Prezenty świąteczne, zwane także kolędą (kolendą) lub gwiazdką, stanowiły nieoddzielną część obchodów Bożego Narodzenia, chociaż niekoniecznie w tej samej formie, jaka obowiązuje dzisiaj. Kolorowe prezenty i smaczne łakocie czekały w Wigilię pod choinką przede wszystkim na małe dzieci. Dorośli otrzymywali podarki skromniejsze i niekoniecznie w ten akurat dzień – kolęda mogła być również podarkiem noworocznym.

Publikowano też przed Świętami przeglądy nowych wydawnictw dla dzieci i młodzieży, by ułatwić wybór odpowiednich prezentów – ceniono bowiem prezenty edukacyjne lub rozwijające odpowiednie cechy charakteru.

Dzieci (szczególnie dziewczynki) zachęcano z kolei, aby prezenty dla rodziny sporządzały własnoręcznie, demonstrując przy tym swoją biegłość w opanowywaniu różnych dziedzin „robót kobiecych”.

Kolędę należało dawać nie tylko dzieciom i krewnym, ale także domownikom i służbie, a na folwarku również dzieciom wszystkich zatrudnionych. W tych ostatnich przypadkach wypadku kolędą były rzeczy praktyczne, zazwyczaj ciepłe ubrania – najlepiej szyte osobiście przez panią domu lub jej córki – lub pożywne, a bardziej kosztowne produkty spożywcze. Podobnie obdarowywano ubogich. „Kalendarz prac gospodarskich” zawarty w „Kolędzie dla gospodyń” Lucyny Ćwierczakiewiczowej nakazywał paniom wprost w grudniu „Wieczorami szyć kolendy dla dzieci, domowników i biednych”.

 

(Art. nad) Odwilż popsuła nam sanną, a co gorsza sprawiła błoto, w czasie kiedy wszyscy biegają po mieście, to szukając podarunków na gwiazdkę, to szykując zapasy na Wigilję i Święta. O podarunki i o zapasy nie trudno, jest gdzie i w czem wybrać, byle było za co. Mówiliśmy już nieraz o tem, wspominaliśmy o zabawkach, o xiążeczkach, o ładnych przyborach na stoliczki, ale zapomnieliśmy o jednem, najważniejszem, o czem Damy nie zapominają nigdy; o tem, co dla niejednej może najważniejszą sprawą życia się wydaje – o stroju pięknych Pań naszych. Poczuwamy się zatem do winy i wielkim głosem, który upewniamy, że nie będzie głosem wołającego na puszczy, przypominamy Panom Mężom to, o czem oni doskonale wiedzą z różnych pośrednich i bezpośrednich domowych pogadanek, przy mówek, spojrzeń, westchnień, a czasem i pieszczot, że Paniom brakuje sukien, kaftaników, szalów, koronek, kwiatów, a tu Karnawał się zbliża i będzie bardzo długi, i 49 wieczorów już się szykuje, nie mówiąc o balach i tygodniowych zebraniach. Przypominamy więc, że w Warszawie są ludzie dobrzy i grzeczni, którzy wyłącznie się dla płci pięknej poświęcili i myślą o tem tylko, jakby jej wszystkim wymaganiom zadosyć uczynić; którzyby radzi byli, ażeby wszystkie Damy były jak najpiękniejsze i starają się im wtem dopomódz, i ażeby wszystkie niesnaski domowe, jak najprędzej się wszędzie kończyły za pośrednictwem nowej sukni lub gustownych ubiorów z ich sklepu. Takimi czarodziejami są PP: Pękala, Zeltt, Włodkowski, Thonnes, Kwiatkowski, Zaleski; z wyrobów złotych PP. Wejnert, Bracia Jaroccy i t.p.; a obok nich są też i wróżki: Panie: Adela Hofman, Wilczyńska, Włodkowska, Sobolewska, dawna firma Klementyny, W. Frybes, Aurelja, które z misternych koronek, różnobarwnych wstęg i połyskujących axamitów, tworzą owe piękne ramki, tak przypadające do twarzyczek Dam naszych, a pomimo śniegu i mrozu przypominające wiosnę i lato wiązkami kwiatów i owoców – sztucznych. Pani Wilczyńska szczególniej, taki dobór tych kwiatów posiada. Ci więc czarodzieje, te wróżki, wybawią was, moi Panowie, z kłopotu; wdzięczne uśmiechy zadowolenia sprowadzą na drobne usteczka waszych Pań, a na horyzont waszego domowego pożycia, najpiękniejszą pogodę, choćby na dworze najgorsza panowała zawieja. Idźcie tylko jeszcze do PP: Loursa, Czajkowskiego, Czernera, Semadeniego, Clotina, Vincentego, Wedla, Ferrarego, obstalujcie wytworne ciasta, weźcie piękne bonbonierki, napełnijcie je wybornemi cukrami, dodajcie do tego owoców smażonych w cukrze, komputów, i różnych łakoci, w które składy PP. Rozmanitha, Stępkowskiego, Boqueta, Sowińskiego i Szulca obfitują, a za to będzie wam wolno raczyć się ostrygami, homardami, solami, i różnemi potworami morskiemi, i zapijać te delikatesy wszelkiego rodzaju winami, których piwnice tych Panów są pełne. Potraficie może nawet wyprosić, żeby wam wolno było pójść jeszcze na połówkę do P. Krzymińskiego, albo na Kapkę do P. Fukiera. Umiejcie tylko zasłużyć sobie na względy połowic waszych, mogącą się im podobać kolendą, a maleńkie wyskoki Wasze, przynajmniej przez pierwsze dni Święta, niewątpliwie na ich cierpliwe pobłażanie zasłużą.

„Kurier Warszawski”, 1866

 

Z powodu nadchodzących świąt Bożego Narodzenia, po ulicach miasta tu i owdzie na sprzedaż poustawiano na przenośnych stołach zabawki dziecięce i inne drobiazgi, na kolendę służyć mogące.

„Kurier Warszawski”, 1868

 

Sklepy mianowicie galanteryjne z zabawkami dziecięcemi, cukiernie i t. d, na nadchodzące święta Bożego Narodzenia, pourządzały wystawy wabiące przechodniów, a szczególniej młode pokolenie.

„Kurier Warszawski”, 1868

 

„Gwiazdka, gwiazdka nadchodzi" — wykrzykuje radośnie możniejszych rodziców dziatwa, licząc dni oddzielające ją od niej. „Gwiazdka" — powtarzają jednocześnie , ale smutnym głosem biednych rodziców dziatki; bo one nie liczą na żadną dla siebie, widząc z jak ciężką pracą ojciec i matka zaledwie na najkonieczniejsze potrzeby życia zapracować wystarczą.
Ty więc możniejsza dziatwo! ciesząc się kolendą, wspomnij na biedne w Chrystusie rodzeństwo twoje,— wspomnij na ochronki. Jest ich kilkanaście. Wybierz sobie jedną z najbliższych twego mieszkania, ponieś do niej cząsteczkę, zbywającą jeszcze od zbytku gwiazdki twojej, rozdziel ją między najbiedniejsze z biednych dzieci w ochronie. Westchnienie ich dziękczynne za młodych dobroczyńców swoich, wzniesie się wysoko; Bóg miłujący wdzięczne dziatki, przyjmie je łaskawie i zamieni w rosę niebieską błogosławieństw, użyźniającą tę niwę tak dobrze uprawioną serduszek waszych, która dziś już tak piękny owoc bratniej miłości wydając, — jakiejże wróżby nie stanie się rękojmią na przyszłość!...
Ochrony są położone przy ulicach: Browarnej, Tamce, Czerniakowskiej, Wilczej, Pańskiej, Freta, Piwnej, Ogrodowej, Waliców, Chmielnej, Nowolipiu, Sosnowej na Pradze i za Wolskiemi rogatkami. Nadmienia się przy tem, że zwykle gwiazdka po ochronach obchodzoną bywa w wilją wilii w godzinach południowych).

„Kurier Warszawski”, 1868

 

Zbliżamy się już do świąt, do nowego roku, do wielkiej chwili wzajemnych życzeń i darów i co najważniejsza do podwyższenia się cyfry okolicznościowych wydatków.
Dla niejednego także ojca lub matki, pragnących swojemu błogosławieństwu, kupić na kolendę książkę, nastręcza się obecnie trudność stosownego wyboru w niepomiernej liczbie wydań, przeznaczonych dla młodego wieku.
Może więc nieodrzeczy będzie zamieścić tu kilka słów porady, jakie mianowicie książki są odpowiednie dla młodocianych pojęć, dla nauki i rozrywki.
Informację rzeczoną rozpoczynamy wskazaniem książek, przęznaczonych dla dzieci od lat pięciu do ośmiu, dla których na kolendę do lalek, koni, ołowiannych żołnierzy i t. d. dodaje się zwykle książeczka, jako zachęta do nauki.
Książeczki takie, ozdobione illustracjami kolorowemi, albo litografjami, znajdują się we wszystkich tutejszych pierwszorzędnych księgarniach, jak nas objaśniają katalogi, w znacznej ilości wydań, bo blisko sto ich tytułów różnych naliczyliśmy.

„Kurier Warszawski”, 1868

 

Listopad zbliża się ku końcowi, a grudzień, ten miesiąc największego interessu dla kupców jest już, jak to mówią, za pasem. Przygotowania kupców tutejszych, na ten miesiąc, który jest wstępem do zabaw karnawałowych i wypraw, dla mających się zawrzeć w karnawale małżeństw; a szczególniej na zbliżającą się gwiazdkę, zaczynają już być widocznemu, Wielu kupców wybiera się zagranicę, celem osobistego sprowadzenia różnych nowości modnych, a przypadających do smaku naszych pań; inni ufni w dobry gust swych komissantów, przez korrespondencją zamierzają załatwić, zaopatrzenie swych sklepów w świeży towar.

„Kurier Warszawski”, 1869

 

Lecz wracając do przysposobień świątecznych przyznać trzeba, że ważnym tu jest także powodem zbliżający się karnawał, dający sposobność do liczniejszych i ciągłych zebrań domowych. Ojcowie familji najwięcej utyskują na tę porę roku wydatków, poczynającą się od dnia wigilijnego: dlatego też wielu ojców chcąc o ile można zaoszczędzić swą kieszeń, na podarunki kolendowe wybierają przedmioty przydatne do nadchodzącego karnawału. Sklepy więc bławatne i jubilerskie, licznie są odwiedzane, a panowie kupcy cieszą się, że przetrwali czas zastoju handlowego, i że doczekali się chwili, w której mogą choć cośkolwiek podreparować swoje interessy.

„Kurier Warszawski”, 1869

 

Posłuchajcie mnie, nauczę was coś ładnego, nauczę was robót przeplatanych, równie pięknych jak tkaniny tkacza. Jak się w nie wprawicie, będziecie mogły zrobić dla mamy na kolendę zakładkę do książki, dla Tatki pasek do serwety, dla wujaszka ozdóbkę do kalendarza ściennego, a dla ciotki pantofelek do zegarka.

Dla dziewczątek. Książka praktycznej pracy, ćwiczeń i zabaw dla Panienek od 6 do 15 roku życia. Ułożona podług Maryi Liskie, Tekli Neveau i innych, Warszawa, 1873

 

Jak będziecie uczyły się pilnie przez rok cały, odznaczycie się w naukach, nie zaniedbując przytem robót ręcznych, właściwych kobiecie, to mama na kolendę zrobi wam z pewnością tę wielką przyjemność, że kupi i przygotuje na wasz użytek następujące przedmioty:
1° Kuchenkę żelazną, która daje się zastosować do dużej kuchni.
2° Cały przyrząd kuchenny, to jest: garnuszki, rądelki, ryneczki, dzbanki, miski, konewkę, szafliczek, formę na farby, brytwannę, blachę, tarkę, moździerz, wałek, łyżki, sitko, durchszlag i t . d., wszystko małe i zgrabne, o połowę mniejsze od zwyczajnych naczyń.
3° Dobrze wypełnioną szafkę śpiżarnianą, i
4° Stos drzewa cieniutko porąbanego.
Posiadając przyrząd podobny, możecie przedsięwziąść naukę sztuki kucharskiej, która zapewni wam na tymczasem przyjemną rozrywkę, podając sposobność uczęstowania przyjaciółek, i zjedzenia z niemi obiadu własnemi rękami przygotowanego; a w przyszłości, zapewni wam umiejętność bardzo pożyteczną i arcy pożądaną dla każdej pani domu.

Dla dziewczątek. Książka praktycznej pracy, ćwiczeń i zabaw dla Panienek od 6 do 15 roku życia. Ułożona podług Maryi Liskie, Tekli Neveau i innych, Warszawa, 1873

 

Przemysł księgarski zwykł rok rocznie ze zbliżającą się porą świąt Bożego Narodzenia — kolendy — przygotowywać pewien zapas książek, mogących stanowić podarek świąteczny, podarek, któryby zaznaczył nam przyjemnością doznaną uroczysty dzień wielkiego święta—godów religijnych i rodzinnych, bo Boże Narodzenie nosi na sobie szczególniej podwójny ten charakter. Rodziny i uczuciem przyjaźni związane ze sobą osoby pragną przez miłą wymianę darów okazać życzliwość wzajemną, a miejsce kosztownego cacka, krótkotrwałej zabawki lub cukierka, może zająć książka, której na przynętę dla oka daje się zwykle wytworna sukienka pięknej oprawy i zwyczaj, ze względu na swój cel przyjemny, może się przetworzyć zwolna na zwyczaj użyteczny. W początku zimy właściwej, wśród długich jej wieczorów, gdy mrozy i śniegi zamykają w domu mieszkańca krainy północnej, nowa książka zjawia się przed nim jak gość z idealnego świata wiecznej wiosny i zieloności, wiecznego światła i ciepła—ze świata wiedzy lub poezyi. Czyż to więc nie prawdziwy promyk gwiazdki niebieskiej, nie najlepsza świąteczność wprowadzona w powszednią kolej życia? Większa lub mniejsza ilość elegancyi, na kolendowe podarki rozkupionych. dowodzi w nas wyższego lub niższego stopnia życzliwości rodzinnej, przyjaznej uprzejmości towarzyskiej, ale liczba sprzedanych wtedy książek to niezawodny już probierz: w jakim te uczucia rozwijają się kierunku?

M. Ilnicka, Książki dla dzieci, w: „Bluszcz”, 1874

 

Zwyczaj dawania sobie podarków lub pudełek z cukierkami w dzień nowego roku, praktykowanym jest wszędzie potrosze, a szczególniej we Francyi i Rossyi.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

U nas w kraju podarki dają się na imieniny, na urodziny, i na tak zwaną gwiazdkę lub kolendę, to jest poczynając od wigilii świąt Bożego Narodzenia, aż do pierwszego stycznia. Dla dzieci stroi się drzewko na gwiazdkę i otacza się je zabawkami, cukierkami, pierniczkami itp. Starszym zaś osobom zwykle składają się prezenta w nowy rok.

Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876

 

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, — radość dla dzieci, którym już teraz przebłyskuje w uroczych snach sięgająca pod niebo choinka z gwiazdką na samym wierzchołku.
Do wszystkich tuzinkowych kłopotów codziennego życia przybywa rodzicom jeden kłopot więcej, kłopot, coprawda, zaszczytny i nie tak znowu uciążliwy, jakby przypuszczać można było: oto potrzeba wcześniej obmyśleć pożyteczne i duchowi czasu odpowiednie podarki na gwiazdkę dla potomstwa wszelakiej płci i wieku.
Tradycyonalne zabawki, które nowsza pedagogia wzięła pod rozwagę, wymagają dzisiaj przebrakowania.
Zbytkowne lalki, bezmyślne cacka, nietrwałe bawidełka nierozwijające w niczem umysłu, ani smaku u dziecka, przez wszystkich rozsądnych i dbałych o dobro młodszego pokolenia rodziców — zarzucone zostały.
Na nieszczęście nasi panowie kupcy niewiele o to dbają, co właściwie pedagogia zaleca. Interes stoi dla nich wyżej nad pewne obywatelskie zobowiązania i z tego powodu mało troszczą się tem, czy godzi się wbrew głosowi rozumnej krytyki spekulować na pokuszeniach dzieci i słabości rodziców. Zagranica zasypuje nasze magazyny zabawek swojemi wyrobami bez wyboru i wyciąga z kraju ogromne summy za towar zbytkowny i najczęściej, jeżeli nie szkodę, to bardzo lichy pożytek, nam przynoszący. Żaden z fabrykantów nie pomyślał dotąd o racyonalnej pod tym względem reformie.

Pogawędka, w: „Bluszcz”, 1878

 

Z ostatnich dni zeszłego roku, liczne grono osób, należących w przeważnej mierze do zamieszkałych stale w Warszawie gości z za Niemna i Bugu, zebrało się w jednym z domów przy ulicy Marszałkowskiej, w celu obdzielenia podarunkami kolendowemi tłumnej rzeszy biednych dzieci. Przeszło sześćdziesięcioro dziatwy, zebranej około strojnej choinki, otrzymało dary, z których każdy składał się z garnituru ciepłej odzieży, bielizny i obuwia, porcyi mięsa, pieczywa, masła, sera, herbaty i cukru, oraz obfitej ilości tradycyjnych na święta obecne łakoci.
Jednem słowem, nie była to zdawkowa zabawka w miłosierdzie, lecz rozumne wsparcie niedoli.
Zwyczaj zaś taki w wspomnianem kole towarzyskiem, ustalił się i trwa ciągle od lat już kilku za inicjatywą pań i panien, które same rokrocznie zajmują się przytem sprawdzeniem na miejscu rzeczywistego ubóstwa odbierających wsparcie rodzin i zbieraniem ofiar w pieniądzach i naturze, uskutecznianym zakupu wszelkich produktów i nawet własnoręcznie szyją całą odzież i bieliznę dla biednej rzeszy.
W calem wykonaniu tego zbiorowego aktu miłosierdzia ujawnia się tendencya emancypacyjna, cały bowiem „komitet" kolendowy zazwyczaj niemal wyłącznie z młodych panienek się składa.
Któż jednak takiej „emancypacyi" nie przyklaśnie i za godną naśladownictwa nie uzna?

Wiadomości z pod naszej strzechy i z obczyzny, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1887

 

Do wielkiej mody chwili obecnej należą zasłonki „abat-jour“ z cienkiej gniecionej bibułki na podstawie mosiężnej. Sposób roboty tych zasłonek podaliśmy w zimowym sezonie w piśmie naszem a powtórzyliśmy go w Kolędzie na rok 1891, tam więc odsyłamy czytelniczki, bo tam nawet połączenie kolorów jest podane. Trudność cała leżała w tern, że jeden tylko sklep posiadał te podstawy dotąd biorąc bajeczne za nie ceny, obecnie pan Jung właściciel składu blacharskiego, Mazowiecka 5, wyrabia takież lepiej jeszcze odrobione po rs. 1 za sztukę. Łatwa to i miła robota na długie obecnie wieczory a zrobiona zasłonka będzie ślicznym podarkiem na gwiazdkę.

L.C., Przegląd mód, w: „Bluszcz”, 1890

 

Wszakże to cudowna „gwiazdka” niezwykłym swym blaskiem zaświeciła ongi nad ubogim żłobkiem w Betleem i odtąd po wsze wieki gwiazdka jest symbolem jednej z najpoważniejszych naszych uroczystości, jest zwiastunem chrześcijaństwa!
„Gwiazdka” w znaczeniu przenośnem oznacza dar, upominek, lub niespodziankę, corocznie, w dniu owej uroczystości, przeznaczaną równie dostatnim, chciwym wrażeń, uciech, zabaw lub rozkoszy, jak i tym biedakom, dla złagodzenia niedoli których i otarcia łez składacie ofiary.

„Gwiazdka”. Jednodniówka ilustrowana, wydana z okoliczności Bazaru przedświątecznego, urządzonego w Resursie Obywatelskiej przez Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności. Zebrał i ułożył Feliks Kwaśniewski, Warszawa 1891

 

Weszło też w zwyczaj kupowanie dzieciom książek na „Gwiazdkę." Jest-to zewszechmiar godny uszanowania zwyczaj. U nas dzieci wogóle mało czytają, a jeśli czytają, to rzeczy często nieodpowiednie.

Stefan Gębarski, Wychowanie. Z powodu gwiazdki, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1891

 

Święta i „gwiazdka!" — dla świata dziecinnego to chwile pierwszorzędnego znaczenia.
Ileż to pragnień tu cel swój znajduje!
Toć nieraz mówimy:
— Józio, zato że grzeczny, od mamy dostanie na gwiazdkę coś bardzo pięknego!
Albo:
— Władzio za niechęć do nauki, za lekkomyślność na „gwiazdkę" nic nie dostanie, bo wtedy grzeczne tylko dzieci dostają podarunki.
Kto więc choć trochę stykał się z światkiem dziecinnym, tego uwagi nie uszło to żywe zainteresowanie, które budzi się w duszy dziecka na widok lub obietnicę otrzymania jakiejś zabawki.
Dziecko dzień i noc zdolne jest marzyć o ołowianych żołnierzach, których mu stryj obiecał kupić, o armacie, z której by można było rzeczywiście strzelać, lub o lalce, któraby oczy miała i włosy tak jak żywa.

Stefan Gębarski, Wychowanie. Z powodu gwiazdki, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1891

 

Po wieczerzy, następuje rozdanie gwiazdki.
W niektórych stanach, ktokolwiek z domowych przebrany za starego Józefa, wchodzi do pokoju z rózgą, z zieloną i oświetloną choinką, ustrojoną w wstążeczki, ciastka i cukierki. Przedstawia się. że jest posłańcem od takiej a takiej gwiazdki, aby się dowiedzieć o grzeczności i postępach dzieci. Na odgłos: gwiazdka idzie! lub stary Józef idzie! dziatwa spogląda po sobie i gromadzi się w kółko. Lecz dzisiaj, straszny ten niegdyś poseł, nosi rózgę więcej od parady, a cały egzamin kończy się na dowcipnych pytaniach i rozdawaniu ładnych książeczek, zabawek, pierników albo obrazków. W innych znów okolicach, sami rodzice tem się zajmują.

K.D., Wigilja Bożego Narodzenia, w: „Gwiazdka. Wydawnictwo Ilustrowane na 1894/1895 rok. Opracowane z okazyi świąt Bożego Narodzenia”, Warszawa 1894

 

Grudzień!
Najprzyjemniejszy to miesiąc dla dziatwy. A co to święty Mikołaj przyniesie, jakiemi obsypie podarunkami? Choćby chciała, to nie mogłaby nawet dziatwa, o poczciwym staruszku zapomnieć, bo w wystawowych oknach wszystkich cukierni, z za szyb dużych nie od dzisiaj już wyzierają skrzydlate aniołki, duże wiśnie i truskawki, jabłka i gruszki i orzechy, służące do ozdoby choinek. A spójrzcie tylko do okien księgarni — co tu książeczek przepełnionych rycinami, że aż oczęta malców śmieją się, a w główeczkach tęczowe plączą się myśli.

??, Pogawędka, w: „Bluszcz”, 1895

 

Bez daty kalendarzowej, bez powtarzania tego magicznego wyrazu dość spojrzeć na fizyonomję i miasta, by przekonać się, że Święta nie za górami. Na wszystkich wystawach sklepowych świecą podarunki gwiazdkowe: tam nad drzewkiem ubranem gustownie aniołek się chwieje, tam i Święty Mikołaj o brodzie siwej śpieszy z darami i do dziatwy. Przed każdą niemal szybą okna stają maciupy i z niesłychanem zajęciem przypatrują się zabawkom. Oczęta świecą jak gwiazdki, liczko zarumienione, buziaki uśmiechnięte.
A zza szyb na nie spoziera istny kalejdoskop niespodzianek.
Wybór trudny’... Bo i aniołek nęci i lalka pięknie ubrana, i serwis porcelanowy i obrazkowych książeczek bez liku. A z przyjemnością zaznaczyć możemy, że książki dla dziatwy pojawiają się w coraz misterniejszej sukience, że rysunki coraz więcej zbliżają się do artyzmu, co oczywiście dobrze na wyrobienie smaku wpływa.
Już to formalne jest zatrzęsienie od książek dla dzieci. Bo jest-że gdzie rodzina, gdzieby t go zbytku pożałowano pociechom?... A jednak jest to zbytek — konieczny, ale zbytek... ze względu na ceny tych książek dziecinnych. Panowie dawcy kokosowy interes robią, ale może czas już pomyśleć o cenach dostępniejszych, by każda niemal wyrobnica zamieszkująca sutereny mogła dla Kasieńki lub Jasieńka swojego książkowy podarunek przynieść. Gdy cena się obniży, podniesie się koszt książki-lecz na ilości rozprzedanych egzemplarzy zysk podwójny się znajdzie. Zrozumieli to wydawcy „Biblioteki dzieł wyborowych“ i—czy źle na tem wyszli?

??, Przy kominku. (Pogawędka), w: „Bluszcz”, 1898

 

Czasopismo dla dzieci „Wieczory Rodzinne” przeznaczało prace nadesłane na swój konkurs robótek, ogłaszany dla młodych panienek, na bożonarodzeniowe prezenty dla najuboższych.

Dorocznym zwyczajem ogłaszamy dla czytelniczek „Wieczorów Rodzinnych” konkurs na roboty ręczne, mając cel podwójny na względzie: po pierwsze – wprawę ich w Robotach, których umiejętność jest nieodzowną wszystkim kobietom, a z drugiej strony – wsparcie ubogich dzieci warszawskich, bo plon konkursowy rozdajemy przed świętem Bożego Narodzenia dzieciom ze Szpitalika i ochronek, oraz niektórym znanym Redakcyi potrzebującym rodzinom.
Ogłaszamy konkurs na trzy rodzaje robót i w każdym dziale przyznamy pewną ilość nagród w książkach i odznaczeń, mając na względzie staranność i poprawność robót – a więc:
a) Na bieliznę dziecinną.
b) Na sukienki i ubranka.
c) Na roboty włóczkowe.
Przy krajaniu pomoc starszych jest dozwoloną.
Do robótek należy przypiąć kartkę ze swojem imieniem, nazwiskiem, adresem i wiekiem. Kto nie chce być wydrukowanym w sprawozdaniu z nazwiska, niech doda pseudonym.
Termin nadsyłania robót 1-go października r.b.
Adres: Mazowiecka Nr. 10. Redakcya „Wieczorów Rodzinnych.”
N. B. Z powodu trudności przy odbiorze posyłek zagranicznych, prosimy czytelniczki nasze, mieszkające zagranicą, o przysyłanie swoich robót tylko przez okazyę.

Konkurs na roboty ręczne dla panienek, w: „Wieczory Rodzinne, 1900

 

W pięciu kącikach dla pięciorga pociech poustawiano skarby, których pod choinką, choć wspaniałych rozmiarów, pomieścićby niemożna. Adaś ma wóz, konia, beczkę, trąbkę bębenek, pajaca, układanki, książeczkę, bat, i lejce — sztuk dziesięć; tyleż Basia, Cześ, Dorcia etc. Pokój dziecięcy staje się składem zabawek, których już mieści setki, za kilka tygodni przypadną imieniny jednego z dzieci, potem drugiego itd. Liczna rodzina, ciocie, babcie i wujenki w coraz większym znajdują się kłopocie, co znaleźć nieznauego a pożądanego dla najmilszych Milusińskich, którym łaskawe losy dały Gwiazdkę, imieniny, zamożne otoczenie, ludzką miłość i względy towarzyskie. A kłopot to niemały i prawdziwy; obdarzający pragną gorąco uszczęśliwić obdarowanych, a staje się to rzeczywiście trudnem.

Cecylia Niewiadomska, Wychowanie. Gwiazdka, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1902

 

Nie jest to objaw wyjątkowy, gdyż zdarza się nietylko w domach najbogatszych, ale wśród ludzi zupełnie średniej zamożności, gdy rodzina jest liczną. Ofiarowanie przez każdego z członków bagatelki na Gwiazdkę dziecku uważa się powszechnie za niezbędny dowód uczuć rodzinnych i zrozumienia obowiązku. Znam wiele domów, gdzie dla braku miejsca, dary te pomnażają tylko nieporządek, ćwicząc w nim skutecznie młode pokolenie, wywołując złorzeczenia służby i pracowników, którym przysparzają zajęcia, a często zachęcają ich do radzenia sobie w sposób, mający dużo pokrewieństwa z przestąpieniem siódmego przykazania. Można powiedzieć śmiało, że oprócz dzieci najuboższych, wszelkie inne są naci potrzebę obsypywane zabawkami, które już przez to tracą swój cel i znaczenie. Że niema w tem przesady, dowodzić nie potrzebuję zupełnie, gdyż z pośród warszawskich czytelników jeden na dziesięciu chyba nie podzieli mego zdania, czy to z powodu stosunków rodzinnych, czy innych w kółku jego zapatrywań, czy może przeprowadzonej już reformy, o którą się ten zwyczaj gwałtownie domaga.

Cecylia Niewiadomska, Wychowanie. Gwiazdka, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1902

 

Co dać dziecku na gwiazdkę? ‒ oto pytanie, które w obecnej chwili obrabiają wszystkie pisma z różnych punktów widzenia – ze stanowiska pedagogii, hygieny, czy też ze względu częstokroć najważniejszego-praktycznego. Łamią sobie głowę rodzice nad obdarowaniem swej gromadki.
Oto ośmioletni malec, któremu sprawiłby może przyjemność koń drewniany lub wózek? Ma ich pół tuzina połamanych i popsutych. Łamigłówka lub gra towarzyska? Trudno znaleźć taką, którejby już nie posiadał. Narzędzia stolarskie? Nie bawi się niemi, bo już go znudziły. Cóż wreszcie? Po długim namyśle kupuje się jakąś kosztowną automatyczną zabawkę, którą po dwóch dniach stawia się... na szafie, by ją uchronić od przedwczesnej zguby, i którą od czasu do czasu nastawiają lub nakręcają sami starsi, bawiąc się lepiej od dzieci, nie rozumiejących budowy ani zasady złożonego motoru czy maszynki.
Ze starszemi dziećmi gorzej jeszcze. Czternasto, piętnasto-letnie dziewczynki, rzecz prosta, lalkami już gardzą, książek posiadają pełne szafy pozaczynanych a niedoczytanych; zresztą od chwili, jak mają częściowo dostęp do biblioteki rodzicielskiej, przestają marzyć o książkach dla młodzieży i nie pragną widzieć ich pod choinką.

Helena Stattlerówna, Wychowanie. Na gwiazdkę, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1903

 

Z ochotą zgadzam się na to, że dzieci powinny otrzymywać podarki, ale w odpowiedniej ilości i nie nazbyt często. Imieniny gwiazdka, wreszcie staropolski tak zwany gościniec z dalekiej podróży, to chyba dość sposobności do obdarowania uszczęśliwionych malców, które dostając podarki rzadko, przyjmować je będą z tem większym zachwytem. Tymczasem, cóż się dzieje zazwyczaj? Lada piątka przyniesiona ze szkoły, powrót po tygodniowej nieobecności, wizyta wujka, cioci lub babuni, lekka niedyspozycya dzieciaka — i oto sypią się dary. Jeszcze malec nie zdążył się nacieszyć konikiem, już dostaje pajaca; rzecz naturalna, koń idzie do kąta, zaćmiony przez świeższą zabawkę; w parę dni później, zanim pajac zdążył się znudzić – przybywa budownictwo i usuwa go znów z kolei na plan dalszy, w ogólną przepaść zapomnienia.

Helena Stattlerówna, Wychowanie. Na gwiazdkę, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1903

 

Dziś już dziatwa nie wierzy w istnienie Ś-go Mikołaja, który ongi do nas przychodził z długą brodą, w biskupiem ubraniu, napawając uszanowaniem i radosną trwogą całą naszą gromadkę (rolę tę odgrywała zazwyczaj najstarsza osoba w rodzinie, prababka nasza), ani nie wierzy w to, że gwiazdkowe podarki przynosi anioł z nieba, ani wreszcie nie przejmuje się wątpliwościami co do niebiańskiego pochodzenia samego drzewka; wszystko jest dziś dla niej jasne, realne, wytłomaczone.
Nie wchodzę w to, czy tak jest lepiej czy gorzej. Być może, iż taka od początku rozwijana trzeźwość staje się później nader cennym dorobkiem życiowym, wyrabia ścisłość i krytycyzm, wreszcie chroni od wielu złudzeń i zawodów, niemniej jednak z drugiej strony pewnem jest, iż odbiera dziecinnym chwilom wielką sumę najlepszych i najpiękniejszych wrażeń i wzruszeń, takich, które przez cały szereg jednostajnych i szarych lat życia błyszczą jasnem a czystem światłem świeczek na drzewku gwiazdkowem.

Helena Stattlerówna, Wychowanie. Na gwiazdkę, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1903

 

Rok po roku, gdy przyjdą czasy zimowe, pełne chłodu, zimna i pustki w około, wtedy razem z pieśnią wesołej kolędy, z światłem drobnych świeczek na choince, sypią się podarków roje całe i niosą uciechy, śmiechu wesela ogromnie wiele. Gdzie są dzieci, tam lawiną sypią się lalki, koniki, zabawki, książeczki. Gdzie są trochę starsze dzieci, tam spadają deszczem klejnoty, suknie, książki; gdzie są jeszcze starsze, tam dają się podarki praktyczne, domowo-gospodarcze, słowem, rozmaitość tego wszystkiego bywa tak wielka i liczba tak ogromna, iż gdyby znalazł się jaki statystyk, któryby zdołał obliczyć, ile na taką jedną gwiazdkę podarunków’ rzucono po świecie — możeby się świat zdumiał, iż jeden wieczór może taki ruch sprowadzić.

Jadwiga z Z. Strokowa, Podarki Gwiazdkowe, w: „Bluszcz”, 1904

 

Ale otóż uczta skończona. Drzwi otwierają się do salonu, dziatwa wydaje okrzyk zachwytu. Pośrodku stoi choinka, ubrana zawczasu przez starsze dziewczęta i panią domu; zwieszają się z niej złocone orzechy, cukry, pierniki i różne ornamenta, w liczbie których pierwsze miejsce zajmują różnobarwne świeczki, zapalone przed samem otwarciem sali. Niekiedy ktoś się przebiera za dziadka i, stojąc pod choinką, dzwoni. Dzieci lękają się. Objaśnia im się, że ponieważ były grzeczne, więc Bozia zesłała dobrego dziadka z podarunkami. Te ostatnie leżą na stole dookoła choinki lub w pobliżu. Następuje ich podział. Każdy z obecnych zostaje obdarowany odpowiednio. Gospodarstwo nie zapomniało i o służbie. Na tę kolendę czeka ona z upragnieniem, jak każdy człowiek biedny. Prezenty dają się takie, ażeby obdarowany nie narażał się na wydatek, a więc: chustki ciepłe, spódnice uszyte, kaftaniki i t. p. dla służby żeńskiej są najodpowiedniejsze. Naturalnie wartość podarunków zależy od zamożności gospodarstwa. Jeżeli niema choinki, to podarunki gwiazdkowe rozdawane bywają podczas uczty wigilijnej, a niekiedy leżą przy każdem nakryciu.

Mieczysław Rościszewski, Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów. Dzieło, opracowane na podstawie licznych źródeł swojskich i obcych, Warszawa 1904

 

Kolendę w gotówce robią sobie mąż i żona, rodzice i dzieci, państwo i służba, rodzice chrzestni i ich chrześniacy, wujowie, ciotki i ich siostrzenice i siostrzeńcy. Naszem zdaniem, najmilsza to i najstosowniejsza kolenda. Jeżeli się nie daje pieniędzy, to trzeba dać przedmiot użyteczny, czy coś z ubrania, bielizny, sreber stołowych, nakrycia i t. p.
W stosunkach zażyłych można posłać kosz wina, owoców, jakichś frykasów zagranicznych, puszkę kawioru i t. p.

Mieczysław Rościszewski, Księga obyczajów towarzyskich, Lwów 1905

 

Wogóle, w tym wyjątkowym roku powinniśmy naszą wieczerzę urządzić jak najskromniej. Pieczenie strucli zmniejszyć o tyle, aby zaledwie na parę dni świątecznych wystarczyło, podarki zaś, które przy licznej rodzinie i domownikach pociągają nieraz znaczne wydatki, wybierać bardzo oględnie, szczególniej dla dzieci. Dla mniejszych dzieci każda zabawka jest największem uszczęśliwieniem, ale nie kupujmy kosztownych; dziecko tak niewiele potrzebuje, aby mu radość sprawić, a dowiedzione jest, że często lepiej się bawi zabawką tanią, niż kosztowną i nawet dłużej ją uszanuje. Zamiast zabawek, część pieniędzy przeznaczmy na zakupy dla biednych rodzin, którym brak będzie na święta funduszu na najniezbędniejsze potrzeby.

Paulina Szumlańska, Rady gospodarskie, w: „Tygodnik Mód i Powieści”, 1905

 

Czekające pod choinką w Wigilię prezenty wspominała z rozrzewnieniem Sabina Dembowska:

Nareszcie dzwonek! Drzwi się otwierają i dzieciarnia wpada do środka. Wszyscy olśnieni widokiem choinki, na które płoną kolorowe świeczki. Mienią się w blaskach różnobarwne, błyszczące kule, wzbudzają zachwyt ozdoby, słodycze i inne niewypowiedziane cudeńka. Pod choinką stos podarunków: zabawki, książki i inne przedmioty, często bardzo praktyczne i służące do codziennego użytku. Spoglądaliśmy na dary pełni różnorodnych uczuć. Co chwila radosne okrzyki: „Moje najładniejsze!” Rzucaliśmy się rodzicom na szyję, pełni szczęścia i radości.
Ojciec zasiadał do fortepianu i rozpoczynały się kolędy, mamusia rozdawała orzechy, pierniki i inne rozkosze. Potem dzieci szły spać, a rodzie ze starszym rodzeństwem udawali się na Pasterkę.

Sabina Dembowska, Na każde wezwanie. Wspomnienia lekarki, Warszawa 1982

 

Antoni Kieniewicz wspomina rozdawanie kolędy, a także osobiste kupowanie upominków świątecznych:

Po wieczerzy zapalenie choinki, bardzo gustownie ubranej, tym razem przez Fraulein Louise Othmer, nauczycielkę Dziuni, i rozdawanie przez mamę różnych upominków dla młodzieży.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

Jedno z drugim zabawiliśmy w Leonpolu około tygodnia i w drodze powrotnej do domu zatrzymaliśmy się na parę dni w Wilnie dla załatwienia dorocznych zakupów świątecznych, na zbliżające się święta Bożego Narodzenia. Chodziło o nabycie na gwiazdkę nie tylko ozdób gwiazdkowych oraz prezentów dla Herutka, wszystkich domowników i służby, lecz sporo przeróżnych materiałów na sukienki i ubranka dla dziatwy uczęszczającej do szkółki w Łopczy. A ileż trzeba było przywieźć do domu przeróżnych bakalii, pomarańcz, mandarynek, tak aby tego wystarczyło na parę tygodni dla siebie i gości świątecznych.

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Wspomnienia zamierzchłej przeszłości, 1989

 

Otrzymywałyśmy z Dziunią bardzo dużo ładnych prezentów, ale tak często bywałyśmy obdarzane w ciągu roku, że nie czekałyśmy na nie z tym podnieceniem, jakie utarło się wśród dzieci innych krajów i późniejszego pokolenia. Przy kutii łamano się opłatkiem i zjadano tradycyjne potrawy, powszechnie uważane za bardzo złe.

Janina z Puttkamerów Żółtowska, Inne czasy, inni ludzie, Londyn 1998

 

Bardzo poważnie sprawę kolędy traktowano w domu Czapskich:

Boże Narodzenie było zawsze obchodzone bardzo uroczyście. Ekonomowie czterech folwarków przyłuckich i dalszego klucza Samuelowa i Karolowa mieli zlecone sporządzenie dokładnych spisów służby folwarcznej, z wyliczeniem imion dzieci i ich wieku, do lat czternastu. Szyto dla nich w domu: sukienki, spodenki, koszule, kurtki, przeważnie barchanowe albo perkalowe; dla niemowląt były czepki włóczkowe naszej fabrykacji. To wszystko wiązano w paczki, składano do koszów i rozsyłano po folwarkach. Zdaje mi się, że nie popełniano po drodze żadnych nadużyć. Cała służba domowa i stajenna dostawała po worku z bakaliami, a ponadto prezent indywidualny, zawsze coś z ubrania, dla kobiet materiał na suknię lub bluzkę, szalik albo pończochy, dla mężczyzn: koszula, rękawiczki, skarpetki itp. Potem, przy akompaniamencie mamy, w radosnym nastroju, śpiewaliśmy kolędy pod jaśniejącą choinką.
„Nasze Boże Narodzenie było piękne i wesołe, jak zwykle – pisała mama – z wszystkimi drogimi dziećmi w dobrym zdrowiu. W sumie trzysta sześćdziesiąt dwie osoby zostały obdarowane. Jerzy ofiarował mi prześliczną suknię i wspaniały wachlarz...”

Maria Czapska, Europa w rodzinie, Kraków 2014

 

Na podobny temat: Wieczerza wigilijnaWypieki bożonarodzeniowe, Boże NarodzenieChoinka