskich w ogóle, a profesora Charcota w szczególności.
Istotnie, czcigodny uczony przemawiał do panny Szulcówny w ten sposób, jakby (jeżeli dokładne są sprawozdania dzienników) mowę „opozycyjną” pisał nie on sam, ale… jego wróg śmiertelny…
Oto argumenta, za pomocą których na fakultecie medycznym w Paryżu dowodzi się kobietom, że nie mogą być lekarkami:
„Przekonani jesteśmy – mówi profesor Charcot – że kobieta, przewyższając mężczyznę pod wieloma względami, dorównywa mu częstokroć pod względem intelektualnym. Ale jeżeli chciałaś pani dowieść, że medycyna jest zawodem równie kobiet, jak mężczyzn, niepodobna, bym przeciwko tej pretensji nie miał powstać… Kobieta-lekarz należeć będzie zawsze do kobiet wyjątkowych…”
„A trzeba przyznać, iż kiedy kobieta bierze się do rzeczy właściwych mężczyznom, nie zadowolni się nigdy rolą drugorzędną. Mówię tu o kobietach wojskowych, które jak pani wiadomo, odegrywały role jenerałów – nigdy zaś żołnierzy.”
„Przechodząc do kobiet lekarzy – od pierwszej chwili chcą one zajmować miejsca ordynatorów w szpitalach i rozpoczynają praktykę w wielkich miastach, żadna zaś nie pójdzie na prowincję leczyć wiejskich pacjentów.”
I kłaniając się z uśmiechem dodaje:
„Jesteś pani piękna, czy sądzisz pani, że pewne działy medycyny w praktyce lekarskiej przystoją jej urodzie i jej kobiecemu ubraniu?
A jeżeli wezwą cię do chorej wśród nocy zimowej, a pani sama będziesz… niezdrowa, co pocznie chora, która liczy na twoją opiekę?”
„…Kobiety te (lekarki) myślą więcej o sobie aniżeli o ludzkości, aspirują do miejsc pierwszorzędnych, do miejsc korzystnych i na widoku będących…”
I tak dalej.
Gdyby Charcot, znany w Europie jako powaga w rzeczach chorób nerwowych, powiedział krótko: kobiety mają takie węzły nerwowe, a nie mają owakich, co im przeszkadza być lekarzami, może by mu na słowo wierzono. Ponieważ jednak wdał się w dowodzenie, trudno więc ukryć, że argumenta jego są nie tylko słabe, ale po prostu skandalicznie słabe.
Niedawno bowiem profesor Vogt również występował przeciw kobietom lekarkom i postawił im, nie wiem czy słuszny, lecz w każdym razie ciężki zarzut. W prosektorium – mówił – kobieta najgorzej przygotowuje preparaty, a w klinice jest najgorszą obserwatorką.
To byłby zarzut dowodzący, jeżeli nie niezdolności kobiet, to przynajmniej ich złego przygotowania do studiów.
Ale rozpatrzmy „zarzuty” Charcota.
„Kobiety lekarki – mówi Charcot – będą zawsze wyjątkowymi kobietami.”
A mężczyźni lekarze czyliż nie są „wyjątkowymi mężczyznami”? Wszakże jeden lekarz przypada średnio na kilka tysięcy nie-lekarzy, jest więc wyjątkiem… Tak samo jak jest wyjątkiem mężczyzna inżynier, mężczyzna śpiewak, mężczyzna niewidomy, a nawet mężczyzna fryzjer i mężczyzna tapicer.
Cóż by to jednak była za dziwna loika, gdybyśmy zaprzeczyli mężczyznom zdolności na przykład tapicerskich na tej zasadzie, że tapicerowie są w społeczeństwie „wyjątkami”?
„Kobiety – mówi Charcot –  nie zadawalniają się rolą drugorzędną; kobiety wojskowe odegrywały role jenerałów, nigdy zaś żołnierzy”.
Oczywista bajka. W każdej armii, nie wyłączając tureckiej, trafiały się kobiety-żołnierze i nawet były nagradzane za męstwo. Kobieta zaś „jenerał” była, o ile wiem, tylko jedna, w czasie wojny Stanów Amerykańskich północnych z południowymi, a i ta pracowała w sztabie, nie zaś rwała się do dowodzenia armią.
To, że lekarki garną się do miejsc korzystnych i widocznych albo że nie wyjeżdżają na wieś, nie stanowi żadnego specjalnego argumentu; mężczyźni bowiem równie wolą wielkie miasta i stanowiska wydatne.
„A jeżeli wezwą cię do chorej, gdy sama jesteś… niezdrowa?” – pyta Charcot. Panna Szulcówna mogła mu odpowiedzieć: to samo, co się dzieje z chorym, gdy lekarz mężczyzna jest niezdrów… Lekarz nie idzie do chorego, tylko do łóżka i ja potrafię to samo.
„A czy pewne działy medycyny przystoją kobiecej urodzie i ubraniu?” – kończy Charcot. Pomijam kwestię, że przecież trafiają się przystojni i ładnie ubrani lekarze, którym wdzięk ani ubiór nie przeszkadza w praktyce. Ale… czy na przykład niańczenie małych i zazwyczaj bardzo nieporządnych dzieci przystoi piękności i toalecie kobiecej?... Jaki związek może mieć piękność i ubranie z chorobą i jak to dziwnie brzmi w ustach Charcota, który w tej samej mowie zaleca kobietom być dozorczyniami przy chorych?...
Przecież dozorczyni więcej aniżeli lekarz naraża swoją urodę i toaletę, to darmo…
Krótko mówiąc, profesor Charcot, zamiast dowieść, że kobiety nie mają kwalifikacji na lekarki, dowiódł całkiem innej rzeczy; tej mianowicie, że można być bardzo słabym… oponentem, będąc znakomitym lekarzem.

Bolesław Prus, Kroniki tygodniowe, w: „Kurier Codzienny”, 1888

 

Zkądże spór? Oto ztąd, że coraz więcej podnosi się głosów ostrzegających przeciw liczbie cisnących się do podwoi tej najbardziej złożonej, najtrudniejszej, a przeto najmniej dostępnej z nauk. Protestuje rodzina, bo zadużo już jest dotąd egzystencyj złamanych, zadużo wykolejonych, tych jednem słowem, które ustały w połowie drogi. Rodzina wie, co jej zagraża, wie że stracić może kobietę, nie dając wzamian społeczności swojej lekarki. A że niema nieodwołalniej straconej, jak taka, która wszedłszy na tę drogę, bądź z winy własnej, bądź dla przyczyn od niej niezależnych, nie wytrzymała do końca, o tem wie każdy, a nie wie jedno chyba takie dwudziestoletnie dziewczę nasze, któremu ujemne strony tego zawodu, doszczętnie ścierające znamiona kobiecości, obce są zupełnie. Inaczej wychodzi kobieta, kiedy jest tryumfatorką, kiedy wzamian za dziewiczość duszy swojej zyskuje kompensatę w faktycznej, a pożytecznej dla ogółu działalności, a inaczej taka, która się zawiodła i nic prócz goryczy i świadomości mętów życia ztamtąd nie wynosi. To jest prawda cała, reszta to złudzenie, albo kłamstwo. 
Temi względami powoduje się rodzina; co ze swojej strony mówią lekarze? 
Lekarze, to jest ci, którzy owę drogę przebiegli, a przeto są jedynymi uprawnionymi sędziami kwalifikacyj, żądają od kobiety, zabierającej się do studyów lekarskich: zdolności wrodzonych, wybitnych, należytego wykształcenia przygotowawczego, wytrwałości, silnego zdrowia, środków materyalnych zupełnie wystarczających i powołania zawodowego, ale zrozumiejmy się: powołania, a nie zachcianki.

Red., W sprawie bieżącej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1893

 

Biorąc rzecz zasadniczo, to równouprawnienie kobiet z mężczyznami jest nonsensem, bo się sprzeciwia odwiecznym prawom natury. Dopóki kobieta jest przeznaczoną do rodzenia dzieci i karmienia niemowląt, jak na to wskazuje sama budowa jej narządów, to stanowczo ani mowy być nie może o równouprawnieniu z rodzajem męzkim. Tak już w całej przyrodzie Pan Bóg rzeczy ułożył, albo kto woli, niech powie, tak już w całej przyrodzie rzeczy się ukształtowały, że role są podzielone nietylko u ludzi, ale i u zwierząt a nawet roślin.
Dopóki u mnie w Mydlnikach słowik śpiewa i żer przynosi samicy w gniazdku siedzącej, dopóty ja w równouprawnienie nie uwierzę.
Tyle w kwestyi zasadniczej, z której wywodzi się prawo kobiet do przyjęcia wszelkich zatrudnień męzkich — a raczej do pożądania takich, które dają zaszczyty i godności
obok znaczniejszych dochodów.

O dopuszczeniu kobiet do studyów lekarskich. Napisał Prof. Rydygier, w: „Przegląd Lekarski, wydawany staraniem Oddziału Nauk Przyrodniczych i Lekarskich C.K. Towarzystwa Naukowego Krakowskiego”, 1895

 

Z góry przypuszczam na zasadzie równouprawnienia, że nikt nie śmie się odezwać, żeby kobiety mogły inaczej przystąpić do studyów lekarskich, jak po zdaniu matury w gimnazyach z takim samym zakresem nauk, jak gimnazya męzkie. Otóż tedy naprzód stwierdzam, że obecnie takich kandydatek u nas wcale nie ma.
Przypuśćmy jednak, że z czasem mogłyby się takie kandydatki znaleść. To i wtenczas jeszcze musiałbym się stanowczo oświadczyć przeciwko przypuszczeniu takich kandydatek do studyów lekarskich a to z następujących przyczyn.
Jeżeli mamy przystąpić do tak daleko sięgających reform, które zmieniają a raczej zmienić mają przyrodzony i wiekami uświęcony ustrój społeczny, to muszą być do tego arcypoważne i naglące powody. Czy tak rzeczywiście jest? Czy jest może brak wielki lekarzy? Ależ przeciwnie! Statystyka wykazuje i ciągle w pismach lekarskich czytamy, że jest przepełnienie studyów lekarskich, że mamy nadmierną liczbę lekarzy (hyperproductio).
Na to wołają zwolennicy i zwolenniczki przypuszczenia kobiet do studyów lekarskich: a cóż to przeszkadza temu, żeby kobiety poświęcały się medycynie? co za egoizm mężczyzn, strach przed konkurencyą, kobiece zawody są także przepełnione, zkądże tylko kobiety mają ciągle zajmować poślednie stanowiska szwaczek i skromne nauczycielek i t. d.!
Przepraszam bardzo, przedewszystkiem jeszcze raz odwołuję się do uporządkowania całej przyrody: tak już raz jest na świecie, że kobieta jest skazana na dom i zatrudnienie w nim; a szczytne to zadanie, które najwięksi poeci tak gorąco sławili i na tem opiera się nasz cały szacunek dla kobiet, na tem wielkie ich uprzywilejowanie.
Słyszę stereotypową odpowiedź, że przecież nie wszystkie kobiety wychodzą, ani nie mogą wyjść za mąż, więc też ani domu własnego nie mają, ani strzedz nie mogą domowego ogniska. Nie wchodzę bynajmniej w to, czy i o ile kobiety same przyczyniają się do coraz większej niechęci mężczyzn do ślubów małżeńskich przez wygórowaną chęć do strojów i zabaw a niechęć do pracy w domu, przyczyniającej środków do utrzymania ogniska domowego; natomiast podnieść muszę, że nawet dzisiaj jeszcze kobiety niewychodzące za mąż stanowią mały odłamek rodzaju żeńskiego. Dla wyjątków nie zmienia się porządku społecznego uświęconego wiekami. Tem mniej mamy do tego powód, im więcej pozostaje jeszcze dotychczas zawodów odpowiednich dla kobiet a przez nie niewyzyskanycb.

O dopuszczeniu kobiet do studyów lekarskich. Napisał Prof. Rydygier, w: „Przegląd Lekarski, wydawany staraniem Oddziału Nauk Przyrodniczych i Lekarskich C.K. Towarzystwa Naukowego Krakowskiego”, 1895

 

Najzapaleńsi zwolennicy a nawet same zwolenniczki nie twierdzili nigdy, żeby kobiety nadawały się do wykonywania chirurgii, a są jeszcze i inne gałęzie naszej nauki,
n. p. choroby weneryczne u mężczyzn, które z góry bywają wykluczane, jako zatrudnienie nie nadające się dla kobiet. Taki niekompletny lekarz-kobieta, to bastard lekarza. Wszakże zawsze zgodnie wszyscy twierdziliśmy i do dziś dnia to uchodzi za niewzruszoną zasadę nauk lekarskich, że nie można się uczyć różnych z osobna gałęzi medycyny, ale całość trzeba umieć i znać, chociażby później specyalizowa.no się w jednym kierunku. Tak więc przy takiem wykluczeniu z góry kilku gałęzi medycyny jako nieodpowiednich dla kobiet ucierpiećby musiała już sama nauka medycyny.
Jeszcze gorzej wyszlaby na tem praktyka. Zwykle słyszymy i jak o argument główny bywa podawany, że z przyszłych kobiet-lekarzy dlatego właśnie największe błogosławieństwo spłynęłoby na ludzkość, że kobieta mniej wymagająca osiedlałaby się po wsiach, w zakątkach, których dzisiaj każdy lekarz unika i tam nie tylko pomocy lekarskiej udzielałaby ubogiej opuszczonej ludności, ale zarazem szerzyłaby oświatę
i t. d., i t. d. się deklamuje. Nie mówię wcale o tem, czy i o ile kobiety takie, które poświęciły się medycynie, zdolne są do krzewienia oświaty pomiędzy ludem i jak by ta oświata wyglądała? tego jednak przemilczeć nie mogę, że medycyna i leczenie żleby na tem wyszły. Właśnie w takich zakątkach odległych lekarz nieobeznany z całą medycyną i niepraktykujący we wszystkich jej gałęziach to absurdum. Jak sobie da radę taki lekarz-kobieta ze zwichnięciem w stawie biodrowym i innemi? Tu już nawet sama znajomość chirurgii nie pomoże, ale siły — siły męzkiej potrzeba do odprowadzenia. Jak sobie da radę taki lekarz-kobieta w przypadkach, gdzie buhaj brzuch rogiem rozpruł ubogiemu wieśniakowi i jelita wypadły, gdzie krew się leje strumieniami, gdzie w bojce w karczmie pijani rozbili sobie głowy lub nożem się pokaleczyli? Wszak to tak częste przypadki na wsi! Jeszcze jeden przykład: Ubogiemu wieśniakowi uwięza przepuklina pachwinowa — czy on zawoła, czy on ma zawołać
kobietę-lekarza? Czy ten lekarz-kobieta będzie odprowadzał taką przepuklinę? Cóż na to powiedzą zwolennicy i zwolenniczki przypuszczenia kobiet do studyow lekarskich, żeby kobieta manipulowała koło części płciowych u mężczyzny; cóż powiedzą ci, którzy z takiem oburzeniem podają jako jedną z głównych przyczyn swego żądania, że to przecież barbarzyństwo, skandal, żeby kobietę chorą zmuszać do poddania zbadaniu mężczyźnie swoich części rodnych! Proszę Panów, nie żartujcie sobie z zdrowego rozsądku! Idę dalej: dziś gdzie mamy obowiązek ogólny służenia we wojsku, choroby weneryczne szerzą się i w najodleglejsze zakątki i smutnie znacząc postęp cywilizacyi, wdrapują się nawet na najwyższe szczyty Tatr naszych, jak to niestety wiemy z doświadczenia w Zakopanem. Czy ten góral lub wieśniak ma iść do kobiety-lekarza i dać leczyć jej swój wiewiór (tryper) lub wrzód miękki albo twardy? Sądzę, że chyba żadna Polka się nie znajdzie, któraby się tego podjęła.

O dopuszczeniu kobiet do studyów lekarskich. Napisał Prof. Rydygier, w: „Przegląd Lekarski, wydawany staraniem Oddziału Nauk Przyrodniczych i Lekarskich C.K. Towarzystwa Naukowego Krakowskiego”, 1895

 

Przechodzę teraz do gałęzi praktyki lekarskiej nadającej się niby specyalnie dla lekarza-kobiety i jak o takiej zawsze wysuwanej: do położnictwa i chorób kobiecych. Na pierwszy rzut oka gotowiśmy bodaj uwierzyć, że tutaj kobieta-lekarz, jeśli już nie wyrówna mężczyźnie, przecież jest możliwą, ale gdzież tam! Do tej niby uprzywilejowanej gałęzi kobiecej jest ona tak samo nie zdatną, jak do innych gałęzi medycyny. Wszakże ginekologia, to dzisiaj po większej części chirurgia zastosowana do chorób części rodnych kobiety. Jeżeli nie chcemy obniżyć znowu tej gałęzi, świetnie obecnie rozwiniętej, napowrót do tyle i tak słusznie wyśmiewanej Glyceria-Wattte-Tampon-Gynaekologie, to chyba nie oddamy jej w ręce kobiety-lekarza. Czy zechciałby kto, znający się choć tylko powierzchownie na ginekologii oddać w ręce kobiety-lekarza owaryotomie, histerektomię i tyle innych operacyj ginekologicznych? operacyj tak wielkich, tak ładnych, że stanowią największą chwałę chirurgii, ale dających tyle powikłań, tyle niespodzianek w stosunku z jelitami i innymi narządami w jamie brzusznej, że tylko cała zimna krew, rozwaga i energia najlepszego mężczyzny właśnie wystarcza do pokonania w lot tych, często nieprzewidzianych trudności i komplikacyj. Cudowne to operacye, cudowne i życie dające ich wyniki, ale precz mi od nich z lekarzem kobietą! Ani siłami ducha, ani ciała do takiego zadania kobieta nie dorosła!
Ale do wykonywania praktyki lekarskiej w położnictwie przecież nie można odmówić kobiecie-lekarzowi zdatności? Niestety i tutaj powiedzieć muszę, że jak niezrównanemi są akuszerkami i żaden mężczyzna z niemi porównania wytrzymaćby nie mógł, tak nie nadają się wcale na lekarzy-akuszerów. Nie polegam tu wcale na własnem zdaniu, ale
powołuję się na profesora położnictwa i chorób kobiecych Dohrna, który w tym przedmiocie napisał świetną rozprawę a mógł ją gruntownie napisać, bo się specyalnie tą gałęzią zajmuje i zna jej potrzeby, a mieszkając w Królewcu, miał nawet sposobność stykania się z lekarzami-kobietami z Rosyi. Ciekawy czytelnik znajdzie tę rozprawę w Dt. med. Woch. 1893. pag. 179.; ja tylko kilka uwag z niej wyjmuję i swoich dorzucam: I położnictwo wymaga więcej sił fizycznych, niż niemi rozporządza kobieta. Każdy lekarz, który raz wykonał rozwiązanie ciężkie kleszczami, pamięta z pewnością dobrze, z jakiem wytężeniem wszystkich swych sił pracować musiał, jak go jeszcze kilka dni potem mięśnie rąk i pleców bolały. Takich sił „aerstliches Fraulein” nie jest zdolne rozwinąć. A dodajmy do tego, że jak to już na początku podniosłem, przyroda przeznaczając kobietę do innych celów i nie przeczuwając, że jej się kiedyś zachce być lekarzem, inaczej też urządziła jej rozwój: z 15 rokiem panna dorasta, ale po 40. już zaczyna tracić; okres rozwoju i pełnego posiadania sił u kobiety jest daleko krótszy niż u mężczyzny; pozostałoby jej zaledwie 10—15 lat po studyach lekarskich do używania w pełnym rozwoju swych sił, z których potrącić należy jeszcze liczne przerwy z powodu regularności, podczas której znaczna część kobiet nietylko jest niezdolna fizycznie do zajęć, ale nadto nie pozwala jej na nie rozdrażniony ustrój nerwowy. Nie wspominam już wcale o ewentualnej brzemienności i późniejszem klimakteryum. Jakże taki lekarz-kobieta z  tak częstemi przeszkodami, wynikającemi z jego ustroju, a nie przypadkowemi, mogłaby skutecznie wypełniać obowiązki swej praktyki?
A władze umysłowe czy dopisałyby lekarzowi-kobiecie przy trudnych połogach? Czy miałby on tyle oporności i stałości umysłu, żeby przywołany do połogu przeciągającego się, ale nie wymagającego operacyjnego zakończenia, oprzeć się zdołał błaganiom matki, męża, ciotek i samej rodzącej, błagających o skrócenie cierpień i ukończenie porodu?! Trzeba wiedzieć, jak całe to otoczenie umie schlebiać, wychwalać, sławić dobroć, wielkość i moc doktora, który byleby chciał, mógłby od razu uwolnić męczącą się ofiarę. Na to potrzeba całej stałości męskiego charakteru, żeby się takiej pokusie oprzeć: tutaj leżą narzędzia, któremi umiesz władać, potrzebujesz ich tylko użyć, nawet czasem bez wszelkiej szkody dla rodzącej — lecz niepotrzebnie; ale za to uzyskasz dozgonną wdzięczność całego otoczenia, pokażesz, żeś rzeczywiście tych pochwał wart, że rzeczywiście umiesz dużo i pomódz możesz — w przeciwnym razie musisz siedzieć kilka a nawet kilkanaście godzin; wszystko zakończy się samo bez twojej pomocy. Chyba wąż w raju gorzej nie mógł kusić i wybrał sobie kobietę i dopiął swego. Bodaj czy obecna generacya kobiet jest oporniejsza! Tak wielkiej stałości w takich razach potrzeba, że doświadczony mój nauczyciel Pernice dawał zwykle taką radę, żeby młody lekarz, jeżeli znajdzie się w takim przypadku na wsi i przekona się, że wszystko prawidłowo postępuje a jeszcze kilka godzin czasu do ukończenia, najlepiej wyjechał z mężem na polowanie, bo trudno będzie mu się oprzeć ciągłym prośbom.
Nie będę się powtarzał, żeby wykazać, że również do wykonywania wielkich operacyj położniczych, ja k cięcia cesarskiego i t. p. kobieta nie jest zdolna.
Tak więc i w tej gałęzi medycyny nie pozostaje nic innego kobiecie, jak to, do czego już dziś ma przystęp, a do czego u nas dotychczas kobiety inteligentniejsze i z lepszych rodzin wcale się nie garną, a przez co mogłyby oddać daleko większe usługi społeczeństwu a sobie zapewnić wcale pokaźne i intratne stanowisko, t. j. zostać akuszerkami. Stan ten dziś u nas poniekąd nie zbyt ceniony, natychmiast nabrałby innego znaczenia, gdyby inne elementa go składały. Właśnie ten sam Dohrn powiada, że ma pomiędzy sobie znanemi akuszerkami panie z najlepszego towarzystwa i bardzo inteligentne i te właśnie niezmierne oddają usługi społeczeństwu, nie dające się zastąpić żadną pracą męską.

O dopuszczeniu kobiet do studyów lekarskich. Napisał Prof. Rydygier, w: „Przegląd Lekarski, wydawany staraniem Oddziału Nauk Przyrodniczych i Lekarskich C.K. Towarzystwa Naukowego Krakowskiego”, 1895

 

Precz więc z Polski z dziwolągiem kobiety lekarza! niech nam i nadal słynie chwała kobiet naszych, którą tak ładnie głosi poeta.

O dopuszczeniu kobiet do studyów lekarskich. Napisał Prof. Rydygier, w: „Przegląd Lekarski, wydawany staraniem Oddziału Nauk Przyrodniczych i Lekarskich C.K. Towarzystwa Naukowego Krakowskiego”, 1895

 

I tak prof. Rydygier w samem dopuszczeniu kobiet do studyów lekarskich upatruje głęboko sięgającą reformę „przyrodzonego i wiekami uświęconego ustroju społecznego”. 
Z twierdzenia tego wynikałoby, że społeczeństwa a raczej ustroje społeczne są zakute w jakieś stałe formy, które nie ulegają żadnym przeistoczeniom. Czyż tak jest w rzeczywistości? Czy ktokolwiek zaprzecza dzisiaj, że istnienie ustrojów społecznych polega na ciągłej i nieprzerwanej ich ewolucyi? Otóż dzięki właśnie tym ewolucyom i prawa kobiety ulegają ciągłej zmianie a historyczne przekształcenie tych praw wyraża się już dzisiaj znacznem rozszerzeniem zakresu społecznej działalności kobiet. Czy w dalszym rozwoju życia społecznego nastąpi zupełne równouprawnienie kobiet, nie wiem, lecz z pewnością mogę twierdzić, że dzisiejsze te lub owe postulaty kobiet i ich dążenia są tylko następstwem tej ewolucyi społecznej i nie pozostają w sprzeczności z żadnem prawem natury. Że kobieta jest człowiekiem, chyba temu prof. Rydygier nie przeczy a jeżeli tak jest, to w całej jej organizacyi obok specyalnych narządów, które ją od mężczyzn różnią, muszą być także cechy ogólno-ludzkie. Wszelkie starania skierowane ku temu ażeby wykazać, że kobiety w budowie i organizacji swojego układu nerwowego różnią się od mężczyzn, do dziś dnia, jak wiadomo, spełzły na niczem; chwytano się nawet wagi mózgu i sądzono, że się potrafi udowodnić, iż w stosunku wagi mózgu do wagi ciała zachodzi pewna różnica, lecz i ta droga zawiodła; mozg Moleschotta, który głownie tę myśl propagował, ważył mniej niż średni mozg praczki monachijskiej a mózg Gambetty okazał się mniejszym od średniego mózgu szwaczek paryzkich. Wobec więc b raku dowodów różnicy, wypada przyjąć prostsze przypuszczenie podobieństwa i zgodzić się na to, że organizacya mózgu kobiety zasadniczo nie rożni się od organizacyi mózgu mężczyzn, z czego z kolei wynika, że i umysł kobiety może nie przedstawiać zasadniczych różnic.

Z powodu artykułu prof. Rydygiera O dopuszczeniu kobiet do studyów lekarskich. Podał Prof. N. Cybulski., w: „Przegląd Lekarski, wydawany staraniem Oddziału Nauk Przyrodniczych i Lekarskich C.K. Towarzystwa Naukowego Krakowskiego”, 1895

 

Lecz gdy nie można się dopatrzeć sprzeczności z prawami natury, jeżeli się wśród kobiet trafiają jednostki, które się garną do zdobycia wiedzy, to odbiera się niewątpliwie wrażenie strasznego pogwałcenia praw natury, jeżeli profesor uniwersytetu staje na stanowisku potrzeby ograniczenia rozpowszechnienia nauki, ktokolwiek po nią sięga. A cóż mówić o tem, gdy odmawia jej kobiecie i wpada w trudną do pojęcia sprzeczność ze sobą, gdy z jednej strony skazuje kobietę „na dom” i wychowanie dzieci, z drugiej odmawia jej prawa kształcenia swego umysłu. Czyż kobieta, nie rozumiejąca zadań i stosunków społecznych, nie pojmująca zasad, któremi się kieruje mąż, potrafi wszczepić te zasady nowemu pokoleniu? Przecież choć w osobie najlepszych i najzdolniejszych przedstawicielek kobiety powinny rozumieć cały stan danej ewolucyi społecznej i wszystkich zadań danej doby. Zresztą i samo pożycie kobiety w małżeństwie nawet nie ma za zadanie tylko reprodukcji rodzaju ludzkiego; rodzina przecież, jak o żywy element naszego społeczeństwa, wciąż oddziaływa czynnie na zewnątrz i posiada nawet wartość w tym przypadku, kiedy jest bezdzietną; że w tej roli społecznej wykształcenie kobiety ma pewne znaczenie, chyba także nikt nie zaprzeczy.

Z powodu artykułu prof. Rydygiera O dopuszczeniu kobiet do studyów lekarskich. Podał Prof. N. Cybulski., w: „Przegląd Lekarski, wydawany staraniem Oddziału Nauk Przyrodniczych i Lekarskich C.K. Towarzystwa Naukowego Krakowskiego”, 1895

 

W twierdzeniu tem, mnie przeclewszystkiem razi sprzeczność w słowach prof. Rydygiera. Z jednej strony troszczy się on o stronę moralną Polek i uważa prawie za rzecz niemożliwą, ażeby kobieta Polka mogła studyować całą medycynę a więc i specyalne choroby męzkie, z drugiej strony nie dba wcale o inne kobiety i młode dziewczęta, które w razie chorób specyalnie kobiecych mają być badane wyłącznie
tylko przez mężczyzn.
Nie -wchodzę w to, jakie są w ogóle zapatrywania na tę kwestyę, ja osobiście uważam to za rzecz grubego barbarzyństwa, że młode kobiety i niewinne panny w cierpieniach specyalnie kobiecych, zmuszone są zasięgać rad y mężczyzn; jest to już prawdziwem pogwałceniem praw natury zmuszać człowieka do pokonywania w sobie w całości wrodzonego mu uczucia wstydu i mam przekonanie, nawet oparte na doświadczeniu, że nieraz ociąganie się rodziców lab młodej kobiety z zasięganiem rady lekarza-męźczyzny jest przyczyną rozmaitych cierpień chronicznych, często w skutek spóźnienia nieulecznych. Zdanie to mógłbym poprzeć opinią nawet kilkudziesięciu lekarzy niemieckich.
Gdyby więc i w rzeczywistości nie zachodziła potrzeba ze względu na ilość lekarzy, to ze względu na samą płeć kobiecą byłoby poźądanem, aby obok lekarzy-mężczyzn tu i ówdzie byli lekarze-kobiety, do których mogłyby się chronić właśnie te jednostki, które jeszcze nie utraciły zupełnie tak opiewanej przez poetów wstydliwości kobiecej.

Z powodu artykułu prof. Rydygiera O dopuszczeniu kobiet do studyów lekarskich. Podał Prof. N. Cybulski., w: „Przegląd Lekarski, wydawany staraniem Oddziału Nauk Przyrodniczych i Lekarskich C.K. Towarzystwa Naukowego Krakowskiego”, 1895

 

Wracając do głównego zarzutu, że siły i zdolności umysłowe kobiet nie dozwolą na wykonywanie praktyki lekarskiej, pozwalam sobie tylko zauważyć, że wszelkie teoretyczne w tym względzie rozumowania są zbyteczne, skoro istnieje materyał doświadczalny. Wszak tysiące kobiet praktykuje już od lat kilkunastu, wystarczy więc przyjrzeć się ich praktyce lub zasięgnąć opinii u osób, które je podczas praktyki obserwują i z tego materyału wyciągnąć wnioski.

Z powodu artykułu prof. Rydygiera O dopuszczeniu kobiet do studyów lekarskich. Podał Prof. N. Cybulski., w: „Przegląd Lekarski, wydawany staraniem Oddziału Nauk Przyrodniczych i Lekarskich C.K. Towarzystwa Naukowego Krakowskiego”, 1895

 

Na pytanie prof. Rydygiera, w jaki sposób kobieta poradzi sobie na wsi, odpowiedziałem faktami, zaczerpnietymi z rzeczywistości w Rosyi, gdzie kilkadziesiąt kobiet, a kilka znanych mi osobiście, zajmuje posady lekarzy gminnych, gdzie one leczą wszystkich chorych, którzy się zgłaszają, a więc i mężczyzn i gdzie również kiła nie stanowi wyjątku. Jeżeli lekarz-mężczyzna leczy kobiety, to nie rozumiem, co w tem jest tak zdrożnego, że lekarz-kobieta obejrzy lub zbada w pewnych przypadkach mężczyznę.

Z powodu artykułu prof. Rydygiera O dopuszczeniu kobiet do studyów lekarskich. Podał Prof. N. Cybulski., w: „Przegląd Lekarski, wydawany staraniem Oddziału Nauk Przyrodniczych i Lekarskich C.K. Towarzystwa Naukowego Krakowskiego”, 1895

 

Pozostaje mi jeszcze jedno pytanie, czy rzeczywiście obecnie są Polki, któreby dążyły do uniwersytetu wogóle a do studyów medycznych specyalnie. Ze sprawozdań uniwersytetów zagranicznych przekonać się o tem trudno z powodu, że Polki figurują w liczbie Niemek lub Rosyanek, ale z prywatnych źródeł, zupełnie wiarogodnych, wiadomo mi, że w roku 1894 tylko na 5 uniwersytetach szwajcarskich było studentek rzeczywistych 275, wolnych zaś słuchaczek 162, razem 437 kobiet, w tej liczbie Polek 41, Szwedek 32, Niemek 23 i Szwajcarek 16. W rzeczywistości liczba Polek , uczęszczających na uniwersytety obce, jest o wiele większą.
Wobec tego już ze względu na dobrze zrozumiany interes naszego społeczeństwa wypadałoby nie wspiętrzać rozmaitych trudności i nie wznosić patetycznych okrzyków „precz z kobietą-lekarzem“, lecz uprzejmie otworzyć podwoje przybytku nauki dla rodaczek, ażeby kość od kości naszej nie poniewierały się na obczyźnie, nie były wystawione na rozmaite przykrości i tęsknotę za krajem i nie wnosiły w łono społeczeństwa po powrocie obcych nam prądów. Dobra sława naszych kobiet na tem ucierpieć nie może, my zaś złożymy dowód dobrych i troskliwych ojców narodu, zapobiegających stracie nawet jednej córy naszego kraju, a nie wątpię, znajdą się z czasem poeci, którzy potrafią opiewać pracę naszych kobiet i ich dążenia do światła nauki równie pięknie, ja k dotychczas opiewali ich zalotność i wdzięki zewnętrzne.

Z powodu artykułu prof. Rydygiera O dopuszczeniu kobiet do studyów lekarskich. Podał Prof. N. Cybulski., w: „Przegląd Lekarski, wydawany staraniem Oddziału Nauk Przyrodniczych i Lekarskich C.K. Towarzystwa Naukowego Krakowskiego”, 1895

 

Przeciwnie z kobiet żadna — bo to bardzo rzadkie wyjątki stwierdzałyby tylko regułę — na dzielnego operatora wyjść nie może, bo niema na to ani dość zimnej krwi i rozwagi, ani szybkiej i stanowczej decyzyi, ani nareszcie po większej części sił fizycznych — o kobietach z Rosyi nie mówię oczywiście.

Z powodu artykułu prof. Rydygiera O dopuszczeniu kobiet do studyów lekarskich. Podał Prof. N. Cybulski., w: „Przegląd Lekarski, wydawany staraniem Oddziału Nauk Przyrodniczych i Lekarskich C.K. Towarzystwa Naukowego Krakowskiego”, 1895

 

„Nowiny lekarskie” zastanawiając się a propos artykułów proff. Rydygiera i Cybulskiego nad dopuszczeniem kobiet do nauk lekarskich, oświadczają się z rozmaitemi zastrzeżeniami za dopuszczeniem i tak kończą swe uwagi; „Baczmy zatem, by córki nasze pod wpływem niezdrowej wyobraźni, podsyconej namową lub pochlebstwem nie szukały zajęcia ich uświęconej tradycyi, ich ustrojowi fizycznemu, ich władzom umysłowym nie odpowiadającego; gdy jednak mimo skromnego i religijnego wychowania domowego rozbudzi się u jednej lub drugiej tlejący „ogień święty“, le feu sacré Francuzów do tego lub owego zawodu, natenczas przekonawszy się, że żaden cel uboczny go nie podsyca, ale zapał naukowy lub miłość bliźniego, że nie zarobkowanie jest celem głównym wyboru zawodu męzkiego, nie gaśmy tego ognia, lecz starajmy się ująć go w należytego wykształcenia uniwersyteckiego osłonę, by później ogrzewał i oświecał a nie palił i niszczył".

Wiadomości bieżące, w: „Przegląd Lekarski, wydawany staraniem Oddziału Nauk Przyrodniczych i Lekarskich C.K. Towarzystwa Naukowego Krakowskiego”, 1895

 

W obszernym artykule umieszczonym w najświeższym (37.) numerze Deutsche med. Wochensclirift zastanawia się Dr. Henius z Berlina nad dopuszczeniem kobiet do medycyny, wskazuje na uderzającą okoliczność, że z pomiędzy wszystkich nauk uniwersyteckich kobiety garną się właśnie prawie wyłącznie do medycyny, pomijając inne wydziały i wykazuje, że siły ani umysłowe ani fizyczne kobiety nie są w stanie sprostać wymaganiom zawodu lekarskiego, do którego potrzeba nie tylko pewnego zasobu sił fizycznych, ale i samodzielności w myśleniu i działaniu, samodzielności, której nie ma kobieta (bo wyjątki nie stanowią reguły), jak tego dowodzi między innemi okoliczność, iż i na polu sztuk pięknych, jak n. p. malarstwa, rzeźbiarstwa i muzyki, tudzież dramatu, gdzie im wolno działać, kobiety nie doprowadziły do żadnej twórczości wystającej nad poziom zwyczajności a jeżeli jaśniały i jaśniej na scenie, jako śpiewaczki i artystki dramatyczne, to to zawdzięczają nie samodzielności swych władz umysłowych, ale wrodzonym od przyrody darom. Dopuszczenie w Rosyi kobiet do zawodu lekarskiego nie dowodzi bynajmniej ich równości na tem polu z mężczyznami, bo jest wywołane potrzebą dla braku lekarzy płci męzkiej na obszarze wielkiego państwa, liczącego w swem łonie także Mahometan, których kobiety z przyczyn religijnych nie mogą wzywać męzkiej pomocy lekarskiej.

Wiadomości bieżące, w: „Przegląd Lekarski, wydawany staraniem Oddziału Nauk Przyrodniczych i Lekarskich C.K. Towarzystwa Naukowego Krakowskiego”, 1895


Kobieta doktor nauk przyrodniczych może wprawdzie po długich przygotowaniach wygłosić prelekcyę o rzeczy tak nowej i nikomu nieznanej, jak potrzeba nawozu dla pól wyczerpanych, – ale nauki naprzód nie popchnie i na nic oryginalnego się nie zdobędzie; kobiety-lekarki bywają posyłane do Indyj lub Bośnii dla kobiet miejscowych i są tam pożyteczne, bo lepszy rydz niż nic, – ale poważnej konkurencyi z mężczyznami wytrzymać nie są zdolne.

Ks. Karol Niedziałkowski, Nie tędy droga, Szanowne Panie! (studyum o emancypacyi kobiet), Warszawa 1897

 

Cały ten stos tak zwanych faktów dowodowych, który posiadamy obecnie, zdał się wprawdzie na to, ażeby przy jego pomocy – mógł kuchmistrz jaki dowieść, że żadna kobieta nie jest zdolna z równą artystycznością »ugarnirować« półmiski, jak on to uczynić potrafi, albo służyć też może dla adeptów kunsztu hipokratesowego, by mogli utrzymywać z namaszczeniem: »że ścisła rozwaga, głęboki krytycyzm, stanowczość postanowienia, krew zimna, konsekwencja w stosowaniu metod leczniczych, a przytem wielki objektywizm, ale przedewszystkiem samodzielność pomysłu i czynu«, czyli te wszystkie przymioty, które ma i czynu«, czyli te wszystkie przymioty, które ma rzekomo posiadać każdy Eskulap płci męskiej – »są właściwościami mniej reprezentowanemi w umysłowości u kobiet«. Ale też za to ten materjał dowodowy, o którym mowa, nie może się nadawać dla celów jakiejkolwiekbądź dysputy na serjo prowadzonej.

Dr Benedykt Dybowski, O kwestji tak zwanej „kobiecej” ze stanowiska nauk przyrodniczych, Lwów 1897

 

Jeżeli od studjów medycyny i od wykonywania zawodu lekarskiego powinien powstrzymać kobiety wzgląd na brak sił fizycznych, to nie rozumiem, jak autor mógł im zalecać zawody dozorczyń i akuszerek, bo właśnie te zawody potrzebują wielkiej oporności i wielkiego zasobu zdrowia i sił fizycznych, o wiele większych, niż zawód lekarza praktykującego, łatwiej jest bowiem przyjechać do chorego, obejrzeć go, zapisać receptę i wrócić do klubu na winta lub pogadankę, aniżeli bezsennie przepędzać całe nocy u łóżka chorego.

Dr Benedykt Dybowski, O kwestji tak zwanej „kobiecej” ze stanowiska nauk przyrodniczych, Lwów 1897

 

W mojem przekonaniu mamy konieczny obowiązek zachęcać kobiety do zawodu lekarskiego, a szczególniej do zawodów umiejętnych akuszerów, zaś takimi stać się one mogą jedynie wtedy, gdy odbędą systematyczne studja z całego zakresu wiedzy lekarskiej. Tak felczerowie mężczyźni, jak i akuszerki kobiety kształcą się tylko na rzemieślników zawodowych, otóż od nich nie mamy prawa wymagać, ażeby postęp nauki mieli na celu, również niemamy prawa żądać, ażeby dorywcze amatorki sztuki malarstwa albo gry na fortepianie mogły się już dzisiaj szczycić utworami pierwszorzędnymi, dlatego też sądzę, że następujące twierdzenia M. W. są zgoła nieusprawiedliwione.

Dr Benedykt Dybowski, O kwestji tak zwanej „kobiecej” ze stanowiska nauk przyrodniczych, Lwów 1897

 

Gdyby M. W. i inni, piszący rzekomo w interesie kobiet, zechcieli dokładnie rozważyć, o co im chodzi, gdyby byli poddali szczegółowej analizie tę swoją dbałość o dobro niewiast, to byliby się z pewnością przekonali, że najzwyklejszy egoizm leży na dnie ich rezonowania. Dzisiaj możemy sobie postawić za zasadę przy naszych sądach, że wszędzie, gdzie mężczyzna pali kadzidła przed wyższością inteligencji męskiej, tam składa on dowód na to, że jest wyznawcą bałwochwalczego kultu dla swej własnej osoby. Nie zdołają ukryć intencji piszącego nawet frazesy w rodzaju takich np.: »jestem raczej wielbicielem, oraz przyjacielem kobiet, zginającym kolano wobec majestatu cnoty i prawdziwą, a szlachetnej kobiecością… (str. 7), bo niechaj się tylko ten »majestat szlachetnej kobiecości« zjawi przed adoratorem w postaci lekarza, naraz wylezie szydło z worka i ten, co przed chwilą ubóstwiał kobiecość w formie pięknej służebnicy, potępi ją w postaci lekarza z obawy przed jej konkurencją.

Dr Benedykt Dybowski, O kwestji tak zwanej „kobiecej” ze stanowiska nauk przyrodniczych, Lwów 1897

 

Ale! bo czego też tej »przedwiecznej mądrości« nie wpierano gwałtem!... najbezczelniejszej samowoli i pisma, i słowa, i czynu! a jeżeli w jej imieniu wolno było popełniać tysiące nieprawości, barbarzyństw, morderstw, gwałtów i grabieży, to cóż dziwnego, że np. w obecnej chwili ktoś w imię tej samej » mądrości« odsądza kobiety od prawa leczenia, a to na mocy takich przesłanek, że one nie zostały uposażone »ścisłą rozwagą, głębokim krytycyzmem, stanowczością postanowienia, krwią zimną, konsekwencją  stosowania metod leczniczych, wielką objektywnością i samodzielnością pomysłu i czynu«, które to właściwości wraz z wąsami i brodą dostały się w udziale płci męskiej.

Dr Benedykt Dybowski, O kwestji tak zwanej „kobiecej” ze stanowiska nauk przyrodniczych, Lwów 1897

 

Zawód lekarski, którego w nowszych czasach tu i owdzie się imają, jest również dla nich niestosowny, ponieważ wymaga – zwłaszcza przy operacyach – zupełnego spokoju umysłu, wielkiego natężenia, a prócz tego studya zawodowe absorbują wiele sił, tak że tylko bardzo silne organizmy mogą im podołać.

Mieczysław Baranowski, O wychowaniu dziewcząt z uwzględnieniem obecnych stosunków i potrzeb, Lwów 1898

 

Często się zdarza, że ludzie wybitni i zajmujący niepoślednie stanowisko w nauce, gdy zaczną mówić o kwestyi kobiecej, zdradzają zupełne niezrozumienie dzisiejszych prądów społecznych. Zwłaszcza stosuje się to do medyków. Nieraz słynny chirurg, ozdoba jakiegoś uniwersytetu, znakomity akuszer lub wybitny internista, w kwestyach społeczno - ekonomicznych bywają prawdziwymi ignorantami. Nigdzie się też zapewne nie spotyka tylu jawnych i zdecydowanych przeciwników dążeń emancypacyjnych kobiet, zwłaszcza, gdy chodzi o studyowanie medycyny, jak właśnie wśród medyków. Przyjrzyjmy się cokolwiek zarzutom przeciwników lekarek. 
Twierdzą oni, iż sama natura przeznaczyła kobiecie inne pole działania, jak mężczyźnie, odmawiając jej tych fizycznych i umysłowych własności, które są niezbędne do wykonywania zawodów męzkich – a do takich, podług nich, niewątpliwie należy i medycyna.

Dr Adam Wrzosek, W sprawie lekarek, w: „Krytyka Lekarska”, 1899

 

Że kobieta zdolną jest po należytem przygotowaniu z pożytkiem studyować medycynę, a następnie praktykować – tego dowodzą fakty: już w wielu krajach praktykuje sporo dzielnych i bardzo wziętych lekarek. W samej Rosyi praktykuje ich przeszło 500 ku ogólnemu zadowoleniu. Zwłaszcza są one pożyteczne jako lekarki ziemskie i przy żeńskich zakładach naukowych. W innych krajach europejskich (Szwajcarya, Francya, Anglia, Irlandya, Włochy, Belgia, Dania, Hollandya, Szwecya, Norwegia, Rumunia, Turcya i Węgry) nie żałowano także nigdy, że dopuszczono kobiety do medycyny.

Dr Adam Wrzosek, W sprawie lekarek, w: „Krytyka Lekarska”, 1899

 

A teraz na zakończenie parę słów o potrzebie lekarek. Ileż to kobiet, a zwłaszcza młodych dziewcząt, nie zwraca się do lekarza o pomoc jedynie ze wstydu, zupełnie zresztą naturalnego? A rezultat: wiele chorób, które rozpoznane zawczasu, dałyby się zupełnie usunąć, dopóty pozostaje bez leczenia, aż staną się nieuleczalnemi. O potrzebie lekarek w żeńskich zakładach naukowych i w zakładach przemysłowych, w których pracują kobiety, mówić nie będziemy, bo tę potrzebę uzna chyba każdy.

Dr Adam Wrzosek, W sprawie lekarek, w: „Krytyka Lekarska”, 1899

 

Że inaczej, czy nie ciekawy jest list, jaki redakcya „Kurryera Warszawskiego” otrzymała od doktorki Maryi Fijałkowskiej. „Pozwól mi, redaktorze, opisać swoją przygodę lekarską, choćby w celu przestrzeżenia kolegów-lekarzy. Bawiąc na Świętach Wielkanocnych u swych krewnych w Przedborzu (gub. Radomska), skąd przed tygodniem wyjechał jedyny w mieście lekarz p. K. do armii czynnej, zmuszona byłam zgłaszającym się do mnie chorym udzielać pomocy lekarskiej. W drugi dzień Świąt zgłosił się do mnie miejscowy felczer z prośbą, abym pojechała do p. M., właściciela jednego z folwarków okolicznych, położonego o kilkanaście wiorst od Przedborza, dla udzielenia pomocy dziewczynce, chorej na dyfteryt, co felczer potwierdził odpieczętowanym już listem, przywiezionym przez służącego z folwarku. W poczuciu obowiązku ludzkości i ulegając prośbie felczera, zaopatrzona w środki lekarskie, o których była mowa w liście, udałam się do wspomnianego folwarku. Zajechawszy przed dom, spotkałam p. M., który widząc, że przyjechał do jego chorego dziecka nie d-r K., zwrócił się do mnie w sposób bardzo grubiański i z pretensyą, iż zajęłam mu konie i przyjechałam zupełnie przez niego nie wzywana, przyczep zwymyślał furmana i felczera; następnie nie tylko nie przyjął mnie do domu, ale nawet odmówił odesłania mnie wraz z felczerem swojemu końmi, pozostawiając nas w położeniu prawie bez wyjścia, gdyż jak naznaczyłam, działo się to w drugie święto Wielkanocy. Jak nazwać takie potraktowanie lekarza i kobiety?”

Kazimierz Gliński, Na werandzie (pogawędka), w: „Bluszcz”, 21.5.1905

 

Na podobny temat: Studia medyczne, Medycyna