Wielkanoc była ważnym świętem nie tylko z punktu widzenia religii, ale także życia towarzyskiego. Przygotowywanie potraw na stół ze święconym należało zacząć kilka tygodni wcześniej (wędliny), a ostatni tydzień przed świętem wymagał mobilizacji całej kobiecej części rodziny, która zabierała się za przygotowanie niezbędnych mięs i ciast. Na wsi należało je także przygotować dla czeladzi.

Do tego dochodziły wiosenne porządki w domu i szykowanie się na przybycie gości.

Prawdopodobnie dlatego (ku żalowi tradycjonalistów) zwłaszcza w miastach panie domu coraz częściej decydowały się na skorzystanie z pomocy profesjonalistów i przynajmniej część święconego przybywała w stanie gotowym ze sklepów.

 

Jeżeli Wielkanoc jest wczesna to koniec marca lub początek kwietnia schodzi na przygotowaniach wielkanocnych. Radzę każdej gospodyni, w ostatnim tygodniu już w poniedziałek zająć się przygotowaniem rodzenek, migdałów i tarciem cukru z głowy do bab (patrz Jedynie Praktyczne Przepisy edycja 8) gdyż te żmudne roboty zajmują wiele czasu i mitrężą, samo pieczenie jeśli nie są pierwej gotowe, tem bardziej że nie radzę nigdy wcześniej piec bab nawet parzonych jak w piątek, a lepiej w sobotę, cała przyjemność ciasta, które się zwykle jada aż po za przewodnią niedzielę, stracona jeżeli się je ma stare od razu. Mazurki można piec we środę i czwartek. Szynki i wszelkie mięsiwa gotować w sobotę rano, pieczyste piec na świeżo w same święta, bo chwała Bogu już dawny niehygieniczny zwyczaj wyszedł z użycia jadania samego zimnego mięsa w oba święta Wielkanocne. Zaraz po świętach w pierwszych dniach, trzeba robić kaszę kartoflaną z pozostałych od ciasta białek, które zachowane w garnku obwiązanym papierem w zimnej piwnicy przechowują się dobrze kilka dni.

Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Kalendarz prac gospodarskich, w: „Kolenda dla Gospodyń” (w każdym wydaniu)

 

Panie na wsi, a nawet niektóre gospodarniejsze w mieście, muszą już teraz pomyśleć o urządzeniu szynek na święta Wielkanocne. W mieście mniej to przedstawia zachodu, bo do solenia zwykle szynki kupuje się w jatkach w całości już wyrobione, na wsi zaś biją co najmniej jednego wieprza i urządzają z pozostałej od szynek całości kiełbasy, kiszki, wieprzowe pieczenie i inne tłuste potrawy, dla uraczenia w ostatki domowników, którzy rok cały na ten bal wyczekują.

Paulina Szumlańska, Rady gospodarskie. Rady na Luty, Tygodnik Mód i Powieści, 1903

 

Rady na kwiecień.
Święta Wielkanocne zbliżają się, a mimo że tylko trwają dni parę, przygotowań do nich bez miary, bo i porządki gruntowniejsze w mieszkaniu muszą być zrobione i święcone jakie takie przygotowane, a i o odświeżeniu ubrań swoich i dzieci również czas jest pomyśleć.

Paulina Szumlańska, Rady gospodarskie. Rady na Kwiecień, Tygodnik Mód i Powieści, 1903

 

Na parę tygodni przed świętami trzeba załatwić się z praniem, potem z porządkami w mieszkaniu, a połowę pierwszą ostatniego tygodnia poświęcić pieczeniu ciast, to jest: poniedziałek i wtorek, wszystko do niego kupić i przygotować a środę i czwartek piec — w piątek ugotować szynki, w sobotę zaś od samego rana zająć się uduszeniem kiełbas, ugotowaniem jaj na twardo i upieczeniem pieczystych, których wogóle teraz nie robi się tak wiele, bo każdy woli spożyć je na gorąco, co i lepiej smakuje każdemu i o wiele jest zdrowsze. Przez dwa ostatnie dni służba powinna porobić wszelkie porządki w kuchni, po południu w sobotę wszystko powinno być skończone, i służba już wolna może odbyć pielgrzymkę do grobów.

Paulina Szumlańska, Rady gospodarskie. Rady na Kwiecień, Tygodnik Mód i Powieści, 1903

 

 

W ten sposób sezon przygotowywania wypieków wielkanocnych opisywał Bolesław Prus:

W odkryciu tym nie chodzi o szczepienie tyfusu albo suchot, nie chodzi o biegun północny ani o rentgenowskie czy ultrarentgenowskie światło, ale o – nowe praco socjologiczne, które można sformułować w następujący sposób:
„Wielki Tydzień dla Warszawy jest epoką stanowczej przewagi kobiet nad mężczyznami, epoką damskiej władzy i męskiej niewoli.”
W każdym innym czasie kobiety, jak wiadomo, ulegają męskiemu despotyzmowi. A ponieważ jedyną ich bronią jest miłość i piękność, więc – starają się być jak najgoręcej uwielbiane i jak najpiękniej ubrane.
I dopiero w Wielkim Tygodniu kobiety pokazują, czym byłby świat pod ich przewagą. Wykwintne stroje, co mówię… nawet gorsety, bez których kobieta nie potrafi urodzić się, pójść spać, wyjść za mąż ani umrzeć – idą w kąt. Ognisko miłości gaśnie: żona zamiast jak zwykle być aniołem dobroci, staje się złą jak głodna lwica, a biedni mężowie, przesuwani we własnym pokoju z kąta w kąt, aby przynajmniej ocalić honor, pierzchają do miasta i tulą się przy restauracyjnym stole.
Co przez ten czas robią damy w opustoszałych terenach? Trą, tłuką, siekają, wędzą, kwaszą, marynują i pieką najnieprawdopodobniejsze kombinacje – nabiału, mięsa i ciasta.
Ta orgia pieczenia tak dalece opanowuje cały rodzaj żeński, że nawet jedna z moich małych przyjaciółek – Janinka, która ledwie we środę włożyła nieco dłuższą sukienkę, już we czwartek wzięła się do – pieczenia mazurków czekoladowych, pomarańczowych i jeszcze jakichś – naturalnie – własnej kompozycji.
Gdybyż ograniczyła się tylko na pieczeniu! Ale ona jeszcze kazała mi kosztować swoich wyrobów i przez cały czas próby nie spuściła ze mnie oka, ażebym (czego Boże broń!) jakiego okrucha nie położył na stole…
- Cóż pan myśli o mazurkach? – spytała na zakończenie.
- Co ja myślę!... Cieszę się, moje dziecko, że mi Pan Bóg pozwolił doczekać tej pociechy, że już i ty bierzesz się do pieczenia mazurków. Zaś rok przyszły, kiedy już lepiej obeznasz się z gospodarstwem, życzę ci, ażebyś podczas tych dni uroczystych zajęła się – kwestą przy grobach.

Bolesław Prus, Kronika tygodniowa, „Kurier Warszawski”, 1894

 

Jednak zwłaszcza w miastach panie domu z czasem coraz częściej wyręczały się fachowcami:

Od dzisiaj wystawy ciast i cukrów w cukierniach Warszawskich już są urządzone, wiele gospodyń lękając się zawodu w pieczywie, z powodu mąki z porosłej pszenicy, wyrzeka się przyjemności pieczenia bab, i woli robić obstalunki. Piętrzą się też prawie we wszystkich Cukierniach poważne rumiane baby i Piramidalne baumkuchy, różnem kwieciem i lukrem przystrojone, rozkładają śliczne mazurki różnego rodzaju migdałowe, konfiturowe, placki przekładane, marcepany i inne ciasta, których wyliczyćbyśmy niezdołali, chyba za pomocą przepisów Pani Cwierczakiewiczowej, która w porę na Święta, obdarzyła nasze Panie różnemi przewybornemi sekretami w ostatnim numerze „Bluszczu”.

„Kurier warszawski”, 1866

 

Nadchodzą Święta Wielkanocne; każda z gospodyń zaopatruje się w mąkę, na pieczywo świąteczne służyć mającą; wiele także gospodyń chcąc uniknąć ambarasu domowego, nabywa baby i placki u piekarzy lub cukierników.

„Kurier warszawski”, 1867

 

Polskie baby wielkanocne cieszyły się podobno zasłużoną sławą:

Sława bab wielkanocnych warszawskich rozchodzi się daleko. Dowodem tego znaczne obstalunki otrzymane z Petersburga, skutkiem których wyprawiono za pośpiesznym frachtem kilka transportów.
Wątpić należy, aby gdziekolwiek baby równym zaszcztem pochlubić się mogły.

Wiadomości z pod naszej strzechy i z obczyzny, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1887

 

Zdarzyło mi się niedawno słyszeć i inną kwestyą, zestosunkowaną również z obchodem świątecznym. Pewna wiejska pani, sama gosposia co się zowie i mistrzyni w przyrządzaniu święconego, zaręczała, że gdyby mieszkała w mieście, gdzie wszystkiego po sklepach dostać można, aniby słyszeć chciała o wędzeniu, peklowaniu, pieczeniu i gotowaniu.
Podobno też wiele bardzo Warszawianek idzie za takiem zdaniem, ale żeby nie odstępować od tradycyi przekazanej przez babki i prababki, kupne przysmaki podają za arcydzieła roboty własnej. Gość dyskretny udaje, że się na podstępie nie poznał, je i chwali, a pani X. lub Z. przyjmuje hymny pochwalne tak szczerze i prostodusznie, że kto podejrzliwym nie jest, niczego się nie domyśli.
Onego czasu działo się tak, iż święta wielkanocne były, ze swoim jedzeniowym obchodem, czemś w rodzaju egzaminu lub popisu, w którym panie i gospodynie domów składały dowody swej umiejętności, skrzętności i pomysłowości. Były to popisy nieraz bardzo kosztowne, kłopotliwe, a często i opłakane łzami, opłacone gorączką zawodu. Do wielkanocnych przygotowań powoływano rodzinę całą, od głowy domu począwszy, do jego najdrobniejszych paluszków. Krętanina trwała przez dni kilka, poczynała się ze świtem, kończyła z mrokiem, ba! z nocą nawet! A gdy już arcydzieło wyszło z pieca i znalazło się w świątecznym ordynku na suto przybranym stole, gdy prosię z jajkiem w zębach poczęło się uśmiechać do olbrzymiej baby, ulukrowanej i ubielonej jak najwykwintniejsza elegantka, znaczyło to, że nadeszła godzina odpoczynku i... migreny i że teraz można już oczekiwać wesołego Alleluja, którego tryumf gospodarsko-kuchenny będzie rozkoszą dla języków, podniebień i żołądków.
Tradycya taka święci się jeszcze w niezachwianej okazałości na Starem mieście i na Powiślu, ale co się tyczy dzielnic nowszych miasta, to mam silne podejrzenie, że podtrzymują ją tam cukiernicy, pasztetnicy i inni smakorobowie.

Maryusz, Z tygodnia, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1891

 

Święcone w Warszawie dawniej bywało doroczną okazyą do popisu dla kapłanek ogniska domowego, w obowiązkach których, prócz wielu prac niewieścich, było także dobrze piec, gotować i smażyć.
Dzisiaj pod tym względem zmieniło się bardzo dużo. Święcone w wielu domach przyrządzane bywa u rzeźnika i cukiernika, a choć potem zaręcza się, że wszystko to jest roboty własnej, nie należy temu ufać zbytecznie.
Ciasto z cukierni zdradza odrazu pochodzenie swoje wyglądem i smakiem, a wszystkie inne specyały, zakupione na mieście i nieprzygotowane w domu, nie są już warte ani dziesiątej części tego, czem się zalecały wyroby dawniejsze, dokonywane rękami gospodyń. Co rok też w Warszawie rośnie produkcya wielkanocna po cukierniach, na pociechę pasztetników i margaryny, a na klęskę żołądków i na wstyd pań, którym się nie chce stawać do popisu. Zapewne dlatego, że popisywać się nie mają z czem...

RZ., Z chwili bieżącej, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1892

 

Tłuściutka szynka, smaczny placuszek, babka olukrowana różnobarwnie, kiełbasa na gorąco lub na zimno – wszystko jedno – ślicznie upieczone prosiątko z jajkiem w zębach, indyk z nadzieniem, którego sam widok budzi rzewne uczucia... w żołądku – sąż-to przedmioty, którym się oprzeć można? Proszę mi pokazać takiego bohatera, któryby to wszystko powitał pogardliwem spojrzeniem i uśmiechem lekceważenia! Niema go z pewnością śród wierzących i śród niedowiarków. Dlatego to od czasów niepamiętnych święta wielkanocne stały się uroczystością łakotnisiów i obżartuchów. Ci najwytrwalej obchodzą je podawnemu, chociaż i ta strona obchodu zmieniła się bardzo.
Bywało ongi, że uczta wielkanocna musiała być sporządzona pomysłem i pracą rąk własnych pań i panien domu. Był to doroczny popis, świadczący o umiejętności gospodarczej kobiet, o ich guście i pracowitości zarazem. Dzisiaj jest ponajwiększej części inaczej. Wykwintne ciasto pieką cukiernicy, wędliny przygotowują rzeźnicy, reszta zastawy przychodzi z restauracyi i choćby cię zapewniano, że wszystko to jest „roboty domowej," nie możesz być pewny, czy nie karmią cię margaryną, trychiną, fryturą i sosem generalnym. Jest to wprawdzie wygodne dla gospodyń, które już sławę swej obowiązkowej niegdyś umiejętności mają za nic, ale niebezpieczne dla gości. I dlatego poważam się przepowiedzieć, że przyjdzie chwila, w której z kultu obżarstwa wielkanocnego nie zostanie ani śladu.

Maryusz, Z tygodnia, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1893

 

Rady na Kwiecień.
W Wielką Sobotę panie nasze powinny już mieć wszystkie pieczenia tak ciast jak i mięsiw przygotowane, i tylko zająć się ustawianiem święconego i urządzaniem wszelkich sosów i majonezów, które dopiero w ostatnim dniu powinny być zrobione. Po pogodnym i ciepłym Marcu należy się ładnych świąt spodziewać, więc wszystkim swoim czytelniczkom życzę wesołego Alleluja i dobrej w święta zabawy, o którą pewnie nie będzie trudno, bo po niezbyt długim karnawale i przy chłodnem jeszcze powietrzu w niejednem kółku ochoczą zabawą taneczną obchodzone będzie święcone.

Paulina Szumlańska, Rady gospodarskie, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1904

 

Rady na Kwiecień.
Jeżeli Kwiecień w tym roku, będzie trochę cieplejszym, to panie na wsi będą miały dosyć dużo roboty w ogrodach, w domu zaś trzeba będzie zabrać się do sadzenia drobiu, a święta Wielkanocne, przypadające w końcu miesiąca niemało też potrzebują przygotowań. W początku tego miesiąca przygotować musimy mąkę do ciast, aby miała czas dobrze wyschnąć. Po trosze znów gromadzić jaja i masło, żeby wszystkiego nie pozostawić na ostatnią chwilę.
Dla pań w mieście mniej są święta uciążliwe, bo nie potrzebują robić tyle przygotowań co na wsi, zwłaszcza jeżeli same nie pieką i ograniczają się na zakupach w cukierni. Jest to bardzo wygodne, ale nieoszczędne, bo za te pieniądze, które się na ciasto cukierniane wyda, można mieć go o wiele więcej, gdy będzie w domu upieczone. A ile to przysporzy każdej gosposi zadowolenia, gdy nie żałując trudu sama sobie ciasto przygotuje. Najtrudniej raz spróbować. Więc panie, które posłuchają mojej rady, niechaj swoje zajęcia tak urządzą, aby wszystko we właściwej porze przysposobić.
Wszelkie prania i porządki w mieszkaniu, należy zrobić przed wielkim tygodniem, a te kilka ostatnich dni przed świętami pozostawić na pieczenie ciast, bo gdy rodzina jest dość liczna i zamożna sporo wszystkiego zrobić potrzeba. Najlepiej więc w poniedziałek i wtorek piec mazurki i ciasto bez drożdży, oraz przygotować wszystkie dodatki do ciasta drożdżowego, do którego zabrać się powinno w środę od rana, aby przez ten dzień wszystko popiec; we czwartek należy polukrować 1 poubierać, w piątek ugotować szynki, upiec niektóre pieczenie, pozostawiwszy tylko na sobotę uduszenie kiełbasy, ugotowanie jaj i upieczenie indyka.
Wogóle, wszelkie roboty na święta tak powinny być rozłożone, aby sama pani i jej całe otoczenie miało czas odpocząć i pójść na groby i rezurekcyę.

Paulina Szumlańska, Rady gospodarskie, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1905

Ferwor przygotowań wielkanocnych pojawia się także czasem w literaturze:

 

— A może panienka pójdzie na dół lukrować mazurki?—spytała wchodząc Bronka, pokojówka i faworytka Kici. A to rady sobie nie dadzą? Ażeby panienka wiedziała, jak baby wyrosły? Pani się tak dziwuje, bo to z parzonemi zawsze kram, żeby nie klapły... A tu nic! leciuchne jak pióreczka i w sam raz rumiane. Tylko mazurków, to chyba już nikt zjeść nie poradzi, żeby nie wiem ile gości się najechało... Niechno panienka pójdzie ubierać ciasto. To taka przyjemna robota!
Kicia wzruszyła ramionami. Dawniej, bywało to dla niej przyjemnością wielką, uwijać się w kuchni, tworzyć fantastyczne na mazurkach i plackach desenie, ozdabiać maczkiem lukrem i kwiatami, ale dziś... w obec zawodu jaki uczynił jej opłakany stan nieba, niczego jej się nie chce.

Wanda Grot-Bęczkowska, Trzy chwile, w: „Bluszcz”, 1895

 

O wielkim pieczeniu wspomina także Eliza Krasińska:

Ku radości małej kolonii polskiej, która jeszcze znajduje się w Mentonie, mieliśmy święconko – Maria, moja pokojówka, panna Borowska, wszystkie piekły baby i placki i mazurki...

Eliza z Branickich Krasińska, list z 12.4.1868, z Mentony do Zofii Potockiej

 

Dumna z przygotowanego święconego była Zofia Skąpska:

Na Wielkanoc, w kwietniu, przyjeżdżają do nas Rodzice i Jagoszewscy z trojgiem dzieci: Zosią, Tadziem i Zbyszkiem, starszym od Antosia o rok, lecz jeszcze z nianią. Przyjeżdżają też Stanowscy z synkiem Jasiem, młodszym od Antosia pół roku, pozostaje też Anulka Feldszarowa, która w czasie mej nieobecności zastępowała mnie. Mają się wreszcie odbyć chrzciny Antosia i Janusia. W Wielki Czwartek są już wszyscy, więc i pieczenie już ukończone. Anulka pilnowała, by tradycji stało się zadość, bym nie zapomniała o ulubionym przez Tatusia „rogalu z makiem” (po raz pierwszy widziałam go na stole wielkanocnym, u mych ciotek nie bywał). Jest to świąteczna, przyrządzona jak na Boże Narodzenie, strucla z makiem, której po zwinięciu nadaje się kształt rogala. Anulka ubóstwiała swego ojca i kochała go nad życie. Prócz babek muszą być jajeczniki, wszelkiego rodzaju mazurki z masą pomarańczową, z powidłami, z czekoladą i migdałami, z polewą pomadkową, maleńkie kruche z rodzynkami, migdałami, skórką pomarańczową ślicznie dekorowane. Serowy placek z „Alleluja” no i wspaniały przekładaniec z triumfującym barankiem. Moc wędlin z szynką gotowaną i pieczoną w cieście. Kiełbasy krajane i siekane, głowizna, wędzonka itd. Wszystko przyrządzane w domu z własnej upasionej sztuki(wzięłam rzeźnika i przy nim przyuczyłam się). Dla dzieci zrobiłam też osobny stolik z mazurkami, tortami i wędliną. Było wino i wódka z soku. Wielką przyjemność sprawiła mi ta Wielkanoc we własnym domu i możliwość ugoszczenia wszystkich. Małe święcone posłałam cioci Joasi, która zrozpaczona po śmierci siostry nic nie piekła.

Zofia z Odrowąż-Pieniążków Skąpska, Dziwne jest serce kobiece…, Warszawa 2019

 

Wielkanoc, prócz zwykłego, uświęconego tradycją stołu, trzeba upiec moc kołaczy dla całej służby. Znowu specjalna okrągła łopata, co by pomieściła ciasto z czterech litrów pszennej mąki. Do pieca wchodzi sześć-siedem kołaczy. Ser na środku słodki z rodzynkami z żółtkami, a do reszty z szafranem, by był żółciejszy. Ciasto pachnie z dala przeróżnymi korzeniami, przyrumienione bokami, prawie wyrośnięte, nęci i wabi dzieci, które nie mogą doczekać się Wielkiej Soboty i wręczania kołaczy czeladzi.

Zofia z Odrowąż-Pieniążków Skąpska, Dziwne jest serce kobiece…, Warszawa 2019

 

 

Na podobny temat: Wypieki wielkanocne - mazurki, Wypieki wielkanocne - baby, Święcone