W XIX wieku coraz większej wagi nabierała sprawa dostępu kobiet do edukacji uniwersyteckiej. Na pierwszy plan wysuwała się edukacja medyczna – za nią także przemawiało najwięcej argumentów, a mimo wielu postrzeganych przeciwności medycyna jako „służba” wpisywała się jednak w model kobiecości). Jednak kobiety chciały dostępu także do innych rodzajów edukacji.
Uczelnie na terenach polskich nie dopuszczały kobiet i nie miały takiego zamiaru (najdalej posunął się Uniwersytet Jagielloński, pozwalając na słuchanie wykładów, jednak on także obwarował to licznymi zastrzeżeniami i ograniczeniami). Jednak coraz więcej zdeterminowanych rodaczek wyjeżdżało na studia do innych krajów, a gazety donosiły o ich tamtejszych osiągnięciach.
Mocnego argumentu zwolennikom dopuszczenia kobiet do edukacji naukowej dostarczyły w końcu sukcesy Marii Skłodowskiej-Curie.
Za to istotną przeszkodą był fakt, że szkoły żeńskie nie oferowały egzaminu dojrzałości, a ich program nie obejmował niezbędnych przedmiotów (jak łacina). Kandydatki na studia musiały więc dodatkowo uzupełniać edukację i zdawać specjalne egzaminy.

 

- Kursy uniwersyteckie dla kobiet. — Niezbędność gruntownego wykształcenia naukowego kobiet wyrażoną została niedawno w liście podanym przez osoby płci żeńskiej (w liczbie przeszło 400) na imię rady uniwersytetu petersburgskiego, z proźbą o przypuszczenie ich do słuchania prelekcji z nauk historyczno-filologicznych i przyrodzonych. „St. Pet Wied." ogłosiły następującą decyzję rady w tym względzie: „Rada uniwersytetu petersburgskiego, po wysłuchaniu sprawozdania osobnej kommisji, wyznaczonej do roztrząśnięcia prośby osób płci żeńskiej względem przypuszczenia ich do słuchania prelekcji z nauk historyczno-filologicznych i przyrodzonych, postanowiła: 1) że rada uniwersytetu wynurza zupełne swe spółczucie dla dążności uorganizowania regularnych kursów z nauk historyczno-filogicznych i przyrodzonych; 2) że otwarcie audytorjów uniwersyteckich dla kursów projektowanych, rada uważa jako niedogodne i w ogóle pozostawia część materjalną organizacji prelekcji samymże proszącym, i 3) że po uzyskaniu od ministerstwa wychowania publicznego, pozwolenia na otwarcie tych kursów i po złożeniu w radzie uniwersytetu, przez osoby podpisane, planu części, materjalnej w tym Względzie, rada uniwersytetu nietylko przejrzy ten plan, lecz także podejmie się z przyjemnością organizacji części naukowej, albowiem wielu profesorów uniwersytetu oświadczyło się już z gotowością uczestniczenia w projektowanych kursach." (Dz. War)

„Kurier Warszawski”, 1868

 

Oto mamy przed oczyma dyplom na doktora filozofii udzielony d. 6 marca bieżącego roku w uniwersytecie Zurychskim pannie Stefanii Wolickiej Warszawiance, oraz rozprawę tejże panny Wolickiej pod tytułem: Kobiece postacie w Grecyi.
Styl jędrny i treściwy znakomita erudycya i zapanowanie nad przedmiotem, oto zalety tej rozprawy w której przebiegłszy położenie kobiety u rozmaitych ludów Indo-aryjskiego szczepu pod względem religijnym, prawnym i rodzinnym, zatrzymuje się dłużej nad dwiema niewieściemi postaciami z Greckiej starożytności: Artemizyi i Glpiniki.
Rozprawę tę stanowiącą początek obszernego dzieła sąd uniwersytecki uważał za dostateczną do przyznania autorce stopnia doktora filozofii.
Na tę nowość kobiety posiadającej podobny stopień naukowy rozmaicie się ludzie zapatrują. Co do mnie, nie zapuszczając się w tak głębokie i nieco przeżyte teorye o równo uprawnieniu lub odsądzeniu kobiety od inteligencyi i wiedzy, sądzę po prostu, że im więcej indywidualność jaka tak męzka jak żeńska posiada nauki i wykształcenia, tem bardziej jest uzdolnioną do spełniania swoich obowiązków w każdym zakresie: a im więcej społeczeństwo posiada podobnych członków tem więcej wznosi się jego poziom moralny.
Dla tego to z prawdziwą radością, witam młodego doktora filozofii na naszej ziemi, i ufam że jakikolwiek sobie zawód obierze potrafi mu zadość uczynić. Samemi bowiem studyami swemi dowiodła panna Wolicka, iż posiada dwie rzeczy tak rzadko znajdujące się w kobiecie wytrwałość i gruntowną wiedzę. Gdyby jednak wolno mi było wynurzyć swoje życzenie pragnąłbym przyznaję to ażeby poświęciła się wychowaniu i otworzyła wyższy zakład naukowy żeński, którego potrzeba coraz bardziej czuć się daje a który dzięki właśnie wykształceniu i energii jakiej dała dowody mogłaby wzorowo prowadzić.

Pogadanka, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1875

 

Z działalności kobiecej, którą chcielibyśmy widzieć skierowaną zawsze do najszlachetniejszych celów i rozwijającą się prawidłowo, zaznaczamy wybitniejsze fakta przy każdej sposobności. W Zurichu liczba kobiet uczęszczających na wykłady, dochodzi do 10 proc. ogólnej cyfry studentów. Najwięcej stosunkowo poświęca się medycynie, reszta studyuje filozofię, dwie zaś oddały się naukom państwowym.

Wiadomości z kraju, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1885

 

Z Lublina donoszą w Gazecie miejscowej, iż pięć panien z tego starego grodu, wyjeżdża do Paryża dla uczęszczania do uniwersytetu. Fundusz na to potrzebny bez wyjątku same zebrały własną pracą, a nawet jedna z nich zostawiła chorej matce znaczny fundusz na utrzymanie. Takie o własnych siłach, bez uciekania się do pomocy publicznej, kształcenie się uniwersyteckie, godne najwyższej pochwały. Pierwszy tego przykład dają kobiety, warto to w dziejach dni naszych zapisać na wieczną pamiątkę.

Wiadomości z pod naszej strzechy i z obczyzny, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1886

 

W tym ostatnim kierunku, ważnym krokiem naprzód, będzie kurs przygotowawczy, otwierany z dniem 2 Stycznia w Krakowie przez p. Maryą Serwatowską. Znana ta kierowniczka 8-io klasowego zakładu naukowego, chcąc uprzystępnić kobietom zdawanie egzaminu dojrzałości, a tem samem umożliwić im wstęp do uniwersytetów austryackich, próbuje zorganizować stosowne wykłady pod wodzą profesorów gimnazyalnych. Powodzenie projektu tego zależy od liczby uczennic, które znajdą tu, oprócz ułatwień wszelkich, oszczędność sił, czasu i kosztów, na prywatną naukę ponoszonych.
Projekt ten schodzi się z odezwą „Świata," który puka do wrót wszechnicy Jagiellońskiej w nadziei, iż otworzą się one przed żądnemi wiedzy kobietami. Poco studentki polskie mają po Paryżach, Bernach i Zurichach szukać laurów, poco walczyć wśród obcych, gdy istnem błogosławieństwem dla nich byłaby nauka u swoich, a mury tego typowo cichego uniwersyteckiego miasta zdają się stworzone da cichej również pracy nowicyuszek nauki.

Anatol Krzyżanowski, Kronika działalności kobiecej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1891

 

Że panie nasze zasługują na to ustępstwo, dowodem Zofia z Poznańskich Daszyńska, która otrzymała świeżo stopień doktora filozofii na uniwersytecie w Zurichu. Znana w świecie naukowym ze swych prac na polu ekonomii i statystyki, oraz ze współpracownictwa w pismach tutejszych, nowa doktorka jest przykładem, przemawiającym silnie za otwieraniem w kraju wyższych zakładów naukowych niewieścich.

Anatol Krzyżanowski, Kronika działalności kobiecej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1891

 

Pani Zofia z Krzesińskich Tuchmańska doktoryzowała się na uniwersytecie w Dublinie, na wydziale nauk matematyczno fizycznych. Pani Tuchmańska jest Warszawianką.

Z chwili bieżącej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1892

 

Liczba studentek w ciągu półrocza zimowego 1892/93 w Zurychu wynosi 131, zaś w Bernie 171. Największa liczba studentek pochodzi z Rossyi, a uczęszczają studentki przeważnie na medycynę.

Z chwili bieżącej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1893

 

Panna Marya Skłodowska, po kilkoletnich studyach na wydziale fizycznym Sorbony, parę tygodni temu ubiegała się o stopień licencyatki, stając do egzaminu sama jedna w gronie kilkudziesięciu spółkolegów. Egzamin wypadł dla panny S. tak, że pozazdrościć go muszą wszyscy jej towarzysze. Śród świata naukowego to pierwszeństwo kandydatki, odniesione nad kilkudziesięcioma kolegami, sprawiło ogromne wrażenie. Panna Skłodowska, córka zasłużonego profesora, której starsza siostra otrzymała przed paru laty doktorat medycyny, pozostała nadal w Paryżu, celem studyów nad matematyką.

Anatol Krzyżanowski, Z działalności niewieściej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1893

 

Pani Anna z Dulębów Wyczółkowska, po ukończeniu studyów na wydziale filozoficznym w Zurichu, otrzymała stopień doktorski.

To i owo, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1894

 

Uniwersytet krakowski otrzymał w tych czasach, jak donoszą, znaczną bardzo ilość podań kobiecych o przyjęcie petentek na fakultety filozoficzny i lekarski.
O przypuszczeniu w charakterze studentek, z prawami do egzaminów i dyplomów, jak to ma miejsce gdzieindziej, zdaje się że nie może być mowy, ale jest ze strony władz uniwersyteckich dobra wola do obejścia ustawy, a przez to częściowego przynajmniej zaspokojenia żądań.
Podobno mają fakultety pozostawioną wolność przyjmowania kobiet na prawach wolnych słuchaczek. Zależy to jednak jeszcze w dalszym ciągu od każdego z profesorów, czy zechce lub nie, mieć takie mięszane audytoryum. Jak to pójdzie — zobaczymy.

To i owo, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1894

 

W Helsingfors składało w roku bieżącym egzamin 21 kobiet. Dwie z pomiędzy nich otrzymały stopnie kandydatek filozofii.

To i owo, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1894

 

O dziwacznem prawdziwie rozstrzygnięciu kwestyi kobiecego uniwersyteckiego kształcenia na wszechnicy krakowskiej, doniosły w swoim czasie korespondencye z tego miasta do pism naszych przesłane.
Podawanie petycyj, ich wędrówka od wydziału krajowego do ministeryum, od ministeryum do wydziału, nakoniec decyzya prawdziwa ucieszna, bo uznająca w zasadzie przypuszczenie kobiety do dobrodziejstwa uniwersyteckiego wykształcenia, a jednocześnie oddająca reformę całą na łaskę osobistych zapatrywań każdego z profesorów — jakieś niby otwarcie przed kobietą podwoi audytoryów bez prawa do inmatrykulacyi i nadziei egzaminów w przyszłości — wszystko to razem wzięte stanowi arcydzieło austryackiej formalistyki biurokratycznej zaszczepionej szczęśliwie na klasycznym gruncie krakowskiego wstecznictwa.
Można było przyznać kobietom prawo korzystania z wykładów uniwersyteckich, można było tego prawa zaprzeczyć — jakby się tam już spodobało tym, co wedle orzeczenia Napoleońskiego zwykli spóźniać się zawsze o jeden marsz, jedne kampanią i jedną ideę, ale nie godziło się szydzić z petentek, bo to i sprawa i czas nieszczęśliwie na żarty wybrane. A nie można inaczej jak żartem nazwać takiego postanowienia, które kobiecie ubogiej, pragnącej przy pomocy uniwersyteckiego dyplomu dobić się znośniejszego bytu, nakazuje: przedewszystkiem usprawiedliwić konieczność oddania się nauce, następnie przekonać fakultet, że nie stanie się przez to ujma prawu i moralności, a dopiero gdy tego wszystkiego dokona, wolno jej będzie wchodzić do audytoryum tylnemi wschodami, z zastrzeżeniem wyraźnem, że jej praca lat całych do żadnego praktycznego rezultatu doprowadzić nie może.

Warszawa w październiku 1894 r., w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1894

 

Zawsze jest niedobrze kiedy ludzie mówią o tem czego nie wiedzą. Ktoś oto z takich, widać, obgadał w ostatnich czasach Kraków, a wcale niepotrzebnie. Pisma zaczęły powtarzać i urosła sobie ztąd potworność. Niby fakultet filozoficzny wszechnicy tamtejszej miał przyjąć na słuchaczki pp. Dowgiałło i Sikorską. Jako żywo nie-było nic podobnego; to się po uniwersytecie Krakowskim nie pokaże i darmo się zawzima złość ludzka na odebranie temu staruszkowi jego pracowicie zdobytej sławy; raczej się Wisła pod tym grodem ku źródłom swoim cofnie. A toby dopiero było ładnie ze strony Krakowa!

Warszawa, w marcu 1895 roku, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1895

 

W Zurichu po ukończeniu Wydziału przyrodo-pedagogicznego i obronie rozprawy na temat: „Die Mittel der Desinfection und ihre Prüfung" otrzymała dyplomom panna Guttman z Warszawy. Jest to, jak zapewniają, jeden z dyplomów, które brać należy zupełnie seryo, kandydatce bowiem przysługuje prawo ubiegania się o posadę nauczycielki przy gimnazyach żeńskich w Szwajcaryi. Powiadają, że panna Guttmann zamierza się poświęcić specyalnie studyom bakteryologicznym.
W Genewie ukończyły studya ze stopniem: „bachelier ès sciences naturelles et physiques” polki: pani Matylda Idźkowska i pani Teodora z Oppmanów Męczkowska ta ostatnia z odznaczeniem „approbation complète" co stanowi najwyższy stopień wyróżnienia.

Kronika, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1896

 

Tymczasem, w sprawie istotnego postępu kobiecego wykształcenia posunięto się u nas o jeden, dosyć nawet znaczny, krok naprzód. Ministeryum oświaty, po zebraniu danych ze wszystkich uniwersytetów krajów koronnych, dało nareszcie swoje długo rozważane „concedo," i przypuściło kobietę do audytoryum uniwersyteckiego, ale na jednym, jedynym tylko fakultecie filozoficznym. Reszta wiedzy zamknięta przed nią, aż do dalszych rozporządzeń ultra konserwatywnego systemu dualistycznej monarchii. Jako kwalifikacyi potrzebuje tu kobieta dyplomu w zakresie ukończonego gimnazyum męzkiego, a hospitantkom wolno poprzestać na świadectwie ze średnich szkół żeńskich. Jest tam jeszcze i przy onym dyplomie wymagalną aprobata ze strony dziekana fakultetu, która znamionuje charakterystyczne marudztwo czysto miejscowej natury, wprowadzające obok prawa możliwość wykluczeń i kruczków rozmaitych. Zdaje się z tego całego zagmatwanego rozporządzenia, że rząd nie uznaje w zasadzie konieczności wyższego specyalnego wykształcenia kobiety, i że chciał tymczasowo wzmocnić kwalifikacye żeńskiego ciała nauczającego, roztwierając przed kobietą podwoje katedr fakultetu filozoficznego. W każdym razie lepsze to jak nic, tembardziej, że wolno z niektórych wskazówek wnioskować, iż myślą tam coś nie coś 1 o przyszłości także, a jako dowód służyć może gimnazyum prywatne żeńskie, założone we Lwowie przez p. Niedziałkowską, dotychczasową kierowniczkę bardzo dobrze renomowanego pensyonatu. Dotąd są dwie klasy, a co rok przybywać będzie po jednej, aż do zupełnego zorganizowania tej pożytecznej szkoły, której przeznaczeniem faktycznem jest przygotowywać uniwersytetowi przyszłe słuchaczki.
Tych ostatnich, zdaje się, braknąć nie powinno, sądząc po gorliwości, z jaką zapisywały się kobiety na kursą ekonomii społecznej doktora Zofii Daszyńskiej, która się z tym przedmiotem zamierzyła załatwić w Krakowie w 24 eh (wyraźnie dwudziestu czterech) lekcyach.

Korespondencya. Kraków, 16 kwietnia 1897 roku, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1897

 

Cóż jednak mają do wyboru żądne wyższej wiedzy dziewczęta, skoro stolica, w której mieszkają, chlubiąc się swem życiem umysłowem, nie im dać nie może, nie mając dotąd instytucyi wyższych kursów dla kobiet?
Anomalią jest doprawdy żeby miasto, które się tak szybko rozwija, tak mało czyniło dla ułatwienia swym mieszkańcom zdobycia nauki. Wszakżeż nie mamy nawet biblioteki naukowej, i brak ten dotkliwie odczuwa młodzież naszych wyższych zakładów.
Zorganizowanie wyższych kursów dla kobiet uważam za palącą potrzebę chwili obecnej.
Nie przeciążajmy dziewcząt zbytecznie w okresie kończenia pensyi, a natomiast po skończeniu takowej, dajmy im możność oddania się szlachetnemu popędowi dalszej pracy umysłowej. Otwórzmy młodym pannom kursa psychologii, logiki, hygieny, pedagogii, historyi, przyrodoznawstwa, fizyki i chemii, a znikną owe zastępy panien znudzonych, niezadowolnionych z czczości swego życia. Zcieśnią się szeregi dziewcząt, zajętych bezmyślną biurową pracą „dla zabicia czasu”, a poprawi się smutna dola tych, które pracują, bo je do tego konieczność zmusza.
Kursa wyższe powinny wytworzyć kult czystej wiedzy dla wiedzy, nie dla utylitarnych celów, jakie z nie i osiągnąć można; powinny krzewić młodość dla nauki jako dla rozkoszy ducha ludzkiego, która dotychczas tylko dla małej garstki wybranych jest dostępna.

Z. Bielicka, Kilka uwag o wychowaniu kobiet, w: „Dobra Gospodyni”, 1902

 

O wykształceniu kobiet wyrokowali i wyrokują do dziś dnia wyłącznie mężczyźni. Począwszy od rad szkolnych, w których dopiero od lat paru i to zaledwie w niektórych krajach, a jak w Galicyi, to tylko w radach okręgowych miejskich, z łaski, bo w liczebnie nierównym stosunku dopuszczono kobietę, nigdzie do decydowania o potrzebach swojego wykształcenia dopuszczoną ona nie została: ani w radach miejskich, ani w parlamentach, ani w ministeryach oświaty – dla kobiet nie ma miejsca. I stąd zdarzają się humorystyczne zbiegi okoliczności, że nad planem szkoły kobiecej w różnych komisyach ustawodawczych debatują: dziennikarz, z pisma najczęściej konserwatywnego, a więc pan z góry przeciwny reformom wszelkim, ksiądz, opierający się na tradycyi kościelnej, niezmiennej, pomimo że warunki życia się zmieniają, dyrektor gimnazyum męskiego, doświadczony nauczyciel ludowy, który przez 40 lat uczył... chłopców, kupiec towarów bławatnych i wreszcie lekarz chorób kobiecych. Ci dwaj ostatni bywają zazwyczaj w takich komisyach jako najbardziej fachowe siły poczytywani, boć przecież są w ustawicznej z kobietami styczności.

Kazimiera Bujwidowa, Wykształcenie kobiet, w: Głos kobiet w kwestyi kobiecej, Kraków 1903

 

MARYA SKŁODOWSKA-CURIE.
Nie często można się spotkać z pracą kobiety na polu tak specyalnem i poczytywanem ogólnie za tak mało przystępne dla umysłów niewieścieli, jak dziedzina fizyki i chemii. W naukach spekulacyjnych niejedna przedstawicielka płci słabej okazała się wybitnie silną; dzieje wiedzy spółczesnej podają nazwiska znakomitości niewieścich w zakresie matematyki i filozofii. Gdzie wszakże rozumowanie ma wspierać eksperyment, jak w naukach fizycznych i technicznych, tam geniusz niewieści należy jeszcze do objawów wyjątkowych.

Polki sławne za granicą, w: „Tygodnik Illustrowany”, 1903

 

Powodzenie rodaczki naszej na polu wiedzy doświadczalnej stanowi zarazem przyczynek jaskrawy do kwestyi ogólniejszej, o której dużo się dziś mówi i pisze sprawy kształcenia wyższego kobiet. Czy kobiety wogóle dążyć mają na równi z mężczyznami do studyów wyższych i specjalnych szeroka to dyskusya. Natomiast jałowym jest spór co do rzekomej wyższości męskiego umysłu nad niewieścim, zarówno jak co do braku wytrwałości kobiety w obranej nauce.

Polki sławne za granicą, w: „Tygodnik Illustrowany”, 1903

 

P. Z. Z. Pomimo patentu z gimnazjum żeńskiego wstęp dla kobiet na uniwersytet możliwy jest tylko wtedy, gdy zdadzą egzamin z łaciny z zakresu 8 klas gimnazjum męskiego.

Odpowiedzi Redakcji, w: „Dobra Gospodyni”, 1904

 

Studentki. Według ogłoszonego obecnie wykazu słuchaczek na uniwersytecie w Berlinie, liczba ich w ciągu roku szkolnego 1903/4 wzrosła ogromnie, gdy bowiem w semestrze letnim było 308 studentek, w semestrze zimowym było ich 597.

Odpowiedzi Redakcji, w: „Dobra Gospodyni”, 1904

 

Odkrycia naukowe rodaczki naszej p. Curie, z domu Skłodowskiej, z powodu różnego rodzaju powikłań ubocznych nie schodzą dotąd ze szpalt dziennikarskich. Oto w ostatnim właśnie miesiącu minionego roku przyznał rząd respubliki order Legii Honorowej panu Curie, który najniespodzianiej przyjęcia tej oznaki zaszczytnej odmówił. Fakt—  dosyć zresztą niezwykły, wywołał komentarze liczne i różnorodne. Pozbawieni tym razem wiadomości niezbicie pewnej, musimy się ograniczyć do objaśnień pism francuzkich. Dziennik „Matin" przypuszcza, że głośny uczony nie chciał przyjąć nagrody, należnej jego żonie, która przez takie odznaczenie owoców swej pracy pozbawioną zostaje, ustępując dzięki temu wyróżnieniu w zupełny cień i niepamięć. Podobno p. Curie wyznaje, że odkrycie obu pierwiastków radu i polonu zawdzięcza nauka przedewszystkiem genialnym poszukiwaniom jego małżonki, powinienby zatem w duchu sprawiedliwości ogół poprzestać na tem oświadczeniu. Tymczasem nie tak znowu jednomyślnem jest zapatrywanie na tę sprawę nawet sfer naukowych, które jednakże bezstronniejsze bywają od wszystkich innych, i mniej zwykły grzeszyć źle pojętym patryotyzmem.
Pismo naprzykład specyalne, świeżo powstałe, p. t. „Le Radium" traktuje wprawdzie odkrycie jako dzieło obojga małżonków, ale zarazem kwestyonuje ważność naukową polonium, które jest bezpodzielną własnością pani Curie, zaznaczając przytem, że rodaczka nasza tylko nazwisko zachowała ze swojej polskości.
I o tem również decyzya nie należy do nas, ale tak mniemamy, że rozstrzygnięcie głośne, dobitne i publiczne należy się od osoby, o którą chodzi—w razie nb. gdyby ta aneksya nie była jej po sercu. Bo w każdym razie legendy o dwóch ojczyznach—jednej naturalnej, a drugiej naukowej, lub artystycznej są koncepcyą wytworzoną przez tych, którzy nie mają żadnej ojczyzny, i którzy się bez tego balastu życia obchodzić potrafią.

Z kroniki obcej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1904

 

Listę polek, które otrzymały w Paryzkiej Sorbonie na wydziale literackim atestat t. n. Certificat d'etudes francaises podaje „Kuryer Warszawski." Są to pp. Anna Dąbska, Felicya Doberska, Ringlerówna, Zofia Różańska, Zuzanna Nejmanowiczówna, Adela Szatnerówna i Prusakówna.

Kronika, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1904

 

Rodaczka nasza, panna Anna Drzewinianka, doktorka nauk przyrodniczych, jest piątą dopiero kobietą, a druga Polką (pierwszą była p. Curie-Skłodowska), która otrzymała stopień doktorki na wydziale nauk ścisłych Uniwersytetu paryskiego.
Rozprawa p. Drzewinianki, przyjęta przez sędziów ze wzmianką très honorable, nosi tytuł „Contribution à l’étude du tissu lymphoide des Ichtyopsodés.”
Dwa skromniejsze dyplomy zdobyły pp.: W. Cichowiczówna i M. Sowińska, obie z W. Ks. Poznańskiego. Są to dyplomy des études francaise, utworzone od niedawna naumyślnie dla cudzoziemców, pragnących się wydoskonalić w języku i literaturze francuzkiej.
Trzeci taki dyplom uzyskała panna Irena Mayzlówna, córka adwokata B. Mayzla z Warszawy, niezależnie od świadectwa sorbońskiego, panna Mayzlówna po złożeniu egzaminu w „Gildzie międzynarodowej” (Guide Internationale) otrzymała dyplom z ukończenia studiów w tej szkole.

Kronika działalności kobiecej, w: „Bluszcz”, 1905

 

W kraju łatwo studentce zarobić na życie, a przynajmniej łatwiej, niźli z granicą, w kraju może mieć lekcye i korrepetycye, których nie dostanie za granicą, gdzie jak np. w Paryżu są młode dziewczęta żyjące w strasznej nędzy, ostatnim wysiłkiem sił zdobywające naukę, aby później wpaść we wszystkie choroby, a przynajmniej wyjść ze zrujnowanem zdrowiem długiemi ograniczeniami.

K. D. Strzelbicki, Czego żądać powinny dzisiaj kobiety?, w: „Bluszcz”, 1905

 

O frekwencyi uniwersyteckiej kobiet na całym obszarze monarchii Austryackiej taką wzmiankę cyfrową podaje „Arbeiter Ztng:"
W uniwersytetach austryackich jest ogółem 1,323 studentki. Z liczby tych inmatrykulowało się na rok bieżący w Wiedniu 343 — w Krakowie 98 — we Lwowie  6 4. Z 550 słuchaczek nadzwyczajnych uczęszcza na medycynę 13—na filozofię 537 (z tego w Krakowie 171). Hospitantek obliczono 426. Dla porównania wspominamy, że Niemcy mają w swoich 21 uniwersytetach 138 studentek — reszta są to hospitantki. Ogółem korzysta w Niemczech w roku bieżącym z nauki uniwersyteckiej 1,907 kobiet.

K., Z kroniki obcej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1906

 

Losy młodej kobiety, której jesynym marzeniem i celem są studia naukowe, opisał (raczej z dezaprobatą) w swojej powieści Witor Gomulicki. Zainteresowania panny Wandy nie dotyczą medycyny ani żadnej z nauk mających łatwe przełożenie na codzienne życie, ale astronomii.

— Studentki to zupełnie inna kategorya. To można powiedzieć: śmietanka uniwersyteckiego życia. Tylko że bywa śmietanka i śmietanka. Zdarzy się innym razem, że zbiorą śmietankę z kwaśnego mleka. Ale to rzadko. Ho, ho, studentki! Ja sam był z dwiema na ty a ty — jak brat z siostrami. Uczyłyż się one, uczyły! a biedowałyż, biedowały! Raz, w aprylu miesiącu, jedna umarła. Naprawdę umarła. Przyszli medyki, zrobili sekcyę, a u niej w żołądku nic, tylko herbata. Czyściuteńka herbata — nawet bez cukru. Przez dziesięć dni tę herbatę piła. A taka chytra mała, że o tem nikomu ani słówka nie pisnęła. Przyjechała matka — generalsza, przebogata, w brylantach. Na pogrzeb poszło rubli z pięćset. A książki po nieboszczce my rozkupili na pamiątkę, jak relikwie.
Student rozczochrał rzadką brodę, i zaciągnął się papierosem tak mocno, aż iskry się posypały.
—A druga?., cóż druga?. —pytała Wanda prędko, z widocznem rozdrażnieniem.
— O! ta druga nie potrzebowała umierać. Jej się powiodło. Zaraz z trzeciego kursu wziął ją sobie za żonę weterynarz jeden. No, i rozbogaciła się ona, potłuściała... Dziś, ot-taka...
Rozłożył szeroko ręce, pokazując obwód jej figury.
Wanda nachmurzona, milcząca, ponuro patrzała w ziemię. Panna Sabina rzuciła zapytanie:
— Opowiadasz nam pan o ofiarach. Ale musiały być i tryumfatorki?
— Były. Ale te fabrykowały się gdzieindziej — w Genewie, w Paryżu... U nas je tylko z grubszego obciosywano, a tam już z nich statui porobili.
— Więc brat wierzysz w intellektualne tryumfy kobiet? — spytała Wanda, zatapiając w twarzy studenta swe czarne, przenikliwe oczy.
— Jakżeby mógł nie wierzyć! Cały świat dziś o tem gada i pisze. Zresztą, jeżeli kobieta potrafi wykręcać na fortepianie muzyczne koziołki, to czemuż nie byłaby zdolna do koziołków matematycznych, filozoficznych lub przyrodniczych? Wszystko to — gimnastyka!

Witold Gomulicki, Wyzwolona, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1898

 

W kilka minut później, Wanda siedziała przy olbrzymim stole założonym książkami, wśród ludzi obcych sobie, którzy zresztą żadnej na nią nie zwracali uwagi. Stół obstawiony był krzesłami. Z wyjątkiem kilku, wszystkie były zajęte. W najrozmaitszych pozycyach, to jest: zwróceni twarzą, bokiem lub plecami do stołu, siedzieli na nich młodzi i starzy mężczyźni, zajęci czytaniem i robieniem notatek.
Było też tam i kobiet kilka. Ginęły one w tłumie męzkim, który w tem miejscu miał nad niemi stanowczą przewagę. Wszystkie te kobiety były młode, ale jakby nadwiędłe. Czytały i pisały, nie patrząc na nikogo, a wyraz ich twarzy był zgoła niepodobny do tego, jaki miewają zwykle kobiety w liczniejszem, mięszanem zebraniu.
Wyraz ten był poważny, skupiony — i nadzwyczaj skromny. Ale skromny nie w znaczeniu panieńskiej wstydliwości, lecz jako oznaka dobrowolnego usunięcia się na plan dalszy. Kobiety wchodzące tu zostawiały za progiem berło, którem od wieków światem tym rządzą. Uroda, młodość, wdzięk, słodycz, nie były tu monetą obiegową. Pod tym względem czytelnia wyobrażała w zmniejszeniu cały świat wiedzy ścisłej, w którym tylko fakt i liczba w rachunek się biorą.
Kobiety, dobrowolnie rozbrojone, stawały w jednym szeregu z mężczyznami, a wówczas okazywała się w sposób rażący ich — niższość.

Witold Gomulicki, Wyzwolona, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1898

 

Na podobny temat: Studia medyczne